watermelon sugar high
: wt mar 17, 2026 7:03 pm
Ethan Hartley
Wyszła spokojnym krokiem z restauracji, zbyt wiele nie zastanawiając się nad tym, co będzie dalej. Podskórnie czuła, że popełnia błąd. Pozwolenie Ethanowi na jakiekolwiek zbliżenie się do niej wiązało się ze złamaniem każdej z zasad, które ustawiła sobie w trakcie każdego z ich spotkania. Problem wydawał się jeszcze większy ze wzgląd na to, że chciała raz jeszcze kosztować jego ust, dowiedzieć się, co skrywał pod koszulą, jakie blizny, czy tatuaże skrywał. Chciała poznać wszystko intensywnie, a najlepiej wręcz dogłębnie.
— Tylko nie myśl, że mnie uwiodłeś, Hartley — wycedziła przez usta, kiedy wchodziła do taksówki. Cały czas w trakcie trasy nerwowo pukała się w udo, jakby miało przynieść to jakiekolwiek ukojenie. Myśli pędziły niespokojnie, nie dając się w żaden sposób uspokoić. Przecież mogliby wejść do jej apartamentu napić się herbaty, pobawić się z Koko, a później zobaczyć się w pracy. Tylko im dłużej siedziała w ciszy w taksówce, tym bardziej utwierdzała się w jednym. To nie będzie spokojne spotkanie, za bardzo rozgrzali siebie w restauracji, a ona marzyła by jego dłonie krążyły po całym jej ciele. Chciała móc wyczuć je ściągające sukienkę, bieliznę, błądzące po nagiej skórze.
— Najlepiej o niczym nie myśl — skwitowała, czując dłoń na własnym udzie — i nic nie mów — powiedziała cicho, prawie że szeptem. Noga sama się jej rozchyliła, dając Hartleyowi lepszy dostęp. Jego dotyk działał na nią jak najlepszy magnes. Pragnęła czuć go mocniej, te delikatne muśnięcia nie były dla niej wystarczające. Wariowała we własnej głowie, poświęcając się grzesznym myślom, dopiero zaparkowanie auta pod jej wieżowcem, dało jej otrzeźwienie.
— Szybciej, bo się rozmyślę — mruknęła, wysiadając z taksówki. Sama dość szybkim krokiem ruszyła do apartamentu. Nie mogła się zatrzymywać ani na sekundę. Wiedziała, że to niewłaściwie, że nie powinni się znaleźć w tym miejscu. Łamała każdą możliwą barierę, mijając portiera, a następnie pakując się do windy. Pierwszy raz spojrzała na niego, odkąd wyszli z restauracji. Uderzyła ją zieleń jego oczu, intensywnie wpatrująca się w nią. Jeśli miała jakiekolwiek wątpliwości, to zbijał je za każdym razem. Byli dorośli, wiedzieli, czego chcą, nic nie mogłoby pójść nie tak, prawda? — najpierw Koko. — powiedziała cicho. W gardle robiło się coraz bardziej sucho, a w głowie zaczęła słyszeć tykanie bomby. Wraz z wyjściem drzwi, a późniejszym wejściem do bajecznie drogiego apartamentu tykała coraz głośniej.
— Cześć Koko, skarbie ty moje — rzuciła od razu na wejściu, klękając obok swojej suczki, by móc się z nią przywitać. Dopiero później ściągnęła szpilki wraz z płaszczem, wieszając je na wieszaku. W środku panowała cisza, dopóki pudel nie postanowił przynieść piszczącej zabawki do Hartleya. Zabawa przede wszystkim — możesz się rozgościć — stwierdziła, pokazując szafę, a później dłonią wskazała wnętrze. Od razu rzucał się w oczy spory salon wraz z otwartą kuchnią i wielkie okna, z których widoczna była panorama całego Toronto.
— Które miejsce mojego domu mam Ci pokazać? — zagadnęła, czekając na jego ruch. Znów będą się bawić w kotka i myszkę, czy przyjdzie po swoje? Do jej głowy wpadała coraz bardziej jedna, nieznośna myśl. Tej nocy chciała należeć do niego.
Wyszła spokojnym krokiem z restauracji, zbyt wiele nie zastanawiając się nad tym, co będzie dalej. Podskórnie czuła, że popełnia błąd. Pozwolenie Ethanowi na jakiekolwiek zbliżenie się do niej wiązało się ze złamaniem każdej z zasad, które ustawiła sobie w trakcie każdego z ich spotkania. Problem wydawał się jeszcze większy ze wzgląd na to, że chciała raz jeszcze kosztować jego ust, dowiedzieć się, co skrywał pod koszulą, jakie blizny, czy tatuaże skrywał. Chciała poznać wszystko intensywnie, a najlepiej wręcz dogłębnie.
— Tylko nie myśl, że mnie uwiodłeś, Hartley — wycedziła przez usta, kiedy wchodziła do taksówki. Cały czas w trakcie trasy nerwowo pukała się w udo, jakby miało przynieść to jakiekolwiek ukojenie. Myśli pędziły niespokojnie, nie dając się w żaden sposób uspokoić. Przecież mogliby wejść do jej apartamentu napić się herbaty, pobawić się z Koko, a później zobaczyć się w pracy. Tylko im dłużej siedziała w ciszy w taksówce, tym bardziej utwierdzała się w jednym. To nie będzie spokojne spotkanie, za bardzo rozgrzali siebie w restauracji, a ona marzyła by jego dłonie krążyły po całym jej ciele. Chciała móc wyczuć je ściągające sukienkę, bieliznę, błądzące po nagiej skórze.
— Najlepiej o niczym nie myśl — skwitowała, czując dłoń na własnym udzie — i nic nie mów — powiedziała cicho, prawie że szeptem. Noga sama się jej rozchyliła, dając Hartleyowi lepszy dostęp. Jego dotyk działał na nią jak najlepszy magnes. Pragnęła czuć go mocniej, te delikatne muśnięcia nie były dla niej wystarczające. Wariowała we własnej głowie, poświęcając się grzesznym myślom, dopiero zaparkowanie auta pod jej wieżowcem, dało jej otrzeźwienie.
— Szybciej, bo się rozmyślę — mruknęła, wysiadając z taksówki. Sama dość szybkim krokiem ruszyła do apartamentu. Nie mogła się zatrzymywać ani na sekundę. Wiedziała, że to niewłaściwie, że nie powinni się znaleźć w tym miejscu. Łamała każdą możliwą barierę, mijając portiera, a następnie pakując się do windy. Pierwszy raz spojrzała na niego, odkąd wyszli z restauracji. Uderzyła ją zieleń jego oczu, intensywnie wpatrująca się w nią. Jeśli miała jakiekolwiek wątpliwości, to zbijał je za każdym razem. Byli dorośli, wiedzieli, czego chcą, nic nie mogłoby pójść nie tak, prawda? — najpierw Koko. — powiedziała cicho. W gardle robiło się coraz bardziej sucho, a w głowie zaczęła słyszeć tykanie bomby. Wraz z wyjściem drzwi, a późniejszym wejściem do bajecznie drogiego apartamentu tykała coraz głośniej.
— Cześć Koko, skarbie ty moje — rzuciła od razu na wejściu, klękając obok swojej suczki, by móc się z nią przywitać. Dopiero później ściągnęła szpilki wraz z płaszczem, wieszając je na wieszaku. W środku panowała cisza, dopóki pudel nie postanowił przynieść piszczącej zabawki do Hartleya. Zabawa przede wszystkim — możesz się rozgościć — stwierdziła, pokazując szafę, a później dłonią wskazała wnętrze. Od razu rzucał się w oczy spory salon wraz z otwartą kuchnią i wielkie okna, z których widoczna była panorama całego Toronto.
— Które miejsce mojego domu mam Ci pokazać? — zagadnęła, czekając na jego ruch. Znów będą się bawić w kotka i myszkę, czy przyjdzie po swoje? Do jej głowy wpadała coraz bardziej jedna, nieznośna myśl. Tej nocy chciała należeć do niego.