Didn't see that one coming...
: czw mar 26, 2026 9:58 pm
Data ślubu była coraz bliżej. Navi pochłonięta była nie tylko pracą we własnej restauracji, ale także przygotowaniami do wielkiej, uroczystej ceremonii na której miało się znajdować prawie kilkaset ludzi. Ludzi, których praktycznie nie znała, bo były częścią rodziny Giovanniego. Częścią rodziny mafijnej do której miała wkrótce oficjalnie przynależeć.
Im bliżej godziny zero była, tym wyraźniej zaczynała się stresować. Była to uroczystość na której jej zależało. Jak wcześniej nie przykładała wagi do ślubu, bo nie wiązała z nim większych emocji, tak teraz zwyczajnie jej zależało. Wiedziała z jednej strony, że miała to być czysto techniczna formalność, działanie praktyczne, które tak lubił jej narzeczony, a jednak ona nie umiała tego nie łączyć z czymś poważniejszym. Chcąc nie chcąc przywiązała się do Giovanniego. Zależało jej na nim i zaczął znaczyć o wiele więcej zdecydowanie szybciej, niż powinien.
W końcu brała ślub z kimś, z kim faktycznie chciała być. Z kim mogłaby spędzić resztę swojego życia. Właśnie dlatego zależało jej na tym, aby to wydarzenie było zorganizowane dokładnie tak, jak to sobie wymarzyła. I chociaż większość spraw była już dopięta na ostatni guzik, sukienki zostały kupione, a potrawy na stół wybrane, to wciąż należało załatwić ostatnie formalności.
Jak wrócili z Malediwów, ponownie rzuciła się w wir obowiązków, które dawały jej pewne poczucie spełnienia. Jej wcześniejsze życie kury domowej było nudne i monotonne, nie dawało żadnej satysfakcji, ani poczucia realizowania samej siebie. Teraz jednak było zupełnie inaczej i nawet jeśli często kładła się spać o późnych godzinach, aby rano wstać zbyt wcześnie, to zwyczajnie to uwielbiała.
Zwłaszcza gdy o jej restauracji zaczęto mówić coraz częściej.
Zauważyła jednak, że w pewnym momencie zaczęło ją to przytłaczać. A może po prostu stała się przemęczona. Gorzej się czuła i częściej kręciło jej się w głowie. Wiele jednak zwalała na poły stresu nie tylko biznesem, ale także wydarzeniem. Nie podjęciem decyzji i włożeniem, po raz kolejny, obrączki na palec, ale spotkaniem z całą familią po raz pierwszy.
Czasami było lepiej, czasem gorzej.
Ale gorsze samopoczucie nie znikało. Nawet mimo leków i większej ilości snu.
Dlatego mimo pewnego sceptycyzmu, powzięła kolejne kroki, aby lepiej zbadać i otrzymać odpowiednią diagnozę. Diagnozę, która na kilka długich sekund zatrzymała jej serce w pewnym przestrachu i czymś jeszcze, czego nie umiała dokładnie określić.
Nie podzieliła się jednak nią z Giovannim od razu, przynajmniej dopóki nie miała pewności co do swojego stanu zdrowia. Ale gdy stało się jasne, że się nie myliła… musiała odbyć rozmowę z narzeczonym, który za zaledwie miesiąc miał się oficjalnie stać jej mężem.
Z jakiegoś powodu się stresowała. I nawet nie wiedziała dlaczego.
Cały dzień myślała o tym wieczorze. Giovanni jak zawsze był zapracowany. Miał swoje spotkania, a nieznani jej ludzie pojawiali się w ich domu, aby zamknąć się z mężczyzną w jego gabinecie, gdzie prowadzili rozmowy.
Dopiero gdy miała pewność, że ostatnie osoby opuszczają dom, a Salvatore nie będzie miał już więcej gości, zapukała grzecznie do drzwi jego biura, a następnie otworzyła drzwi, aby stanąć w progu z łagodnym uśmiechem na twarzy.
— Koniec na dzisiaj? — spytała, opierając się bokiem o framugę. — Czy masz czas na przyjęcie jeszcze jednej osoby?
Giovanni Salvatore
Im bliżej godziny zero była, tym wyraźniej zaczynała się stresować. Była to uroczystość na której jej zależało. Jak wcześniej nie przykładała wagi do ślubu, bo nie wiązała z nim większych emocji, tak teraz zwyczajnie jej zależało. Wiedziała z jednej strony, że miała to być czysto techniczna formalność, działanie praktyczne, które tak lubił jej narzeczony, a jednak ona nie umiała tego nie łączyć z czymś poważniejszym. Chcąc nie chcąc przywiązała się do Giovanniego. Zależało jej na nim i zaczął znaczyć o wiele więcej zdecydowanie szybciej, niż powinien.
W końcu brała ślub z kimś, z kim faktycznie chciała być. Z kim mogłaby spędzić resztę swojego życia. Właśnie dlatego zależało jej na tym, aby to wydarzenie było zorganizowane dokładnie tak, jak to sobie wymarzyła. I chociaż większość spraw była już dopięta na ostatni guzik, sukienki zostały kupione, a potrawy na stół wybrane, to wciąż należało załatwić ostatnie formalności.
Jak wrócili z Malediwów, ponownie rzuciła się w wir obowiązków, które dawały jej pewne poczucie spełnienia. Jej wcześniejsze życie kury domowej było nudne i monotonne, nie dawało żadnej satysfakcji, ani poczucia realizowania samej siebie. Teraz jednak było zupełnie inaczej i nawet jeśli często kładła się spać o późnych godzinach, aby rano wstać zbyt wcześnie, to zwyczajnie to uwielbiała.
Zwłaszcza gdy o jej restauracji zaczęto mówić coraz częściej.
Zauważyła jednak, że w pewnym momencie zaczęło ją to przytłaczać. A może po prostu stała się przemęczona. Gorzej się czuła i częściej kręciło jej się w głowie. Wiele jednak zwalała na poły stresu nie tylko biznesem, ale także wydarzeniem. Nie podjęciem decyzji i włożeniem, po raz kolejny, obrączki na palec, ale spotkaniem z całą familią po raz pierwszy.
Czasami było lepiej, czasem gorzej.
Ale gorsze samopoczucie nie znikało. Nawet mimo leków i większej ilości snu.
Dlatego mimo pewnego sceptycyzmu, powzięła kolejne kroki, aby lepiej zbadać i otrzymać odpowiednią diagnozę. Diagnozę, która na kilka długich sekund zatrzymała jej serce w pewnym przestrachu i czymś jeszcze, czego nie umiała dokładnie określić.
Nie podzieliła się jednak nią z Giovannim od razu, przynajmniej dopóki nie miała pewności co do swojego stanu zdrowia. Ale gdy stało się jasne, że się nie myliła… musiała odbyć rozmowę z narzeczonym, który za zaledwie miesiąc miał się oficjalnie stać jej mężem.
Z jakiegoś powodu się stresowała. I nawet nie wiedziała dlaczego.
Cały dzień myślała o tym wieczorze. Giovanni jak zawsze był zapracowany. Miał swoje spotkania, a nieznani jej ludzie pojawiali się w ich domu, aby zamknąć się z mężczyzną w jego gabinecie, gdzie prowadzili rozmowy.
Dopiero gdy miała pewność, że ostatnie osoby opuszczają dom, a Salvatore nie będzie miał już więcej gości, zapukała grzecznie do drzwi jego biura, a następnie otworzyła drzwi, aby stanąć w progu z łagodnym uśmiechem na twarzy.
— Koniec na dzisiaj? — spytała, opierając się bokiem o framugę. — Czy masz czas na przyjęcie jeszcze jednej osoby?
Giovanni Salvatore