Lexie nie był wylewny ZWŁASZCZA po alkoholu. Trochę jakby hamulce włączały mu się dopiero jak nie był trzeźwy? Śmiesznie to działało. Generalnie nie miał oporów w odpowiadaniu prosto i szczerze na zadane pytania, nie ważne czego by dotyczyły, ale.. Im więcej pił, tym bardziej powściągliwy się robił i tym mocniej trzymał język za zębami? Wymówka pod tytułem "sorry, pijany byłem" absolutnie nie miała w przypadku jego nie-skromnej osoby sensu. -
Bo byliśmy przyjaciółmi w szkole, jako gówniarze. A potem trochę przez jedno wielkie nieporozumienie, ja myślałem, że ona mnie olała, a ona myślała, że to ja ją olałem i nie widzieliśmy się przez lata, nie? - generalnie nadal nie miał pojecia jak to się właściwie stało, że Vita była tak mocno przekonana o tym, że puszczał jakieś famy na jej temat, ale dobra, woda pod mostem, stare czasy, tak na dobrą sprawę już i tak nie miało znaczenia. -
Niedawno wzięła zmianę za barem w restauracji moich dziadków, więc znów się spotkaliśmy. Pokrzyczała sobie na mnie, a potem zaliczyliśmy szybki numer w piwnicy i w sumie dobrze, że moja siostra jest tak samo zjebana jak ja, bo mi powiedziała, że są tam kamery post factum, ale też pomogła się pozbyć materiału.... Tak. Śmiesznie było. Vita jest super. - wzruszył lekko ramionami, zakańczając swoją małą tyradę lekkim uśmiechem. Uwielbiał ją, była jego najlepszą przyjaciółką i absolutnie fantastyczną kochanką; wszystko to było prawdą. Jego problem był właśnie tym,
jego problemem, wynikającym z prostego faktu, że nie liczyło się dla niego, czy uprawiali seks, czy nie, chciał być w jej orbicie, móc jej dotknąć, przyglądnąć się jej uroczej twarzy i robić dla niej małe, miłe rzeczy. Potrzebował tego jak powietrza, a bez tych małych interakcji czuł się.. niepotrzebny? Jakby był czymś drugorzędnym, co nie było jej w życiu potrzebne, a ta myśl nie siedziała w nim dobrze.
Skinął tylko głową, kiedy zamiast odpowiedzieć mu na pytanie, kazał mu pić.
Fair enough. Najwyraźniej nie było git, ale nie chciał o tym gadać i to też mógł jak najbardziej zrozumieć i szanować, tak samo jak to, że odmówił mu bardziej nielegalnych środków. Nigdy nie był z tych, którzy wywieraliby na swoich kompanach jakiekolwiek
peer pressure. Nie to nie. Nie ważne czego dotyczyło, jak najbardziej rozumiał znaczenie odmowy. Po raz kolejny skinął głową i zaraz parsknął krótko, skupiając spojrzenie na moment na ładnej twarzy kumpla. Puścił mu oczko krótko. -
Dobrze mamo. - zgodził się, ale nic nie obiecywał. Sam nie wiedział jeszcze co uda mu się upolować, wiedząc doskonale, że klubowa scena nie była tą najbardziej stabilną.. A jego typowa wtyczka potrzebowała czasu, żeby się zorganizować. Czasu, którego byłoby mu szkoda tej konkretnej nocy, więc chyba jednak będzie musiał zaryzykować branie z nieznanego źródła i granie w ruletkę ze swoim życiem. Gra pod tytułem, czy dzisiaj kupi narkotyki sznurowane fentanylem, czy nie? HMMMM. Odprowadził go rozbawionym spojrzeniem, gdy jakaś cizia zgarnęła go na parkiet, a kiedy kazał się zachowywać, tylko mu pomachał, nalewając sobie jeszcze dwa kieliszki. Został sam z tą misją, hm? Zabawnie, bo przyszedł do klubu zarzekając się, że tylko alkohol, ale... Radził sobie przecież tak dobrze, że zasługiwał na jakąś małą nagrodę, prawda? Totalnie prawda.
Szukanie w samotności było z resztą znacznie łatwiejsze. Alex może i nie był jakimś ogromnym, barczastym kulturystą, ale jego resting bitchface wystarczał, żeby odstraszyć potencjalnych sneaky sprzedawców. To, plus, drobny, raczej niegroźnie wyglądający Bennett był znacznie łatwiejszym celem do potencjalnego obicia mordy, gdyby tak nie zapłacił w całości, albo próbował się wyłgać z ustalonego układu. Absolutnie zrozumiałe, też by myślał w ten sposób, gdyby był dealerem próbującym coś sprzedać pod stołem w klubie. Zwykle wystarczyło złapać z kimś kontakt wzrokowy; trochę jakby wiązała się ta nerwowa nić porozumienia, gdy zamiast odwracać spojrzenie, wymieniało się pytające gesty, by potem jakby nic dosiąść do tego samego ciemnego kąta. Jedna Molly jeszcze nikogo nie zabiła, nie? Nawet jeśli zmieszał ją z alkoholem i trzecim, bardziej tajemniczym środkiem, mającym zapewnić przyjemny relaks, którego jak najbardziej potrzebował.
Wszystko byłoby dobrze, serio. Tabletka rozpuszczała się pod jego językiem, stopniowo uwalniając chemikalia, alkohol śmigał w żyłach, buzując przyjemnym ciepłem, dodatek lekko otępiał, ale w ten przyjemny, znieczulający sposób. Lexie już miał wracać do miejsca, w którym jego drogi rozeszły się z Hellem, kiedy mocna dłoń złapała go boleśnie za ramię.
Co do.. Zmuszony, by spojrzeć w twarz większemu od siebie mężczyźnie, nie mógł powiedzieć, czy skądś go kojarzył. Może? Wyraźnie był jedyny z tej dwójki, który nie miał pamięci ich wcześniejszego spotkania, bo absolutnie też nie wiedział dlaczego był na niego tak wściekły. Bennett chciał się nerwowo rozglądnąć za Hallem, ale kiedy tylko spróbował odwrócić spojrzenie od znajomego-nieznajomego, znów został szarpnięty. Skulił się lekko. Cała jego mowa ciała sugerowała, że po prostu się bał i chciał odsunąć jak najdalej od agresora jak tylko mógł.. Zwłaszcza, ze naprawdę myślał, że byłą to jakaś pomyłka? Może się mylił.. Może.
Alexander Hall