Strona 1 z 1

At my funeral nobody came they all had plans

: pt mar 27, 2026 2:30 pm
autor: River Cross
003
Wreszcie zaczynało się robić nieco cieplej. Nadal nie można brać takiej wiosny na poważnie, ale kilkanaście stopni na plusie było dużo lepsze niż siarczyste mrozy. A przynajmniej w jej mniemaniu. Miała już serdecznie dość ubierania się na cebulkę, gdzie w tym cała zabawa? Te wszystkie durne płaszcze, spod których niczego nie było widać, nawet jak się zaczyna za nie szarpać. Nie, chwila. Czemu zaczęła się nagle zastanawiać nad szarpaniem płaszcza?
— Kurwa mać — mruknęła pod nosem, zatrzaskując szkicownik. I tak nie narysowała dzisiaj niczego porządnego. Te funeralne inspiracje dziwacznie na nią działały, powinna dać sobie spokój. Może po prostu powinna przerobić fabułę, którą miała w głowie i wyrzucić temat śmierci ze swojego najnowszego komiksu? Problem w tym, że to główny motyw i mogłoby być trudno. Schowała szkicownik do plecaka i przeczesała włosy, wzdychając ciężko. Przyglądała się grobowi, przy którym usiadła. Nie miała pojęcia, kim był zmarły, ale akurat obok stała ławka, a w samej alejce nie było nikogo. Miała się zainspirować, a czuła się kompletnie zdezorientowana. Uśmiechnęła się przepraszająco do nazwiska zmarłego siedem lat temu mężczyzny i zostawiła go w świętym spokoju.
Kawałek dalej trwało jakieś zamieszanie. Zrobiło się nieco gwarniej, przynajmniej jak na cmentarz. Zagubiona we własnych myślach nie ogarniała, co się działo, ale teraz wszystko było jasne. Właśnie trwał czyjś pogrzeb. Ruszyła w tamtą stronę, licząc, że może praca na, heh, żywym organizmie przyniesie właściwą inspirację. Nie miała zamiaru jednak pchać się w samo centrum wydarzenia. Nie miała przecież niczego wspólnego z tymi ludźmi. Może i była ubrana na czarno, ale chyba nie wtopiłaby się odpowiednio w tłum. Szła powoli kilka alejek dalej, analizując sytuację. Ktoś miał całkiem dużą rodzinę. A może po prostu wielu znajomych? Nad grobem robiło się coraz tłoczniej. Nikt jednak nie zawodził, nie lamentował. Może chowali kogoś wyjątkowo wiekowego i wszyscy się po prostu tego spodziewali? Cholera wie.
Dostrzegła sylwetkę żałobniczki, która też stała kawałek dalej od tej całej kabały. Od razu ją to zaciekawiło. Czemu nie wtopiła się w tłum? Wpatrywała się w stronę tłumu, ewidentnie ją to interesowało. Cross poczuła nieprzyjemny dreszcz, który przeszedł przez jej kręgosłup, gdy zawiał chłodny wiatr. Spojrzała odruchowo na niebo, spodziewając się na nim ciężkich, czarnych chmur. Nie było aż tak źle, ale faktycznie mogło się niedługo rozpadać. Niedobrze.
Każdy kolejny krok w stronę żałobniczki dokładał nowej warstwy absurdów do tej sytuacji. Nie wiedziała, po co w ogóle idzie w jej stronę, ale przecież zawsze działała spontanicznie. Przemknęło jej przez myśl, że dziewczyna jest z daleka dziwacznie podobna do Prescott, ale szybko pozbyła się tego przekonania. Umysł musiał płatać jej figle. Chociaż... myśl jeszcze na dobre nie zdążyła zwiać, gdy musiała wejść do głowy z powrotem. To zdecydowanie była Prescott. Kurwa mać. Powinna odwrócić się na pięcie i wrócić do domu. Podeszła więc bliżej.
— Ktoś bliski? — rzuciła, a w ramach powitania wyciągnęła w jej stronę paczkę papierosów. Nie będzie przecież na nią naskakiwać na pogrzebie, aż taka pierdolnięta nie była. Odpaliła własną fajkę i oparła się nonszalancko o drzewo, pod którym stała Ruelle. Podobnie jak przy ostatnim spotkaniu, bez żadnego skrępowania bardzo powoli przesunęła spojrzeniem po całej jej sylwetce, znów szukając zmian.

Ruelle I. Prescott

At my funeral nobody came they all had plans

: pt mar 27, 2026 4:06 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Wiosna zawitała powoli nawet do takiego miejsca jak Toronto, które jeszcze ledwie parę tygodni temu było skute lodem i zasypane grubą warstwą śniegu. To oznaczało jedynie tyle, że mogła powoli stawiać na coraz to cieńsze warstwy ubrań bez zamartwiania się o to, że zdoła gdzieś zamarznąć. Chociaż Prescott i tak dobrze znosiła niskie temperatury przez warunki panujące w domu pogrzebowym, gdzie pracowała w chłodni.
Niemniej skoro pogoda zaczęła bardziej dopisywać to Ruelle mogła sięgnąć po swoje bardziej eleganckie stroje pogrzebowe. Od dawna już nie miała okazji do tego, aby pojawić się na podobnej uroczystości. Zwłaszcza, że niektóre z nich pomimo wspólnych elementów potrafiły prezentować się naprawdę wyjątkowo.
Tym razem wydawało się, że ceremonia może mieć bardziej podniosły charakter. Z tego, co kojarzyła zmarły był dosyć majętnym mężczyzną, prezesem jakiejś dobrze prosperującej firmy z Toronto. Miał już swoje lata. Zmarł na zawał, a studentka miała tę przyjemność przygotowywać go do ostatniej drogi. To znaczyło również tyle, że zdawała sobie doskonale sprawę z tego kiedy dokładnie miał się odbyć pogrzeb. Nic nie stało na przeszkodzie w tym, aby mogła obserwować go z oddali i wzbudzać pewną sensację.
Zdecydowała się na sięgającą ponad kolano czarną sukienkę, podkreślającą idealnie jej figurę. Jej krótki rękaw rekompensowały z kolei długie wieczorowe rękawiczki. Nawet jeśli miała nieco zmarznąć to z pewnością było warto.
Spoglądała na stłoczonych żałobników spod materiału krótkiej woalki. Mogła liczyć na kilka zainteresowanych spojrzeń, ale na pewno nie spodziewała się tego, że ktoś pojawi się obok niej. W zasadzie chyba nigdy nikt się z nią nie konfrontował. Ruelle byłą cichym obserwatorem. Elementem krajobrazu. Widokiem, który potrafił zarówno zaintrygować jak i wzbudzić grozę ze względu na to, że skrywał za sobą pewną tajemnicę.
Mimo wszystko zarejestrowała jakiś ruch kątem oka. Nie przyjrzała się bliżej zmierzającej ku niej postaci nim nie znalazła się tuż przy niej nie nie odezwała się głosem, który bez wątpienia należał do Cross. Na chwilę zacisnęła mocniej szczękę po czym wysunęła z paczki zaoferowanego papierosa i umieściwszy go między wargami pochyliła się ku dziewczynie, aby odpaliła go trzymaną zapalniczką.
Potrzebowała chwili w ciszy, aby się rozluźnić. Jej spojrzenie powróciło do tłumu żałobników i skutecznie ignorowało obecność River, która postanowiła się rozgościć w pobliżu.
- Mój podstarzały kochanek... - odpowiedziała głosem, który posiadał w sobie tyle chłodu, co przemykający między gałęziami drzew marcowy wiatr. - Czekam, aż wszyscy zbiorą się na odczytanie testamentu, w którym zapisał mi swoją fortunę i rezydencję.
Można byłoby odnieść wrażenie, że mówiła całkowicie poważnie. Zresztą w liceum kiedyś ktoś nieżyczliwy rozpuścił plotkę, że skoro Ruelle nie przejawia w żadnym stopniu zainteresowania swoimi rówieśnikami, bo z pewnością sypia z dużo starszymi mężczyznami. Najpewniej za pieniądze. Oczywiście była to historia wyssana z palca, ale przez jakiś czas faktycznie stanowiła jedną z większych szkolnych plotek.

River Cross

At my funeral nobody came they all had plans

: pt mar 27, 2026 8:43 pm
autor: River Cross
Im dłużej ją obserwowała, tym bardziej miała wrażenie, że któraś z nich zwariowała. Zawsze istniała szansa, ze to była jednak River. Może jej usposobienie było tym dziwacznym? Nie no, niemożliwe. To z Prescott musiało być coś mocno nie tak. Wyglądała, jak wyciągnięta z jakiegoś dziwacznego filmu z późnych lat osiemdziesiątych. Niby ubrała się stosownie do okazji, ale biło z niej coś, co nie otaczało reszty żałobników. Cross zastanawiała się, czy dziewczyna w ogóle czuła jakikolwiek żal za zmarłym. Istniało też niezerowe prawdopodobieństwo, że to był jej własny pogrzeb. Mogła sfingować własną śmierć, zatruć serca bliskich, a teraz zjawiła się na miejscu, by obserwować swoje wielkie dzieło z ukrycia! Zdecydowanie była do tego zdolna.
To, co w końcu powiedziała, jeszcze bardziej dopełniło obrazu tej groteski. River wypuściła głośniej powietrze przez nos, uśmiechając się z papierosem w ustach. Znowu dała się podejść, a Ruelle ją rozbawiła. Ale czy ona w ogóle robiła to celowo? Fakt, że to mogło nie być planowane, był jeszcze śmieszniejszy. Przyjmowała obie opcje za tak samo prawdopodobne. Obie akceptowała z otwartym sercem. Skoro miała ochotę kreować sobie tak nudne życie seksualne, to jej sprawa. Nie wszyscy są na tyle rozsądni, by nie marnować takiego ciała. W ogóle nie skojarzyła tego ze szkolnymi plotkami. Na pewno do niej w tamtym czasie dotarły, ale nigdy nie zajęły jej uwagi na dłużej. No dobrze, może raz wydarła się na Flynna Manninga, który robił sobie z tego jakieś obrzydliwe kpiny. Ale przecież nie chodziło wyłącznie o obrażanie Prescott. Nie podobało jej się, że w ogóle oceniał w ten sposób kobiety i śmiał sobie rościć prawo do oceniania tego kto co robi ze swoim ciałem. Darła się na niego na środku korytarza, wyzywając go od jebanych kretynów, szowinistów i inceli. A potem oczywiście to ona dostała ochrzan od nauczyciela, bo przecież to ona się darła i kręciła aferę.
— Serio? Czyli będziesz teraz dziana? Gratuluję. — Uniosła rozbawiona brew, przenosząc wzrok na żałobników. Starała się podążać za spojrzeniem Prescott. Chciała wiedzieć, czy wpatrywała się tak intensywnie w coś konkretnego. W trumnę? A może w któregoś z gości? Albo księdza. Z tej odległości to były jednak tylko głupie zgadywanki, postawiła więc w głowie na księdza.
— Zabiłaś go? — dopytała jak o najnormalniejszą rzecz na świecie, znowu skupiając na niej wzrok. Do tego pewnie nie byłaby zdolna. Chociaż cholera ją wie. Małe rozmiary nie łączą się przecież w żaden sposób z siłą psychiki. Od razu zaczęła się zastanawiać, jakiej broni użyła. Na pewno nie Glocka, to byłoby strasznie nudne. Czy to bardziej szpikulec do lodu czy stara rodowa szabla type of girl?

Ruelle I. Prescott

At my funeral nobody came they all had plans

: sob mar 28, 2026 1:23 am
autor: Ruelle I. Prescott
Na pewno żadna z nich nie była normalna. Ruelle z tego faktu zdawała sobie sprawę już od naprawdę bardzo dawna. Widziała to jak różniła się od swoich rówieśników już na etapie szkolnym. Z pewnością też River nie była kimś nudnym czy typowym w swojej prostocie. Była interesująca... Zapewne Prescott mogłaby to dostrzec jeszcze lepiej, gdyby tylko postanowiła poświęcić dziewczynie nieco więcej uwagi.
Tylko, że z jakiegoś powodu wolała trwać w przeszłości i nie przyznawać tego, że ktoś taki jak Cross, którą znała mógł się przeistoczyć w kogoś kto mógłby ją pod jakimś względem fascynować. Mogła mieć ciekawą pracę, zainteresowania czy być niezwykle przyjemną w obyciu ze względu na swój charakter. Tylko, że starała się temu wszystkiemu umniejszać ze względu na to, co je kiedyś łączyło.
Przez moment trwały jedynie w tej scenerii wyjętej niczym z taniego dreszczowca. Niebo zasnute było stalowoszarymi chmurami, tłum żałobników się zacieśniał przy trumnie, a po cmentarzu zaczął się rozchodzić melodyjny głos duchownego, który ze względu na odległość zdawał się stanowić bardziej głos wibrujący w tle niż rzeczywistą wypowiedź.
Nie sądziła, że ten komentarz będzie w stanie, aż tak rozbawić River. Nie spodziewała się zobaczyć jej uśmiechu, który zamajaczył jej jedynie gdzieś w zasięgu wzroku. Może jednak łączyło je takie samo poczucie humoru? To mogłoby wiele wyjaśnić.
Przez moment jeszcze się zaciągała papierosem, smakując nikotynę, którą osiadała na języku. Na gratulacje skinęła jedynie głową, nie siląc się na żaden większy komentarz. Przez moment zastanawiała się, co właściwie Cross robiła w tym miejscu i dlaczego postanowiła do niej podejść.
- Czy o takie rzeczy pyta się damę? - odparowała i strzepnęła popiół, a po chwili odwróciła się po raz pierwszy w stronę swojej rozmówczyni. - Gdyby tak było to nie mogłabym ci powiedzieć... Inaczej musiałabym cię zabić.
Przez moment cała ceremonia została zepchnięta do roli tła, które nie odgrywało żadnej większej roli. Przesunęła spojrzeniem, badając uważnie całą postać dziewczyny nim w końcu zatrzymała się na smukłych palcach przytrzymujących papierosa między kształtnymi wargami.
- A co ty tu właściwie robisz? - zapytała wprost, decydując się na to, aby odpuścić sobie całkowicie jakiekolwiek podchody i zapytać wprost.
Nie wyglądała na żałobniczkę. Zresztą Ruelle nie sądziła, aby w jakikolwiek sposób znała zmarłego mężczyznę lub mogła być z nim w jakiś sposób spokrewniona. Chociaż może jeszcze Cross mogła ją czymś zaskoczyć.

River Cross