Strona 1 z 1
i want to make amends
: pn mar 23, 2026 12:56 pm
autor: Elena Santorini
Elena nienawidziła k o r z y ć się.
Nie twierdziła, że zawsze ma rację - wręcz przeciwnie, bardzo często jej nie miała, lecz rzadko kiedy musiała znosić tego konsekwencje. Ludzie w jej życiu pojawiali się i znikali, a ona nieszczególnie przejmowała się tym, żeby ich w nim zatrzymać. Bardzo często jej reakcją było zwyczajne zerwanie kontaktu, tak charakterystyczne dla wyniosłej p a n i e n k i, za jaką przecież wszyscy i tak ją mieli.
Tym razem było inaczej.
Nie miała parasola ochronnego swojego nazwiska, nie miała pieniędzy i wpływów ojca, ani znajomości i sprytu matki. Nie była u siebie, w Mediolanie, gdzie mogła żyć beztrosko wiedząc, że zawsze z pomocą swojej rodziny wyląduje gładko na czterech łapach. Była w pieprzonym Toronto.
I choć opuściła szkołę tańca po rozmowie z Carissoni przekonana o tym, że kobieta zwyczajnie nie pojmowała sedna baletu, gdy wkroczyła do niej następnym razem zastała prawie pustą salę. Wszystkie dzieci, które wcześniej z trudem radziły sobie na jej zajęciach, teraz szukały sobie innych zajęć - bardziej wspierającego środowiska, rozrywki i radości, którą dawał taniec, a nie sztywnych ram, w których zamykał balet. I nawet wtedy, Santorini uniosła podbródek w górę i uznała, że ci, którzy zostali, byli bardziej wartościowi.
Ale nie podzielał jej zdania dyrektor szkoły.
Nienawidziła Toronto, nienawidziła tego, że potrzebowała tej pracy i nie mogła jej stracić, nienawidziła tego, że musiała się u k o r z y ć przed kobietą, która ewidentnie nie miała pojęcia o balecie i nie rozumiała zawiłości tej sztuki, ponieważ była przesiąknięta Kanadyjskimi obyczajami i nic w niej nie zostało z prawdziwego Włocha.
I z tą nienawiścią w sercu kierowała się właśnie do niej.
Zagryzając zęby, zapierając się nogami aż do samych drzwi prowadzących do studia. Nie miała teraz zajęć - ponieważ zostały odwołane. Wiedziała jednak, patrząc w grafik, że zajęcia Diany odbywały się bez przeszkód i to przed drzwiami jej sali stała, tkwiła jak idiotka, ćwicząc swój najlepszy uśmiech, jakby od tej roli zależało jej całe życie.
- Panno Carissoni... - zatrzymała ją, gdy kobieta wychodziła z sali i urwała, nie wiedząc, co powiedzieć dalej. Cisza potrwała zaledwie chwilę - jedno odchrząknięcie, po którym uśmiechnęła się przepraszająco. Nie wiedziała, jak miała polubić tę kobietę, ale wiedziała, że ona musiała polubić ją. To wydawało się proste. Przecież wszyscy lubili Elenę. - Wydaje mi się, że zaczęłyśmy na niewłaściwej stopie - zaczęła ostrożnie, zatykając kosmyk ciemnych włosów za ucho. - Czy mogłabym zabrać panią na kawę?
Diana Carissoni
i want to make amends
: pn mar 23, 2026 9:52 pm
autor: Diana Carissoni
Szczerze powiedziawszy to Diana już zdążyła odłożyć na bok całe zajście z instruktorką baletu. Mijając ją na korytarzu, starała się nie zwracać na nią zbytnio uwagi i nie przywoływać tym samym wspomnień, które prowokowały w niej jedynie bezsilność i frustrację. Ale czasami nie dało się wszystkiego naprawić od razu. Choć przy tym była raczej zdania, że nic nie skłoni kobiety do zmiany nastawienia, tak czas zdawał się mieć niepojętą moc sprawczą, której pewnie i tak by nie pojęła.
Wieści w szkole tańca roznosiły się natomiast dość szybko, przez co do uszu Carissoni dotarło wiele informacji, które były dość zgodne z jej prognozami. Rozmawiała z rodzicami, którzy przynieśli jej informację o dość niewielkiej frekwencji na zajęciach Eleny. Potem doszły ją słuchy o rozmowie z dyrektorem szkoły. I gdyby była wredną jędzą, pewnie mogłaby nawet podejść do pokonanej kobiety, ze złośliwym uśmieszkiem mówiąc jej coś w stylu „a nie mówiłam”. Ale ona nie była wredna. Ba, było jej nawet trochę przykro, że przez wyniosłość kobiety dzieci straciły szansę na naukę czegoś, w czym potencjalnie mogły być dobre. Tym samym liczyła, że dyrektor znajdzie może bardziej empatyczną, ale równie zdolną osobę na to stanowisko.
Nie spodziewała się natomiast tego, że któregoś dnia, po skończonych zajęcia, dostrzeże twarz Santorini tuż za drzwiami swojej sali. Jej zajęcia się skończyły, natomiast trochę zagadała się z grupką nastolatków, przez co jej wyjście nieco się opóźniło. Ci towarzyszyli jej aż do drzwi, przez co w pierwszym momencie nawet nie dostrzegła kobiety. Dopiero jej nazwisko wyrwało ją z dyskusji, przemieniając jej uśmiech w dość widoczny wyraz zaskoczenia.
— Panno Santorini. — jej ton nie był chłodny, ale też nie wyrażał dużej radości. Przystanęła natomiast na chwilę, odsyłając dzieciaki i machając im na do widzenia. Pewnie skończą tę rozmowę na kolejnych zajęciach. Co prawda wolałaby kontynuować pogawędkę z nimi niż znowu sprzeczać się z jej obecną rozmówczynią, natomiast ciekawość i szacunek do drugiego człowieka wzięły nad nią górę. Jak się okazało, nie musiała żałować tej decyzji. Wypowiedź kobiety sprawiła jednak, że brwi Diany uniosły się nieznacznie ku górze. — Nie zaprzeczę. — skwitowała krótko, ale w jej głosie nie było nic złośliwego. Propozycja kawy była równie nieoczekiwana, ale… Dało jej to odrobinę nadziei. — Niech będzie. Skończyłam już zajęcia, więc tylko się przebiorę i będę gotowa. — oznajmiła, choć jednocześnie czuła też pewne obawy przed tym, gdzie ta rozmowa mogła skręcić. Chciała jednak wierzyć, że Santorini zasługiwała na drugą szansę, skoro sama z siebie poprosiła też o jej uwagę. Coś musiało się za tym kryć. I miała szczerą nadzieję, że to coś dobrego.
Elena Santorini
i want to make amends
: pt mar 27, 2026 2:22 pm
autor: Elena Santorini
Nie wątpiła, że wieść o rezygnacji z jej zajęć odbiła się echem po korytarzach szkoła tańca. Ta sama świadomość irytowała ją co najmniej na równi, jeśli nie b a r d z i e j, niż sama pustka na sali. Santorini głęboko wierzyła, że jej metody nauczania są prawidłowe - ponieważ ją tak wychowana, a z niej wyrosła wspaniała tancerka, więc jak mogłyby być złe? Nie widziała problemu w tym, że dzieci, którym one nie odpowiadały rezygnowały z uczestnictwa w jej zajęciach. Najwyraźniej nie miały tego czegoś, co było potrzebne by osiągnąć sukces w tym zawodzie.
Szkoda tylko, że właściciele szkoły nie podzielali jej zdania.
Wchodziła w ten układ z pozycji pozbawionej siły - ta leżała w rękach Diany. Elena na wszystko patrzyła w ten sposób, niemalże jakby było grą, a nie interakcją społeczną. Potrzebowała jej przychylności by zacząć odzyskiwać odrobinę zaufania od rodziców swoich niedoszłych podopiecznych. Nietrudno było zauważyć, że Carissoni cieszyła się dużą popularnością - miała w sobie ten luz, przez który każda osoba czuła się w jej towarzystwie komfortowo i nawet ci, którym nie szło na zajęciach, czuli się przez nią dostrzeżeni i mile tam widziani.
Elena zaś nie czuła się komfortowo w tej sytuacji ani trochę.
- Dobrze, zaczekam na panią - odrzekła rezolutnie, nic sobie nie robiąc z mało entuzjastycznego tonu głosu kobiety. Po wszystkim, co powiedziała jej wcześniej, na tym samym korytarzu, była w głębokim szoku, że kobieta w ogóle rozważała pójście z nią na kawę. Sama nie byłaby tak wspaniałomyślna na jej miejscu. - Znam bardzo fajną kawiarnię kilka minut spacerem stąd. Zwykle do niej chodzę przed zajęciami.
Odchrząknęła, nie musząc dodawać, że dziś na przykład nie miała okazji - ponieważ jej zajęcia się nie odbyły.
Zaczekała, aż blondynka przygotuje się do wyjścia, ostentacyjnie przy tym ignorując wymykających się z szatni gnojków, którzy wcześniej przychodzili na jej zajęcia baletowe. Nie zamierzała znosić ich przerażonych spojrzeń, jakby była własnoręcznie odpowiedzialna za ich życiowe problemy. W ich wieku wiedziała, kiedy lepiej było zamknąć usta i kiwać głową.
Uśmiechnęła się szerzej na widok wychodzącej kobiety, jakby wcale nie rozstały się wcześniej w kompletnie tragicznych warunkach.
- Mam nadzieję, że dzisiejszy dzień jest dla pani udany - zaczęła, jałowo, kompletną uprzejmością, która była tak nudna, że niemal wzdrygnęła się na dźwięk własnych słów. - Pani zajęcia cieszą się ogromną popularnością.
Diana Carissoni
i want to make amends
: pn kwie 06, 2026 11:41 am
autor: Diana Carissoni
Już dużo wcześniej takie metody odrzuciły samą Dianę, natomiast dzisiejsze dzieci zdawały się mieć jeszcze większą beztroskę i swobodę, która raczej nie łączyła się z surową, baletową dyscypliną. Wiadomo, że niektóre dzieci niekoniecznie by się zraziły, ewentualnie to rodzice naciskaliby na dalsze uczęszczanie na takie zajęcia, ale w dobie beztroskiego wychowania stawało się to dość rzadką praktyką. Może to dobrze, może to źle. Nie jej było to oceniać, choć ją zdecydowanie cieszyło to, że rodzice kierują się nieco większą rozwagą. I to chyba nie tylko oni. Dyrektorzy też byli świadomi zmiany i mogli zacząć wątpić w metody, którymi kierowali się profesjonalni nauczyciele baletowi.
Nie sądziła natomiast, że poniekąd stanie się w pewien sposób kolejnym krokiem dla Santorini w całej tej batalii. Dla niej był to temat zakończony. Ostrzegała kobietę dla jej własnego dobra, choć wraz z biegiem tamtej rozmowy tylko bardziej utwierdziła się w zdaniu, że niekoniecznie zmieni ona swoje podejście. Propozycja zakopania topora wojennego była zatem… dość niespodziewana. Carissoni była natomiast osobą o dobrym sercu, która była skłonna dać kolejną szansę. Nie kierowała się w życiu dumą czy wyniosłością, co też przyczyniało się do zdania, że w oczach rodziców była całkiem lubiana.
— Możemy się tam wybrać w takim razie. — skinęła krótko głową, gdy podeszły już do szatni. Zmiana nastawienia w jej kierunku była na tyle nietypowa, iż dalej targały nią pewne wątpliwości, ale nie zamierzała odmówić sobie tego ryzyka. Nawet, jeśli potencjalnie miałaby się zawieść po raz kolejny. Tym razem były jednak świadome, że to nie ona była na przegranej pozycji. Z czym też nie zamierzała się przesadnie obnosić, bo to totalnie nie w jej stylu.
Zmiana ubrań nie zajęła jej długo. Szatnię opuściła po kilku minutach, czując się nieco dziwnie, gdy kobieta obdarzyła ją uśmiechem. Nie do końca była pewna, czy cieszyć się czy raczej obawiać się takiej zmiany nastawienia z jej strony.
— Można tak powiedzieć. — skinęła głową gdy ruszyły do wyjścia, również starając się nie wzdrygnąć. Mając nieco inny obraz Santorini w swojej głowie jakoś ciężko było jej przełknąć tak miłe słowa z jej ust, przynajmniej na razie. — Czy ja wiem… Mam dość sporo podopiecznych, ale chyba nie jestem tutaj jedyna z tak dużą grupą. — jej słowa były ostrożne, natomiast w żadnym stopniu nie zamierzała się pastwić nad gorszą pozycją Eleny w tym wypadku. Przytoczyła jedynie realny argument oraz swoje faktyczne odczucia, gdzie nie postrzegała siebie jako kogoś z największą popularnością w szkole. Bo tu całkowicie nie o to chodziło, przynajmniej w jej mniemaniu.
Elena Santorini
i want to make amends
: śr kwie 08, 2026 6:54 pm
autor: Elena Santorini
Elena również była lubiana - jednak w zupełnie inny sposób niż Diana.
Matka zawsze uczyła ją, że status w hierarchii społecznej wymagał pewnego rodzaju finezji tak, by druga osoba nigdy nie odczuła wyniosłego tonu, lecz jednocześnie znała swoje m i e j s c e, będące n i ż e j. Santorini więc była tą, którą lubiano - nie przez to, że była dla wszystkich uprzejma, ani nawet przez to, że zawsze wiedziała co powiedzieć. Lubiano ją, bo ludzie pragnęli znajdować się w jej towarzystwie. Chcieli kąpać się w blasku tego, jaką była osobą, w tych wszystkich pieniądzach, wpływach, zawodowym sukcesie i jej urodzie. Bo potrafiła sprawiać, że druga osoba czuła się wykluczona, nie będąc obok niej.
Tak było wtedy - w Mediolanie.
I nawet przez myśl nie przechodziło jej wtedy, że mogło to być w jakikolwiek sposób złe. Uczono ją, że należało wykorzystywać swoje atuty, jakie by one nie były. Jej ojciec miał siłę i poważanie, potrafił wywierać nacisk i wzbudzać strach. Jej matka była usposobieniem łagodności i pod tą właśnie łagodnością maskowała umysł manipulantki, która zawsze osiągała to, czego pragnęła - nie brudząc sobie przy tym rąk.
Santorini stała się kimś pomiędzy.
W chwilach gniewu wszystkie nauki wyniesione z domu wylatywały przez okno, ukazując jej brudną naturę. Naturę, której skłonnością było domaganie się, żądanie szacunku w sposób, w który żądał go jej ojciec. I właśnie to oblicze zobaczyła tamtego dnia Carissoni.
Co sprawiało, że Elena nie do końca wiedziała jak się zachować.
- Rozumiem - odparła, krótko, zgodnie, w tej jakże szalenie klejącej się rozmowie, w której po raz pierwszy od dawna nie wiedziała w jaki sposób powinna lawirować. Zwykle to ludzie przychodzili do niej - a gdy ona wyrządzała komukolwiek przykrość, zwyczajne odwracała się w inną stronę i nigdy nie patrzyła przez ramię. Odcinała ludzi, jak kupony, jak metki z ubrań, które otrzymywała bądź kupowała za czyjeś pieniądze.
Przez krótką chwilę milczała, zmierzając do kawiarni, którą zaproponowała. Ciepły, wiosenny dzień w Toronto wybrzmiewał wyłącznie odgłosem ich kroków - jej niewysokie obcasy, które nosiła na co dzień, ze stukotem odmierzały jej nerwowe tempo.
- Potrafię być straszną suką. - słowa opuściły jej usta nagle, niekontrolowanie, jakby znów za sprawą ręki jej ojca, kierującego jej ruchami i tym, w jaki sposób się porozumiewała. Jej wzrok pozostał utkwiony w drodze naprzeciw, niezdolny do spojrzenia na kobietę. - Zdaję sobie z tego sprawę. Nie musisz być teraz dla mnie miła.
Diana Carissoni
i want to make amends
: sob kwie 11, 2026 2:54 pm
autor: Diana Carissoni
Hierarchia społeczna była dużo powszechniejsza niż mogło się to wydawać. Diana również odczuła to na swojej własnej skórze, będąc jeszcze uczennicą szkoły średniej. Ona właściwie nigdy nie należała do tych popularnych, do których każdy się garnął. A wręcz przeciwnie. Może dlatego było to ostatnie, czym kierowała się we własnym życiu. Doskonale zdawała sobie bowiem sprawę, jak krzywdzące są takie drabinki, wyznaczające kto jest lepszy, a kto gorszy.
Nie posiadała natomiast jeszcze innej, ważnej rzeczy. Jej życie nie było przepełnione dramatem, pełne nietypowych plot twistów czy intrygi. Była zwyczajną dziewczyną ze zwyczajnego domu. Manipulowanie czy wykorzystywanie innych nie było jej codziennością, a to również rzutowało na jej perspektywę w tej kwestii. Zdawała sobie sprawę, że w tych wszystkich powszechnych hierarchiach takie osoby uważane są za wysoko postawione, bo były zwyczajnie sprytne czy przebiegłe. Nie miała natomiast takiego doświadczenia w tej kwestii, by móc nazwać się dobrze zorientowaną.
Umiała się natomiast przeciwstawić ludziom, którzy takie praktyki mieli we krwi i stosowali je chociażby nieumyślnie. Nigdy nie była typem uległej, wystraszonej ptaszyny, która dawała zagonić się w róg. Miała swój włoski, mimo wszystko, temperament, a także dobre poczucie własnej wartości. Razem z wieloma innymi cechami stanowiły one fundament jej charakteru – serdecznego, ale dopóki nie nadepnie się jej na odcisk. Najwidoczniej większość osób w złości potrafi ulec tej nieco mroczniejszej stronie, a Carissoni nie była wyjątkiem. Była również wielką fanką zgody, dlatego szczerze nie trawiła takich kłótni, jaka spotkała ją oraz jej obecną rozmówczynię. Dlatego też spojrzała na nią może nieco łagodniejszym okiem po tym, gdy ta zasugerowała pogodzenie się i rozstrzygnięcie nieprzyjemności między nimi.
Pokiwała głową na słowa kobiety, o dziwo w stosunkowo wyrozumiałej manierze. Aż sama Diana była zaskoczona. Nie umiała jednak być wredna dla kogoś, kto teoretycznie wyciągnął do niej dłoń na pojednanie. Może miała zbyt dobre serce, a może coś było z nią nie tak. Każdy pewnie wybrałby sobie jak chciał. Najważniejsze, że ona czuła się ze sobą dobrze. Nie mogła zarzucić sobie ani fałszywości, ani pogardy względem innych osób.
— Co z kolei nie znaczy, że muszę odpłacać się tym samym. — odparła spokojnie, swobodnie poruszając się naprzód, ramię w ramię z Eleną. Również nie spoglądała w jej kierunku, ale tylko i wyłącznie przez względu na fakt, by nie wpaść na nikogo po drodze. — Dodatkowo, nie wiem czy nazwałabym to byciem miłą. Bardziej tolerancyjną, póki co. — to wszystko mogło się jeszcze przecież zmienić. Zależy, o czym Elena chciała porozmawiać i jak będzie się zwracać w stosunku do niej, jak i do swoich byłych czy przyszłych podopiecznych.
Elena Santorini
i want to make amends
: śr kwie 15, 2026 1:28 pm
autor: Elena Santorini
Ich oszczędna rozmowa sprawiała, że Santorini coraz bardziej żałowała zaproszenia kobiety na kawę. Bardziej w tej chwili przydałaby jej się duża porcja alkoholu - jedynie wino było w stanie osłodzić jej prawdę, która opuszczała jej usta. Ponieważ Elena nie przywykła do tego rodzaju prawdy - takiej, w której przyznawała się do popełnionego błędu.
Kącik jej ust uniósł się w górę na dźwięk słowa tolerancyjna, które zdecydowanie lepiej opisywało to, w jaki sposób Carissoni reagowała na nią w tym momencie.
- Może byłoby łatwiej, gdybyś to zrobiła - odparła z nutą rozbawienia, gdy docierały do kawiarni i dostrzegła w oddali jej szyld. - Od rozmów zdecydowanie wolę kłótnie.
Umilkła gdy przekroczyły próg wybranego przez nią miejsca. Kawiarnia była mała, stosunkowo ukryta co w połączeniu ze środkiem dnia sprawiało, że wewnątrz nie było zbyt wielu świadków ludzi. Santorini przekroczyła próg jako pierwsza, odruchowo ruszając do lady. Wewnątrz unosił się zapach kwiatów - niektóre z nich rosły w jej ogrodzie, w Mediolanie.
Być może głównie dlatego tak pałała miłością do tego miejsca.
Ponownie do Diany odezwała się dopiero wtedy, gdy złożyły swoje zamówienia i znalazły miejsce do siedzenia - stolik na zewnątrz, w ogrodzonym ogródku wychodzącym na tył budynku, w którym chwilowo nie było nikogo innego.
- Potrzebuję twojej pomocy - odchrząknęła, jakby te słowa utknęły w jej gardle i potrzebowały wsparcia do wydostania się na zewnątrz. Odłożyła swoją torbę na wolne krzesło obok, wyprostowała materiał swoich spodni, żałując, że jeszcze nie miała przed sobą kawy, którą mogłaby się zająć, byle tylko zrobić coś z rękoma. - Rozumiem, że mogę być trochę... trudna w obyciu. Ale naprawdę potrzebuję tej pracy.
Westchnęła, nie wiedząc, od której strony powinna w ogóle się za to zabrać.
Miała wrażenie, że powoli zabierała się od każdej.
- Od naszej kłótni liczba uczestników zajęć spadła. Prawie do zera - powiedziała wreszcie, decydując się zacząć od konkretów. - Co oznacza, że jeśli czegoś nie zmienię, zostaną odwołane. Permanentnie.
Z ulgą przeniosła swój wzrok na kelnerkę, przynoszącą na swojej tacy napoje dla ich dwójki. Przyjęła swoją filiżankę czarnej kawy z wdzięcznością, choć napój był zbyt gorący by od razu go wypić.
- Jak rozumiem, ma to coś wspólnego z tym, o czym rozmawiałyśmy wcześniej.
Diana Carissoni