Strona 1 z 2

missed me, missed me, now you have to kiss me

: pt mar 20, 2026 9:35 am
autor: Alexis Bennett
Okazywało się, że jednak Hall miał rację i Lexie był niesamowicie denerwującą przykleją. Powinien się domyślić, prawda? Nie bez powodu mieszkał ze swoją siostrą, zajmował jej sporo czasu wolnego i tego w pracy również, a jego przyjaciele często służyli za bezpłatnych terapeutów, tylko dlatego, że Bennett nie potrafił usiąść z własnymi myślami i ich przetrawić. Musiał marudzić. Musiał mieć czyjąś uwagę. Musiał mieć do kogo gadać, nawet jeśli nie chciał ich pomocy i w gruncie rzeczy mógłby równie dobrze rozmawiać z własnym odbiciem w lustrze. Był absolutnym egoistą, prawdopodobnie narcystycznym do tego i pozostawiony sam sobie, wspinał się po ścianach i suficie jak Spiderman. Zawracał też głowę bezlitośnie kobiecie, którą nazywał swoją i ciężko mu było zrozumieć, że miała życie poza nim. Bo on nie miał wyraźnie. Praca sraca. Znajomi srajomi. Rodzina srodzina. No, dobra, tego ostatniego by nie powiedział, ale prawda była taka, że chciał z nią spędzić cały czas jaki posiadał. Był oficjalnie uzależniony. Od jej głupiego poczucia humoru, od docinków, od absolutnie odpalonych pomysłów i grade A drama queen reakcji. Od jej dotyku, uśmiechu, pocałunków i tego, jak śmiesznie marszczyła nos, kiedy ją wkurzał, ale też chciała się śmiać.
Tego konkretnego dnia była znowu zbyt zmęczona po pracy, żeby się z nim spotkać i z jednej strony to rozumiał, zwłaszcza, że brała na siebie kilka dni, w których robiła całki. Całodniowe zmiany były do dupy i wykańczały. Z drugiej strony... Dlaczego brała tyle zmian? Po co jej były podwójne zmiany? Czemu po prostu nie powiedziała mu, żeby przyszedł i chillował, przyniósł ze sobą jedzenie od Cath i zrobił jej masaż, nawet bez podtekstów. Mógł po prostu chillować. Serio. Zamknąć mordę i masować stopy, oglądając coś głupiego i nie wymagającego mózgu. Przeszło mu przez myśl, że może powinien ją zapytać, uświadomić, że rzeczywiście to było opcją, ale zamiast tego milczał.. A jego głowa toczyła swoją kulkę gówna, stwierdzając, że pewnie już jej się znudził. Ludzie zwykle nudzili się nim całkiem szybko, trochę jak z taką nową zabawką, która jest fajna jak jest nowa, a po kilku zabawach ląduje na kupkę ledwo co ruszanych, zakurzonych, żeby sobie marniała tak leżąc. Bał się, że jest dla niej taką zabawką. Może pokazał jej zbyt wiele siebie, za szybko? Może wszystko to było dla niej zbyt poważne? Może widziała go zawsze tak, jak wszyscy, jako beztroskiego hedonistę, więc kiedy się odsłonił i pokazał, że jednak lubi należeć, poczuła ten "ick" i stwierdziła, że może jednak nie?
Kilka drinów z Alexem i skakanie do muzyki to było dokładnie to, czego potrzebował. Udowodnił sobie, że może być grzecznym chłopcem i nie chlać na umór, więc mógł sobie pozwolić zaszaleć odrobinę, nie? Przecież nie musiał się nawalić w trzy dupy, tylko kilka drinków. Kilka drinków jeszcze nikogo nie zabiło. - Ktoś jeszcze ma przyjść, czy jest nas dwójka? - zapytał przy wejściu, jeszcze dokańczając peta. W jego głowie dobrze by się było względnie zorganizować, może znaleźć sobie jakiś kąt na start, umówić się jakoś, że gdyby ich poniosła zabawa, to żeby się spotkać w jednym punkcie o danej godzinie? Dać sobie jakiś znak życia czy coś? Pojęcia nie miał, już dawno nie był aż tak trzeźwy wchodząc do klubu i z zaskoczeniem stwierdzał, że było to trochę bardziej chaotyczne, niż mógłby się tego spodziewać. Zwykle byłby już po jednym czy dwóch before'kach. Albo przynajmniej po butelce czegoś śmiesznego i może jointcie albo dwóch. W sumie to nie był najgorszy pomysł, ale niczego przy sobie nie miał. Miał być grzeczny i wyjść tylko na kilka drinków, potańczyć. Totalnie mógł. Przecież mógł nie imprezować, jeśli nie chciał, tak? Ta noc miała być nagrodą za trzeźwość. Totalnie.

Alexander Hall

missed me, missed me, now you have to kiss me

: pn mar 23, 2026 9:38 pm
autor: Alexander Hall
Wyglądało na to, że chłopaki świetnie się uzupełniali, bo Alex nie był przylepą w ogóle (no chyba, że po alkoholu, ale to dawno i nieprawda). Anyway, yin i yang, madafaka. Wydarzenia z ostatnich dni skutecznie popsuły Hallowi szampański nastrój, który jeszcze przez jakiś czas miał jak wrócił z hawajskich wakacji - dlaczego, zapytacie? Cóż, wizyta Maddena w klubie, kłótnie z Mads o pierdoły… Nawet Pies vel Cipek vel Cipson vel Monster był bardziej nieznośny niż zwykle, jakby na każdym kroku chciał mu udowodnić, że u Erzy było mu lepiej podczas jego nieobecności, jebany debil. No ale nie ukrywajmy, to wizyta poważnego pana z wydziału zabójstw najbardziej burzyła spokój Lexa - zastanawiał się tylko, czy włodarze już wiedzieli, że był na świeczniku, czy może jednak jeszcze miał szansę na przetrwanie i nie wiedzieli nic. Nawet nie próbował sobie wyobrażać, co by było gdyby, tak szczerze mówiąc. Pewnie właśnie dlatego od razu zgodził się na wypad do klubu, gdy tylko zgadał się z Leksikiem przez smski. Musiał odreagować te wszystkie emocje, a czy ktokolwiek znał lepszy sposób (który nie był terapią lub sportem i nie był związany z uzewnętrznianiem swoich problemów wewnętrznych, bo nie bez powodu te problemy nazywały się WEWNĘTRZNE, okej) niż alkohol? Gdy tylko pojawił się pod Fifth Social Club, przybił z Bennetem piąteczkę i rozejrzał się po ulicy. Ktoś jeszcze ma przyjść, czy jest nas dwójka? Skończył dopalać papierosa, rzucił go na ziemię i przygniótł butem. - Chuj wie - odparł Alex, po czym wzruszył ramionami. Rzadko palił, tak naprawdę to palił jedynie wtedy, gdy naprawdę się czymś stresował albo miał do tego towarzystwo. Teraz chciał wierzyć, że był to fajek dla towarzystwa, a nie dla stłumienia emocji, bo ostatnio źle się to kończyło. Cóż. - Jebać, chodź pić - machnął ręką do Aleksika Juniora i puścił go przodem w wejściu, klepiąc go przy tym po plecach. No i weszli do ulubionego od kilku miesięcy klubu Alexa - na pamięć znał układ butelek przy barze, przy którym spędzał zdecydowanie zbyt dużo czasu z powodu pewnej słodkiej, pyskatej blondyneczki. A skoro już o blondyneczkach mowa… - Nie ma dziś Maddie, więc driny będą słabe - rzucił do kumpla, jeszcze zanim podeszli do baru. Tak swoją drogą, Alex trochę o Maddie Bennettowi poopowiadał - między innymi, że była żyletą, że było coś ten teges kotangens między nimi, że byli razem na wakacjach... Ale gdyby Lexie zapytał go, czy byli parą... to... no... nie wiedział jeszcze. Oficjalnie nie byli. Ich relację ciężko było wcisnąć w jakieś schematy i stereotypy. Alex rozgościł się przy barze, na swoim ulubionym stołku, nachylając się do Bennetta. - Tequila? Tequila - podjął decyzję za ich dwójkę i pokiwał głową, nawiązując z nim niewypowiedzianą nić porozumienia, bo tequila była dobra na rozpoczęcie każdej imprezy, okej? Alex oparł policzek na łokciu i zerknął w stronę zmienniczki Maddie, Annie, z którą się przy okazji przywitał. Widzicie, tak często tu bywał, że nawet znał barmanów z imienia. Uprzedzając pytania - nie, nie był alkoholikiem. - Na początek dwie tequile, słońce - zawołał do Annie, bo muzyka już grała dość głośno, a było dopiero po dwudziestej drugiej. Znów odwrócił się do Aleksika Numero Dos. - Jeśli chcesz iść potańczyć to śmiało, ja tu chwilkę posiedzę - oznajmił akurat w momencie, gdy Annie podała im dwa shoty, sól i limonki. Nie czekając na odpowiedź Lexiego, wysypał odrobinę soli na dłoń, zlizał ją szybkim ruchem, jednym haustem wypił shota i zagryzł limonką. Tak to się robiło, nie?

Alexis Bennett

missed me, missed me, now you have to kiss me

: wt mar 24, 2026 12:51 am
autor: Alexis Bennett
Nie, Lexie generalnie nie był fanem mówienia o wewnętrznych sprawach żadnego rodzaju, okay? Nie miał problemu marudzić, marudził całkiem często, ale o tym, jak się czuł i co mu chodziło po głowie, wolał żartować. Jakoś tak, łatwiej było zgrywać błazna z niewyparzoną mordą, niż rzeczywiście przeprowadzać dorosłe konwersacje? Względnie udawało mu się to czasami ze starszą siostrą. Z Vitą.. Vicie wolał pokazywać, co czuł, hah, ale zdobywał się przy niej na szczerość również. Lubił wersję siebie, którą z niego wyciągała. Głupio mu trochę było i cały czas bił się z myślami, bo jednak znalazła chwilę tego konkretnego wieczoru, ale już się ustawił z Alexem i.. No.. Nie mógł tak po prostu olać kumpla całkowicie, prawda? Może napije się z nim kilka drinów, posłucha co tam się u niego działo, pomarudzi na brak czasu swojej ulubionej dziewczyny; cokolwiek, a potem do niej pójdzie. Prawdopodobnie podskakując i machając wyimaginowanym ogonem jak zakochany szczeniak, którym w gruncie rzeczy był.
Pomagało też, że Alex znalazł sobie swój własny obiekt zainteresowań. Lexie już dawno pogodził się z faktem, że Hall zawsze będzie w jego oczach /hot/ ale to było tylko tyle, nie? Ładny człowiek był ładnym człowiekiem, ale generalnie nie czuł do niego gorącej miłości. Podobał mu się. Poddałby mu się - gdyby sam nie był zajęty. Całkowicie fizyczne zauroczenie w przyjacielu, które z biegiem czasu coraz łatwiej było spychać na dalszy plan. Na tamten moment już nawet nie wodził za nim smętnym spojrzeniem, kiedy szedł wyrywać jakieś lachony! Tylko czasami zdarzyło mu się zagapić na moment dłużej, kiedy Hall się szczerzył i był odrobinę zbyt blisko, najebawszy, ale to był całkiem nieistotny problem.
Ulubiony klub Alexa, jak wiele klubów w Toronto, był dobrze zaopatrzony.. W alkohol, tak, ale zawsze dało się znaleźć kogoś, kto miałby bardziej zabawne środki, umówmy się. Bennettowi nie było obce i wydawał się wyczuwać tych ludzi na kilometr. Nie dzisiaj; tego dnia chciał się tylko napić z kumplem. Bez szaleństw. Potem wrócić do swojej chyba-dziewczyny i spędzić u niej noc. Brzmiało jak zajebisty plan, okay?
- Czy Maddie to serio jej imię, czy tylko skrót? - zapytał ze szczerą ciekawością, marszcząc lekko brwi, kiedy kierowali swoje kroki w stronę baru. Madeliene? Może? Nie, żeby to miało jakieś większe znaczenie, tak samo jak on lubił "Lexie" zamiast "Alexis", prawda? Skinął głową, gdy chłopak zaproponował tequilę, w gruncie rzeczy nie będąc wybrednym ani trochę. Alkohol to alkohol. Siecze. Rozluźnia. Im mocniej siekło tym lepsze było. Tequila miała to do siebie, że się skradała cicho, zanim rzeczywiście siekała, więc możliwe, że przerzuci na coś mocniejszego.
- Może potem. Tego potrzebuję na razie. - skinął głową w stronę krzątającej się barmanki, zaraz potem zrobił dokładnie to samo, co Alex, cały ten cyrk z solą i limonką. Tak, tequila zdecydowanie wymagała zbyt wiele od pijących, żeby zrobić to dobrze. - Ostatnie kilka dni chciałem się spotkać z Vitą, nie? Wiesz, nie wymagam wiele chyba? Mogę po prostu siedzieć obok, nie musi nawet ze mną nic robić.. Ale ciągle pracuje podwójne zmiany i inne pierdoły i nie ma czasu? Panie, nie wiem, ale teraz zanim wyszedłem mi napisała, że jednak ma czas? Confusion. - może nie rozumiał kobiet. Może nie rozumiał do końca potrzeby samotnego ładowania baterii; on prawdopodobnie by zwariował, gdyby był całkowicie sam w mieszkaniu na dłuższą metę. Tak bardzo, jak momentami potrzebował chwili w ciszy, siedząc na podłodze, tak samo potrzebował swoich ludzi obok. Sióstr. Swojej chyba-partnerki. Przyjaciół. Wywrócił oczami, przetarł krótko twarz dłonią, zerkając na barmaknę i wykonując krótki ruch dłonią, by nalała im jeszcze raz. - Może jestem zbyt przewrażliwiony. - nie zdziwiłby się, gdyby "był babą w tym związku" czy zachowywał się bardzo "niemęsko"..

Alexander Hall

missed me, missed me, now you have to kiss me

: ndz mar 29, 2026 9:11 pm
autor: Alexander Hall
No i właśnie dlatego się kumplowali - obaj woleli pomarudzić i pożartować niż się bezsensownie uzewnętrzniać. Alex do dziś pamiętał kłótnię z Maddie, która dla niego początkowo miała przerodzić się w namiętną noc pełną seksu, ale przez jego... problemy z dzieleniem się emocjami i przemyśleniami, wylądował ostatecznie za drzwiami. No cóż, bywało i tak. Czy Maddie to serio jej imię, czy tylko skrót? - Skrót od Madison - mruknął Alex w odpowiedzi i uśmiechnął się pod nosem. Tak, Maddie to skrót od Madison - no i Madison bardzo lubiła, kiedy Alex zwracał się do niej pełnym imieniem... na przykład podczas seksu. A może by tak... ech, szkoda, że Maddie była zajęta, bo w przeciwieństwie do Lexiego, Alex nie miałby oporów przed zostawieniem go w klubie - jednak nie dziwmy się chłopakowi, hawajskie wspomnienia dalej były dość świeże, okej? Później jakoś by to mu wynagrodził. Może potem. Tego potrzebuję na razie. Alex kiwnął głową na słowa Bennetta i wygodniej rozsiadł się na swoim stołeczku, rzucając przelotne spojrzenie w stronę parkietu. Kuwa mać, ile wspomnień w jednym budynku! Dawno tutaj nie był, ale jego pierwsze spotkania z Maddie odbyły się właśnie tutaj, w trakcie otwarcia albo... tuż po zamknięciu. No i te po zamknięciu wspominał zajebiście. Poprosił Annie o kolejne cztery shoty tequili, skoro Bennettowi zebrało się na zwierzenia - ale od tego byli kumple, tak? Od zwierzania się sobie, jak już pewne sprawy odpowiednio w nich dojrzeją albo staną się na tyle niezrozumiałe, że grzechem byłoby trzymać je w środku. Słuchał w ciszy, przyglądając się jak Annie nalewa kolejne porcje tequili do kieliszków. Alex prawdopodobnie nie był dobrym towarzyszem do zwierzeń, bo sam często podejmował frajerskie decyzje - a już na pewno był ostatnią osobą, która powinna Alexisowi udzielać porad miłosnych, kiedy sam czasem nie ogarniał, co chodziło po głowie Maddie, dobra? Jednak postanowił spróbować. A próbę musiał rozpocząć od researchu. Vita, Vita, Vita... coś mu świtało w głowie, ale zbyt wielu szczegółów nie pamiętał - no, na pewno Lexie mu o niej wspominał... Ale co, ile i kiedy... Hm... - A ile wy się w ogóle znacie, stary? Może dla niej jest zbyt wcześnie na wspólne siedzenie i milczenie - odparł w końcu i wzruszył ramionami. Kurczę, Maddie też sporo pracowała, ale kiedy już znajdowali dla siebie czas, to na pewno nie na siedzenie i milczenie. Ciuchy latały, guys. Może Vita po prostu miała okres i nie miała ochoty na zrzucanie z siebie ubrań? Who knows? Na razie Alex potrzebował jakichś szczegółów, żeby w ogóle dojść do jakichś wniosków. Dojść... Hmm... A może jednak wysłałby Maddie jakąś fotkę na zachętę? A może... No, nie miał czasu więcej o tym rozmyślać, bo Annie postawiła przed nimi kolejne shoty, a Alex przyjrzał im się dokładnie. Wpadł właśnie na szatański pomysł. - Chodź, stary, lecimy dwa naraz - zaproponował, chwytając pierwszy kieliszek. Wypił go jednym haustem, czując znajome pieczenie, a potem natychmiast sięgnął po drugi. Raz, dwa. Czas włączyć tryb nieśmiertelność. Odstawił pusty kieliszek z głośnym stukotem i otarł usta wierzchem dłoni - kuwa mać, Alexis był dobrym kompanem do dzisiejszej zabawy. Może i odrobinkę marudził o tej całej Vicie, ale Alex cieszył się, że w ogóle się kimś zainteresował na dłużej, bo do tej pory obaj mieli pewien problem z długotrwałymi relacjami, a tu proszę - zaraz Alexowi stukały trzy miesiące nieformalnej znajomości, co jak na niego było niezłym osiągnięciem. Nawet rozmowa z Maddenem przerażała go odrobinkę mniej, wow. A tak przy okazji, w głowie znów mignął mu obraz Madison - jej śmiech, sposób, w jaki odgarniała włosy, i to, jak patrzyła na niego, gdy wracał z treningu... Kurde, miała rację, był emocjonalnym głazem, ale teraz mógłby wygłosić jej poemat o miłości, a to oznaczało, że tequila zaczynała działać. - Lexie... To jeszcze po jednym? - przysunął się do Bennetta i trącił go ramieniem. Kusił go dziś jak prawdziwy szatan z tym swoim krzywym uśmieszkiem. A przy okazji kiwnął znowu głową do Annie, która przekręciła oczami i postawiła między nimi całą butelkę. Problem shotów jakby sam się rozwiązał.

𐔌 . ⋮ Lexie .ᐟ ֹ ₊ ꒱

missed me, missed me, now you have to kiss me

: pn mar 30, 2026 6:28 am
autor: Alexis Bennett
To nie tak, że chciał mu się zwierzać z czegokolwiek, okay? Po prostu.. Dobrze było wyrzucić myśli z głowy, powiedzieć je na głowy, a przy tym móc napić się z kumplem? Miał starszą siostrę, tak, ale lubiła Vitę za bardzo i cokolwiek by nie powiedział, Cath byłaby zbyt pomocna. Tak, to był problem! Czasami nie chciał słuchać dobrych rad? Czasami chciał po prostu pomarudzić, a potem wzruszyć ramionami, wypić nawet więcej i pójść w tango na pół nocy.
- Bro... Tylko jakieś pół życia. - parsknął, wyraźnie rozbawiony pomysłem, że Holloway mogłaby być zbyt "nieznajoma", by komfortowo z nią siedzieć i milczeć. Bywała gadatliwa.. Ale to nie tak, że mu to przeszkadzało, czy żeby oczekiwał, by mówiła do niego non stop? - Stara przyjaźń i takie tam. - machnął lekko ręką, ucinając temat krótko, nie chcąc wchodzić w szczegóły zbyt głęboko. Jedna z tych przyjaźni, w których rodzeństwo, rodzice i cała reszta świata mniej lub bardziej otwarcie podrzuca pomysły o tym, że jak już będą dorośli, to powinni wylądować w związku. Typowy friends to lovers arch. Nie przeszkadzało mu to w tamtym momencie, ale bywało upierdliwe, kiedy, po raz kolejny, chciał tylko pomarudzić...
- Pytasz dzika czy sra w lesie? - rzucił rozbawiony, idąc za jego przykładem i wychylając kieliszki jeden po drugim. Czuł jak jego ciało się rozluźniało, szczęka, którą nie wiedział że spinał, ramiona.. Myśli ulatywały z głowy, co mógł porównać trochę do uwalniania pary z pressure cooker. Lepiej. Wypije jeszcze trochę więcej i już w ogóle będzie spoko. - Zniknąłeś mi z radaru na chwilę. Git u ciebie? - szybkie sprawdzenie, czy jego kumpel trzymał się względnie pionu i nie pakował w zbyt duże kłopoty. Mordy nie miał jakoś specjalnie obitej, nie zauważył, żeby kulał czy coś w tym stylu, więc o tyle dobrze, że fizycznie wydawał się być w dobrej formie. Pod innymi względami... Trudno było stwierdzić, nie?
Skinął głową w stronę barmanki, przejmując od niej butelkę alkoholu z szerokim uśmiechem. Dobra, koniec końców tequilla nie brzmiała tak źle, a jak im będzie mało, to przerzucą się na coś innego, tak? Brzmiało jak zajebisty plan. Polał im szczodrze, znów po dwa kieliszki, butelkę szczelnie zamykając i odstawiając do dalszego użytku za moment. Im bardziej się znieczulał, tym częściej rozglądał się wokół, marszcząc brwi, próbując dostrzec specyficznych ludzi ze specyficznymi produktami na sprzedaż.. Nie, żeby chciał coś kupić! Po prostu był ciekawy! Nie bywał w tym klubie tak często, mógł się tylko domyślać, że sprzedaż mniej legalnych używek odbywała się gdzieś w kącie, pod ladą, przez kogoś, kto wyglądał jak najbardziej niewinna osoba na świecie i, że ta osoba sprzedająca na pewno była trzeźwa. Wiadomo, nie? Logiczne. Musieli być trzeźwi, żeby być w stanie rozróżnić potencjalnych klientów, od niedzielnych, waniliowych, bawiących się grzecznie człowieczków i od ewentualnych wtyczek.. Brzmiało jak okropnie stresująca robota, ta dealerka. - Chcesz coś śmiesznego? - zagadnął, przechylając głowę, bo o ile jeszcze nikogo nie zauważył, o tyle... Hey, to był klub. W każdym klubie coś się znalazło, chociażby najprostsza Molly, może z miłym dodatkiem K, żeby siekło trochę lepiej.

Alexander Hall

missed me, missed me, now you have to kiss me

: ndz kwie 05, 2026 12:56 am
autor: Alexander Hall
No dobra, wyjaśnijmy sobie raz, a dobrze - zwierzanie się zaczynało mieć sens po alkoholu, kiedy każdemu puszczały hamulce i nie było mowy o owijaniu w bawełnę, a szczerość wylewała się za kołnierz razem z alkoholem. Wcale nie musieli już długo czekać, zanim osiągną ten stan, prawda? - Zbyt wiele mi o niej nie opowiadałeś, ej - zaczął się bronić Alex, próbując przypomnieć sobie jakiekolwiek wzmianki o Holloway. Znali się już trochę, wiedzieli co nieco o swojej przeszłości, ale Vita się w tej przeszłości Bennetta odrobinę zagubiła, przynajmniej w wersji Alexa. - To może jednak opowiesz, co? Jedliście razem piasek? - zaśmiał się pod nosem, wychylając kolejny kieliszek. Na początku Alex nie planował tyle w siebie wlewać, ale... no... jakoś tak to samo wyszło. Poza tym chciał ulżyć przyjacielowi w potrzebie i wysłuchać opowieści o legendarnej Vicie. Pytasz dzika czy sra w lesie? Wyglądało na to, że Lexie miał podobne zdanie o dzisiejszym wieczorze. - No i to mi się podoba - odpowiedział i poklepał kumpla po ramieniu, kiedy kończył drugi kieliszek i miał nadzieję, że przez niego się nie zachłysnął. No i teraz mogli rozmawiać, ba, mogli rozmawiać, tańczyć, śmiać się i marzyć o Vicie Holloway, która nie lubiła wspólnie siedzieć w milczeniu. Zniknąłeś mi z radaru na chwilę. Git u ciebie? - Pij, nie pierdol - odparł jedynie Alex i nalał im jeszcze po kieliszku. Oj, alkohol już szumiał w głowie i podpowiadał niecne czyny, nagle każda dziewczyna wydała się piękniejsza, ale te dziewczyny go w ogóle nie interesowały, bo marzył dziś tylko i wyłącznie o ciele Maddie pod swoim i już wiedział, gdzie uda się po tej bibie, gdy tylko odrobinę się wyszaleją razem z Leksiem, ewentualnie po prostu napierdolą. Widział, że Lexie błądził wzrokiem po parkiecie, a przez myśl mu przeszło, że może chciał uciec myślami od Vity i pobawić się z kimś innym, ale potem wypalił ten tekst o czymś śmiesznym i Alex od razu wiedział, o co kaman. - Nie dzisiaj, chcę potem wpaść do Mads - odmówił, po czym wlał w siebie kolejny kieliszek, który nalał mu Bennett. Tequila musiała mu dzisiaj wystarczyć, nie chciał dzisiaj szaleć. Rzucił podejrzliwe spojrzenie w stronę kumpla, bo coś śmiesznego mogło oznaczać zbyt wiele rzeczy i trochę się zmartwił. - Ty też nie przeginaj, dobra, Lexie? - mruknął do niego odrobinkę ostrzegawczo, ale sam w sumie nie wiedział, dlaczego? Przecież Lexie miał głowę na karku, prawda? Nie mógł jednak zbyt długo rozmyślać, bo zaraz podbiegła do niego znajoma Nancy z osiedla, zapiszczała na jego widok i pociągnęła go za rękę w stronę parkietu. - Chodź tańczyć, Alex! - zawołała już w drodze na parkiet, wesoło podskakując, mimo wszystkich procentów. Lex przewrócił oczami, ale posłusznie zaczął dreptać w stronę roztańczonego tłumu. - Ehm... no okej! Uważaj, Lexie, dobra? - rzucił jeszcze przez ramię do Bennetta, zanim zniknął wśród tańczących. Miał nadzieję, że Lexie sobie przez chwilę sam poradzi, prawda? PRAWDA? Pewnie właśnie dlatego przetańczył kilka piosenek nie tylko z Nancy, ale też z jej dwiema koleżankami, grzecznie trzymając rączki przy sobie, gdyby ktoś był zainteresowany tematem, mimo że w ogóle nie miał tego dzisiaj w planach (tańczenia, nie trzymania rączek przy sobie). No i kolejne trzy piosenki później zaczął rozglądać się za Bennettem, ale nigdzie go nie widział, niech by to szlag...

Alexis Bennett

missed me, missed me, now you have to kiss me

: ndz kwie 05, 2026 5:07 am
autor: Alexis Bennett
Lexie nie był wylewny ZWŁASZCZA po alkoholu. Trochę jakby hamulce włączały mu się dopiero jak nie był trzeźwy? Śmiesznie to działało. Generalnie nie miał oporów w odpowiadaniu prosto i szczerze na zadane pytania, nie ważne czego by dotyczyły, ale.. Im więcej pił, tym bardziej powściągliwy się robił i tym mocniej trzymał język za zębami? Wymówka pod tytułem "sorry, pijany byłem" absolutnie nie miała w przypadku jego nie-skromnej osoby sensu. - Bo byliśmy przyjaciółmi w szkole, jako gówniarze. A potem trochę przez jedno wielkie nieporozumienie, ja myślałem, że ona mnie olała, a ona myślała, że to ja ją olałem i nie widzieliśmy się przez lata, nie? - generalnie nadal nie miał pojecia jak to się właściwie stało, że Vita była tak mocno przekonana o tym, że puszczał jakieś famy na jej temat, ale dobra, woda pod mostem, stare czasy, tak na dobrą sprawę już i tak nie miało znaczenia. - Niedawno wzięła zmianę za barem w restauracji moich dziadków, więc znów się spotkaliśmy. Pokrzyczała sobie na mnie, a potem zaliczyliśmy szybki numer w piwnicy i w sumie dobrze, że moja siostra jest tak samo zjebana jak ja, bo mi powiedziała, że są tam kamery post factum, ale też pomogła się pozbyć materiału.... Tak. Śmiesznie było. Vita jest super. - wzruszył lekko ramionami, zakańczając swoją małą tyradę lekkim uśmiechem. Uwielbiał ją, była jego najlepszą przyjaciółką i absolutnie fantastyczną kochanką; wszystko to było prawdą. Jego problem był właśnie tym, jego problemem, wynikającym z prostego faktu, że nie liczyło się dla niego, czy uprawiali seks, czy nie, chciał być w jej orbicie, móc jej dotknąć, przyglądnąć się jej uroczej twarzy i robić dla niej małe, miłe rzeczy. Potrzebował tego jak powietrza, a bez tych małych interakcji czuł się.. niepotrzebny? Jakby był czymś drugorzędnym, co nie było jej w życiu potrzebne, a ta myśl nie siedziała w nim dobrze.
Skinął tylko głową, kiedy zamiast odpowiedzieć mu na pytanie, kazał mu pić. Fair enough. Najwyraźniej nie było git, ale nie chciał o tym gadać i to też mógł jak najbardziej zrozumieć i szanować, tak samo jak to, że odmówił mu bardziej nielegalnych środków. Nigdy nie był z tych, którzy wywieraliby na swoich kompanach jakiekolwiek peer pressure. Nie to nie. Nie ważne czego dotyczyło, jak najbardziej rozumiał znaczenie odmowy. Po raz kolejny skinął głową i zaraz parsknął krótko, skupiając spojrzenie na moment na ładnej twarzy kumpla. Puścił mu oczko krótko. - Dobrze mamo. - zgodził się, ale nic nie obiecywał. Sam nie wiedział jeszcze co uda mu się upolować, wiedząc doskonale, że klubowa scena nie była tą najbardziej stabilną.. A jego typowa wtyczka potrzebowała czasu, żeby się zorganizować. Czasu, którego byłoby mu szkoda tej konkretnej nocy, więc chyba jednak będzie musiał zaryzykować branie z nieznanego źródła i granie w ruletkę ze swoim życiem. Gra pod tytułem, czy dzisiaj kupi narkotyki sznurowane fentanylem, czy nie? HMMMM. Odprowadził go rozbawionym spojrzeniem, gdy jakaś cizia zgarnęła go na parkiet, a kiedy kazał się zachowywać, tylko mu pomachał, nalewając sobie jeszcze dwa kieliszki. Został sam z tą misją, hm? Zabawnie, bo przyszedł do klubu zarzekając się, że tylko alkohol, ale... Radził sobie przecież tak dobrze, że zasługiwał na jakąś małą nagrodę, prawda? Totalnie prawda.
Szukanie w samotności było z resztą znacznie łatwiejsze. Alex może i nie był jakimś ogromnym, barczastym kulturystą, ale jego resting bitchface wystarczał, żeby odstraszyć potencjalnych sneaky sprzedawców. To, plus, drobny, raczej niegroźnie wyglądający Bennett był znacznie łatwiejszym celem do potencjalnego obicia mordy, gdyby tak nie zapłacił w całości, albo próbował się wyłgać z ustalonego układu. Absolutnie zrozumiałe, też by myślał w ten sposób, gdyby był dealerem próbującym coś sprzedać pod stołem w klubie. Zwykle wystarczyło złapać z kimś kontakt wzrokowy; trochę jakby wiązała się ta nerwowa nić porozumienia, gdy zamiast odwracać spojrzenie, wymieniało się pytające gesty, by potem jakby nic dosiąść do tego samego ciemnego kąta. Jedna Molly jeszcze nikogo nie zabiła, nie? Nawet jeśli zmieszał ją z alkoholem i trzecim, bardziej tajemniczym środkiem, mającym zapewnić przyjemny relaks, którego jak najbardziej potrzebował.
Wszystko byłoby dobrze, serio. Tabletka rozpuszczała się pod jego językiem, stopniowo uwalniając chemikalia, alkohol śmigał w żyłach, buzując przyjemnym ciepłem, dodatek lekko otępiał, ale w ten przyjemny, znieczulający sposób. Lexie już miał wracać do miejsca, w którym jego drogi rozeszły się z Hellem, kiedy mocna dłoń złapała go boleśnie za ramię. Co do.. Zmuszony, by spojrzeć w twarz większemu od siebie mężczyźnie, nie mógł powiedzieć, czy skądś go kojarzył. Może? Wyraźnie był jedyny z tej dwójki, który nie miał pamięci ich wcześniejszego spotkania, bo absolutnie też nie wiedział dlaczego był na niego tak wściekły. Bennett chciał się nerwowo rozglądnąć za Hallem, ale kiedy tylko spróbował odwrócić spojrzenie od znajomego-nieznajomego, znów został szarpnięty. Skulił się lekko. Cała jego mowa ciała sugerowała, że po prostu się bał i chciał odsunąć jak najdalej od agresora jak tylko mógł.. Zwłaszcza, ze naprawdę myślał, że byłą to jakaś pomyłka? Może się mylił.. Może.

Alexander Hall

missed me, missed me, now you have to kiss me

: czw kwie 09, 2026 1:58 pm
autor: Alexander Hall
Tak w sumie to słowa ”Sorry, pijany byłem” rzadko można było usłyszeć z ust Alexa, bo po prostu rzadko ostro imprezował - był sportowcem i musiał trzymać formę, ale dziś… dziś to co innego, musiał odreagować i choć na chwilę zapomnieć o problemach, które w ostatnich dniach nawarstwiły się jeden na drugim. Muzyka pulsowała mu w skroniach, procenty powolutku zaczynały działać, ale do zgonu było jeszcze daleko - osiągnął ten stan, kiedy wszystko było bardziej zabawne, bardziej kolorowe i zdecydowanie mniej skomplikowane niż rzeczywistość. Rozluźnił ramiona, oparł się o bar i chłonął panujący w klubie chaos. Jak jakaś modliszka albo inny demon. - Takie nieporozumienia są najgorsze - pokiwał głową Alex, wzdychając. Duma to była jednak kurewska choroba. Już raz przeżył coś podobnego z Maddie, ale on schował dumę do kieszeni i po prostu do niej przyszedł pod pretekstem odniesienia jej bransoletki. Podziałało? Podziałało. Pokrzyczała sobie na mnie, a potem zaliczyliśmy szybki numer w piwnicy i w sumie dobrze, że moja siostra jest tak samo zjebana jak ja, bo mi powiedziała, że są tam kamery post factum, ale też pomogła się pozbyć materiału.... - Ostatnio podzieliła się ze mną swoim kebabem - wtrącił nagle, ni z gruszki, ni z pietruszki, znów wlewając w siebie shota. - Twoja siostra, w sensie - wyjaśnił po chwili i zmarszczył brwi, bo chyba zaczynał gadać od czapy. Na szczęście, sztuka słuchania jeszcze mu nie zanikła i znów pokiwał głową, gdy Lexie skończył opowiadać historię reunionu z Vitą. - Wiesz, co jest najgorsze, Lexie? - zagadnął Hall, po czym poklepał go po ramieniu, żeby Bennett odwrócił głowę w jego stronę. - Ja ci powiem, słuchaj. Że jak już raz taką "super" dziewczynę dopadniesz w piwnicy czy pod prysznicem, to potem cały świat wydaje się nudny jak flaki z olejem i zaczynasz chcieć jej 24/7 - westchnął. Tak, on chciał Maddie 24/7. Chciał brać ją pod prysznicem, na stole, w łóżku i na dywanie. Gdyby mógł, rozciągnąłby dobę, żeby spędzać z nią więcej czasu. Ich rozmowę przerwało porwanie Halla przez kobiety na parkiet i stracił Bennetta z oczu na… dobry moment. Podobno szczęśliwi czasu nie liczyli, więc wyglądało na to, że dziś Alex był szczęśliwy? Fajnie w sumie. Najpierw obracał jedną, potem drugą, potem trzecią, a potem podskakiwał z nimi w kółeczku w rytmie I’m sexy and I know it i kurczę ta piosenka przypomniała mu o istnieniu Bennetta, bo poznali się, gdy na plaży ktoś zarzucił tę nutkę i sobie dziko do niej potańczyli, nie? Zaczął kręcić głową w poszukiwaniu kumpla jak surykatka na pustyni i okazało się, że zaczął go szukać w idealnym momencie, bo nagle jakiś debil zaczął szarpać Lexiego za ramię? Jakby, wtf, guys? Co to ma być? Alex przeprosił koleżanki i zaczął przedzierać się przez tłum, bo nikt nie będzie szarpać jego przyjaciela, dobra? Od razu spostrzegł, że spotkanie Alexisa z osiłkiem nie należało do tych przyjemnych, bo szarpnął go za ramię już dwa razy, no i już chciał wyprowadzić prawy prosty sierpowy, żeby pokazać typowi, że jego ekipy się nie tyka, kiedy przez jego pijacki umysł Alexa przemknęła myśl. Prawdziwa myśl. Taka mądra. Nie mógł zrobić burdy w klubie, w którym pracowała Maddie, bo później mogą mieć wszyscy problemy. Jak Maddie by się dowiedziała, to dostałaby szału, a wieczór skończyłby się nieprzyjemnie. Alex musiał użyć kreatywności, a o to nie było trudno, biorąc pod uwagę jego stan. Przepchnął się przez tłum, udając jeszcze bardziej wstawionego, niż był w rzeczywistości. Wpadł prosto między nich, niemal taranując agresora ramieniem, ale zamiast zacisnąć pięści, wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. - No nareszcie cię znalazłem, mój karaluszku! - rzucił Alex entuzjastycznie, po czym objął Bennetta w pasie, przyciągając go do siebie. Spojrzał na wielkoluda z udawanym wyrzutem, nie puszczając swojego chłopaka. - Przepraszam pana najmocniej, ale mój skarb jest strasznie nieśmiały, jak wypije o jednego shota za dużo - zagruchał Hall, robiąc smutną minkę. - Mam nadzieję, że nie sprawiał problemów? Jest taki uroczy, kiedy próbuje być samodzielny, prawda? - dodał i posłał Lexiemu równie uroczy uśmiech. Typ-osiłek poluzował uścisk na ramieniu Bennetta, a na jego twarzy pojawiło się obrzydzenie i dezorientacja. No ale nie zapominajmy, że Alex był już porządnie wstawiony, więc uznał, że tę historię trzeba było uwiarygodnić! Spojrzał na przerażonego Bennetta, pogładził go dłonią po policzku (starając się nie parsknąć śmiechem) i… - Chodź tu, ty mój mały uciekinierze. Tęskniłem - mruknął, po czym przyciągnął twarz Lexiego i podarował mu soczysty, kompletnie odklejony pocałunek prosto w usta. To było obrzydliwe. To było genialne. To było zabawne. To było wiarygodne!!!! Bo typek puścił ramię Bennetta!!!
- Pojeby... - warknął i zniknął w tłumie. PO KŁOPOCIE.
Alex odsunął się od kumpla, ale wciąż trzymał go za ramiona, żeby chłopak nie upadł z wrażenia. Przez chwilę patrzył na niego z szerokim uśmiechem, który powoli zamieniał się w zduszony śmiech. - Kurwa, Lexie, uratowałem ci skórę w najbardziej pedalski sposób ever - zarechotał i poklepał kumpla po plecach. Boże, Alex był g e n i a l n y.

𝐿𝑒𝑥𝑖𝑒

missed me, missed me, now you have to kiss me

: pt kwie 10, 2026 4:00 am
autor: Alexis Bennett
Nieporozumienia generalnie miały to do siebie, że bywały zagmatwane, nie? To ich, zupełnie szczerze mówiąc, to nawet nie pamiętał skąd się wzięło.. Jakaś plota, jakaś high school drama, jedna fama za kolejną i tyle było z ich wieloletniej przyjaźni. Ale może to i dobrze? Może gdyby znali się przez cały ten czas i byli w swoim życiu taką stałą, nic by z tego na dłuższą metę nie wyszło? To chyba było całkiem częste zjawisko, prawda? Dwójka ludzi, która zna się od zawsze, zakochuje, sielankuje przez kilka lat, a potem nagle dorastają, ich płat czołowy się w końcu rozwija i bam, nagle nie mają ze sobą niczego wspólnego. Bez sensu. Ta kilkuletnia przerwa między nim a Vitą... Może naprawdę miała jakiś sens i dał im szansę na dłuższy związek? Może. I tak wiedział, że coś spierdoli po drodze. - Cath jest najlepsza. - rzucił ze stanowczym kiwnięciem głowy, bo to była prawda, z którą zgodziłby się w każdym stanie, nawet jeśli byłby na nią wściekły z tego czy innego powodu. Była świetną siostrą i generalnie świetnym człowiekiem poza tym; Lexie był dumny móc się nazywać jej bratem. No, albo to, albo po prostu był w nią od zawsze zapatrzony, w swoją starszą siostrę, za którą zawsze biegał jak ta skończona przykleja, nie dając jej od siebie odetchnąć. Upsie. - Tak. Z tym też się zgodzę. - parsknął krótko na kwestię uganiania się za "taką super panną" z zapałem nastolatka.. Absolutnie się zgadzał, tyle że w jego przypadku uganiał się za Vi w każdy możliwy sposób. Tak jak wspomniał, nawet jeśli miałby po prostu siedzieć obok niej i coś oglądać, masując jej stopy bez żadnych podtekstów, to byłby bardziej niż zadowolony, żeby to robić.
Znalazł go. Alex. Boże, Bennett chyba jeszcze się nigdy tak nie cieszył na jego widok. Wyciągnął dłoń w jego kierunku i już miał streścić co się odjaniepawlało, ale.. Że co?
Silna dłoń w pasie, stabilne ciało do którego przylgnął jak marionetka miotana silnym wiatrem. Parzył. Jego dotyk parzył. Elektryczność przeskakiwała po skórze w miejscach, w których go dotykał, odbierając mowę; mógł się tylko przyglądać jego twarzy bez zrozumienia. Zapach jego perfum zmieszany z zapachem skóry i potu stworzył mieszankę, posyłającą przyjemny dreszcz w dół kręgosłupa. Powieki lekko opadły, dłoń oparła się na jego klatce, resztki trzeźwości próbowały walczyć o dominację, krzycząc gdzieś z głębokiej studni, że powinien go odepchnąć. Jego crush był stary, w większości potrafił zapomnieć, że czasami spojrzenie zjeżdżało do ust przyjaciela, albo że podświadomie sunął palcami w górę i w dół swojej szklanki, przyglądając mu się.. tylko czasami. Miał Vi. Kochał Vi. Crush nie miał znaczenia... prawda? O czymkolwiek mówił, kontekst absolutnie Bennettowi uciekł. Uśmiech, który od niego dostał rozgrzał mu klatkę. Dłoń na policzku posłała kolejne dreszcze po jego ciele.
Więcej. Więcej, więcej, więcej.
Zacisnął palce na froncie jego koszulki, oddając pocałunek łapczywie, ciche westchnienie tłumiąc w jego ustach. Żołądek wywrócił fikołka, kolana lekko się pod nim ugięły, ale Alex trzymał go mocno, co tylko spotęgowało gorącą falę podniecenia przeszywającą ciało Bennetta. Więcej. Chciał więcej. Sięgnął po więcej, przyciągając go jeszcze na moment za front koszulki, którą miął w palcach, zanim Alex go od siebie odsunął.
Rozchylone wargi, przyspieszony oddech, lekko drżał pod przeskakującym między nimi prądem, który Lexie na tamten moment widział, halucynacja wywołana małą tabletką, która rozpuściła się już chwilę wcześniej w jego ustach. Nienaturalnie ogromne źrenice wbite były w wyższego chłopaka w czymś co być może normalnie byłoby bardzo intensywnym spojrzeniem, ale w połączeniu ze środkami, które zażył, przypominały bardziej zamglone, przepełnione pożądaniem, absolutnie spragnione. Był też w nich wyrzut. Odsunął się. Odebrał przyjemność i ciepło, emocje których Lexie tak bardzo w tamtym momencie potrzebował.
Nie było myśli w jego głowie, tylko obrazki, emocje, pragnienia, wszystko to, co chciał, żeby Alex z nim zrobił.. Ale żadnych słów.

Alex

missed me, missed me, now you have to kiss me

: ndz kwie 12, 2026 5:12 pm
autor: Alexander Hall
Wyglądało na to, że kolejne nieporozumienie nadciągało wielkimi krokami. Nie spodziewał się po przyjacielu takiej reakcji. Alex zamarł i jego dłonie na ramionach Bennetta nagle wydały się zbyt... intymnym gestem. Opuścił ręce i utkwił badawczy wzrok w przyjacielu. Prawda dotarła do niego z opóźnieniem - to rozpaczliwe szarpnięcie za koszulkę, łapczywie oddany pocałunek... Nie, nie, nie, nie. Alex zjebał. Zjebał po całości, bo ten niewinny w oczach Halla buziak, dla Lexiego ewidentnie nie był żartem. Zacisnął usta w wąską kreskę, bo jeśli człowiek mógł wytrzeźwieć w sekundę, to Alexowi właśnie się udało. Nie żywił do Bennetta żadnych uczuć romantycznych. Miał Maddie. Ba, miał zupełnie odmienną orientację seksualną. Lexie był jego kumplem i bratem z wyboru. Plan był prosty - pocałować go, żeby tamten groźnie wyglądający typ dał im spokój, a potem pośmiać się z tego przy kolejnym kieliszku tequilii. A rano to w ogóle mieli przybić sobie piątkę, gratulując Alexowi kreatywności za wymyślenie sposobu na uniknięcie wpierdolu. Cóż, przepełnione pożądaniem spojrzenie Bennetta mówiło mu właśnie coś innego. Nigdy nie był w takiej sytuacji. Wiedział, jak dać komuś w ryj tak, żeby zabolało, albo jak osłonić kogoś, kto by słabszy. Jednak jak odrzucić kogoś, na kim mu zależało... ale w inny sposób? Do tej pory Alex był przekonany, że wszystko między nimi było jasne. Nie widział żadnych sygnałów i żadnych ukradkowych spojrzeń, których nie dałoby się wytłumaczyć męską przyjaźnią. A może po prostu nie chciał ich widzieć? Nie no, przecież Lexie miał Vitę, dopiero co o niej opowiadał, o tej piwnicy, o tym, jaka jest super. To nie miało sensu. Alex zmarszczył brwi, przyglądając się nienaturalnie wielkim źrenicom kumpla. Narkotyki. To musiało być to, przecież pytał, czy ma na coś ochotę. Lexie na pewno czymś się nafurał, jakaś piguła wjechała mu za mocno i po prostu odcięło mu styki, bo przecież niemożliwe, żeby Bennett na trzeźwo, z własnej woli, tak na niego patrzył. Alex już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale zamknął je z powrotem, bo żadne słowa nie przychodziły mu do głowy oprócz "O chuj", "Ja pierdolę", "Ja jebie, stary". No a te słowa to wydawały mu się bardzo nie na miejscu akurat. No i świetnie, właśnie z jednego gówna wpadli w większe gówno, tym razem emocjonalne. Kurwa jego mać, Alex był bardzo słaby w uczucia i nie wiedział, jak to ogarnąć. - Lexie? - wypowiedział w końcu jego imię, przysuwając się do niego na bezpieczną odległość i broń Boże nie naruszając jego przestrzeni osobistej. Uniósł rękę w celu poklepania go po plecach, jak to miał w zwyczaju, ale w połowie tego gestu zrezygnował. No i nie dlatego, że nagle zaczął się Bennettem brzydzić czy coś, po prostu... Yyy... nie chciał dawać mu fałszywych sygnałów i nadziei? Kurwa, kurwa, kurwa. Przełknął ślinę, czując nagłą suchość w gardle. Próbował patrzeć wszędzie, tylko nie na te rozchylone usta, które przed chwilą czuł na swoich. - Lexie, ty wiesz przecież, że... - zaczął znowu, ale urwał gwałtownie, bo dokończenie tego zdania wydawało mu się w tej chwili zadaniem ponad siły. No bo co miał mu powiedzieć, że co? Że jestem hetero? Że mam Madison? Że kocham cię, stary, ale nie w ten sposób? Każda z tych opcji brzmiała ekstremalnie chujowo. Szczerze? Wolałby teraz bić się z tym typem, który zaczepiał Bennetta, niż mierzyć się z konsekwencjami swoich durnych pomysłów.

Lexie