Strona 1 z 2

Take away my heartache

: ndz mar 15, 2026 6:28 pm
autor: Santiago de la Serna
Następnego dnia Santiago - jak obiecał - zabrał Alvaro do lekarza. Zebrał się w sobie i uparł się, że tym razem nie weźmie ze sobą laski, którą niedawno kupił przez internet, żeby było mu łatwiej się poruszać. Twierdził, że dziś czuje się znacznie lepiej, niż ostatnio, więc jej nie potrzebuje - to nie była prawda, ale po prostu się uparł i koniec. Cały czas starał się być wsparciem dla stresującego się Alvaro, powtarzał, że nic takiego się nie stało, że nie dzieje się nic złego, że to na pewno tylko wzdęcia albo niestrawność, tylko po prostu lepiej, żeby to ocenił lekarz.
W głębi duszy jednak sam też się stresował, choć umiejętnie to maskował i chował pod swoim zwykłym kocurowym uśmiechem kogoś, kto niczym się nie przejmuje i nie ma żadnych zmartwień - bał się o Salvatierrę i podejrzewał, że jednak coś złego dzieje się z jego sercem. To dlatego wczoraj od razu wyszukał lekarza z wizytą dostępna na dzisiaj; uważał, że to jest problem do jak najszybszego sprawdzenia i nie ma co z tym zwlekać. A jeśli się faktycznie okaże, że to jakieś problemy z przewodem pokarmowym, to tylko lepiej.
Uparł się nawet, że sam będzie prowadził samochód mimo, że od jakiegoś roku nie siedział za kółkiem. Ale dzisiaj po prostu musiał. Ponieważ wyciągnął przyjaciela z domu odpowiednio wcześnie, mógł jechać niezwykle ostrożnie i przepisowo - i tak właśnie jechał. Podprowadził mężczyznę do rejestracji, a później usiadł z nim pod gabinetem, udając całkowicie wyluzowanego i nie stresującego się absolutnie niczym. Miał nadzieję, że Alvaro nie dopatruje się w nim jakichś drobnych spięć mięśni, nerwowych spojrzeń ani zdenerwowania ukrytego w oczach - doprawdy nie było mu to teraz potrzebne.
- Alvaro Salvatierra? - zapytał lekarz, wychodząc z gabinetu - Zapraszam.

Alvaro Salvatierra

Take away my heartache

: ndz mar 15, 2026 7:42 pm
autor: Alvaro Salvatierra
outfit


Alvaro wcale nie miał ochoty jechać do lekarza, z prostej przyczyny: bał się, że usłyszy, że to coś poważnego, a wcale nie chciał usłyszeć czegoś podobnego. Nie miał teraz czasu na chorowanie, miał pracę którą naprawdę lubił, dobrze zarabiał, miał małego szkraba (który miał już niemal pół roku, dacie wiarę?), właśnie kończyli przygotowywać mu pokój w domu Santiago, a poza tym poza pierwszy od dawna był naprawdę szczęśliwy i spełniony u boku faceta, którego kochał, odkąd właściwie sięgał pamięcią. Dosłownie - nie miał teraz czasu na to, żeby chorować. Próbował coś nawet przebąknąć, że może przełożą tego lekarza na jakiś inny termin, że może to wcale nic takiego pilnego, ale sposób w jaki Santiago na niego spojrzał skutecznie zniechęcił go do dalszych prób wykręcenia się od badań.
Tym razem Palermo nie doszukiwał się w Santiago ukrywania jego prawdziwych emocji - nie musiał i nie chciał tego robić. Domyślał się, że Tiago był zestresowany w podobnym stopniu co on sam, ale akurat teraz był mu wdzięczny, że tego nie pokazywał. W tym jednym momencie potrzebował tego uśmiechniętego ironicznie dupka, któremu wszystko w życiu po prostu wychodziło i który miał u stóp cały świat, jeśli tylko tego chciał. Być może to trochę wygodnickie z jego strony, ale o ile zwykle był w stanie być silny, o ile potrafił potrzymać Santiago - jakkolwiek, czy to psychicznie, czy fizycznie - to o tyle teraz nie był już aż tak silny, żeby utrzymać samego siebie w ryzach, a co dopiero jeszcze drugą osobę.
Zgodził się nawet, żeby to Santiago prowadził, ale i tak trochę marudził - że dawno nie siedział za kółkiem, że lepiej by było, gdyby to on poprowadził, że najważniejsze, że Santiago przy nim jest i że nie musi robić nic więcej... ale nie do końca była to prawda, bo naprawdę był mu wdzięczny za to, że usiadł za kółkiem, gdyż obawiał się, że on akurat mógłby nie dowieźć ich do celu w jednym kawałku.
Gdy siedział już pod gabinetem nerwowo obgryzał skórki tuż przy paznokciach, a jego noga podskakiwała tak szybko, jakby właśnie trenowała do maratonu. Gdy w końcu z gabinetu wyszedł lekarz i zaprosił go do środka Alvaro podniósł się z krzesła, rzucając jeszcze krótkie spojrzenie na Santiago i wszedł za doktorem do gabinetu. Chciał poprosić Santiago, żeby faktycznie wszedł za nim do środka, ale... chyba uznał, że doktor pomyśli sobie o nim nie wiadomo co, że facet w wieku lat czterdziestu potrzebuje trzymania za rączkę w gabinecie, więc ostatecznie zrezygnował z tego pomysłu. Mimo to, gdy usiadł już na krześle czy na leżance, zależy gdzie doktorek mu kazał, czuł się trochę tak, jakby wszedł do tego gabinetu niepełny. Jakby zostawił na tym korytarzu jakąś część siebie. Mały, pieprzony obsesjonista.

Santiago de la Serna

Take away my heartache

: ndz mar 15, 2026 8:21 pm
autor: Santiago de la Serna
Tak, Santiago doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Alvaro właśnie takiego go teraz potrzebuje, bo nie dałby rady poradzić sobie z nerwami, gdyby jeszcze Tiago panikował. Dlatego też przykleił na twarz uśmiech dupka i twierdził, że to tylko formalność, ale nie ma mowy, żeby przełożyć tę wizytę. Po prostu nie i koniec. To znaczy - nie mówił tego, ale rzeczywiście rzucił Alvaro piorunujące spojrzenie, które miało przybić mężczyznę do podłogi i skutecznie zniechęcić do dalszych takich prób. Rozumiał jednak, dlaczego Salvatierra chciał uciec przed tą wizytą: on sam też uciekał wielokrotnie, uciekał długo i poszedł wreszcie do lekarza, kiedy już czuł, że jest naprawdę źle i przestaje sobie radzić ze sobą. Że coraz częściej odczuwa zmęczenie, że coraz częściej trzęsą mu się ręce, że te objawy się nasilają, że traci oddech, jest coraz bardziej osłabiony; bywały wręcz momenty, kiedy nie mógł się podnieść rano z łóżka. Wtedy w końcu poszedł, z duszą na ramieniu, obawiając się, że może ma jakiegoś raka czy chorobę serca, dowie się, że niedługo umrze.
W tym ostatnim się nie mylił.
Z drugiej strony wiedział, że odwlekanie wizyty może tylko pogorszyć wszystko, jeśli rzeczywiście okazałoby się, że stan zdrowia jest poważny; w wielu wypadkach dało się wyleczyć, jeśli tylko reakcja na objawy byłaby odpowiednio szybka. Tak, to była logika. Co innego jednak z praktyką, bo strach bywał znacznie silniejszy - i po to Alvaro miał teraz Santiago.
Pod gabinetem, widząc to obgryzanie skórek i podskakującą nogę mężczyzny, de la Serna uśmiechnął się i położył dłoń na jego kolanie.
- Calmate - powiedział łagodnie - No es la primera vez que vas al médico. No te hará daño. Te recetará unas pastillas para los gases y nos iremos a casa.
Gdy lekarz wywołał Alvaro, Santiago przyjrzał się partnerowi spojrzeniem mówiącym "jeśli chcesz, mogę z tobą wejść", ale nie odezwał się, nie chcąc robić mu wstydu. Ostatecznie został na korytarzu i dopiero wtedy pozwolił sobie odetchnąć głęboko na uspokojenie. Oparł łokcie o kolana, a palce wsunął we włosy, opierając czoło na dłoniach. Teraz on miał ochotę potrząsać nogą i gryźć skórki.

Alvaro Salvatierra

Take away my heartache

: ndz mar 15, 2026 8:22 pm
autor: Łoś Superktoś
Lekarz był sympatycznym, nieco młodszym od Alvaro człowiekiem. Zauważył te spojrzenia, którymi mężczyźni się wymienili, ale nie skomentował tego w żaden sposób: nie zabroniłby temu drugiemu wejść i wspierać przyjaciela czy partnera - kimkolwiek oni dla siebie byli. Decyzja jednak należała do pacjenta, a on nie zwykł się w takie rzeczy wtrącać, chyba, że absolutnie musiał wyprosić osobę towarzyszącą z gabinetu z jakiegoś powodu (na przykład przeszkadzała w badaniu).
- Dobrze, proszę, w czym mogę pomóc? - zapytał ciepło, spodziewając się kolejnego dzisiaj przeziębienia. W taką pogodę nietrudno było o takie sprawy, tym bardziej, że doprawdy ciężko było przewidzieć, jak powinno się ubrać tego dnia, a to skutkowało smarkaniem, drapaniem gardła i prośbami o zwolnienie z pracy. Co jednak ciekawe, ten człowiek nie wyglądał, jakby miał zapchany nos czy ból gardła, więc być może przyszedł z innym problemem. Może biegunka...? To też się często zdarzało. Albo bolące uszko. Taki standard wizyt internistycznych, z których większość kończyła się tak samo: tydzień zwolnienia, odpowiednie recepty i przechodziło.

Alvaro Salvatierra

Take away my heartache

: ndz mar 15, 2026 8:46 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Właściwie Alvaro nie wiedział o co konkretnie mu chodziło i dlaczego nie chciał, żeby Santiago wszedł z nim do środka. Czy tylko o to, że w swoim mniemaniu był za stary na to, żeby towarzyszył mu jego partner? Może, bo raczej nie o to, że w ogóle tego partnera miałby tam ze sobą mieć; przecież nigdy nie był człowiekiem, który wstydził się własnej orientacji seksualnej, a raczej sprawiał wrażenie, jakby mógł się dosłownie obwiesić tęczową flagą i tak chodzić po mieście. Nie miał też większego problemu z okazywaniem uczuć w przestrzeni publicznej, z trzymaniem za rękę i skradnięciem delikatnego całusa ot tak. Ta kwestia więc mogła być raczej odrzucona, pewnie chodziło więc wyłącznie o to "bycie za dużym".
Alvaro usiadł, zakładając nogę na nogę i próbując wyglądać na rozluźnionego, ale raczej dość średnio mu wychodziło. Widać było, że jest spięty i zestresowany, nawet jeśli starał się siedzieć w miarę spokojnie - tym razem poruszał nogą, którą opierał na drugiej, stojącej na podłodze, więc wciąż sprawiał wrażenie, jakby chciało mu się podskakiwać. I wcale nie było to miłe podskakiwanie, nie było wynikiem radości czy szczęścia. Zdecydowanie nie.
- Od kilku miesięcy odczuwam ból, gdzieś tutaj - wykonał delikatny obrót nadgarstkiem, palcem wskazującym wskazując na lewą stronę swojej klatki piersiowej. - Czasem jest lekki, jakby takie ukłucia, a czasem mam wrażenie, że ktoś postawił mi tam jakiś duży ciężar. - mimowolnie jego kciuk powędrował pomiędzy zęby, ale dość szybko się zorientował, że gryzienie się przy lekarzu może nie być specjalnie dobrym pomysłem, więc cofnął rękę i obie dłonie położył na poręczach krzesła.
- Miewam też problemy ze złapaniem oddechu, mimo że wcześniej niekoniecznie wykonuję jakiś wysiłek. Szybciej się męczę i to chyba nie tylko kwestia wieku. - kącik jego ust drgnął w półuśmiechu. - Najpierw myślałem, że to stres, bo trochę się ostatnio działo w moim życiu, ale... ale ostatnio nie jestem tego taki pewien, wie pan - wzruszył lekko ramionami, wciąż trochę pozując na takiego, który jest zrelaksowany i przyszedł tutaj właściwie dla profilaktyki. - Chciałbym się upewnić, że to nic poważnego.

Santiago de la Serna

Take away my heartache

: ndz mar 15, 2026 8:59 pm
autor: Łoś Superktoś
O, czyli wreszcie coś ciekawszego, niż katarek! Lekarz ucieszył się, że wreszcie będzie miał okazję zbadać pacjenta pod innym kątem, niż przeziębienie, choć oczywiście nie okazywał tego na zewnątrz - cieszyć się będzie później, kiedy z tej okazji pójdzie po ciastko do pobliskiej cukierni. Póki co musiał być profesjonalny i rzeczowy, a przede wszystkim - nie dać pacjentowi odczuć, że to może być coś poważnego, dopóki nie potwierdzi lub nie wykluczy jakiejś diagnozy. Odnotował to, co Alvaro mówił, po czym jego dłonie zawisły nad klawiaturą.
- Mierzy pan ciśnienie? - zapytał - Czy nadal ma pan stresujące życie? Czy jest pan w stanie tego stresu unikać?
Miał więcej pytań, ale nie chciał zadawać ich wszystkich na raz, jak z karabinu, bo to po pierwsze zagubiłoby pacjenta, a po drugie zestresowałoby go, co zdecydowanie nie było wskazane w tej sytuacji. Odczekał, aż Alvaro odpowie na tych kilka pierwszych, zanotował odpowiedzi w karcie i dopiero przeszedł do kolejnych.
- Czy ból jest piekący, czy raczej kłujący? Jak często się to zdarza? Od jak dawna?
Kolejna przerwa na odpowiedzi, notatki w karcie pacjenta, następna seria pytań:
- Czy to się zdarza w konkretnych sytuacjach, czy niezależnie od tego, co się dzieje? Czy ból się nasila, kiedy przybiera pan konkretną pozycję ciała?

Alvaro Salvatierra

Take away my heartache

: ndz mar 15, 2026 9:23 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Alvaro już po dwóch pierwszych pytaniach miał ochotę wstać i wyjść, choć teoretycznie lekarz nie zrobił ani nie powiedział niczego takiego. Salvatierra zacisnął jednak szczękę, pochylając się minimalnie nad biurkiem i wbijając swoje jasne oczy w doktorka; prawdopodobnie nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, że w tej krótkiej chwili wyglądał jak psychopatyczny morderca, który czeka właśnie w swojej celi śmierci na śmiertelny zastrzyk i jest gotów zabić spojrzeniem każdego, kto chociażby na niego spojrzy.
- Niedawno urodziło mi się dziecko, odpowiadam za ważne projekty w firmie, a mój facet jest chory na coś, na co jeszcze nie wymyślili lekarstwa i nie wiem czy został mu miesiąc czy może pół roku - otrzeźwiło go nieco dopiero to, gdy usłyszał, jak niski i niemal zwierzęcy warkot wydobył się z jego gardła. Ponownie opadł na krzesło, wtulając plecy w oparcie i przymknął oczy. - Więc tak, mam stresujące życie nie wiem, czy da się to jakoś ograniczyć. I nie, nie mierzę ciśnienia.
Ochota, żeby stąd wyjść, była coraz większa, ale starał się wytrzymać ten grad pytań i odpowiadać na kolejne już nieco spokojniej; brał pod uwagę to, że Santiago zapewne nadal siedział pod gabinetem, więc jeśli wyjdzie stamtąd półtorej minuty po wejściu, to jednak ciężko będzie udawać, że już po badaniu i że w sumie wszystko jest w porządku, nie ma się czym martwić i mogą wrócić do domu. Chyba tylko to utrzymało go na siedzeniu.
- Piekący, chyba. Nie wiem, nie znam się na rodzajach bólu. - wywrócił oczami. Jego noga znów zaczęła podskakiwać. - Nie wiem czy często... raz na jakiś czas, zwykle przynajmniej kilka razy w tygodniu, powiedzmy raz na dwa-trzy dni. Zaczęło się mniej więcej we wrześniu albo w październiku, coś takiego.
Przebiegł wzrokiem po gabinecie, czekając na kolejne pytania i wciąż walcząc z przemożną chęcią ucieczki.
- Nie zauważyłem, żeby działo się tak w konkretnych sytuacjach albo w konkretnych... pozycjach. Często zaczyna mnie boleć w momencie, gdy prowadzę jakąś emocjonującą rozmowę, to fakt, ale nie tylko wtedy. Nie wiem kiedy się nasila, ale wiem, że jeśli się położę albo przynajmniej jakiś czas posiedzę i staram się nie poruszać, to wtedy przechodzi i mogę potem normalnie oddychać i już nie boli aż tak bardzo. Po jakimś czasie odpoczynku zwykle przechodzi całkiem, przynajmniej na jakiś czas.

Santiago de la Serna

Take away my heartache

: ndz mar 15, 2026 9:37 pm
autor: Łoś Superktoś
Lekarz przyjrzał się mężczyźnie, nieco zaskoczony jego warkotem. Owszem, nie raz zdarzały mu się podobne sytuacje, kiedy pacjenci irytowali się, że w ogóle prowadzi się z nimi wywiad, co jednak niezmiennie go dziwiło, bo przecież sami przyszli, a on nie był magikiem, który tylko spojrzy na człowieka i natychmiast wie, co mu jest. W tej chwili miał ochotę odpalić, że nie musi zadawać tych wszystkich pytań, tylko po prostu wysłać go do kardiologa, być może bez sensu, niech się facet wykosztuje bez potrzeby, to jak wróci, to może zmięknie. Powstrzymał się jednak przed podobnymi uwagami i jedynie odnotował odpowiedzi w jego karcie.
- Dobrze, teraz zmierzymy ciśnienie, a potem pana osłucham - powiedział, skończywszy pisać - Podciągamy rękaw.
Mimo wszystko zauważył, że ton jego wypowiedzi - wcześniej dość ciepły - teraz nieco ochłódł. Nie zwracał się do mężczyzny obcesowo, ale nie był już tak miły, jak na początku; nie widział potrzeby, skoro gość na niego warczał tylko dlatego, że ten chciał go rzetelnie zbadać. Sam jednak siebie skarcił za podobne zachowanie, bo z drugiej strony był w stanie to do pewnego stopnia zrozumieć: Alvaro musiał się stresować tą sytuacją i bać, że dzieje mu się coś poważnego; a jego obawy nie były takie bezpodstawne.
Założył mu ciśnieniomierz na ramię, a chwilę później stwierdził, że jest ono zbyt wysokie. Zachował to jednak na razie dla siebie.
- To pana partner jest tam, za drzwiami? - zapytał już łagodniej, zdejmując opaskę z ręki mężczyzny - Miło widzieć takie wsparcie. Proszę zdjąć marynarkę i koszulkę.
Osłuchał Alvaro, w głównej mierze zwracając uwagę na odgłosy bicia serca. Coś mu się w nich nie podobało, ale nie chciał nic wyrokować - był internistą, więc nie zamierzał wygłaszać żadnych teorii, póki mężczyzny nie zbada specjalista.
- Żadnych objawów poza dusznościami i bólem w klatce piersiowej pan nie zauważył? Ból brzucha, pleców, coś innego? - zapytał, siadając z powrotem do biurka - Można się ubrać.

Alvaro Salvatierra

Take away my heartache

: ndz mar 15, 2026 10:00 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Prawdę mówiąc Alvaro szybko pożałował tego warkotu - ostatecznie facet nic mu nie zrobił, a musiał zadać mu pytania, żeby czegokolwiek się nim dowiedzieć i żeby wiedzieć co mogło mu być, co wykluczyć, a co ewentualnie zalecić dalej. Kolejnego warkotu więc z jego strony nie było, a gdy lekarz podszedł, żeby zbadać mu ciśnienie - do badania posłusznie podwinął rękaw - Palermo spoglądał na niego już nie wojowniczo, nie ze złością, a raczej jak dziecko, które coś przeskrobało i jest mu strasznie przykro, ale nie wie jak może to naprawić.
- Tak, to Santiago - uśmiechnął się lekko na pytanie lekarza o partnera czekającego za drzwiami. - I... przepraszam. - odchrząknął, uciekając na chwilę wzrokiem. - Nie powinienem na pana warczeć. To nie pana wina, że jest tak a nie inaczej.
Posłusznie zdjął zarówno marynarkę jak i koszulę, odkładając ubrania na swoje kolana i wyprostował się nieco, pozwalając się zbadać. Potem ubrał się z powrotem, a jego wzrok na dłużej utkwił w drzwiach prowadzących na korytarz.
- Wiem, że to pewnie głupie, ale... mogę poprosić go, żeby przyszedł tu ze mną? Będę się czuł... po prostu lepiej, no.
Sam nie wiedział co go podkusiło, żeby zadać to pytanie, ale od razu po nim poczuł jak jakiś ciężar spada z jego klatki piersiowej, a już zwłaszcza, gdy lekarz zgodził się na zaproszenie Santiago do środka. Alvaro podniósł się więc z krzesła, niemal podbiegł do drzwi i uchylił je lekko, zaglądając na korytarz.
- ¿Santi? ¿Puedes entrar conmigo? - wyciągnął do niego rękę, a gdy ten ją przyjął, Alvaro wszedł z nim do środka i zamknął za nimi drzwi, po czym wrócił na swoje krzesło; tym razem jego wzrok uciekał lekko w stronę mężczyzny, którego kochał całym sercem, ale jednocześnie było mu znacznie lżej i znacznie łatwiej prowadzić tą rozmowę.
- A więc, odpowiadając na pana pytania, to nie są to jedyne objawy, jakie zauważyłem. - westchnął cicho. - Czasem jest mi niedobrze, kręci mi się w głowie, boli mnie brzuch... No i ten ból czasem się przesuwa. Powiedzmy, że zaczyna się zwykle w klatce piersiowej, a potem tak... wędruje. Do barków, szyi, pomiędzy łopatki.

Santiago de la Serna

Take away my heartache

: ndz mar 15, 2026 10:23 pm
autor: Łoś Superktoś
Lekarz uśmiechnął się, słysząc przeprosiny i irytacja na warczenie pacjenta całkiem mu minęła, tym bardziej, jak widział, że facetowi jest teraz głupio z tego powodu.
- Nie szkodzi - odpowiedział łagodnie - I tak, oczywiście, może pan poprosić partnera, nie mam nic przeciw temu.
Machnął zapraszająco ręką w stronę drzwi. Odczekał chwilę, aż mężczyźni usadowią się na krzesłach, po czym skierował spojrzenie z powrotem na swojego pacjenta. Zanotował wszystko, co ten mu mówił, po czym zastanowił się chwilę. Był prawie pewien problemów z sercem, jednak dla spokoju ducha i swojego, i przede wszystkim pacjenta, uznał, że skoro występował ból brzucha, to warto sprawdzić również to. A nuż jednak to nie w sercu był problem, choć wszystko na to wskazywało, niestety.
- Dobrze, proszę się jeszcze położyć na kozetce, zbadam pański brzuch. Proszę podwinąć koszulkę.
Kiedy Alvaro wykonał polecenie i lekarz zbadał go, naciskając tu i ówdzie, pytając, czy boli, w końcu znów wrócił za biurko.
- Nie zauważyłem żadnych nieprawidłowości w brzuchu - powiedział, kiedy odnotował efekt badania w karcie - Dla całkowitej pewności wystawię panu skierowanie na USG jamy brzusznej i płuc, jednak otrzyma pan również skierowanie na EKG i echo serca. Proszę regularnie mierzyć ciśnienie. Jeśli nie ma pan ciśnieniomierza w domu, to w wielu aptekach są dostępne takie do użytku pacjentów. Proszę też zbadać krew, tu ma pan wypisane, jakie konkretnie badania potrzebujemy. Myślę, że najlepiej będzie najpierw zająć się krwią, jeśli jest pan na czczo, możemy to zrobić zaraz. Potem USG, a na końcu EKG i echo.
Podał Alvaro trzy kartki z wydrukami.
- W zależności od wyników proszę wrócić tutaj lub kierować się tam, gdzie zalecą specjaliści. I wiem, że to stara śpiewka lekarzy, że w dzisiejszych czasach niewykonalne, zwłaszcza mając małe dziecko, angażującą pracę i... - zerknął na Santiago i zawahał się - I inne problemy, ale proszę w miarę możliwości unikać stresów. Dużo relaksu, dużo odpoczynku.

Alvaro Salvatierra