Strona 1 z 1

sprawa zaginionego zegarka

: pn mar 30, 2026 4:15 pm
autor: William N. Patel-Noriega
Wchodzę do Madoxa do mieszkania, tak jak zwykle, bez pukania ani bez zapowiedzi, a on, że właśnie jedzie na lotnisko bo Ricardo wraca do Toronto i musi go odebrać. Tylko ze mną też miał pewną sprawę do załatwienia i mnie również obiecał, że pomoże. Z drugiej strony jeśli zrobimy szybki kurs po Martineza, to i tak powinniśmy zdążyć wszystko ogarnąć przed zamknięciem. Rozchodziło się o mój zaginiony zegarek. Po wielu tygodniach buszowania w sieci i przeglądania aukcji także w tej ciemnej stronie internetu trafiłem na Rolexa, który mógł być mój. W zasadzie byłem pewien na dziewięćdziesiąt procent, że to ten, ale by się upewnić musiałem zobaczyć na żywo. Tam w jednym miejscu był grawer, niewidoczny dla tego, kto o nim nie wiedział. Ale ja wiedziałem, poza tym intuicja podpowiadała mi, że to on. No i jeszcze stawiałem tarota, który jasno mi powiedział, że tak, odzyskam wkrótce swoją własność. Zależało mi na jeszcze jednym - dowiedzieć się kto był złodziejem, kto był na tyle bezczelny żeby zajebać mi Rolexa i sprzedać go w jakimś podrzędnym lombardzie za miastem. Głównym podejrzanym był były już chłopak Peach, Clyde, bo cała ta akcja z nim była naprawdę w chuj dziwna. Drugą podejrzaną była Maya Parker, barmanka z Emptiness, którą przyłapałem na tym, że podbiera mi drobne z portfela. Skoro więc na bezczela brała sobie moje pieniądze, to równie dobrze mogła zdjąć mi z nadgarstka zegarek, jak akurat zgonowałem gdzieś w klubie. Za to mogłaby opłacić wszystkie swoje długi. Swoje, nieswoje właściwie. Nie sfrajerzyłem się Madoxowi, bo czekałem na rozwój sytuacji, ostatecznie nie chciałem jej wpierdalać jeśli faktycznie była niewinna, a zarzekała się, że była. Cóż, okaże się na miejscu - Myślisz, że Pilar miałaby coś przeciwko jeśli pożyczylibyśmy jej policyjną odznakę? - pytam męża, czekając na niego w drzwiach. Patrzę jak zakłada buty i zapina kurtkę. Mam ze sobą teczkę, która w tym momencie przekładam z ręki do ręki. W środku gotówka, bo na gotówkę umawialiśmy się z typem od aukcji - Mogłaby się przydać, wiesz machnąłbym, że niby jestem z policji jakby nie chcieli współpracować - teoretyzuję, bo właściwie nie mam pojęcia czego powinniśmy się spodziewać. Wylicytowaniem zegarek na aukcji za kupę siana (tyle, że dla mnie i tak był bezcenny), umówiłem się na odbiór i tyle. I moglibyśmy załatwić to w ten sposób, ale ja musiałem poznać prawdę, kto stał za tą jakże bezczelną kradzieżą? Schodzimy w dół po schodach i pakujemy się do auta Noriegi. Tradycyjnie od razu zapinam pasy, a potem włączam muzykę, żeby coś leciało w tle, w czasie kiedy opowiadam Madoxowi swoje ostatnie kilka dni, kiedy to nie mieliśmy okazji się choćby minąć na klatce. Potem chwilę plotkujemy o sąsiadach, a wreszcie zajeżdżamy na lotniskowy parking - No i co teraz? Gdzie się ustawiliście z Riczim? Znajdzie nas czy trzeba po niego iść? - pytam, w międzyczasie sięgając do kieszeni płaszcza po papierośnicę, z której wyjmuję jednego, skręconego papierosa i umieszczam go sobie między wargami. Czekam aż Madox znajdzie nam miejsce, żeby mu nie palić w aucie.

Madox A. Noriega Ricardo Martinez

sprawa zaginionego zegarka

: pn mar 30, 2026 6:44 pm
autor: Madox A. Noriega
036.
Three guys, one mistake.
Guess who’s not walking away tonight.

trigger warning
przekleństwa i takie tam
Madox to był jednak za dobry, wszystkim tylko pomagał, jak nie Ricardo, którego miał odebrać z lotniska, to Williamowi, z którym miał jechać po zegarek. Zerknął jeszcze na telefon, czy Pilar mu nie pisała, że na przykład wraca wcześniej, bo wtedy mógłby się rozchorować na przykład, ale nie miał żadnych wiadomości. Schował telefon i zaraz spojrzał na Willa.
- Kurwa stary przecież ci mówiłem, że załatwimy, to załatwimy, odbierzemy tylko Ricza z lotniska, przecież nie będzie jechał autobusem, to mój brat - a Willi wciąż był jego mężem, więc czy chciał, czy nie, to chyba musiał jednak pomóc im obu. I bratu - kuzynowi, i mężowi. Jeszcze raz spojrzał na telefon, jakby chciał może myślami ściągnąć Stewart, żeby się jednak z tego wykręcić, ale nic takiego się nie stało, więc finalnie usiadł na jakimś siedzisku w korytarzu i zaczął wciągać buty. Dopiero jak Will zapytał o tą odznakę Pilar, to podniósł głowę, żeby na niego spojrzeć, postukał się palcem w czoło.
- Pojebało cię Will? W ogóle co to za pomysł, żeby wciągać w to Pilar? To twój zegarek, trzeba było nie zachlewać dupy i go pilnować - Madox to jednak zawsze był trochę bezpośredni, bardzo nawet. Wciągnął buta i kopnął jakiś stolik, z którego spadł jakiś świecznik, zaraz go podniósł stawiając odwrotnie. Odkąd mieszkały u niego te wszystkie laski po kolei, Debbie, potem Flora, teraz Rosa, to walają się po chacie jakieś dziwne rzeczy nie wiadomo skąd - zresztą ty z policji? - spojrzał na niego spod łba ubierając kurtkę - chyba z jakiejś kurwa drogówki, parkometry byś mógł sprawdzać - i kiedy przechodził koło Willa w drzwiach to go poklepał po główce, pac pac. W końcu już zamknął drzwi na klucz i ruszyli po schodach, bo Madox to przecież zawsze zapierdalał po schodach, ale wystarczy spojrzeć na jego tyłek i już wiadomo, William też zresztą miał okazję go widzieć w Vegas - zresztą jak robisz interesy w darknecie to kurwa nie mówisz, że jesteś z psiarni, trzeba go zagadać tak wiesz... jak kumpla - czyli jakby oni też robili jakieś czarne interesy, Madox to w sumie czasem robił, to może miał trochę wprawy? Wsiedli do auta i pozapinali pasy, bo Noriega też odkąd jeździł z Pilar to zapinał, a wcześniej to tak jak pamiętał, a rzadko pamiętał. Ale się nauczył od swojej narzeczonej. Słuchał Williama jak mu opowiadał ze szczegółami co robił przez ostatnie trzy dni kiedy się nie widzieli, zaczynał od śniadania, potem gadał o robocie, o tym co i gdzie jadł na obiad, o tym z kim pił kawę, gdzie był na spacerze, a potem co oglądał przed spaniem, nawet mu powiedział o tym, że raz zapomniał umyć zęby.
- A kupa była? - zapytał, ale kiedy William otworzył usta, żeby mu chyba z tego też zdać relację, to Madox machnął ręką - żartuję - no bo tylko tego brakowało w całym jego sprawozdaniu. Potem pogadali o takiej ładnej sąsiadce, ale w końcu Madox parkował na jakimś niedozwolonym miejscu na lotnisku.
- Tutaj - odpowiedział Willowi, kiedy ten zapytał gdzie się umówili z Ricardo. Oczywiście zaraz jakiś ochroniarz podszedł do szybki i zaczął w nią pukać mówiąc, że tutaj nie wolno parkować. Madox otworzył okno z szerokim uśmiechem, a zaraz wychylił się do kolesia.
- Dzień dobry panie władzo - nawet mu zasalutował, chociaż facet był jakimś podrzędnym cieciem - my tylko tutaj na trzy minutki, bo mój... specjalny przyjaciel - tu sugestywnie zerknął na Willa - czeka na swojego męża, przyleciał z Puerto Rico, bardzo długo próbowaliśmy mu załatwić wizę, to jest bardzo skomplikowana sprawa - westchnął ciężko opierając się w odsuniętym oknie - mam nadzieję, że nas za to nie zamknięcie, bo moi przyjaciele mają już pewne traumy związane z policją, wie pan jak jest... - oparł się o oparcie. A ochroniarz popatrzył na niego jak na jakiegoś wariata, ale zaraz z lotniska wyszedł Richie ciumkając toblerone i zaczął do nich machać bełkocząc coś po hiszpańsku - oni obaj są specjalnej troski, a ja jestem ich opiekunem - dodał Madox i wysiadł z auta, żeby pomóc kuzynowi się zapakować. Ochroniarz chyba im uwierzył, bo powiedział tylko dobra, ale zjeżdżajcie.
Więc jak tylko Ricardo się zapakował, to Madox wyjechał z parkingu z piskiem opon.

William N. Patel-Noriega Ricardo Martinez