round here the cries die young
: śr mar 25, 2026 9:36 pm
Ezequiel García
Ostatnie dni... były przedziwne.
To miał być jej ostatni dyżur przed wyjazdem z Charlim. Wielki, pierwszy dzień, w którym miała towarzyszyć neurochirurgowi. Pierwszy raz miała stać się jego cieniem, wykonywać badania oraz pomagać w prowadzeniu skomplikowanych przypadków. W standardowych warunkach oczy błyszczałyby jej z ekscytacji, przyszłaby cała przygotowana, studiując na wcześniejszym dyżurze wszystkie przypadki Garcii.
Tyle że nic nie było zwyczajne.
Z Dante nie była od paru dni. Dalej brakowało jej jego obecności, chociaż zabrała rzeczy i na jakiś czas wprowadziła się do June. Serce było puste. Nie mogła spać, myśleć, a nawet normalnie funkcjonować. Chociaż w jej życiu zapanował spokój. Nie myślała o ciągle trwających imprezach, zniknięciach, czy psie. Dobra, o Murphy'm dalej myślała. Dalej miała go utkwionego we własnej głowie, po jej myśli ciągle chodziły głośne pytania, czy Dante z nim wychodził, dawał jeść. Może potrafiłaby przeżyć zerwanie z godnością, gdyby nie Charlie Marshall. Wyjedź ze mną cały czas odbijało się w jej głowie oraz jeszcze jedno pytanie. Myśli w jej głowie, ani przez krótki moment nie były w stanie się uspokoić. Cały czas eksplodowały, nie mogąc się zatrzymać.
I właśnie z powodu testosteronu zaspała. Biegła, ile miała sił w nogach. Oddech jej drżał. Blond włosy zrobiły się jeszcze większym chaosem niż wcześniej, ale dotarła. Szybko przebrała się w szatni rezydentów i wraz ze swoimi różowymi, brokatowymi crocsami ruszyła prosto do neurochirurga. Już widziała go przed sobą, już oczy na nowo jej błyszczały, nawet przyśpieszyła crocsów. Ale wyjebała się wprost u jego stóp. Od razu cała zrobiła się czerwona, szybko podniosła i stanęła praktycznie na baczność.
— Dzień dobry, nazywam się Ivy Harrison, rezydentka — jeszcze! — pierwszego roku — powiedziała na jednym wdechu, niczym harcerka meldująca swój zastęp na apelu drużyny — to mój pierwszy dyżur na neurochirurgii — i mimo początkowego upodlenia uśmiechnęła się szeroko. Próbowała być pozytywna. Mogła mieć potargane blond włosy, mogła mieć oczy podkrążone jak u szopa, bladą jak ściana cerę. Jednak uśmiechała się od ucha do ucha, próbując zachować się profesjonalnie.
— Jestem gotowa na obchód — dodała finalnie, czekając na jakąkolwiek reakcję. Różnych prowadzących już spotkała, ale na neurochirurgię specjalnie mocno tuptała. Ciekawiła ją i wymagała niesamowitej precyzji.
Ostatnie dni... były przedziwne.
To miał być jej ostatni dyżur przed wyjazdem z Charlim. Wielki, pierwszy dzień, w którym miała towarzyszyć neurochirurgowi. Pierwszy raz miała stać się jego cieniem, wykonywać badania oraz pomagać w prowadzeniu skomplikowanych przypadków. W standardowych warunkach oczy błyszczałyby jej z ekscytacji, przyszłaby cała przygotowana, studiując na wcześniejszym dyżurze wszystkie przypadki Garcii.
Tyle że nic nie było zwyczajne.
Z Dante nie była od paru dni. Dalej brakowało jej jego obecności, chociaż zabrała rzeczy i na jakiś czas wprowadziła się do June. Serce było puste. Nie mogła spać, myśleć, a nawet normalnie funkcjonować. Chociaż w jej życiu zapanował spokój. Nie myślała o ciągle trwających imprezach, zniknięciach, czy psie. Dobra, o Murphy'm dalej myślała. Dalej miała go utkwionego we własnej głowie, po jej myśli ciągle chodziły głośne pytania, czy Dante z nim wychodził, dawał jeść. Może potrafiłaby przeżyć zerwanie z godnością, gdyby nie Charlie Marshall. Wyjedź ze mną cały czas odbijało się w jej głowie oraz jeszcze jedno pytanie. Myśli w jej głowie, ani przez krótki moment nie były w stanie się uspokoić. Cały czas eksplodowały, nie mogąc się zatrzymać.
I właśnie z powodu testosteronu zaspała. Biegła, ile miała sił w nogach. Oddech jej drżał. Blond włosy zrobiły się jeszcze większym chaosem niż wcześniej, ale dotarła. Szybko przebrała się w szatni rezydentów i wraz ze swoimi różowymi, brokatowymi crocsami ruszyła prosto do neurochirurga. Już widziała go przed sobą, już oczy na nowo jej błyszczały, nawet przyśpieszyła crocsów. Ale wyjebała się wprost u jego stóp. Od razu cała zrobiła się czerwona, szybko podniosła i stanęła praktycznie na baczność.
— Dzień dobry, nazywam się Ivy Harrison, rezydentka — jeszcze! — pierwszego roku — powiedziała na jednym wdechu, niczym harcerka meldująca swój zastęp na apelu drużyny — to mój pierwszy dyżur na neurochirurgii — i mimo początkowego upodlenia uśmiechnęła się szeroko. Próbowała być pozytywna. Mogła mieć potargane blond włosy, mogła mieć oczy podkrążone jak u szopa, bladą jak ściana cerę. Jednak uśmiechała się od ucha do ucha, próbując zachować się profesjonalnie.
— Jestem gotowa na obchód — dodała finalnie, czekając na jakąkolwiek reakcję. Różnych prowadzących już spotkała, ale na neurochirurgię specjalnie mocno tuptała. Ciekawiła ją i wymagała niesamowitej precyzji.