Kto się czubi ten się lubi, chyba..
: ndz mar 22, 2026 6:10 pm
Akcja miała być łatwa i przyjemna w mniemaniu. Rozdzielono dyspozycje, zespoły nałożyły kamizelki kuloodporne, brygada anty czyhała na pierwszej linii frontu. W teorii nie miało się co wydarzyć, a oni wydawali się mieć kontrolę nad sytuacją, plan nalotu i prostą wymianę a raczej dążenie do pacyfikacji i brak ognia. W mniemaniu Nathaniela najlepsze było jednak gdy się coś działo, uwielbiał adrenalinę i czasami jak istny masochista brnął w coś co dawało choćby cień tego, że znów zarobi kulkę lub chociażby oberwie. Był powalony tego nie dało się wykluczyć, czasami działał wedle niekoniecznie logicznych zasad i cóż to, że oddychał dalej graniczyło z prawami fizyki. Był trochę jak niezniszczalny w tym chaosie, zawsze gdzieś przemieszczający się między kulami przecinającymi powietrze, napierający do przodu jak żywa tarcza. W tym przypadku mieli jednak plan A i B, któryś z nich miał zadziałać, miało iść sprawnie i bez kolejnych wpadek po drodze. Jak często jednak wychodzi, dynamika akcji jest zależna od sytuacji, od jednego momentu czy osoby, która rozgryzie całą akcję, wyhaczy i wyczuje agenta czy policjanta na kilometr. Tak się też stało w ich przypadku.
Mayfield zaczął biec chyba najszybciej w swoim życiu aby obstawić flankę, wręcz pamiętał dokładnie zarys tego kto gdzie miał być, jak szybko mógł dotrzeć lub zmienić swoją pozycję. To nie tak, że chciał komuś chronić dupę, zamiast pilnować swojej ale jednak... On miał już swoje doświadczenie, nie które rzeczy umiał przewidzieć, tak samo jak od początku ten jeden samochód mu nie pasował do reszty. Dilerzy byli cwani, zawsze mieli kogoś na czuju, zawsze ktoś grzał silnik i tym razem było podobnie. Oprócz jednak samego auta ich szyby były odsunięte w ferworze całej akcji, ktoś strzelał na ślepo w kierunku całej ekipy, a kto tylko mógł chronił tyłek drugiej osobie. Jemu przypadła June, akurat w chwili gdy się przemieszczał chcąc przeciąć uliczkę, w którą pojazd miał wjechać chcąc im uciec. Wszystko trwało sekundy, może nawet i krócej - chociaż ciężko to stwierdzić w takiej sytuacji. Nie musiał może w nią wpadać aby się uchyliła, ale jednak zrobił to bo zawsze myślał o krok dalej, a skoro on czuł zagrożenie, to pewnie każdy inny na jego miejscu by to zrobił. Proste, skuteczne działanie.
Nie liczył na żadne podziękowanie, wręcz czuł wściekłość bijącą od kobiety gdy tylko wrócili na komendę, gdy rozbierali swoje kamizelki i odkładali sprzęt. Kamerka wyłączona, przeładowany pistolet i wszystko zdane na miejscu. Gdy na nią patrzył, uśmiechał się szelmowsko pod nosem po swojemu, tradycyjnie. Co z tego, że sama akcja nie poszła tak jak należy, a oni mieli tylko dziuplę z towarem bo reszta... zwiała. On i tak miał ten plusik, że znów zadziałał jak jakiś superhero.
- Nie wiem czy mam do Ciebie podchodzić. Wyglądasz jakbyś sama chciała mi władować kulkę. Czy to źle, że uratowałem Twój śliczny tyłek? Myślałaś, że wyskoczysz z pistoletem a oni się przed Tobą zatrzymają? - zapytał żartobliwie, lustrując ją wzrokiem gdy się tak poprawiała nieopodal szafek czy ogólnie jakiegoś miejsca, w którym to aktualnie wspólnie przebywali. Nie żeby coś ale Nate często myślał o jej zgrabnych czterech literach, które przewijały się czasem nieopodal jego biurka. Byłoby mu szkoda gdyby... ucierpiała. To, że była kobietą pewnie robiło większą różnicę bo łatwo można było wywnioskować skąd z jego strony taki gest, którego raczej nie skierowałby w stronę faceta gliniarza. To był mały szczegół robiący jednak strasznie dużą różnicę.
June Harrison
Mayfield zaczął biec chyba najszybciej w swoim życiu aby obstawić flankę, wręcz pamiętał dokładnie zarys tego kto gdzie miał być, jak szybko mógł dotrzeć lub zmienić swoją pozycję. To nie tak, że chciał komuś chronić dupę, zamiast pilnować swojej ale jednak... On miał już swoje doświadczenie, nie które rzeczy umiał przewidzieć, tak samo jak od początku ten jeden samochód mu nie pasował do reszty. Dilerzy byli cwani, zawsze mieli kogoś na czuju, zawsze ktoś grzał silnik i tym razem było podobnie. Oprócz jednak samego auta ich szyby były odsunięte w ferworze całej akcji, ktoś strzelał na ślepo w kierunku całej ekipy, a kto tylko mógł chronił tyłek drugiej osobie. Jemu przypadła June, akurat w chwili gdy się przemieszczał chcąc przeciąć uliczkę, w którą pojazd miał wjechać chcąc im uciec. Wszystko trwało sekundy, może nawet i krócej - chociaż ciężko to stwierdzić w takiej sytuacji. Nie musiał może w nią wpadać aby się uchyliła, ale jednak zrobił to bo zawsze myślał o krok dalej, a skoro on czuł zagrożenie, to pewnie każdy inny na jego miejscu by to zrobił. Proste, skuteczne działanie.
Nie liczył na żadne podziękowanie, wręcz czuł wściekłość bijącą od kobiety gdy tylko wrócili na komendę, gdy rozbierali swoje kamizelki i odkładali sprzęt. Kamerka wyłączona, przeładowany pistolet i wszystko zdane na miejscu. Gdy na nią patrzył, uśmiechał się szelmowsko pod nosem po swojemu, tradycyjnie. Co z tego, że sama akcja nie poszła tak jak należy, a oni mieli tylko dziuplę z towarem bo reszta... zwiała. On i tak miał ten plusik, że znów zadziałał jak jakiś superhero.
- Nie wiem czy mam do Ciebie podchodzić. Wyglądasz jakbyś sama chciała mi władować kulkę. Czy to źle, że uratowałem Twój śliczny tyłek? Myślałaś, że wyskoczysz z pistoletem a oni się przed Tobą zatrzymają? - zapytał żartobliwie, lustrując ją wzrokiem gdy się tak poprawiała nieopodal szafek czy ogólnie jakiegoś miejsca, w którym to aktualnie wspólnie przebywali. Nie żeby coś ale Nate często myślał o jej zgrabnych czterech literach, które przewijały się czasem nieopodal jego biurka. Byłoby mu szkoda gdyby... ucierpiała. To, że była kobietą pewnie robiło większą różnicę bo łatwo można było wywnioskować skąd z jego strony taki gest, którego raczej nie skierowałby w stronę faceta gliniarza. To był mały szczegół robiący jednak strasznie dużą różnicę.
June Harrison