This has to work!
: sob mar 21, 2026 9:21 pm
#1
outfit
Deszcz w Distillery District nigdy nie był kojący; odbijał się od wielkich, fabrycznych okien rytmicznym, metalicznym stukotem, który Maisy słyszała nawet przez szum ekspresu do kawy. W mieszkaniu było chłodno mimo ciepłej barwy żarówek zapalonych na kinkietach. Sterylna biel ścian i surowa cegła zdawały się zaciskać wokół niej, gdy po raz kolejny tego wieczoru przesuwała palcem po zdjęciach z miejsca zbrodni.
Młoda dziewczyna. Biała sukienka, która w świetle policyjnych lamp wydawała się niemal błękitna. Brak krwi. Ułożenie dłoni – nienaturalnie splecione palce, jak do modlitwy, której nikt nie wysłuchał. Ta sprawa nie dawała jej spać. Nie dlatego, że odbierała ją personalnie, ale dlatego, że w tym momencie, oprawca wciąż był w mieście i mógł planować kolejny śmiertelnie poważny spektakl w roli głównej z dziewczyną, która niemal z rozkoszą mogłaby powierzyć mu serce. Maisy nie spała niemalże od trzydziestu sześciu godzin. Zamiast regeneracji, zafundowała sobie seans z demonami, których Toronto nie chciało oglądać za dnia. W pewnym momencie, gdy światło lampki zamigotało, dostrzegła kolejny trop - pierścionek zakrzywiony na jej serdecznym palcu i numer ciężarówki widzianej dwie przecznice dalej. To Romeo i Julia. Trucizna w pierścionku. Pisarz, którego przesłuchiwali. Miał za dobre alibi - wieczór autorski. Nie było go przy ofiarze tego dnia. Nie musiał być, ofiara dostała szczegółowe instrukcje i została zmuszona. A pierścionek, jest łudząco podobny do tego z powieści. Ciężarówka należała do właściciela biblioteki w której odbywał się wieczór autorski.
Chwyciła telefon. Pierwszy sygnał. Drugi. Poczta głosowa.
- Nate, odbierz. Mam to. Słyszysz? To nie był błąd w profilu, to był błąd w lokalizacji - wychrypiała do słuchawki, ale odpowiedziała jej tylko cisza.
Zaczęła chodzić wzdłuż okna, boso, czując pod stopami zimną posadzkę. Jej palce powędrowały do ust - paskudny nawyk z dzieciństwa, którego sędzia Thorne nienawidził najbardziej. Zaczęła nerwowo obgryzać paznokieć u kciuka, wsłuchując się w narastający deszcz. Każda minuta zwłoki wydawała się wiecznością. Miała wrażenie, że słyszy, jak cichy morderca oddycha, jak zaciera ślady, jak śmieje się z ich nieudolności. Myśli, że po przesłuchaniach jest już bezpieczny.
Spróbowała zadzwonić jeszcze raz. Nic.
-Cholera, Mayfield. Nie wierzę, że już śpisz.- syknęła pod nosem. Była ledwo 22-ga.
Nie mogła czekać do odprawy o ósmej rano. Adrenalina przepłukiwała jej żyły skuteczniej niż kolejna dawka kofeiny. Chwyciła marynarkę, nie dbając o to, że narzuca ją na domowe ubranie, i wcisnęła stopy w buty. Przecież to nie było daleko - mieszkali niemalże po sąsiedzku. Wystarczyło przejść przez przecznicę, gdzie latarnie rzucały długie, powykręcane cienie.
Wyszła na zewnątrz, pozwalając, by lodowaty deszcz natychmiast zmoczył jej włosy. Szła szybko, niemal biegiem, raz po raz wybierając numer Nathaniela. Telefon dzwonił w jej kieszeni, wibrując rytmicznie, ale po drugiej stronie wciąż nikt nie podnosił słuchawki.
Nie bawiła się w uprzejmości. Przeskoczyła dwa stopnie naraz, ignorując zapach starych klatek schodowych i wilgoci. Stanęła pod drzwiami z numerem #3 i zamiast zapukać, zaczęła w nie walić pięścią, głośno i natarczywie.
- Nate! Otwieraj! Mam trop, mamy go!
Stukała monetą o framugę, a dźwięk metalu o drewno niósł się echem po pustym korytarzu, mieszając się z jej rwanym oddechem. Nie zamierzała odejść, dopóki nie zobaczy go w drzwiach.