Nie ma spania? W odpowiedzi na jej zmarszczony nosek Charlie złożył ręce na piersi i zmarszczył brwi, jakby mieli zaraz rozpocząć pojedynek pod tytułem
"Kto bardziej okaże swoje niezadowolenie". Wyglądało na to, że trafiła mu się twarda sztuka, która lubiła się przekomarzać, mimo że wcześniej w ogóle by o to Ivy nie podejrzewał. Wstąpił w nią
wakacyjny nastrój i ewidentnie nabrała ochoty na
wakacyjne szaleństwa. Jednak to... dobrze. W końcu chciał, żeby podczas tego krótkiego pobytu tutaj po prostu się zrelaksowała. No i zdecydowanie podobała mu się ta rozluźniona wersja Ivy...
Przespałam cały lot. -
Prawie cały - poprawił ją automatycznie, bo każdy w Tornto wiedział, że przywiązywał wagę do szczegółów. Poza tym gdyby przespała cały lot, nic by nie zjadła przez cały dzień, a tak to chociaż skończyła lunch. Czy była głodna? Pewnie by ją o to zapytał, gdyby go nie rozproszyła swoją bielizną.
Przyszedł wielki psuja zabawy, pan poważny wiceprezes, a gdzie mój Charlie? Mój Charlie? Posłał jej długie spojrzenie i przeniósł wzrok na jej usta, gdy przygryzła dolną wargę, zapewne onieśmielona swoją własną zuchwałością, bo... powiedziała to tak swobodnie, jakby byli w wieloletnim związku i właśnie pojechali na kolejne wspólne wakacje. Może i był marudą i psują zabawy, ale fakt, że nazwała go
swoim Charliem, był po prostu słodki, dlatego nie zamierzał wyprowadzać jej z błędu, nieważne, jak bardzo niezręczne dla ich sytuacji to stwierdzenie było. -
A gdzie jest moja grzeczna pani rezydent? Bo mam wrażenie, że po drodze z Toronto wstąpił w nią diabeł, i to taki w niebieskiej koronce - odgryzł się i przechylił głowę na bok, przesuwając wzrokiem po jej bieliźnie. Ten wieczór zaczynał podobać mu się coraz bardziej. Nawet nie musiał jej prosić, aby się rozebrała, bo sama to zrobiła, ułatwiając mu... Znaczy, ojej, gdzież zbłądziły jego lubieżne, nieczyste myśli? Stop.
Panie Marshall. -
Panno Harrison - odpowiedział na jej zaczepkę od razu, zgrabnie umykając przed chlapiącą wodą i posyłając jej krótki uśmiech przez ramię.
Jednak potrafisz się bawić. Zaśmiał się i pokręcił głową, tuż zanim wskoczył do basenu. Ivy była niemożliwa. Przekraczała granicę tylko po to, aby zaraz się wycofać tuż za bezpieczną linię. Zaczynał tracić cierpliwość do tej gry w kotka i myszkę. -
Zaskoczona? - rzucił, gdy już wynurzył się w wodzie obok niej. -
Jeszcze nie wiesz, co potrafię, panno Harrison - dodał mimochodem, znów rzucając szybkie spojrzenie na jej bieliznę. Nie mógł się opanować przed tym spojrzeniem, zwłaszcza gdy wyobraźnia zaczynała działać mu zbyt intensywnie. Chciał poznać każdy fragment jej ciała, chciał smakować jej ust i chciał, żeby
była tylko jego. Czy to źle, że zapałał uczuciem do innej kobiety? Cóż, zdrada była zła, ale czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Sercu byłoby za to bardzo żal, gdyby dalej skazywał je na katorgę, odsuwając się od panny Harrison po raz kolejny. A przecież... byli daleko od domu. Bez żywej duszy naokoło. Sami. We dwoje.
Znasz się na gwiazdach? Jeju, tylko ona mogła stać przed nim w samej bieliźnie i pytać go, czy znał się na gwiazdach. -
Nie znam się na nich ani trochę. Może poza tym, że żeglarze używali ich, żeby nie zabłądzić na oceanie - mruknął. -
A ty? Znasz się na gwiazdach? - odbił piłeczkę, wpatrując się w niebo, które w ogóle nie przypominało tego nad Toronto. Tutaj nie było biurowców, latarni i innych wysokich budynków, więc żadne światła nie zakłócały nocnego spektaklu.
O czym myślisz, Charlie? O twoich ramionach. O twoich udach. O twoich ustach. Miał wrażenie, że nie chciałaby wiedzieć, o czym myślał - pewnie gdyby wiedziała, co naprawdę siedziało mu teraz w głowie, czym prędzej uciekłaby z tego basenu. -
Uwierz mi, Ivy, ostatnią rzeczą, jakiej teraz chcesz, to żebym zaczął wymieniać te myśli na głos - wybrnął w końcu, po czym objął ją ramieniem, gdy tylko do niego podeszła. Pogładził palcami gładką skórę jej ramion, ale dalej wpatrywał się w niebo i gwiazdy, jakby miał tam znaleźć odpowiedzi na wszystkie nurtujące go pytania. Gdyby to było takie proste... Ech.
Będę tutaj sama. -
Wrócę do ciebie jak najszybciej będę mógł - odparł. Gdyby tylko mógł, nie zostawiłby jej samej ani na moment, jednak Cherry nie wybaczyłaby mu niepodpisanego kontraktu. Niestety. -
Boisz się zostać sama? - zapytał po chwili i zmarszczył brwi, odrywając wzrok od gwiazd. Oj, to był błąd, bo zbłądził w oczach Ivy równie szybko, jak się do niej odwrócił.
Dziękuję, że mnie zabrałeś. Jego dłoń, która do tej pory spoczywała na jej ramieniu, niemal instynktownie powędrowała wyżej. Kciukiem zaczął gładzić jej szyję i obojczyk. -
To ja dziękuję, że się zgodziłaś - wymruczał cicho, nie mogąc oprzeć się wrażeniu, że to wszystko przypominało sen. Bardzo realistyczny i bardzo gorący sen. Nie patrzył już na gwiazdy, dawno o nich zapomniał. Teraz patrzył tylko i wyłącznie na jej usta. Nie wiedział, czy uważała go tylko za przyjaciela, o czym tak uporczywie chcieli siebie nawzajem przekonać, ba, nie wiedział, czy uważała go za kogokolwiek, ale czuł, że zaraz zwariuje od jej bliskości, jeśli nic z tym nie zrobi. -
Jesteś niemożliwa - mruknął w końcu, dokładnie przyglądając się jej twarzy. -
Mówisz "dziękuję" z taką miną, jakbyś nie miała pojęcia, że od dziesięciu minut walczę z ochotą, żeby cię po prostu uciszyć pocałunkiem - powiedział bez ogródek, a jedną rękę przeniósł powoli, centymetr po centymetrze, wzdłuż jej pleców na drobną talię i przyciągnął ją do siebie. Drugą dłonią natomiast objął jej policzek i kciukiem przejechał delikatnie po jej dolnej wardze. -
Posłuchaj mnie teraz uważnie - powiedział cicho, próbując ubrać swoje myśli w słowa. Uznał, że lepszego momentu na to wyznanie nie będzie i wolał zrobić to na początku tego wyjazdu. -
Prawda jest taka, że nie potrafię myśleć o tobie jak o przyjaciółce. Próbowałem być lojalny wobec Blair, ale każda minuta spędzona z tobą, każdy twój uśmiech i każda taka chwila jak ta sprawia, że chcę cię mieć tylko dla siebie. Chcę cię poznać, Ivy. Całą. Mimo że wiem, że nie powinienem - mówił cicho, spokojnie i bardzo powoli, bo chciał, żeby dotarło do niej każde słowo. -
Nie potrafię udawać, że nie budzę się i nie zasypiam z myślą o tobie - dodał, czując niewyobrażalną ulgę z każdym kolejnym słowem, jakby coś ciężkiego spadło mu z serca, bo w końcu był z nią w stu procentach szczery. -
Więc nie każ mi dłużej walczyć, Ivy. Chcę być twój - powiedział na koniec. Przysunął się do niej, był tak blisko, że zetknęli się czołami, ale nie pocałował jej, choć każdy nerw w jego organizmie aż się o to prosił. I wcale nie dlatego, że się bał, a dlatego, że chciał, żeby była to jej decyzja. Nie wymuszona jego autorytetem. Uśmiechnął się. Nareszcie był szczery. Do bólu i do szaleństwa. Przymknął oczy, czekając na jej reakcję. Nawet gdyby teraz uciekła, to nie miało już żadnego znaczenia, bo powiedział już wszystko to, co... było do powiedzenia.
ㅤ‼ ️Ꭾʀɪ፝֟ɴᴄᴇssㅤᥫ᭡