Semi-crisis is coming
: śr mar 25, 2026 12:12 am
Mara w swoim życiu już dawno przestała zbyt wiele planować i oczekiwać. Dotychczasowe plany runęły jak domek z kart, a jej wieloletnie małżeństwo się okazało po prostu kłamstwem i porażką. Dlatego starała się po prostu żyć zgodnie z tym, co los jej przygotowywał. Jeszcze trzy miesiące temu nie sądziłaby, że będzie właśnie jechać na kolejne spotkanie ze swoim byłym. Całe szczęście nie z byłym mężem, bo na spotkanie z nim jechałaby z siekierą i łopatą. Dzisiaj zmierzała do Michaela i to już kolejny raz. Gdy kilka tygodni temu pierwszy raz parkowała na tym podjeździe, sądziła że spotkanie potrwa godzinę, maksymalnie może dwie i zostanie zakończone wystawieniem faktury z naprawdę ładna zniżką po starej znajomości. Nie spodziewała się wspólnego, intensywnego prysznica, a następnie wylegiwanie się w jego łóżku do poranka następnego dnia. Mówiła już o tym Cynthii i Williamowi, ale nie żałowała tego jak się potoczył tamten cały dzień. Nie czuła żadnego skrępowania, wstydu, złości… Graham był po prostu jak powiew świeżego, przyjemnego i znajomego powietrza. Z przyjemnością na nowo odkrywała jego ciało, które na przestrzeni lat trochę się zmieniło. Nie mogła jednak mu odmówić, że doskonale pamiętał jej czułe punkty. Może to była ta tak zwana pamięć mięśniowa?
Cokolwiek to było, sprawiło że całkowicie naturalnie zaczęli się systematycznie spotykać na terapię. Nie zawsze przy alkoholu i oczywiście bez rachunku na koniec, ponieważ większość spotkania odbywała się w łóżku. Gdyby Mara brała za to pieniądze, nie mogłaby się raczej wtedy nazywać psychoterapeutką. Nie robiła tego dla korzyści finansowych, a po prostu z czystej przyjemności i tęsknoty za pewną więzią fizyczną. Nie przeszkadzał jej ten układ ani trochę i miała nadzieję, że Michael również nie czuje się w nim pokrzywdzony, bo naprawdę skupiała się na rozmowie i próbowała mu pomóc. Przynajmniej wtedy, kiedy nie starał się jej rozproszyć bądź ukarać za niekomfortowe pytanie, które mu zadawała.
Nie zawsze wymieniali wiadomości ze sobą, skoro i tak się systematycznie spotykali. Po prostu środa była ich. Mara sobie odpowiednio ułożyła grafik na wypadek, gdyby znowu zdarzyło im się otworzyć butelkę tequili i uczyć nawzajem odpowiedniego picia. Zaparkowała auto na podjeździe i zapukała do drzwi przestępując z nogi na nogę. Na dworze oczywiście było zimno, a ona miała pod sobą tylko cienką bordową bluzkę. Ściągnęła brwi, gdy mężczyzna wciąż jej nie otworzył drzwi. Zapukała ponownie. Potem użyła dzwonka do drzwi. Wciąż nic, więc Mara niewiele myśląc uznała, że to dobry pomysł, by obejść dom naokoło i sprawdzić przez okno czy może nie zemdlał albo usnął na kanapie? Kiedy zaglądała do okna od strony kuchni, nagle usłyszała za plecami jakieś szmery, a potem donośny głos.
- Czego pani tutaj szuka?- Mara aż odskoczyła jakby została przyłapana na gorącym uczynku. Odwróciła się i spojrzała na kobietę w oknie w domu obok. Czy to wścibska sąsiadka o której jej wspominał Graham?
- Dzień dobry. Jestem Mara, znajoma Michaela. Byliśmy umówieni, ale niestety nie otwiera drzwi, więc trochę się zmartwiłam, bo to do niego niepodobne. Nie dał mi wcześniej znać, że spotkanie jest nieaktualne- rudowłosa uśmiechnęła się przyjaźnie, starając się nie spłoszyć i nie wkurzyć kobiety.
- Nie widzi pani, że auta jego nie ma? Więc nie ma go w domu- odpowiedziała bez cienia uśmiechu. Mara spojrzała w kierunku podjazdu i faktycznie - było tylko jej auto. Chyba pora przefarbować się na blond. Aż się roześmiała z własnej nieuwagi.- Faktycznie, nie zauważyłam. Wciąż zapominam jakim autem jeździ. Gdy byliśmy nastolatkami , to poruszał się znacznie starszym autem- próbowała zagadać sąsiadkę i chyba to był dobry ruch, bo kobieta wyraźnie się zainteresowała dopytując o historię ich poznania. Mara korzystając z okazji nieco jej opowiedziała o ich związku z dawnych lat, wyjeździe Michaela i rozstaniu. Nie były to raczej żadne tajemnice, nic co dotyczyło tylko i zupełnie niego. Ot, zwykła rozmowa o dawnych czasach, która trwała dobre kilkanaście minut, aż nawet kobieta podała Marze gorący kubek z herbatą i zaproponowała jej wejście do środka, ale odmówiła chcąc zaczekać na Graham tutaj.
Po pewnym czasie do ich uszu dobiegł głośny i wyraźny dźwięk silnika. Mara spojrzała w tamtym kierunku i zobaczyła Michaela, który po wyjściu z auta i zauważeniu ich, zaczął iść w ich kierunku.
- O w końcu wrócił do domu, pan zapominalski- pani Margaret, jak ruda się już zdążyła dowiedzieć, zaśmiała się na widok sąsiada. - Jak to tak można umawiać się z kobietą i potem kazać jej tyle czekać na mrozie?- dodała niby z uśmiechem, ale pokręciła głową. - Pani Margaret, najważniejsze ze czekałam w takim miłym towarzystwie- Mara posłała jej wdzięczne spojrzenie, ale zaraz przeniosła wzrok na mężczyznę i przyglądając mu się uważnie, chcąc odczytać czy wszystko w porządku, dlatego też póki co stała w miejscu.
Michael Graham
Cokolwiek to było, sprawiło że całkowicie naturalnie zaczęli się systematycznie spotykać na terapię. Nie zawsze przy alkoholu i oczywiście bez rachunku na koniec, ponieważ większość spotkania odbywała się w łóżku. Gdyby Mara brała za to pieniądze, nie mogłaby się raczej wtedy nazywać psychoterapeutką. Nie robiła tego dla korzyści finansowych, a po prostu z czystej przyjemności i tęsknoty za pewną więzią fizyczną. Nie przeszkadzał jej ten układ ani trochę i miała nadzieję, że Michael również nie czuje się w nim pokrzywdzony, bo naprawdę skupiała się na rozmowie i próbowała mu pomóc. Przynajmniej wtedy, kiedy nie starał się jej rozproszyć bądź ukarać za niekomfortowe pytanie, które mu zadawała.
Nie zawsze wymieniali wiadomości ze sobą, skoro i tak się systematycznie spotykali. Po prostu środa była ich. Mara sobie odpowiednio ułożyła grafik na wypadek, gdyby znowu zdarzyło im się otworzyć butelkę tequili i uczyć nawzajem odpowiedniego picia. Zaparkowała auto na podjeździe i zapukała do drzwi przestępując z nogi na nogę. Na dworze oczywiście było zimno, a ona miała pod sobą tylko cienką bordową bluzkę. Ściągnęła brwi, gdy mężczyzna wciąż jej nie otworzył drzwi. Zapukała ponownie. Potem użyła dzwonka do drzwi. Wciąż nic, więc Mara niewiele myśląc uznała, że to dobry pomysł, by obejść dom naokoło i sprawdzić przez okno czy może nie zemdlał albo usnął na kanapie? Kiedy zaglądała do okna od strony kuchni, nagle usłyszała za plecami jakieś szmery, a potem donośny głos.
- Czego pani tutaj szuka?- Mara aż odskoczyła jakby została przyłapana na gorącym uczynku. Odwróciła się i spojrzała na kobietę w oknie w domu obok. Czy to wścibska sąsiadka o której jej wspominał Graham?
- Dzień dobry. Jestem Mara, znajoma Michaela. Byliśmy umówieni, ale niestety nie otwiera drzwi, więc trochę się zmartwiłam, bo to do niego niepodobne. Nie dał mi wcześniej znać, że spotkanie jest nieaktualne- rudowłosa uśmiechnęła się przyjaźnie, starając się nie spłoszyć i nie wkurzyć kobiety.
- Nie widzi pani, że auta jego nie ma? Więc nie ma go w domu- odpowiedziała bez cienia uśmiechu. Mara spojrzała w kierunku podjazdu i faktycznie - było tylko jej auto. Chyba pora przefarbować się na blond. Aż się roześmiała z własnej nieuwagi.- Faktycznie, nie zauważyłam. Wciąż zapominam jakim autem jeździ. Gdy byliśmy nastolatkami , to poruszał się znacznie starszym autem- próbowała zagadać sąsiadkę i chyba to był dobry ruch, bo kobieta wyraźnie się zainteresowała dopytując o historię ich poznania. Mara korzystając z okazji nieco jej opowiedziała o ich związku z dawnych lat, wyjeździe Michaela i rozstaniu. Nie były to raczej żadne tajemnice, nic co dotyczyło tylko i zupełnie niego. Ot, zwykła rozmowa o dawnych czasach, która trwała dobre kilkanaście minut, aż nawet kobieta podała Marze gorący kubek z herbatą i zaproponowała jej wejście do środka, ale odmówiła chcąc zaczekać na Graham tutaj.
Po pewnym czasie do ich uszu dobiegł głośny i wyraźny dźwięk silnika. Mara spojrzała w tamtym kierunku i zobaczyła Michaela, który po wyjściu z auta i zauważeniu ich, zaczął iść w ich kierunku.
- O w końcu wrócił do domu, pan zapominalski- pani Margaret, jak ruda się już zdążyła dowiedzieć, zaśmiała się na widok sąsiada. - Jak to tak można umawiać się z kobietą i potem kazać jej tyle czekać na mrozie?- dodała niby z uśmiechem, ale pokręciła głową. - Pani Margaret, najważniejsze ze czekałam w takim miłym towarzystwie- Mara posłała jej wdzięczne spojrzenie, ale zaraz przeniosła wzrok na mężczyznę i przyglądając mu się uważnie, chcąc odczytać czy wszystko w porządku, dlatego też póki co stała w miejscu.
Michael Graham