Strona 1 z 2

like a shoe box of photographs, with sepia-toned loving

: pn mar 23, 2026 9:45 am
autor: teddy darling
039.
Od zawsze wiedziała, że jej rodzice lubią April, ale dopiero z czasem uświadomiła sobie, jak bardzo. Ale przede wszystkim lubili i ją w sposób niewymuszony i szczery. Pytali o nią, gdy nie przychodziła, wspominali jej historię i pamiętali naprawdę różne szczegóły, o których zdarzało się zapomnieć samej Teddy. Często myślała o tym, jak długo Finch była obecna w jej życiu i jak długo w jej domu była traktowana jak ktoś, kto zawsze jest mile widziany.
Już za czasów szkoły czasami wpadała na obiad albo zostawała na weekend. Państwo Darling nigdy nie postrzegali tego jako coś niezręcznego. Wręcz przeciwnie! Byli ciekawi, co u niej słychać, jak jej idzie w nauce i jakie ma plany na przyszłość. Zdarzały się chwile, gdy łapała się na tym, że obserwuje, jak April i jej mama śmieją się z czegoś, czego nie dosłyszała. Albo jak tata opowiada historię, którą Teddy słyszała już milion razy, a kiedy przytaczał ją Finch, brzmiała jakoś świeżo. Zawsze była dla niej przygotowana herbata, nawet jeszcze zanim zdążyła o nią poprosić, a ulubione ciasto pojawiało się przypadkiem, kiedy wpadała z wizytą. Mama Teddy potrafiła zatrzymać ją w przedpokoju na dłuższą rozmowę, jakby nie widziała jej od miesięcy, nawet jeśli była u nich dzień wcześniej. Tata natomiast miał dla niej tę szczególną uwagę, którą zwykle rezerwował dla ludzi, których naprawdę cenił i śmiał się z jej żartów trochę głośniej, niż to w ogóle było konieczne. I może właśnie dlatego wszystko wydawało się takie normalne.
Teraz przemierzały miasto samochodem, zbliżając się do rodzinnego domu Darlingów. Mieszkali w tej samej metropolii, ale w zupełnie innej części miasta, więc napięty grafik Teddy sprawiał, że wizyty były wyjątkowe, choć nigdy formalne. Kilka dni wcześniej zadzwoniła do mamy, żeby zapowiedzieć, że przyjdzie na niedzielny obiad razem z April. W odpowiedzi, oczywiście, usłyszała autentyczny zachwyt. Świetnie! Tata się ucieszy, może zrobi ten warzywny makaron, który April lubi? To tylko utwierdzało ją w przekonaniu, że być może jeszcze nie powiedziała rodzicom o tym, że są parą, ale reakcja będzie dokładnie taka, jakiej można się było spodziewać. Te odwiedziny miały być jednocześnie próbą odciągnięcia April od komputera i natłoku pracy. Teddy musiała się trochę nagimnastykować, ale najważniejsze, się się udało!
Stawiam dychę, że ojciec przypali sos — powiedziała, kiedy zatrzymała Toyotę na podjeździe. — No dalej, załóż się ze mną — wyciągnęła do Finch rękę, a kiedy ta uścisnęła jej dłoń, przyciągnęła ją do siebie i skradła pocałunek. Kątem oka dostrzegła ruch firanki w kuchennym oknie. — Mama już wie. Możemy wracać — uśmiechnęła się w usta ukochanej, odpięła pas i pociągnęła za klamkę. — Wyglądasz doskonale — zapewniła, widząc, że April zerka w lusterko i poprawia włosy. Naprawdę nie musiała nic robić, żeby wywrzeć na Darlingach wrażenie, bo już dawno zaskarbiła sobie ich sympatię.
Zanim zdążyły wejść po drewnianych, pomalowanych na biało schodkach, drzwi uchyliły się i na werandę wyszła matka Teddy. Theresa Darling była szczupłą, rudowłosą kobietą i mimo że uśmiechała się szeroko, na jej twarzy dało się zauważyć zmęczenie wynikające z wieloletnich dyżurów. Przez całe życie pracowała jako anestezjolożka w lokalnym szpitalu i zaledwie dwa lata temu przeniosła się do prywatnej kliniki, gdzie miała nieco więcej spokoju. Od razu dopadła do córki, obcałowując oba jej policzki, a potem ujęła twarz April w obie dłonie.
Pokaż mi się tutaj — obejrzała ją dokładnie z każdej strony, doszukując się jakichś zmian. — Wyglądasz doskonale — stwierdziła w końcu i cmoknęła ją w czoło.
To samo jej mówiłam! — zawołała przez ramię Teddy, wchodząc w głąb domu, po którym unosił się zapach jedzenia. I spalenizny.

poeta napisałby tom wierszy dla ciebie

like a shoe box of photographs, with sepia-toned loving

: pn mar 23, 2026 11:23 am
autor: April Finch
Świetna relacja z rodzicami Darling zawsze była dla niej budująca. Czuła się w ich domu bezpieczna i akceptowana, właściwie od dnia, w których ich poznała. Z początku była pod wielkim wrażeniem, że można mieć tak przyjemną atmosferę w domu i że to nie jest wyłącznie na pokaz. Nie musiała się zastanawiać, czy udają, bo oczywistym było, że to wszystko po prostu wypływa z ich serc.
Zależało jej na zdobyciu ich sympatii i jeszcze bardziej dziwiła się, gdy okazało się, że naprawdę wystarczy, żeby była sobą. A przynajmniej mniej więcej! Przy rodzicach nigdy nie można było być nadmiernie szczerym. Taka mogła być tylko przy ich córce. Najważniejsze było to, że nie musiała się nadmiernie starać ani udawać, by się z nimi dogadać. Przez te wszystkie lata zdążyła się między nimi wytworzyć wspaniała nic porozumienia, a April naprawdę na nich zależało. Nie potrzebowała Teddy jako pretekstu, by się do nich odezwać. Ze szczerą ciekawością potrafiła czasem zadzwonić do Theresy i podpytać ją czy w pracy wszystko dobrze i co właściwie wyszło jej na tej ostatniej morfologii, którą robiła. Z nieudawaną cierpliwością mogła wytłumaczyć Trevorowi, dlaczego nie warto opłacać każdego możliwego abonamentu, by oglądać każde możliwe rozgrywki sportowe i że da się do zrobić bardziej oszczędnie. Słowem, byli dla niej jak rodzina.
Nie zmieniało to faktu, że bardzo się stresowała. Marzec nie był dla niej łaskawy, wciąż snuła się totalnie wymęczona, również sprawami rodzinnymi. W normalnej sytuacji odwiedziny u państwa Darling byłby gwarantem poprawy humoru, ale tym razem? Była przecież w zupełnie nowej roli. Nigdy nie była pod ich dachem jako partnerka Teddy, a przecież przyjaźń to jednak coś innego. Czuła się trochę, jakby jechała poznać rodziców swojej dziewczyny po raz pierwszy.
Nawet wybór stroju okazał się strasznie stresujący. Nie chciała wyglądać zbyt prowokacyjnie, co automatycznie skreśliło z listy połowę jej garderoby. Myślała też o jakimś garniturze albo chociaż koszuli, ale nie chciała, by uznali, że się w jakiś sposób przebrała. Gdyby nie Teddy, która kontrolowała czas do wyjścia, nie wygrzebałaby się z ubrań nigdy, a ostatecznie i tak nie była zadowolona, dopiero w aucie dostrzegając dziesiątki minusów we własnym stroju.
— Za mało w niego wierzysz — przyjęła zakład, ściskając jej dłoń. Całus był przyjemnym zaskoczeniem, ale informacja o tym, że są podglądane, od nowa ją zestresowała. Jęknęła żałośnie i od razu zaczęła poprawiać włosy w lusterku. Miała przecież nie wychodzić na puszczalską. Raz w życiu.
Zacisnęła mocniej palce na pudełku z babeczkami, które trzymała na kolanach. To miał być prezent, żeby wkupić się w łaski jej rodziców. Powinna upiec cos sama, ale nie była w tym mistrzynią, a nie miała czasu uczyć się czegoś od nowa. Przynajmniej miała pewność, że cukiernia, z której je kupiła, była absolutnie świetnym miejscem i wyroby na pewno będą doskonałe. Wyszła z samochodu i wzięła głęboki wdech dla otuchy. Jakoś to będzie.
— Dziękuję, ty też. Może w końcu mi zdradzisz, jakim cudem od piętnastu lat nie postarzałaś się ani o dzień? — Spojrzała na Theresę z rozbawieniem. Powtarzała jej to samo od kilkunastu lat, w pewnym sensie w to wierząc. Cała ta rodzina miała jakieś pokręcone geny, za którymi April nie potrafiła nadążyć.
Weszła do środka za Teddy, rozglądając się odruchowo, jakby szukała zmian, które mogłyby świadczyć o tym, że coś zmieniło się też tutaj, a nie tylko pomiędzy trzydziestolatkami. Wszystko wyglądało jednak zadziwiająco normalnie.
— Przywiozłyśmy deser. Zdecydowanie najlepsze ciastka w Toronto! Znaczy się, no oczywiście poza tymi od was, ale no te też są naprawdę smaczne i oni tak fajnie prowadzą Instagrama, w cukierni mieszka taki kot i... No. Proszę. — Wyciągnęła ręce podsuwając pudełko Theresie. Poplątała się w tych zeznaniach, czując jak robi jej się coraz goręcej. W ogóle nie podobało jej się to, że zaczęła się dodatkowo stresować i robić z siebie wariatkę. Znaczy się większą niż jest.

Jesteś w mojej wyobraźni, Chcę Cię na zawsze, nie tylko doraźnie,

like a shoe box of photographs, with sepia-toned loving

: pn mar 23, 2026 12:42 pm
autor: teddy darling
Z całych sił próbowała udowodnić ukochanej, że tutaj naprawdę nie ma się czym przejmować. Powody do stresu po prostu nie istniały, choć patrząc na April, trudno było w to uwierzyć. Chciała wypaść perfekcyjnie i pokazać się od najlepszej strony, ale Teddy wiedziała, że to całkowicie zbędne. Jej rodzice byli serdeczni i darzyli Finch ciepłem, które właściwie nie różniło się od tego, jakie mieli wobec własnej córki. A jeśli ona tak przeżywała spotkanie z Darlingami, to aż strach pomyśleć, co Teddy poczuje przed konfrontacją z rodzicami partnerki. Oj, Finchowie to dopiero będzie prawdziwe wyzwanie. Mieli w sobie coś takiego, że strażaczka od razu czuła się oceniona. I nigdy nie dało się przewidzieć ich reakcji. To znaczy, zawsze były negatywne, więc wszystko kręciło się wokół skali, jak bardzo aktualnie czegoś nienawidzili.
Daj spokój — Tessa machnęła ręką, chociaż komplement niewątpliwie sprawił jej przyjemność, o czym świadczył rumieniec na policzkach. — Widzisz te zmarszczki? Ale mam już swoje lata. Nawet nie macie pojęcia, jak wam zazdroszczę tej młodościi — westchnęła, ale na widok ciastek, znów się rozpromieniła. — Cudownie, bo nie zdążyłam nic upiec, a Teddy wspominała, że robi ostatnio jakieś kosmiczne, dobowe zmiany, więc nie chciałam jej do tego wykorzystywać — przejęła od April pudełko z ciastkami, wyminęła ją i ruszyła do jadalni.
W międzyczasie Teddy posłała ukochanej nieco rozbawione spojrzenie. Finch zawsze dużo paplała, ale kiedy zaczynała się denerwować, zwiększała obroty. Nie zdążyła jednak nic powiedzieć, bo z kuchni wyłonił się ojciec opasany w fartuszek z chwytliwym napisem "lepiej całuję niż gotuję". Na nosie miał zaparowane okulary, a brodę zdobił kilkudniowy zarost.
Jesteście już? — zdziwił się, jakby oczekiwał, że zjawią się trochę później. — Cześć, April — normalnie pewnie objąłby ją misiowatymi ramionami, ale był cały upaćkany, więc tylko zbił z nią żółwika. — Teds, pomożesz mi poznosić wszystko z kuchni do jadalni? Sos jeszcze nie jest gotowy — podrapał się po brodzie.
Bo jest spalony — skwitowała krótko Teddy.
To garnek się przypalił. I tylko od spodu — zastrzegł natychmiast Trevor. — Nie jojcz i chodź — pociągnął do kuchni, nie dając czasu na reakcję.
April naturalnie nie została pozostawiona samej sobie, bo Theresa zaraz przywołała ją do jadalni gestem ręki i wskazała na stół, dając jej do zrozumienia, żeby zajęła dogodne miejsce. Sama usiadła na krześle naprzeciwko i przyjrzała się bacznie Finch.
No, opowiadaj — zachęciła ją gestem ręki. — Jak w pracy? Gdzie teraz mieszkasz? Co u rodziców? Jak było na wakacjach? — zasypała ją milionem pytań i od razu było wiadomo, że charakterem to Teddy wdała się w ojca. Nic dziwnego, że April od ręki udało się złapać taki dobry kontakt z panią Darling. Pod wieloma względami były naprawdę bardzo podobne! — Dobrze się czujesz, kochanie? — upewniła się, chyba zauważając, że Finch była jakaś taka... Zdenerwowana? Albo przemęczona? Trudno stwierdzić. Może Tessa powinna naszprycować ją jakimiś witaminami, żeby nabrała sił? A może wystarczy, że porządnie zje. Na pewno kiepsko się odżywiała i - tak, jak Teddy - nie miała zbyt wiele czasu, żeby myśleć o posiłkach.

zrobiłbym z ciebie ekstrakt i jarał w bletkach, mała

like a shoe box of photographs, with sepia-toned loving

: wt mar 24, 2026 11:51 am
autor: April Finch
Potrzeba, by wypaść jak najlepiej, zżerała ją od wewnątrz. A przecież to April miła tutaj zżerać jakieś pyszności, które przygotowali rodzice Teddy. Nie była mistrzynią w kontaktach z rodzicami swoich drugich połówek. Zawsze trzeba było czasu, by przyzwyczaili się do jej wariactwa, a ona rzadko dawała związkom taki czas. Tutaj niby było inaczej, przecież Darlingowie znali ją bardzo dobrze. Ale jakoś to do niej nie docierało. Martwiła się, że tak czy siak ma na sobie teraz dużo większą presję niż dotychczas.
— Miałyśmy się spóźnić? To Teddy tak poganiała — usprawiedliwiła się, witając się ze swoim przyszłym teściem. Uśmiechnęła się szeroko widząc fartuszek. Musi wreszcie namówić go na wspólny wypad na zakupy. Coś jej podpowiadało, że doskonale dogadaliby się w sklepie z ubraniami, nawet jeśli z początku byłby temu nieco przeciwny lub nieśmiały.
Uniosła rękę, jakby chciała złapać Teddy za koszulkę i przytrzymać ją przy sobie. Ale przecież to było głupie. Do tej pory nie bała się przecież zostać sam na sam z żadnym z jej rodziców. Po co więc teraz się tak przejmowała? Wiedziała, że przecież tylko jej to zaszkodzi, bo zacznie robić z siebie kretynkę. Właściwie to już zaczęła. No nic, trzeba było w to brnąć. Weszła posłusznie do jadalni i usiadła we wskazanym miejscu.
— Yyyy... — odpowiedziała bardzo elokwentnie na grad zadanych jej pytań. Rozmowa zapowiadała się całkiem zwyczajnie, ale akurat dzisiaj nie miała ochoty nawiązywać do żadnej z tych kwestii. Łatwiej byłoby porozmawiać o ostatnim odcinku Greys Anatomy czy coś. Ale trudno, nie mogła przecież udawać, że nie słyszała. Najgorsze było to, że nie miała pojęcia, jak dużo Teddy zdążyła im opowiedzieć. No dobrze, wiedziała, że praktycznie nic, ale może jednak wymsknęło się jej coś, o czym zapomniała Finch wspomnieć i ona zaraz wszystko popsuje?
— Tak, wszystko w porządku. Przepraszam, jestem trochę zmęczona, bo ostatnio mam w pracy spory młyn. Nic ciekawego, ale jak na złość wysypało się wszystko na raz i muszę to jakoś pozbierać do kupy — zaczęła, poprawiając się na krześle. Kiedy dotarły do niej własne słowa, poczuła się nieco pewniej. To brzmiało całkiem dobrze. Nie zbyła jej, ale też nie wdawała się w zbędne szczegóły. Nie będzie przecież siedzieć i narzekać. Może jednak nie będzie tak źle i uda jej się prześlizgnąć przez te pytania, zanim zjawią się tutaj Teddy i Trevor?
— Podobnie zresztą jak u rodziców. Ale no wiesz, u nich zawsze jest młyn, nawet w niedziele i święta. Nie mamy ostatnio zbyt wiele okazji, by porozmawiać — pociągnęła temat, starając się nadal dobierać słowa tak, by nie wdawać się w szczegóły, ale też nie kłamać. Naprawdę bało mało z nimi rozmawiała! W tym roku widziała się przecież z nimi tylko kilka razy, a od ostatniej wizyty nie zamieniła z nimi ani słowa.
— Wakacje za to były fenomenalne. Chętnie posiedziałabym tam jeszcze z miesiąc. No wiesz, piękna pogoda, zero obowiązków, ocean pod samym nosem... Dasz wiarę, że prawie namówiłam Teddy do adopcji kota? Gdyby tylko przewożenie zwierząt samolotem przez granicę było nieco prostsze. — Westchnęła błogo na wspomnienie rudaska, który odwiedzał je przez cały pobyt w wynajętym apartamencie. Cwaniak przyzwyczaił się, że zawsze podsuną mu żarcie i ręce do głaskania. Zmarszczyła brwi, analizując w głowie własne słowa. Czy trochę jej nie poniosło? Nie uprzedziła faktów? Czy fragment o adopcji kota zabrzmiał tak, jakby miały go mieć razem czy osobno? Cholera, za dużo pytań na tak prozaiczną rozmowę.
— No i jestem w trakcie... przeprowadzki. A przez to już w ogóle nie ma czasu na nic, wiesz, jak jest. — Machnęła lekceważąco ręką, trącając przypadkiem stojącą obok niej szklankę. Dobrze, że była jeszcze pusta, bo narobiłaby niepotrzebnego bałaganu. Udało jej się złapać szkło, zanim stoczyło się na podłogę. Zaśmiała się nerwowo z własnej głupoty, udając, że nie zauważa czujnego wzroku pani Darling. Wszystkie matki miały zbyt silny instynkt analizy i szpiegostwa.
— Widzisz, jakie mam nudne, młode życie? Szkoda gadać. Lepiej powiedz, jak ty się czujesz! Wszystko w porządku? Czy ta pindowata dermatolożka się w końcu uspokoiła i nie wszczyna awantur? Powiedz, że miałam rację i kręci u was jakiś romans — zasypała ją gradem pytań w odwecie. To była najbezpieczniejsza opcja! Palnęła pierwszą plotkę, jaka przypomniała jej się na temat codzienności Theresy z nowej kliniki. Nie ma nic lepszego niż obgadywanie ludzi, których się nie zna, prawda?

Gdziekolwiek, cokolwiek, z Tobą mogę. O wszystkim, o niczym, z Tobą mogę

like a shoe box of photographs, with sepia-toned loving

: wt mar 24, 2026 3:37 pm
autor: teddy darling
Gdyby Darlingowie byli jakimiś tyranami, pewnie bez trudu znalazłaby wytłumaczenie dla zachowania April. Ale oni byli najmilszymi osobami na świecie! Teddy nigdy nie miała z nimi poważniejszego konfliktu. Właściwie chyba nigdy się z nimi nie pokłóciła. Aż do tamtego dnia, kiedy powiedziała im, że podpisała oświadczenie o niepodejmowaniu reanimacji.
Ojciec nie wybuchł od razu. Najpierw znieruchomiał, jakby potrzebował chwili, żeby w ogóle zrozumieć, co właśnie usłyszał. Dopiero po tej krótkiej ciszy coś w nim pękło. Zrobił się cały czerwony, jakby miał eksplorować. W końcu faktycznie wybuchł i to, co najbardziej uderzało Teddy, to fakt, że nigdy wcześniej nie widziała go w takim stanie. Matka przyjęła tę wiadomość inaczej. Nie była zadowolona, to było widać od razu, ale zachowała zawodowy dystans. Słuchała, dopytywała, próbowała zrozumieć tok myślenia Teddy. Jako lekarka wiedziała, że takie decyzje nie biorą się znikąd i że stoją za nimi konkretne doświadczenia, przemyślenia, a czasem strach.
Będąc w kuchni, która znajdowała się we wnęce przy jadalni, mogła przysłuchiwać się rozmowie, jaką Theresa prowadziła z April. Kątem oka zerknęła na tatę, bo ten niby skupiał się na doprawianiu sosu, a jednak głowa i tak uciekała mu gdzieś w bok.
Teddy wspomniała, że masz ostatnio dużo na głowie. Tym bardziej bardzo nam miło, że znalazłaś chwilę na odwiedziny — Tessa wyciągnęła rękę, aby pokrzepiająco poklepać Finch po wierzchu dłoni, a potem posłała jej uśmiech, domyślając się, że jej rodzice, jako znani, nieco kontrowersyjni prawnicy, na pewno tonęli w różnych sprawach i nie wiedzieli, w co ręce wsadzić.
Słysząc wzmiankę o kocie, Teddy aż parsknęła pod nosem. Jednak dobrze, że ograniczał je ten samolot, bo skończyłyby z rudym sierściuchem pod jednym dachem. Zdecydowanie powinna popracować nad asertywnością.
Słucham? — w głosie pani Darling dało się słyszeć niedowierzanie. — Jakim cudem? Moja córka nie znosi kotów. Musisz mieć jakieś magiczne moce! Czym zdołałaś ją przekupić? — zaśmiała się, kręcąc głową nie nieukrywanym niedowierzaniem. Chciała dopytać o przeprowadzkę, ale wtedy April przewróciła szklankę i zręcznie zmieniła temat na dermatolożkę, której Theresa szczerze nie znosiła. Teddy musiała przyznać, że to było bardzo sprytne zagranie! — Wyobraź sobie, że to babsko próbowało uwieść dyrektora kliniki! Ale kiedy okazało się, że ten nie jest zainteresowany, awanturom nie była końca! Na szczęście zaczęła dostawać upomnienia i wreszcie przystopował. Więc musze cię rozczarować, ale do końca nie miałaś racji, chociaż byłaś niesamowicie blisko — oznajmiła przejęta całą sytuacją. — Zawsze chodzi o jakiegoś faceta!
Czasami chodzi o kobietę! — odkrzyknęła Teddy, na co pani Darling machnęła ręką, bo przecież wiadomo, ale w tym przypadku dyrektor kliniki był mężczyzną.
Mnie bardziej zastanawia — zaczął Trevor, kiedy zaczął znosić wszystko na stół. Ustawił na desce garnek z sosem warzywny i półmisek z makaronem, a obok świeżą sałatkę z dojrzałych pomidorów i liści szpinaku. — Gdzie planujesz się przeprowadzić. Chyba nie wyjeżdżasz z Toronto? — przyjrzał się podejrzliwie April, jakby ta miała lada dzień opuścić Kanadę.
Jak to gdzie? Do mnie — wypaliła Teddy, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
Jak do ciebie? — Trevor zajął miejsce przy stole. — Do loftu? Nie jest raczej przystosowany dla współlokatorek. Sypialnia na antresoli, otwarty salon... Jeszcze ta kanapa na dole, która właściwie się nie rozkłada. Nie zrozumcie mnie źle, ten układ mieszkania jest okropny, chyba to będzie trochę...
Tato — wtrąciła Teddy, patrząc na niego pobłażliwie.
No co tato, co tato? — pan Darling wyglądał na kompletnie zdezorientowanego. — Mówię tylko, że... Och — zamilkł, widząc rozbawienie w oczach swojej małżonki.
Theresa natomiast utkwiła wzrok najpierw w Finch, a potem przeniosła spojrzenie na własną córkę. Wpatrywała się z nią, aż w końcu kąciki ust uniosły się w uśmiechu. — Zawsze powtarzałam, że na starość będziesz odwiedzać nas z April. Jak właściwie do tego doszło? — zapytała, wymierzając w nie drugą stroną widelca.
I dlaczego dopiero teraz? — Trevor sięgnął po półmisek z makaronem i od razu podał go April, która przecież była gościem.

ciągle szukałem ciebie, chodząc po tym chorym świecie

like a shoe box of photographs, with sepia-toned loving

: śr mar 25, 2026 9:33 am
autor: April Finch
Nie przestanie jej nigdy zaskakiwać, w jak łatwy sposób każdy z Darlingów potrafił wywołać uśmiech na jej twarzy. Córka wcale nie była pod tym względem jakaś wyjątkowa, musiała odziedziczyć talent po rodzicach. Finch uśmiechnęła się ciepło, ciesząc się z faktu, że doceniają tak błahe rzeczy, jak jej obecność. Tak łatwo było ich zadowolić, że to aż dziwne! Na szczęście już dawno przestała się doszukiwać drugiego dnia w tego typu zapewnieniach, bo dotarło do niej, że to naprawdę wychodzi prosto z ich serc.
— Teddy ma po prostu bardzo miękkie serce — odpowiedziała w kwestii kota. Znów nie musiała się mijać z prawdą. Jej partnerka, nawet zanim zaczęły być razem, zdecydowanie zbyt łatwo dawała się wkręcać w jej kretyńskie pomysły. Fakt, że teraz była jeszcze bardziej otwarta na pewno doprowadzi je kiedyś do zguby. Ale też sprawi, że będą miały piękne, kochane kotki, a dla kotów warto żyć.
Ze szczerym zainteresowaniem słuchała opowieści na temat dermatolożki. Zawsze była ciekawa takich plot. No i to był świetny sposób, żeby się odstresować i zdjąć ciężar z własnych barków, zanim obok pojawi się Teddy. April wpatrywała się uważnie z przyszłą teściową i nawet wywróciła teatralnie oczami, gdy dowiedziała się, że typiara okazała się bardziej hop do przodu niż można było początkowo zakładać.
— Jak problem, to wiadomo, że o faceta — dodała, nachylając się nad stołem w stronę Theresy. To wszystko te chłopy jełopy! Już otwierała usta, gotowa wypytywać ją o tysiąc dodatkowych spraw, ale w pomieszczeniu pojawił się Trevor i to on zadbał o zmianę tematu. April poczuła, jak robi jej się z nerwów nieco cieplej. Nie była pewna, jak powinna uniknąć tego pytania i czy w ogóle powinna to nadal robić. W podjęciu decyzji wyręczyła ją Teddy. Poczucie ulgi trwało jednak zbyt krótko, bo zaraz pan Darling zaczął rozważać niesprzyjającą architekturę tego miejsca. Jeszcze tego brakowało, żeby okazało się, że obecność April w lofcie psuje jakiś ich plan na zagospodarowanie przestrzeni. I to wszystko będzie jej wina! Teraz to już na pewno znajdą sobie jakieś powody do nielubienia jej i tyle z tego będzie. Umrze samotna, dostając zawału przy własnym komputerze w biurze, którego nie opuszczała przez ostatnie kilkanaście godzin.
Z myślenia nad najbardziej okropnymi scenariuszami wyrwał ją głos Theresy. Zamrugała niepewnie, próbując się skupić na prawdziwej rozmowie, a nie tylko głosach w swojej głowie. Przejęła wręczony jej półmisek, uśmiechając się niepewnie. To brzmiało dużo milej niż wszystkie wersje, na które zdążyła wpaść w przeciągu ostatnich dwóch minut.
— Chciałam się usprawiedliwić, że dopiero teraz, bo żadne z was mi wcześniej nie powiedziało, że takie są rodzinne plany wobec mnie... ale z drugiej strony, gdyby nie ten sylwestrowy wyjazd od was, to pewnie nic by z tego nie wyszło. — Spuściła nieco zawstydzona wzrok na półmisek, który wciąż trzymała w rękach. Dobrze, że w tym całym stresie nie zaczęła opowiadania historii od totalnego najebania się na świątecznym jarmarku. Pełna wersja była nieco mniej urocza.
— No, ale ostatecznie okazało się, że Teddy jest większą romantyczką niż ja i nie da się jej oprzeć — pociągnęła, wpatrując się w makaron, jakby on również miał uważnie słuchać i był ciekaw konkretnych szczegółów. Z każdym kolejnym słowem czuła się pewniej i spokojniej. Wszystkie te świeże wspomnienia wywoływały w niej nieprzyzwoite pokłady radości. Podniosła wreszcie wzrok na ukochaną, co już kompletnie rozmiękczyło jej serce.
— Chociaż oczywiście wszystko ja musiałam zainicjować, bo jest też strachliwą cipą — dodała, wyzbyta całej nieśmiałości. Powinna jednak zachować nieco przyzwoitości. Zmieszała się z powrotem, patrząc to na Theresę, to na Trevora.
— Znaczy się... kobietą... strachliwą. No. — Westchnęła ciężko, przymykając oczy. A szło tak dobrze! Spuściła głowę i znów zaczęła wpatrywać się w makaron, który jako jedyny tutaj ją rozumiał.

Jesteś rzeczą, która sprawia, Że od razu się naprawiam

like a shoe box of photographs, with sepia-toned loving

: śr mar 25, 2026 2:12 pm
autor: teddy darling
Nie chciała, żeby April poczuła się jak jakiś przypadkowy element wystroju. A przecież ojciec nie miał niczego takiego na myśli! Chodziło o samą przestrzeń. Antresola zawieszona nad główną częścią mieszkania pełniła rolę sypialni, ale nie była prawdziwym pokojem. Do tego otwarty salon połączony z kuchnią, bez żadnych drzwi. To było idealne miejsce dla jednej osoby. Ewentualnie dla pary, ale nie dla niezależnych ludzi, którzy chcieliby mieć jakąkolwiek prywatność. Na szczęście ani Teddy, ani April nie zależało na prywatności.
Theresa zastygła na ułamek sekundy z dłonią zawieszoną w powietrzu, jakby właśnie miała coś zrobić - sięgnąć po sztućce albo poprawić serwetkę - ale słowa April zatrzymały ją w pół ruchu. W jej oczach pojawiło się zaskoczenie, które zaraz ustąpiło czemuś znacznie cieplejszemu. Spojrzała na Teddy, jakby próbowała dopasować do siebie dwa obrazy - swoją córkę, którą znała od zawsze i tę wersję, o której właśnie opowiadała Finch. A potem uśmiech rozjaśnił jej całą twarz!
O, naprawdę?! — wyrwało jej się z wyraźną, nieukrywaną radością. Nie było w tym ani grama niezręczności, tylko spontaniczna reakcja. — Wiedziałam, że coś z tego wyjazdu wyniknie, tylko nie sądziłam, że aż tak konkretnie! — sposób, w jaki to powiedziała, mógłby świadczyć o tym, że wraz z małżonkiem wszystko zaplanowali. Ale w rzeczywistości nie mogli wiedzieć, kogo strażaczka zabierze ze sobą na ten wyjazd w góry. To mógł być dosłownie każdy, choć pewnie obstawiali, że jej pierwszy wybór padnie na najlepszą przyjaciółkę. Albo jakąś dziewczynę, z którą spotykała się w tamtym czasie.
Trevor zareagował inaczej. Przywarł wygodnie do oparcia krzesła, skrzyżował ręce i przez chwilę tylko obserwował tę scenę w milczeniu. Skonsternowana mina ojca nieco zaniepokoiła Teddy. Miał jakieś obiekcje? Nie, niemożliwe. W końcu wypuścił powoli powietrze nosem, a to było coś pomiędzy westchnięciem a rozbawionym prychnięciem.
Czyli jednak — mruknął pod nosem, ale bez szczególnego zaskoczenia. Och, czyli podejrzewał coś od dłuższego czasu? Niby jakim cudem? To na pewno nie przez to, że za każdym razem, kiedy dzwonił do córki, ta - jakimś dziwnym trafem - jak akurat nie była w pracy, to zawsze była z April. — April — uniósł brew w stronę Finch. — Mam rozumieć, że nauczysz Teddy, jak przejmować inicjatywę? — dodał, unosząc brew w stronę Finch. — Bo najwyraźniej my ponieśliśmy tu porażkę wychowawczą. Ale ulżyło mi się, że to jednak ty podjęłaś pierwszy krok, bo musielibyśmy czekać jeszcze kilka lat — pokręcił z politowaniem głową,
Minimum! — dorzuciła Tessa.
Teddy jęknęła żałośnie, zasłaniając się rękami.
To nawet nie było tak! — zastrzegła natychmiast, żeby jakoś wybrnąć z tego z twarzą. Nawet bez twarzy, bo tę ukrywała w dłoniach i gdyby mogła, wepchnęłaby sobie oczy głęboko w oczodoły. — Nie jestem strachliwą... — urwała, podnosząc wzrok na ukochaną, chcąc powtórzyć po niej określenie, które nie wybrzmiało najlepiej. Była nieustraszoną strażaczką i ten termin zupełnie do niej nie pasował! — Nieważne. April i tak zajęło strasznie dużo czasu, żeby pojąć, że jestem miłością jej życia — powiedziała, bo przecież mogłaby licytować się tak do rana. Jeszcze tego brakowało, żeby ostrzegawczo wymierzyła w Finch palcem!
Darlingów najwyraźniej niespecjalnie interesowało, która poderwała którą, ani na jakich zasadach i w jaki sposób to wszystko się zaczęło. I słusznie, nie było potrzeby wciągać ich w szczegóły! Ale na pewno chcieli wiedzieć, czy obie były szczęśliwe. Czy potrafiły być dla siebie dobre, uważne i czułe.
Potrzebujesz pomocy w przeprowadzce? — Trevor nałożył sobie na talerz makaron, bo półmisek poszedł w obieg. — Przypuszczam, że Teds znajdzie na to czas w przyszłym roku — rzucił żartobliwym tonem, mając świadomość, jak bardzo jego córka potrafiła być zapracowana. — A remont? Czy trzeba coś odświeżyć? — ojciec ewidentnie chciał poczuć się potrzebny i pokazać, że on się na wszystkim zna najlepiej. Gdyby tylko mógł, to od razu postawiłby im nowiusieńki dom gdzieś na obrzeżach miasta.

ciemno już, a i tak wpadłaś mi w kadr

like a shoe box of photographs, with sepia-toned loving

: śr mar 25, 2026 2:57 pm
autor: April Finch
Spojrzała na Theresę, jakby była tutaj jedyną rozsądną osobą. Oczywiście oprócz April. Uniosła ręce do góry (wciąż trzymając półmisek), spoglądając to na matkę, to na córkę, próbując przekazać swojej partnerce, że właśnie dostały potwierdzenie tego, że miała rację. Jak zwykle.
— Wiedziałam, że wiedziałaś — zawołała rozemocjonowana. Za bardzo ekscytowała się własnym zwycięstwem, szczególnie takim sprzed kilku miesięcy. Nic dziwnego, że od początku była zestresowana i zazdrosna, że Darlingowie wcisnęli córce na święta podwójny wyjazd nie bez powodu. A Teddy jeszcze próbowała jej wmawiać, że to nic takiego, bo przecież dostały osobne łóżka. Aż zrobiło jej się gorąco na samą myśl, że mogła tam pojechać z kimkolwiek innym. A co, jakby zaprosiła tę całą Helenę? A może zaprosiła, tylko tamta nie miała czasu? Nie, na pewno nie. Planem od początku musiała być April. Teddy po prostu nie zdawała sobie nawet sprawy, że w jakikolwiek plan wchodzi.
Przeniosła rozbawione spojrzenie na Trevora i mina jej nieco zrzedła. A właściwie całkowicie. Sprawiał wrażenie bardzo poważnego, całkiem inaczej niż jego żona. Czyżby jednak April zrobiła coś nie tak? A może pan Darling zdążył się poznać na niej na tyle dobrze, że podskórnie czuł, że nie była dobrą kandydatką dla jego jedynej córki? Zacisnęła palce mocniej na półmisku. Miała ochotę stopić się z krzesłem, na którym siedziała. Czekała, aż się odezwie, jak na wyrok. Kiedy w końcu usłyszała swoje imię, wyprostowała się gwałtownie, aż coś jej strzeliło w biodrze. W tym wieku to trzeba uważać na takie gwałtowne ruchy.
Na szczęście nie zmył jej głowy. Wręcz przeciwnie. Rozluźniła się, uśmiechając się. Pokiwała z entuzjazmem głową, bo przecież była gotowa dać swojej ukochanej wszystko, co najlepsze, łącznie ze zdolnością przejmowania inicjatywy. Tak naprawdę trochę się z nią po prostu droczyła. Przecież Teddy nie była taka całkowicie wycofana. Bardzo się starała i przecież to ona pierwsza powiedziała, że ją kocha, a to było bardzo ważne.
— Zrobię, co w mojej mocy. — Nachyliła się nad stołem w stronę Trevora, szepcząc do niego konspiracyjnie, gdy strażaczka skończyła się już rzucać, że wszyscy poza nią nie mają racji. Puściła do teścia oczko i usiadła z powrotem prosto. Odstawiła wreszcie półmisek na stół, lekko zaskoczona faktem, że przez ten cały czas ściskała go w dłoniach. Nie mogła go przecież kisić przy sobie w nieskończoność, wszyscy byli głodni.
— Z przeprowadzką idzie nam całkiem nieźle, dziękujemy. Próbowałam Teddy wyperswadować, żebyśmy przemalowały kafelki w łazience na różowo albo żółto, ale jest przeciwna. — Spojrzała na partnerkę z politowaniem, jakby kompletnie nie miała pojęcia o życiu. Trochę tak było! Czepiała się przecież tak strasznie tej fantastycznej pufy, coś w tym jej durnym łbie musiało być źle poukładane.
— Tak poza tym to wszystko idzie perfekcyjnie. Przyznam szczerze, że trochę się martwiłam waszą reakcją... — Spuściła na moment wzrok na własny talerz, dziubiąc widelcem w makaronie. Wolała się wytłumaczyć ze swojego durnowatego zachowania. Znaczy się, bardziej durnowatego niż zwykle.
— Ale jak zwykle okazaliście się doskonali. To chyba coś w genach, nie? — dodała szybko, dzielnie podnosząc jednak łeb. To było wręcz absurdalne, ile jednocześnie spadło na nią szczęścia. Wszechobecny fart był nieco podejrzany, jakby los próbował ją ostrzec, że zaraz coś się hucznie spierdoli. Ale może po prostu nie tym razem?

Wystarczy tylko słowo, że mi powiesz, To zaraz będę obok i od razu Cię zabiorę tam, gdzie można wejść tylko we dwoje

like a shoe box of photographs, with sepia-toned loving

: śr mar 25, 2026 5:36 pm
autor: teddy darling
Nie pozostawała bierna w tej relacji! To ona na jarmarku, zaproponowała, żeby przeniosły się do jej mieszkania, jakby to było najbardziej naturalne na świecie. To ona wyszła z inicjatywą wspólnego wyjazdu do Mont-Tremblant, nie czekając, aż sytuacja sama się rozwinie. Zorganizowała też fantastyczną randkę, dopracowaną prawie w każdym szczególe - od spaceru po muzeum, przez zupełnie nieoczywisty przystanek w Burger Kingu, wizytę w IKEI, aż po spontaniczną dziarę. A na wakacjach wszystko zwieńczyła wyznaniem miłości! Jeśli spojrzeć na to z dystansu, Teddy wcale nie była taką memeją, za jaką mogła uchodzić na pierwszy rzut oka. No dobrze, aż za bardzo przypisywała sobie te wszystkie zasługi, ale jakoś musiała się dowartościować, skoro to April była tą bardziej wygadaną.
Od samego początku zakładała, że to spotkanie potoczy się dokładnie po jej myśli. Nie dopuszczała innego scenariusza. W jej głowie nie istniała możliwość, że rodzice mogliby nie ucieszyć się na wieść o ich związku. Oczywiście, zdawała sobie sprawę, że w innych okolicznościach mogliby mieć wątpliwości. Na przykład, gdyby ich córka pojawiła się nagle z kimś zupełnie obcym. Takie sytuacje przecież się zdarzały. A ich reakcje bywały wtedy różne. Mama miała szczególnie wyczuloną intuicję. Potrafiła jednym spojrzeniem ocenić człowieka i często trafiała w sedno. Tej źle z oczu patrzy, mówiła i wcale przy tym nie żartowała! Innym razem marszczyła brwi tylko na chwilę, ale to wystarczało, żeby było wiadomo, że coś jej nie pasuje.
Od zawsze wiedziałam! — Theresa była niemniej podekscytowana, co April. — Musimy to uczcić! Przyniosę wino! — stwierdziła, podrywając się z miejsca.
Przyjechałyśmy samochodem — przypomniała natychmiast Teddy, ale matka machnęła jedynie ręką, mamrocząc coś o Uberach i o tym, że przecież równie dobrze mogą zostać na noc, bo przecież jej pokój był wolny. O właśnie, pokój! Darling dawno tam nie zaglądała, a było tam mnóstwo pamiątek, również tych związanych z Finch..
Trevor pochylił się w kierunku April i pokiwał ze zrozumieniem głową, jednocześnie zgadzając się tym, że jego córka była niespełna rozumu, skoro nie chciała przemalować łazienkowych kafelków według uznania swojej dziewczyny. No durna jakaś.
Ale gdybyście potrzebowały pomocy, to daj mi od razu znać, dobrze? — ojciec przejął od Tessy butelkę i sięgnął po korkociąg. — Teddy prędzej się udusi, zanim o cokolwiek poprosi. Taka jest niezależna i samowystarczalna — tym razem pokręcił głową i dwoma zwinnymi ruchami otworzył butelkę, której zawartość rozlał do podstawionych kieliszków.
Hej, jestem żywym przykładem tego, że kobiety potrafią przewiercić półkę. Sam mi to wpoiłeś do głowy — wzruszyła ramionami, bo od dziecka tata uczył ją typowo męskich czynności. Dzięki temu dziś nie potrzebowała niczyjej pomocy ani przy zmianie koła w samochodzie, ani przy skręcaniu mebli czy drobnych naprawach w domu. Nauczyła się polegać na sobie i sprawiało jej to autentyczną satysfakcję.
Wątpliwości zrodzone w głowie April sprawiły, że Tessa przycisnęła teatralnie dłoń do piersi. A może naprawdę jakoś ugodził ją fakt, że mogliby z mężem zareagować inaczej? Nigdy nie dali odczuć Finch, że mają do jej osoby jakiekolwiek zastrzeżenia.
Naprawdę obawiałaś się, że moglibyśmy mieć coś przeciwko? — pani Darling podsunęła April kieliszek z winem. — Uwielbiamy cię od pierwszego dnia, kiedy tylko pojawiłaś się w naszym domu — uśmiechnęła się do niej ciepło i uniosła swój kieliszek w ramach toastu.
I może przekonasz ją, żeby w końcu znalazła sobie jakąś mniej ryzykowną pracę, co? — Trevor mrugnął porozumiewawczo do Finch. Cóż, chociaż przez chwilę było miło.
W teorii miał to być tylko luźny żart, ale Teddy wiedziała, że to był najprawdziwszy przytyk. Ojcu nigdy nie podobało się, że wybrała taki, a nie inny zawód. Wszystko wynikało z obawy, że w każdej chwili może stać się jej jakaś krzywda.
Nie zaczynaj, tato — poprosiła, posyłając mu ostrzegawcze spojrzenie. Mimo zapewnień, że ojciec był z niej dumny, rozmowy o pracy zawsze kończyły się zgęstniałą atmosferą.

mam wspomnień tu z tobą już tyle, że muszę zamówić ekipę, trzy tiry i małą przyczepę

like a shoe box of photographs, with sepia-toned loving

: czw mar 26, 2026 9:51 am
autor: April Finch
April była po prostu nieprzyzwyczajona do takiej ilości akceptacji od ludzi z takiej pozycji w hierarchii. To, że ich córka kochała ją bezwarunkowo, to jedno. Ale rodzice? To już za dużo. Rodzice nie kochali bezwarunkowo, nie do tego służyli. No, może Teddy. Ale ona przecież nie była Teddy. Była kimś, kto ma zamiar w jakiś sposób Teddy przejąć i, kto wie, może nawet jej zaszkodzić. Oby nie. Nie miała tego w planach, ale z kobietami to nigdy nie wiadomo.
— No właśnie. Mogę przecież odebrać jutro samochód, jak ci nie po drodze — zachęciła partnerkę do małego świętowania. Jeżeli miałyby wracać Uberem, to ktoś ten samochód będzie musiał z powrotem przyprowadzić. Może nie robiła za kierowczynię zbyt często, ale potrafiła przecież jeździć i nie wrzuciłaby Toyoty do rowu (jakiś rów na pewno by znalazła w Toronto). Mogły też po prostu spać tutaj i odjechać razem z samego rana. Sto lat tutaj nie nocowała, to byłaby na pewno dość urocza noc.
— Dam znać, obiecuję — zagwarantowała Trevorowi od razu. Nie miałaby żadnego problemu z poproszeniem go o pomoc, jeśli byłaby konieczna. Wierzyła w zdolności swojej partnerki, ale nie musiała przecież wszystkiego robić samodzielnie. To nie kwestia braku umiejętności. Czasem po prostu jest szybciej ogarnąć coś we dwoje, jeżeli ta druga osoba też wie, co robi. April mogłaby jej pomagać, ale niestety w takich sprawach była kompletnie niewyedukowana i zbyt nerwowa, by się na stare lata czegoś uczyć. Mogła co najwyżej trzymać półkę prosto albo podawać jej kolejne śrubki. Pan Darling na pewno okazałby się dużo lepszym pomocnikiem.
— No wiem, przepraszam. Nie mam po prostu zbyt wielu doświadczeń z rodzicami partnerek, które akceptują mnie od ręki — usprawiedliwiła się, uśmiechając się przepraszająco do Tessy. Nie chciała w żaden sposób ich obrazić ani sprawić im przykrości. Wolała po prostu dmuchać na zimne, przez co się tak stresowała. To, co działo się w jej głowie przez ostatnie dni, w ogóle nie pomagało w czuciu się pewnie i bezpiecznie. Prawdopodobnie zbyt mocno projektowała własne problemy na wszystkie inne sytuacje i takie były tego konsekwencje. Nie miała żadnych wątpliwości, że w jej domu spotkanie w ogóle by tak nie wyglądało, choć przecież Finchowie też znają Teddy od kilkunastu lat. Cóż, dobrze, że April się na nich obraziła i w ogóle nie miała ochoty dzielić się z nimi miłymi nowościami z własnego życia.
— Stety lub niestety Teddy nadal pozostaje jednostką w pełni autonomiczną. — Pogłaskała ją wierzchem dłoni po policzku, chcąc odsunąć na bok to niepotrzebne napięcie. Dyskutowanie na temat pracy w tym momencie to dość durny pomysł, z którego na pewno urodziłby się konflikt. Lepiej nie kusić losu, skoro została w pełni zaakceptowana.
— Ale będę się starać żeby nieco rozluźniła grafik i jeździła na urlop częściej niż raz na kilka lat. Może być tak na początek? — dodała, podsuwając Trevorowi swój kieliszek, by stuknął w szkło i przybił tę prostą umowę, którą była w stanie mu zagwarantować.

Zostań zе mną dziś I tak bez Ciebie nigdy nie wiem dokąd iść