Strona 1 z 1

a specter in a web of lies

: pt mar 20, 2026 1:01 pm
autor: Rhys Madden
who will save your soul
after all the lies that you told
Connor Fraser, trzydzieści osiem lat. Wzrost sto osiemdziesiąt dwa centymetry, średnia budowa ciała, krótkie, ciemne włosy, lekki zarost. Ubrany w skórzaną kurtkę, ciemne jeansy i zużyte buty sportowe. Kieszenie opróżnione z kosztowności, brak telefonu i portfela.
Ciało znalezione o piątej pięćdziesiąt sześć w alejce przy Kingsway Boxing Club, zgłoszone przez pijanego przechodnia wracającego z przyjęcia. Trzy rany kłute w obrębie klatki piersiowej i brzucha. Najpoważniej z nich wyglądała ta po lewej stronie mostka - głęboka, prawdopodobnie śmiertelna. Na dłoniach widoczne drobne przecięcia i otarcia, wskazujące, że ofiara próbowała się bronić.
Jego wzrok po raz pierwszy prześlizgnął się po gmachu klubu bokserskiego gdy świt malował go odcieniami szarości. Na jego tle, czerwień i błękit policyjnych syren wydawały się wyblakłe i odległe. Jego pierwszym instynktem nie było powiązanie z nim denata - miejsce wyglądało na przypadkowe. Ciemna alejka stanowiła idealne pole do napadu rabunkowego, który potwierdzały opróżnione kieszenie, brak dokumentów i portfela. Connor Fraser wydawał się być wyłącznie przypadkową ofiarą, osobą, która znalazła się w złym miejscu o niefortunnym czasie.
Do czasu, gdy zaczął grzebać w tym głębiej.
Pierwszym, co znalazł, były jego długi. Fraser posiadał multum wyzerowanych kart kredytowych, a jego poczta w większości stanowiła listy komornicze i wezwania do zapłaty. Jego mieszkanie było obskurne, małe, pełne odgrzewanego jedzenia i tanich browarów. Nie miał bliskich, rodzina odsunęła się od niego i wytoczyła mu pozew o alimenty.
Desperacko potrzebował pieniędzy.
Minęło kilka dni odkąd jego ciało zostało zabrane z alejki pod klubem bokserskim gdy przewalając się przez materiały dowodowe, Madden natrafił na strzęp informacji. Okazja na zarobek, na emocjonujące zakłady, które odmienią jego życie w ciągu jednej doby - wystarczyło postawienie na odpowiedniego przeciwnika. Nielegalne walki bokserskie nie były czymś, co brzmiało dla detektywa skrajnie nierealistycznie, choć nigdy wcześniej nie były zamieszane w żadną z jego spraw.
Dopiero wtedy Kingsway Boxing Club trafił na jego radar.
Nie wciągał tego miejsca do swojego oficjalnego śledztwa - jeszcze. Przeglądał zabezpieczone materiały kamer z monitoringu, notując wszystkich, którzy przewinęli się przez okolicę w ciągu doby od zdarzenia. Wkroczył do jego wnętrza dopiero mając solidną ilość dowodów, by uzyskać nakaz na przeszukanie klubu od A do Z - wiedział jednak, że tego typu zainteresowanie władz będzie jak światło latarki, od którego pierzchnie całe robactwo. A to na robactwo w tej chwili polował.
W pojedynkę wkroczył któregoś dnia do wnętrza klubu, poza oficjalnymi godzinami jego otwarcia. Dostrzegając jedną z twarzy, które rozpoznał z nagrań monitoringu - młodego, umięśnionego chłopaka pracującego w tym miejscu na co dzień - podszedł bliżej, przywołując z pamięci wszystkie fakty na jego temat, jakie zdążył poznać.
- Alexander Hall? - rzucił krótko, uchylając poła swojej kurtki by wydobyć odznakę. - Detektyw Madden - dodał, wiedząc, że błysk odznaki przykuje uwagę mężczyzny bardziej, niż słowa. - Wydział zabójstw.

Alexander Hall

a specter in a web of lies

: sob mar 21, 2026 10:28 pm
autor: Alexander Hall
Connor Fraser, trzydzieści osiem lat. Niższy od Alexa o centymetr. Średnia budowa ciała, która na ringu wydawała się znacznie solidniejsza. Krótkie, ciemne włosy, które po trzeciej rundzie były zlepione potem i krwią. Powalony na deski w czwartej minucie i dwudziestej sekundzie, tracąc przytomność szybciej, niż sędzia zdążył rozpocząć odliczanie. Szczerze? Dla Alexa ten gość był tylko kolejną mordą do obicia, żeby mógł dostać swój ciężko zarobiony hajs. Nie znał typa, ale słyszał plotki - podobno po walce gość darł ryja o wiele za głośno, a jak powszechnie wiadomo, zanim zaczniesz drzeć ryj, powinieneś wiedzieć, na kogo właściwie się drzesz. Tego dnia Alexowi w ogóle nie chciało się przyjść do roboty. Nie miał siły ani chęci na użeranie się z dzieciakami - zwłaszcza, że zaledwie kilka dni temu wrócił z hawajskiego raju, do którego zabrała go Maddie. Kurwa, było tak pięknie, że aż się płakać chciało, że już się skończyło. A tak swoją drogą, dopiero po powrocie Alex dowiedział się, co się odjebało, kiedy on popijał drinki z palemką. Pod klubem znaleźli trupa. Tak po prostu - rano, przed samym wejściem, leżał gość, który już nigdzie się nie wybierał. Pojebane. No ale znowu, szczerze? Miał to trochę w dupie. Myślał, że to kolejny ćpun albo menel, który znalazł się w złym miejscu i o złej porze. W sumie to cieszył się, że tego dnia to nie on miał zaszczyt otwierać klub. No dobra, anyway - zajęcia jakoś zleciały, choć myślami Alex był wszędzie, tylko nie na sali treningowej. Kiedy ostatni gówniarz został odebrany przez mamusię, został jeszcze chwilę, żeby posprzątać. Zebrał porozrzucane skakanki, poprawił kilka worków... Potem zawibrował mu telefon i odczytał wiadomość od Maddie, że jeszcze zostaje w pracy, więc również postanowił zostać i zrobić szybki trening. Nie chciało mu się wracać do pustego domu, wolał poczekać i pojechać prosto do niej, wiadomo po co i dlaczego. Owinął dłonie bandażami, po czym zaczął rytmicznie uderzać w worek. Lewy, prawy, unik. Sekwencję znał na pamięć. Nie wiedział, jak długo ćwiczył - no i pewnie ćwiczyłby dalej, gdyby nie usłyszał skrzypnięcia drzwi przebijającego się przez odgłos uderzeń pięści o worek treningowy. Odwrócił się - już chciał kogoś opierdolić, że klub jest już dawno zamknięty i trzeba było przyjść wcześniej, gdy zobaczył bardzo poważnego faceta, który nie wyglądał, jakby się zgubił. Właściwie to wyglądał na zmęczonego życiem, a w ręku trzymał coś, co w przygaszonym świetle sali zalśniło wyjątkowo nieprzyjemnie. Odznaka. No pięknie, kurwa, jeszcze tego Alexowi brakowało, żeby gliny zaczęły tu węszyć. Alexander Hall? Detektyw Madden. Wydział zabójstw. Zabójstw? Zatrzymał rozbujany worek ramieniem i powoli zaczął odwijać bandaż z prawej dłoni. W ten sposób właśnie uzyskał kilka sekund na uspokojenie oddechu i zebranie myśli, żeby zaraz nie palnąć czegoś głupiego. Albo kogoś nie wsypać. - Zabójstw? - powtórzył pod nosem, biorąc się za odwijanie bandaża z drugiej dłoni. Gdy skończył, sięgnął po niebieski izotonik, który stał obok, odkorkował go zębami i wypił pół butelki jednym haustem. - Nie wiem, czy zdołam panu pomóc - rzucił, wycierając usta wierzchem dłoni. Odstawił butelkę i spojrzał Maddenowi prosto w oczy. - Dopiero co wróciłem z urlopu - dodał, zakładając na siebie koszulkę, którą rzucił na podłogę tuż przed rozpoczęciem treningu. Szczerze? Nie chciało mu się gadać z tym gliną. Chciał wziąć prysznic, wrócić do Maddie i nie myśleć o żadnych trupach, z którymi nie miał nic wspólnego. Jednak... cóż, coś mu podpowiadało, że Madden nie wyglądał na kogoś, kto łatwo odpuści temat, ale warto było spróbować, okej?

Rhys Madden

a specter in a web of lies

: pn mar 23, 2026 1:21 pm
autor: Rhys Madden
Kluby bokserskie zawsze kojarzyły mu się z h a ł a s e m. Nieustannymi krzykami trenerów, odgłosami uderzeń w zawieszone z sufitu worki, pałętającymi się dziećmi przepychającymi między sobą na zajęciach grupowych. Znał cały przekrój potencjalnych klientów Kingsway Boxing Club - od umęczonych życiem pracowników korporacji, przez kobiety preferujące zajęcia ladie's only, aż przez ludzi takich jak chłopak, którego zastał na miejscu. Tych, którzy traktowali to wszystko na poważnie, widzieli w tym coś więcej niż oderwanie się od komputera i sposób na rozładowanie negatywnych emocji. Wystarczył jeden rzut oka by wiedzieć, że jedyna osoba będąca w tym miejscu o tej porze trenowała boks od wielu lat.
A także pracowała w tym miejscu jako trener.
Alexander Hall, dwadzieścia siedem lat, trener boksu. Zamieszkały w Parkdale, zaledwie kilka przecznic od miejsca, w którym mieszkał sam Madden. Patrząc, jak mężczyzna opieszale odwija bandaże ze swoich dłoni, taksował wzrokiem jego twarz, przypisując ją do zdjęcia w aktach leżących teraz na jego biurku w komisariacie.
Miał alibi - alibi, które Rhys skrzętnie sprawdził tak, jak sprawdzał wszystkie pozostałe. Przez klub tego dnia przewinęło się bardzo wiele osób, nie sposób było zidentyfikować każdego, ale Hall był wyraźnie zaznaczony na nagraniach monitoringu. Opuszczał klub później, nie idąc razem z falą widzów nielegalnego spektaklu, którzy głośno narzekali bądź komentowali to, co się wydarzyło. Szedł samotnie, nie rozmawiając z nikim, a na ramieniu miał torbę z rzeczami.
- Czy mówię niewyraźnie? - odrzucił, uśmiechając się sarkastycznie do chłopaka gdy ten skończył odwijać swój bandaż. Wiedział dobrze, że nie miał obowiązku z nim rozmawiać - jego zadaniem było przekonać go, że było to w jego dobrym interesie. A tego typu rzeczami Madden zajmował się zawodowo.
Sięgnął do kieszeni kurtki, wydobywając z niej paczkę papierosów. Kingsway nie wyglądał na klub, w którym nie wolno było palić - bardziej nikt tego nie robił z powodów, które w ogóle pchały ich w stronę aktywności fizycznej. Nawet, jeśli zakaz gdzieś tkwił, nie zamierzał go przestrzegać w godzinach zamknięcia.
- Obiło mi się to o uszy - odrzucił zdawkowo, z papierosem wetkniętym do ust, podczas gdy on wyciągał z kieszeni zapalniczkę. - Hawaje są piękne o tej porze roku, prawda?
Zapalniczka stuknęła, a płomień owiał końcówkę papierosa. Wypuścił powietrze z ust, wraz z tytoniowym dymem, którym zaciągnął się bez wahania.
- Pracuje pan tutaj, panie Hall - bardziej stwierdził niż zapytał, rozglądając się wokół. Klub jak każdy inny - nic szczególnego nie przykuwało jego uwagi i wręcz zastanawiał się, gdzie mogłyby odbywać się w nim jakiekolwiek walki, ponieważ przestrzeń nie była zachęcająca do pomieszczenia większej grupy ludzi i oferowania im adekwatnego widoku na ring. - Miałem nadzieję, że pomoże mi pan w ustaleniu pewnych kwestii na temat jednego z klientów tego przybytku.
Jego wzrok powoli powrócił do stojącego na ringu mężczyzny, gdy sięgnął dłonią do papierosa by wreszcie wyjąć go z ust, chwytając między palec wskazujący a kciuk.
- Nazywał się Connor Fraser - dodał, oszczędnie, obserwując z uwagą reakcję na twarzy Halla, którą wywołało to nazwisko.
Sprawdzając, czy było mu znajome.

Alexander Hall

a specter in a web of lies

: sob mar 28, 2026 8:19 pm
autor: Alexander Hall
Szczerze? Gdyby nie Kingsway, Alex najprawdopodobniej siedziałby teraz po drugiej stronie biurka Maddena lub innego gliny, a nie na środku sali treningowej, i na pewno nie chodziłoby o nielegalne parkowanie lub przekroczenie prędkości. Boks był jego pracą, hobby i... całym dotychczasowym życiem - tak naprawdę nie licząc nielegalnych walk, byłby jednym z tych porządnych obywateli, którzy sprzątają kupę po piesku i wyrzucają śmieci do wyznaczonego pojemnika. Zdawał sobie sprawę, że wdepnął w gówno tylko i wyłącznie dla kasy, ale te spotkania dostarczały mu zbyt dużej dawki adrenaliny, żeby tak po prostu z nich zrezygnował. Poza tym... tak, wiedział, kto pociągał za sznurki w całym tym przedstawieniu. Domyślał się również, dlaczego ktoś mógł dostać kosę pod żebra pod klubem, czy cokolwiek ktokolwiek mu zrobił, że zdechł. Jednak nie wiedział, dlaczego Madden zdecydował się na przyjście do Kingsway i rozmowę właśnie z Alexem, który... no, nie zrobił nic złego, tak? Nie miał nic wspólnego ze śmiercią tego bezdomnego. Zwłaszcza, że wyglądało na to, iż Pan Detektyw z Wydziału Zabójstw wiedział o Alexandrze Hallu zdecydowanie więcej, niż sam Alexander Hall by tego chciał. Kurwa. Hawaje są piękne o tej porze roku, prawda? Alex zamarł na dosłownie sekundę, zanim wrócił do zbierania rzeczy do torby sportowej. Hawaje. Skoro Madden wiedział o Hawajach, mógł także wiedzieć co nieco o Maddie. Jakoś tak wewnętrznie nie chciał, żeby była zamieszana w... cokolwiek podejrzanego. Kurwa do kwadratu. - Piękne, ale piasek strasznie włazi w gacie - odparł, a nawet zdobył się na lekki uśmiech. Nie przejął się dymem z papierosa Maddena, choć w Kingsway obowiązywał kategoryczny zakaz palenia. Nie zamierzał jednak zwracać uwagi facetowi, który miał odznakę w kieszeni i jego akta na biurku. Podszedł do ławki, po czym rzucił na nią torbę. Zaczynał żałować, że nie wyszedł z klubu od razu po zamknięciu, wtedy pewnie udałoby mu się spierdolić przed wizytą tego typa. Czego ten typ od niego w ogóle chciał? Pracuje pan tutaj, panie Hall. Miałem nadzieję, że pomoże mi pan w ustaleniu pewnych kwestii na temat jednego z klientów tego przybytku. Nadzieja matką głupich. Na szczęście, Alex w porę ugryzł się w język i nie wypowiedział tych słów na głos, bo wtedy to dopiero miałby przerąbane. Nazywał się Connor Fraser. Och? No i cyk, brakujące elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce. Ktoś wykończył Frasera pod klubem. Ktoś był jebanym debilem. Przez tego kogoś Alex teraz mógł mieć problemy. Kurwa, kurwa, kurwa. Nie mógł pozwolić, by Madden zauważył choćby drżenie powieki, ale myśli Alexa zaczęły wirować i nie pozostało mu nic innego niż... - Connor Fraser... nic mi to nie mówi, panie Madden - odparł, w końcu przestając się krzątać i po prostu stając przed mężczyzną z założonymi rękami. Kłamstwo wydało mu się jedynym słusznym wyjściem, dobra? Nie uciekał już wzrokiem ani nie grzebał w torbie, nie chcąc wyglądać na bardziej zdenerwowanego niż był. - Nie uczęszczał na moje zajęcia - dodał i wzruszył ramionami. Cóż, teraz domyślał się, dlaczego Connor Fraser dostał kosę pod żebra. Niepotrzebne fikał tamtego dnia. Współczuł mu? Nie. Fraser powinien znać swoje miejsce w szeregu. Alex stał nieruchomo i patrzył Maddenowi prosto w oczy - w końcu kiedy nie wiesz, co nadlatuje, skupiasz się na oddechu i nie dajesz przeciwnikowi satysfakcji z zauważenia strachu, nie? Wewnętrznie jednak czuł, że Madden nie był tu przez przypadek. Gliniarz z wydziału zabójstw nie wpadał na pogawędkę o Hawajach, jeśli nie miał asa w rękawie. Jedyny problem tkwił w tym, że Alex nie mógł - albo nie chciał - pozwolić, aby Madden kopał głębiej. - Chodzi o to morderstwo pod klubem, tak? Jeśli ten cały Fraser narobił sobie kłopotów, to pewnie na ulicy, a nie tutaj - zaczął chłodno. - Jeśli... Fraser wplątał się w coś, co skończyło się dla niego... tragicznie, to przykro mi to słyszeć. Serio - dodał. - Ale jeśli sugeruje pan, że to miejsce ma z tym coś wspólnego, to błądzi pan po omacku. Uczymy tu boksu - dokończył, wykonując przy tym zamaszysty ruch ręką i wskazując na salę treningową pełną sportowego sprzętu. Uniósł brew, czekając na reakcję. Wiedział, że stąpał po cienkim lodzie, ale nie miał wyboru. Musiał zamknąć ten temat, zanim Madden zacznie pytać o rzeczy, na które nie miał przygotowanych odpowiedzi. Boże, zabiłby teraz za chociaż jedną fajkę. Niedosłownie.

Rhys Madden

a specter in a web of lies

: śr kwie 08, 2026 6:21 pm
autor: Rhys Madden
Znał ludzi takich jak Alexander Hall.
Porządne chłopaki, które usiłowały sobie poradzić różnymi sposobami w życiu, z rodzaju tych, którzy nie mieli najlepszego startu. Nic nie było im dane, niczego nie otrzymali za darmo, podarowanego przez bogatych rodziców lub innych krewnych. Nie mieli ani dostępu do lepszej edukacji, o ile sami jej nie wywalczyli - ani porządnej i stabilnej pracy, jeśli nie udało im się własnoręcznie wyszarpać dla siebie etatu.
Bardzo często kończyli na komisariacie.
Młodzieńcze bójki, kręcenie się wokół gangów, obrót bądź spożywanie narkotyków. Dużo z nich miało łagodne oczy i czyste dusze, skalane warunkami, w jakich przyszło im żyć. Wielu z nich system sprawiedliwości wykorzystywał, wyrabiając normę, wsadzając za kraty bez możliwości dania im innej szansy. Spisywał na straty, wrzucając do tego marginesu, na który nieprzyjemnie było patrzeć, więc większość osób odwracało wzrok.
Współczuł im, ale jednocześnie nieszczególnie miał możliwość pomocy. Koniec końców, byli odpowiedzialni za swoje życia.
Patrząc na Alexandra, na to, jak miotał się, kończąc swój trening porównywał to z wszystkimi informacjami, jakie pozyskał na jego temat. Zastanawiał się, na ile był funkcjonalnym członkiem społeczeństwa, a na ile właśnie takim chłopakiem - któremu z pewnością nie wystarczyłaby pensja z nauczania boksu.
Przekrzywił lekko głowę, słysząc jego zaprzeczenie. Był spostrzegawczą osobą - nawet pośród innych detektywów - i wydawało mu się, że wyczuł odrobinę fałszu w jego głosie, lecz Hall odwrócił się w tym momencie, chowając przed nim swoją mimikę.
- Rozumiem - odrzucił, kłamstwem na kłamstwo, ponieważ to, czy znał Frasera osobiście, czy nie, nie miało takiego znaczenia - i tak miał alibi, nie mógł zostać oskarżony o udział w morderstwie.
Przyszedł tutaj z zupełnie innego powodu.
Kącik jego ust uniósł się lekko na wzmiankę o tym, że uczono tu boksu. Ulotki i zaproszenia w mieszkaniu Frasera mówiły o czymś zgoła odmiennym - tak samo jak trup leżący w alejce przed klubem. Madden odwrócił się, rozglądając wokół - nogi poniosły go nieco wgłąb tego miejsca, nie na tyle, by odejść zbyt daleko i nie móc prowadzić konwersacji, ale wystarczająco by rozejrzeć się z zainteresowaniem.
- Niewiele miejsc, w których uczy się boksu, może poszczycić się leżącym obok trupem, panie Hall - zagadnął, wzrokiem wodząc po drzwiach odchodzących w różne strony przybytku - z pewnością na zaplecze, może do kuchni dla pracowników, może gdzieś indziej. - Jest to dość zaskakujące, zgodzi się pan?
Odwrócił się, opierając bokiem o jeden z filarów podtrzymujących sklepienie. Jego wzrok powrócił do szykującego się do wyjścia trenera.
- Nie wiedziałby pewnie pan nic o organizowanych w okolicy, nielegalnych walkach bokserskich? - zapytał, wprost, a jednak subtelnie, choć przecież wiedział, że Hall o nich wiedział.
Miał go na nagraniach monitoringu.

Alexander Hall

a specter in a web of lies

: ndz kwie 12, 2026 7:11 pm
autor: Alexander Hall
Nie podobało mu się, że Madden traktował go jak zagadkę do rozwiązania. Wyglądało na to, że należał do jednego z tych gości, którzy jak już złapali srokę za piórko, to nie puszczali, dopóki nie chwycili za cały ogon. Zaczął się zastanawiać, co mu groziło, jeśli policjancik po prostu się od niego nie odpierdoli. Poza tym... naprawdę było mu dobrze tak, jak było. Nie chciał tego zmieniać. Nie chciał ani iść do pierdla, ani tracić dodatkowego hajsu. Kozłem ofiarnym też nie chciał zostać i zastanawiało go, jak wiele zdążył się dowiedzieć Madden. Nie przyszedłby tutaj na pogawędki, gdyby nic nie miał. Chyba. Alex wiedział, jak to działało - no dobra, nie wiedział, ale się domyślał. Pewnie wystarczyło jedno niefortunne powiązanie, by stał się kandydatem na podejrzanego do... czegokolwiek. Dobrze, że chociaż na Frasera miał alibi. Rozumiem. Czy aby na pewno? Teraz Alex miał ochotę podważyć każde zdanie swojego rozmówcy, bo po prostu mu nie ufał. Przyglądał się mu w milczeniu i starał się wyglądać na niewzruszonego, ale z marnym skutkiem, bo zaczynał czuć wewnętrzne wkurwienie - łatwo ulegał emocjom, niestety. Gdy Madden zaczął się rozglądał wokół i urządzać spacerki, przekręcił oczami. Serio? Niewiele miejsc, w których uczy się boksu, może poszczycić się leżącym obok trupem, panie Hall. Jest to dość zaskakujące, zgodzi się pan? - Wie pan, co jest naprawdę zaskakujące, panie Madden? - zaczął, siląc się na spokój. - Zaskakujące jest to, że tacy ludzie jak pan zawsze szukają dziury w całym - skwitował z groźną miną. Nie chciał go przestraszyć, broń Boże, po prostu się wkurwił. Był zmęczony, chciał iść do domu, a tu mu chodził elegancik po jego sali treningowej i się rozglądał, jakby worków treningowych w życiu nie widział. Mało brakowało, a zgarnąłby swoje rzeczy i po prostu wyszedł, zostawiając Maddena w środku, ale nie mógł tego zrobić, bo jeszcze zostałby oskarżony o przetrzymywanie człowieka wbrew jego woli czy inne gówno. Nie wiedziałby pewnie pan nic o organizowanych w okolicy, nielegalnych walkach bokserskich? Zamarł. Oczywiście, że wiedział. No i świetnie, przynajmniej się dowiedział, o co chodziło temu glinie, w końcu karty wylądowały na stole. W pomieszczeniu nastała głucha, niezręczna cisza. Alex zmarszczył brwi. Cóż, cierpliwość nie była jego mocną stroną, więc... - Zagrajmy więc w otwarte karty - zaczął, a na jego ustach pojawił się ironiczny uśmieszek. - Tak, wiem o walkach. Myśli pan, że w tej dzielnicy da się o nich nie wiedzieć? Ściany mają uszy, a piwnice oczy - dodał, zanim zdążył ugryźć się w język. Piwnice. Naprawdę powiedział to na głos? Kurwa. Był spalony. Zjebał. Kurwa. Właśnie bezmyślnie podsunął Maddenowi bardzo ważną wskazówkę dotyczącą organizacji... yy... eventów. Okej, może powinien po prostu odwrócić jego uwagę od tematu? Istniała szansa, że pan Madden nie przywiąże zbyt dużej wagi do słów Alexa... Oby. Westchnął ciężko i posłał swojemu rozmówcy równie ciężkie spojrzenie. - Panie Madden, czego pan właściwie ode mnie chce? Czego pan oczekuje? - zapytał wprost, mrużąc oczy. - Bo jeśli szuka pan informatora, to pomylił pan adresy - dokończył, wbijając dłonie w kieszenie swoich spodenek, żeby ukryć zaciśnięte ze stresu pięści. Zjebał po całości. No i chuj, no i cześć.

pan policjant porządku pilnuje

a specter in a web of lies

: pt kwie 17, 2026 11:28 pm
autor: Rhys Madden
Hall nie był dla niego zagadką.
Przecież by nią być, musiałby być dla niego w jakikolwiek sposób skomplikowany. Madden zaś był nie tylko doświadczonym detektywem, ale też osobą, która łatwo sięgała do pochopnych wniosków - a w nich był zawsze przekonany o swojej prawidłowej ocenie.
W końcu znał ludzi takich jak Alexander Hall.
Nie wątpił, że była w nim jakiegoś rodzaju głębia. Z pewnością miał dziewczynę, o którą dbał, może też starał się o kredyt lub cokolwiek innego, co robili ułożeni ludzie - tacy, którym życie nie rzucało kłód pod nogi. Jeździł sobie na wakacje, zarabiał na swoje utrzymanie. Może miał ulubioną siłownię, ulubioną markę proszku proteinowego, torbę, którą zawsze ze sobą zabierał.
Może na pozór wiódł to normalne życie. Ale czy w normalnym życiu było miejsce na nielegalne walki bokserskie?
Jego brew uniosła się w górę na dźwięk jego p y t a n i a, a śladem za nią ruszył kącik jego ust, wyginając je w lekkim uśmiechu.
- To myślisz, że robię? - zapytał, ignorując konwenanse, w które zresztą nigdy nie wierzył. Rhysowi było akurat bardzo daleko do elegancika. - Poczekaj, aż usłyszysz o skarbówce.
Westchnął, nieszczególnie zaskoczony brakiem kooperacji ze strony trenera boksu, choć jednocześnie niezbyt tym faktem uradowany. Jego życie byłoby dużo prostsze gdyby ludzie nie usiłowali wyślizgnąć się z rogu, w który usiłował ich wepchnąć. Przyznanie się do świadomości organizowanych walk było bowiem dla niego absolutnie niewystarczające.
Ponieważ wiedział, że to wszystko sięgało g ł ę b i e j, a zaangażowanie Halla wykraczało ponad sąsiedzką ciekawość, czy nawet przypadkową pracę w miejscu, w którym te walki się odbywały.
P i w n i c e wyryły się w jego podświadomości, stanowiąc niejako odpowiedź na pytanie, z którym wszedł do tego miejsca. Gdzie niby mogłyby być organizowane te walki, skoro Kingsway było tak otwarte i przeszklone?
- Gdybym szukał informatora, panie Hall - westchnął, wracając do formułki, która nie służyła ich rozmowie, ale która wyraźnie podkreślała kontrast między nimi - ukazywała to, gdzie stał Madden, a gdzie w tej chwili tkwił Hall. W rogu. - Wybrałbym kogoś, kto nie tylko wie o tych walkach, ale kto widział je na własne oczy.
Jego nogi zaniosły go w stronę chłopaka, zaledwie kilka kroków do przodu ale na tyle, by skrócić dystans. Nie bał się go - nie było osoby na tym świecie, która byłaby w stanie zasiać strach w jego sercu gdy miał przy sobie broń odznakę.
Znał oblicze niebezpiecznych osób. Widywał je w Mimmo's, pośród pieniędzy, narkotyków i metalu rozrzuconej wszędzie broni. Hall nie był taką osobą.
- Może kogoś, kto został złapany na kamerach monitoringu opuszczając tego typu nielegalne walki - kontynuował, pozwalając, by ta sugestia wybrzmiała między nimi i zawisła na chwilę ciszy, która zapadła po tym. - Taka osoba z pewnością chciałaby wyśpiewać mi wszystko, co wie, nie uważa pan?

guwniarzu zasrany, zajebany

a specter in a web of lies

: wt kwie 28, 2026 7:57 pm
autor: Alexander Hall
Czy w normalnym życiu było miejsce na nielegalne walki bokserskie? Hmm...

Zacznijmy od tego, że Alex miał swoją własną definicję normalności. Normalny był powrót z pracy, rzucenie kluczy na szafkę i pocałowanie Maddie na powitanie. Normalne było wspólne jedzenie kolacji i seks. Normalne było też wyjście późnym wieczorem z mieszkania pod pretekstem nocnej, dorywczej pracy w porcie - co nie zawsze było kłamstwem, czasem naprawdę chodził dorabiać na rozładunkach - a tak naprawdę udawał się na walki. Czasem odbywały się tutaj, w Kingsway, a częściej w innych parszywych miejscówkach. Cynk dostawało się zazwyczaj godzinę przed startem - ot, krótka wiadomość z adresem i stawką. A że Alex lubił nie tylko pieniądze, ale też adrenalinę, rzadko odmawiał. Dla niego to wszystko było normalne, bo uczestniczył w procederze od wielu lat. Pytanie brzmiało - co było normalne dla pana detektywa Maddena? Kawa rano, gazeta, wypełnianie raportów, a potem jeżdżenie w kółko po Toronto w poszukiwaniu przestępców? Alex nie wiedział zbyt wiele o pracy policjantów, oprócz tego, że w większości przypadków byli wrzodami na dupie, co Madden właśnie mu udowadniał. Poczekaj, aż usłyszysz o skarbówce. Och, Hall bardzo chciałby usłyszeć o skarbówce, jednak obecnie był niestety zbyt biedny, żeby system w ogóle go zarejestrował. - Myślę, że doskonale pan wie, że skarbówka mi nie grozi - burknął, zgodnie z prawdą. Gdyby miał płaconą porządną stawkę, pewnie nie musiałby dorabiać w porcie ani przyjmować zaproszeń na piwniczne eventy. No i - co najważniejsze - wakacji nie musiałaby sponsorować mu przyszła niedoszła dziewczyna. A może już była jego dziewczyną? W sumie... tkwili w takim zawieszeniu... Może powinien z nią o tym porozmawiać...?

Dobra, Alex, nie myśl o tym teraz, skup się. Rzucił Maddenowi jeszcze jedno zniecierpliwione spojrzenie i powstrzymał się od przekręcenia oczami, gdy detektyw westchnął. Chciał zapędzić go w kozi róg? Cóż, powoli mu się to udawało, ale Hall nie zamierzał poddawać się bez walki, zwłaszcza, że tak łatwo przyszło mu zdradzenie... fragmentu... lokalizacji. No, może nie wprost, ale Madden był detektywem, musiał umieć czytać pomiędzy wierszami. Swoją drogą, w środku Alexa aż skręcało z irytacji - dał się podejść jak dziecko, a powinien być bardziej ostrożny, jeśli nie chciał znaleźć się na celowniku... jednych i drugich. Cholera, dlaczego miał żałosne wrażenie, że prędzej czy później powinie mu się noga? Ale jeszcze nie potrafił przewidzieć, która ze stron rozprawi się z nim pierwsza? Fuck, iiick. Gdybym szukał informatora, panie Hall. Wybrałbym kogoś, kto nie tylko wie o tych walkach, ale kto widział je na własne oczy. - A ja bym się na pana miejscu nie wtrącał - rzucił Alex chłodno, zanim zdążył ugryźć się w język. No i pięknie, najpierw sobie postanawiał, że zachowa zimną krew i będzie najpierw myślał, a potem mówił albo robił, po czym przy pierwszej lepszej okazji już zapominał o swoich postanowieniach, super.

Jednak chwilę później Madden powiedział coś, przez co Alex wlepił wzrok w swoje buty na dłużej niż powinien. Może kogoś, kto został złapany na kamerach monitoringu opuszczając tego typu nielegalne walki. Taka osoba z pewnością chciałaby wyśpiewać mi wszystko, co wie, nie uważa pan? Podniósł głowę akurat w momencie, gdy detektyw skrócił dystans pomiędzy nimi i wbił w niego swoje spojrzenie. W pomieszczeniu zapadła gęsta cisza, przerywana tylko przez tykanie zegara powieszonego nad drzwiami. Monitoring? Serio? Na tej parszywej ulicy był monitoring, a temu policjancikowi chciało się przeglądać te nagrania od rana do nocy? Dlaczego skupił się na nim, na Alexie, zamiast na... kimkolwiek innym? Zacisnął szczękę i zrobił krok w stronę Maddena, jakby się go w ogóle nie bał. Nie no, nie bał się go. Chyba. - Taka osoba, o której pan mówi, pewnie faktycznie chciałaby wyśpiewać panu wszystko, ale tylko pod warunkiem, że naprawdę miałaby co śpiewać. No, a widzi pan... ja mam bardzo słabą pamięć do twarzy. I do adresów - wzruszył ramionami, siląc się na coś w stylu bezczelnego spokoju, o ile istniało coś takiego. Gdyby August go teraz zobaczyła pewnie by go wyśmiała. Albo wręcz przeciwnie, zjebałaby go od góry do dołu. - Poza tym, detektywie, bycie w złym miejscu o złej porze to jeszcze nie zbrodnia - dodał, a w kąciku jego ust pojawił się uśmieszek, bo właśnie sobie coś uświadomił (szkoda, że dopiero teraz). A mianowicie - Madden nic na niego nie miał. Znaczy, no, może miał kilka poszlak, może i miał ten swój monitoring, ale... to by było na tyle. Inaczej Alex już dawno wylądowałby w areszcie, co nie?

Miał rację, nie miał racji?

osiedlowy monitoring‼️

a specter in a web of lies

: wt maja 05, 2026 8:42 pm
autor: Rhys Madden
Jego brew mimowolnie powędrowała w górę na widok kroku, który chłopak wykonał w jego stronę. Nie wątpił, że osoba uczestnicząca w walkach bokserskich - legalnych bądź nie - mogła mu przydzwonić niezależnie od swojego wieku, a jednak jego usta wygięły się w wyrazie lekkiego rozbawienia. Nie miało to nic wspólnego z błahymi rzeczami takimi jak ego detektywa, wiek Halla ani fakt tego, że spoglądał na chłopaka trochę z góry, choć każdy z tych argumentów byłby dobry w ich obecnej sytuacji.
Prawda była taka, że po części c h c i a ł by Alex stracił nad sobą kontrolę.
Sprowokowani ludzie popełniali błędy, robili się płochliwi, nie uważali tak, jak powinni. Nie mówiąc już o tym, że mogło ich ponieść. Nic nie sprawiłoby mu większej satysfakcji, niż gdyby ten podniósł rękę na policjanta, jednocześnie dając ów policjantowi złotą przepustkę do wsadzenia go do pierdla.
Jego rozbawienie wyłącznie spotęgowały słowa, które wymknęły się z ust boksera zanim chyba jego umysł zdążył je przetworzyć. Oczywistym było, że detektyw nie miał obciążających dowodów przeciwko niemu - ale Madden posiadał talent do sprawiania wrażenia osoby, która zawsze panowała nad sytuacją. Głównie dlatego, że, często naiwnie i ślepo, samemu w to wierzył.
- Skoro ma pan słabą pamięć do twarzy i adresów to w co miałbym się wtrącać? - odparł luźno, strzepując popiół z końcówki papierosa na ziemię, w tym bezczelnym geście, który nie był karalny, ale z pewnością nie był też mile widziany.
Była to, poniekąd, metafora linii obrony, którą przybrał Hall.
Westchnął, zaciągając się tytoniowym dymem. Z jego perspektywy, chłopak miał wiele za uszami, ale ewidentnie też był uparty i wiedział - choćby trochę - jakie posiadał prawa. Nie mógł zabrać go na komisariat i nie zamierzał do niczego go zmuszać.
Nie taki miał plan, wchodząc tu tego wieczora.
- Niektórzy ludzie bywają w złym miejscu o złym czasie i okazują się niewinni, panie Hall - odparł luźno, nie wyglądając na przejętego jego argumentacją, choć gdzieś głęboko wzbudziła w nim irytację. - Za to inni mają ręce bardziej upierdolone, niż chcieliby to przyznać i jest wyłącznie kwestią czasu, nim policja znajdzie na nich coś obciążającego.
Groźby zawsze przychodziły mu najłatwiej.
Zdaniem Margo - czasem zupełnie bezpodstawnie. Używał ich by straszyć ludzi, którzy być może nie powinni być zastraszeni, może wymagali odrobiny dyplomacji i empatii. Hall był bokserem, wychowanym z grubsza w warunkach, w których wychował się sam Madden. Patrząc na niego, widział pewną wersję tego, kim mógłby być, gdyby obrał inną drogę.
I wiedział, że nie byłby skłonny do dyplomacji.
- Byłoby szkoda, gdyby taka osoba nie skorzystała z oferty hojnego detektywa i nie pomogła sobie zanim będzie za późno - kontynuował, mierząc Alexandra czujnym spojrzeniem, w którym pojawił się błysk drapieżności. - Gdy dokopię się do dowodów, moje ręce będą już związane.
Pochylił się lekko, w butnym wyrazie skracając między nimi dystans w jawnej prowokacji. W jego dłoni błysnął przedmiot - wizytówka, którą wyciągnął w jego stronę.
- To jak będzie, panie Hall? - zagadnął, przekrzywiając głowę. - Jest pan czysty jak łza?

kłamczuszek podły

a specter in a web of lies

: śr maja 20, 2026 9:52 am
autor: Alexander Hall
Tak się składało, że Alex był bardzo bliski utraty kontroli - zwłaszcza w momencie, gdy Madden strzepnął popiół z końcówki papierosa na ziemię, z której jutro małe szczyle mogłyby go zlizywać podczas tarzania się po podłodze. Spiął się, no, nawet posłał typowi mordercze spojrzenie, bo brudził nie w swojej piaskownicy. Madden nie tylko wbił mu do klubu po godzinach, to teraz jeszcze dołożył mu roboty, nieważne, że chodziło tylko o jeden strzepany popiołek. A skoro już mowa o fajkach, to przed wyjściem będzie też musiał krótko przewietrzyć, żeby nie było na niego, kurwa jego mać. Gliniarz grał z nim w kotka i myszkę i nawet się z tym nie krył. W sumie nie powinno go to dziwić - na tym polegała jego praca. Jakoś musiał zdobywać informacje od szemranych typów. Problem w tym, że Alex nie uważał się za szemranego typa. No, może tylko trochę… Skoro ma pan słabą pamięć do twarzy i adresów to w co miałbym się wtrącać? - Trafna uwaga - skwitował krótko, ostatecznie nie dając się sprowokować, mimo że było blisko. Zbyt blisko.

Madden potrafił budować napięcie, nie ma co, Alex musiał mu to przyznać bez bicia. Niektórzy ludzie bywają w złym miejscu o złym czasie i okazują się niewinni, panie Hall. Za to inni mają ręce bardziej upierdolone, niż chcieliby to przyznać i jest wyłącznie kwestią czasu, nim policja znajdzie na nich coś obciążającego. Gliniarze zawsze mówili to samo. Te same teksty i te same groźby ubrane w ładne słówka. Jezu, tyle razy był kozłem ofiarnym i tyle razy był strofowany przez smutnych dorosłych, że przestało to na nim robić jakiekolwiek wrażenie. Słowa były tylko słowami. Dopóki Madden nie miał na niego żadnych większych dowodów niż nagranie monitoringu w złym miejscu o złym czasie, mógł się walić. Na te swoje faje. - Też racja - odparł po dłuższej chwili, przenosząc ciężar ciała z jednej nogi na drugą. Byłoby szkoda, gdyby taka osoba nie skorzystała z oferty hojnego detektywa i nie pomogła sobie zanim będzie za późno. Gdy dokopię się do dowodów, moje ręce będą już związane. Taaaa. Taki hojny detektyw, a nawet fajką nie poczęstował. Poza tym w tej kwestii - dokopywania się do dowodów - Alex postanowił zaryzykować. Ten proceder trwał już tyle lat, że mógłby przetrwać i drugie tyle. Nie tylko gliniarze mieli swoje sposoby. Kiedy detektyw pochylił się w jego stronę, żeby wręczyć mu biały kartonik, nawet nie drgnął. Spojrzał na wizytówkę, potem na twarz Maddena i… tylko westchnął, ale tak wewnętrznie, bo zewnętrznie to byłby przypał. No i masz, wielki finał. - Jeszcze bardziej szkoda, że nie mam panu nic więcej do przekazania - odparł, po czym wyciągnął dwa palce, zwinął od niego tę wizytówkę i bez większych ceregieli wcisnął ją do kieszeni spodni. Szybko się pogniotła, gdy zacisnął na niej palce, tak swoją drogą.

To jak będzie, panie Hall? Jest pan czysty jak łza? Z tym mógłby polemizować, bo jasne, że nie był. Był uwalony w tym gównie po uszy, ale nie zamierzał być pierwszym kapusiem. - Czysty jak łza - skłamał bez mrugnięcia okiem, a na jego twarzy pojawił się delikatny, niezbyt uprzejmy uśmiech. No i znowu zapadła cisza, a tykanie zegara nad drzwiami zaczęło brutalnie przypominać, że marnowali tu swój cenny czas. No dobra. Pogadali, postraszyli się wzrokiem, show dobiegło końca. Alex ostentacyjnie rozejrzał się po pustej sali, po czym sięgnął ręką do plecaka i wyjął z niego pęk kluczy. Pora się zbierać, panie Madden. - Nie chcę pana wypraszać, ale sam pan rozumie, muszę już zamykać… - rzucił, mimo że jednak chciał go już wyprosić (xD). Zerknął na drzwi wyjściowe, czekając, aż gliniarz w końcu zrozumie aluzję i da mu święty spokój.

No i zrozumiał. No i cześć. Gdy tylko Madden wyszedł, Alex szybko się przebrał, przewietrzył salę, posprzątał ten nieszczęsny popiół, który gliniarz strzepnął na podłogę, no i zamknął przybytek na trzy spusty. No i kiedy tak szedł ulicą, zmierzając do mieszkania Maddie, to dopiero wtedy do niego dotarło, co się właśnie odpierdoliło, a najgorsze było to, że nie mógł powiedzieć o tym Lennox ani słowa. Cholera.

[ztx2]

🚓🚨