Strona 1 z 1

biznes, nie przyjemność

: ndz mar 22, 2026 8:47 pm
autor: Nathaniel Mayfield
The Fifth Social Club, miejsce rozsławione na całą okolicę i epicentrum życia nocnego w Toronto. Każdy kto pochodził stąd znał dobrze to miejsce albo przynajmniej raz w swoim życiu był tutaj, bawił się i korzystał z przyjemności, uciechy tego miejsca. Nie tyle był to zwykły klub nocny co i miejsce, w którym często dużo się działo, przez choćby dilerskie biznesy jak i inne cuda, a więc światek przestępczy. Takie miejscówki jak te same przyciągały mniej lub bardziej niebezpieczne towarzystwo. Wampiry wychodziły tu trochę na powierzchnię, szukając zarobku, ciemnych interesów czy własnej uciechy. Jako człowiek ale też jako policjant Mayfield znał to miejsce dobrze, wręcz z pamięci odznaczał tą placówkę na mapie miasta. To tutaj bywała elita Toronto ale także jej plebs, a więc wszystko co dobre i najgorsze łączyło jeden budynek, specyficzny i przesiąknięty zapachem potu, alkoholu, głośnej muzyki czy ciał wijących się w rytm odbijający się od ścian. Dawniej gdy sam był młody lubił tutaj wpaść czy zajrzeć z własną paczką, wtedy jeszcze nie było to tak rozwinięte czy dopracowane jak teraz.
Sam budynek przeszedł spory remont, z tego co było wyciągnięto dawne ciekawe rysy zabytkowych cegieł, a reszta przerobiona na coś nowoczesnego, odznaczała się swoim sznytem. Kwintesencja lat zachowana w czymś świeżym i nowym, powiewie nowego nurtu oraz coraz młodszych roczników, które tutaj się bawiły. Nathaniel wchodząc do środka poczuł się trochę staro, trochę jak ojciec szukający zbuntowanej córki nastolatki, którą chcę uratować przed złem całego świata. Co prawda dopiero co skończył czterdziestkę, jednak czas nieupływanie przemijał, a on nawet jeśli by chciał to nie mógł go tak łatwo zatrzymać. Wciąż jednak lubił znaleźć się choćby przy barze, wypić drinka i porozmawiać z tutejszą ekipą. Poznawał ludzi, barmanów którzy swoje widzieli czy słyszeli, to zawsze był nitką do kontaktów, potrzebnych przy późniejszych sprawach, które prowadził.
Tym razem swój parol zagiął na Maddie. Młodej blondynce, która swego czasu również miała zjazd na ciemną ścieżkę. Pamiętał dobrze w jakich okolicznościach się poznali, jak kleiła się do niego i proponowała ostre rzeczy w zamian za prośbę ściągnięcia jej kajdanek z dłoni. W późniejszym czasie spotkał ją już całkiem inną, odmienioną i w cieplejszych barwach. Odbiła się od syfu, znalazła lepsze towarzystwo czy nawet pracę za barem w klubie. To na pewno było lepsze niż dalsze pchanie się w prochy czy inne używki - czego jej nie życzył. Swoją osobą ujęła go na ten dziwny i pojebany sposób, a skoro już pracowała w miejscu jak to, Mayfield poczuł iż może to być dobre dla nich obojgu. Pytanie tylko czy byłaby skłonna zostać takim pseudo informatorem policjanta? Nieoficjalnie być może.
Na pewno Nate skory był spróbować, nawet jeśli zaprowadzi go to jedynie w ślepą uliczkę...
- Hej, duży masz tłok blond niewiasto..? - zarzucił na wstępie gdy już objawił się przy barze przy samej Lennox. Uśmiechnął się w swoim stylu, szelmowsko i adoracyjnie, tak aby okazać jej swoje zainteresowanie i aby została przy nim na dłużej. Drugi barman poradzi sobie z drugą częścią baru.
- Musisz mi wybaczyć, ale dzisiaj poproszę tylko o soczek. - zagadnął, chcąc sprawić aby miała co robić, w międzyczasie gdy raczy zamienić z nią kilka minut rozmowy. Dla wyjaśnienia swojej preferencji co do wyboru trunku, zabłysnął jej swoją odznaką w dyskretny dla reszty osób w okolicy sposób.


Maddie Lennox

biznes, nie przyjemność

: pt kwie 10, 2026 11:07 am
autor: Maddie Lennox
Powroty bywają ciężkie, szczególnie powroty z miejsca, które było, a raczej jest rajem na ziemi. Chociaż od powrotu z Hawajów minęło kilka dobrych dni to Mads ciężko było powrócić do rzeczywistości. Myślami dalej była tam, na słonecznej wyspie, w prywatnej willi i ramionach Alexa. To wszystko w dalszym ciągu brzmiało jak jakaś abstrakcja, jak sen, z którego nie miała najmniejszego zamiaru się budzić. Wszystko układało się dobrze, nawet zbyt dobrze... Blondynka starała się zignorować dziwne uczucie, które miała w brzuchu, ten specyficzny ścisk, który zwiastował tylko i wyłącznie kłopoty. Miała złe przeczucia, ale bała się wypowiedzieć to na głos, bo tym razem miała do stracenia zbyt wiele. I pierwszy raz zależało jej na tym aby utrzymać tą namiastkę szczęścia, którą znalazła i której trzymała się jak tonący brzytwy. Dlatego wszystko trzymała dla siebie, tak dla pewności aby niczego nie wykrakać.
Była jednak w pracy, musiała się skupić, a rozmowy z napalonymi klientami pozwalały jej zignorować pieczenie w podbrzuszu, które czuła od kilku dobrych dni. Dzień zapowiadał się tak jak zwykle, bez żadnych nowości czy akcji. Jak na godzinę tłok był całkiem spory, ale Mads jak to ona radziła sobie świetnie. I wtedy kątem oka dostrzegła zbliżającą się do baru osobę, miała dobrą pamięć może nie do twarzy, ale do męskich ciał, a takiej postawy jaką miał Nathaniel się nie zapomina. Mieli swoją historię, krótką bo krótką, ale bardzo intensywną. Z resztą Madison wtedy była zupełnie inną osobą, wibrowała na innych falach i liczyły się dla niej inne rzeczy, głównie dobra zabawa. Od tamtego czasu dużo się zmieniło.
- Jak widać, inspektorze. - odparła z uroczym uśmiechem i wolną ręką machnęła w kierunku baru, tak jakby tym gestem chciała mu zobrazować natłok spragnionych ludzi. Spojrzeniem znów wróciła do jego osoby, ciekawa była czego tutaj chciał, bo klub to nie jest miejsce, w którym strażnicy prawa spędzają czas.
Już miała coś skomentować o tym, że w takich miejscach pije się coś mocniejszego, ale kiedy pokazał jej odznakę zrozumiała, że nie była to towarzyska wizyta, a raczej coś grubego się działo, a może dopiero miało? Nie ważne, była zainteresowana co w trawie piszczy.
- Okej, niech będzie sok. Tylko będziesz musiał zostawić napiwek jak za drinka. - przypomniała, bo halo, była barmanką, zarabiała głównie na sprzedanym alkoholu, a nie sokach. Zgodnie z jego życzeniem nalała mu sok, postawiła przed nim na gumowej podstawce i rękami oparła się o blat baru.
- Co tutaj robisz? Bo sok mogłeś wypić w budzie przy komendzie. - zapytała patrząc na niego z delikatnie marszczonymi brwiami.
Nathaniel Mayfield

biznes, nie przyjemność

: śr kwie 15, 2026 5:55 pm
autor: Nathaniel Mayfield
Lubił to miejsce i czuł się tu wracając po prostu... staro? Miejsce zabaw i uciech kiedyś, dzisiaj majaczyło się bardziej jako takie, które warto było mieć na oku z kilku względów. To zazwyczaj była mekka dla dilerów czy ogólnie miejsce do rozrób i awantur, czyli idealnie dla policji i zgarnięciu paru typów. Czasami z kolei to była pierwsza lekcja dla nowych policjantów, dla świeżaków na przetarcie. Kiedyś sam Nath tutaj zaczynał stawiając pierwsze kroki, dobrze pamiętał ten moment gdy jeszcze paradował w policyjnym mundurku. W głowie zapadł mu także moment gdy sam dostał w dziób, a z nosa w momencie poleciała mu krew, na prawdę to miejsce było skore do zatrzymywania czasu i zaplatania worka wspomnień. Dziś jednak już wracał tu jako inspektor, ktoś poważany w środowisku, mogący śmiało chodzić w luźnej koszuli czy skórze. Tak czy inaczej to nie pomagało, z dala było czuć iż jest po prostu gliną, ten chód, postura i inne mankamenty, jak kabura wciskająca się w ciuchy. No cóż, bardziej krzyczałby tylko gdyby faktycznie wrócił do munduru.
Nie obiecywał sobie cudów po wizycie w klubie, ani po samej Mads czegoś konkretnego. Nauczył się jednak w tej robocie, że nawet małe wskazówki czy szczegóły mogą zrobić różnice, co mu szkodziło. O tej porze to miejsce trochę się zapewniało i w sumie może to i lepiej? Gotów był sam na własne oczy zobaczyć co trzeba lub.. szturchnąć kogo powinien aby osiągnąć swoje. Nigdy nie pękał.
Skinął jej głową w niemej odezwie, klepiąc rękami bar gdy przy nim zasiadał. Rozejrzał się po tłumie, po ludziach, którzy aktualnie mogliby być jego dziećmi jakby się postarał. Kilka postaci jednak starszych też się pojawiało, niedobitki szukający miłości albo przelotnych numerków, może duzi chłopcy, których nikt nie chce. Po pewnych twarzach dało się wywnioskować albo zgadywać historie życia.
- Zapłacę nawet i podwójnie. Możesz mnie skasować jak za dobrą whisky. - rzucił, chowając dyskretnie odznakę, a wyciągając z kolei zielone banknoty. Rzucił ich znacznie więcej niż powinien, ale jakoś nigdy nie był skąpy, za informację i to te dobre zazwyczaj trzeba swoje zapłacić. Tak czy inaczej sok nie był do niego podobny, więc w razie potrzeby mógł jej zawsze skinąć aby dla pozoru postawiła obok kieliszek czystej bądź innego trunku, który będzie udawał, że pije przez resztę wieczoru.
- Lubisz z grubej rury, huh? - zaczął, ale zanim ją oświecił, zatopił usta w swoim soku, który nawet o dziwo dobrze smakował, nie był rozcieńczony to się chwali. - ...mam biznes związany z robotą. Pytanie tylko czy jesteś lub będziesz w stanie mi pomóc? - zniżył swój głos co by nie dawać pożywki komukolwiek do podsłuchiwania. Pierwsze co zrobił to zapalił w niej ziarenko ciekawości połączone z niemałym dreszczykiem emocji, które kiedyś jako ta Loco Maddie pewnie znała. Tak czy inaczej zanim miał zamiar przejść do sedna wolał się upewnić czy aby chcę się w to pakować, chcę w ogóle z nim prowadzić tą wymianę zdań. Widział dużo w swojej karierze, a w tym głównie ludzi którzy nie chcieli gadać czy się mieszać choćby przez pryzmat potencjalnego niebezpieczeństwa.


Maddie Lennox