Strona 1 z 2

if it's meant to be

: ndz mar 22, 2026 4:44 am
autor: syd ashford
but all i see tonight is...
fire in your eyes


Życie Syd można by w ostatnim czasie porównać do jakiegoś tornada, które wcale nie zamierzało się zatrzymać, a jedynie kręciło się z nieprzyzwoitą prędkością, wciągając ją coraz bardziej w wir niespodzianek. Najpierw nowa praca, szef, który niezbyt był do niej przekonany przez to, że nie umiała zbytnio odczytywać jego social cues... kiedy ma wejść, a kiedy wyjść ze spotkania. Nie bardzo rozumiała też, kiedy ktoś pyta ją o coś na serio, a kiedy nie, więc odpowiadała szczerze, dokładnie tak, jak myślała, a potem okazywało się, że to tylko korporacyjny small talk i nikogo tak naprawdę nie obchodzi, co u ciebie. Powoli starała się do tego przyzwyczaić. Poznała też Marę, dziewczynę, która uratowała ją przed atakiem gołębi, i teraz mogła już stwierdzić, że to jej pierwsza torontońska koleżanka!

Fast forward- jakimś cudem znalazła się na speed datingu, kompletnie poza swoją strefą komfortu. Każdy z mężczyzn pytał ją o bardzo intymne sprawy, a ona czuła się coraz bardziej spięta, bo co miała powiedzieć? Że nigdy się z nikim nie całowała? Że nikt nigdy nie złapał jej za rękę ani nie przytulił w sposób, który różniłby się od rodzinnego? Nie mogła tego powiedzieć, więc te szybkie randki minęły w niezręcznej ciszy, podczas której tylko się uśmiechała i czerwieniła jak głupia. Idealne pierwsze wrażenie, Syd. UGH. Później poznała jego... Eric'a, swoją szczęśliwą siódemkę. Jedynego mężczyznę, z którym mogła porozmawiać o kilku rzeczach, które nie ograniczały się wyłącznie do fizyczności. Okazało się, że oboje wybrali siebie nawzajem jako swój match, więc szybko chciała do niego napisać, jak tylko dostała jego numer. Nie była pewna, czego się spodziewać po tej znajomości, ale była w tym wielkim mieście sama i chciała z czasu, który było jej dane tu przeżyć, no właśnie... korzystać. Chciała spróbować być jedną z tych cool, otwartych dziewczyn, które codziennie mijała na ulicach, więc weszła do pierwszego lepszego sklepu i kupiła multum ciuchów, całkowicie innych od tych, w których chodziła na co dzień.

Skończyła pracę, poszła do firmowej łazienki, gdzie przypudrowała nos i poprawiła makijaż, którym też bawiła się od niedawna, po czym ruszyła na miejsce, gdzie czekała na Eryka. Spojrzała na zegarek. 17:50. Yay, zaraz będzie - pomyślała. Czuła dziwne uczucie w żołądku na samą myśl o spotkaniu z nim. Może była to ekscytacja zmieszana ze stresem? Jeszcze nigdy się tak nie czuła. Usiadła sobie na siedzeniu pomiędzy różnymi automatami do gier i rozglądała się z uśmiechem. Po jakimś czasie znowu zerknęła na zegarek... 18:15, a jego w dalszym ciągu nie było. Może zapomniał albo był zajęty? Zerknęła na ich wiadomości, ale nic nie napisał od czasu ich ostatniej wymiany. Na moment wydęła usta w zamyśleniu, po czym wstała i powoli skierowała się ku wyjściu. Może jednak zmienił zdanie?

eric ☘︎ 𝟕

if it's meant to be

: ndz mar 22, 2026 3:34 pm
autor: Eric Stones
We're running in the moonlight
We're dancing in the open waves

outfit

Kiedy Eric dowiedział się, że będzie organizowany speed dating, pokręcił głową, nie mając w planach wzięcia udziału. Jednak im bliżej było wydarzenia, tym bardziej zaczynał się wahać. Ostatecznie postanowił spróbować, mając w głowie plan awaryjny w postaci opuszczenia miejsca, gdy po prostu będzie nudno.
I na początku było. Prawie każda laska pytała, czy był Koreańczykiem, czy mógłby coś powiedzieć po koreańsku, czy umie śpiewać. Poza tymi pytaniami, pytano go także o znak zodiaku i stosunek do kolendry. Od niektórych dało się wyczuć ciekawość, natomiast od innych podejrzliwą nadzieję, jakby za chwilę miały wyjąć z kieszeni certyfikat autentyczności. Zaczął odnosić wrażenie, że to speed comedy a nie dating. Aż czasami miał ochotę wyjąć telefon i zacząć nagrywać ale ostatecznie tego nie zrobił. W pewnym momencie naprzeciwko usiadła ta, z którą miał wrażenie, że… można spokojnie porozmawiać. Którą zechciał naprawdę poznać. Nagle zaczął żałować, że wydarzenie dobiegło końca i podczas powrotu do domu dotarło do niego jedno… Kurwa… Nie wziąłem od niej numeru telefonu.
Jakże wielkie było zaskoczenie Stonesa, gdy jakiś czas później, dostał od niej wiadomość. Ucieszył się, gdy przeczytał, że nie ma nic przeciwko spotkaniu, a nawet i spotkaniom - dopiero po wymianie smsów ogarnął, że od organizatora otrzymał numery do osób, z którymi został zmatchowany.

Stones ogólnie chyba naprawdę powinien zacząć prowadzić dziennik lub notatnik, gdzie zapisywałby wszystkie spotkania oraz zaznaczał te na które przybył spóźniony. Nie spodziewał się wypadku paraliżującego ruch i tak, chciał uprzedzić Syd, lecz problem był taki… że padł mu telefon. Powebank? Nie wziął - zapomniał z domu. Kabel w aucie? Zaczynał ładować, lecz po krótkiej chwili przestawał. Eric był wściekły, bo naprawdę mu zależało przybyć na czas. Miał ogromną ochotę zostawić auto i pobiec do kręgielni, lecz potem miałby problem z odnalezieniem go. Też sobie dzień znaleźli na wypadek no… mówił do samego siebie, wykorzystując każdą szczelinę, by przesunąć się o kilka centymetrów do przodu lub gdy widział jakiś odstęp na pasie obok, zmieniał go - odnosił wrażenie, jakby właśnie brał udział w jakimś absurdalnym wyścigu ślimaków na asfaltowej planszy. I po co się ludzie spieszą… pomyślał ten, co nigdy się nie spieszy. I sam o mały włos nie powodował wypadku lub był tym, w którego wjechano.

18:30 - taką godzinę wskazywał zegar na cyferblacie auta, gdy dojechał na miejsce. Zajął pierwsze wolne miejsce, wziął mały upominek z siedzenia pasażera i czym prędzej opuścił auto, klikając przycisk zamykający wszystkie zamki oraz włączający alarm. Dosłownie biegł. Oby jeszcze była, oby jeszcze była… powtarzał w myślach jak mantrę i rozglądając się za znajomą twarzą.
Nagle zdawało mu się, że ją widzi i odetchnął z ulgą.
- Cześć ja… - zaczął, próbując uspokoić oddech - miał wrażenie, jakby właśnie przebiegł nie wiadomo ile kilometrów.
- Przepraszam. Był wypadek, a mi w dodatku padł telefon. - powiedział, pokazując Syd czarny ekran - wyciągnął go z tylnej kieszeni spodni - mimo kliknięć w przycisk, który powinien go odblokować. Zdawał sobie sprawę, że brzmi to żałośnie ale no... mówił prawdę.
- Ludzie serio nie potrafią jeździć. Masakra. - dodał zwalając winę na ludzi i chcąc załagodzić sytuację - znaczy miał taką nadzieję, że to choć trochę pomoże - wręczył Syd kwiatka. A dokładniej tulipana. Fioletowego tulipana.
- O, widzę, że imiona wprowadzone, więc możesz zaczynać. Kupić Ci coś do picia? - spytał, bo on aktualnie miał OGROMNĄ ochotę na wodę. Poza tym, kwiatek też potrzebował wody, więc tak czy inaczej poszedłby do barku.

syd ♥6

if it's meant to be

: ndz mar 22, 2026 6:32 pm
autor: syd ashford
trigger warning
wzmianki o przemocy werbalnej, religijnym rygorze
Rozglądała się po miejscu, w którym umówili się na randkę- spotkanie- poznanie się? Sama nie wiedziała, jak dokładnie to nazwać. Była w tym wszystkim nowa. Zapewne zda Marze pełną relację od razu po wszystkim… o ile Eric w ogóle się pojawi. Coś jednak podpowiadało jej, żeby jeszcze nie wracała do domu, tylko trochę pochodziła i poczekała. Może coś się stało? Poza tym nie czuła wobec niego żadnej złości ani oburzenia. W końcu dopiero się poznali... niczego nie był jej winien, a przynajmniej tak jej się wydawało.
Wychowana przez pastora, którego słowo w domu znaczyło więcej niż cokolwiek innego, i przyzwyczajona do tego, że każda forma sprzeciwu mogła skończyć się linczem albo werbalną przemocą, Syd nauczyła się jednego, że żeby przetrwać świat, powinna być podporządkowana. Nie sądziła, że będzie musiała być taka przy Ericu, ale tyle lat spędzonych w tamtym ogromnym, drewnianym domu, gdzie człowiek reagował na każdy ruch, każdy dźwięk, każde skrzypnięcie podłogi, nauczyło Ashford rozpoznawać nastrój ojca, zanim ten zdążył cokolwiek powiedzieć. Nawet jeśli nie chciała o tym myśleć, gdzieś głęboko w niej te zakorzenione odruchy nadal się tliły.

I tak nie miała niczego lepszego do roboty. Była nowa w mieście, a jeśli coś, po prostu odezwie się do niego, kiedy wróci do domu. Po chwili podeszła do miło wyglądającej kobiety przy rejestracji do bowlingu i zapytała, czy przypadkiem Eric nie zarezerwował dla nich toru. Kobieta tylko przytaknęła i wyjaśniła, że mimo opóźnienia nadal może przesunąć ich godzinny slot. Syd skinęła głową i ruszyła za nią na miejsce, wcześniej podając numer buta. Kiedy wszystko zostało jej wyjaśnione, Ashford tylko się uśmiechnęła i zabrała za wpisywanie ich imion na ekranie, a chwilę później założyła stylowe obuwie, które kompletnie niszczyło outfit, jaki sobie zaplanowała. A mimo to nie mogła przestać się uśmiechać. Uniosła obie nogi, przyglądając się tym butom z rozbawieniem.

Chwilę później usłyszała głos, który miała już przyjemność słyszeć podczas tamtej speed-randki. Przechyliła głowę i uśmiechnęła się szeroko.- Jesteś!- Podniosła się i podeszła do niego, zerkając na niego uważniej i unosząc lekko brew. Wyglądał, jakby właśnie przebiegł maraton. O sekundę za długo zatrzymała wzrok na jego ubraniu i przełknęła ślinę, bo przez myśl przemknęło jej, że wyglądał jeszcze lepiej niż ostatnio. Z tej myśli wyrwał ją dopiero ruch jego dłoni, a jej wzrok spoczął na czarnym ekranie telefonu.- Nic się nie stało. Wolałam poczekać, bo przez moment zwątpiłam, czy podałam ci dobrą godzinę - uśmiechnęła się, a chwilę później lekko uchyliła usta w zaskoczeniu, odbierając od niego kwiatka. Przysunęła go do nosa i delikatnie powąchała.- Jejku, dziękuję! Jest piękny. - Czuła szczerą wdzięczność. Nigdy wcześniej nie dostała niczego w ramach takiego gestu. - Um… poproszę wodę - odparła, odkładając kwiatka na stolik obok ich kanapy.- Zacząć? Ah… tak, jasne!- Podrapała się z tyłu szyi, kiedy poszedł do baru, i sama podeszła do kul bowlingowych, nie mając zielonego pojęcia, co właściwie powinna zrobić. Chwyciła pierwszą lepszą kulę, która - mogłaby przysiąc - ważyła chyba tonę. Plecy prawie ugięły się jej pod ciężarem, ale złapała ją obiema dłońmi i podeszła do linii niczym pingwin, zerkając ukradkiem, jak robią to inni. Opuściła ramiona, trzymając kulę między nogami, i rzuciła, a raczej pchnęła ją do przodu. Kula potoczyła się z prędkością ślimaka w stronę kręgli. Ukucnęła, przysuwając palec do brody i mrużąc oczy, jakby samą siłą woli mogła ją nakierować. Już była tak blisko. Tak, tak… jeszcze trochę… Aż nagle wpadła poza tor.- Durn- jęknęła cicho używając jednego z akceptowalnych przez mormonów przekleństwa..Zmarszczyła nos, odwróciła się i podskoczyła w jego stronę niemal jak sarenka na łące.- Nie jestem w tym taka dobra. Pokażesz mi, jak to się robi?

eric ☘︎ 𝟕

if it's meant to be

: pn mar 23, 2026 1:11 am
autor: Eric Stones
Gdy próbował podładować telefon w samochodzie, zaczął zastanawiać się, czy to faktycznie z kablem coś było nie tak, czy z telefonem. Aby to sprawdzić, potrzebował nowy kabel - na szczęście miał ich kilka w mieszkaniu, więc po randce spotkaniu, planował wykonać testy. Mogło się okazać, że to nie kabel był problemem a telefon - dokładniej port ładowania Chociaż to by było dziwne, bo nie dawał żadnych oznak, by coś się miało stać. Także po cichu liczył, że wymiana kabla załatwi sprawę. Drugie co planował zrobić, to kupić drugiego powerbanka, którego zostawi w samochodzie, właśnie w razie takich sytuacji jak dziś.
Eric zamrugał kilkakrotnie, jakby nie docierało do niego, że ta oto stojąca przed nim Syd, NIE GNIEWA SIĘ na niego. Nie krzyczy. Nie robi żadnego avanti, tylko ze spokojem mówi nic się nie stało. I w dodatku na koniec się uśmiechnęła. Czy to sen?
- Ja ten no... dziękuję, że poczekałaś. Nie każdy by miał tyle cierpliwości. - stwierdził, przeczesując dłonią włosy. Doskonale wiedział, że niektórzy mieli granice spóźnialstwa, a niektórzy nie. Znał różnych ludzi i każdy reagował inaczej na przybycie po czasie. Naprawdę poczuł ogromną ulgę, bo nie dość, że nie musiał załatwiać przeprosin przez telefon - a to nastąpiłoby pewnie za dobre kilka godzin w zależności od tego, ile trwałaby podróż do domu I o ile odebrałaby telefon. Bo przecież w złości, mogła go zablokować i nigdy więcej by się już nie spotkali. Jedna szansa zmarnowana i wyjazd. Thank you, next. aż w głowie mu rozbrzmiała dobrze znana piosenka Ariany Grande. A może po prostu zaczęła mu w niej lecieć, bo właśnie rozbrzmiewała z głośników? To także było prawdopodobne. Aż korciło go by zaśpiewać, ale ostatecznie tylko kopnął powietrze.
- Cieszę się. - odpowiedział, posyłając Syd najcieplejszy z uśmiechów, jakie istniały w jego wachlarzu uśmiechów.
- Jasne. Czyli woda dwa razy. Zaraz wracam. - powtórzył niczym kelner, który właśnie odebrał zamówienie od klientów. Tak więc wykonał tył zwrot i poszedł kupić dwie wody niegazowane. A! I oczywiście poszedł też zmienić buty, by go zaraz nie wyrzucono za wchodzenie na tor w swoim obuwiu. Po podaniu swojego rozmiaru buta oraz zapłaceniu za wodę, wrócił do Syd. Usiadł i zmienił swoje czarne adasie na specjalne buty, które powinny chronić przed wpadnięciem w poślizg na torze i postawił butelki na stolik - bo przecież nie mógł ich tak ciągle trzymać. Byłoby mu niezbyt wygodnie rzucać kulą. Akurat brał łyk wody gdy zobaczył metodę rzucania Syd i skończyło się na tym, że zaczął się krztusić, bo mu źle woda poleciała. A niech to szlag. Po części uważał to za urocze, że postanowiła użyć takiej metody,
- Jasne. - kaszlnął. - Już Ci pokazuję. - kaszlnął znowu. Oby to był... ostatni raz. nie był. Kaszlnął jeszcze może ze trzy razy.
- A więc tak... wybierz sobie taką, która nie będzie dla Ciebie zbyt ciężka. Myślę, że możesz zacząć od szóstki. Szóstka zazwyczaj waży koło 3 kg. - po tych słowach wstępu, wręczył Syd kulę z numerem 6.
- Następnie, palce. Są trzy otwory i w nie wkładasz palce o tak. - zademonstrował, ledwo mieszcząc kciuka, palec serdeczny wraz ze środkowym w kuli ale no... chciał wykonać instrukcję jak najlepiej.
- Potem ustawiasz się przed linią i gdy wydaje Ci się, że jesteś na środku, ustawiasz się... o tak. - przyjął pozycję jak podczas rzutu, choć po chwili, wręczył kulę Syd, stanął za nią i pokierował jej ręką tak, jak powinna to zrobić. Choć przed dotknięciem jej ręki zastanawiał się, czy w sumie mógł tak przekraczać... strefę komfortu. No ale on chciał ją tylko pokierować, nic więcej.
- Nadgarstek powinien chodzić luźno. Po wykonaniu zamachu, puszczasz kulę i patrzysz jak leci. Nie przejmuj się, jak trafi do korytek. Zobaczysz, za którymś razem będzie Ci szło świetnie. - powiedział pełen entuzjazmu, niczym prawdziwy coach.
- Jak coś, to możesz stać koło mnie by obserwować jak to robię. - bo czemu miałby kazać jej nie patrzeć? Chciał, by dobrze się bawiła i żeby nie zraziła się do kręgli. Bo kręgle - zdaniem Erica - były super.
Gdy nadeszła jego kolej, wziął cięższą kulę, ustawił się i rzucił kulą, która zbiła 6 kręgli.
- Ajś... - niby lepsze sześć niż nic ale no... nie czekając dłużej, ustawił się ponownie z kulą i rzucił. Tym razem... wpadła do korytka.
- Nie no, fantastycznie. - westchnął, idąc się napić wody. Był zażenowany swoją formą. Nieważne, że była to dopiero pierwsza runda. Oczywiście pijąc, obserwował poczynania Syd.


syd ♥6

if it's meant to be

: pn mar 23, 2026 6:18 am
autor: syd ashford
Była bardzo podekscytowana tym spotkaniem. Chciała znowu poczuć to przyjemne ciepło rozchodzące się po klatce piersiowej, które towarzyszyło jej podczas ich wcześniejszej rozmowy i tej speed randki. Eric wniósł odrobinę światła do ciemnego pomieszczenia, siadając przed nią. Przez moment mogłaby przysiąc, że świeca paląca się między nimi tamtego dnia rozbłysła nieco mocniej, gdy się do niej przysiadł. Może to właśnie wspomnienie tamtej rozmowy kazało jej teraz zostać? Coś podpowiadało jej, by nie wychodzić z tej sali gier - i na całe szczęście się nie pomyliła, bo faktycznie się pojawił.
Uśmiech nie schodził jej z twarzy, a sam fakt, że naprawdę się spieszył, by ją zobaczyć, przyniósł jej ogrom radości. Czuła się kimś naprawdę wyjątkowym, choć przecież tak naprawdę go nie znała. Może zawsze taki był? - Ach, przestań! I tak nie miałam niczego innego do zrobienia, a przecież mamy jeszcze zrobić ten maraton filmowy, więc nie mogłam po prostu sobie pójść, zanim zrobie na tobie dobre wrażenie, prawda? - zmrużyła oczy w uśmiechu i poklepała go po ramieniu. Muzyka wypełniała salę gier, w powietrzu unosił się zapach świeżo prażonego popcornu, z którym co chwilę przebiegały jakieś nastolatki. Jednak wszystko to, co działo się wokół, zdawało się wyciszone - jej uwaga skupiała się wyłącznie na tulipanie, który od niego dostała.

Po tym, jak powiedziała mu, czego chciałaby się napić, ruszyła chwilę później, by wykonać ten - jak się miało okazać - dość komiczny rzut. Syd wcześniej widziała takie rzeczy tylko w filmach. Dopiero teraz tak naprawdę doświadczała nowych rzeczy. Ostatnim razem z Marą napiła się wina po raz pierwszy w życiu. W biurze spróbowała czarnej kawy, choć w mormońskiej religii nie jest to dozwolone. Rozważała nawet, czy nie stworzyć listy rzeczy, które chciałaby zrobić w ciągu tego roku, który jej pozostał. Może Mara i teraz Eric pomogliby jej coś z tej listy odhaczyć? Wydawało się to idealnym pomysłem - zanim wróci do świata, w którym znów będzie zamknięta pod kloszem osoby świadomej, że nigdy nie będzie szczęśliwa. To był jej moment, by żyć i czerpać z życia jak najwięcej, popełniać błędy i się na nich uczyć. Dlatego też to, że jej rzut wyglądał komicznie, niczym scena z sitcomu czy kreskówki, wcale jej nie przejmowało. Mogła wyjść na głupca... nie miało to znaczenia. Liczyło się tylko to, że dobrze się bawiła.
Podskakując z powrotem do niego niczym sarenka, uśmiechała się od ucha do ucha, czekając, aż pokaże jej, jak zrobić to poprawnie. Uniosła brew, przyglądając się mu uważnie.- Wszystko w porządku? - zapytała, widząc, że dostał nagłego ataku kaszlu. Nie chciała przecież, żeby zasłabł w trakcie ich spotkania - zdecydowanie nie to chciałaby dopisać do swojej listy doświadczeń. Stanęła obok niego i przyglądała się, jak tłumaczy, jaką kulę powinna wybrać. Parsknęła cicho, widząc, jak dokładnie pokazuje jej, gdzie wsunąć palce, choć było oczywiste, że jego dłonie są znacznie większe od jej. Podeszła na środek toru i ustawiła się przy linii, przyjmując tę samą pozycję.- Okej - mruknęła, wsuwając palce dokładnie tak, jak jej pokazał. Drugą dłonią podtrzymywała kulę od spodu, by nie wypadła. Czując, jak stoi tuż za nią i delikatnie ją naprowadza, poczuła bijące od niego ciepło oraz charakterystyczną, przyjemną nutę jego perfum. - I've got it! - powiedziała podekscytowana.

Zamachnęła się zgodnie z jego wskazówkami i wypuściła kulę z dłoni. Potoczyła się wzdłuż toru… i strąciła jeden kręgiel.- Yay! - podskoczyła i odwróciła się do niego. - Widziałeś?! Jeszcze kilka rzutów i będę nie do pokonania! - oznajmiła dumnie. Chwilę później stanęła kilka metrów za nim, opierając się o stolik i obserwując, jak on rzuca. Najpierw patrzyła na Erica, potem na kulę sunącą z niesamowitą prędkością, aż w końcu strąciła sześć kręgli. Syd aż uchyliła usta ze zdumienia i pisnęła podekscytowana.- Eric, udało ci się! - powiedziała z szerokim uśmiechem.
Widząc jednak, że nie wygląda na szczególnie zadowolonego, zmarszczyła lekko nos, zastanawiając się, czy to nie idealny moment na fanfary... bo dla niej zdecydowanie był. - Jest idealnie! Wiesz, jakie są szanse, żeby zbić sześć z dziesięciu? - uśmiechnęła się delikatnie.- To jest 60% skuteczności w jednym rzucie. - zerknęła na niego z uśmiechem - Średnio początkujący zbijają średnio jakieś dwa-cztery kręgle, czyli 20–40%. Nawet globalnie, patrząc na statystyki rekreacyjnych graczy, wyniki rzadko przekraczają połowę układu w pierwszym rzucie.- Spojrzała na niego z przekonaniem.- Więc 60 procent? Jesteś powyżej średniej. Statystycznie rzecz biorąc, a to naprawdę bardzo dobry wynik. - dodała z przekonaniem, licząc, że jej mini przemowa go podniesie na duchu. A może to po prostu jej analityczny umysł kazał jej to powiedzieć... sama nie była tego pewna. Upiła łyk wody i zerknęła na niego.- Jak ci minął dzień? Ciężko w pracy?

eric ☘︎ 𝟕

if it's meant to be

: pn mar 23, 2026 11:43 pm
autor: Eric Stones
Poza zmianą butów i kupnem dwóch butelek niegazowanej wody, nagle przypomniał sobie, po co jeszcze przyszedł do baru, a mianowicie mianowicie potrzebował naczynia, w którym mógł sobie postać kwiatek przez jakiś czas tj. dopóki stąd nie wyjdą. No i, rzecz jasna, do naczynia planował wlać zimną wodę - może nie był ogrodnikiem na medal (w swoim mieszkaniu miał tylko kaktusa) to jednak podstawową rzecz pamiętał - czyli to, że roślinki potrzebowały ZIMNEJ wody . Na szczęście gość za barem okazał się całkiem spoko i po prostu dał mu karafkę. Stones podziękował, a następnie szybko skoczył do łazienki, by napełnić tę karafkę.
Wrócił więc nie tylko z butelkami, ale też z naczyniem, do którego od razu włożył kwiatka. Potem zauważył technikę rzutu Syd i zaczął kaszleć. Słysząc pytanie, zaczął szybko kiwać głową.
- Mhm. - kaszlnął. - Wszystko jest. - kaszlnięcie. - Git. Za sekundę mi przejdzie. - powiedział i po... około minucie już zaczął normalnie funkcjonować - aczkolwiek miał lekkie obawy przed ponownym wzięciem łyka wody. Bo co, jeśli go znowu zaatakuje? Chyba spali się ze wstydu. Podobało mu się kiedy widział, że naprawdę go słucha - bo przecież nie musiała; mogła go całkowicie olać albo tylko udawać, że słucha. Uniósł kąciki ust gdy do jego uszu dotarło, iż Syd przyjęła otrzymaną instrukcję.
Eric zaczął bić brawo kiedy po rzucie, kule zbiła jeden kręgiel.


Skinął głową i zaczął bić brawo.
- Brawo! Serio jestem dumny. Lepszy jeden niż nic. - odparł zgodnie z prawdą, pokazując uniesione pięści, co było równoznaczne z tym, że naprawdę trzymał kciuki za Syd, a zaraz potem wyciągnął rękę, aby przybić z Syd piąteczkę. Naprawdę był z niej dumny. Czuł się jakby był jakimś mistrzem i szkolił nowego ucznia - trochę jak w Gwiezdnych Wojnach.
- W to nie wątpię. Jeszcze trochę i przeczytam o Tobie w wiadomościach z podpisem: ta co wygrała każdy turniej. - po tych słowach, posłał w stronę dziewczyny ciepły uśmiech. Sam nigdy nie brał udziału w zawodach w kręgle, ponieważ chodził na nie wyłącznie dla rozrywki. I na darty też. Chociaż musiał przyznać, że darty to nawet i by sobie do mieszkania kupił.
Szczena mu opadła - dosłownie - gdy usłyszał, jak Syd rzuca analityczną ciekawostką, niczym magik kartami z rękawa. Zamrugał zaskoczony kilkakrotnie i gdyby był postacią w kreskówce, to byłby jak Buzz Astral w drugiej części (pod sam koniec), który widział, co robi Jessie i aż skrzydła rozłożył - ale faktem było, iż miny mieli te same.
- Ja nie miałem pojęcia... czy Ty czytałaś jakieś ciekawostki, bo jestem bardzo ciekaw, skąd o tym wiesz. Daję słowo, nigdy nie styknąłem się z tak... profesjonalnymi danymi, dotyczącymi kręgli. Nawet jak mam być szczery, to nie miałem pojęcia, że takie istnieją. - odpowiedział zgodnie z prawdą. I to wszystko z głowy. Nie z kartki, czy z googla... No zaimponowała mu ogromnie. Aż się uśmiechnął by pokazać, że owszem, taka motywacja na niego zadziałała.
- A daj spokój. Ciągle a to komuś coś nie działało, a to na testach wychodził jakiś bubel i trzeba było poprawić... Ogólnie uwielbiam, kiedy słyszę NA JUŻ, bo to zazwyczaj jest kilka osób, a ja mam tylko dwie ręce. - stwierdził, przypominając sobie dzisiejszy sajgon.
- Także cieszę się, że już po pracy. A jak tam Twój dzień? - spytał, odbijając piłeczkę, bo szczerze powiedziawszy, ciekawiło go, czy u niej w pracy też dużo się działo, czy szybko jej zleciał czas i parę innych rzeczy.
Zaraz jednak była znów jego kolej, więc wziął tą samą kulę, zrobił zamach i zbił... sześć kręgli.
- Przysięgam, jeśli w następnej rundzie rzucę znowu sześć, zacznę podejrzewać teorię spiskową. - powiedział całkowicie poważnie, a następnie ponownie wykonał rzut kulą.
- Dwa... - no cóż. Przynajmniej lepiej niż poprzednim razem.
- Co byś powiedziała, gdybyśmy po kręglach rzucili sobie rzutkami? - zaproponował, bo w lokalu były darty. Ustawiłby tryb schodzenia do zera. Oczywiście to była totalnie luźna propozycja i podczas wypowiadania jej, obserwował poczynania Syd. Wierzył, że teraz strąci więcej niż tylko jeden kręgiel.

syd ♥6

if it's meant to be

: wt mar 24, 2026 4:20 am
autor: syd ashford
Syd przybiła mu piąteczkę, uśmiechając się od ucha do ucha. Na jego komplement poczuła ciepło rozlewające się po policzkach, a chwilę później parsknęła śmiechem na wzmiankę o byciu zwyciężczynią. Machnęła ręką,- nie… albo tak. tylko wtedy będziesz czytał o nas w wiadomościach- dodała ciszej,- duo amatorskie, które wstrząsnęło światem bowlingowym.- Parsknęła. -numerki six i seven- rzuciła, nie zdając sobie sprawy, ze wypowiedziala ze swoich ust zaklęcie, które przywoływało gen alfę, tak szybko jak 69 millenialsow. Jak na zawołanie jakiś dzieciak za nimi zaczął podskakiwać, wymachiwać rękoma i krzyczeć,-six seven! six seven!- Syd uniosła brew i spojrzała na Erica, wyraźnie zbita z tropu.- um… coś chyba dodają do tego popcornu tutaj - zaśmiała się pod nosem. Nie nadążała za dzisiejszymi memami. Większość czasu spędzała w pracy, a jak mieszkała jeszcze w Calgary - pomagając ojcu przy mszach i kazaniach, w które - ironicznie - sama nie wierzyła. Musiała grać rolę pilnej, niewinnej córki, takiej, która nie rumieni się przy gorących scenach w książkach. Teraz było trudniej utrzymać tę wersję siebie. Sama świadomość, że już wie, jak rzucać kulą, powinna jej wystarczyć. A jednak gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl, żeby poprosić go o pokazanie jeszcze raz - nie dlatego, że zapomniała. Chciała jeszcze raz poczuć jego dotyk. I to ją trochę onieśmielało.

Zaśmiała się na jego reakcję, zasłaniając usta dłonią.- magia internetu- uśmiechnęła się.-kto by pomyślał, że trzydzieści minut czekania na swoją rand..-Urwała, rumieniąc się.- spotkanie. czekając na spotkanie-poprawiła się szybko.-wystarczy, żeby nauczyć się jednocześnie najmniej i najbardziej bezużytecznych informacji.-Zerknęła na niego, zatrzymując spojrzenie na jego brązowych tęczówkach odrobinę dłużej. - na przykład… czy wiedziałeś, że w japonii jest największa kręgielnia na świecie? Inazawa grand bowl, ma sto szesnaście torów - powiedziała z wyraźnym entuzjazmem. Rozmawiało jej się z nim zaskakująco swobodnie, a jej momenty „nerda”, które zwykle odstraszały ludzi, tutaj nie robiły żadnego problemu.

Słuchała go uważnie, gdy opowiadał o pracy. Otworzyła butelkę wody, napiła się i obserwowała go znad jej krawędzi, co jakiś czas zerkając też na tulipana w karafce - słodkiego i ważnego, o którym nie mogła zapomnieć. Przytaknęła. - ah, ja ostatnio podpadłam szefowi- westchnęła. - dostałam raport do zrobienia, żeby wyłapać błędy kolegi z zespołu, który wprowadzał złe dane do invoice’ów, więc system miał braki, a firma straty… ogólnie chaos.- Przewróciła lekko oczami. - siedziałam tak długo, że zasnęłam w biurze- dodała po chwili, odkładając butelkę na stół,- nie polecam. Wykład o „nieprofesjonalnym zachowaniu” był… steraaasznie długi.- Na moment odwróciła wzrok. - moje biuro jest niedaleko. Może kojarzysz avalon global industries? Jestem tam logistics data analyst- uśmiechnęła się do niego, - ale dobra, koniec o pracy bo raczej nie tym cię przekonam do filmowego maratonu, eh?- Uniosła brew i klasnęła cicho. - dawaj, pokaż kolejny rzut!

Podskoczyła w miejscu kiedy zbił sześć kręgli, a następnie dwie, - no proszę, coraz lepiej ci idzie!- odparła z ekscytacja, a chwilkę później skinęła głową na jego propozycję. - nigdy nie grałam, ale świadomość, że mam takiego nauczyciela jak ty… trochę mnie uspokaja.- Zasalutowała mu dwoma palcami, po czym przysunęła się bliżej... zdecydowanie za blisko. Musiała wyraźnie unieść się na palcach, żeby dosięgnąć jego ucha. - tylko proszę… nie pozwól, żebym kogoś tym dartem uderzyła- wyszeptała. - nie jestem gotowa na więzienie, m'kay?- Odsunęła się powoli, puściła mu oczko i odwróciła się, ruszając po tę samą kulę, którą jej wcześniej pokazał, by tym razem wykonać TEN RZUT. Czuła to w kościach, a w głośnikach kręgielni zaczęła lecieć piosenka Golden, która tylko ja nabuzowała jeszcze bardziej.
You've got it Syd! Pomyślała sama do siebie motywacyjnie, a gdy tylko położyła na tej kuli dłonie, ktoś spróbował ją zabrać.- puszczaj, laska. moja dziewczyna ją wcześniej upatrzyła.- Zamarła, spojrzała na niego zaskoczona i spięta, po czym wsunęła palce lewej dłoni w otwory kuli, żeby ją przytrzymać. Zły ruch... ból pojawił się natychmiast, gdy próbował jej ja wyrwać. -ja ją pierwsza wzięłam- wycedziła. - myślisz, że mnie to cos obchodzi? Gówno mnie to obchodzi!- Wyglądał jak chodzący problem. Za nim stała dziewczyna, która spędziła godziny na makijażu... i nadal coś się nie zgadzało, bo odcień twarzy nie współgrał z szyją. Ucisk się nasilał, palce zaczynały boleć coraz bardziej, a Syd nie puszczała. Bo to była ta kula... ta, którą Eric jej pokazał, ta, którą chciała rzucić. I może to było głupie, ale nie zamierzała odpuścić, nawet jeśli z każdą sekundą coraz bardziej potrzebowała pomocy.

eric ☘︎ 𝟕

if it's meant to be

: śr mar 25, 2026 1:05 am
autor: Eric Stones
Uśmiechnął się, gdy Syd zbiła z nim piąteczkę i na chwilę złapał swoją rękę, jakby chciał zatrzymać na niej jeszcze odrobinę tego krótkiego kontaktu. Jakby coś więcej niż zwykły gest zdążyło się w nim odbić i nie chciało tak po prostu zniknąć i nagle... uśmiech zniknął z jego twarzy, bo zaczęły go atakować myśli, które ciągnęły go na dno. Wspomnienia, które były jak ostre noże, które właśnie były mu wbijane w plecy. Odwrócił się pod pretekstem napicia się wody, mając nadzieję, że te parę łyków zadziała jak morska fala, która podmywa piasek, tak i w jego przypadku, podmyje to z czym walczył w swojej głowie. Żałował, że nie wziął ze sobą małpki Chociaż zawsze mogę po prostu kupić alkohol tutaj. pomyślał, patrząc na barek, lecz przypomniał sobie, że po pierwsze, był samochodem, a po drugie, chciał po skończonej zabawie w National at the Well planował odwieźć Syd tam, gdzie sobie tego życzyła.
- Ludzie ich nienawidzą. Wygrywają wszystko jak leci. - dodał jeszcze od siebie propozycję nagłówka, jaka mogłaby zostać użyta - oczywiście nawiązując do słynnych chwytliwych nagłówków reklamowych. - six seven. - powtórzył nieświadomie na głos - choć myślał, że to było tylko w jego głowie, a po sobie usłyszał głos dzieciaka, na którego Eric spojrzał bo no... Skąd on się tu w ogóle wziął? Stones parsknął śmiechem, bo było to tak totalnie randomowe i niespodziewane, że naprawdę przez chwilę nie był pewien, czy to się wydarzyło naprawdę. Dopiero gdy usłyszał słowa Syd zrozumiał, że nie miał żadnych omam ani zwidów.
- Też tak myślę. Albo dzieciak zbyt dużo cukru zeżarł. - wzruszył ramionami, doskonale pamiętając, jakie skutki może przynieść zjedzenie cukru w nadmiernej ilości. Jeden z jego kumpli z pracy zaczynał wariować, gdy zjadł o jednego batonika za dużo tj. zaczął dużo gadać i śmiać się praktycznie ze wszystkiego - czy to faktycznie była wina cukru, tego Stones nie wiedział, lecz podejrzewał, że mogło tak być. Albo chociaż odrobinę się do takiego stanu kumpla przyczynić.

Szczerze powiedziawszy, dla samego siebie uznawał to spotkanie za randkę, natomiast na zewnątrz mówiłby, że był na spotkaniu. No bo oficjalnie nie napisał, że zaprasza na RANDKĘ. Wiele zależało od tego, jak potoczy się dzisiejsze spotkanie.
- Jesteś niesamowi… znaczy to niesamowite, że tak szybko zapamiętałaś taką ciekawostkę. - powiedział, poprawiając się szybko, oraz posyłając Syd uśmiech, ukazując swoje białe zęby.
Słysząc kolejną ciekawostkę, Eric pokręcił głową, bo nigdy o czymś takim jak największa kręgielnia w Japonii nie słyszał.
- Sto szesnaście torów… - złapał się z głowę. - Nieźle. Jeny… ile to ludu musi pomieścić. To lokal musi być przeogromny. - aż wziął do ręki telefon, by w przeglądarce znaleźć zdjęcia tejże kręgielni i zrobił ogromne oczy oraz zagwizdał, kiedy zobaczył jak to wyglądało w środku oraz na zewnątrz.
- Ja to bym chciał polecieć do Japonii żeby spróbować prawdziwej matchy oraz sushi. - nie kłamał. Naprawdę miał Japonię na swojej liście krajów, które chciał odwiedzić. Poza Japonią, bardzo chciał też polecieć do Hiszpanii, Francji i Włoch.
Zrobiło mu się przykro z powodu podpadnięcia Syd szefowi.
- Aha czyli zamiast docenić, że siedzisz po godzinach i starasz się naprawić coś, czego nie spartoliłaś, to Ci się dostało. Oj chyba się przejdę do tego Twojego przełożonego. - zacmokał, a ton miał poważny, choć przeżył kolejny szok, gdy usłyszał nazwę firmy Chyba jednak… przyłożenie szefowi trzeba będzie odłożyć na inny dzień… pomyślał, bo wspomnianą przez Syd firmę BARDZO dobrze kojarzył.
- Bardzo dobrze kojarzę. Pracuję w niej. - wyjaśnił zgodnie z prawdą.
- A przynajmniej jeszcze w niej pracuję. Długo już tam pracujesz?- poprawił się, bo nie miał zielonego pojęcia, ile jeszcze będzie ciągnął w obecnej firmie swój bagaż obowiązków. Dodatkowo interesował go staż Syd w AG. Parsknął śmiechem, a następnie odpowiedział:
- Ale ja już nie zmienię zdania co do maratonu. Podaj mi tylko dni, kiedy mogłabyś wpaść. - bo właśnie to mieli też omówić podczas dzisiejszego spotkania - czyli kiedy komu pasowało (Eric bardzo lubił dogadywanie terminów, szczególnie kiedy okazywało się, że mimo ustaleń, nagle coś każdemu wypadało).
- Aj, aj!. - zasalutował i nie chcąc kazać Syd dłużej czekać, wziął kulę, potem zamach i wziuu… rzucił. I czekał, obserwując bacznie jak kula sunie po torze. Kolejna szóstka No co to ma być.
- No nie wierzę…. ten tor jest jakiś krzywy. - powiedział oburzony Eric BO JAKIM CUDEM ZBIŁEM SZEŚĆ. i TO TRZY RAZY POD RZĄD?! krzyczał do samego siebie, totalnie nic nie rozumiejąc. Nagle jednak uspokoił się i podniósł palec wskazujący do góry, jakby właśnie wpadł na GENIALNY pomysł.
- Chyba wiem, o co chodzi… skoro Ty miałaś szóstkę na speed datingu, to może… teraz to było na zasadzie… przedłużenia? Znaczy to oczywiście wyłączanie moja teoria. - wyjaśnił, wzruszając ramionami.Ale no naprawdę go dziwiło, że trzy razy pod rząd wyrzucił nie siódemkę, nie piątkę a… szóstkę. Jakby ktoś to celowo przygotował.
- Damy radę. Będę bardzo wyrozumiały. - odpowiedział z uśmiechem. Oczywiście cieplej mu się zrobiło, kiedy usłyszał takie słodkie słowa w swoją stronę. Aż miał ochotę… przytulić mocno Syd, lecz ostatecznie tylko o tym pomyślał.
- A przestań. Drobnostka. - powiedział z uśmiechem. - I masz moje słowo. A jakby coś się stało, to powiem, że to ja. - taki był z niego dżentelmen, że nawet nie miał problemu, by wziąć na siebie winę gdyby wyszło coś z dartem.
Niespodziewanie znowu pojawili się jacyś obcy ludzie, lecz tym razem byli to DOROŚLI ludzie - chociaż Eric zaczął mieć pewne wątpliwości.
- Ej, ej, grzeczniej. Moja dziew.… bardzo dobra koleżanka wzięła tę kulę jako pierwsza, dlatego spierdalajcie. Poza tym, kule nie są podpisane. - taka była prawda. Liczyła się zasada, kto pierwszy ten lepszy - prawie, jak na studiach.
- Jeżeli sobie zaraz nie pójdziecie, może zrobić się nieprzyjemnie. - wycedził przez usta, gdy stanął obok Syd i przygotowując ręce tj. zakasując rękawy. Nikt nie będzie na Syd podnosił głosu w jego obecności. NIKT.

syd ♥6

if it's meant to be

: śr mar 25, 2026 5:54 am
autor: syd ashford
Czuła się w jego towarzystwie niesamowicie komfortowo. Nie sądziła, że rozmowa z nim będzie przychodziła jej aż tak beztrosko i naturalnie. Sam fakt, że stała tutaj, przybijała mu piątki, żartowała i śmiała się z jego głupich pomysłów, to było coś, czego praktycznie nigdy nie doświadczyła, dorastając w Calgary. W domu wszystko musiała przestrzegać wszystko dokładnie tak, jak powiedział ojciec. Nie mogła ubierać tego, co naprawdę lubiła, nie mogła wychodzić nigdzie sama, nie mogła po prostu żyć chwilą. A teraz robiła dokładnie to wszystko, czego tak bardzo pragnęła. Eric dawał jej to uczucie beztroski. I coś w środku serca szeptało jej, żeby pielęgnować tę relację i mieć go blisko siebie... tak blisko, jak tylko jej na to pozwoli.
Parsknęła śmiechem, gdy kontynuował jej szalony pomysł na stronnice gazety. Ten dzieciak totalnie ją zszokował. Nawet nie próbowała tego ukryć - dzieciak wyglądał jak jakiś zacięty NPC, który utknął w jakimś dziwnym loopie i nie potrafi przestać się ruszać. Kiwnęła tylko głową z niedowierzaniem, przykrywając usta dłonią i dalej śmiejąc się z tego absurdalnego widoku.- Mhm - przyznała mu rację, wciąż się śmiejąc. Chciałaby, żeby to była randka. Choć nigdy jeszcze na żadnej nie była. Wiedziała, że spotkanie dwojga ludzi może potoczyć się w tysiąc różnych kierunków, ale randka… randka miała w sobie choć odrobinę tego romantycznego pierwiastka. A oni poznali się na speed dating tylko dlatego, że Mara ją do tego namówiła. To, że on też dał jej wysokie noty… może po prostu chciał się zaprzyjaźnić? Już sama nie była pewna. Może za dużo nad tym rozmyślała?

Uniosła brew, gdy zaczął wypowiadać kolejne zdanie. Poczuła, jak policzki momentalnie jej płoną, a serce przyspiesza. Czyżby zaraz miała usłyszeć, że jest niesamowit-Oh… Szybko odwróciła twarz, kaszlnęła pod nosem i wachlowała się dłonią, kompletnie zażenowana samą sobą.- Gorąco tutaj, co nie? - prychnęła, chwytając butelkę wody i szybko się napijając, zanim rzuciła mu z rękawa kolejny fan fakt z kategorii kręgli. Bo nie ma nic lepszego niż zasłonić swoje żałosne zawstydzenie czymś zupełnie innym. Uśmiechnęła się szeroko, widząc jego reakcję, i przysunęła się bliżej, zaglądając mu przez ramię w telefon, gdy wyszukiwał kręgielnię.- Robi wrażenie, huh? - podniosła głowę, żeby spojrzeć na niego, i prychnęła cicho pod nosem. Słuchała go uważnie. Bardzo chciała spróbować tej lokalnej matchy i sushi.- Oh, ja tylko próbowałam sushi z supermarketu, longos się nazywa… nie wiem jeszcze, co o tym myśleć. A matchy w ogóle nie piłam. Ktoś z biura mówił, że smakuje jak ziemia. To prawda? - spojrzała na niego zaciekawiona. Wydawało jej się, że nosił ze sobą jakąś niezwykłą wiedzę i znał się na tylu rzeczach.
Trochę zrobiło jej się głupio, że narzekała na swojego szefa i na to, jak ją ostatnio potraktował, ale… komu miała o tym powiedzieć, jeśli nie jemu? Już i tak trochę ponarzekała, więc skoro rozmawiali o pracy…- Mhm, dziwny mężczyzna- podsumowała dyrektora Scuro i pociągnęła łyk wody. W tym momencie, gdy powiedział, że pracuje w tej samej firmie co ona, zakrztusiła się tak mocno, że zaczęła kaszleć jak szalona.- Prz-przepraszam!- zasłoniła usta, wciąż kaszląc.- Naprawdę?- odkaszlnęła jeszcze raz.- Pracuję tam dopiero od kilku tygodni… a ty?- uśmiechnęła się do niego, ale chwilę później zmarszczyła nos, gdy w pełni do niej dotarło.- Jeszcze? Nie odchodź!- Rzuciła to trochę głośniej, niż zamierzała.- Ja… to znaczy… moglibyśmy spędzać razem lunch? - dodała już ciszej, uśmiechając się delikatnie i na moment odwracając wzrok. Świadomość, że będzie znała tam kogoś... i że tym kimś będzie akurat on... sprawiała jej dziwną, przyjemną radość. Może naprawdę był jej szczęśliwą siódemką.- Może chciałbyś obejrzeć ten maraton w piątek po pracy? - rzuciła bez zastanowienia.

Przecież nie musiałby po nią nigdzie podjeżdżać, skoro byliby w tym samym budynku.- Wtedy nie będziesz mógł mi się wymigać. Zastawię ci drogę w windzie, o!- zaśmiała się, mrużąc oczy.

Zmieniła pozycję, znów opierając się o stolik, i przyglądała się jego rzutowi. Mogłaby przysiąc, że szczęka jej opadła aż do podłogi, gdy znowu zbił sześć kręgli. -To jest jakieś przeznaczenie - śmiała się, gdy podchodził z powrotem.- Ericu, mówisz, że już teraz na zawsze będę ci się kojarzyła z szóstką, siódemko? – uniosła brew i uśmiechnęła się szeroko. - Dobrze, że bardzo lubię numer siedem. - Chwilę później oznajmiła, ze z chęcią pogra w te darty. Kolejny rumieniec spalił jej policzki, gdy poczuła z bliska jego perfumy. A jeszcze bardziej, gdy stwierdził, że ją ochroni przed wyrokiem w pace.- Będę ci do końca życia dłużniczką - ukłoniła się żartobliwie, a chwilę później pomaszerowała w stronę kuli, gdzie zmierzyła się z tym neandertalczykiem, który... nie oszukujmy się... był cholernie przerażający. Siłowała się z typem, ale po chwili na szczęście Eric podszedł, próbując jakoś deeskalować sytuację. Czuła ból miażdżonych palców lewej dłoni i wyginającego się nadgarstka. Przygryzła mocno dolną wargę, żeby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Kiedy stanął za nią, poczuła ciepło jego ciała. Przełknęła ślinę.- Już ja ci kurwa dam, pokażę ci zaraz nieprzyjemnie… - warknął facet.
Syd naprawdę nie chciała, żeby Eric wpakował się przez nią w tarapaty. Z wykrzywioną z bólu twarzą wysunęła palce i prawą dłonią pchnęła kulę tak, że spadła typowi prosto na stopę. Facet rzucił taką wiązankę bluzgów, że aż jej uszy zapiekły. Odwróciła się szybko.- Chodź! - rzuciła do Erica, chwytając jego dłoń swoją sprawną prawą ręką i splatając ich palce. Pobiegli w stronę stolika. Wsunęła dłoń w uchwyty skórzanej torebki, obejrzała się i zobaczyła, że typ biegnie za nimi.- O nie… - parsknęła śmiechem, ciągnąc Erica za sobą... gdziekolwiek! Biegli pomiędzy automatami do gier. Słyszała, jak tamten się zbliża. Nagle zauważyła pracownika sprzątającego, który właśnie wychodził z jakiejś kanciapy. - Tam! - krzyknęła i wbiegła z Ericiem do środka, zatrzaskując za sobą drzwi. Czuła się jak w jakimś filmie. Jakby byli Bonnie i Clyde’em. Wzięła kilka głębokich oddechów, spojrzała na ich wciąż splecione dłonie. Oczy jej się lekko powiększyły i szybko puściła jego rękę. Odłożyła torebkę na półeczkę z tyłu, otworzyła ją i wyciągnęła starego iPada ze słuchawkami, po chwili odwróciła się znowu twarzą do niego, starając się nie pokazać jak zestresowana w tym momencie była. Bez słowa wsunęła jedną słuchawkę do swojego prawego ucha, a drugą do jego prawego. Przysunęła się bliżej... w końcu w kanciapie było mega mało miejsca. Zerknęła na niego spod rzęs, włączyła piosenkę i uśmiechnęła się.- Musimy tu chwilkę przeczekać, wrócić po tulipana i pójść na te darty, hm?- powiedziała cicho, trzymając iPada w prawej dłoni. Przymknęła oczy, delikatnie bujając się w rytm muzyki, czując jego ciepło tuż obok. Mogłaby przysiąc, że co chwilę czuła jego oddech na czubku swoich włosów. Raz po raz marszczyła nos, bo ból w lewej dłoni wciąż promieniował ostrymi falami, ale było jej tu dobrze, bo była... z nikim innym, a z nim.

eric ☘︎ 𝟕

if it's meant to be

: czw mar 26, 2026 12:38 am
autor: Eric Stones
Eric ani trochę nie żałował, że zaproponował spotkanie w National at the Well, bo przynajmniej naprawdę mogli tu fajnie spędzić czas - a przynajmniej na pewno Stonesowi się podobało. Nie dlatego, że wygrywał, bo chodziło wyłącznie o zabawę, a nie o rywalizację, a ponieważ przy Syd czuł się swobodnie. Śmianie przychodziło mu całkowicie naturalnie i poza dartami przyszła mu do głowy jeszcze jedna myśl - czy da radę zrealizować to, o czym pomyślał, cóż... wiele zależało od tego, czy po pierwsze nie zapomni, a po drugie, czy miał wystarczającą ilość drobnych.
Uśmiechnął się, słysząc, że Syd podziela jego zdanie, jednakże już nie kontynuował tematu randomowego dzieciaka, który pobiegł sobie kilka torów dalej.
- Ciekawe, czy wkrótce znowu coś podłapie i wyrośnie jak grzyb po deszczu. - powiedział, zakrywając sobie buzię rękami i zaraz odkrywając, jakby podczas zakrycia miał nie być widoczny, a po odkryciu tak - można by tu przytoczyć słynną scenę z Asterixa i Obelixa Misja Kleopatra, gdzie jedna z kobiet odwracała głowę i mówiła Teraz nie widać, a teraz nie. Widać, nie widać. Widać, nie widać. Trochę widać, trochę nie widać. Natomiast jeśli o prawdziwe grzyby chodziło to Eric je BARDZO lubił. Szczególnie, gdy były jako sos, którym był polewany kotlecik albo ziemniaki. Sam natomiast raczej ich nie zbierał, bo jedyne co umiał rozpoznać, to muchomor.

Musiał przyznać Syd rację, dlatego skinął głową.
- Prawda. Nie wiem, czy oni klimy nie włączają, czy co... - odparł, łapiąc za T-shirt i wachlując się nim, choć i tak wcale mu to nie pomagało. Dlatego zaraz zdjął kurtkę i zostawił ją na jednym z krzesełek - tym najbliżej niego - zostając w białym t-shircie.
- I to ogromne. - odpowiedział zgodnie z tym co uważał. Nigdy wcześniej ani nie wiedział o istnieniu takiego budynku, który pomieścił wewnątrz mnóstwo torów, a przede wszystkim ludzi. W weekendy to tam musiało być nieźle. Albo międzynarodowy dzień kręgli. Nie miał pojęcia, czy taki dzień faktycznie istniał, lecz podejrzewał, ba! Na 99% był przekonany, że tak, bo przecież było bardzo dużo dni podczas których obchodzone były różne rzeczy. Czasami z nudów, Eric sobie sprawdzał w kalendarzu świat nietypowych, co miało być wkrótce obchodzone lub jeszcze tego samego dnia. Dzisiaj nie sprawdził.
Stones spojrzał na Syd i po jej wyrazie twarzy wywnioskował, iż było tak, jak mówiła. O kurcze... to ja muszę jej pokazać jak smakuje PRAWDZIWE sushi.
- To już wiem co nam zamówię na oglądanie Epoki Lodowcowej. - oczywiście miał na myśli sushi ze swojej ulubionej restauracji, którą poznał całkowicie przypadkiem, bo gdy wracał do domu strasznie głodny, nagle poczuł zapach z lokalu, który od razu przyciągnął jego uwagę Nie tylko zmysł węchu był ukontentowany, bo i kubki smakowe także. Od tamtej pory starał się głównie tam jeść sushi - o ile był niedaleko.
- Znaczy ogólnie dla jednych smakuje ziemią, a innym rybą ale jak dla mnie, ma całkiem ciekawy smak i nie ma takiego drugiego. - wzruszył ramionami. - Ale ogólnie gdybyś kiedyś chciała się wybrać na degustację i testowanie matchy, daj znać. Bo co innego matcha w biurze, a co innego wykonana w miejscu, gdzie tylko taka zielona herbata jest podawana. - powiedział zgodnie ze swoim przekonaniem. Odwiedzał różne lokale, gdzie w menu znajdowała się matcha i gdyby miał przed sobą mapę, wskazałby te lokale, gdzie jego zdaniem serwowano najlepsze matche.
Ericowi ani trochę nie przeszkadzało, że Syd wyżaliła się na temat swojego szefa.
- Myślisz, że mogą go zwolnić? - spytał, choć pewnie wiele zależało od tego, czy miał wyniki. On jako IT był dostępny także dla działu logistyki, lecz nie wzywano go tam zbyt często. Ostatnio komuś musiał teamviewera ogarnąć ale nie kojarzył, by widział Syd. Zawsze przecież mogła pracować zdalnie lub akurat pójść zrobić kawę lub do łazienki. taka prawda.
Ale no... Stones przeżył ogromny szok i zaskoczenie - co było widoczne na jego twarzy - bo jakie było prawdopodobieństwo trafienia na kogoś, kto pracowałby w tej samej firmie? Bądź co bądź, Toronto było całkiem spore. Przez sekundę pomyślał, że może o innym AG mówiła, lecz przypomniał sobie smsa, gdzie napisała, że biuro znajdowało się w centrum, a on przecież codziennie do firmy jeździł właśnie do centrum.
- Nic się nie dzieje. - powiedział, bo nie musiała go przepraszać za kaszlenie. - Poklepać Cię po plecach? - spytał całkowicie poważnie.
- Mhm. - skinął głową. - No to ja od września. - oj doskonale pamiętał, jak zmienił firmę i szczerze? Nie żałował. Jakoś tak w AG bardziej mu się podobało, no a teraz... chyba jego motywacja do przyjeżdżania do biura podwyższy się o kilka kresek w górę.
Westchnął słysząc, że ma nie odchodzić, a zaraz potem posłał Syd lekki uśmiech.
- Czasami po prostu czuję się przytłoczony i nachodzą mnie różne myśli no... nieważne. Nie będę Ci tym zawracał teraz głowy. - Bo nie chcę, żebyś się martwiła. dokończył w myślach, a wyjaśnił zgodnie z prawdą jak było, Czasami było dobrze, a czasami miał ochotę pierdolić wszystko i po prostu wyjechać gdzieś daleko.
- Pasuje. Zapisuję więc w kalendarzu. - i... serio zapisał, tj. wyciągnął telefon z kieszeni, kliknął ikonkę, która otwierała kalendarz , a potem kliknął najbliższy piątek, by utworzyć wydarzenie z porannym przypomnieniem.
- Kurczę. I cały plan na marne. Zawsze jeszcze mogę uciec... oknem. - zażartował, doskonale wiedząc, że ucieczka w taki sposób, nie skończyłaby się zbyt dobrze. Z drugiej strony, uważał słowa Syd za naprawdę urocze, a konkretniej to, że zastawiłaby mu drogę, jeśli faktycznie chciałby się wymigać.
- Sam nie wiem czy przeznaczenie, czy co, ale to dziwne... znaczy bo bardzo rzadko zdarzało mi się zbić taką samą ilość kręgli, kilka razy pod rząd. - odparł, przypominając sobie poprzednie rozgrywki i no nie... zazwyczaj jednak zbijał różne ilości. Ale może teraz faktycznie przeznaczenie przejęło jakąś kontrolę, czy coś...
Słysząc pytanie, po cwili skinął głową - no cóż, nic nie mógł na to poradzić. Od speed datingu, była szóstką. Szczęśliwą, a zarazem przepiękną szóstką. Przełknął ślinę, gdy usłyszał, że bardzo lubiła numer 7.
- Czy to zabrzmi dziwnie jeśli powiem... że szóstka to moja ulubiona liczba? Zawsze gdy grałem w piłkę i jechałem na zawody, wybierałem koszulkę z szóstką na plecach. - tak było. Aż wrócił pamięcią do czasów szkolnych, gdy jeździł na zawody. Stare, dobre czasy... poza zawodami z piłki nożnej, jeździł też na zawody z pływania i z tego odnosił naprawdę niezłe sukcesy. W pokoju nawet miał półkę, na której stały jego różne puchary za udziały w zawodach.
Parsknął śmiechem, słysząc, że byłaby jego dłużniczką do końca życia, gdyby poszedł za nią siedzieć.
- Doceniam. - naprawdę doceniał, poza tym, zaśmiał się, gdy zobaczył ukłon wykonany przez Syd. Sam też lekko dygnął, jakby właśnie był na jakimś średniowiecznym balu.
- Biegnę! - rzucił, by Syd wiedziała, że nie zostawał w tyle.
Zaraz jednak musieli uciekać przed wściekłym wilkiem typem i Eric biegł tak szybko, jak tylko mógł.
- Tam? - spytał zaskoczony, nie spodziewając się, że koniec końców wylądują w... kantorku. Serce mu biło i sam zaczął mieć wątpliwości, czy to z powodu tego, że praktycznie się o siebie ocierali, czy miał tak po bieganiu, czy może obie te propozycje były prawdziwe. Czuł perfumy Syd, które mu się bardzo podobały. Miał ochotę sztachać się więcej, lecz nie chciał być uznany za jakiegoś creepa. Miał ochotę ją przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie okej, lecz go zwyczajnie.. zaskoczyło to wszystko. Ta kula lądująca na stopie nieznajomego, bieg, który przypomniał mu dawne czasu. Oczywiście nie odrzucił otrzymanej słuchawki, bo był ciekaw, jaki utwór włączy.
- O, nie znałem tego. - powiedział nagle szeptem, wskazując na to, co Syd właśnie puszczała i poruszając głową. .- Bardzo fajny kawałek. - pochwalił, planując go dodać do swojej playlisty na spotify.
- Wiesz co, a może... Ty tu zostań, a ja się po wszystko wrócę. - i chcąc jej dodać nieco więcej otuchy, nieśmiało przytulił ją do siebie. Krótko trwał ten przytulas, ale szczerze? Jemu się nigdzie nie spieszyło. Mógł sobie tu siedzieć. Poza tym, był po pracy. Nigdzie mu się nie spieszyło - a przynajmniej dopóki pęcherz nie kazał mu szukać toalety.
- W sumie... jest tu całkiem... miło. - rzucił nagle, jakby te słowa miały dawać zielone światło, by pobyli jeszcze w dłużej pobyli w tejże kanciapie. Ciekawiło go, po jakim czasie ktoś by się skapnął, że dwie osoby siedzą gdzieś, gdzie nie powinny były siedzieć. A tam, wyjebane.

syd ashford