Strona 1 z 1

Met him first

: ndz mar 22, 2026 2:16 pm
autor: Dominic Reyes
Kolorowe klubowe światła migały w rytm tanecznej muzyki, gdy blondwłosy mężczyzna mijał grupki ludzi, w swoim zwyczaju kierując swoje kroki prosto do baru. Po drodze jego spojrzenie błądziło po tłumie bawiących się ludzi, instynktownie, sam nie wiedząc jeszcze, czego szukał. Znajomych twarzy, z którymi miał szansę dobrze się dziś bawić? Pięknych nieznajomych, spoglądających na niego z uniesionymi kącikami ust we wdzięcznym, zachęcającym uśmiechu? Wzywającej go przygody, która pozwoliłaby mu się zapomnieć i odprężyć po całym tygodniu pracy?
Każdy wypad do klubu wyglądał i kończył się tak samo. Bar, parkiet, flirt, znowu bar, parkiet i powrót do mieszkania. Jedyne, co się zmieniało, to towarzystwo kobiety, bo nigdy nie wracał do domu sam.
Patrz Nicky, ile dziś towaru! - Poczuł klepnięcie w ramię.
Mógłbyś skorzystać z tego chociaż raz, skoro nie kierujesz - blondyn rozszerzył usta w szelmowskim uśmieszku, zerkając na kumpla. Logan w drodze na miejsce zdążył się już trochę wstawić, ale niech chłopak w końcu ma coś od życia. Kiedy to on kierował, nie potrafił się dobrze bawić. Poza tym, zupełnie bezsensownie przyjaciel zawsze liczył na coś więcej, niż przelotny romans. Dominic nigdy tego nie rozumiał. Jak można było chcieć poświęcać całą swoją uwagę oraz czas jednej osobie, skoro po tym świecie chodziło tyle towaru? Czemu Logan musiał zachowywać się jak masochista, rezygnując z tylu ciekawych możliwości? Blondyn wątpił w wybory najlepszego kumpla, ale nie oceniał go na ich podstawie. Na tym polegała przyjaźń - każdy miał swoje życie i przekonania, nie próbując w nie ingerować.
Dominicowi za to nie przeszkadzał brak alkoholu. Wystarczyła mu pewność siebie i czarujący uśmiech, którymi każdą kobietę przyprawiał o szybsze bicie serca. Doskonale zdawał sobie sprawę ze swoich atutów i z lubością to wykorzystywał.
Wypatrujesz Carrie? - dopytał Logan, z drinkiem w ręku opierając się o bar.
Na wspomnienie długonogiej blondynki, z którą blondyn ostatnio spędzał wolny czas, wzruszył ramionami.
Sama się znajdzie - stwierdził, wypijając jednym haustem swoją whisky. Jedyną porcję alkoholu na dziś. A przynajmniej dopóki nie znajdzie się z powrotem w mieszkaniu. - Poza tym jestem dziś Twoim skrzydłowym, nie?
Wiedział, że dziewczyna tu jest, to kwestia czasu, zanim na siebie wpadną. Kobiety miały pod tym kątem zadziwiający radar. Jego słowa się potwierdziły, kiedy jakiś czas później poczuł przesuwającą się po jego plecach dłoń.
Tu jesteś, Dominic. - Carrie, prezentując się przed nim w nieprzyzwoicie krótkiej białej sukience i niebotycznie wysokich szpilkach, zarzuciła mu ręce na szyję i mruknęła: - Wszędzie Cię szukałam, łobuzie. Tęskniłam. - Złożyła na jego ustach drapieżny pocałunek, a jego dłonie bezwiednie powędrowały na jej biodra. Alkohol sprawiał, że była łatwiejsza. A może zawsze była łatwa? - Chodź na parkiet - zaproponowała kuszącym tonem, czując jej ciepły dotyk na torsie.
Nie mogę, Carrie. Jestem z Loganem - wskazał na stojącego przy nich kumpla, na którego do tej pory zupełnie nie zwróciła uwagi. - A Ty nie przyszłaś z przyjaciółkami? - Uniósł wyżej brew. Była piękna i swoim ciałem potrafiła czynić cuda, ale nie musieli bawić się w swoim towarzystwie przy każdej możliwej okazji.
One sobie poradzą. Z resztą tak, jak Logan. Jest dużym chłopcem, prawda? - odwróciła się do Haynesa na chwilę, mrugając do niego porozumiewawczo, ale Dominic pokręcił w jego stronę głową.
O, taak, ja sobie poradzę. Idźcie się pobawić, gołąbeczki. Śmiało! - Przyjaciel wyszczerzył się do nich. Dominic mógł przysiąc, że ten uśmiech był złośliwy i aż zmrużył oczy w niedowierzaniu. Podstępny drań, który miał trzymać jego stronę!
Tylko grzecznie z tą whisky, żebym nie musiał zaraz tachać Twoich zwłok do auta - zasugerował mu, ostatecznie dając się Carrie pociągnąć w stronę parkietu.
Baw się dobrze, łobuzie - usłyszał jeszcze śmiech Logana, zanim zniknął w tłumie tańczących.

Nie miał pojęcia, jak bardzo w tańcu stracił poczucie czasu, zaabsorbowany kołyszącymi się w rytmie biodrami blondynki, bijącym od jej ciała ciepłem i ponętnymi ustami, którym udało się skraść kolejny pocałunek, będący wystarczającą zachętą do dalszych doznań. Mimo, że rozsądek w jego głowie bił na alarm - to się nie mogło skończyć dobrze.
Przerwa na coś do picia była idealnym pretekstem, żeby odnaleźć Logana. Rozejrzał się więc po barze i stojących nieopodal kanapach, aż zatrzymał wzrok. Przy jednym z wysokich stolików stała niewysoka, filigranowa dziewczyna. Opierając dłoń na blacie, w zamyśleniu rozglądała się po mijanych ludziach, jednak zdawała się ich w ogóle nie widzieć. Jej czarna sukienka przylegała do jej ciała, podkreślając jej atuty, ale to nie one zwróciły jego uwagę najbardziej. Ciemne włosy okalały jej smukłą twarz, a lekki makijaż idealnie podkreślał kolor jej oczu. Nie wiedzieć, czemu, to błękitne spojrzenie jakoś dziwnie go do siebie przyciągało. Nagle dziewczyna rozpromieniła się na widok swojego towarzysza, który pojawił się przy niej. Dominic uniósł wysoko brwi. Logan?
W tym samym momencie Carrie objęła go mocniej za ramię.
O, Logan jednak kogoś poznał. A tak się o niego martwiłeś. Mówiłam, że jest dużym chłopcem i sobie poradzi? - Ledwo docierało do niego, co mówiła, bo w głowie próbował przetrawić jedną myśl: Logan wyhaczył taką laskę? - Idziemy się przywitać? - Blondynka wykorzystała moment jego nieuwagi i splotła ich dłonie.
Jasne - odparł, ruszając w tę stronę, próbując przywołać się do porządku.
Znalazłszy się na miejscu, na jego twarz wstąpił typowy dla niego pewny siebie uśmiech.
No proszę, stary. Wystarczyło zostawić Cię na chwilę samego - klepnął Logana po plecach, stając między nimi. - Kim jest Twoja urocza towarzyszka? - zapytał, podając jej dłoń. - Jestem Dominic. Niezmiernie miło mi Cię poznać. - Uśmiechnął się do niej. Musiał przyznać, że jej oczy z bliska stawały się jeszcze bardziej magnetyzujące. Wcale nie dziwił się, że przyjaciel zwrócił na nią swoją uwagę. Obok niej nie dało się przejść obojętnie.
Mocniejsze zaciśnięcie splecionych dłoni z blondynką uświadomiło mu o manierach, więc dodał: - A to Carrie. - Co było właściwie bez znaczenia, ale ani blondynka ani ciemnowłosa na ten moment nie musiała o tym wiedzieć. - Jak się bawicie? - zapytał, spoglądając ukradkiem na Logana. Znał te iskry w jego oczach. Kimkolwiek była poznana kobieta, mocno go zafascynowała.

Skye Murray

Met him first

: pn mar 23, 2026 6:03 pm
autor: Skye Murray
Logan nie miał problemu z tym, żeby odpuścić sobie alkohol na imprezach. Nie czuł palącej potrzeby , aby chwycić za kieliszek w towarzystwie czy nawet poza nim. Jednak Nicky miał rację - znacznie łatwiej mu było się odprężyć chociażby po dwóch drinkach. Nie miał tego wrodzonego uroku co Reyes. Nie potrafił włączać tego błysku w oku i czarującego uśmiechu, który sprawiał, że kobiety same mu się podkładały. Zawsze się stresował podrywając kobiety i starając się wypaść jak najlepiej, najczęściej po prostu rzucał sucharami na prawo i lewo. Może problem polegał też na tym, że jemu zawsze zależało na czymś więcej niż na jednorazowej przygodnej nocy. Szukał partnerki, z którą będzie mógł stworzyć szczęśliwy, długotrwały związek Bywał naprawdę wybredny i nie zależało mu tylko ładnej twarzy i zgrabnym ciele. Jakkolwiek mogło to brzmieć dziwnie z ust prawie trzydziestolatka - szukał czegoś więcej. Szukał wartościowej kobiety. Czy najlepszy sposób na znalezienie jej było wypicie alkoholu i siedzenie w klubie? Miał nadzieję, że tak.

Hailey miała rację - Skye musiała pójść do klubu i świętować zdobycie pierwszej pracy w zawodzie i to w tak renomowanej firmie jak Forward Interiors! W poniedziałek miała zacząć swój pierwszy dzień. To miał być początek nowego życia - w pełni takiego , jakie sama sobie zaplanowała. Wyprowadzka od rodziców była strzałem w dziesiątkę, ponieważ znacznie łatwiej jej było kontrolować relacje z nimi na odległość. Niestety oczekiwali od niej zawsze nie tego, czego akurat była w stanie im zaoferować. Podobnie czuła się momentami w swoich związkach - mijała się wiecznie z oczekiwaniami swoich partnerów. Obie strony chciały dobrze, ale głównie dla siebie i nikt nie był gotowy na żaden kompromis. Jednak liczyła, że dzisiaj w klubie się jej poszczęści i może pozna tego wyjątkowego mężczyznę. Spędziły już trochę czasu na parkiecie, a we krwi buzował im już alkohol. Mogły się oddać tańcom, flirtom i szaleństwom sobotniej nocy. Hailey najwyraźniej chciała naprawdę w pełni wykorzystać ten wieczór, więc w pewnym momencie uznała, że to pora wyjść z nowo poznanym mężczyzną. Skye nie była co do tego przekonana, ale pożegnała się z przyjaciółką i uznała, że zanim jeszcze weźmie taksówkę do domu, to skorzysta z toalety.

Tłum w klubie jasno sugerował , że ludzie dobrze się tutaj bawili. Muzyka była żywiołowa i prawie każdego, kogo mijał miał drink w ręku. Po odejściu Dominica z Carrie, Logan stał przy stoliku obserwując tłum. Zbierał się w sobie, aby zagadać do jakiejś dziewczyny. Wszystkie były na swój sposób piękne, ale również nijakie… Westchnął zrezygnowany i uznał, że to chyba pora zamówić kolejnego drinka. Wracając ze szklanką w ręku i przepychając się przez tłum, nagle poczuł jak wpada na kogoś, a zawartość jego szkła się wylewa.
- Przepraszam najmocniej, nie chciałem - zaczął się tłumaczyć zestresowany i wymachując dziwnie rękoma, jakby chciał pomóc nieznajomej w walce z mokrą plamą , ale… No właśnie. W tym momencie najpierw spojrzał na jej ciało - piękne, ponętne. Czarna sukienka uwydatniała to co powinna, nie będąc przy tym wulgarna i zostawiając dozę tajemniczości. Jego drink rozlał się na jej biuście, który oczywiście z wielką chęcią poznałby znacznie bliżej. Przełknął ślinę przechodząc wzrokiem do twarzy i wtedy nie mógł powstrzymać otworzenia ust z zaskoczenia. Jego ofiara była przepiękna i hipnotyzowała błękitnym spojrzeniem, w którym człowiek chciałby się zatopić. Logan chciał się zatopić w jej oczach, ustach. W niej całej. Całkowicie stracił mowę aż kobieta nagle chrząknęła.
- Przepraszam, przepraszam. Zapatrzyłem się na pani oczy. Są najpiękniejsze jakie w życiu widziałem- przyznał się nie odrywając od niej spojrzenia.


Była wściekła czując rozlewający się po niej trunek. Miała już wychodzić do domu, a tak to jeszcze została zatrzymana przez jakiegoś pijanego gościa. Przewróciła oczami i słysząc przeprosiny machnęła już ręką chcąc przejść dalej. Jednak on się nie ruszał z miejsca obserwując bacznie jej ciało i twarz. Spojrzenie jakim ją obdarzył, wstrząsnęło nią. Jeszcze żaden mężczyzna tak na nią nie patrzył - nie był to wygłodniały, napalony wzrok faceta w klubie. On był nią zauroczony, czuła to. A jego idealnie przystrzyżony zarost, ułożone włosy i to ciemne, tajemnicze spojrzenie wprawiło jej ciało w gęsią skórkę. Ale on był przystojny! Chrząknęła jednak, gdy ta cisza była już nieco przytłaczająca, a słysząc jego szczerość, aż roześmiała się głośno. Był przy tym tak uroczy, że nie sposób się na niego gniewać.
- Nie szkodzi i dziękuję , jestem Skye- podała mu dłoń, którą wziął dopiero, kiedy odłożył szklankę na stolik obok. Miał przyjemny uścisk - silny, stanowczy, a jednocześnie była w nim nuta delikatności.
- Logan, miło mi Cię poznać. Jeszcze raz przepraszam za sukienkę. Mam czasami dwie lewe ręce, szczególnie jak otacza mnie tłum rozszalałych tancerzy. Pomógłbym Ci… z nią - zaczął wskazywać na jej sukienkę i wyraźnie był speszony.- Ale no sama rozumiesz. Nie chcę wyjść na napalonego prostaka, który próbuje Cię pomacać wykorzystując podryw na rozlany drink- podrapał się po głowie nie spuszczając z niej spojrzenia. W białej koszuli i beżowych spodniach, jego ciemne rysy twarzy były jeszcze wyraźniejsze. Wyglądał męsko, a przy tym uroczo pesząc się przy niej jak małe dziecko.
- Spoko, na czarnym tak nie widać. Wszystko się bez problemu spierze. Nie ma czym się stresować- uśmiechnęła się przyjaźnie i w sumie mogłaby już pójść do domu, ale coś nie pozwalało jej ruszyć dalej. Nie mogła oderwać od niego spojrzenia. Miał w sobie magnetyzm i tą aurę serdeczności, że momentalnie się poczuła dobrze w jego towarzystwie.
- Ufff to mi ulżyło, nie chciałbym być zabójcą takich ładnych sukienek- uśmiechnął się szeroko, ale zaraz znowu trochę spoważniał.- A może w ramach rekompensaty mógłbym postawić Ci drinka? Chyba, że jesteś teraz zajęta, idziesz gdzieś, ktoś na ciebie czeka….
- Chętnie się napiję z Tobą drinka, Logan- nagle Skye mu przerwała, nie pozwalając mu dalej brnąć w możliwe scenariusze. Chciała się z nim napić, chciała go bliżej poznać. Ta noc zapowiadała się na naprawdę ekscytującą.


W oczekiwaniu na Logana, nie spuszczała z niego wzroku. Trochę ze względów bezpieczeństwa- chciała mieć pewność, że niczego jej nie dosypie. Chociaż naprawdę czuła wobec niego same pozytywne odczucia. Był jak wielki miś - wyglądający groźnie, ale o wielkim sercu. Mogła się oczywiście mylić, ale nie była aż tak bardzo łatwowierna. Natomiast Logan momentalnie ją zauroczył. Dlatego kiedy wracał do stolika, poczuła dziwne łaskotanie w brzuchu. Nie mogła przestać się uśmiechać , gdy z ogromną uwagą niósł ich drinki nad głowami ludzi, aby niczego nie rozlać.
- Uff udało mi się tym razem. Proszę, to dla Ciebie. Przysięgam, że nic do niego nie dodawałem i patrzyłem barmanowi uważnie na ręce- powiedział podając jej drinka, a z jego oczu aż biła szczerość. - Możesz też wybrać, który chcesz- zaproponował podając jej też druga szklankę.
- Nie trzeba, powiedzmy że Ci ufam- puściła mu oczko i wzięła łyk drinka. Wtedy podeszła do nich para- blondyn i blondynka. Skye rzuciła im przelotem uśmiech, ale wciąż jednak zerkała na Logana.
- Poznaj Skye, uroczą i o wielkim sercu- odpowiedział brunet nawet nie patrząc na swojego przyjaciela. - Cześć , miło Cię poznać- spojrzała na mężczyznę i posłała mu przyjazne spojrzenie, ale ten jego pewny uśmiech i pominięcie przedstawienia swojej towarzyszki było totalnym faux pas. Po uściśnięciu dłoni z obojgiem, powróciła momentalnie spojrzeniem do Logana, który wydawał jej się teraz zbyt daleko.
- Logan zastosował podryw na rozlanie na mnie drinka, więc musiał się zrekompensować postawieniem drinka dla mnie. Myślicie, że mogę mu zaufać i będę bezpieczna w jego towarzystwie, wypijając go?- posłała im szybkie rozbawione spojrzenie, ale gdy tylko jej wzrok był utkwiony ponownie w Loganie, uniosła znacząco brew uśmiechając się zadziornie. A on… A on był zapatrzony w nią jak w obrazek.

Dominic Reyes

Met him first

: pn mar 23, 2026 11:28 pm
autor: Dominic Reyes
Poznaj Skye, uroczą i o wielkim sercu. Po tych słowach Dominic już wiedział, że Logan wpadł jak śliwka w kompot. Wystarczyło mu tak niewiele, żeby kimś się zafascynował, ale tym razem przebiegło to tak szybko, jak nigdy wcześniej. Ale kiedy blondyn patrzył na Skye, potrafił to zrozumieć. Była piękna, a ten magnetyzujący wzrok… Który zaraz ponownie wrócił do Logana, jakby inni byli jej zupełnie obojętni. Na jej uwagę o rozlaniu drinka pokiwał głową.
Sprytnie - rzucił z uznaniem dla przyjaciela, a na jego twarzy malowało się rozbawienie. Znał Logana niemal od dziecka, wiedział więc, że oczywiście nie mógł postąpić tak chamsko wobec kobiety. To nie leżało w jego naturze. Blondynowi nie dane było jednak dłużej zatrzymać na tym myśli, gdy usłyszał pytanie Skye.
Nie, no co Ty. To ten typ, który nie tylko nie skrzywdzi muchy, ale i wyprawi jej pogrzeb - zaśmiał się, spoglądając to na Logana, to na Skye. Widział, jak na siebie patrzyli, wprost nie potrafiąc oderwać od siebie wzroku. I ten jej zadziorny uśmiech… Dominic musiał w myślach przyznać, że Haynesowi trafił się naprawdę intrygujący egzemplarz. A on obiecał mu dzisiaj być jego skrzydłowym. Nabrał powietrza w płuca i wyznał już poważniejszym tonem: - A tak na poważnie Logan to najbardziej godny zaufania facet na ziemi. I najlepszy kumpel pod słońcem. Bez wahania powierzyłbym mu swoje życie. Choć wolałbym na razie nie mieć ku temu sposobności - skrzywił się żartobliwie przy ostatnim zdaniu. Prawda była taka, że zawsze mógł na nim polegać i nie zamierzał tego ukrywać, choć czy nieznajoma to doceni? Na pewno chciał dla Logana jak najlepiej. Po ostatniej lasce brunet potrzebował kogoś bardziej stabilnego emocjonalnie. Za wcześnie jednak na stwierdzenie, czy Skye była tą jedyną, mimo że właśnie ona i Logan wlepiali w siebie spojrzenia, jakby nie widzieli poza sobą świata.
Och, to słodkie, Nicky. - Carrie przytuliła się do Dominica mocniej. - A Tobie nie można ufać? - złapała go za słowo, unosząc zadziornie brew.
Nie wiem, Ty mi powiedz. Można mi ufać? - odwrócił na nią wzrok, w którym rozbłysły łobuzerskie iskry.
No cóż, ja powierzyłabym Ci… pewne sprawy - odparła, poszerzając figlarnie uśmiech, wolną dłonią wsuwając pod jego marynarkę, aż uderzyło go przyjemne ciepło jej dotyku.
Bez wątpienia - odwzajemnił jej uśmiech, mimowolnie zerkając na jej usta. Cholera, była upierdliwa, ale wiedziała, jak przyciągnąć jego uwagę. W towarzystwie należało się jednak zachowywać, dlatego spojrzał ponownie na Skye. - A więc, Skye, dokąd zdążałaś, zanim Logan tak wspaniałomyślnie postanowił wylać na Ciebie drinka? - zagadnął niewinnie. W rzeczywistości próbował wybadać, jakie plany przerwał jej Haynes i czy miała towarzystwo. Może gdzieś ktoś na nią czekał? Logan byłby rozczarowany.

Skye Murray

Met him first

: wt mar 24, 2026 4:07 pm
autor: Skye Murray
Skye czuła cały czas na sobie spojrzenie Logana, gdy zwracała się do jego przyjaciół. Faceci zwracali na nią uwagę i była już do tego przyzwyczajona, ale zazwyczaj to był wygłodniałe, napalone spojrzenie. Z kolei jej nowo poznany kolega miał oczy pełne ciepła, z których aż biła dobroć i niewinność. Patrzył na nią z zaciekawieniem i fascynacją, co cholernie się jej podobało.- To był czysty przypadek, ale jak widać - dobrze, że nie walczyłem z losem- odpowiedział zerkając przelotem na Dominica. Nie miała pewności czy to nie była celowa zagrywka, a nawet jeśli - jak na razie niczego nie żałowała.
Jednak kiedy blondyn zaczął wychwalać Logana, jej spojrzenie przeniosło się na rozmówcę. Przyglądała mu się uważnie, próbując wyczytać z jego twarzy i gestów czy to stały, wyuoczony tekst czy może jednak faktycznie tak uważa o Loganie. Nie potrafiła jeszcze rozgryźć Dominica. Z blondynką przyklejoną u jego boku, dawał jej vibe cwaniaka zmieniającego panny jak rękawiczki. Jak to dobrze, że trafiła na Logana!
- Masz niezłego skrzydłowego, wiesz?- uśmiechnęła się znad drinka przenosząc spojrzenie na bruneta i puszczając mu oko. Uśmiechnął się do niej, a te dołeczki w policzku, sprawiały że miękły jej kolana. Co ten facet z nią robił! W ogóle nie zwracała uwagi, co się dzieje wokół nich. Dopiero przywołanie jej po imieniu, pozwoliło jej powrócić na ziemię.
- Miałam wracać już do domu, ale skoro wpadłam na tak godnego zaufania faceta, to w sumie już mi się tam tak nie śpieszy- odpowiedziała na co Logan uśmiechnął się jeszcze szerzej prostując się i wypinając pierś do przodu.- A jak tam na parkiecie Nicky? Myślałem już, że muzyka całkowicie Was porwie.



Dominic Reyes

Met him first

: wt mar 24, 2026 8:37 pm
autor: Dominic Reyes
Czy Dominic, chcąc poderwać dziewczynę, zachowywał się tak prymitywnie, jak większość mężczyzn w klubie? Uważał, że miał zdecydowanie więcej klasy. Nie był nachalny, nie stosował tanich chwytów, żeby zdobyć uwagę płci pięknej. Jemu wystarczyło niewiele - pewność siebie, czarujący uśmiech, dobre maniery i umiejętna gra słowna, która była wstępem do dalszej części wieczoru. Wiedział, czego chciał i zwykle trafiał na kobiety, które chciały tego samego. Z tym, że z czasem często okazywało się, że to tylko pozory.
Często to co najlepsze, przychodzi przypadkiem - przytaknął w odpowiedzi na słowa Logana. Zerkając na tę dwójkę, upewniał się w przekonaniu, że wpadnięcie na Skye mogło być dla przyjaciela najlepszym, co go spotkało. Blondyn miał tylko nadzieję, że kolejny strzał amora tym razem będzie trafny i za rok Haynes się nie rozczaruje, że coś znowu poszło mu nie tak.
Złapał badawcze spojrzenie Skye, gdy mówił o Loganie. Czuł, że właśnie starała się odczytać, czy mówił prawdę, więc nie odwracał od niej wzroku, będąc opanowanym i naturalnym tak, jakby mówił o pogodzie. Nie mogła tego o nim wiedzieć, ale Dominic nie kłamał. Najwyżej skrzętnie wymijał prawdę albo milczał, ale prawie nigdy nie posuwał się do tak paskudnego czynu. Czy mu uwierzyła? Nie miał pojęcia, dlatego najlepiej, jeśli przekonałaby się o tym na własnej skórze. Ale zdecydowanie była bystra, skoro doceniła jego manewr, na który skrzywił się w rozbawieniu. Przyłapany.
Którego wcale nie potrzebujesz - mruknął, choć pewnie bardziej do siebie, niż do stojącej przed nim pary i nonszalancko wsunął dłoń w kieszeń spodni. Skye i tak skupiała już na Loganie całą swoją uwagę, a ich spojrzenia i drobny flirt sprawiały, że Dominic zaczynał czuć się przy nich trochę jak intruz.
To dobrze, bo przed Tobą jeszcze długa noc w świetnym towarzystwie. - Oczywiście miał tu na myśli przede wszystkim Logana. Widząc, co się między nimi działo, nie mógł w to ingerować, a jedynie odrobinę mu pomóc.
Wiedziałbyś, gdybyś w końcu ruszył się z miejsca. Skye, może Tobie udałoby się namówić go na parkiet? - zapytał z uniesioną brwią, spoglądając to na nią to na Logana. Przyjaciel powinien wykorzystać okazję i w końcu naprawdę się rozerwać. Poza tym taniec wiele wskazywał na to, jaką kochanką mogła być partnerka - skromną, niewinną, czy pełną ognia i ponętnych ruchów. Czasem taniec stanowił grę wstępną, którą blondyn kontynuował do momentu dotarcia do łóżka. Jednak z tego, co wiedział, Logan zwykle nie dawał się tak ponieść. Był rozważniejszy, nie interesowały go przelotne znajomości. Wolał zaczynać od randki. W przeciwieństwie do Dominica, którego takie spotkania niekoniecznie interesowały. - Dobra, dokończcie drinki i chodźmy - zakomenderował, zaciskając mocniej dłoń na palcach Carrie i uśmiechnął się do niej łobuzersko, na co dziewczyna wydała się wyraźnie podekscytowana. Ktoś musiał rozruszać to towarzystwo.

Skye Murray

Met him first

: wt mar 24, 2026 10:33 pm
autor: Skye Murray
Słysząc komentarz Dominica, odwróciła się w jego kierunku zaintrygowana. Uniosła kącik ust zerkając na niego. - A może tak naprawdę nic nie dzieje się przypadkiem? Może wszechświat ma na każdego z nas jakiś plan i skrzętnie go realizuje, a nam zostaje po prostu poddanie się temu?- rzuciła pytanie nie tylko w stronę mężczyzny, ale posyłając każdemu spojrzenie. Skye wierzyła w przeznaczenie. Miała duszę romantyczki , która pchała ją do poszukiwania tego jedynego. Czy będzie nim właśnie Logan? Tego nie wiedziała, o wiele za wcześnie na takie rozważania, ale nie wykluczała, że mogłoby być z tego coś więcej. Biła z niego dobroć, wyrozumiałość, wrażliwość i empatia. Jego przyjaciel również wzbudzał jej sympatię, nie czuła żadnego dyskomfortu ani niebezpieczeństwa w towarzystwie całej trójki nieznajomych.
- Dzięki Nicky, jest z Ciebie lepszy skrzydłowy niż z Deana- brunet się zaśmiał klepiąc kumpla po plecach. Widać było, że i jego rozbawiło jak szybko Murray ich przejrzała. Cóż, nie było to nic trudnego, a raczej to dosyć standardowa zagrywka u mężczyzn. Jednak wyczuła też, że Dominic nie mówi wyuczonego tekstu, który wcześniej sobie chłopaki przygotowali. Faktycznie między nimi istniała wyraźna nić porozumienia na przyjacielskiej stopie. Chociaż kto wie, może dawniej byli kochankami?
- Może by mi się udało. Jedynie muszę się zastanowić, czy aby tego właśnie teraz chcę- uśmiechnęła się zadziornie do Dominica, ale ponownie przesunęła spojrzeniem na Logana, a wtedy jej spojrzenie się zmieniło. Było bardziej zadziorne.
- Dobra Nicky, zaraz do Was dołączymy. Nie każ Carrie dłużej czekać- uśmiechnął się do przyjaciela, puścił oczko blondynce i skrócił dystans dzielący go ze Skye. Brunetka poczuła jak jej serce przyspiesza, gdy mężczyzna nachylił się, aby szepnąć jej do ucha. - Pozwólmy mu trochę popisać się przed Carrie, ale możemy się zwinąć z parkietu tak szybko jak będziesz chciała- starał się, aby nikt inny poza kobietą go nie usłyszał. Pozwolił też sobie na delikatne ułożenie dłoni na jej plecach, co wprawiło ją tylko w dodatkowy dreszcz. Spojrzała mu w oczy z bliższej perspektywy i czuła jak w nich przepada.



Dominic Reyes

Met him first

: czw mar 26, 2026 1:10 pm
autor: Dominic Reyes
Dominic nie spodziewał się, że jakkolwiek uda mu się skupić na sobie błękitne spojrzenie Skye, skoro bezsprzecznie pozostawała pod urokiem Logana. Ale dopiero gdy zadała pytanie, na dwie sekundy się zawahał, po prostu się w nią wpatrując. Wbrew pozorom nie zrobił tego dlatego, że go zagięła, ale dlatego, że jej spostrzeżenie było bardziej głębokie, niż tego się spodziewał. Może to przez fakt, że rzadko spotykał kobiety, z którymi porozumiewał się nie tylko językiem ciała?
Owszem, może mieć dla nas plan, ale to my decydujemy, czy chcemy go przyjąć, czy nie - stwierdził w odpowiedzi, niekoniecznie się z nią zgadzając. Mimo że nie nazwała tego, co miała na myśli, od razu zrozumiał, do czego się odnosiła. I chcąc nie chcąc, dużo to o niej mówiło. Według niego może i istniało coś takiego jak przeznaczenie, ale nie poddawał się każdemu przypadkowi w nadziei, że to będzie słuszna decyzja.
Dlatego jesteś tu ze mną, a nie z nim - odparł w rozbawieniu, patrząc na Logana. Wyglądało na to, że naprawdę dobrze się bawił. I o to Reyesowi dziś chodziło. Jednak z każdą chwilą w ich towarzystwie czuł się coraz mniej na miejscu. Pora była dać im trochę przestrzeni. Stąd propozycja o wyjściu potańczyć, choć o dziwo nie spotkała się ze szczególnym entuzjazmem Skye.
Jasne, nie namawiam - uniósł rękę w obronnym geście, odwzajemniając zawadiacko uśmiech. — Luz, w razie czego wiecie gdzie nas znaleźć - rzucił, obracając Carrie w miejscu, żeby na jej ustach znów zawitał uśmiech, i przyciągnął plecami do siebie, żeby wyszeptać jej do ucha: - Prowadź, Piękna.
Bawiąc się w rytm klubowej muzyki, był w swoim żywiole. Nic dziwnego, że znowu zatracił się w tańcu, w myślach po raz kolejny przyznając, że miał do tego idealną partnerkę. Gdy Logan i Skye do nich dołączyli, widział, jak im szło. Wiedział też, że Logan, podobnie jak on, lubił się bawić, więc ostatecznie wyszeptał do Carrie: - Zatańcz z Loganem. Wynagrodzę Ci to później- uśmiechnął się do niej z błyskiem w oczach, na co zachęcona dziewczyna przystała, po czym odwrócili się do pary. - Kradnę ją na moment. Obiecuję oddać w nienaruszonym stanie - zapewnił, patrząc na przyjaciela porozumiewawczo i wziął ciemnowłosą za rękę, w tym samym czasie, kiedy Carrie wyciągnęła Logana za ręce, żeby porwać go do tańca.
Zakręcił ją w rytm muzyki, sprawiając, że w jednej chwili znalazła się przy nim, i posłał jej uśmiech.
Więc, Skye, jak się bawisz? - zagadnął, układając jej dłoń na talii, a drugą ujmując jej dłoń, nadając im wspólny, niespieszny rytm do delikatniejszej melodii.

Skye Murray

Met him first

: czw mar 26, 2026 3:30 pm
autor: Skye Murray
Złapała kontakt wzrokowy z Dominicem i go wytrzymała. Nie odwróciła od razu spojrzenia w stronę Logana, ale to na blondynie na chwilę skupiła swoją uwagę. Spodobał jej się temat, który zarzucił całkiem przypadkiem… Chociaż jak już wiadomo - w życiu nie ma przypadków.
- A może to tylko złudzenie, że mamy nad tym kontrolę?- uniosła znacząco brew, bo już spotykała się z takimi mężczyznami, którzy uważali, że mają nad wszystkim kontrolę. Niestety to było zgubne, bo nawet własnych uczuć człowiek nie kontrolował. Zakochiwało się bez planowania tego wcześniej i w tym była cała magia. Dominic wydawał jej się jak właśnie jeden z takich facetów - (zbyt) pewny siebie, z wysokim ego, traktującym kobiety z góry jakby miały tylko ładnie stać i pachnieć oraz zawsze być chętne i gotowe, aż mu się znudzą i weźmie sobie kolejną. Dostrzegała jego relację z Carrie - to blondynka zabiegała o jego uwagę, to ona uwieszała się na jego ramieniu będąc w niego zapatrzona jak w obrazek, a on? On miał ochotę ją tylko przelecieć.
W Loganie natomiast dostrzegała łagodność i szczerość. Taką dziecinną, prostą szczerość, która była wręcz urocza patrząc na jego zadbaną, wysportowaną posturę. Był mężczyzną z krwi i kości, lecz o złotym sercu niczym dziecko. Z przyjemnością chciała skorzystać jak najdłużej z czasu tylko we dwoje, więc tylko kiwnęli oboje głową ze Skye na słowa Dominica, aby zaraz oddać się rozmowie. Brunetka już dawno się tyle nie śmiała, co teraz i nie była to kwestia alkoholu. Była lekko wcięta, ale nie pijana. Po prostu tak dobrze jej się rozmawiało z mężczyzną.
Przyszedł jednak w końcu czas, aby trochę się rozruszać. Skye od razu go ostrzegła , że może nie być najlepszą tancerką, ale najwyraźniej Haynesa to nie przeraziło, bo bawili się znakomicie. Aż po skończeniu piosenki, podbił do nich Reyes z towarzyszką. Logan żegnając się ze Skye, pocałował wierzch jej dłoni niczym prawdziwy dżentelmen. Ten trik podpatrzył kiedyś u Dominica i wiedział, że się to kobietom podoba, a następnie podał jej dłoń przyjacielowi.
- Mam nadzieję. Pilnuj, żeby żaden szaleniec nie rozlał na nią drinka- wycelował jeszcze palec w Reyesa i roześmiał się odchodząc z Carrie.
Skye nie pozostało nic innego, jak dać się porwać w tańcu z blondynem. Przechyliła lekko głowę w prawo i zaczęła mu się przyglądać. - Dominicu, bardzo dobrze - odpowiedziała pozwalając się prowadzić w tańcu i musiała przyznać, że zadziwiająco dobrze jej było w jego ramionach. Nie czuła żadnej krępacji ani niechęci, a jego oczy wzbudzały w niej ciekawość. Tak jakby trzymał w sobie tajemnicę, która chciałaby odkryć. - Chcesz porozmawiać o walce z przeznaczeniem, aby sprawdzić czy nie jestem zbyt szalona dla Twojego przyjaciela?- spytała z lekkim uśmiechem wiedząc, że nie bez powodu chce porozmawiać z nią na osobności. Prawdziwy skrzydłowy!


Dominic Reyes

Met him first

: czw mar 26, 2026 9:12 pm
autor: Dominic Reyes
Fakt, że zdecydowała się podjąć pewnie jego spojrzenie z wyzwaniem we własnych oczach, coraz bardziej skłaniał go ku spostrzeżeniu, że ciemnowłosa wydawała się nie tylko piękna, ale i ponadprzeciętnie bystra. A to inteligentne rozmowy stanowiły dla niego niezmiernie fascynujące wyzwanie.
Wciąż uważam, że wszystko jest kwestią wyboru. Wszechświat podsuwa Ci możliwości, ale to Ty decydujesz, jak wygląda Twoje życie i kogo chcesz w nim mieć - przekrzywił nieznacznie głowę, wciąż jawnie sprzeciwiając się jej tokowi dedukcji. Gdyby nie chciała poznać bliżej Logana, nie rozmawialiby teraz. Równie dobrze mogła machnąć na niego ręką i wrócić do domu. Miała wybór, lecz postanowiła się temu poddać, robiąc to absolutnie świadomie.
W tej chwili Dominic nie miał już wątpliwości - przekonania Skye wynikały z tego, że była niepoprawną romantyczką. To dlatego dała szansę Loganowi. To dlatego poświęcała brunetowi swój czas i całą swoją uwagę, niemal w ogóle nie zwracając uwagi na otoczenie.Dlatego też doszukiwała się w tym wszystkim czegoś niemal mistycznego, pozwalając poznać się bliżej. Niewątpliwie wierzyła w przeznaczenie, choć on osobiście nie powierzałby całego swojego życia przypadkowi. Niemniej na tej podstawie zainteresowała się Loganem - czy słusznie? To się okaże.
Będąc już na parkiecie, na słowa Logana aż zaśmiał się krótko. - Masz to jak w banku - uśmiechnął się rozbawiony, powracając spojrzeniem do Skye, którą zaraz porwał do tańca.
Czuł na sobie jej bystro patrzące błękitne tęczówki, zdając sobie sprawę, że chyba właśnie próbowała go ocenić. Nie zrażało go to, dlatego ciągle utrzymywał nieznacznie uniesione kąciki ust. Na jej pytanie mimowolnie poszerzył uśmiech. - Muszę się upewnić, że nie zamierzasz zaraz wywróżyć nam przyszłości z rąk. Albo co gorsza, czy nie wyciągniesz z tej malutkiej torebki kart do tarota - odparł żartobliwie. Resztę byłby w stanie przełknąć, ale relacji z wróżbitką… Jakoś w to wszystko nie dowierzał. Na szczęście, nie dowierzał też, że Skye była skłonna do takich skrajności, o czym świadczył jego lekki ton. - Logan to dobry chłopak. Znamy się od zawsze. Po prostu chcę dla niego jak najlepiej - przyznał całkiem naturalnie. Nie miał powodów, żeby ją jakkolwiek oszukiwać. Odsunął się od niej w rytm muzyki, żeby znów ją obrócić i przyciągnąć do siebie, a jej zapach uniósł się w powietrzu. O ile węch go nie mylił, pachniała… wanilią.
Mimowolnie zerknął na Logana bawiącego się w towarzystwie Carrie. Doskonale pamiętał, jak obaj pobierali nauki tańca u Anthony’ego, jego taty, których efekty można było właśnie podziwiać. - Ale jeśli jesteś jego przeznaczeniem, to chyba nie warto z tym walczyć - uznał z uśmiechem, dając im niejako przyzwolenie na to, co miało się między tą dwójką wydarzyć. Nigdy nie wtrącał się w relacje Logana z dziewczynami, więc nie widział powodów, dla których teraz miałoby ulec coś zmianie.


Skye Murray

Met him first

: pt mar 27, 2026 2:29 am
autor: Skye Murray
Skye bardzo szybko rozgryzła zamiary Dominica, ale nieco ją nimi zaskoczył. Spotykała facetów w różnych okolicznościach. Skrzydłowi u ich boku jej nie peszyli ani tym bardziej nie dziwili. Jednak wyciąganie jej do tańca, aby poznać ją nieco bliżej było swego rodzaju…. Urocze. Podobała jej się relacja między chłopakami. Była to prawdziwa, wspierająca się nawzajem przyjaźń. Niestety takich ze świecą szukać, a to wiele świadczyło zarówno o Loganie jak i Dominicu.
- Nie lubisz kart?- nie była w stanie się powstrzymać przed zadaniem tego pytania wręcz z łobuzerskim spojrzeniem. - Podobno kto nie ma szczęścia w miłości, ten ma szczęście w kartach- dodała po chwili kiwając porozumiewawczo głową w stronę Carrie. Trochę chciała wybadać wprost u źródła, kim jest dla niego ta śliczna blondyneczka. Czy miała rację uznając go za typowego gościa na jedną noc? Czy może myliła się w stosunku do niego i szukał czegoś więcej poza krótką, ulotną przygodą?
Nie mogła mu odmówić świetnego wyczucia rytmu. Zarówno z jednym jak i z drugim tańczyło jej się świetnie. Tylko, że w ramionach bruneta czuła ekscytację, pożądanie i pośpiech. Z kolei przy blondynie czuła pewną ciekawość, spokój i tajemniczość. Pod wieloma względami byli do siebie podobni, ale jednocześnie tak różni.
- Rozumiem- kiwnęła głową z pełnym uznaniem na jego wytłumaczenie, dlaczego chciał z nią rozmawiać. Szanowała takie podejście, bo przecież kobiety też tak robiły! A jak wiadomo - one są tą inteligentniejszą płcią. - Wydaje mi się, że Logan to duży chłopak, więc niech sam zdecyduje o swoim przeznaczeniu - dodała z lekkim uśmiechem nie odrywając od niego spojrzenia. Chciał ją przejrzeć? Proszę bardzo. Nie miała nic do ukrycia.



Dominic Reyes