Strona 1 z 2

same souls, different time

: ndz mar 22, 2026 1:15 pm
autor: Madox A. Noriega
036.
We were just kids with too much time and not enough sense.
Turns out… that part of us never really left.
Słońce grzało w nagie karki, lody smakowały sto razy lepiej, a powietrze, które było ciężkie miało w sobie zapach lata. Zapach wakacji, które były w pełnym rozkwicie.
Dziecięce głowy nie myślały jeszcze wcale o tym, że już połowa za nimi, bo przecież najważniejsze było to, że jeszcze drugie tyle przed. Że można jeszcze posiedzieć na murku otaczającym lodziarnię i rozkoszować się dwoma gałkami o smaku mango.
- Mówiłem, żebyśmy wzięli po trzy... - rzucił Madox, który upaprał już w lodach całą kolorową koszulkę i całą buzię. Okrągłe, gładkie policzki dziesięciolatka. Ticiano nie wyglądał wcale lepiej, cały był w czekoladzie, siedział z rozkraczonymi nogami, bo lody spływały mu po rękach na beton.
- Zobacz jak one się szybko topią, jakbyśmy wzięli po trzy, to byśmy nie zdążyli ich zjeść - Tio zawsze był jego głosem rozsądku, mniej narwany niż Madox. Trochę bardziej rzeczowy - a tak jeszcze mamy hajs na oranżadę - powiedział kiwając głową. Madox się ucieszył, bo była to w sumie mądra decyzja, lody i oranżada. A trzech by nie zjedli, bo miła pani z lodziarni wcale im nie żałowała. Zresztą jak miała to zrobić, kiedy oni stali nad nią z nosami dociśniętymi do szyby prosząc się o super wielkie gałki. Takie dostali, jak każdy, ale i tak powiedziała im, że te są wyjątkowe, specjalnie dla nich. I teraz tak jakby rzeczywiście były, się nimi zapychali.
- Ej dobra, dawaj zamianę - w końcu Madox podsunął się do Tio, kiedy zjadł już pół swojej porcji, trochę większą, ale Ticiano też zjadł więcej. Porównali jeszcze lody przystawiając jeden do drugiego - jeszcze dwa machy - Madox liznął dwa razy swojego loda o smaku mango, ale Ticiano też oblizał czekoladowego - ej tak to nie ma - i już te lody lizali jak na zawody, ale w końcu się wymienili.
- A czemu nie wzięliśmy po jednej takiej i jednej takiej? - zapytał Ticiano, a Madox aż strzelił oczami.
- Bo by się smaki wymieszały estúpido - Tio pokiwał głową, bo brzmiało to sensownie. Chociaż przecież na językach już pomieszali oba te smaki. Upaćkani też byli oboma. Skończyli i chcieli się umyć w źródełku, gdzie dno mieniło się wysypane złotymi monetami. Bo podobno wrzucenie ich tam przynosiło szczęście, ale wtedy na ich drodze stanęła jakaś brunetka, która taplała się w wodzie. Ticiano się zatrzymał, bo pewnie był gotowy zaczekać, aż ona pierwsza umyje sobie ręce. A Madox?
Już stał obok i zaglądał jej przez ramię do wody.
- Łowisz kasę? - zapytał, jakby nigdy nic. Ciemne tęczówki zawieszając na jej buzi otoczonej ciemnymi, niesfornymi kosmykami powywijanymi we wszystkie strony.

una chica con una tormenta de cabello oscuro ☀︎⋆.ೃ࿔*:・

same souls, different time

: ndz mar 22, 2026 3:48 pm
autor: Pilar Stewart

026.
Colombia, te quiero tanto
Que siempre me enamora tu encanto

Słońce świeciło wysoko na niebie, prażąc swoim najbardziej intensywnym blaskiem, kiedy dziesięcioletnia Pilar po raz kolejny przebiegła się wzdłuż stoisk z owocami. W swoich drobnych rączkach mocno zaciskała dwie duże reklamówki, po brzegi wypełnione owocami. Były ciężkie. Bardzo ciężkie. Ale przecież to nie pierwszy raz, kiedy swoje popołudnie zamiast biegać z dzieciakami po podwórku spędzała na pomocy ciotce na targu. Odkąd wujek odszedł, automatycznie było mniej rąk do pomocy, a przecież pieniążki same się nie zarobią! A przynajmniej tak zawsze powtarzała jej ukochana cioteczka.
Uniosła się wysoko na palcach, kiedy w końcu znalazła się przy wielkim stole, złożonym z nierównych desek. Złapała więcej powietrza w płuca i zamachnęła się mocno, żeby podnieść reklamówki do góry i postawić przed ciotką. Uśmiechnięta kobieta z długimi, siwymi włosami nawet nie zwróciła na nią uwagi, bo właśnie obsługiwała klienta, więc Pilar przebiegła pod stołem na drugą stronę i samodzielnie wciągnęła reklamówki. Dopiero kiedy cioteczka skończyła rozliczać zamówienie, odwróciła się w stronę Stewart i przeczesałą dłonią jej kudłate, kręcone włosy.
To już ostanie, cariño? — dopytała, schylając się po worek i zabrała się za rozpakowywanie świeżej dostawy, którą Pilar przyniosła od kuzyna Matiasa z dostawczaka. Pewnie dorosła osoba zaniosłaby to na dwa razy, ale przy drobnych gabarytach Pilar, zajęło jej to prawie cały poranek. Skinęła głową, dając ciotce znać, że tak, a ona złożyła na jej czole ciepłego (i mokrego!) buziaka. — To leć się bawić — rzuciła spokojnie, głaszcząc jej policzek. Wyglądała, jakby chciała powiedzieć coś jeszcze, ale dziewczynki już nie było w polu widzenia. Ulotniła się razem z jednym mango, które wcześniej leżało na stole. Starsza kobieta tylko pokręciłą głową i wróciła do pracy.
Pilar znowu przechadzała się wzdłuż stoisk, przeciskając między ludźmi, próbując wydostać się z zatłoczonego targowiska. Jednak nim to zrobiła, zahaczyła o budkę ze słodyczami, przy której było zawsze od groma ludzi i… ukradła z niego tabliczkę czekolady. Nawet nie patrzyła, czy ktoś ją przyłapał bo już biegła przed siebie ile sił w nogach. Przysiadła na murku kilka ulic za targowiskiem i od razu zabrała się za zjedzenie czekolady, bo przecież było tak ciepło, że zaraz roztopiłaby się w słońcu! W sumie to już była prawie cała rozpuszczona, więc Stewart obrzydliwie się ubrudziła. Twarz miała w połowie brązową i nawet kwiecista sukienka miała na sobie kilka ciemnych plam. Nie wspominając o rękach, więc kiedy już skończyła, wcisnęła papierek z naklejką do worka na plecy, gdzie miała również mango i ruszyła do źródełka, żeby nieco się umyć. Zdażyła przetrzeć jedynie buzie i to połowicznie, kiedy poczuła za sobą czyjś oddech. Odwróciła się energicznie, spoglądając w ciemne oczy chłopaka, który ją zaczepił.
Co? — spytała w pierwszym odruchu, jakby nie zrozumiała pytania, a potem spojrzała na bajorko, które całe mieniło się od monet. — Zwariowałeś?! — zarzuciła ręce na biodra, malując na twarzy gniewną minę. — To ty nie wiesz, że jak się wyciąga peso z takich miejsc, to nie tylko odbierasz innym szczęście ale i sobie? — przewróciła oczami, jakby była to najbardziej oczywista oczywistość na całym świecie. — Rodzice ci nie mówili? Bo mi ciotka powiedziała. Ona jest mądra i wie takie rzeczy! — dodała tak dla jasności, a ręce przeniosła z bioder na piersi i od razu skrzyżowała. Przez moment po prostu patrzyła na chłopaka i też na moment tego jednego za nim, co tylko się na nich gapił. Szybko jednak wróciła uwagą do swojego rozmówcy.
Brudny jesteś — zauważyła. — Tu i tu i tu i wszędzie brudny — zaczęła pokazywać na własnej twarzy wszystkie miejsca, gdzie był ubabrany. Powiedziała ta czysta. Chociaż ona przynajmniej zdążyła się nieco umyć przed tym, jak ją zaczepili.

estas sucio 🍪🍩🍫🧸🤎

same souls, different time

: ndz mar 22, 2026 6:17 pm
autor: Madox A. Noriega
Madox strzelił oczami w niebo, może nie tak teatralnie jak robił to ponad dwadzieścia lat później, ale jednak, kiedy zapytała go czy zwariował, to nie umiał inaczej. Ściągnął do siebie brwi słuchając jej uważnie, ze śmieszną miną, bo właściwie próbował się na niej skupić, ale też nie ukleić całej koszulki, a ręce lepiły mu się od tych lodów strasznie. Cały czas miał odruch wycierania i o ciuchy, więc musiał sie też postarać, żeby nad tym zapanować.
- Co ta ciotka ci nagadała... - aż pokręcił głową - same głupki tam wrzucają pieniądze, przecież nie ma czegoś takiego jak... źródełko, które przynosi szczęście - prychnął, bo Madox nie był głupkiem. Chociaż tak naprawdę to był, w tym duecie, który tworzyli z Tio, to on był ten głupszy, ale za to... szybszy.
Nawet miał jej powiedzieć, że skoro ona w to wierzy, to też jest chyba głuptasem, ale przypomniało mu się jak jeszcze wczoraj ciotka Isabela robiła mu wykład o tym, że nie wolno dziewczynek nazywać głuptasami, ani powolnymi kluskami, ani mówić o nich, że są pucołowate. Dużo mu nagadała. Nie chciał drugi raz przez to przechodzić. A przecież ona też mogła się poskarżyć do ciotki. Spojrzał tylko na Ticiano jakoś tak znacząco, jakby chciał mu przekazać, że to jakaś loca.
Ciemne oczy zawiesił na jej brudnej buzi, kiedy tak mu zaczęła wytykać, że jest brudny, nawet je zmrużył, a kiedy skończyła to zrobił krok w jej kierunku.
- A ty tu - wskazał palcem na jej pierś, na jakiegoś kolorowego kwiatka, którego nosiła na serduszku, a kiedy spojrzała w dół to zaczepił palcem o jej nos i parsknął śmiechem - ha! - no to ją zrobił, zaraz przepychał się do źródełka, żeby zamoczyć w nim ręce i zmyć z nich lody - przepraszam... - zreflektował się jednak, bo w pierwszej chwili to tylko ją trochę popchnął. Ale Madox nigdy nie umiał się bawić z dziewczynkami, one zawsze miały takie nudne zabawy, w dom, w lalki, a jak się je lekko popchnęło to zaraz był płacz i skarżenie do ciotki. Dlatego przeprosił, bo tak kazały mu cioteczki.
Machnął na Tio ręką, żeby też podszedł, umył się, ale Ticiano był trochę mniej pewny. Madox wypłukał ręce a zaraz już klękał na ziemi i prawie głowę wkładał do wody, ale tylko nabrał ją na dłoń i wyczyścił sobie buzię. Umoczył się przy tym cały, ale kto by się tym przejmował?
On się nie przejmował i brunetką też już nie bardzo, bo zaraz obejmował Ticiano mokrym ramieniem i pociągnął go do źródełka.
- Zobacz Tio, jak nałowimy tych monet, to jeszcze sobie kupimy gumy papierosy do tej oranżady! - zaproponował wesoło swojemu kumplowi, bratu prawie.
Ticiano pokręcił nosem.
- No nie wiem Madito... - stwierdził, a Madox znowu wywrócił oczami.
- No weź nie bądź taka culo blanco - biała dupa, gdzieś to ostatnio usłyszeli i było to ich ulubione przezwisko, jak ciotki nie słuchały.
- Sam jesteś culo blanco! - krzyknął Tio, aż kilka osób się na nich obejrzało, a Madox parsknął śmiechem. Znowu kręcił głową.
- Ticiano jak ty mówisz... - pogroził mu nawet palcem - przy dziewczynie - no tak, bo jednak ona wciąż z nimi stała - gdzie masz koleżanki? - znowu ją zagadał.

Qué te dijo esa tía? ꒰ 🍀 ꒱ؘ ࿐ ࿔*:・゚

same souls, different time

: ndz mar 22, 2026 10:34 pm
autor: Pilar Stewart
Akurat ciotka Pilar była mądrą kobietą. Każdy tak mówił. Szczególnie jej koleżanki, które często przychodziły na targ i do nich do domu w weekendy na śniadanie w ogrodzie. Ah ta Anna Sofia, taka mądra i zaradna kobieta — dokładnie tak powtarzały i Stewart im wierzyła. Dlatego kiedy chłopak powiedział, że tylko głupcy wrzucali tam pieniądze, a ciotka tylko jej nagadała, popatrzyła na niego gniewnie, marszcząc małe, gładkie czółko.
A skąd wiesz, że nie ma?! — odgryzła mu się praktycznie od razu, krzyżując ręce na piersi. — Znasz tych wszystkich ludzi, co tu i tu i tu wrzucili pieniążki? — przyjrzała mu się uważnie, wskazując ręką wszystkie miejsca, gdzie pod wodą leżały pesos. — Bo mi sie nie wydaje! — a skoro ich nie znał, to przecież nie mógł wiedzieć, że to wcale nie działało. Bo może właśnie działało? Może tak naprawdę przynosiło wiele szczęścia? A ten o tutaj po prostu w dupie był gówno widział — tak zaś mówił kuzyn Matias. Podobno nie powinna tego powtarzać, więc w ostatniej chwili ugryzła się w język. Ale gdyby mogła, to zaraz by mu to powtórzyła!
Ściągnęła brwi, kiedy jej powiedział, że jest brudna. Już miała pytać gdzie, ale jej pokazał i oczywiście, że automatycznie spojrzała w dół, na miejsce, w którym przystawił palec. Nie spodziewała się jednak, że chłopczyk będzie tak BEZCZELNY, żeby pstryknąć ją w nos.
Estúpido!! — fuknęła niezadowolona i mimowolnie zmarszczyła nosek, który nagle mocno ją zaswędział. No co za głupek! Niby ciotka mówiła jej, że takie zachowanie powinno się ignorować, szczególnie jeśli chodziło o chłopców i jako dziewczyna nie powinna pyskować, ale przecież ona nie lubiła przechodzić obojętnie obok takich sytuacji. Dlatego zaraz nachyliła się nad źródełkiem, w którym czyścił twarz i UDERZYŁA O NIE z całej siły otwartą dłonią. Woda zareagowała w ułamku sekundy i chlusnęła prosto na twarz chłopaka. — Ha! — zrobiła dokładnie to samo co on, dosłownie ten sam dźwięk. Tylko problem w tym, że on zaraz ją przeprosił. No i wtedy już zrobiło się jej trochę bardziej głupio. Tak minimalnie. — To ja też przepraszam — dodała zaraz po nim. Byli kwita. Tak jak powinno być. Na równi, a nie to, że on był chłopakiem, to mógł ją zaczepiać! Pilar w ogóle nie przejmowały takie rzeczy.
Chwilę stała z boku i patrzyła jak ten drugi podchodzi do źródełka i zaczyna się myć, a zaraz łobuz proponuje mu zbieranie pesos z dna. Pilar przewróciła oczami i spojrzała na nich z niedowierzaniem.
Ale z was tontos! głupki, podsumowała i pokręciła głową. Kto normalny robił takie rzeczy. Chociaż… gdy powiedział o gumach i oranżadzie, Pilar aż westchnęła pod nosem. Też by chętnie wypiła oranżadę. Na moment faktycznie to rozważyła, ale kiedy zapytał ją o koleżanki to znowu ściągnęła brwi. — Nie wiem, pewnie bawią się w jakieś głupie księżniczki. Żadna nie chciała skakać ze mną po drzewach — machnęła ręką w jego stronę i nawet miała zapytać, czy oni lubili wspinać się po drzewach, ale wtedy zza ulicy wybiegło dwóch starszych o dwa lata gagatków. Pilar znała ich doskonale. Pedro i Alejandro — synowie mężczyzny, który na targu sprzedawał słodycze i między innymi czekoladę, którą Stewart wcześniej ukradła. Ich spojrzenia na moment się spotkały.
TAM JEST! Bierz ją!!! — krzyknął Pedro i nawet nie czekając na swojego brata bliźniaka ruszył w stronę źródełka.
Pilar nawet nie miała czasu odezwać się jakkolwiek do łobuza i jego kolegi, bo w tej samej chwili po prostu rzuciła się do ucieczki. Dobrze wiedziała, że jak tylko ją złapią, to znowu będą ją szarpać za włosy i sukienkę! Nie miała z nimi szans.

¿Te gusta trepar a los árboles? ༄˖°.🍃.ೃ࿔*:・

same souls, different time

: pn mar 23, 2026 12:04 am
autor: Madox A. Noriega
Madox znowu prychnął i znowu przekręcił oczami, jakoś tak śmiesznie.
- A kto mądry wyrzuca pieniądze? - zapytał jej, bo on jakby miał te wszystkie pesos, to na pewno by ich nie wyrzucał do jakiegoś źródełka, tylko kupił sobie za nie gumy i oranżadę. Głupi by był jakby je wyrzucił, a przynajmniej tak według niego. Jeszcze przez moment patrzył na dziewczynkę, ale już postanowił z nią nie dyskutować, chociaż... nie mógł się powstrzymać, żeby jej nie zaczepić, ale to przecież ona zaczęła tak mu wypominać, gdzie jest brudny, więc to była tylko taka mała zemsta...
Tylko zaraz się okazało, że ona też mu zaserwowała swoją, kiedy uderzyła dłonią w wodę, a ona chlusnęła mu w twarz. I chociaż Madox nie bał się wody, to prychnął i otrzepał się.
- Loca! - rzucił a potem przejechał palcami po twarzy, po mokrych ciemnych kosmykach, które też wywijały się we wszystkie strony, bo już trochę zarósł. Ciotka kazała mu się obcinać, a on jej uciekał, a przecież nie wolno biegać z nożyczkami, więc go nie goniła.
Madox wstał strzepując z siebie kropelki wody, a skoro zaraz się poprzepraszali, to już wszystko było załatwione. Poczekał aż Ticiano się umyje i zaraz przedstawiał mu swój wielki plan na łowienie pieniędzy na gumy i na oranżadę, a jak dobrze pójdzie im połów, to może też na batony z naklejkami?
Nie powiedzieli nic na tych głupków, chociaż teraz to Ticiano nabrał już powietrze w płuca, ale Madox mu coś powiedział na ucho, a mianowicie, ciekawe kto będzie głupkiem, jak zaraz sobie nałowią pieniędzy i nakupują słodyczy, więc Tio tylko pokiwał głową.
Dopiero kiedy dziewczynka powiedziała, że jej koleżanki bawią się w księżniczki, to Madox machnął ręką.
- To idź się może z nimi pobaw? - zapytał i nawet większej uwagi nie zwrócił na to wspinanie się po drzewach, bo przecież dziewczyny takich rzeczy nie robią.
Madox już nakreślił Ticiano cały plan, pokazał mu gdzie muszą sięgnąć, żeby wyłowić najwięcej monet, nawet już znowu kucał przy źródełku, tylko wtedy pojawiły się te gagatki, a zaraz już rzucili się w kierunku dziewczyny. Madox może wcale by się tym nie przejął? Przecież oni nawet się nie kolegowali, ale zareagował Tio.
- Ej Pedro! - krzyknął i stanął mu gdzieś na drodze.
Mierda…
Nie powinien tego mówić, ani może nawet tak myśleć, bo ciotki mu powtarzały, że to grzech, z którego potem będzie musiał się spowiadać, ale co ten Ticiano wyprawiał?
- Ticiano... - Pedro już wyciągał łapę do Tio. A Madox co?
Wstał wreszcie od źródełka i rzucił mułem, który wyciągnął z samego dna prosto w gębę Pedro. Dostał w oko, a Tio trochę z rozbryzgu. Pedro złapał się za twarz ścierając z siebie ten cuchnący szlam.
- Madox ty... - nie zdążył dokończyć, bo Alejandro dostał błotną kulą, która poleciała gdzieś z góry. Noriega nawet nie zdążył zobaczyć skąd, bo zaraz cofnął się, żeby szarpnąć za koszulkę Ticiano.
- Tio w nogi! - i już biegli we dwóch po schodkach na górę, gdzie wciąż stała ta dziewczynka, która uciekła na widok chłopaków. Może nadal by stała, ale ją tez Madox szarpnął za rękę - dawaj! - bo Pedro i Alejandro już zmazali z twarzy szlam i ruszyli do góry po schodkach za nimi. Madox puścił się brukowaną drogą między straganami, chociaż jeszcze obejrzał się na nich przez ramię, na Ticiano i brunetkę.
- Szybciej! Colillas blancas! - białe tyłki, krzyknął, a jakiś sprzedawca z wąsem, który akurat zamiatał przed swoim sklepem pogroził mu paluchem - Madox! - krzyknął za nim, bo jednak oni też często sprawiali problemy, przede wszystkim Madox. Prawie się wywalił na jakiejś dziurze, kiedy znowu się odwrócił - Tio skrótem! - zawołał znowu i zaraz Madox wpadł w jakąś wąską uliczkę miedzy kwiaciarnią, a apteką. Tym razem Ticiano złapał dziewczynkę za rękę i pociągnął ją za sobą. A zaraz już pokazywał jej niewielką dziurę w płocie, obluzowaną sztachetę, przez którą przecisnął się Madox, teraz miała ona, a za nią Tio...

Me pregunto quién será el tonto cuando tengamos algo de dinero y compremos dulces ₊˚⊹♡🍰🍓♡⊹˚₊

same souls, different time

: wt mar 24, 2026 1:24 pm
autor: Pilar Stewart
Pedro i Alejandro nie-na-wi-dzi-li Pilar.
Mieszkali po sąsiedzku i już od przedszkola się nad nią znęcali. Zawsze śmiali się z jej ciuchów, zabierali jej zabawki i szarpali ją za włosy, a kiedy zaczęła podkradać czekoladę ich ojcu, to już szczerze ją znienawidzili. Głównie dlatego, że rzadko kiedy byli w stanie ją złapać, praktycznie nigdy i kończyło się tylko na wyzwiskach i zarzekaniu, że kiedyś ją dorwą.
Teraz mieli ku temu idealną okazję.
I może nawet by to zrobili, gdyby nie ten cichy chłopak, który był z łobuzem. Pilar odwróciła się tylko na moment, żeby ocenić, jak daleko od niej byli i wtedy zobaczyła, że wcale nie tak blisko, bo wszyscy w czwórkę stali wciąż przy źródełku. Przystanęła w połowie schodów, przyglądając się uważnie sytuacji, a zaraz potem otworzyła szeroko oczy widząc, jak łobuz rzuca w Pedro puplą błota.
CIACH!!!
Błoto rozplaszczyło mu się na twarzy. Miał je wszędzie — we włosach, na bluzce i w uszach. I chociaż Stewart miała ochotę roześmiać się na głos, tak w pierwszej kolejności schyliła się po jakiś piachowy kamień i cisnęła nim w Alejandro.
A masz!!
Nagle poczuła się wyśmienicie! Jakby była najbardziej odważną dziewczynką w całym Medellin. Szkoda tylko, że zaraz bliźniaki zerwały się w pogoń, z jeszcze większym mordem w oczach niż mieli wcześniej.
Ojej — tylko tyle zdążyła powiedzieć nim łobuz złapała ją za rękę i szarpnął w górę schodów. Kiedy pierwszy szok minął, od razu ruszyła za nim, w stronę licznych straganów, ciągnących się w nieskończoność. Biegła ile sił w nogach, a przecież bieganie to był jej ulubiony sport! Oczywiście oprócz rzucania kaczek na jeziorze, ale ciotka mówiła, że nie ma takiej dziedziny, więc zostało na bieganiu.
Zaśmiała się głośno na te białe tyłki, bo akurat ją to bawiło, chociaż Tio, który przejął jej rękę wcale się tak z tego nie cieszył. Odpyskował mu, że sam był białą dupą i to śmierdzącą, w tym samym czasie nawet na moment się nie zatrzymując. Pilar spojrzała w stronę dziury, przez którą przeszedł Madox. Była malutka! Tak mała, że pewnie Pedro i Alejandro się przez nią nie przecisną, by wyciągnęło ich już do góry, a Pedro to w ogóle był grubasem.
Ide! — schyliła się i na kolanach przecisnęła się przez sztachetę. Nim jednak odwróciła się w stronę Tio, by przytrzymać mu deskę, coś pociągnęło go w tył. A zaraz okazało się, że był to nie kto inny jak Alejandro.
Puszczaj mnie, apestas!!!! śmierdzielu, krzyknał Tio, machając nogami na lewo i prawo. Pilar odskoczyła do płotu jak oparzona i wpadła prosto na Madoxa. Spojrzała na niego wielkimi, brązowymi oczami.
Oddamy ci kumpla, jak ty przekażesz nam dziewuche — Alejandro postawił warunku, wciskając łeb między deski tak marnie, że było jedynie widać jego pełne nienawiści, wielkie, zielone oczy. — No dalej!!! — ponaglił Madoxa, na którego tym razem to Pilar zrobiła wielkie oczy.
Czy to był jej koniec? Przecież wiadomo, że wybierze kumpla, niż jakąś dziewczynkę, która ochlapała go wodą.
Dobra, to ide tam — mruknęła cicho pod nosem, zaciskając drobne rączki w piąstki, chociaż przecież doskonale zdawała sobie sprawę, że nie miała z nimi szans. Ale przecież Tio też się za nią wstawił. Nie mogła tego tak zostawić.

apestas 𖦹˖˙🧸👶🏻˖☆

same souls, different time

: wt mar 24, 2026 6:22 pm
autor: Madox A. Noriega
Pedro i Alejandro nienawidzili też Madoxa.
Ale Madoxa właściwie mało kto w miasteczku lubił, bo po prostu był tym dzieciakiem, którego wszędzie jest pełno, który rozrabia i wiecznie coś psuje. Dokazuje.
Miał innych kolegów niż Ticiano, ale często się z nimi bili, popychali i wyzywali, jak to chłopcy. Pedro i Alejandro jednak bardzo brali do siebie te jego białe tyłki, albo inne leniwe kluski, czy śmierdziuchy.
Ticiano nie brał.
Chociaż kiedy dostał z rozbryzgu w twarz śmierdzącym błotem, to krzyknął gdzieś po drodze, że zabije za to Madoxa. A ten mu odkrzyknął, że gdyby nie to, to zabiłby go Pedro.
Pędzili brukowaną ulicą ile sił w nogach i chociaż Noriega był z przodu, to cały czas się odwracał za Tio i też za tą brunetką, którą po drodze zgarnęli. Przelazł pierwszy przez dziurę w płocie i trzymał sztachetę, kiedy ona to robiła. A potem Tio…
Tylko Ticiano nie przeszedł, i Madox jeszcze chciał go złapać za ręce i pociągnąć, bo jakby tu weszli, to już by byli bezpieczni.
- Oh mierda... - i teraz to już mu się to wyrwało na głos. Będzie musiał się z tego spowiadać i pewnie jeszcze ciotka mu każe chodzić przez trzy niedziele do kościoła!
Ale przecież ciotka nie wiedziała.
Przytrzymał dziewczynkę, kiedy tak na niego wpadła i się zatoczyła, ale tylko dlatego, żeby nie wyrżnęła, chociaż mogła sobie pomyśleć, że chciał oddać ją za kumpla, kiedy jeszcze przez moment opierał palce na jej ramionach.
W końcu je zabrał, odsunął się.
- Dobra... Zaraz Alejandro, bo... ona się bardzo wyrywa - wzruszył ramionami i znowu złapał ją za rękę, ale nie chciał jej wcale pociągnąć do płotu, chciał grać na zwłokę, bo już z kieszeni spodni wyjął procę i kilka kamieni, które wkładał jej w rękę - strzel mu w łeb - skinął głową zawieszając ciemne oczy na tych jej dużych, brązowych. Madox nie za dobrze strzelał, za nic by nie trafił w łeb, ale chyba liczył, że ona to zrobi. Tylko musiała wejść na płot? Już sama musiała coś wymyślić.
Bo Madox już podszedł do dziury i kopnął w sztachetę.
- Oja… uciekła mi... Szybka jest, kurde poleciała w kierunku latarni, ja... chłopaki, jak pójdziemy skrótem, to ją dorwiemy, wyłażę tam do was - oczywiście, że Madox zmyślał, zawsze to robił. Jeszcze zerknął w kierunku dziewczynki, pokazał jej na tą procę, którą trzymała, a potem odsłonił sztachetę i przeszedł przez płot.
Pedro wciąż trzymał za ramię Ticiano, a Alejandro dopadł do Madoxa, żeby go złapać za koszulkę.
- Pozwoliłeś jej uciec Madox! - rzucił groźnie, a Ticiano zaraz złapał spojrzenie Noriegi. Wymienili jakieś minimalne skinienie głowy, bo oni rozumieli się bez słów.
- No wyrwała mi się... ale jak nas puścicie... - zaczął Madox, ale Pedro szarpnął Tio.
- Wy za nią dostaniecie! - rzucił i się zamachnął na Ticiano. Madox wyrwał się Alejandro i złapał rękę Pedro, no bo przecież nie będzie mu jakiś śmierdziel bił jego brata. Tio zareagował i zaraz kopnął zdezorientowanego Pedro w kolano, za które ten się złapał skacząc na jednej nodze.
- Ty... - zaczął Alejandro, który był większy od nich dwóch razem wziętych chyba, i już robił w ich kierunku krok...

Dispárale en la cabeza ⋆👊·˚ ༘ *💥

same souls, different time

: wt mar 24, 2026 11:06 pm
autor: Pilar Stewart
Myślała, że ją odda.
Była o tym przekonana.
W końcu chłopaki zawsze ją wypychali z grupy. Żaden z nich nie chciał z nią skakać po drzewach, każdy kazał jej spadać do koleżanek, co powodowało, że Pilar wiecznie zostawała ze wszystkim sama. Bo ona nie umiała mieć koleżanek. Zabawy w księżniczki ją nudziły, to samo tyczyło się lalek. O wiele bardziej wolała śmigać na rowerze po lesie i bawić się plastikowymi resorakami. Tylko nie miała z kim.
I może Tio i Madox trochę by się z nią pobawili, gdyby udało im się uciec przed złymi bliźniakami, ale się nie udało. Pedro trzymał mocno Tio i jasno odgrażał się, że nie odda go, dopóki nie dostaną Pilar.
Nie chciała tam iść. Ale co ona mogła zrobić? Wiedziała, że to jej koniec, kiedy Madox zacisnął małą dłoń na jej jeszcze drobniejszym nadgarstku. Była wręcz p r z e k o n a n a, że zaraz ją odda gagatkom tylko po to, że odzyskać przyjaciela.
Tylko zaraz okazało się, że on wcale tego nie zrobił. Zamiast wypchnąć ją za płot, krzyknął, że się wyrywa, a potem w dłonie wsunął jej proce i kilka kamieni. W pierwszej chwili po prostu stała. Stała cała zszokowana, przenosiła ciemne spojrzenie z marnego kawałka broni w dłoni do jego czekoladowych oczu. I tak na zmianę. Niby cela miała dobrego, ale nigdy wcześniej nie celowała z takiej procy.
Nie wiem czy dam rad… — chciała się z nim podzielić swoimi zmartwieniami, ale on nawet nie dał jej dokończyć, bo już ruszył w stronę płotu; już podłożył się bliźniakom, a oni naturalnie skorzystali z okazji, by go szarpnąć.
Stewart złapała mocno powietrze w płuca i momentalnie poczuła, jak jej serce wali chyba z milion na minutę. Mogło tyle walić? Bo wydawało jej się, że tak właśnie było!
Przez chwilę myślała, że nie da rady. Że może powinna tam po prostu wyjść, oddać im się i niech dadzą spokój Madoxowi i jego koledze. Bo przecież ucieczka nie wchodziła w grę. Pilar może i była szalona, ale nigdy nie zostawiała innych w potrzebie. Szczególnie tych, których wcześniej jej pomogli. Zacisnęła mocniej drobne palce na drewnianej rączce i gromadząc w sobie wszystkie pokłady odwagi, wypuściła mocno powietrze i ruszyłą w stronę wysokiego kontenera.
Z początku miała problem, żeby się na niego dostać, jednak po kilku stęknięciach i pomajtaniu nogami, znalazła się na górze. Widząc, jak Alejandro zbliża się do Madoxa z mocno zaciśniętą pięścią, miała ochotę krzyknąć; zwrócić na siebie uwagę, jednak zamiast tego umieściła jeden z kamieni w procy i wymierzyła mu prosto w oko.
Starała się trafić, naprawdę się starała i ku jej zaskoczeniu faktycznie JEJ WYSZŁO!
Kamień wystrzelił w powietrze i trafił prosto w sam środek czoła Alejandra. Aż go odrzuciło. Zatoczył się w tył, od razu łapiąc za twarz, dzięki czemu Madox mógł spokojnie podbiec do Tio i Pedro. W tym samym czasie Pilar wsadziła kolejny kamień i tym razem, kiedy tylko Noriega wyszarpał swojego przyjaciela, Stewart wystrzeliła kolejne działo. Tym razem trafiając Pedro prosto w… małego Pedro. Dokładnie w to najbardziej wrażliwe miejsce, powodując że gagatek aż krzyknął głośno i runął na podłogę, dając tym samym chłopakom możliwość ucieczki i przeciśnięcia się przez płot.
Pilar z walącym w piersi sercem za ten czas zeskoczyła ze śmietnika i podbiegła do nich. Oczywiście zrobiła to zupełnie niezdarnie, przez co poharatała sobie całe kolana.
Wszystko okej?! Jesteście cali? — zaaferowała się, spoglądając nieco dłużej na Tio, bo przecież to on najdłużej trwał w łapskach gagatków!

Madox A. Noriega

same souls, different time

: śr mar 25, 2026 12:00 am
autor: Madox A. Noriega
Nie pozwolił jej dokończyć, ale też nic nie powiedział, chociaż... wierzył, że da radę. To była dobra proca, nie zawiodła go jeszcze. Chyba rok szukał odpowiedniego patyka, który byłby tak wygięty. Potem go ostrugał, zrobił rączkę z taśmy izolacyjnej i zaczepił najmocniejszą gumkę jaką znalazł, testował ją na białym tyłku Ticiano. Była mocna i dobrze strzelała, bo Tio piszczał wtedy jak dziewczyna.
A Madox chociaż nigdy za bardzo nie chciał się bawić z dziewczynami, to teraz w rękach takiej jednej powierzył ich... życie? Albo przynajmniej to, że bliźniaki spuszczą im wciry.
Pewnie nie pierwszy raz, ale jednak dzisiaj mieli liczebną przewagę, mieli strzelca, który mógł im obronić tyłki, a o którym Pedro i Alejandro nawet nie wiedzieli.
Madox przeszedł przez płot i kiedy Tio kopnął Pedro w kolano, kiedy ten się zatoczył, a jego brat wystartował do nich...
Wszystko potoczyło się szybko, bo Alejandro dostał z procy w sam środek czoła.
- Ha! - rzucił Madox i oczywiście, że wykorzystał sytuację, jeszcze go pchnął, tak, że wylądował na ziemi. A zaraz już doskoczył do Tio, żeby szarpnąć go za rękę. Pedro się na nich zamierzył, ale wtedy dostał kamieniem... prosto w krok.
- Au... - wydusili równocześnie Madox i Ticiano krzywiąc się przy tym, ale z drugiej strony, to przecież to była ich szansa! Ruszyli do płotu na wyścigi i chociaż to Madox był pierwszy, to jednak puścił swojego brata przodem.
- Szybko, szybko, szybko! - przepychał Ticiano, ale Alejandro już się zebrał z ziemi i sięgał do nogi Madoxa, tylko on był trochę sprytniejszy niż Tio, sprzedał mu kopniaka, a sam wylądował na ziemi za płotem. Zaraz Ticiano pomógł Madoxowi wstać, a potem to już obaj wbili ciemne oczy, bardzo do siebie podobne zresztą, w twarz dziewczynki.
- W nogi! - tym razem zarządził Ticiano, bo chociaż bliźniaki nie przecisną się przez dziurę, to nie było co tutaj stać, mogli znaleźć inną drogę - do bazy! - zdecydował Tio i znowu już chwycił za rękę brunetkę, żeby pociągnąć ją za nimi. Madox oczywiście ruszył przodem przeciskając się między płotem a ścianą, było wąsko, ale oni przeszli tamtędy bez problemu.
- Oszalałeś Ticiano? Z dziewczyną do bazy? - rzucił Madox gdzieś po drodze, bo do ich bazy był zakaz wstępu dziewczyn. Ale Tio obejrzał się na brunetkę, która szła za nimi.
- No przecież nam pomogła - dla niego to był wystarczający powód. Dla Madoxa chyba nie do końca, chociaż zaraz wspinał się na jakiś kontener, żeby znowu przejść przez płot. Zrobił to sprytnie i wyciągnął rękę do Tio, pomógł mu się wspiąć. A potem obaj wyciągali już te swoje brudne rączki do dziewczynki.
- Masz moją procę? - zapytał Madox, kiedy stanęła obok nich na kontenerze, Tio już przelazł na drugą stronę. Za nim miała ona, na końcu Madox, bo jednak chyba najlepiej ubezpieczał tyły.
Przeszli może jeszcze ulice dalej, i znowu przez dziurę w płocie na jakieś zarośnięte, opuszczone podwórko, do wielkiego drzewa z rozłożystymi gałęziami, które stało po jednej stronie nieco zrujnowanej chatki. Tio szedł z przodu, ale Madox jeszcze się zatrzymał, odwrócił do brunetki.
- Tylko... musisz nam obiecać, że nikomu nie powiesz o tej bazie - powiedział, a Ticiano też się odwrócił - przysięgnij - zażądał Madox. Tio również do nich podszedł, nic nie powiedział, ale chyba też na to czekał. W końcu to była tajna baza.

Jura que no se lo dirás a nadie 🤞

same souls, different time

: śr mar 25, 2026 7:24 pm
autor: Pilar Stewart
Małe serduszko waliło w piersi dziesięciolatki jak szalone. Pilar często robiła szalone rzeczy, często też niebezpieczne, jednak nigdy wcześniej tak jawnie i bezpośrednio nie zaatakowała nikogo. Mierda! Przecież mogła zrobić komuś prawdziwą krzywdę. Gdyby tak trafiła Pedro w oko?! I jakby to oko mu na przykład WYPŁYNĘŁO?! To by dopiero było źle. Tak źle, że ciotka chyba dałaby jej szlaban do końca wakacji, jak nie dłużej.
Całe szczęście nic takiego się nie stało, a działania Stewart jedynie pozwoliły Madoxowi oraz Tio przedrzeć się bezpiecznie przez płot i uciec spod obślizgłych macek bliźniaków. Pilar ciężko oddychając, zacisnęła rączkę na procy i zeskoczyła z kontenera, podbiegajac do chłopaków. Chociaż misja wydawała się udana, tak to wcale nie znaczyło, że była zakończona. W końcu Pedro i Alejandro mogli znaleźć jakąś inną drogę do nich, szczególnie po tym, co zrobiła kamyczkami i jak Madox kopnął Pedro.
Już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, może im podziękować, ale wtedy Tio krzyknął w nogi, A Pilar jak na zawołanie ruszyła za nimi. I znowu biegła ile sił w małych nóżkach, przebierała nimi, a kiedy przeskakiwali przez płot, pozwoliła się wciągnąć, spoglądając jakoś tak ładniej na Tio. Była mu wdzięczna. I za to, że jako pierwszy się za nią wstawił, a potem jeszcze za to, że próbował przekonać Madoxa, by zabrali ja do bazy.
A przecież Pilar STRASZNIE CHCIAŁA zobaczyć ich bazę.
Oczy jej się zaświeciły, gdy przed nimi wyłoniła się stara, opuszczona chata tuż przy wielkim drzewie. Wyglądało to s u p e r.
To jest wasza baza? — spytała z otwartymi ustami. Tylko zanim dostała odpowiedź, to Madox już patrzył na nią swoimi ciemnymi oczami, a minę miał wyjątkowo poważną, więc Pilar również ściągnęła brwi, tak dla zasady, zanim jeszcze wiedziała o co właściwie chodziło. Oczywiście zaraz okazało się, że chodziło o dotrzymanie tajemnicy, a akurat w tym Pilar…
Jestem ŚWIETNA w dochowywaniu tajemnic! Obiecuję, że nikomu nie powiem — powiedziała praktycznie od razu, wyrywając się do przodu. Tylko chłopaki dalej patrzyli na nią podejrzliwie — Przysięgam! — aż tupnęła nóżką i zacisnęła dłonie w niewielkie piąstki. Czy już wcześniej nie udowodniła, że była warta zaufania? Przecież równie dobrze, kiedy Madox wrócił do bliźniaków, Stewart mogła po prostu uciec, zostawić ich na pastwę losu, a jednak wstawiła się za nich. Zupełnie tak, jak oni za nią. No ale skoro oni potrzebowali jeszcze większego zapewnienia…
Przybijmy to przysięgą śliny! — oznajmiła dumnie, wypinając pierś do przodu i dając jasno znać, że wcale ją to nie brzydziło. A nim Madox czy Tio zdążyli cokolwiek powiedzieć, ona nadrała w usta więcej śliny, a zaraz potem harknęła prosto na otwartą dłoń i podniosła spojrzenie na chłopaków. — Ja Pilar Stewart, przysięgam, że nigdy ale to prze prze prze nigdy nie zdradzę nikomu o położeniu tej super bazy, a jeśli to zrobię to niech zginę w męczarniach! — troche drastyczna była ta przysięga, ale z drugiej strony przecież musiała im pokazać, ze brała to na poważnie. — To jak będzie? — zawiesiła ciemne spojrzenie na Noriedze i wystawiła obślinioną rękę w jego kierunku.

Lo juro 🤜🤛