the best medicine
: czw mar 19, 2026 9:07 pm
Ma pani grupę krwi 0, pan Marshall grupę AB. Nie znamy grupy krwi pani matki, ale to i tak oznacza, że między panią, a biorcą nie ma żadnego pokrewieństwa, więc nie może być pani dawcą. Musiał chwilkę ochłonąć i zniknąć z pola widzenia Cherry, zanim mogłaby się zorientować, że coś jest nie tak. Nie wiedział, co więcej mógł powiedzieć Corze, która jeszcze dzisiaj rano była jego siostrą w stu procentach, a teraz... No, nadal była jego siostrą, o czym on w ogóle myślał? Siostrom rzucił coś o przyniesieniu wody czy tam soku - tak w sumie przyniósłby im nawet połowę menu McDonald's, żeby tylko móc iść. Dlatego teraz mijał kolejne sale, białe ściany, pielęgniarki i innych odwiedzających, zmierzając w bliżej nieokreślonym kierunku. Najpierw miał iść do kafeterii, potem zaczął szukać automatu... No i się zgubił, mimo że był w tym szpitalu już setki razy. Cora nie była córką jego ojca. Ta myśl sprawiała, że czuł się nieswojo - pewnie jego emocje nijak nie dorównywały tym, które towarzyszyły Corze, ale... To nadal był szok. Trzydzieści jeden lat życia w kłamstwie. Skręcił gwałtownie w prawo, chcąc ominąć grupę lekarzy, i wtedy to się stało. Nie zdążył wyhamować. Uderzył ramieniem w kogoś, kto równie nieobecnym krokiem wyłaniał się zza rogu. - Przepraszam, ja... - zaczął automatycznie, przytrzymując za ramię osobę, na którą wpadł, ale urwał wpół słowa, gdy tylko zobaczył twarz Ivy. Utkwił wzrok w jej błękitnych oczach. Trochę go zatkało - nie spodziewał się jej tu spotkać, nie teraz, nie w tej chwili, przecież jej nie szukał. A może... jednak szukał? Jezu, przecież ona tu pracowała, to oczywiste, że mógł ją tutaj spotkać. Przez moment stał bez ruchu, trzymając ją za ramię zdecydowanie zbyt długo niż powinien. - Ivy? - wychrypiał, po czym puścił jej ramię. - Znaczy... Dzień dobry, panno Harrison - poprawił się po chwili. Byli w szpitalu. W szpitalu miał się do niej zwracać oficjalnie, po nazwisku. Przyjrzał się jej twarzy - wystarczyła sekunda, by spostrzegł, że coś zdecydowanie było nie tak. Wyglądało na to, że oboje mieli zły dzień. - Co tu robisz? - zagadnął, a po chwili zacisnął usta w wąską kreskę, gdy tylko do niego dotarło, jak bardzo absurdalne pytanie zadał. - Oprócz... pracowania? - dodał, żeby jakoś wybrnąć z sytuacji. - Coś się stało? - spytał jeszcze na koniec, zupełnie zapominając o fakcie, że siostry czekają na wodę. Czy tam sok.
tuptajwi
tuptajwi