Bal charytatywny, Toronto
: wt mar 24, 2026 2:38 pm
ciuch
To miał być miły wieczór… jeden z tych, gdy w imię wyższego dobra zakopuje się topór wojenny, zapomina o dawnych sporach i bitewkach. Gdy w blasku kryształowych żyrandoli i brzęku kieliszków do szampana wszyscy próbują się dobrze bawić. Rozmowy polityczne nie prowadzą do zaciekłych dyskusji niezależnie od zajmowanej strony i nikt nie boi się, że jego słowa trafią na pierwsze strony gazet. Podczas takich wieczorów budowało się zaufanie i najważniejsze relacje, które wpływały na dalszy przebieg kariery zawodowej.
Love ciągle była w tym świecie stosunkowo nowa, nawet jeśli to nie było pierwsze tego typu przyjęcie w jej życiu. Nie wiedziała czym sobie zasłużyła na zaproszenie ze strony redakcji, ale od pierwszej chwili zamierzała z niego skorzystać. Nie przypuszczała jednak, że część zawodowych relacji w takich okolicznościach mogła być szczególnie… problematyczna.
Zauważyła go już dawno temu, przynajmniej dwa kieliszki szampana wcześniej. I naprawdę nie rozumiała dlaczego zrobiło na niej wrażenie to, że nie był sam. Przecież to nic dziwnego biorąc pod uwagę, że miał żonę, a to żony zabiera się na tego typu imprezy. To był też tak naprawdę pierwszy raz, gdy miała okazję zobaczyć ich razem i chyba stąd to nieprzyjemne ściśnięcie w żołądku. Była piękna i Love zdała sobie sprawę, że to, co leży jej na mostu to… zazdrość.
Szlag.
Właśnie dlatego próbowała ją utopić w kolejnych porcjach alkoholu oraz zagłuszyć rozmowami. O wszystkim. Z każdym. Weszła w ten tryb, gdy jej urok osobisty robi naprawdę ogromne wrażenie, więc nie narzekała na brak towarzystwa i chętnie z niego korzystała, otwarcie flirtując. Tak, gdzieś w tak zwanym międzyczasie zdała sobie sprawę, że flirtuje, a jednocześnie jej wzrok ucieka w bardzo konkretnym kierunku, jakby sprawdzała, czy patrzył. Czy czuł chociaż odrobinę tego, co ona? Czy jednak oddzielanie kwestii zawodowych od prywatnych szło mu lepiej? A może Roderick znaczyła tak niewiele, że potrafił zignorować jej obecność?
Sama nie wiedziała, w którym momencie towarzyskiej rundki nagle stanęła twarzą w twarz z nimi. Nie powinna tego robić, ale jednocześnie nie mogła sobie odmówić.
- Panie Ballore, dawno nie mieliśmy okazji się widzieć - kłamstwo, ale tylko oni o nim wiedzieli… oficjalnie ich ostatni wspólny program miał miejsce jakiś czas temu. Krótko spojrzała prosto w męskie oczy, przesunęła po jego twarzy i płynnie przeszła do kobiety stojącej u jego boku, do której się promiennie uśmiechnęła - Pani Bellore jak sądzę. Love Roderick… - wyciągnęła w jej kierunku dłoń - Milo poznać kobietę, która stoi za tym sukcesem. Jestem tego bardziej niż pewna. - nawet powieka jej nie drgnęła, a uśmiech nie stracił na blasku.
Jakby wcale nie rozmawiała z kobietą, której obecność zupełnie nieświadomie wyprowadziła ją z równowagi.
anthony bellore
To miał być miły wieczór… jeden z tych, gdy w imię wyższego dobra zakopuje się topór wojenny, zapomina o dawnych sporach i bitewkach. Gdy w blasku kryształowych żyrandoli i brzęku kieliszków do szampana wszyscy próbują się dobrze bawić. Rozmowy polityczne nie prowadzą do zaciekłych dyskusji niezależnie od zajmowanej strony i nikt nie boi się, że jego słowa trafią na pierwsze strony gazet. Podczas takich wieczorów budowało się zaufanie i najważniejsze relacje, które wpływały na dalszy przebieg kariery zawodowej.
Love ciągle była w tym świecie stosunkowo nowa, nawet jeśli to nie było pierwsze tego typu przyjęcie w jej życiu. Nie wiedziała czym sobie zasłużyła na zaproszenie ze strony redakcji, ale od pierwszej chwili zamierzała z niego skorzystać. Nie przypuszczała jednak, że część zawodowych relacji w takich okolicznościach mogła być szczególnie… problematyczna.
Zauważyła go już dawno temu, przynajmniej dwa kieliszki szampana wcześniej. I naprawdę nie rozumiała dlaczego zrobiło na niej wrażenie to, że nie był sam. Przecież to nic dziwnego biorąc pod uwagę, że miał żonę, a to żony zabiera się na tego typu imprezy. To był też tak naprawdę pierwszy raz, gdy miała okazję zobaczyć ich razem i chyba stąd to nieprzyjemne ściśnięcie w żołądku. Była piękna i Love zdała sobie sprawę, że to, co leży jej na mostu to… zazdrość.
Szlag.
Właśnie dlatego próbowała ją utopić w kolejnych porcjach alkoholu oraz zagłuszyć rozmowami. O wszystkim. Z każdym. Weszła w ten tryb, gdy jej urok osobisty robi naprawdę ogromne wrażenie, więc nie narzekała na brak towarzystwa i chętnie z niego korzystała, otwarcie flirtując. Tak, gdzieś w tak zwanym międzyczasie zdała sobie sprawę, że flirtuje, a jednocześnie jej wzrok ucieka w bardzo konkretnym kierunku, jakby sprawdzała, czy patrzył. Czy czuł chociaż odrobinę tego, co ona? Czy jednak oddzielanie kwestii zawodowych od prywatnych szło mu lepiej? A może Roderick znaczyła tak niewiele, że potrafił zignorować jej obecność?
Sama nie wiedziała, w którym momencie towarzyskiej rundki nagle stanęła twarzą w twarz z nimi. Nie powinna tego robić, ale jednocześnie nie mogła sobie odmówić.
- Panie Ballore, dawno nie mieliśmy okazji się widzieć - kłamstwo, ale tylko oni o nim wiedzieli… oficjalnie ich ostatni wspólny program miał miejsce jakiś czas temu. Krótko spojrzała prosto w męskie oczy, przesunęła po jego twarzy i płynnie przeszła do kobiety stojącej u jego boku, do której się promiennie uśmiechnęła - Pani Bellore jak sądzę. Love Roderick… - wyciągnęła w jej kierunku dłoń - Milo poznać kobietę, która stoi za tym sukcesem. Jestem tego bardziej niż pewna. - nawet powieka jej nie drgnęła, a uśmiech nie stracił na blasku.
Jakby wcale nie rozmawiała z kobietą, której obecność zupełnie nieświadomie wyprowadziła ją z równowagi.
anthony bellore