Strona 1 z 1

watermelon sugar high

: wt mar 17, 2026 7:03 pm
autor: Cherry Marshall
Ethan Hartley

Wyszła spokojnym krokiem z restauracji, zbyt wiele nie zastanawiając się nad tym, co będzie dalej. Podskórnie czuła, że popełnia błąd. Pozwolenie Ethanowi na jakiekolwiek zbliżenie się do niej wiązało się ze złamaniem każdej z zasad, które ustawiła sobie w trakcie każdego z ich spotkania. Problem wydawał się jeszcze większy ze wzgląd na to, że chciała raz jeszcze kosztować jego ust, dowiedzieć się, co skrywał pod koszulą, jakie blizny, czy tatuaże skrywał. Chciała poznać wszystko intensywnie, a najlepiej wręcz dogłębnie.
Tylko nie myśl, że mnie uwiodłeś, Hartley — wycedziła przez usta, kiedy wchodziła do taksówki. Cały czas w trakcie trasy nerwowo pukała się w udo, jakby miało przynieść to jakiekolwiek ukojenie. Myśli pędziły niespokojnie, nie dając się w żaden sposób uspokoić. Przecież mogliby wejść do jej apartamentu napić się herbaty, pobawić się z Koko, a później zobaczyć się w pracy. Tylko im dłużej siedziała w ciszy w taksówce, tym bardziej utwierdzała się w jednym. To nie będzie spokojne spotkanie, za bardzo rozgrzali siebie w restauracji, a ona marzyła by jego dłonie krążyły po całym jej ciele. Chciała móc wyczuć je ściągające sukienkę, bieliznę, błądzące po nagiej skórze.
Najlepiej o niczym nie myśl — skwitowała, czując dłoń na własnym udzie — i nic nie mów — powiedziała cicho, prawie że szeptem. Noga sama się jej rozchyliła, dając Hartleyowi lepszy dostęp. Jego dotyk działał na nią jak najlepszy magnes. Pragnęła czuć go mocniej, te delikatne muśnięcia nie były dla niej wystarczające. Wariowała we własnej głowie, poświęcając się grzesznym myślom, dopiero zaparkowanie auta pod jej wieżowcem, dało jej otrzeźwienie.
Szybciej, bo się rozmyślę — mruknęła, wysiadając z taksówki. Sama dość szybkim krokiem ruszyła do apartamentu. Nie mogła się zatrzymywać ani na sekundę. Wiedziała, że to niewłaściwie, że nie powinni się znaleźć w tym miejscu. Łamała każdą możliwą barierę, mijając portiera, a następnie pakując się do windy. Pierwszy raz spojrzała na niego, odkąd wyszli z restauracji. Uderzyła ją zieleń jego oczu, intensywnie wpatrująca się w nią. Jeśli miała jakiekolwiek wątpliwości, to zbijał je za każdym razem. Byli dorośli, wiedzieli, czego chcą, nic nie mogłoby pójść nie tak, prawda? — najpierw Koko. — powiedziała cicho. W gardle robiło się coraz bardziej sucho, a w głowie zaczęła słyszeć tykanie bomby. Wraz z wyjściem drzwi, a późniejszym wejściem do bajecznie drogiego apartamentu tykała coraz głośniej.
Cześć Koko, skarbie ty moje — rzuciła od razu na wejściu, klękając obok swojej suczki, by móc się z nią przywitać. Dopiero później ściągnęła szpilki wraz z płaszczem, wieszając je na wieszaku. W środku panowała cisza, dopóki pudel nie postanowił przynieść piszczącej zabawki do Hartleya. Zabawa przede wszystkim — możesz się rozgościć — stwierdziła, pokazując szafę, a później dłonią wskazała wnętrze. Od razu rzucał się w oczy spory salon wraz z otwartą kuchnią i wielkie okna, z których widoczna była panorama całego Toronto.
Które miejsce mojego domu mam Ci pokazać? — zagadnęła, czekając na jego ruch. Znów będą się bawić w kotka i myszkę, czy przyjdzie po swoje? Do jej głowy wpadała coraz bardziej jedna, nieznośna myśl. Tej nocy chciała należeć do niego.

watermelon sugar high

: śr mar 18, 2026 12:43 am
autor: Ethan Hartley
Nie spodziewał się, że ten wieczór tak się potoczy. Właściwie do samego końca nie był pewny, czy Cherry podda się budowanemu przez cały ten czas napięciu, bo fakt, że pociągała ją ich gra, był niezaprzeczalny. Obiecał sobie złamać każdą z wymienionych przez nią zasad i zamierzał wykorzystać do tego cały swój potencjał. Poprzez swoją nieszablonowość i temperament stanowiła dla niego nie lada wyzwanie, a największym ryzykiem dla niego było zatracić się w grze. To jednak nie przeszkadzało mu w tym, żeby znaleźć się z nią w taksówce w drodze do jej mieszkania.
Jesteś dorosłą kobietą, wiesz, czego chcesz - przyznał w odpowiedzi, co było dla niego oczywiste. Miała w sobie dużo pewności siebie i zaciętości, potrafiła walczyć, gdy zachodziła taka potrzeba a nawet całkiem bez powodu, od początku ich znajomości pokazywała, jaka mogła być niebezpieczna. Niebezpiecznie piękna. Niebezpiecznie kusząca. Jakkolwiek na nią wpływał, nie zmusił jej do niczego. Decyzję o przeniesieniu się do jej mieszkania, gdzie zyskiwała nad nim przewagę, podjęła sama. A on się po prostu temu poddał, pragnąc jej o wiele za bardzo.
Gdy siedzieli na tylnym siedzeniu taksówki, jego dłoń instynktownie znalazła się na jej udzie, niespiesznie gładząc je po wewnętrznej stronie, uciekając pod materiał jej sukienki. Swoim gorącym dotykiem i sunącymi po jej skórze palcami cały czas kontrolował napięcie, chcąc w ten sposób zapewnić ją o tym, że zamierzał dotrzymać złożonych jej obietnic. Najlepiej o niczym nie myśl. Uśmiechnął się pod nosem iście diabelsko, bo jedyne, co obecnie przychodziło mu na myśl, to moment, w którym ją zdobędzie. Nie mógł się przed tym oprzeć. Musiał jednak powściągnąć się przed komentarzem, zwłaszcza, że nie był on stosowny przy kierowcy, więc zgodnie z jej wolą przemilczał całą drogę, aż przystanęli pod apartamentowcem.
Oczywiście, Pani Prezes - mruknął z nieznacznym rozbawieniem, wychodząc z taksówki. Dotrzymanie jej kroku było jednak cięższe niż spodziewał się tego po tak filigranowej kobiecie, gdy pospiesznie stukała obcasami w drodze do windy, choć wcale się temu nie dziwił - jego też mimowolnie drażniło to oczekiwanie, aż wreszcie dotrą do celu. Z drugiej strony wiedział, jak ważne było budowanie napięcia i do jakich efektów mogło to ich zaprowadzić. W windzie oparł się więc plecami o ścianę, obdarzając ją lubieżnym spojrzeniem od stóp, zatrzymując się na brązowych oczach. Z największą rozkoszą pozbyłby się z niej wszystkiego, co miała na sobie. Musiała domyślić się, co chodziło mu po głowie, skoro zwróciła mu uwagę. Zacisnął mocniej dłonie na barierce. - Nie mógłbym zignorować tej Piękności. Później zajmę się też Pańcią - wyznał, zagryzając dolną wargę. Oboje dobrze wiedzieli, że Koko była tylko wymówką, choć nie miał nic przeciwko spotkaniu z psem. Zwłaszcza, że z miejsca go polubiła.
Po wejściu do jej apartamentu, rozejrzał się pobieżnie, aż jego wzrok padł na biegnącego w ich stronę zwierzaka. Mimowolnie uśmiechnął się, widząc, jak stęskniona suczka wita się ze swoją panią, a jego uśmiech rozszerzył się, gdy merdając wesoło znalazła się też przy nim. Przyklęknął i podrapał ją za uchem. - Witaj ponownie, Piękności. Tęskniłaś za mną? - zapytał z rozbawieniem. - Pańcia mówiła, że o Ciebie dba. Przyszedłem sprawdzić, czy na pewno? - Z łobuzerskim uśmiechem, gładząc psa po szyi, zerknął na wspomnianą Pańcię, po czym podniósł się, żeby zdjąć z siebie płaszcz i buty. - Chcesz mi zrobić tour po mieszkaniu? - zapytał przewrotnie, sięgając po zabawkę i rzucając ją w głąb wnętrza. Było nowoczesne, wyglądało na drogie i z pewnością kryło wiele ciekawych zakamarków, ale on nie przyszedł tu na zwiedzanie.
Miałem nadzieję, że zaprezentujesz mi inne miejsca - mówiąc to, zmniejszył między nimi dystans. - Ale chyba rzeczywiście muszę się rozgościć - powiedział cicho, przystając przy niej i położył dłoń na jej talii, żeby ją do siebie przyciągnąć. Gdy jej ciało przylgnęło do niego, zamykając między nimi zbędną przestrzeń, zaciągnął się zapachem jej powabnych perfum. Miał coraz większe wrażenie, że Cherry świadomie stosowała w nich jakiś afrodyzjak, który mącił mu w głowie. - Obiecałem Ci coś, a ja obietnic dotrzymuję - mruknął, odgarniając włosy z ramienia, żeby odsłonić jej łabędzią szyję, muskając ją przy tym palcami. Na samą myśl o obietnicach do spełnienia w jego oczach rozpaliły się iskry. Objął ją mocniej w pasie i pochylił się w jej kierunku, by przesunąć nosem wzdłuż jej szyi, pozostawiając na jej skórze gorący oddech. - Chcę Cię mieć tu. I teraz - wyszeptał do jej ucha, po czym przeniósł wargi nieco niżej, wyznaczając nimi mokrą drogę aż do materiału sukienki, który odchylił dłonią, żeby uzyskać dostęp do jej ramienia, z każdym pocałunkiem oddając się coraz bardziej intensywnym pieszczotom. W międzyczasie drugą dłonią wodził po jej plecach, ostatecznie zaciskając ją na jędrnym pośladku. Niestety, Koko przybiegła z powrotem i najwyraźniej liczyła na zabawę. Teraz jednak była kolej Pańci.
Podniósł spojrzenie na Cherry i na moment zerknął na jej wargi, wciąż ponętne i niezmiernie fascynujące, czując rosnące pragnienie, żeby znów się w nich zatopić. - Pokaż mi swoją sypialnię - wymruczał. Nie chciał już dłużej bawić się w kotka i myszkę. Pragnął doprowadzić ją do szaleństwa.

Cherry Marshall

watermelon sugar high

: śr mar 18, 2026 5:43 pm
autor: Cherry Marshall
Ethan Hartley

Później zajmę się Pańcią, nie mogła powstrzymać się od prychnięcia. Zwyczajnie na świecie nie była w stanie. Pokręciła krótko, próbując udawać niedostępną. Całowali się może dwadzieścia minut temu, jej myśli wędrowały wprost do apartamentu, gdzie chciała móc poznać każdy najmniejszy kawałek jego ciała. Sprawdzić, jakie tatuaże skrywał pod koszulą, zostawić ślady na jego ciele, by każdy wiedział, co go spotkało poprzedniej nocy. Chciała i potrzebowała tego wszystkiego. Muskać go ustami, poznać najmniejszy centymetr jego ciała, a jednocześnie nawet teraz musiała go odpychać. Jakby przez słabość oraz przyznanie się do własnej słabości, straciłaby koronę.
Na pewno nie tęskniła — mruknęła Charity, strzelając oczyma. Do głowy wpadło jej wspomnienie ich pierwszego spotkania. Złodziej. Zmusił ją do przeprosin, do proszenia się o własnego ciała. Nikt nie był w stanie ją do tego zmusić, może w łóżku zdarzały się takie egzemplarze, ale nigdy w życiu codziennym. Pod tym względem nosił miano wyjątkowego, to denerwowało ją jeszcze bardziej — mógłbyś mnie nie prowokować? — syknęła, słysząc o sprawdzeniu pańci. Nie mógłby się nauczyć, że temat psa nie powinien być nieporuszany? Drażniło ją podważanie jej kompetencji, zwłaszcza kiedy obijało się o tak delikatną sprawę, jaką była dla niej Koko.
Nie chcę — mruknęła, biorąc głęboki oddech. Wiele miejsc mogłaby mu pokazać. Wielką sypialnię z wanną, garderobę, łazienki, salon, taras, kuchnię wraz z piekielnie ogromnym blatem. Tylko kiedy myślała o tych miejscach, nie widziała oczami wyobraźni, jak o nich opowiada, a jak się nią zajmuje, jak przesuwa językiem po ciele, jak zagryza jej skórę. Myśli były niebezpieczne, bo w żadnej z nich nie odnajdywała siebie na górze.
Podobno nadzieja umiera ostatnia — powiedziała cichym tonem, unosząc głowę. Od razu wyczuła zapachu jego perfum, a jej kolana delikatnie się ugięły. Brakowało jej bliskości, przede wszystkim męskiej bliskości, kogoś kto mógłby nią zawładnąć. Tylko w żadnym aspekcie życia nie oddawała kontroli zbyt łatwo. Wszędzie musiała rządzić. W firmie, rodzinie, w łóżku. Jednak on tak łatwo niszczył jej postanowienie. Wtedy w parku, a nawet teraz. Wystarczyło by ją chwycił, zamykając szczelnie w ramionach, od razu wstrzymała oddech. Serce zaczęło bić niebezpiecznie szybko.
Lubię słownych ludzi... — mruknęła, odchylając szyję. Przegryzła dolną wargę, przymykając oczy. Wariowała. Nie powinna mu na nic mu pozwalać z tego, co się działo. Rytm bicia serca wybijał tykanie bomby. Tak łatwo potrafił zgarnąć ją dla siebie, powodując, że jej ciało wręcz płonęło.
Nie będę należała do żadnego mężczyzny — wyszeptała Charity — to powinieneś zrozumieć, Hartley — nie odsunęła go, a pocałunki działały na nią jak najlepszy afrodyzjak. Jej ciało prosiło o więcej, chociaż mózg wydawał się jeszcze bronić. Oddechy stawały się coraz bardziej przerywane. Powodował niesamowity mętlik w jej głowie. Chciała go. Pokaż mi swoją sypialnię dopiero ją otrzeźwiło. Uśmiechnęła się niewinnie, patrząc na jego usta oczy.
Rzuć piłkę, panie Hartley — odchrząknęła Cherry, ale zaśmiała się cicho pod nosem — powinieneś pójść pod prysznic, żeby odrobinę... — zagryzła dolną wargę, cały czas patrząc mu prosto w oczy — ochłonąć — to by im się zdecydowanie przydało, bo Marshall jeszcze nie wiedziała, czy powinna dać im obojgu to, czego pragnęli.

watermelon sugar high

: czw mar 19, 2026 12:28 pm
autor: Ethan Hartley
Jej parsknięcie śmiechem zdradzało więcej niż słowa, dlatego Ethan uniósł kącik ust w półuśmiechu. Znajdowali się w windzie w jej apartamentowcu, a ona nadal próbowała udawać, że nie miał na nią żadnego wpływu. Teraz już miał całkowitą pewność, że to tylko maska, skoro jeszcze w restauracji dała się ponieść chwili, jego ustom i rozpalającym skórę dotykowi. On nie musiał skrywać swoich pragnień - był zdecydowany i zdeterminowany, żeby zdobyć to, na co czekał przez cały wieczór.
A wygląda wprost przeciwnie - rzucił mimochodem, spoglądając na cieszącego się do niego psa. Przez jego myśl też przeszło mu ich pierwsze spotkanie - tak temperamentnej kobiety w odpowiedzi na przysługę jeszcze nie spotkał. Przez swoje nietuzinkowe zachowanie nie pozwalała mu o sobie zapomnieć. Piekielnie go fascynowała. - Obiecałem to jej - ściągnął brwi, obrzucając spojrzeniem Cherry w udawanym nie zrozumieniu, o co jej chodziło, jednak po chwili po jego twarzy przebiegł mu łobuzerski uśmieszek. Chwilę później miał uświadomić ją, że on obietnic dotrzymywał.
Dobrze - odparł tylko na jej niechęć względem przeprowadzenia wycieczki. Wiedział, co to oznaczało - czekała na jego ruch. Nie musiała nic więcej mówić, żeby w końcu do niej podszedł. Prawda była taka, że nie miał żadnych wymagań względem miejsca, bo mogli zrobić to gdziekolwiek - na blacie kuchennym, na sofie w salonie, w wannie i wszędzie, gdzie tylko było to możliwe. W każdym z tych miejsc widział ich złączone ciała oddające się ekstatycznemu uniesieniu.
Wystarczy tylko promyk nadziei, żeby otworzyło się niebo - wyznał w kontrze, uśmiechając się do niej w przelocie. Mogli w kilka chwil przenieść się do raju. Trzymał ją mocno w swoich ramionach, zdając sobie sprawę, jak była krucha. Jej brązowe spojrzenie stanowczo za bardzo go magnetyzowało, z resztą tak, jak całe jej ciało, z którego miał ochotę pozbyć się jej sukienki, żeby w końcu móc je poznać za pomocą zarówno dłoni, jak i warg.
Co jeszcze lubisz? - zapytał zanim znalazł się ustami na jej szyi, czując, jak pod jego wpływem jej oddech stawał się coraz płytszy. Zadał to pytanie, bo naprawdę chciał poznać jej myśli i skrywane pragnienia. Gotów był jej wysłuchać, żeby oboje mogli osiągnąć jak najwięcej satysfakcji ze zbliżenia. Ale nawet, jeśli nie miała zamiaru dawać mu żadnych podpowiedzi, i tak podejmie się ich odkrycia na własną rękę lub usta.
Potrafię być baaardzo przekonujący - wymruczał pomiędzy pocałunkami, z każdą chwilą coraz bardziej się do nich przykładając, aż w pewnym momencie uznał, że nadszedł czas zmienić stronę na drugą. Jej zapach i bliskość zawładnęły nim tak, że nie potrafił się nią nasycić. Musiał za wszelką cenę sprawić, żeby ona też poczuła to co on. Z tym, że wiecznie coś im przerywało, co zaczynało go nieco drażnić.
Na to jeszcze przyjdzie pora. Chwilowo mam inne plany - powiedział, bacznie obserwując, jak zagryza wargę. Nie potrzebował większej zachęty. Momentalnie wpił się w jej usta, pogłębiając pocałunek, stanowczo i zachłannie smakując jej usta. Nawet nie zauważył, kiedy znów znaleźli się przy ścianie, a on przyciskał ją do siebie własnym ciałem, chcąc poczuć bijące od niej gorąco, pod wpływem którego coraz bardziej zatracał się w doznaniach. Nie przestając jej całować, pospiesznie ściągnął z siebie marynarkę, która zaczęła wyjątkowo utrudniać mu ruchy. Gdy znalazła się już na podłodze, dłońmi pożądliwie zbadał ciało ciemnowłosej, aż jedną przeniósł na udo, unosząc je tak, by znaleźć się palcami pod białym materiałem, a ona mogła jeszcze mocniej przekonać się, jak na niego działała. Nagle ich różnica we wzroście przestała mu odpowiadać, dlatego zdecydowanym ruchem uniósł ją, żeby oplotła się nogami wokół jego talii. W przelocie spojrzał w jej brązowe oczy, chcąc sprawdzić jej reakcję, zanim z tej perspektywy wykorzystał o wiele lepszy dostęp do jej szyi, pieszcząc skórę w zagłębieniu jej obojczyka, jednocześnie starając się rozprawić z suwakiem całkiem zbędnej na niej sukienki. Jego żyły płonęły ogniem, który tylko ona mogła ugasić.

Cherry Marshall

watermelon sugar high

: czw mar 19, 2026 7:15 pm
autor: Cherry Marshall
Ethan Hartley

Strzeliła oczyma. Zawsze uważała Koko za idealny radar na ludzi. Z jej nosem była w stanie zdziałać prawdziwe cuda. Cokolwiek by się nie wydarzyło, wierzyła w jej intuicję. Teraz też powinna? Uważała Ethana za złodzieja, za palanta, a jednak widok jego z Koko rozczulał ją z niewiadomego dla niej powodu. Dawno nikt się z nią nie bawił, nie był wobec niej tak czuły. Jednak mimo tego widoku wszystkie jej zmysły wręcz krzyczały: stała czujność! Prawie jak Alastor Moody w Harrym Potterze.
Nie czekała na jego ruch, próbowała opóźnić własną utratę kontroli. Niewiele osób było w stanie sprawić, że Charity wyjdzie ze swojego wiecznie zaplanowanego trybu życia. Straci opanowanie nad nienaganną mimiką, a jedyne o czym będzie myślała to rozpięcie komuś rozporka. Szczerze niewiele było trzeba, żeby ogień w niej wybuchnął. Zarówno ten emocjonalny i fizyczny, Hartley działał na nią jak benzyna. Nawet na środku pieprzonego oceanu zapłonęłaby, gdyby się z nim spotkała.
Jak w Harrym Potterze: szczęście można znaleźć nawet w najciemniejszy czasach, o ile pamięta się, żeby zapalić światło — mruknęła na jego słowa. Zielony to kolor nadziei podobnie jak jego oczy. Tylko czy powinna otwierać to niebo? Czuła na sobie jego silne dłonie, które powodowały, że chciała mu się oddać nawet w tym momencie. Ostatnie resztki rozumu sprawiały, że jeszcze nie rozerwała mu koszuli. Oddech wraz z każdą sekundą stawał się coraz bardziej nerwowy, jakby nie miała się zatrzymać przed niczym.
Ogień — mruknęła, odchylając coraz bardziej szyję z przymkniętymi oczami. Nie sądziła, że te krótkie chwile przyjemność wymarzą jej totalnie rozum. Otworzyła delikatnie powieki, uśmiechając się błogo. Powoli wszystkie troski znikały z jej głowy, a zastępował je Ethan oraz jego usta — lubię ogień — a on był dla niej ogniem. Wzrokiem zlustrowała jego ubrania, zdając sobie sprawę, jak bardzo zaczynały jej przeszkadzać. Marynarka, koszulka, spodnie...
Co najwyżej możesz być mój — wyszeptała cicho, czując narastającą pożądanie. Oddech stawał się coraz bardziej nierówny, drżący. Teraz nawet piszcząca Koko z piłeczką nie byłaby w stanie im przerwać. W końcu dłonie ułożyły się na jego torsie i kwestią czasu było to, gdzie trafią. Ona to wiedziała, on to wiedział. Charity i każda komórka ciała płonęła, oddając mu kontrolę.
Nie ustępowała mu na żadnym kroku. W ciągu sekundy odwzajemniła pocałunek, pogłębiając go raz, za razem coraz bardziej i mocniej. Wargi Hartleya nakręcały ją coraz bardziej wraz z każdym, nawet najmniejszym muśnięciem. Ściana ani na moment jej nie ochłodziła a wręcz przeciwnie, pragnęła zapłonąć jeszcze bardziej. Szybkim ruchem sięgnęła do jego koszuli, rozpinając po kolei każdy z guzików. Chciała posmakować całego jego ciała, kreślić ścieżki pocałunków. Podążała za nim, tracąc raz za razem coraz bardziej kontrolę. Otoczyła go nogami, a z rozchylonych, pełnych warg wydobyły się pierwsze westchnięcia pełne rozkoszy.
Hau, hau, rozniosło się po całym apartamencie.
Moment — odsunęła się od niego rękoma, przerywając pocałunki na jej ciele. Wciąż tkwiła w jego objęciach, ale wszystko musiało odbywać się na jej zasadach — miałeś rzucić piłkę — zauważyła sprytnie, unosząc delikatnie kąciki ust. Torturowała zarówno go jak i samą siebie — mówiłam, że najpierw Koko — przypomniała mu, biorąc kolejny głęboki oddech. Bomba między nimi cały czas tykała, nie dając jej jakiejkolwiek jasności.
Rzuć piłeczką, a pokażę Ci sypialnie — zaproponowała z zadziornym uśmiechem, rozpinając kolejny guzik jego koszuli. Wszystko na jej zasadach.

watermelon sugar high

: czw mar 19, 2026 10:04 pm
autor: Ethan Hartley
Właśnie do tego chciał ją dziś doprowadzić. Do utraty kontroli. Żeby w końcu poddała się temu, z czym walczyła i pozwoliła sobie na rozkosz, którą zamierzał jej dać. Żeby złamać wszystkie bariery, które wyznaczyła między nimi przez ostatnie dwa tygodnie, ale też te, które postawiła sobie. Nie musiała wiecznie trzymać gardy. A świat wcale nie musiał się zawalić ani pogrążyć w trawiącym ogniu, żeby pozostawić po sobie tylko zgliszcza. A nawet, gdyby oboje mieli doszczętnie spłonąć, to co, jeśli wynikiem tego będzie odrodzenie się z popiołów?
Na jej cytat z Harry’ego Pottera mimowolnie poszerzył uśmiech, po czym zbliżył do jej ucha i szepnął: - Lumos. - Wciąż go zaskakiwała, tym razem swoją słabością do serii o czarodziejach. Gdy odwzajemniał jej brązowe spojrzenie, przez myśl przeszło mu pytanie, czy ona nie zapomniała włączyć światła? Jej upór i zachowawczość przed sięgnięciem po szczęście, o którym wspomniała, imponowały mu. Tym większą satysfakcję odczuje, kiedy Cherry w końcu mu ulegnie.
Tego właśnie teraz pragniesz? - zapytał, a przez jego głowę przebiegły obrazy, w których zaznawała jego ognia. Swoimi ustami dawał jej jedynie przedsmak tego, co mogło ją czekać. Swoim wyznaniem jeszcze bardziej zmotywowała go do tego, by sprawić, że dziś dla niego spłonie.
Możesz spróbować - mruknął z wyzwaniem. Nie tylko on powinien postarać się o utrzymanie władzy. Bynajmniej nie zamierzał przyznawać przed nią, że każde jej drgnięcie, każdy płytszy oddech i ocieranie się dłoni o jego tors sprawiały, że tracił dla niej zmysły.
Sposób, w jaki gorliwie odwzajemniała pocałunki oraz jak w pośpiechu rozpinała jego koszulę, odkrywając przed sobą jego umięśnioną klatkę piersiową, pobudzał go jeszcze bardziej. A gdy jej westchnienia zadźwięczały w jego uszach wiedział, że nie było już żadnego odwrotu.
Przeciągłe westchnięcie wydobyło się z jego ust, kiedy tak brutalnie ponownie go od siebie odsunęła. Nie podobało mu się to, jak go traktowała. Wciąż strasznie się rządziła i próbowała grać, świadomie przedłużając ich wspólne tortury. Patrzył na nią, na jej iskrzące się brązowe oczy i nieznacznie uniesione kąciki ust, gdy wspomniała o psie, próbując w tym czasie zapanować nad własnym oddechem i przygryzł wargę w zastanowieniu, co powinien z nią zrobić. Jak bardzo lubił Koko, tak zabawa z nią w tym momencie nie była odpowiednim pomysłem. Oboje dobrze o tym wiedzieli, a jednak Cherry postanowiła bawić się z ogniem.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Cherry Marshall