it’s gettin’ sticky in this bitch
: sob mar 28, 2026 8:56 pm
12
✩ ✩ ✩
Swój wieczór Indie sklasyfikowałaby jako przeciętnie ekscytujący — jak dotąd najlepiej bawiła się na biforku u kumpla, ale nie oponowała, gdy reszta pięcioosobowej grupy znajomych jednogłośnie zarządziła relokację do Poor Romeo. W teorii przy odrobinie wysiłku potrafiłaby dogadać się z naprawdę kimkolwiek — nigdy nie miała większych trudności z nawiązywaniem znajomości, również tych.. nietypowych — ale nie do końca przemawiał do niej asortyment zgromadzonych w środku ludzi, bo po dotarciu na miejsce okazało się, że dobrą jedną trzecią baru okupowała grupka mężczyzn po czterdziestce, zgadywała, że korposzczurów. Na kolejnego już tej nocy papierosa wymknęła się dlatego, że jeden z nich, niejaki Dave, właśnie miał zacząć wyjaśniać jej jak działała giełda — wystarczyło, że padło hasło kryptowaluty i Caldwell w przeciągu pięciu sekund była już w drodze na zewnątrz, w przedarciu się przez tłum pomagając sobie okazjonalnym szturchnięciem łokcia.
Nieco męczył ją panujący wewnątrz lokalu harmider, więc miejscówkę na szluga znalazła sobie kawałek dalej, gdzie dystans kilku kroków oferował chwilę wytchnienia od zgiełku rozmów i pomrukującej w tle muzyki. Była już po kilku kolejkach, więc odpalony papieros smakował wręcz wybitnie — zaciągała się nim z satysfakcją na twarzy i przymrużonymi oczami, łapiąc dym głęboko w płuca i ewidentnie czerpiąc garściami z tego krótkiego antraktu. Serio, mogłaby przysiąc, że zaraz osiągnęłaby Zen, gdyby nie przerwała jej w tym zasłyszana przypadkiem rozmowa stojącej nieopodal dwójki nieznajomych, jednego z korposzczurów i jakiejś dziewczyny, sporo młodszej. Jako pierwszy uwagę Indie zwrócił nieprzyjemny ton mężczyzny, a zaraz potem fakt, że wcale nie wyglądało to na konwersację, w której obie strony uczestniczyły dobrowolnie. Tyle w zupełności jej wystarczyło — nie potrzebowała nawet marnej sekundy na zastanowienie, w trzech susach pokonując dzielący ich dystans i zatrzymując się tuż obok nieznajomej.
— Piękny wieczór, co? — odezwała się jeszcze zanim zdążył zrobić to stojący przed nimi mężczyzna, widocznie niepocieszony jej widokiem. Na końcu języka już miała grzeczne pytanie o to, czy się znali, ale to powiedziało jej wszystko co musiała wiedzieć; ani jej się śniło gdziekolwiek teraz iść. — Jakiś problem?
— Nie, nie ma żadnego problemu, ale dzięki. — Ledwo zdążyła dokończyć pytanie, a typ już odganiał ją lekceważącym machnięciem ręki, na co momentalnie ściągnęła brwi.
— Nie do Ciebie mówię, Walter White — odbiła bez zastanowienia, zerkając wymownie na jego łysą głowę, zanim uważne spojrzenie przeniosła na milczącą dziewczynę. — Jakiś problem? — powtórzyła spokojnie, zwracając się bezpośrednio do niej.
Shereen Winfield