Co nam siedzi w głowach
: ndz mar 29, 2026 10:52 pm
W drodze powrotnej do hotelu Sergio mało się odzywał. Wciąż tkwiło mu w głowie to, co się tam działo - nie sama końcówka, bo ta na szczęście wyglądała w miarę dobrze, zwłaszcza jak na to, co działo się wcześniej; ale te wszystkie kłótnie na samym początku, te trudne tematy, to, co powiedział Salazar i to, co później powiedział Santiago... To wszystko wciąż kotłowało się w głowie Sergio i szukało ujścia. Po pierwsze chciał porozmawiać z Alvaro na temat zdrowia Tiago, ale nie znalazł do tej pory odpowiedniego momentu: przez praktycznie cały czas byli wszyscy razem w salonie, a wyciąganie chłopaka gdzieś na bok wyglądałoby podejrzanie. Chyba do niego zadzwoni albo złapie go w innej chwili... jeszcze zobaczy. Być może jednak jakoś uda im się razem wymyślić, jak nakłonić Santiago do poszukania pomocy psychologicznej, bo naprawdę to, co mówił było niepokojące. Wyglądało na to, że mówił poważnie - tym bardziej, że o tyle, o ile Sergio znał Tiago, mężczyzna nie był skory do podobnych wynurzeń i nie rzucał tego typu słów na wiatr.
Ale Salazara miał przy sobie, z nim mógł teraz porozmawiać. Naprawdę starał się nie wyskoczyć na niego z mordą, chociaż miał wielką ochotę. Tłumił jednak w sobie tę żądzę "mordu" i szukał odpowiednich słów, żeby zacząć rozmowę, zapytać go, o co właściwie mu poszło i dlaczego tak nakrzyczał na brata.
- Możesz mi powiedzieć, co tam się właściwie stało? - zapytał w końcu, kiedy już dotarli do pokoju i ogarnęli się po powrocie. Zabrzmiał ostrzej, niż zamierzał, więc natychmiast zbeształ się za to w myślach. Przymknął oczy i odetchnął - Przepraszam. Inaczej. Dlaczego powiedziałeś Santiago to wszystko, co mu powiedziałeś? Przecież chyba tak o nim nie myślisz? Czy rzeczywiście masz go za takiego sukinsyna? Ale do tej pory sądziłem, że jednak nie.
Salazar Martinez
Ale Salazara miał przy sobie, z nim mógł teraz porozmawiać. Naprawdę starał się nie wyskoczyć na niego z mordą, chociaż miał wielką ochotę. Tłumił jednak w sobie tę żądzę "mordu" i szukał odpowiednich słów, żeby zacząć rozmowę, zapytać go, o co właściwie mu poszło i dlaczego tak nakrzyczał na brata.
- Możesz mi powiedzieć, co tam się właściwie stało? - zapytał w końcu, kiedy już dotarli do pokoju i ogarnęli się po powrocie. Zabrzmiał ostrzej, niż zamierzał, więc natychmiast zbeształ się za to w myślach. Przymknął oczy i odetchnął - Przepraszam. Inaczej. Dlaczego powiedziałeś Santiago to wszystko, co mu powiedziałeś? Przecież chyba tak o nim nie myślisz? Czy rzeczywiście masz go za takiego sukinsyna? Ale do tej pory sądziłem, że jednak nie.
Salazar Martinez