Met him first
: ndz mar 22, 2026 2:16 pm
Kolorowe klubowe światła migały w rytm tanecznej muzyki, gdy blondwłosy mężczyzna mijał grupki ludzi, w swoim zwyczaju kierując swoje kroki prosto do baru. Po drodze jego spojrzenie błądziło po tłumie bawiących się ludzi, instynktownie, sam nie wiedząc jeszcze, czego szukał. Znajomych twarzy, z którymi miał szansę dobrze się dziś bawić? Pięknych nieznajomych, spoglądających na niego z uniesionymi kącikami ust we wdzięcznym, zachęcającym uśmiechu? Wzywającej go przygody, która pozwoliłaby mu się zapomnieć i odprężyć po całym tygodniu pracy?
Każdy wypad do klubu wyglądał i kończył się tak samo. Bar, parkiet, flirt, znowu bar, parkiet i powrót do mieszkania. Jedyne, co się zmieniało, to towarzystwo kobiety, bo nigdy nie wracał do domu sam.
— Patrz Nicky, ile dziś towaru! - Poczuł klepnięcie w ramię.
— Mógłbyś skorzystać z tego chociaż raz, skoro nie kierujesz - blondyn rozszerzył usta w szelmowskim uśmieszku, zerkając na kumpla. Logan w drodze na miejsce zdążył się już trochę wstawić, ale niech chłopak w końcu ma coś od życia. Kiedy to on kierował, nie potrafił się dobrze bawić. Poza tym, zupełnie bezsensownie przyjaciel zawsze liczył na coś więcej, niż przelotny romans. Dominic nigdy tego nie rozumiał. Jak można było chcieć poświęcać całą swoją uwagę oraz czas jednej osobie, skoro po tym świecie chodziło tyle towaru? Czemu Logan musiał zachowywać się jak masochista, rezygnując z tylu ciekawych możliwości? Blondyn wątpił w wybory najlepszego kumpla, ale nie oceniał go na ich podstawie. Na tym polegała przyjaźń - każdy miał swoje życie i przekonania, nie próbując w nie ingerować.
Dominicowi za to nie przeszkadzał brak alkoholu. Wystarczyła mu pewność siebie i czarujący uśmiech, którymi każdą kobietę przyprawiał o szybsze bicie serca. Doskonale zdawał sobie sprawę ze swoich atutów i z lubością to wykorzystywał.
— Wypatrujesz Carrie? - dopytał Logan, z drinkiem w ręku opierając się o bar.
Na wspomnienie długonogiej blondynki, z którą blondyn ostatnio spędzał wolny czas, wzruszył ramionami.
— Sama się znajdzie - stwierdził, wypijając jednym haustem swoją whisky. Jedyną porcję alkoholu na dziś. A przynajmniej dopóki nie znajdzie się z powrotem w mieszkaniu. - Poza tym jestem dziś Twoim skrzydłowym, nie?
Wiedział, że dziewczyna tu jest, to kwestia czasu, zanim na siebie wpadną. Kobiety miały pod tym kątem zadziwiający radar. Jego słowa się potwierdziły, kiedy jakiś czas później poczuł przesuwającą się po jego plecach dłoń.
— Tu jesteś, Dominic. - Carrie, prezentując się przed nim w nieprzyzwoicie krótkiej białej sukience i niebotycznie wysokich szpilkach, zarzuciła mu ręce na szyję i mruknęła: - Wszędzie Cię szukałam, łobuzie. Tęskniłam. - Złożyła na jego ustach drapieżny pocałunek, a jego dłonie bezwiednie powędrowały na jej biodra. Alkohol sprawiał, że była łatwiejsza. A może zawsze była łatwa? - Chodź na parkiet - zaproponowała kuszącym tonem, czując jej ciepły dotyk na torsie.
— Nie mogę, Carrie. Jestem z Loganem - wskazał na stojącego przy nich kumpla, na którego do tej pory zupełnie nie zwróciła uwagi. - A Ty nie przyszłaś z przyjaciółkami? - Uniósł wyżej brew. Była piękna i swoim ciałem potrafiła czynić cuda, ale nie musieli bawić się w swoim towarzystwie przy każdej możliwej okazji.
— One sobie poradzą. Z resztą tak, jak Logan. Jest dużym chłopcem, prawda? - odwróciła się do Haynesa na chwilę, mrugając do niego porozumiewawczo, ale Dominic pokręcił w jego stronę głową.
— O, taak, ja sobie poradzę. Idźcie się pobawić, gołąbeczki. Śmiało! - Przyjaciel wyszczerzył się do nich. Dominic mógł przysiąc, że ten uśmiech był złośliwy i aż zmrużył oczy w niedowierzaniu. Podstępny drań, który miał trzymać jego stronę!
— Tylko grzecznie z tą whisky, żebym nie musiał zaraz tachać Twoich zwłok do auta - zasugerował mu, ostatecznie dając się Carrie pociągnąć w stronę parkietu.
— Baw się dobrze, łobuzie - usłyszał jeszcze śmiech Logana, zanim zniknął w tłumie tańczących.
Nie miał pojęcia, jak bardzo w tańcu stracił poczucie czasu, zaabsorbowany kołyszącymi się w rytmie biodrami blondynki, bijącym od jej ciała ciepłem i ponętnymi ustami, którym udało się skraść kolejny pocałunek, będący wystarczającą zachętą do dalszych doznań. Mimo, że rozsądek w jego głowie bił na alarm - to się nie mogło skończyć dobrze.
Przerwa na coś do picia była idealnym pretekstem, żeby odnaleźć Logana. Rozejrzał się więc po barze i stojących nieopodal kanapach, aż zatrzymał wzrok. Przy jednym z wysokich stolików stała niewysoka, filigranowa dziewczyna. Opierając dłoń na blacie, w zamyśleniu rozglądała się po mijanych ludziach, jednak zdawała się ich w ogóle nie widzieć. Jej czarna sukienka przylegała do jej ciała, podkreślając jej atuty, ale to nie one zwróciły jego uwagę najbardziej. Ciemne włosy okalały jej smukłą twarz, a lekki makijaż idealnie podkreślał kolor jej oczu. Nie wiedzieć, czemu, to błękitne spojrzenie jakoś dziwnie go do siebie przyciągało. Nagle dziewczyna rozpromieniła się na widok swojego towarzysza, który pojawił się przy niej. Dominic uniósł wysoko brwi. Logan?
W tym samym momencie Carrie objęła go mocniej za ramię.
— O, Logan jednak kogoś poznał. A tak się o niego martwiłeś. Mówiłam, że jest dużym chłopcem i sobie poradzi? - Ledwo docierało do niego, co mówiła, bo w głowie próbował przetrawić jedną myśl: Logan wyhaczył taką laskę? - Idziemy się przywitać? - Blondynka wykorzystała moment jego nieuwagi i splotła ich dłonie.
— Jasne - odparł, ruszając w tę stronę, próbując przywołać się do porządku.
Znalazłszy się na miejscu, na jego twarz wstąpił typowy dla niego pewny siebie uśmiech.
— No proszę, stary. Wystarczyło zostawić Cię na chwilę samego - klepnął Logana po plecach, stając między nimi. - Kim jest Twoja urocza towarzyszka? - zapytał, podając jej dłoń. - Jestem Dominic. Niezmiernie miło mi Cię poznać. - Uśmiechnął się do niej. Musiał przyznać, że jej oczy z bliska stawały się jeszcze bardziej magnetyzujące. Wcale nie dziwił się, że przyjaciel zwrócił na nią swoją uwagę. Obok niej nie dało się przejść obojętnie.
Mocniejsze zaciśnięcie splecionych dłoni z blondynką uświadomiło mu o manierach, więc dodał: - A to Carrie. - Co było właściwie bez znaczenia, ale ani blondynka ani ciemnowłosa na ten moment nie musiała o tym wiedzieć. - Jak się bawicie? - zapytał, spoglądając ukradkiem na Logana. Znał te iskry w jego oczach. Kimkolwiek była poznana kobieta, mocno go zafascynowała.
Skye Murray
Każdy wypad do klubu wyglądał i kończył się tak samo. Bar, parkiet, flirt, znowu bar, parkiet i powrót do mieszkania. Jedyne, co się zmieniało, to towarzystwo kobiety, bo nigdy nie wracał do domu sam.
— Patrz Nicky, ile dziś towaru! - Poczuł klepnięcie w ramię.
— Mógłbyś skorzystać z tego chociaż raz, skoro nie kierujesz - blondyn rozszerzył usta w szelmowskim uśmieszku, zerkając na kumpla. Logan w drodze na miejsce zdążył się już trochę wstawić, ale niech chłopak w końcu ma coś od życia. Kiedy to on kierował, nie potrafił się dobrze bawić. Poza tym, zupełnie bezsensownie przyjaciel zawsze liczył na coś więcej, niż przelotny romans. Dominic nigdy tego nie rozumiał. Jak można było chcieć poświęcać całą swoją uwagę oraz czas jednej osobie, skoro po tym świecie chodziło tyle towaru? Czemu Logan musiał zachowywać się jak masochista, rezygnując z tylu ciekawych możliwości? Blondyn wątpił w wybory najlepszego kumpla, ale nie oceniał go na ich podstawie. Na tym polegała przyjaźń - każdy miał swoje życie i przekonania, nie próbując w nie ingerować.
Dominicowi za to nie przeszkadzał brak alkoholu. Wystarczyła mu pewność siebie i czarujący uśmiech, którymi każdą kobietę przyprawiał o szybsze bicie serca. Doskonale zdawał sobie sprawę ze swoich atutów i z lubością to wykorzystywał.
— Wypatrujesz Carrie? - dopytał Logan, z drinkiem w ręku opierając się o bar.
Na wspomnienie długonogiej blondynki, z którą blondyn ostatnio spędzał wolny czas, wzruszył ramionami.
— Sama się znajdzie - stwierdził, wypijając jednym haustem swoją whisky. Jedyną porcję alkoholu na dziś. A przynajmniej dopóki nie znajdzie się z powrotem w mieszkaniu. - Poza tym jestem dziś Twoim skrzydłowym, nie?
Wiedział, że dziewczyna tu jest, to kwestia czasu, zanim na siebie wpadną. Kobiety miały pod tym kątem zadziwiający radar. Jego słowa się potwierdziły, kiedy jakiś czas później poczuł przesuwającą się po jego plecach dłoń.
— Tu jesteś, Dominic. - Carrie, prezentując się przed nim w nieprzyzwoicie krótkiej białej sukience i niebotycznie wysokich szpilkach, zarzuciła mu ręce na szyję i mruknęła: - Wszędzie Cię szukałam, łobuzie. Tęskniłam. - Złożyła na jego ustach drapieżny pocałunek, a jego dłonie bezwiednie powędrowały na jej biodra. Alkohol sprawiał, że była łatwiejsza. A może zawsze była łatwa? - Chodź na parkiet - zaproponowała kuszącym tonem, czując jej ciepły dotyk na torsie.
— Nie mogę, Carrie. Jestem z Loganem - wskazał na stojącego przy nich kumpla, na którego do tej pory zupełnie nie zwróciła uwagi. - A Ty nie przyszłaś z przyjaciółkami? - Uniósł wyżej brew. Była piękna i swoim ciałem potrafiła czynić cuda, ale nie musieli bawić się w swoim towarzystwie przy każdej możliwej okazji.
— One sobie poradzą. Z resztą tak, jak Logan. Jest dużym chłopcem, prawda? - odwróciła się do Haynesa na chwilę, mrugając do niego porozumiewawczo, ale Dominic pokręcił w jego stronę głową.
— O, taak, ja sobie poradzę. Idźcie się pobawić, gołąbeczki. Śmiało! - Przyjaciel wyszczerzył się do nich. Dominic mógł przysiąc, że ten uśmiech był złośliwy i aż zmrużył oczy w niedowierzaniu. Podstępny drań, który miał trzymać jego stronę!
— Tylko grzecznie z tą whisky, żebym nie musiał zaraz tachać Twoich zwłok do auta - zasugerował mu, ostatecznie dając się Carrie pociągnąć w stronę parkietu.
— Baw się dobrze, łobuzie - usłyszał jeszcze śmiech Logana, zanim zniknął w tłumie tańczących.
Nie miał pojęcia, jak bardzo w tańcu stracił poczucie czasu, zaabsorbowany kołyszącymi się w rytmie biodrami blondynki, bijącym od jej ciała ciepłem i ponętnymi ustami, którym udało się skraść kolejny pocałunek, będący wystarczającą zachętą do dalszych doznań. Mimo, że rozsądek w jego głowie bił na alarm - to się nie mogło skończyć dobrze.
Przerwa na coś do picia była idealnym pretekstem, żeby odnaleźć Logana. Rozejrzał się więc po barze i stojących nieopodal kanapach, aż zatrzymał wzrok. Przy jednym z wysokich stolików stała niewysoka, filigranowa dziewczyna. Opierając dłoń na blacie, w zamyśleniu rozglądała się po mijanych ludziach, jednak zdawała się ich w ogóle nie widzieć. Jej czarna sukienka przylegała do jej ciała, podkreślając jej atuty, ale to nie one zwróciły jego uwagę najbardziej. Ciemne włosy okalały jej smukłą twarz, a lekki makijaż idealnie podkreślał kolor jej oczu. Nie wiedzieć, czemu, to błękitne spojrzenie jakoś dziwnie go do siebie przyciągało. Nagle dziewczyna rozpromieniła się na widok swojego towarzysza, który pojawił się przy niej. Dominic uniósł wysoko brwi. Logan?
W tym samym momencie Carrie objęła go mocniej za ramię.
— O, Logan jednak kogoś poznał. A tak się o niego martwiłeś. Mówiłam, że jest dużym chłopcem i sobie poradzi? - Ledwo docierało do niego, co mówiła, bo w głowie próbował przetrawić jedną myśl: Logan wyhaczył taką laskę? - Idziemy się przywitać? - Blondynka wykorzystała moment jego nieuwagi i splotła ich dłonie.
— Jasne - odparł, ruszając w tę stronę, próbując przywołać się do porządku.
Znalazłszy się na miejscu, na jego twarz wstąpił typowy dla niego pewny siebie uśmiech.
— No proszę, stary. Wystarczyło zostawić Cię na chwilę samego - klepnął Logana po plecach, stając między nimi. - Kim jest Twoja urocza towarzyszka? - zapytał, podając jej dłoń. - Jestem Dominic. Niezmiernie miło mi Cię poznać. - Uśmiechnął się do niej. Musiał przyznać, że jej oczy z bliska stawały się jeszcze bardziej magnetyzujące. Wcale nie dziwił się, że przyjaciel zwrócił na nią swoją uwagę. Obok niej nie dało się przejść obojętnie.
Mocniejsze zaciśnięcie splecionych dłoni z blondynką uświadomiło mu o manierach, więc dodał: - A to Carrie. - Co było właściwie bez znaczenia, ale ani blondynka ani ciemnowłosa na ten moment nie musiała o tym wiedzieć. - Jak się bawicie? - zapytał, spoglądając ukradkiem na Logana. Znał te iskry w jego oczach. Kimkolwiek była poznana kobieta, mocno go zafascynowała.
Skye Murray