Daddy is home
: ndz mar 22, 2026 12:58 pm
Salazar Martinez Sergio Martinez
Nie pierwsze, nie drugie, ale trzecie co zrobił Riczi kiedy wrócił do Toronto, to pojechał do hotelu w którym spali i mieszkali jego ojcowie. Wiadomo, że pierwsze co chciał zrobić to pojechać do swojego kwiatuszka Rosi, ale Madox i Wiliam mieli dla niego zupełnie inne plany. Kiedy w końcu trafił do domu to siedział z Rosa swoją pod pierzynką chyba cały dzień zanim znów wystawił nos. Okazało się że się trochę pochorował, ale żonka go już wygoniła żeby pojechał do papich.
Chciał wziąć też Roske, ale znów się źle czuła, więc już ją zostawił i jedzie do tego hotelu.
- Siemaneczko - przywitał się z ojcami i wbija do pokoju - O kurdeszka ale macie aparament, full lux - zagwizdał z uznaniem i się tak rozgląda po tym pokoju hotelowym - Nie to co nowo orleańska Casa di Martinez ale chyba okay? Na długo przyjechaliście?- po wyściskaniu się zaczął łazić po pokoju, ale ściągnął jeszcze buty bo nie jest jakimś Amerykaninem (hehe serio jest) , żeby łazić po domu w buciorach. Kładzie taką wielką torbę z którą przyszedł i zaczyna wyciągać z niej wszystkie pamiątki, które dla nich przywiózł - Ale jestem styrany, słuchajcie to przewożenie psów samolotami to jest istne piekło. Dobrze, że podałem im tabsy uspokajające - spojrzał na nich wymownie - Ale jakby Rosa pytała, to jej nie mówcie, bo ona jest przeciwko takim lekom- poprosił, a swoją drogą to uważał że to było ze strony Rosi nienormalne, bo ona jako psychiatra to przepisywała wszystkim tony leków i też Ricza faszerowała, ale jak przyszło do jej bebis piesków to nagle miała opory. - Najpierw jednego trzymałem na kolanach to mi podali jedzenie, nie miałem jak go zjeść, potem jakiś typ obok mnie siedział, chciał do kibla wyjść w tym samym momencie w którym trzymałem Burritosa w jednym ręku a kanapkę w drugim - bo te pieski nazywały się Burrito i Churros - i miałem całe jedzenie rozłożone przed sobą na stoliku. Patrzę na typa takim wzrokiem „Cabron, chyba sobie kpisz i jaja robisz” a ten się narzucił no i kurde zaczynam wstawać. No no oczywiście rozlałem całego browara bo zapomniałem o nim i coś tam do Churrosa skapnelo, a wiesz jaki on jest. Jak mu coś pod nos się podstawi to on to odrazu zżera, no i co? No i wypił ciurkiem to piwsko, a potem bekał kilka godzin - trochę się zaśmiał, ale już wyjął wszystkie cztery wielkie pudła z kawą. I tak patrzy i czeka na info od papich co oni tu robią, bo serio wszystkiego się spodziewa, ale nie tego że jego ojcowie zamienia gorące NO na zimne Toronto. Co z ich opalenizną?!
Nie pierwsze, nie drugie, ale trzecie co zrobił Riczi kiedy wrócił do Toronto, to pojechał do hotelu w którym spali i mieszkali jego ojcowie. Wiadomo, że pierwsze co chciał zrobić to pojechać do swojego kwiatuszka Rosi, ale Madox i Wiliam mieli dla niego zupełnie inne plany. Kiedy w końcu trafił do domu to siedział z Rosa swoją pod pierzynką chyba cały dzień zanim znów wystawił nos. Okazało się że się trochę pochorował, ale żonka go już wygoniła żeby pojechał do papich.
Chciał wziąć też Roske, ale znów się źle czuła, więc już ją zostawił i jedzie do tego hotelu.
- Siemaneczko - przywitał się z ojcami i wbija do pokoju - O kurdeszka ale macie aparament, full lux - zagwizdał z uznaniem i się tak rozgląda po tym pokoju hotelowym - Nie to co nowo orleańska Casa di Martinez ale chyba okay? Na długo przyjechaliście?- po wyściskaniu się zaczął łazić po pokoju, ale ściągnął jeszcze buty bo nie jest jakimś Amerykaninem (hehe serio jest) , żeby łazić po domu w buciorach. Kładzie taką wielką torbę z którą przyszedł i zaczyna wyciągać z niej wszystkie pamiątki, które dla nich przywiózł - Ale jestem styrany, słuchajcie to przewożenie psów samolotami to jest istne piekło. Dobrze, że podałem im tabsy uspokajające - spojrzał na nich wymownie - Ale jakby Rosa pytała, to jej nie mówcie, bo ona jest przeciwko takim lekom- poprosił, a swoją drogą to uważał że to było ze strony Rosi nienormalne, bo ona jako psychiatra to przepisywała wszystkim tony leków i też Ricza faszerowała, ale jak przyszło do jej bebis piesków to nagle miała opory. - Najpierw jednego trzymałem na kolanach to mi podali jedzenie, nie miałem jak go zjeść, potem jakiś typ obok mnie siedział, chciał do kibla wyjść w tym samym momencie w którym trzymałem Burritosa w jednym ręku a kanapkę w drugim - bo te pieski nazywały się Burrito i Churros - i miałem całe jedzenie rozłożone przed sobą na stoliku. Patrzę na typa takim wzrokiem „Cabron, chyba sobie kpisz i jaja robisz” a ten się narzucił no i kurde zaczynam wstawać. No no oczywiście rozlałem całego browara bo zapomniałem o nim i coś tam do Churrosa skapnelo, a wiesz jaki on jest. Jak mu coś pod nos się podstawi to on to odrazu zżera, no i co? No i wypił ciurkiem to piwsko, a potem bekał kilka godzin - trochę się zaśmiał, ale już wyjął wszystkie cztery wielkie pudła z kawą. I tak patrzy i czeka na info od papich co oni tu robią, bo serio wszystkiego się spodziewa, ale nie tego że jego ojcowie zamienia gorące NO na zimne Toronto. Co z ich opalenizną?!