Strona 1 z 1

a specter in a web of lies

: pt mar 20, 2026 1:01 pm
autor: Rhys Madden
who will save your soul
after all the lies that you told
Connor Fraser, trzydzieści osiem lat. Wzrost sto osiemdziesiąt dwa centymetry, średnia budowa ciała, krótkie, ciemne włosy, lekki zarost. Ubrany w skórzaną kurtkę, ciemne jeansy i zużyte buty sportowe. Kieszenie opróżnione z kosztowności, brak telefonu i portfela.
Ciało znalezione o piątej pięćdziesiąt sześć w alejce przy Kingsway Boxing Club, zgłoszone przez pijanego przechodnia wracającego z przyjęcia. Trzy rany kłute w obrębie klatki piersiowej i brzucha. Najpoważniej z nich wyglądała ta po lewej stronie mostka - głęboka, prawdopodobnie śmiertelna. Na dłoniach widoczne drobne przecięcia i otarcia, wskazujące, że ofiara próbowała się bronić.
Jego wzrok po raz pierwszy prześlizgnął się po gmachu klubu bokserskiego gdy świt malował go odcieniami szarości. Na jego tle, czerwień i błękit policyjnych syren wydawały się wyblakłe i odległe. Jego pierwszym instynktem nie było powiązanie z nim denata - miejsce wyglądało na przypadkowe. Ciemna alejka stanowiła idealne pole do napadu rabunkowego, który potwierdzały opróżnione kieszenie, brak dokumentów i portfela. Connor Fraser wydawał się być wyłącznie przypadkową ofiarą, osobą, która znalazła się w złym miejscu o niefortunnym czasie.
Do czasu, gdy zaczął grzebać w tym głębiej.
Pierwszym, co znalazł, były jego długi. Fraser posiadał multum wyzerowanych kart kredytowych, a jego poczta w większości stanowiła listy komornicze i wezwania do zapłaty. Jego mieszkanie było obskurne, małe, pełne odgrzewanego jedzenia i tanich browarów. Nie miał bliskich, rodzina odsunęła się od niego i wytoczyła mu pozew o alimenty.
Desperacko potrzebował pieniędzy.
Minęło kilka dni odkąd jego ciało zostało zabrane z alejki pod klubem bokserskim gdy przewalając się przez materiały dowodowe, Madden natrafił na strzęp informacji. Okazja na zarobek, na emocjonujące zakłady, które odmienią jego życie w ciągu jednej doby - wystarczyło postawienie na odpowiedniego przeciwnika. Nielegalne walki bokserskie nie były czymś, co brzmiało dla detektywa skrajnie nierealistycznie, choć nigdy wcześniej nie były zamieszane w żadną z jego spraw.
Dopiero wtedy Kingsway Boxing Club trafił na jego radar.
Nie wciągał tego miejsca do swojego oficjalnego śledztwa - jeszcze. Przeglądał zabezpieczone materiały kamer z monitoringu, notując wszystkich, którzy przewinęli się przez okolicę w ciągu doby od zdarzenia. Wkroczył do jego wnętrza dopiero mając solidną ilość dowodów, by uzyskać nakaz na przeszukanie klubu od A do Z - wiedział jednak, że tego typu zainteresowanie władz będzie jak światło latarki, od którego pierzchnie całe robactwo. A to na robactwo w tej chwili polował.
W pojedynkę wkroczył któregoś dnia do wnętrza klubu, poza oficjalnymi godzinami jego otwarcia. Dostrzegając jedną z twarzy, które rozpoznał z nagrań monitoringu - młodego, umięśnionego chłopaka pracującego w tym miejscu na co dzień - podszedł bliżej, przywołując z pamięci wszystkie fakty na jego temat, jakie zdążył poznać.
- Alexander Hall? - rzucił krótko, uchylając poła swojej kurtki by wydobyć odznakę. - Detektyw Madden - dodał, wiedząc, że błysk odznaki przykuje uwagę mężczyzny bardziej, niż słowa. - Wydział zabójstw.

Alexander Hall

a specter in a web of lies

: sob mar 21, 2026 10:28 pm
autor: Alexander Hall
Connor Fraser, trzydzieści osiem lat. Niższy od Alexa o centymetr. Średnia budowa ciała, która na ringu wydawała się znacznie solidniejsza. Krótkie, ciemne włosy, które po trzeciej rundzie były zlepione potem i krwią. Powalony na deski w czwartej minucie i dwudziestej sekundzie, tracąc przytomność szybciej, niż sędzia zdążył rozpocząć odliczanie. Szczerze? Dla Alexa ten gość był tylko kolejną mordą do obicia, żeby mógł dostać swój ciężko zarobiony hajs. Nie znał typa, ale słyszał plotki - podobno po walce gość darł ryja o wiele za głośno, a jak powszechnie wiadomo, zanim zaczniesz drzeć ryj, powinieneś wiedzieć, na kogo właściwie się drzesz. Tego dnia Alexowi w ogóle nie chciało się przyjść do roboty. Nie miał siły ani chęci na użeranie się z dzieciakami - zwłaszcza, że zaledwie kilka dni temu wrócił z hawajskiego raju, do którego zabrała go Maddie. Kurwa, było tak pięknie, że aż się płakać chciało, że już się skończyło. A tak swoją drogą, dopiero po powrocie Alex dowiedział się, co się odjebało, kiedy on popijał drinki z palemką. Pod klubem znaleźli trupa. Tak po prostu - rano, przed samym wejściem, leżał gość, który już nigdzie się nie wybierał. Pojebane. No ale znowu, szczerze? Miał to trochę w dupie. Myślał, że to kolejny ćpun albo menel, który znalazł się w złym miejscu i o złej porze. W sumie to cieszył się, że tego dnia to nie on miał zaszczyt otwierać klub. No dobra, anyway - zajęcia jakoś zleciały, choć myślami Alex był wszędzie, tylko nie na sali treningowej. Kiedy ostatni gówniarz został odebrany przez mamusię, został jeszcze chwilę, żeby posprzątać. Zebrał porozrzucane skakanki, poprawił kilka worków... Potem zawibrował mu telefon i odczytał wiadomość od Maddie, że jeszcze zostaje w pracy, więc również postanowił zostać i zrobić szybki trening. Nie chciało mu się wracać do pustego domu, wolał poczekać i pojechać prosto do niej, wiadomo po co i dlaczego. Owinął dłonie bandażami, po czym zaczął rytmicznie uderzać w worek. Lewy, prawy, unik. Sekwencję znał na pamięć. Nie wiedział, jak długo ćwiczył - no i pewnie ćwiczyłby dalej, gdyby nie usłyszał skrzypnięcia drzwi przebijającego się przez odgłos uderzeń pięści o worek treningowy. Odwrócił się - już chciał kogoś opierdolić, że klub jest już dawno zamknięty i trzeba było przyjść wcześniej, gdy zobaczył bardzo poważnego faceta, który nie wyglądał, jakby się zgubił. Właściwie to wyglądał na zmęczonego życiem, a w ręku trzymał coś, co w przygaszonym świetle sali zalśniło wyjątkowo nieprzyjemnie. Odznaka. No pięknie, kurwa, jeszcze tego Alexowi brakowało, żeby gliny zaczęły tu węszyć. Alexander Hall? Detektyw Madden. Wydział zabójstw. Zabójstw? Zatrzymał rozbujany worek ramieniem i powoli zaczął odwijać bandaż z prawej dłoni. W ten sposób właśnie uzyskał kilka sekund na uspokojenie oddechu i zebranie myśli, żeby zaraz nie palnąć czegoś głupiego. Albo kogoś nie wsypać. - Zabójstw? - powtórzył pod nosem, biorąc się za odwijanie bandaża z drugiej dłoni. Gdy skończył, sięgnął po niebieski izotonik, który stał obok, odkorkował go zębami i wypił pół butelki jednym haustem. - Nie wiem, czy zdołam panu pomóc - rzucił, wycierając usta wierzchem dłoni. Odstawił butelkę i spojrzał Maddenowi prosto w oczy. - Dopiero co wróciłem z urlopu - dodał, zakładając na siebie koszulkę, którą rzucił na podłogę tuż przed rozpoczęciem treningu. Szczerze? Nie chciało mu się gadać z tym gliną. Chciał wziąć prysznic, wrócić do Maddie i nie myśleć o żadnych trupach, z którymi nie miał nic wspólnego. Jednak... cóż, coś mu podpowiadało, że Madden nie wyglądał na kogoś, kto łatwo odpuści temat, ale warto było spróbować, okej?

Rhys Madden

a specter in a web of lies

: pn mar 23, 2026 1:21 pm
autor: Rhys Madden
Kluby bokserskie zawsze kojarzyły mu się z h a ł a s e m. Nieustannymi krzykami trenerów, odgłosami uderzeń w zawieszone z sufitu worki, pałętającymi się dziećmi przepychającymi między sobą na zajęciach grupowych. Znał cały przekrój potencjalnych klientów Kingsway Boxing Club - od umęczonych życiem pracowników korporacji, przez kobiety preferujące zajęcia ladie's only, aż przez ludzi takich jak chłopak, którego zastał na miejscu. Tych, którzy traktowali to wszystko na poważnie, widzieli w tym coś więcej niż oderwanie się od komputera i sposób na rozładowanie negatywnych emocji. Wystarczył jeden rzut oka by wiedzieć, że jedyna osoba będąca w tym miejscu o tej porze trenowała boks od wielu lat.
A także pracowała w tym miejscu jako trener.
Alexander Hall, dwadzieścia siedem lat, trener boksu. Zamieszkały w Parkdale, zaledwie kilka przecznic od miejsca, w którym mieszkał sam Madden. Patrząc, jak mężczyzna opieszale odwija bandaże ze swoich dłoni, taksował wzrokiem jego twarz, przypisując ją do zdjęcia w aktach leżących teraz na jego biurku w komisariacie.
Miał alibi - alibi, które Rhys skrzętnie sprawdził tak, jak sprawdzał wszystkie pozostałe. Przez klub tego dnia przewinęło się bardzo wiele osób, nie sposób było zidentyfikować każdego, ale Hall był wyraźnie zaznaczony na nagraniach monitoringu. Opuszczał klub później, nie idąc razem z falą widzów nielegalnego spektaklu, którzy głośno narzekali bądź komentowali to, co się wydarzyło. Szedł samotnie, nie rozmawiając z nikim, a na ramieniu miał torbę z rzeczami.
- Czy mówię niewyraźnie? - odrzucił, uśmiechając się sarkastycznie do chłopaka gdy ten skończył odwijać swój bandaż. Wiedział dobrze, że nie miał obowiązku z nim rozmawiać - jego zadaniem było przekonać go, że było to w jego dobrym interesie. A tego typu rzeczami Madden zajmował się zawodowo.
Sięgnął do kieszeni kurtki, wydobywając z niej paczkę papierosów. Kingsway nie wyglądał na klub, w którym nie wolno było palić - bardziej nikt tego nie robił z powodów, które w ogóle pchały ich w stronę aktywności fizycznej. Nawet, jeśli zakaz gdzieś tkwił, nie zamierzał go przestrzegać w godzinach zamknięcia.
- Obiło mi się to o uszy - odrzucił zdawkowo, z papierosem wetkniętym do ust, podczas gdy on wyciągał z kieszeni zapalniczkę. - Hawaje są piękne o tej porze roku, prawda?
Zapalniczka stuknęła, a płomień owiał końcówkę papierosa. Wypuścił powietrze z ust, wraz z tytoniowym dymem, którym zaciągnął się bez wahania.
- Pracuje pan tutaj, panie Hall - bardziej stwierdził niż zapytał, rozglądając się wokół. Klub jak każdy inny - nic szczególnego nie przykuwało jego uwagi i wręcz zastanawiał się, gdzie mogłyby odbywać się w nim jakiekolwiek walki, ponieważ przestrzeń nie była zachęcająca do pomieszczenia większej grupy ludzi i oferowania im adekwatnego widoku na ring. - Miałem nadzieję, że pomoże mi pan w ustaleniu pewnych kwestii na temat jednego z klientów tego przybytku.
Jego wzrok powoli powrócił do stojącego na ringu mężczyzny, gdy sięgnął dłonią do papierosa by wreszcie wyjąć go z ust, chwytając między palec wskazujący a kciuk.
- Nazywał się Connor Fraser - dodał, oszczędnie, obserwując z uwagą reakcję na twarzy Halla, którą wywołało to nazwisko.
Sprawdzając, czy było mu znajome.

Alexander Hall

a specter in a web of lies

: sob mar 28, 2026 8:19 pm
autor: Alexander Hall
Szczerze? Gdyby nie Kingsway, Alex najprawdopodobniej siedziałby teraz po drugiej stronie biurka Maddena lub innego gliny, a nie na środku sali treningowej, i na pewno nie chodziłoby o nielegalne parkowanie lub przekroczenie prędkości. Boks był jego pracą, hobby i... całym dotychczasowym życiem - tak naprawdę nie licząc nielegalnych walk, byłby jednym z tych porządnych obywateli, którzy sprzątają kupę po piesku i wyrzucają śmieci do wyznaczonego pojemnika. Zdawał sobie sprawę, że wdepnął w gówno tylko i wyłącznie dla kasy, ale te spotkania dostarczały mu zbyt dużej dawki adrenaliny, żeby tak po prostu z nich zrezygnował. Poza tym... tak, wiedział, kto pociągał za sznurki w całym tym przedstawieniu. Domyślał się również, dlaczego ktoś mógł dostać kosę pod żebra pod klubem, czy cokolwiek ktokolwiek mu zrobił, że zdechł. Jednak nie wiedział, dlaczego Madden zdecydował się na przyjście do Kingsway i rozmowę właśnie z Alexem, który... no, nie zrobił nic złego, tak? Nie miał nic wspólnego ze śmiercią tego bezdomnego. Zwłaszcza, że wyglądało na to, iż Pan Detektyw z Wydziału Zabójstw wiedział o Alexandrze Hallu zdecydowanie więcej, niż sam Alexander Hall by tego chciał. Kurwa. Hawaje są piękne o tej porze roku, prawda? Alex zamarł na dosłownie sekundę, zanim wrócił do zbierania rzeczy do torby sportowej. Hawaje. Skoro Madden wiedział o Hawajach, mógł także wiedzieć co nieco o Maddie. Jakoś tak wewnętrznie nie chciał, żeby była zamieszana w... cokolwiek podejrzanego. Kurwa do kwadratu. - Piękne, ale piasek strasznie włazi w gacie - odparł, a nawet zdobył się na lekki uśmiech. Nie przejął się dymem z papierosa Maddena, choć w Kingsway obowiązywał kategoryczny zakaz palenia. Nie zamierzał jednak zwracać uwagi facetowi, który miał odznakę w kieszeni i jego akta na biurku. Podszedł do ławki, po czym rzucił na nią torbę. Zaczynał żałować, że nie wyszedł z klubu od razu po zamknięciu, wtedy pewnie udałoby mu się spierdolić przed wizytą tego typa. Czego ten typ od niego w ogóle chciał? Pracuje pan tutaj, panie Hall. Miałem nadzieję, że pomoże mi pan w ustaleniu pewnych kwestii na temat jednego z klientów tego przybytku. Nadzieja matką głupich. Na szczęście, Alex w porę ugryzł się w język i nie wypowiedział tych słów na głos, bo wtedy to dopiero miałby przerąbane. Nazywał się Connor Fraser. Och? No i cyk, brakujące elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce. Ktoś wykończył Frasera pod klubem. Ktoś był jebanym debilem. Przez tego kogoś Alex teraz mógł mieć problemy. Kurwa, kurwa, kurwa. Nie mógł pozwolić, by Madden zauważył choćby drżenie powieki, ale myśli Alexa zaczęły wirować i nie pozostało mu nic innego niż... - Connor Fraser... nic mi to nie mówi, panie Madden - odparł, w końcu przestając się krzątać i po prostu stając przed mężczyzną z założonymi rękami. Kłamstwo wydało mu się jedynym słusznym wyjściem, dobra? Nie uciekał już wzrokiem ani nie grzebał w torbie, nie chcąc wyglądać na bardziej zdenerwowanego niż był. - Nie uczęszczał na moje zajęcia - dodał i wzruszył ramionami. Cóż, teraz domyślał się, dlaczego Connor Fraser dostał kosę pod żebra. Niepotrzebne fikał tamtego dnia. Współczuł mu? Nie. Fraser powinien znać swoje miejsce w szeregu. Alex stał nieruchomo i patrzył Maddenowi prosto w oczy - w końcu kiedy nie wiesz, co nadlatuje, skupiasz się na oddechu i nie dajesz przeciwnikowi satysfakcji z zauważenia strachu, nie? Wewnętrznie jednak czuł, że Madden nie był tu przez przypadek. Gliniarz z wydziału zabójstw nie wpadał na pogawędkę o Hawajach, jeśli nie miał asa w rękawie. Jedyny problem tkwił w tym, że Alex nie mógł - albo nie chciał - pozwolić, aby Madden kopał głębiej. - Chodzi o to morderstwo pod klubem, tak? Jeśli ten cały Fraser narobił sobie kłopotów, to pewnie na ulicy, a nie tutaj - zaczął chłodno. - Jeśli... Fraser wplątał się w coś, co skończyło się dla niego... tragicznie, to przykro mi to słyszeć. Serio - dodał. - Ale jeśli sugeruje pan, że to miejsce ma z tym coś wspólnego, to błądzi pan po omacku. Uczymy tu boksu - dokończył, wykonując przy tym zamaszysty ruch ręką i wskazując na salę treningową pełną sportowego sprzętu. Uniósł brew, czekając na reakcję. Wiedział, że stąpał po cienkim lodzie, ale nie miał wyboru. Musiał zamknąć ten temat, zanim Madden zacznie pytać o rzeczy, na które nie miał przygotowanych odpowiedzi. Boże, zabiłby teraz za chociaż jedną fajkę. Niedosłownie.

Rhys Madden