fallin' for you
: sob mar 28, 2026 9:00 pm
Odkąd Skye zabrała go na randkę jako pierwsza, zachodził w głowę, co powinien przygotować dla niej w zamian. Fakt, że w tej kwestii pierwsza wykonała ruch, stanowił ujmę na jego honorze, musiał więc wymyślić dla niej coś naprawdę wyjątkowego. Z racji usilnego utrzymywania dystansu w pracy i tego, że dużo w Forward Interiors ostatnio się działo, zależało mu na tym, żeby poświęcić jej maksymalnie czas i skupić na niej całą swoją uwagę. Tęsknił za nią codziennie i miał ochotę być tylko dla niej. Poza tym, nadal skrzętnie omijali czekającą ich poważną rozmowę na temat ich relacji, na którą musiał w końcu nadejść odpowiedni moment. A czy nie najlepszą sposobnością ku temu był wspólny wyjazd? Z dala od znajomych i granic, które sobie wyznaczyli w biurze, z mnóstwem czasu w swoim towarzystwie, prędzej czy później musiało się udać.
W przygotowywaniu randek, a już tym bardziej weekendowych wyjazdów, nie miał żadnego doświadczenia. Działał więc intuicyjnie, biorąc pod uwagę każdy szczegół, żeby jak najlepiej zaplanować ten czas. Oczywiście, pozostawiał miejsce na spontaniczność, ale były sprawy, których nie chciał poddawać przypadkowi.
W czwartek wieczorem wszystko było już gotowe. Dopiero wtedy wysłał Skye smsa, uprzednio upewniając się, że nie miała jakichś szczególnych planów. Cały piątek spędzony w pracy wydawał się dla niego torturą, zwłaszcza, gdy przechodząc przez open space, w przelocie wyłapywał spojrzenie Skye. Nie zdradził jej żadnych szczegółów oprócz sugestii, co powinna spakować, więc na odległość czuł jej wyczekiwanie i rosnącą z każdą godziną ekscytację. Miał dokładnie to samo.
Gdy wybiła siedemnasta, w biurze nie było już nikogo. Oprócz niej. Kiedy wyszedł ze swojego gabinetu, od razu odkrył, że znajdowała się już w połowie drogi do niego, w ręku trzymając torbę. Nie potrafił powstrzymać się przed objęciem jej. Potrzebował jej ciepła i dotyku, dzięki któremu momentalnie poczuł się lżejszy i spokojniejszy. A skoro już znajdowała się tak blisko, niewiele myśląc, pocałował ją czule, z wyraźną tęsknotą tłumioną przez cały dzień.
— Gotowa na podróż? - mruknął, odsuwając się od niej nieznacznie, i chłonął dzielone przez nich powietrze oraz otaczający ją niezmienny zapach wanilii. Każdego dnia w duchu gratulował sobie, że tyle był w stanie bez niej wytrzymać. Na szczęście, już dziś nie musiał się w ogóle hamować. Każda komórka jego ciała mówiła mu, jak bardzo mu jej brakowało. - Jeśli chcemy zdążyć na naszą randkę, musimy ruszać - wyznał z zawadiackim uśmiechem, bardzo niechętnie się od niej odsuwając, ale tylko po to, żeby odebrać od niej torbę. Drugą dłoń zaś wsunął między jej palce, prowadząc ją do windy. Miał nadzieję jej nie zawieść.
Przez całą podróż autem nie była w stanie wyciągnąć z niego, dokąd zmierzali. Na szczęście miejscowość, do której jechali to tylko dwie godziny drogi od Toronto, które spędzili na swobodnych rozmowach i przekomarzaniu się. Musiał przed sobą przyznać, że bez względu na cel podróży, uwielbiał wspólnie pokonywać z nią każde kilometry trasy. Przypomniało mu to, jak wiele czasu spędzili razem w tym Mustangu, wliczając w to podróż na punkt widokowy na przedmieściach miasta, na który kiedyś zabrał ją po jednej z kłótni z Loganem. Tym razem było inaczej. Tym razem wszystko zaplanował. Dla niej.
Ich domek znajdował się na uboczu drogi, oferując im prywatność i ciszę. Po wejściu do klimatycznej, ładnie urządzonej kwatery, na stoliku czekała na nich butelka wina i krótka adnotacja od właścicieli z podziękowaniem za przybycie. Za salonem znajdował się taras z przeszkleniem z jacuzzi i widokiem na winnicę oraz światła pobliskiego miasteczka. Dominic rzucił na podłogę ich torby, po czym stanął za Skye.
— Jak Ci się na razie podoba? - mruknął do jej ucha, otaczając ją ramionami od tyłu tak, by mogła swobodnie oprzeć się plecami o jego tułów, i skradł jej buziaka w policzek, po czym ułożył głowę w zagłębieniu jej szyi. Naprawdę strasznie za nią tęsknił.
Skye Murray
W przygotowywaniu randek, a już tym bardziej weekendowych wyjazdów, nie miał żadnego doświadczenia. Działał więc intuicyjnie, biorąc pod uwagę każdy szczegół, żeby jak najlepiej zaplanować ten czas. Oczywiście, pozostawiał miejsce na spontaniczność, ale były sprawy, których nie chciał poddawać przypadkowi.
W czwartek wieczorem wszystko było już gotowe. Dopiero wtedy wysłał Skye smsa, uprzednio upewniając się, że nie miała jakichś szczególnych planów. Cały piątek spędzony w pracy wydawał się dla niego torturą, zwłaszcza, gdy przechodząc przez open space, w przelocie wyłapywał spojrzenie Skye. Nie zdradził jej żadnych szczegółów oprócz sugestii, co powinna spakować, więc na odległość czuł jej wyczekiwanie i rosnącą z każdą godziną ekscytację. Miał dokładnie to samo.
Gdy wybiła siedemnasta, w biurze nie było już nikogo. Oprócz niej. Kiedy wyszedł ze swojego gabinetu, od razu odkrył, że znajdowała się już w połowie drogi do niego, w ręku trzymając torbę. Nie potrafił powstrzymać się przed objęciem jej. Potrzebował jej ciepła i dotyku, dzięki któremu momentalnie poczuł się lżejszy i spokojniejszy. A skoro już znajdowała się tak blisko, niewiele myśląc, pocałował ją czule, z wyraźną tęsknotą tłumioną przez cały dzień.
— Gotowa na podróż? - mruknął, odsuwając się od niej nieznacznie, i chłonął dzielone przez nich powietrze oraz otaczający ją niezmienny zapach wanilii. Każdego dnia w duchu gratulował sobie, że tyle był w stanie bez niej wytrzymać. Na szczęście, już dziś nie musiał się w ogóle hamować. Każda komórka jego ciała mówiła mu, jak bardzo mu jej brakowało. - Jeśli chcemy zdążyć na naszą randkę, musimy ruszać - wyznał z zawadiackim uśmiechem, bardzo niechętnie się od niej odsuwając, ale tylko po to, żeby odebrać od niej torbę. Drugą dłoń zaś wsunął między jej palce, prowadząc ją do windy. Miał nadzieję jej nie zawieść.
Przez całą podróż autem nie była w stanie wyciągnąć z niego, dokąd zmierzali. Na szczęście miejscowość, do której jechali to tylko dwie godziny drogi od Toronto, które spędzili na swobodnych rozmowach i przekomarzaniu się. Musiał przed sobą przyznać, że bez względu na cel podróży, uwielbiał wspólnie pokonywać z nią każde kilometry trasy. Przypomniało mu to, jak wiele czasu spędzili razem w tym Mustangu, wliczając w to podróż na punkt widokowy na przedmieściach miasta, na który kiedyś zabrał ją po jednej z kłótni z Loganem. Tym razem było inaczej. Tym razem wszystko zaplanował. Dla niej.
Ich domek znajdował się na uboczu drogi, oferując im prywatność i ciszę. Po wejściu do klimatycznej, ładnie urządzonej kwatery, na stoliku czekała na nich butelka wina i krótka adnotacja od właścicieli z podziękowaniem za przybycie. Za salonem znajdował się taras z przeszkleniem z jacuzzi i widokiem na winnicę oraz światła pobliskiego miasteczka. Dominic rzucił na podłogę ich torby, po czym stanął za Skye.
— Jak Ci się na razie podoba? - mruknął do jej ucha, otaczając ją ramionami od tyłu tak, by mogła swobodnie oprzeć się plecami o jego tułów, i skradł jej buziaka w policzek, po czym ułożył głowę w zagłębieniu jej szyi. Naprawdę strasznie za nią tęsknił.
Skye Murray