all the games we play
: ndz mar 15, 2026 10:48 pm
“If music be the food of love, play on.
Give me excess of it, that, surfeiting,
The appetite may sicken and so die.”
Pojebało go. Nie było innego wytłumaczenia na bałagan, jaki miał w głowie.
Catherine zapakowała mu jedzenie, ciężar siatki był całkiem niezłym uziemieniem dla jego rozbieganych myśli. Lepsze to, niż nic.
Nie bawił się w takie rzeczy zazwyczaj, okay? Lata temu, spędzając czas z Holloway nie musiał się zastanawiać o cholerę tu chodziło i co oni właściwie robili. A teraz.. Teraz działo się wszystko, na raz. Zaskakiwało go z jaką łatwością wrócił do pisania z nią jakby cofnęli się w czasie. Jak naturalnie przyszło mu podrzucanie niezbyt czystych pomysłów na spędzenie czasu, przynajmniej jakby byli kiedykolwiek "razem". Nie byli. Ani w przeszłości, ani z końcem tego roku; był niczyj, należał do siebie i lubił to.
Na pewno?
Wpadła z impetem znów w jego życie, tamtego dnia musiał zagłuszyć natrętne myśli i zwykle mógłby po prostu oddać się używkom, ale jedyne co wydawały się wzmagać, to potrzeba stalkowania. Nie był stalkerem. Nie chciał przekopywać się przez dokumenty w biurze, żeby wygrzebać adres Vity i jej numer telefonu. Nie podała mu ich, więc..
Tego dnia znów postanowiła podjąć decyzję za niego, a on znów jej na to pozwalał. Idiota.
- Dostawa. - tak się zapowiedział, gdy usłyszał ją w domofonie, potem tylko wspiął się na jej piętro. - W sumie mógłbym być dostawcą.. gdybym miał prawo jazdy. - wyszczerzył się do niej na powitanie, próbując zignorować to, jak jego serce podskoczyło na jej widok. God damn. Zawsze tak na niego działała, czy to była jakaś nowa, postępująca choroba? Zawsze go tak hipnotyzowała, czy to był jeden z objawów?
Uznał, że skupienie się na jedzeniu, to był dobry pierwszy ruch, bo szczerze, też był głodny; dawało mu to też wymówkę, bo naprawdę nie wiedział, jak miał się z nią przywitać. Ostatni pocałunek tydzień wcześniej był zupełnie inny niż.. Niż wszystko inne? Zbyt skomplikowane. Nie potrafił trawić takich rzeczy, z jedzeniem radził sobie znacznie lepiej, więc po prostu wyminął ją, pokazując idiotycznie długi język po drodze i znalazł drogę do kuchni, gdzie mógł odłożyć siatkę na blat. Póki miał zajęte ręce, nie musiał się obawiać, że odwali coś głupiego, prawda?
vita holloway
Give me excess of it, that, surfeiting,
The appetite may sicken and so die.”
Pojebało go. Nie było innego wytłumaczenia na bałagan, jaki miał w głowie.
Catherine zapakowała mu jedzenie, ciężar siatki był całkiem niezłym uziemieniem dla jego rozbieganych myśli. Lepsze to, niż nic.
Nie bawił się w takie rzeczy zazwyczaj, okay? Lata temu, spędzając czas z Holloway nie musiał się zastanawiać o cholerę tu chodziło i co oni właściwie robili. A teraz.. Teraz działo się wszystko, na raz. Zaskakiwało go z jaką łatwością wrócił do pisania z nią jakby cofnęli się w czasie. Jak naturalnie przyszło mu podrzucanie niezbyt czystych pomysłów na spędzenie czasu, przynajmniej jakby byli kiedykolwiek "razem". Nie byli. Ani w przeszłości, ani z końcem tego roku; był niczyj, należał do siebie i lubił to.
Na pewno?
Wpadła z impetem znów w jego życie, tamtego dnia musiał zagłuszyć natrętne myśli i zwykle mógłby po prostu oddać się używkom, ale jedyne co wydawały się wzmagać, to potrzeba stalkowania. Nie był stalkerem. Nie chciał przekopywać się przez dokumenty w biurze, żeby wygrzebać adres Vity i jej numer telefonu. Nie podała mu ich, więc..
Tego dnia znów postanowiła podjąć decyzję za niego, a on znów jej na to pozwalał. Idiota.
- Dostawa. - tak się zapowiedział, gdy usłyszał ją w domofonie, potem tylko wspiął się na jej piętro. - W sumie mógłbym być dostawcą.. gdybym miał prawo jazdy. - wyszczerzył się do niej na powitanie, próbując zignorować to, jak jego serce podskoczyło na jej widok. God damn. Zawsze tak na niego działała, czy to była jakaś nowa, postępująca choroba? Zawsze go tak hipnotyzowała, czy to był jeden z objawów?
Uznał, że skupienie się na jedzeniu, to był dobry pierwszy ruch, bo szczerze, też był głodny; dawało mu to też wymówkę, bo naprawdę nie wiedział, jak miał się z nią przywitać. Ostatni pocałunek tydzień wcześniej był zupełnie inny niż.. Niż wszystko inne? Zbyt skomplikowane. Nie potrafił trawić takich rzeczy, z jedzeniem radził sobie znacznie lepiej, więc po prostu wyminął ją, pokazując idiotycznie długi język po drodze i znalazł drogę do kuchni, gdzie mógł odłożyć siatkę na blat. Póki miał zajęte ręce, nie musiał się obawiać, że odwali coś głupiego, prawda?
vita holloway