Strona 1 z 3

all the games we play

: ndz mar 15, 2026 10:48 pm
autor: Alexis Bennett
“If music be the food of love, play on.
Give me excess of it, that, surfeiting,
The appetite may sicken and so die.”


Pojebało go. Nie było innego wytłumaczenia na bałagan, jaki miał w głowie.
Catherine zapakowała mu jedzenie, ciężar siatki był całkiem niezłym uziemieniem dla jego rozbieganych myśli. Lepsze to, niż nic.
Nie bawił się w takie rzeczy zazwyczaj, okay? Lata temu, spędzając czas z Holloway nie musiał się zastanawiać o cholerę tu chodziło i co oni właściwie robili. A teraz.. Teraz działo się wszystko, na raz. Zaskakiwało go z jaką łatwością wrócił do pisania z nią jakby cofnęli się w czasie. Jak naturalnie przyszło mu podrzucanie niezbyt czystych pomysłów na spędzenie czasu, przynajmniej jakby byli kiedykolwiek "razem". Nie byli. Ani w przeszłości, ani z końcem tego roku; był niczyj, należał do siebie i lubił to.
Na pewno?
Wpadła z impetem znów w jego życie, tamtego dnia musiał zagłuszyć natrętne myśli i zwykle mógłby po prostu oddać się używkom, ale jedyne co wydawały się wzmagać, to potrzeba stalkowania. Nie był stalkerem. Nie chciał przekopywać się przez dokumenty w biurze, żeby wygrzebać adres Vity i jej numer telefonu. Nie podała mu ich, więc..
Tego dnia znów postanowiła podjąć decyzję za niego, a on znów jej na to pozwalał. Idiota.
- Dostawa. - tak się zapowiedział, gdy usłyszał ją w domofonie, potem tylko wspiął się na jej piętro. - W sumie mógłbym być dostawcą.. gdybym miał prawo jazdy. - wyszczerzył się do niej na powitanie, próbując zignorować to, jak jego serce podskoczyło na jej widok. God damn. Zawsze tak na niego działała, czy to była jakaś nowa, postępująca choroba? Zawsze go tak hipnotyzowała, czy to był jeden z objawów?
Uznał, że skupienie się na jedzeniu, to był dobry pierwszy ruch, bo szczerze, też był głodny; dawało mu to też wymówkę, bo naprawdę nie wiedział, jak miał się z nią przywitać. Ostatni pocałunek tydzień wcześniej był zupełnie inny niż.. Niż wszystko inne? Zbyt skomplikowane. Nie potrafił trawić takich rzeczy, z jedzeniem radził sobie znacznie lepiej, więc po prostu wyminął ją, pokazując idiotycznie długi język po drodze i znalazł drogę do kuchni, gdzie mógł odłożyć siatkę na blat. Póki miał zajęte ręce, nie musiał się obawiać, że odwali coś głupiego, prawda?

vita holloway

all the games we play

: ndz mar 15, 2026 11:28 pm
autor: vita holloway
i told you I'll be waiting
hiding from the rainfall


Nie wiedziała, co tak właściwie siedziało jej w głowie. Przecież miała to sobie wszystko poukładać, przemyśleć, czy jakakolwiek znajomość - jej wznowienie - będzie dobrym pomysłem. Ale co w tym wszystkim właściwie szkodziło? Serio? Czy naprawdę miała się za taką idiotkę? Spędzając drugi dzień na malowaniu obrazu, zerkała raz po raz na swój telefon, po czym jej wzrok znów tkwił w portrecie, który namalowała - twarzy Bennetta. Przecież to nic takiego, że go namalowała i myślała o nim od tamtego pocałunku, prawda? O tym, że tęskniła za posmakiem jego ust, który pozostawił tamten nocny pocałunek, przed którym bała się przyznać, że jej się podobał.
Pisanie do niego, wymienianie SMS-ów, spoglądanie co chwilę na ekran, czy aby na pewno nie odpisał, sprawiało, że w jej klatce piersiowej pojawiało się ciepłe uczucie, a kąciki ust same drgały. Wcale nie była dziś w pracy - faktycznie kiepsko się czuła, a poza tym miała wolne. Nie chciała tylko, żeby wiedział, że naprawdę chciała go zobaczyć, więc musiała znaleźć na to jakąś wymówkę. Gdy zgodził się przynieść jedzenie, prawie podskoczyła z zachwytu. Poszła do lodówki po sodę i otworzyła ją, by po odwróceniu się ujrzeć Milo, który spoglądał na nią, jakby właśnie ją oceniał.- Nie patrz tak na mnie, to tylko przyjaciel z przeszłości - prychnęła pod nosem.

Czekając, tak bardzo jej się dłużyło, że w końcu zdecydowała się pójść pod prysznic i przebrać w piżamę. Nie miała co ze sobą zrobić i tylko patrzyła w ekran, aż pojawi się potwierdzenie, że jedzie. Podekscytowanie wypełniało jej pierś. Naprawdę chciała go zobaczyć. Przyjrzeć się jeszcze raz jego oczom, temu pasemku siwych włosów, które dodawało jego fryzurze charakteru, zadbanemu zarostowi. Chciała go znowu poczuć. Ah, to wszystko było takie skomplikowane. Za skomplikowane. Ale zanim zdążyła się nad tym dłużej zastanowić, usłyszała pukanie do drzwi. Podbiegła do nich, otworzyła je i uśmiechnęła się szeroko.- Dostaje pan ode mnie dwie gwiazdki! - prychnęła, podążając za nim do kuchni i przyglądając się jego plecom. Bardzo chciała go przytulić. Zatrzymała jednak ręce przy sobie. A kiedy położył jedzenie na blacie, chwyciła talerzyki i sztućce i poszła do salonu, żeby położyć je na stole. Wróciła po pojemniki i ustawiła je obok, żeby mogli nałożyć sobie, kto co chciał. Zapach jedzenia wypełnił jej nozdrza i zamknęła oczy z uśmiechem.- Fucking hell, zaraz dostanę foodgasmu - rzuciła rozochocona. - Dobra, Lexie, w lodówce masz piwo, sodę - bierz, co chcesz, i chodź tutaj!-Rozsiadła się na kanapie podekscytowana, klaszcząc lekko dłońmi-Weź mi colkę, proszę!- dodała, włączając telewizor i Spotify, żeby w tle leciała muzyczka.- Jak zjemy, może chcesz rundkę w Tekkena albo Mortal Kombat? Skopię ci dupsko!- Była przeszczęśliwa. Dlaczego wszystko przy nim było takie łatwe? Tak… naturalne?

dostawca

all the games we play

: pn mar 16, 2026 12:00 am
autor: Alexis Bennett
Roześmiał się szczerze, słysząc, że dawała mu tylko dwie gwiazdki, ale postanowił nie odpowiedzieć. Powinna spróbować jedzenia którego nie przygotował i dopiero wtedy oceniać! Poza tym, to nie jego wina, że pan Uber był chyba nowy w mieście i nie ogarniał jak się jeździ. To znaczy jechał okay, tylko tkwił w korku raz po raz. Lexie powinien sobie kupić rower, to właściwie nie był taki zły pomysł.
"Fucking hell, zaraz dostanę foodgasmu." Na moment wstrzymał oddech, uśmiechając się pod nosem idiotycznie; ciało nadal robiło, co kazał, pomagając wszystko ogarnąć, ale urywki wspomnień wkradały się do jego głowy, posyłając dreszcz w dół kręgosłupa, stawiając włoski na karku. Szybkie, gorące oddechy, słodkie odgłosy wydzierające się z jej gardła, dłoń wplątana w jego włosy, ich ciała zaplecione, poruszające się w zgodzie, jakby tak było od zawsze. "Lexie..." Godfuckingdamnit. Odetchnął krótko, nie mógł nic poradzić na reakcję własnego ciała. Wyobraźnia absolutna, przywołanie tego, co czuł w momencie nie było takie trudne. I chciał więcej. Potrzebował więcej. Rozpraszał się. Sunął za nią głodnym spojrzeniem i w sumie, jak tak myślał, jedzenie mogłoby ewentualnie poczekać. Zanurkował w lodówce, łapiąc dla siebie piwo, dla niej kolkę, przywitał chłód wdzięcznie; musiał ochłonąć. Niczego mu nie obiecywała, nie? Nawet jeśli całe to spotkanie wzięło się z jego głupiego tekstu o powtórzeniu ich krótkiej przygody w restauracji.
- Yeah! Ale to zaraz. Głodny. Jedzenie. Yum. - wrócił do niej z napojami, wskoczył na kanapę obok, siadając po turecku, jakby był u siebie. Przynajmniej zostawił buty przy wejściu, to się liczyło, nie? Matka nie wychowała brudasa. Kind of. - Nawet nie wiem, co tu mam, szczerze mówiąc. Tam jest chyba ta zupa o której mówiłaś. - wskazał na odpowiednie pudełko, całkiem z siebie dumny, że zdobył dla niej coś, o co go poprosiła. Nie ważne, że to było w sumie bare minimum, ale rzadko robił dobre rzeczy, dla ludzi, którzy nie byli jego rodziną, okay? Nie wiedział kim właściwie była Vita, ale się postarał. Na swój sposób. Podświadomie bujał się lekko na boki w rytm muzyki, którą puściła, nawet jeśli nie przykuwał zbyt wiele uwagi, skoro udało mu się skupić na jedzeniu.. CARBS. Paliwo. Definitywnie przyda się paliwo.

v

all the games we play

: pn mar 16, 2026 12:35 am
autor: vita holloway
Siedziała uradowana, nachylona nad jedzeniem, nie mogąc się zdecydować, za co się najpierw zabrać. Wciąż wyciągała kolejne pojemniczki, bo Cath dała im tego wszystkiego cholernie dużo. Mogliby to jeść kilka dni, odgrzewając co najmniej dwa razy dziennie. Gdzieś z tyłu jej głowy wciąż jednak krążyła zupełnie inna myśl. Taka, której nie potrafiła się pozbyć. Strasznie chciała go dotknąć. Po prostu się przytulić, oprzeć o niego jak kiedyś. Ale przyjaciele… albo byli przyjaciele… raczej tego nie robili, prawda? A już na pewno nie tacy, którzy zdążyli się ze sobą przespać. Jaki w ogóle był savoir-vivre byłych przyjaciół? Czy coś takiego w ogóle istniało? Bo to wszystko było tak kurewsko confusing.

Nie była zupełnie pewna, co on tam miauczał z kuchni, bo była za bardzo przejęta jedzonkiem na stoliku. - Tak, tak, chodź tutaj! - uśmiechnęła się, po czym przyjrzała mu się, kiedy przysiadł się obok. Nachyliła się jeszcze bardziej, gdy wspomniał o tej zupce. - Grecka zupa z soczewicy, fakes?! - uniosła brwi z niedowierzaniem. - Żartujesz! Cath, jestem ci wdzięczna za wszystko! - krzyknęła w stronę sufitu, jakby Cath mogła ją właśnie stamtąd usłyszeć, po czym otworzyła pojemnik, chwyciła łyżkę i zanurzyła ją w zupie. Była jeszcze cieplutka. Spróbowała i zamknęła oczy, wydobywając z siebie długie, zadowolone chrumkniecie,- O cholera… zupełnie taka, jaką pamiętam, Lexie.-otworzyła oczy i spojrzała na niego podekscytowana. Stwierdziła, że zamiast iść po miskę, będzie po prostu jeść prosto z pojemnika. Nie można było przecież marnować ani jednej sekundy, w której mogła zjeść jak najwięcej. Oparła się wygodniej o kanapę, skrzyżowała nogi i zerknęła na niego. - Nie wiem, czy będę się w stanie tym z tobą podzielić, Lex - wzięła do ust kolejną łyżkę. - Jest za dobre. MMMM! - Parsknęła śmiechem, niemal przytulając pojemnik do podbródka, zupełnie nie przejmując się tym, czy się ubrudzi. Była po prostu szczęśliwa. Czuła się, jakby była w najbezpieczniejszym miejscu na ziemi. Słuchając muzyki i przyglądając się Bennettowi ak je, nabierając kolejne łyżki ciepłej zupy, mruknęła tylko, trochę ciszej, - Fajnie, że jesteś.

lexie

all the games we play

: pn mar 16, 2026 12:56 am
autor: Alexis Bennett
Powinien się już dawno poddać.
Przyglądał się jej uradowaniu, gdy tak obczajała każde z pudełek, a potem na dodatek krzyknęła do sufitu, jaka to jest wdzięczna Cath za jej dary. Nie próbował się nawet powstrzymać od szczerego śmiechu, a potem nawet mocniej, kiedy chrumknęła w zadowoleniu. Panie. To było zbyt dobre.
- Ona wiedziała o czym mówiłaś, ja nie, więc, hey, dzięki Cath? - w jego rodzinnym domu zawsze było pyszne jedzenie. "Pyszna zupa" nie mówiło mu dosłownie niczego, ale może kiedyś wspomniała do Cath, że tą konkretną lubiła najbardziej? Pojęcia nie miał, ale nie wiedział co by zrobił bez swojej starszej siostry. Zaginął by, nie przeżył nastoletnich lat, umarł z samotności, w życiu by się za nic nie zabrał i... Nie, życie bez Cath nie miałoby sensu zupełnie. Do listy doszło pośrednie dawanie mu szczęścia, które czuł, gdy rozbawione, błyszczące oczy studiowały uhahaną V. Szczęście trzepotało ciepło w jego klatce, brał z niego łapczywie garściami, wiedząc, że było ulotne. To, że uśmiechał się przez większość czasu i generalnie stanowił tornado energii, nie znaczyło, że był wiecznie szczęśliwy. Właściwie wręcz przeciwnie. Momenty jak ten w tamtej chwili, były raczej rzadkie. Położył dłoń w połowie jej pleców, gdy tak pochylała się nad stolikiem, delektując swoją ulubioną zupą, niespiesznym gestem przesunął ją w dół, na moment ją obejmując. Czuły gest wyszedł sam z siebie, niezaplanowany, podobnie jak długie, roztańczone spojrzenie spod delikatnie przymkniętych powiek.
- Nie przejmuj się. Jest inne jedzenie dla mnie. - wolną ręką niedbale wskazał w stronę stolika, łapiąc dla siebie coś szybkiego, co nie wymagało od niego zbyt wiele. Chciał po prostu coś w siebie wrzucić, okay? Wolał poświęcić więcej uwagi temu promyczkowi obok siebie. W uroczej piżamie, swoją drogą. Uśmiechnął się słysząc ciszej dodane, miękkie "Fajnie, że jesteś.", stworzenie ciepłe stworzenie w jego klatce podskoczyło radośnie. Nawet nie chciało mu się być złośliwym debilem. - Fajnie, że jesteś. - powtórzył za nią, w podobny sposób w jaki kazał jej się zamknąć tydzień wstecz. Cicho, nisko, głosem który bardziej przypominał pomruk czy inne chrumknięcie.
Moja. Przeszło mu znów przez myśl, ale tym razem był na tyle "trzeźwy", by w jego myślach pozostało. Ramię, które ją otaczało, podświadomie lekko się spięło, przysuwając ją bliżej siebie. Lepiej.

v

all the games we play

: pn mar 16, 2026 3:02 am
autor: vita holloway
Lubiła przebywać w jego domu, pomimo tego całego zgiełku, rodzinnych docinków i przekomarzań. Jedzenia było pod dostatkiem, wszędzie słychać było krzyki, śmiechy i wygłupy, ale mimo tego czuło się tam ciepło, którego ona nigdy nie miała w swoim własnym domu. Nieraz łapała się na tym, że zerka na starszą siostrę Lexiego i myśli sobie, wow, ona zachowuje się jak prawdziwa dorosła. Podczas gdy Vita i Lex próbowali się nawzajem nie pozabijać, odbijając od siebie dziesiątki piłeczek kauczukowych naraz, co zwykle kończyło się tym, że wychodziła z jego domu z masą siniaków na rękach i nogach.

Uradowana wcinała jedzonko i przytakiwała głową, ciesząc się, że nie miał zamiaru bić się z nią o to płynne bóstwo. Nachylając się raz po raz nad pojemniczkiem, odsunęła się od oparcia kanapy, a chwilę później poczuła jego dłoń na swoich plecach. I znowu to samo. To uczucie. Ten prąd. To ciepło przechodzące wzdłuż całego jej ciała i rozsadzające serce. Nie rozumiała tego. Nie radziła sobie z tym. Chciała, żeby ją puścił, zostawił, odsunął się, dał jej trochę przestrzeni osobistej. Tylko że… wcale tego nie chciała. Chciała tkwić z nim dokładnie w tej chwili.
Żeby wyrzucić z siebie te uczucia, prychnęła,- Musiałbyś ze mną o nią walczyć- powiedziała prawie z pełnymi ustami, zapominając, że dopiero co wsunęła w siebie kolejną łyżkę zupy, i o mało nie parsknęła śmiechem z własnej głupoty. Poza tym to była ta zupka. Pewnego razu Vita przyszła do niego w weekend, ale z jakiegoś powodu nie było go wtedy w domu. Było jej tak cholernie smutno - rodzice znowu się pokłócili - a jego mama po prostu zaprosiła ją do środka. Właśnie kończyła gotować tę zupkę i wtedy kazała Vicie dbać o ich przyjaźń. O jej Alexiego. To przyjemne uczucie, które rozpaliło się wtedy w sercu Vity, rozgrzało jej krew pompowaną przez każde kolejne uderzenie serca. Kurwa. Dopiero teraz, z każdym przełknięciem tej zupki, przypomniała sobie o tamtej obietnicy. Nie dotrzymała jej.

Zerknęła na niego z wyrazem twarzy niemal proszącym o wybaczenie. Dlatego musiała powiedzieć mu coś innego, podziękować mu na swój sposób za to, że tu był. Tylko że on znowu to zrobił. Musiał powtórzyć za nią. Musiał na nowo rozgrzać płomień w jej sercu, który od chwili, gdy tylko go zobaczyła, próbowała ugasić. Znowu mieszał jej w głowie. Czy to była jakaś gra? Była pogubiona. Czując, jak przyciągnął ją do siebie, odłożyła pojemniczek z zupką i odwróciła się do niego bokiem. Położyła dłoń na jego policzku, przesuwając kciukiem po jego zaroście. Uniosła spojrzenie na jego oczy, przełknęła ślinę i zapytała tak po prostu,- Jak ci minął tydzień, Bennett?- Jej wzrok powędrował ku jego ustom, zanim znów zanurzył się w brązowo-piwnym odcieniu jego tęczówek.- Tęskniłeś?

confusion

all the games we play

: pn mar 16, 2026 3:30 am
autor: Alexis Bennett
Holloway była mile widziana w jego domu. Co tam jeszcze jeden rozchichotany dzieciak, prawda? Już jako dorośli, Cath i Lex rozmawiali o tym, dlaczego nie mieli więcej rodzeństwa, ale szybko stwierdzili, że Camila przybyła dopiero, kiedy odchowali szatana-Alexa, a kiedy okazała się nawet bardziej popieprzona niż jej starszy brat, dali sobie spokój. Vita była chaosem na swój własny sposób, ale nawet jego ojciec widział, że dobrze działała na młodego Bennetta. Ups? Wyszło jak wyszło. Nie było co się zastanawiać nad przeszłością, bo nie mogli nic w niej zmienić i, szczerze? Wspomnienia z czasów przed diagnozą mamy zadawały mu fizyczny ból, gdy raziło w oczy jak wiele się zmieniło. Wolał od tego uciekać. Po tym jak przestał rozmawiać z Holloway, znalazł sobie średnio fajnych znajomych-delikwentów, mama dostała wyrok śmierci, ojciec się zagubił i.. Po prostu trafił w oko cyklonu i się zgubił. Już dawno nie czuł się naprawdę szczęśliwy na trzeźwo.. I cholera, w tamtym momencie siedział przy niej, całkowicie trzeźwy i śmiał się. Szczerze, bez udawania, bez grania pod publikę, szczerzył się w szerokim uśmiechu, a oczy błyszczały żywymi, radosnymi iskierkami. I czerpał z tego, zachłannie ładując własne baterie na zapas.
Nie odpowiedział na wzmiankę o biciu się z Vitą o jedzenie; tylko uśmiechem, kręcąc lekko głową. Dobra, mógł mieć zawsze idiotyczny apetyt, ale przy tym nie był wybredny. Miał wrażenie, że Cath zapakowała im tyle rzeczy, nie wiedząc na co V będzie miała największą ochotę. On miał największą ochotę na nią. To znaczy na spędzanie z nią czasu..? Tak. Totalnie. Jedzenie to był taki tam dodatek, side dish, poskubie trochę i zajmie się innymi rzeczami. Jej zupa była bezpieczna.
Ciepła dłoń na policzku, czuły gest, pod którym zmiękło mu serce. Motylki w brzuchu podniosły się do lotu, wywracając jego żołądkiem. Został na swoim miejscu, przyglądając się jej ciekawie, spokojnie głaszcząc kciukiem okolice lędźwi. Przynajmniej dłoń nadal miał na jej koszulce. Przynajmniej nie przyciągał jej do siebie zachłannie. Przynajmniej drugą rękę trzymał luźno na swoim boku, chwilę wcześniej pochłaniając w całości małą przekąskę, którą sobie wybrał. Jak ci minął tydzień, Bennett? Trzeźwo. Tęskno. Pożądliwie. We własnych myślach. We wspomnieniach o ich kilku skradzionych chwilach. Nie chciał powiedzieć żadnej z tych rzeczy. Jej cudowne usta były tak blisko, oddechy mieszały się ze sobą, flirtowały w powietrzu między nimi. Duże, błękitne oczy błądziły po jego twarzy, podsycając płomień, z którym przestał walczyć. Więcej. - Mhm. - mruknął tylko w odpowiedzi, podnosząc wolną dłoń, którą dotychczas trzymał grzecznie przy swoim boku, do jej policzka, odbijając jej własny gest. Kciuk przesunął się wzdłuż jej szczęki, by potem zrobić to samo z jej dolną wargą. Oszalał. Zwariował. I dlaczego do tego było mu tak gorąco?

vita holloway

all the games we play

: pn mar 16, 2026 4:15 am
autor: vita holloway
Czuła się przy nim tak cholernie swojsko. Z jednej strony miała wrażenie, że mogłaby zachowywać się zupełnie tak jak te siedem lat temu, z drugiej... nie była tego taka pewna. Nie pamiętała już dokładnie, jakimi uczuciami go darzyła przez te wszystkie lata przyjaźni. Pamiętała tylko, że był jej bliski. Kiedy coś się u niej działo, chciała powiedzieć o tym właśnie jemu. Był jej pierwszą i ostatnią myślą w ciągu dnia. Leżąc na dachach, uciekając przed sąsiadami, spędzając z nim czas, czuła się tak, jakby była u siebie. Jakby była po prostu w domu.
Dom. Pojęcie tak dalekie, które wyparowało z jej życia w tym samym czasie, gdy wydarzyła się zdrada jej matki. Musiała się nad tym na chwilę zatrzymać. Mogłaby przysiąc, że wyparła z siebie wszystkie inne uczucia w chwili, gdy myślała, że ją odrzucił. Gdy czuła się tak kurewsko zraniona. Zepchnęła to gdzieś na tył głowy i zakopała głęboko. Może darzyła go głębszymi uczuciami, niż sama chciała przyznać. Może to było jej pierwsze złamane serce… a jego część wciąż leżała gdzieś schowana u Alexisa?

Poczuła, jak jej policzki zaczynają płonąć. Jej blada, niemal śnieżna skóra pokryła się rumieńcem, którego nie była w stanie ukryć, gdy tylko poczuła jego spokojne ruchy gdzieś za swoimi plecami. Nie potrafiła przestać się w niego wpatrywać - w jego usta, w oczy, które przez szkła okularów wyglądały jeszcze piękniej, jakby były stworzone właśnie do tej twarzy. Zmarszczyła lekko brwi w niezadowoleniu, gdy nie dał jej dłuższej odpowiedzi. Wciąż czuła, jak jej serce bije coraz mocniej, jakby miało zaraz rozerwać jej klatkę piersiową. Uchylila lekko usta, gdy jego kciuk przesunął się wzdłuż jej szczęki, by chwilę później przejechać po dolnej wardze. - Tylko mhm? - zapytała cicho. Unosząc drugą dłoń, przesunęła nią delikatnie po jego ramieniu.- Zagoiły się?- dodała zaraz, szczerze przejęta. Pamiętała przecież, że ostatnim razem zauważyła siniaki. Te na nadgarstku wyglądały już trochę lepiej. zdarzyła się im przyjrzeć jak zaczął jeść kilka chwil wcześniej. Zawahała się tylko na ułamek sekundy z tym o co chciała go zapytać za chwile, - Mam je pocałować?- Wyrwało jej się to niemal tak samo jak kiedyś, gdy byli dzieciakami - jak ta dziecięca obietnica- dam buziaka i do wesela się zagoi. Ale prawda była taka, że po prostu chciała znaleźć jakikolwiek pretekst, żeby go dotknąć... zbliżyć się jeszcze trochę, a może nawet… pocałować. Każdy drobny ruch, każdy muśnięty przez nią centymetr był dla niej okazją, by przenieść się bliżej, zatrzymać ten moment na dłużej, pozwolić sobie na odrobinę ciepła którego tak bardzo brakowało w jej życiu.

lexie

all the games we play

: pn mar 16, 2026 4:44 am
autor: Alexis Bennett
Nie pamiętał. Wiedział, że była istotnym punktem jego życia. Wiedział, że jego dzień był lepszy, gdy się była w nim chociaż odrobinę Vity. Wiedział, że życie stawało się trochę łatwiejsze, nawet jeśli w nastoletnich latach wszystko bywało do dupy. A potem zniknęła i już nic nie wiedział. Pogubił się, poplątał, wpadł w wir wiecznego otępiania się, oddawania cielesnym przyjemnościom, które w gruncie rzeczy nie były niczym specjalnym. Zajmowały czas. Zapychały pustkę. Przepełniały go czymś innym niż autoagresja, nawet jeśli w większości były jej częścią.
Jej bladej cerze pasował rumieniec. Sam miał szczęście, że opaleniznę łapał szybko, dzięki genom matki z których właściwie miał niewiele; tak czy siak, krew uderzająca do twarzy rzadko rzucała się w oczy. Wydawało mu się, że w jej przypadku, widać było każdą zmianę. Mimowolnie uśmiechnął się cieplej, tym razem przesuwając palcem po jej policzku. Zauważył też, zwoją drogą, że nie miał potrzeby przy niej tyle gadać. Zwykle jadaczka mu się nie zamykała, z tego samego powodu z którego rzadko trzeźwiał; zagłuszyć ciszę, zająć czymś, czymkolwiek, wybadać rozmówcę, wybadać cały tłumek ludzi na imprezie.. Czy przybrać rolę persony, z którą nie miał wiele wspólnego, której szczerze nie znosił, a która wydawała się cieszyć dużą popularnością wśród rozochoconych partygoers. Figures. Rozgadany, pusty błazen, którym normalnie wcale nie był. Czasem preferował spokój. Spacer. Ciszę. Muzykę brzęczącą gdzieś w tle, pozwalającą, by własne myśli płynęły bez przeszkód. W tym wypadku płynęły w jej stronę, więc nie chciał z nimi walczyć. Były przyjemne. Nie było w nich pośpiechu, tylko ciepło, którego nie chciał nazywać. Tak, mhm było jedyną odpowiedzią, jaką miała dostać, słowa po prostu nie chciały przyjść. Były zbyt.. poetyckie, za bardzo wymowne, zbyt poważne i zaangażowane. Nie chciał ich nawet słyszeć we własnej głowie.
Well, I want you, maybe it's all I do. Baby, love you, maybe it's all I do.
Zerknął krótko na swoje ramię, gdy go dotknęła, przez jego twarz przeszedł krótki grymas, gdy przyjemne zrelaksowanie ustąpiło spięciu mięśni. Nie chciał o tym myśleć. Pokręcił głową gorliwie, trochę przy okazji chcąc wytrzepać z głowy nieprzyjemne wspomnienie. Wkradło się do jego głowy, wywróciło żołądkiem przywołując falę nudności.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
Zacisnął mięśnie szczęki, zamrugał szybciej, na moment zamknął oczy, czując jak zapiekły. Był zbyt zajęty myśleniem o niej przez tydzień, a jeśli wspomnienie zaatakowało, sięgał po zioło albo alkohol. Nie chciał o tym myśleć, nie chciał tego trawić. Był zbyt trzeźwy. Piwo. - Nie. Zignoruj. - dokładnie tak, jak on się to starał robić. Chłód. Ciepłe zwierzątko w jego klatce gdzieś uciekło, dłonie mrowiły nieprzyjemnie w pozostałościach lęku przywołanego przez wspomnienie. Odsunął się od niej, żeby sięgnąć po to piwo i, tym razem naprawdę musiał ochłonąć, bijąc się ze zbyt sprzecznymi emocjami.

oops

all the games we play

: pn mar 16, 2026 5:32 am
autor: vita holloway
Wpatrując się w jego oczy, od razu poczuła, że coś było nie tak. Spiął się cały, jakby samo to pytanie trafiło w jakiś czuły punkt. Przez ułamek sekundy wyglądał wręcz, jakby zbladł, a potem tak po prostu się... odsunął. Ten drobny ruch wystarczył, żeby w jej głowie natychmiast zapaliła się czerwona lampka. Zmieszała się, siedząc jeszcze przez krótką chwilę bokiem i próbując zrozumieć, co właśnie się wydarzyło. Jak miała to zignorować? Przecież nie była typem osoby, która machnie ręką i uzna, że wszystko jest w porządku, skoro ewidentnie tak nie było. A może on już tego o niej nie wiedział? W końcu widzieli się dopiero drugi raz po tylu latach do cholery! Może już nie miał pojęcia, jaka była.

Podniosła się powoli, stawiając jedną nogę na kanapie, a potem ostrożnie usiadła za jego plecami. Przez moment zawahała się, jakby dawała mu ostatnią szansę, żeby sam coś powiedział, ale kiedy cisza między nimi tylko bardziej się rozciągnęła, objęła go ramionami od tyłu i przytuliła do siebie. Delikatnie, ale na tyle pewnie, żeby poczuł, że nie zamierza tak po prostu odpuścić.- Wiesz, że tego nie zrobię- powiedziała spokojnym tonem, opierając policzek o jego plecy. Siedziała za nim celowo. Nie chciała zmuszać go do patrzenia jej w oczy, bo dobrze wiedziała, jak to działało. Alexis od zawsze miał problem z mówieniem o tym, co naprawdę czuł. O emocjach, o strachu, o wszystkim, co siedziało głębiej pod powierzchnią. Zawsze trzeba było kombinować, podchodzić go z boku, szukać sposobu, żeby sam w końcu coś z siebie wyrzucił. Vita nauczyła się tego już dawno temu. Dlatego teraz też próbowała podejść go inaczej... nie naciskiem, nie spojrzeniem, nie wymaganiem odpowiedzi tu i teraz. Chciała tylko, żeby poczuł, że jest przy nim. Że nie musi się przed nią bronić.- jeżeli potrzebujesz o tym porozmawiać, to ja... ja tu jestem, lexie - dodała ciszej, a nastepnie przymknęła oczy i przytuliła go jeszcze mocniej. Ułożyła dłonie tak, że jedna zahaczyła o własne ramię, trochę odruchowo, trochę tak, jakby chciała utrudnić mu ewentualne wyrwanie się z tego uścisku. Nie po to, żeby go uwięzić, tylko żeby nie dać mu możliwości łatwej ucieczki.

Wiedziała, że to może skończyć się tylko na dwa sposoby. Albo w końcu jej powie. Wyrzuci z siebie to, co go gryzło, a ona spróbuje mu jakoś pomóc, choćby tylko samą obecnością i wysłuchaniem. Albo wkurwi się na nią tak bardzo, że za chwilę będzie musiała go przepraszać za to, że znowu weszła za daleko, że próbowała wyciągnąć z niego coś, o czym nie miał ochoty rozmawiać. Ale Vita, będąc Vitą, nigdy nie potrafiła zostawić takich rzeczy w spokoju. Zawsze robiła to, co w danej chwili wydawało jej się najlepszym rozwiązaniem. Kierowała się impulsem, sercem, przeczuciem... czymkolwiek, co akurat krzyczało w niej najgłośniej. Właśnie, wydawało jej się. Bo życie już nieraz pokazało jej, że jej najlepsze pomysły zazwyczaj kończyły się totalną katastrofą.

lexie