you better collaborate
: pt mar 27, 2026 7:55 pm
027.
she had a plan
he didn't know about
Wrzesień, 2024
Dźwięk szpilek odbijających się o idealnie wypolerowaną posadzkę wybrzmiał dookoła, dogrywając się do rytmicznej melodii z głośników, kiedy Stewart weszła do klubu. W środku tygodnia nie było tu dużo ludzi — stałe grupki znajomych, zorganizowane wyjścia z pracy facetów w garniakach i spotkania biznesowe, które miały pójść łatwiej w towarzystwie dobrej szkockiej i drogiego rumu. Nieczęsto nosiła sukienki, a jednak tego dnia przyodziała się w najlepszą, jaką miała — obcisłą czerwoną, która nie tylko podkreślała ciało ale i jej ognisty temperament. Włosy rozpuściła, kręcąc je delikatnie, wszystko doprawiając równie krwistą szminką. Nagle o wiele bardziej pasowała do tego miejsca dla bogaczy. Jakby tu faktycznie należała. Była częścią tego skurwiałego świata, w którym wszystko dało się kupić za pieniądze. Nie przyszła tu jednak żeby się bawić, czy sprawdzać tą teorie. Miała robotę do zrobienia.
Obserwowała go już od jakiegoś czasu. Nie była pewna, ile minut dokładnie minęło, jednak wystarczająco długo, by upewnić się, że wszystko szło zgodnie z planem. Grupka mężczyzn jak co czwartek spotykała się przy loży najbliżej schodów, by rozmawiać o interesach i kryzysach. Większość z nich miała może po czterdzieści, pięćdziesiąt lat i włosy doczepiane prosto z Turcji. Był wśród nich również on — Lorenzo Lawrence. Człowiek, który chociaż dla policji wciąż był poniekąd zagadką, tak na ten moment wydawał się jedynym osobnikiem, który miał jakikolwiek związek ze sprawą morderstwa. Czyniło go to również jedyną osobą, która mogła im pomóc w śledztwie. Eliot jak na naczelnika przystało — w dodatku narwanego — od razu chciał zgarniać go na komisariat i rozmawiać w sali przesłuchań. Pilar jednak miała na to nieco inny plan. O wiele bardziej… kameralny.
Nagłe szuranie krzeseł przecięło muzykę, a wzrok Stewart powędrował w stronę loży. Koniec spotkania. Zeskoczyła z wysokiego stołka i szybko zamówiła u barmana kolejną porcję Martini. Pod pretekstem zapłaty, odwróciła się na moment w ich kierunku, odszukując wzrokiem Lorenzo. Korzystając z faktu, że skierował się jeszcze do toalety, naciągnęła bardziej sukienkę i przewiesiła torebkę przez ramię, wyczekując na odpowiedni moment. A potem wszystko poszło już jak po sznureczku: kiedy Enzo przechodził wzdłuż baru, Pilar w odpowiednim momencie odwróciła się z drinkiem, jakby chciała odejść od lady, wpadając prosto na niego. A raczej sprawiając wrażenie, jakby to on wpadł na nią, bo całe Martinii, które wcześniej było w cieniutkim szkle, teraz znajdowało się na jej piersiach i brzuchu.
— Ah mierda — rzuciła pod nosem, bardziej do siebie niż do niego, spoglądając w dół na cały chaos, który właśnie się wydarzył, chociaż przecież Enzo doskonale znał hiszpański. Rozstawiła ręce szeroko, by już nikogo więcej nie ochlapać. Dopiero po chwili podniosła na niego ciemne spojrzenie. — Wybacz, nie widziałam cię — powiedziała spokojnie, malując na twarzy delikatny, zaczepny uśmiech, im dłużej mu się przyglądała wielkimi, brązowymi oczami. — Ale skoro jednego już zmarnowałam w tak mało efektywny sposób, może kolejnego wypijesz ze mną? — zaproponowała, nawet na moment nie ściągając z niego swojej pełnej uwagi.
Enzo Lawrence