Help, I'm still at the restaurant still sitting in a corner I haunt
: czw mar 26, 2026 7:44 pm
To był absolutnie idiotyczny pomysł. Dała się namówić na tą durną aplikację, z której nic nie wynikało, a ona dała się namówić na kolejną bezsensową randkę. Jeszcze nie wyszła z domu, a już wiedziała, że to będzie coś bezsensownego. Mimo wszystko znajoma przekonywała ją, żeby spróbowała, bo przecież nie ma nic do stracenia. No i cóż… może poza wolnym wieczorem faktycznie nie miała nic do stracenia, ale i tak nie chciała wychodzić.
Jaki był finał?
Wylądowała w restauracji, której sama pewnie nigdy by nie wybrała, a w której ostatecznie skończyła sama. Iris Valentine nie miała dużego mniemania o sobie, jej ego nie było wystrzelone w kosmos i właściwie brakowało jej pewności siebie. Wbrew pozorom nie miała też bardzo dużych wymagań… poprzeczka była niziutko biorąc pod uwagę większość jej przeszłych relacji. I jeszcze została wystawiona.
Przyszła spóźniona parę minut, naprawdę tylko kilka… okazało się jednak, że mimo wszystko jest pierwsza. Czekała, jakiś czas czekała – naiwnie myśląc, że to zwykłe spóźnienie, że przecież korki, że coś mogło się stać. Nie dostała jednak żadnej wiadomości o problemach technicznych, a gdy wreszcie weszła na tą przeklętą aplikację zdała sobie sprawę, że para została usunięta. Została zghostowana, książkowo! Usunęła aplikację, obiecała sobie, że kończy z tym cyrkiem i rozejrzała się za kelnerką, żeby uregulować swój rachunek. W końcu nic tu po niej.
Kiedy jednak swojego rachunku – na kawę i wodę, więc nie był szczególnie spektakularny – dostała deser… zgłupiała. Tym bardziej, że patrzyła na talerz ze swoim ulubionym brownie i musiała sama przed sobą przyznać, że ktokolwiek o tym zdecydował – miał nosa. Nie wiedziała tylko dlaczego i spojrzała na kelnerkę zupełnie zdezorientowana. Ta tylko bąknęła pod nosem coś o szefie kuchni. Czy koleś z którym miała się dzisiaj spotkać był szefem kuchni, a to miał być jakiś nieśmieszny test na wytrwałość? Nie, nie potrafiła tego przypomnieć.
- Mogłabym go poznać? Tego szefa kuchni? – rzuciła za kelnerką, a ta tylko wymamrotała coś, że przekaże. Iris nie pozostało więc nic innego jak czekać, a wpatrując się w deser czuła, że… zna tego człowieka. Ze stanu lekkiego zawieszenia i zamyślenia wyrwał ją dopiero dźwięk odsuwanego krzesła przy jej stoliku. Drgnęła, podniosła wzrok i szczęka opadła jej do samej ziemi. Jednocześnie na jej twarzy zupełnie automatycznie pojawił się szeroki uśmiech – Wiedziałam. Wiedziałam, że muszę znać szefa kuchni! – rzuciła rozbawiona, kręcąc lekko głową – Czym sobie zasłużyłam?
Kevin Moen
Jaki był finał?
Wylądowała w restauracji, której sama pewnie nigdy by nie wybrała, a w której ostatecznie skończyła sama. Iris Valentine nie miała dużego mniemania o sobie, jej ego nie było wystrzelone w kosmos i właściwie brakowało jej pewności siebie. Wbrew pozorom nie miała też bardzo dużych wymagań… poprzeczka była niziutko biorąc pod uwagę większość jej przeszłych relacji. I jeszcze została wystawiona.
Przyszła spóźniona parę minut, naprawdę tylko kilka… okazało się jednak, że mimo wszystko jest pierwsza. Czekała, jakiś czas czekała – naiwnie myśląc, że to zwykłe spóźnienie, że przecież korki, że coś mogło się stać. Nie dostała jednak żadnej wiadomości o problemach technicznych, a gdy wreszcie weszła na tą przeklętą aplikację zdała sobie sprawę, że para została usunięta. Została zghostowana, książkowo! Usunęła aplikację, obiecała sobie, że kończy z tym cyrkiem i rozejrzała się za kelnerką, żeby uregulować swój rachunek. W końcu nic tu po niej.
Kiedy jednak swojego rachunku – na kawę i wodę, więc nie był szczególnie spektakularny – dostała deser… zgłupiała. Tym bardziej, że patrzyła na talerz ze swoim ulubionym brownie i musiała sama przed sobą przyznać, że ktokolwiek o tym zdecydował – miał nosa. Nie wiedziała tylko dlaczego i spojrzała na kelnerkę zupełnie zdezorientowana. Ta tylko bąknęła pod nosem coś o szefie kuchni. Czy koleś z którym miała się dzisiaj spotkać był szefem kuchni, a to miał być jakiś nieśmieszny test na wytrwałość? Nie, nie potrafiła tego przypomnieć.
- Mogłabym go poznać? Tego szefa kuchni? – rzuciła za kelnerką, a ta tylko wymamrotała coś, że przekaże. Iris nie pozostało więc nic innego jak czekać, a wpatrując się w deser czuła, że… zna tego człowieka. Ze stanu lekkiego zawieszenia i zamyślenia wyrwał ją dopiero dźwięk odsuwanego krzesła przy jej stoliku. Drgnęła, podniosła wzrok i szczęka opadła jej do samej ziemi. Jednocześnie na jej twarzy zupełnie automatycznie pojawił się szeroki uśmiech – Wiedziałam. Wiedziałam, że muszę znać szefa kuchni! – rzuciła rozbawiona, kręcąc lekko głową – Czym sobie zasłużyłam?
Kevin Moen
