same souls, different time
: ndz mar 22, 2026 1:15 pm
036.
We were just kids with too much time and not enough sense.
Turns out… that part of us never really left.
Turns out… that part of us never really left.
Dziecięce głowy nie myślały jeszcze wcale o tym, że już połowa za nimi, bo przecież najważniejsze było to, że jeszcze drugie tyle przed. Że można jeszcze posiedzieć na murku otaczającym lodziarnię i rozkoszować się dwoma gałkami o smaku mango.
- Mówiłem, żebyśmy wzięli po trzy... - rzucił Madox, który upaprał już w lodach całą kolorową koszulkę i całą buzię. Okrągłe, gładkie policzki dziesięciolatka. Ticiano nie wyglądał wcale lepiej, cały był w czekoladzie, siedział z rozkraczonymi nogami, bo lody spływały mu po rękach na beton.
- Zobacz jak one się szybko topią, jakbyśmy wzięli po trzy, to byśmy nie zdążyli ich zjeść - Tio zawsze był jego głosem rozsądku, mniej narwany niż Madox. Trochę bardziej rzeczowy - a tak jeszcze mamy hajs na oranżadę - powiedział kiwając głową. Madox się ucieszył, bo była to w sumie mądra decyzja, lody i oranżada. A trzech by nie zjedli, bo miła pani z lodziarni wcale im nie żałowała. Zresztą jak miała to zrobić, kiedy oni stali nad nią z nosami dociśniętymi do szyby prosząc się o super wielkie gałki. Takie dostali, jak każdy, ale i tak powiedziała im, że te są wyjątkowe, specjalnie dla nich. I teraz tak jakby rzeczywiście były, się nimi zapychali.
- Ej dobra, dawaj zamianę - w końcu Madox podsunął się do Tio, kiedy zjadł już pół swojej porcji, trochę większą, ale Ticiano też zjadł więcej. Porównali jeszcze lody przystawiając jeden do drugiego - jeszcze dwa machy - Madox liznął dwa razy swojego loda o smaku mango, ale Ticiano też oblizał czekoladowego - ej tak to nie ma - i już te lody lizali jak na zawody, ale w końcu się wymienili.
- A czemu nie wzięliśmy po jednej takiej i jednej takiej? - zapytał Ticiano, a Madox aż strzelił oczami.
- Bo by się smaki wymieszały estúpido - Tio pokiwał głową, bo brzmiało to sensownie. Chociaż przecież na językach już pomieszali oba te smaki. Upaćkani też byli oboma. Skończyli i chcieli się umyć w źródełku, gdzie dno mieniło się wysypane złotymi monetami. Bo podobno wrzucenie ich tam przynosiło szczęście, ale wtedy na ich drodze stanęła jakaś brunetka, która taplała się w wodzie. Ticiano się zatrzymał, bo pewnie był gotowy zaczekać, aż ona pierwsza umyje sobie ręce. A Madox?
Już stał obok i zaglądał jej przez ramię do wody.
- Łowisz kasę? - zapytał, jakby nigdy nic. Ciemne tęczówki zawieszając na jej buzi otoczonej ciemnymi, niesfornymi kosmykami powywijanymi we wszystkie strony.
una chica con una tormenta de cabello oscuro ☀︎⋆.ೃ࿔*:・