Strona 1 z 2

Spend this time pretending it was that first summer

: wt mar 31, 2026 1:02 pm
autor: April Finch
29
Była w kompletnym niedoczasie. W czarnej dupie. Jak zwykle! Latała po mieszkaniu jak kot z pęcherzem, próbując zamknąć osiem osobnych zadań, które w międzyczasie rozpoczęła. Powinna podejść do tego jak do pracy, tam przecież potrafiła wymiatać, ale na to nie wpadła. Może dlatego że miała serdecznie dość wszystkiego, co związane z robotą? Musiała się trochę uspokoić. Udało jej się ogarnąć pierwszą warstwę syfu, która na nich spadła. Nadal były z Emmą bardzo daleko od stanu idealnego, ale przynajmniej wszystko przestało im się rozpadać w rękach. Chciała z tego korzystać.
W okolicach śniadania napisała Teddy, że zabiera ją dzisiaj na zakupy i nie ma ochoty na żadne odmowy. Żyła tym pomysłem aż do wyjścia z biura. Zdała sobie jednak sprawę, że to było strasznie durne. Chciała przecież sprawić ukochanej przyjemność. Może i zgodziłaby się bez większego marudzenia na wciągnięcie jej po pracy do centrum handlowego, ale po co ją tak krzywdzić? Zakupy z April były przecież bardzo trudne i zawsze bardzo długie. Przed obiadem napisała jeszcze jedną wiadomość, że plan na zakupy odwołany i niech z jednostki wróci koniecznie prosto do mieszkania.
Powinna spędzić w biurze cały weekend. Albo chociaż przed komputerem. Taki był plan. Chciała znowu zatracić się w pracy i w ten sposób unikać wszelkiej odpowiedzialności. Ale to byłoby nie w porządku. Zakładała, że jedyną szansą na odpoczynek będzie dzisiejszy wypad na drinka z własną ekipą z pracy, ale z tego też zrezygnowała. Za dużo na siebie ostatnio patrzyli. Nie miała wątpliwości, że poczuli nieco ulgi, że będą mogli wyskoczyć bez szefowej. Zapłacą wprawdzie więcej, bo zazwyczaj April wszystkim stawiała, ale przynajmniej będą mieli spokój! Miała nadzieję, że jeśli wydarzy się tam coś warto uwagi, to Emma i tak o wszystkim jej potem opowie.
Chciała wyłącznie Teddy. Wspólny, wolny weekend zdarzał im się bardzo rzadko. Trzeba było go odpowiednio celebrować. Jeżeli tylko nic się nie wysypie, to jej partnerka wróci wieczorem do domu o całkiem normalnej porze, a potem będzie do jej dyspozycji przez całe dwa dni. Finch czuła ekscytację, zanim jeszcze dotarła do mieszkania.
Wyjście z pracy wcześnie niespecjalnie jej pomogło. A może właśnie pomogło? Nie chciała nawet zakładać, gdzie byłaby z przygotowaniami, gdyby nie urwała się z biura tak wcześnie. Zależało jej, by wieczór wyglądał perfekcyjnie. Bardzo chciała udowodnić Teddy, że naprawdę jest dla niej najważniejsza na świecie i naprawdę potrafi zorganizować coś nie myśląc głównie o sobie samej. Okazuje się, że to strasznie trudne! Ale warto. Przecież narobiła już tyle wielkich głupot z miłości. Najwyższa pora, by robić je dla Teddy.
— Jak ja cię kurwa przypalę, to się nie pozbierasz, gnoju — warknęła wściekle na wegetariański farsz do enchilad, który dochodził na patelni i czuł się wyraźnie niedkochany przez to, że Finch nie zwracała na niego uwagi od dłużej chwili. Na szczęście nie zdążył spłonąć, nadawał się do zawijania bez żadnego problemu.
— No nie wierzę, co to ma być — jęknęła, przypadkowo zauważając na koszulce plamę z sosu. Poprawiła koc stanowiący jedną ze ścian pluszowej bazy, którą jakimś cudem udało jej się zamontować na środku mieszkania, starając się nie dostać jakiegoś ataku nerwowego. Jeszcze tyle było do ogarnięcia, a ona się nawet nie przebrała! Nie może przecież przyjąć swojej partnerki w samej spranej (i teraz poplamionej) przydużej koszulce z logiem Red Hot Chili Peppers. Taką widywała ją na co dzień i już jej pewnie wystarczy.
— Kto normalny trzyma kieliszki obok kubków, przecież to w ogóle nie jest wygodne — mruknęła, zamykając szafkę ze szkłem. Postawiła kieliszki na stoliku niedaleko bazy, obok ułożyła butelkę wina i Coli, bo nie była pewna, na co właściwie Teddy będzie miała ochotę. W kuchennej szafce na szczęście nie zrobiło się dużo ciaśniej. Finch nie przywiozła ze sobą zbyt dużo kuchennych gratów. Wcisnęła kilka pustych pudeł mocniej w kąt mieszkania. Nie zdąży ich teraz wynieść. To i tak cud, że udało jej się aż tyle rozpakować! Nareszcie! Tu i ówdzie wciąż stały nietknięte kartony, ale i tak poszła bardzo do przodu.
— Gdzie są te jebane struny, no przecież zaraz mnie wypierdoli w kosmos — mamrotała, grzebiąc w jednym z nierozpakowanych pudeł. Obok leżała gitara, którą próbowała przed chwilą nastroić. W trakcie oczywiście pękła struna, bo czemu niby takie rzeczy miałyby się nie przytrafiać teraz, gdy miała czasu jak na lekarstwo? Jedzenie wciąż dochodziło w piekarniku, ona nadal nie była przebrana, nie zniosła wszystkich niezbędnych drobiazgów z góry do bazy – słowem – masakra. Na domiar złego, jak raz, nie patrzyła na zegarek, nie kontrolowała godziny i nawet nie słyszała przekręcającego się w zamku klucza.

A dom to schron był nasz, No bo gdzie było nam tak bezpiecznie jak tam?

Spend this time pretending it was that first summer

: wt mar 31, 2026 2:16 pm
autor: teddy darling
042.
Dyżur był dla niej wyjątkowo łaskawy. Mało wyjazdów automatycznie oznaczało mniej pracy, więc większość czasu przesiedzieli z Donovanem i Secado na dupie, grając w karty i składając origami. Oczywiście mieli kilka wezwań, ale dwa okazały się fałszywym alarmem - najpierw ktoś zapomniał wyłączyć garnka z mlekiem i smród niósł się po całej klatce schodowej, a zaniepokojeni sąsiedzi zadzwonili po służby. Drugie było do rzekomego samobójcy, który chodził po dachu. W rzeczywistości okazało się, że mężczyzna ganiał za swoim kotem, który wspiął się po rynnie na ostatnią kondygnację budynku mieszkalnego i obeszło się bez rozkładania poduszki ratowniczej.
Tym sposobem Teddy miała naprawdę dużo sił i wystarczająco wiele determinacji, żeby towarzyszyć April w zakupach, o których wspomniała jej w wiadomości. Była gotowa dźwigać za nią ciężkie torby z ubraniami i bibelotami, bo dokładnie po to robiła ostatnio na siłowni dzień ramion. Zmiana planów trochę ją zaskoczyła, ale nie dopytywała. Może Finch zmieniła zdanie ze względu na kolejną nawałnicę niespodziewanych obowiązków? Albo po prostu stwierdziła, że ma wystarczająco dużo ciuchów? Nie, to akurat niemożliwe. Wizja pozostania w domu bardzo jej odpowiadała. Ostatnio nie miały dla siebie zbyt dużo czasu, a Darling naprawdę zadowoliłaby się choćby wspólnym leżeniem na kanapie.
Wyczuła zapach jedzenia od razu po wyjściu z windy. Na moment zatrzymała się na korytarzu, marszcząc lekko nos, jakby chciała uchwycić w nim znajomą nutę. Najpierw pomyślała, że to z mieszkania naprzeciwko. Ich sąsiadka często gotowała o tej porze, a zapachy potrafiły długo unosić się w ciasnej przestrzeni klatki schodowej. Jednak im bliżej podchodziła do własnych drzwi, tym aromat stawał się wyraźniejszy. Po przekręceniu klucza w zamku i przekroczeniu progu nie miała już żadnych wątpliwości - aromat bezsprzecznie dobiegał z ich własnej kuchni.
Teddy odstawiła torbę na szafkę w przedpokoju i zrobiła kilka powolnych kroków w głąb, prowadząc się wyłącznie zapachem. Już miała udać się w stronę kuchni, gdy coś coś innego przykuło jej uwagę. Zatrzymała się tuż przed wejście do salonu. Na środku pokoju, tam gdzie zwykle stał stolik kawowy, wyrastała nieregularna konstrukcja z poduszek, koców i narzut - coś na kształt bazy albo prowizorycznej fortecy. Materiały były porozkładane warstwami, oparte o kanapę i oparcia krzeseł, tworząc miękkie, zapraszające wnętrze.
April?! — zawołała, rozglądając się dookoła. Skąd miała wiedzieć, że ukochana nurkuje właśnie w przywiezionych z poprzedniego mieszkania kartonach? — Mówiłam ci, że jesteś śliczna, zabawna, mądra i taka... — urwała, bo czasami brakowało jej słów. Albo może po prostu nie istniały odpowiednie określenia na opisanie April za pomocą języka. Może trzeba było ją poczuć, dać jej energii wniknąć do środka własnych tkanek, obserwować i podziwiać.
Dopiero po chwili ją dostrzegła ją wśród nierozpakowanych pudeł, skupioną na bezładnym przeszukiwaniu ich zawartości. Uśmiechnęła się pod nosem i przykucnęła za nią, wsunęła ramiona wokół jej talii i przyciągnęła ją do siebie w czułym, zaskakującym geście. Zanim partnerka zdążyła zaprotestować, usta Teddy odnalazły odsłoniętą szyję, na której złożyła serię ciepłych pocałunków.
Czego tak zawzięcie szukasz i co tak obłędnie pachnie? — wyszeptała tuż przy jej uchu, nie przestając jej obejmować. Cokolwiek Finch teraz robiła, powinna natychmiast przestać.

tyle mam pragnień i tyle tych wspomnień, i tyle twych zdjęć

Spend this time pretending it was that first summer

: wt mar 31, 2026 7:56 pm
autor: April Finch
Powinna była nastawić sobie jakiś budzik, który da jej znać, że Teddy jest już blisko. Na to jednak nie wpadła. Poprosiła w międzyczasie Siri o ustawienie minutnika, żeby danie w piekarniku nie puściło im chałupy z dymem i tyle. Na co ona właściwie liczyła? Pewnie na cud, jak zwykle! Niestety nie tym razem. Nie będzie mogła mieć nawet pretensji do Darling, że nie dała znać, bo przecież sama jej w żaden sposób nie ostrzegła, że szykuje jakieś wydarzenia na konkretną godzinę. Jak na złość po prostu nie miała na co przerzucić odpowiedzialności. Okropne uczucie.
Najgorzej byłoby, gdyby partnerka doprowadziła ją do zawału na samym starcie wieczoru. A to się prawie udało! Finch była kompletnie pochłonięta wszystkim innym, tylko nie słuchaniem, czy ktoś się nie włamuje do loftu. Nic dziwnego, że głos Teddy ją przestraszył. Upuściła pudełkowe wydanie Tropico 5, które akurat podnosiła, licząc, że pod nim znajdzie struny. Serce podskoczyło i zaczęło walić w klatce piersiowej w niezdrowym rytmie. Na szczęście to nie był żaden morderca, to Teddy. Zamiast natychmiast do niej pójść, April zaczęła grzebać w pudle z jeszcze większą intensywnością, jakby spodziewała się, że w te kilkadziesiąt sekund, które jej zostało, da radę nie tylko znaleźć strunę, ale jeszcze ją wymienić.
Wydała z siebie niekontrolowane stęknięcie, gdy poczuła, jak strażaczka odrywa ją od przeszukiwania pudła. Czyli jednak było już za późno, cały plan poszedł w pizdu! Tak się starała, a nic z tego nie wyjdzie, pora umierać. No dobrze, chyba troszkę dramatyzowała. Pocałunki na szyi skutecznie wybiły ją z tej katastroficznej pętli. Westchnęła błogo, przesuwając dłońmi po jej ramionach.
— Szukam strun, a pachnie kolacja — wyjaśniła, odsłaniając szyję tak, by dać dziewczynie jeszcze lepszy dostęp. Przez moment przeszło jej przez myśl, że powinny natychmiast porzucić cały ten plan, łącznie z jedzeniem i po prostu wpakować się do łóżka. Szybko się jednak z tego otrząsnęła.
—Nie, nie. Chwila moment. Co ty tu robisz, Teddy, przecież jest dopiero... — zawiesiła głos, żeby sprawdzić, która była godzina. Spojrzała na zegarek i uniosła zaskoczona brwi. Spodziewała się dużo niższej cyfry. Przeniosła wzrok za okno, za którym było przecież kompletnie ciemno. Jakim cudem ona tego w ogóle nie zauważyła?
— Ale to wszystko jest jeszcze niegotowe! Miałaś się zjawić na gotowe. Nie patrz, nie rozglądaj się! — Zasłoniła jej oczy dłonią, licząc, że do tej pory nie zdążyła się naoglądać wszystkiego wokół, łącznie z nią. Wtedy przypomniało jej się, że była gotowa jeszcze mniej niż kolacja, co wywołało w niej tylko smutne westchnienie. Potrzebowała planu B i to jak najszybciej.
— Może pójdziesz się umyć, co? Weź długi, gorący prysznic i... nie, chwila, przecież ja się muszę przebrać. — Cały czas zakrywała jej oczy, szyjąc plan na bieżąco. Najłatwiej byłoby ją po prostu wyrzucić z mieszkania na godzinę, ale przecież tego nie zrobi. Zagryzła nerwowo dolną wargę, przeczesując głowę w poszukiwaniu najlepszych rozwiązań.
— Dobra, trudno. Zajmij łazienkę. Tylko naprawdę się nie spiesz, okej? Jak usłyszysz jakieś krzyki albo że mi coś spada na łeb, to się w ogóle tym nie przejmuj, zajmij się sobą — zaczęła tłumaczyć jej plan i pociągnęła ją za sobą w stronę łazienki, cały czas zasłaniając jej oczy. Przynajmniej pamiętała o tym, żeby uważać, żeby jej w nich nie wepchnąć. Otworzyła przed nimi drzwi do łazienki, wprowadziła Teddy i zamknęła za nimi drzwi. Dopiero teraz pozwoliła jej znowu na siebie spojrzeć.
— Będzie super, zobaczysz — zagwarantowała entuzjastycznie. Na dosadniejsze podkreślenie własnych słów złożyła na jej wargach namiętny pocałunek. Przerwała go na tyle szybko, by strażaczce nie pomieszało się pod tym prysznicem w głowie i chciała niedługo do niej wyjść.
Wyszła z łazienki i zamknęła za sobą drzwi. Nie puściła się biegiem przed siebie, nie zaczęła robić losowych rzeczy. Wzięła głębszy wdech i weszła w tryb zadaniowy. Pora się ogarnąć, panno Finch. Nagle plan wydawał się banalny. Najpierw zniosła z góry swoje narkotyczne pudełko i laptopa. Połączyła się z głośnikiem, gotowa w każdej chwili zmienić tło, które aktualnie brzęczało, na skrupulatnie przygotowaną playlistę dla ich dwójki. Zainspirowana płytą do bycia w teledysku, przygotowała oprawę muzyczną. Pół nocy spędziła wczoraj nad gromadzeniem ich ulubionych utworów oraz takich, z którymi łączyły jakieś wspomnienia. Pogasiła górne światła, a te mniejsze ustawiła tak, by stworzyć im w salonie ciepły i intymny klimat. Świeczek wolała się nie dotykać, na bank coś by spaliła. Mogła wreszcie iść się przebrać. Nie planowała odwalić się jak na studniówkę, to przecież miała być spokojna randka w domu. Nasunęła na siebie koszulkę, w której jakiś rok temu Teddy wyjątkowo hojnie obdarzała ją komplementami. To chyba przez to, że była wtedy pijana, w ubraniu nie było przecież nic wyjątkowego. Trudno! Wygrzebała z szafy jeansy i przy okazji pakowanie strun, bo najwyraźniej półka pod spodniami to idealne miejsce, by je przechowywać. Usiadła wreszcie na podłodze przed bazą z odpalonym skrętem między wargami i gitarą przed sobą. Zajęła się wymianą strun ze spokojnym sercem czekając, aż Teddy do niej dołączy


I niech utonę w gorących wodach mórz. Cichych westchnień wyssanych z Twoich ust

Spend this time pretending it was that first summer

: wt mar 31, 2026 9:53 pm
autor: teddy darling
April dwa razy pytała, o której Teddy kończy zmianę i za każdym razem dostawała odpowiedź natychmiastową odpowiedź. Teddy nawet nie zastanawiała się nad tym, dlaczego Finch dopytuje tak uparcie. Uznała to za coś zupełnie normalnego. Najwyraźniej jej ukochana tak bardzo wkręciła się w przygotowania, że całkowicie straciła rachubę czasu. Nie miała jednak pojęcia, że April planuje coś więcej niż zwyczajny wieczór. Darling była taka głupiutka i niedomyślna! Owszem, przez chwilę przemknęło jej przez myśl, że może po powrocie będzie czekać na nią dobre jedzenie, lampka wina i ten serial, który zaczęły oglądać dwa tygodnie temu, a potem nie znalazły chwili, żeby do niego wrócić. Ale na pewno nie spodziewała się tego, co zobaczyła po wejściu do mieszkania.
A raczej, co powinna była zobaczyć. Bo oczywiście, że kiedy tylko Finch poprosiła ją, żeby się nie rozglądała, Teddy automatycznie zrobiła dokładnie odwrotnie. Poderwała głowę, zmarszczyła lekko brwi i spróbowała ogarnąć wzrokiem to, co działo się wokół niej.
Wszystko jest przecież gotowe — zaczęła od razu, wykonując zamaszysty gest ręką. — Baza czeka, żeby do niej wejść, a kolacja dochodzi w piekarniku. Wystarczy, że jeszcze ja w ciebie wejdę i dojdziesz, a potem... Och — mruknęła, bo April zasłoniła jej oczy.
Pokręciła głową, ale niewiele to zmieniło. Wciąż widziała tylko ciemność i czuła ciepło dłoni partnerki na twarzy. Ani trochę nie podobał jej się taki obrót spraw!
Przebrać się? Co? Nie. Po co? — westchnęła ze zniecierpliwieniem. Czy jej partnerka do reszty oszalała? Zdecydowanie powinna się rozbierać, a nie przebierać. To, co teraz wygadywała, było akurat strasznie durne!
Tylko Teddy nie miała nic do gadania i chwilę później była już prowadzona po omacku w stronę łazienki. Szła trochę niepewnie i bardzo niechętnie, a jej dłoń odruchowo zacisnęła się na nadgarstku April.
Jeśli się o coś rozbiję, to twoja wina — zagroziła z naburmuszoną miną. Dopiero, kiedy dotarły do pomieszczenia obok, ukochana pozwoliła jej odzyskać orientację. Darling spojrzała na nią, najpierw unosząc w zdziwieniu brwi, a potem ściągając je w lekkim niezadowoleniu. Niezadowolenie zostało jednak szybko zastąpione szczerym uśmiechem, który gwarantował, że naprawdę doceniała jej starania. — Z tobą zawsze jest super — zapewniła jeszcze, zanim Finch wyszła z łazienki.
Nie kazała jej przesadnie długo na siebie czekać. Wzięła szybki prysznic, podsuszyła włosy i czmychnęła na górę owinięta tylko w ręcznik, bo nawet nie zdążyła wziąć ze sobą nic na przebranie. Szkoda, że nie wiedziała, jaki był dress code. Powinna się wystroić? Siedziały w domu, więc to chyba lekka przesada. Mimo to nie chciała zakładać na siebie rozciągniętych dresów i za zwykłego t-shirtu. Postawiła więc na dopasowane spodnie w kant i beżową, lnianą koszulę, w której prześwitywały jej sutki. Zerknęła w lustro i cmoknęła z zadowoleniem. Tak będzie dobrze!
Trzeba było zasugerować, że mam być później — powiedziała, siadając naprzeciwko. — Pomogłabym chłopakom z drugiej zmiany sprawdzać sprzęt albo zrobiła dodatkowe kółko po mieście — dodała z lekkim rozbawieniem, przez chwilę tylko obserwując, jak April montuje struny w gitarze. Dopiero po chwili nachyliła się, wyciągnęła jej skręta spomiędzy ust i delikatnie musnęła jej wargi. — Cześć — wyszeptała, żeby zaraz wrócić do poprzedniej pozycji. Tym razem to ona zaciągnęła się blantem. — Chcesz mnie w sobie rozkochać jakimś wyjątkowym repertuarem? — zapytała na jednym wdechu, pozwalając, aby THC osiadło jej w płucach. Jeszcze kilka takich wieczorów i stanie się doświadczoną palaczką!

i śmiejesz się do mnie i czuję, że wszystko, co było przedtem, już nie istnieje. i myślę, że jesteśmy stworzeni dla siebie

Spend this time pretending it was that first summer

: śr kwie 01, 2026 11:37 am
autor: April Finch
Nie miała zamiaru słuchać tych jej protestów i marudzenia. Tak było bezpieczniej, bo inaczej pewnie by uległa. Rozbieranie się i zapomnienie o całym świecie, poza ciałem Teddy, było bardzo kuszące, ale najpierw powinna zająć się jej umysłem. A potem to April obrywa się, że bez przerwy myśli tylko o jednym i nie da się z nią normalnie spędzić czasu! Tym razem to ona musiała być dzielna i nawet nie miała zamiaru tego wszystkiego partnerce wytykać. Okej, to akurat nie było jeszcze pewne, zastanowi się. Na pewno nie zrobi tego od razu.
Dobrze, że całe to planowanie ostatecznie przyniosło (względnie) oczekiwane rezultaty. Pomyśleć, że wystarczyło się tylko na moment uspokoić i nagle wszystko zaczynało iść bardzo gładko. Szok! Szkoda, że nie wpadła na to dwie godziny temu. Czasu nie cofnie, trzeba było korzystać z danej im chwili. Uśmiechnęła się promiennie, gdy ukochana usiadła na przeciwko, również gotowa, choć nie wiedziała nawet na co. Od razu spojrzała na jej biust, co oczywiście sprawiło, że uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Dobrze, że nie musiała tłumaczyć takich podstawowych spraw, a jej partnerka zawsze wiedziała, jak się zachować, by sprawić jej przyjemność. Chociaż akurat dzisiaj sobie miała darować, przecież nie o to chodziło.
— Dobry wieczór — szepnęła i skradła jej jeszcze jeden, drobny pocałunek, zanim zdążyła się odsunąć. Tak to wszystko powinno wyglądać od początku! Na szczęście Finch mogła sobie w każdej chwili wmówić, że tak właśnie było. Nie takie bzdury już wtaczała sobie do głowy, nie musiałaby się tym razem nawet specjalnie wysilać.
— Przepraszam, straciłam poczucie czasu i byłam święcie przekonana, że mam go jeszcze mnóstwo — wytłumaczyła się, strojąc instrument. Wymagał jeszcze tylko chwili pracy, by wrócić do pełni funkcjonalności. Niepotrzebnie się tak denerwowała, przecież to nie było trudne ani zbyt długie zajęcie. NIe oszukujmy się, gdyby odjęła z życia momenty, w których stresuje się na wyrost, zostałaby buddyjską mniszką.
— Repertuar będzie dokładnie taki, jakiego sobie zażyczysz. Dzisiaj mamy wieczór miłości do Teddy — oświadczyła, odkładając ogarniętą gitarę gdzieś na bok. Odpaliła wreszcie przygotowaną wcześniej playlistę, pozwalając nagraniom przejąć inicjatywę w zabawianiu ich dźwiękami. Nie mogła przecież robić wszystkiego jednocześnie! Przysunęła się bliżej Teddy, korzystając z faktu, że nie miała już na udach instrumentu.
— Zrobiłam dobre jedzenie, kupiłam twoje ulubione wino... ale możesz też ze mną palić. — Przejęła od niej skręta. Nie zaciągnęła się jednak od razu. Teddy przecież była dużo bardziej kusząca niż każdy gatunek marihuany, nawet te ulubione. Wolną dłonią przyciągnęła ją do siebie za kark. Zaczęła od drobnych, krótkich pocałunków, ale każdy kolejny zyskiwał na intensywności. Coraz bardziej pozwalała sobie zatracać się w tej pieszczocie, zapominając, że dzisiaj naprawdę nie o to chodziło. A przynajmniej nie tylko o to. Nawet nie zarejestrowała, kiedy odłożyła skręta do popielniczki i zawisła nad Teddy klęcząc na podłodze. Pchnęła ją delikatnie, zmuszając do oparcia się plecami o stolik stojący za nią, a uwolniona od blanta dłoń natychmiast wdarła się pod materiał jej bluzki, sunąc leniwie po tali. Otrzeźwił ją dopiero brzdęk kieliszków, wśród których wywołała poruszenie, napierając jeszcze mocniej na stolik. Przerwała ten maraton pocałunków, przygryzając zaczepnie dolną wargę ukochanej.
— Będziemy odpoczywać, patrzeć sobie głęboko w oczy, będę ci mówić jaka jesteś wspaniała... — pociągnęła szeptem przerwaną opowieść tuż przy ustach Teddy, niespecjalnie chcąc się od niej odsuwać. Ta bliskość nieco jednak kolidowała z zapewnieniami, więc w końcu się od niej oderwała. Sięgnęła z powrotem po jointa, który zdążył już zgasnąć.
— I kupimy ci jakieś popierdolenie drogie buty — dodała już po odpaleniu i zaciągnięciu się. Machnęła ręką w stronę leżącego kawałek laptopa, pokazując, że zrobią to online, bez niepotrzebnego szlajania się po centrum. Przy okazji usprawiedliwiła się, że zniosła komputer w celu sprawienia jej przyjemności, a nie po to, by pracować.
— Cieszysz się? — Spojrzała na nią z ekscytacją dziecka, które wymyśliło w prezencie na urodziny mamy pójście na własne ulubione lody za jej pieniądze.

Zaopiekuj się mną, Nawet gdy powodów brak

Spend this time pretending it was that first summer

: śr kwie 01, 2026 1:52 pm
autor: teddy darling
Nie miała zielonego pojęcia, o czym April właściwie mówiła. Dla niej wszystko było doskonałe od samego początku i trudno było jej dostrzec jakiekolwiek niedociągnięcia. Nawet jeśli faktycznie coś nie wyszło zgodnie z planem albo zabrakło czasu, Teddy zupełnie tego nie zauważyła. Albo po prostu nie miało to dla niej żadnego znaczenia. Forteca z koców, jedzenie, wino, gitara… To wszystko i tak było ponad jej oczekiwania. Darling bardzo łatwo zadowolić, zwłaszcza kiedy widać czyjeś zaangażowanie i szczere chęci. Nie była przyzwyczajona do takiej uwagi ani do tego, żeby ktoś wkładał tyle wysiłku tylko po to, żeby sprawić jej przyjemność. Dla niej to nie była kwestia perfekcji, tylko obecności i tego, że ktoś naprawdę się starał. I to w zupełności wystarczało!
A to nie tak, że każdy dzień powinien być dniem miłości do Teddy? — zapytała cicho, odchylając się i opierając plecami o stolik.
Nawet nie zakodowała, kiedy skręt zniknął z jej dłoni. Cała jej uwaga skupiła się na bliskości i pocałunkach, którymi Finch skutecznie zawracała jej w głowie. Zamruczała cicho w jej usta, wyraźnie zadowolona, kiedy poczuła ciepłe palce sunące po nagim brzuchu. Ten dotyk sprawił, że instynktownie przyciągnęła ją bliżej, łapiąc pewnie za pośladki i zatrzymując przy sobie. Przez krótką chwilę wszystko zdawało się idealnie na swoim miejscu, dopóki nagły brzdęk szkła nie przeciął tej chwili.
Pozwalasz mi ze sobą palić? Wow, to naprawdę wspaniałomyślne — uśmiechnęła się do niej zawadiacko, ale zaraz jęknęła żałośnie, bo April odsunęła się na zdecydowanie zbyt dużą odległość. Zmarszczyła lekko brwi, wciąż jeszcze trochę rozproszona, jakby próbowała wrócić myślami do rzeczywistości. Czy ona naprawdę postradała zmysły? Przecież tak się nie robi!
Mhm — zagryzła dolną wargę, nie spuszczając wzroku z obrębu twarzy ukochanej. Wypięła się do przodu, tym samym eksponując piersi, które prześwitywały przez cienki materiał koszuli. — Oczy mam tutaj — zaznaczyła, bo nie dało się nie zauważyć, że spojrzenie Finch zjechało nieco niżej. — Czy to oznacza, że dzisiaj mamy też wieczór spełniania celów z listy szesnastoletniej Teddy? — dopytała na wzmiankę o obrzydliwie drogich butach. — Kto normalny zamawia buty przez internet? Najpierw muszę przymierzyć i sprawdzić, czy są wygodne. Nie wystarczy, że to będą najpiękniejsze buty na świecie — odwróciła się i sięgnęła po kieliszki i butelkę wina.
Przez chwilę siłowała się z korkociągiem, ale zaraz napełniła szkło alkoholem. Jeden kieliszek wręczyła April, a w drugim zamoczyła usta. To zdecydowanie było jej ulubione ze wszystkich win, jakie kiedykolwiek piła.
Oczywiście, że się cieszę! Ale wiesz, z czego cieszę się najbardziej? — chwyciła ukochaną pod kolano i przyciągnęła ją do siebie. — Że w końcu mamy dla siebie calutką noc. I nie musimy rano zrywać się z łóżka. To bardzo dużo czasu, żeby móc patrzeć sobie w oczy — Darling poruszyła wymownie brwiami. Musiała się z nią trochę podroczyć.
Była jednak niezmiernie ciekawa, która z nich pierwsza pęknie. Która skapituluje, bo nie utrzyma przy sobie rąk. Teddy była przekonana, że potrafi wytrzymać naprawdę długo. W końcu to ona zarzucała Finch, że myśli tylko o jednym. Nie mogła wyjść na hipokrytkę!
Możemy zrobić też z tego wieczór miłości do April? Miesiąc? Rok? Całe życie? Całe życie miłości do ciebie brzmi dokładnie tak, jak to sobie wymyśliłam — kiwnęła głową z przekonaniem, jakby podjęła jedyną słuszną decyzję.
Nie miała co do tego żadnych wątpliwości. Bycie przy Finch i dzielenie z nią każdej chwili, to było coś, co przychodziło jej naturalnie. I nic nie wydawało się bardziej właściwe niż bezkresne darzenie ją miłością.

tylko przed tobą umiem się otworzyć, bo cię lubię, serio

Spend this time pretending it was that first summer

: śr kwie 01, 2026 8:05 pm
autor: April Finch
Nie miała zamiaru tak łatwo zrezygnować z gapienia jej się na biust. Co to niby byłby dla niej za interes? Uwielbiała patrzeć jej w oczy i bez końca mogłaby oglądać, jak się uśmiecha, ale jednak cycki to cycki – szanujmy się! Teddy znalała swoją partnerkę doskonale i dobrze wiedziała, jak się skończy założenie czegoś takiego. Oczywiście, że to jej wina. To się chyba nazywa victim blaming, nie?
— Wiem, ale teraz gapię się na cycki — wyjaśniła jak gdyby nigdy nic. Podniosła w końcu wzrok z powrotem na jej twarz, bo przecież nie może jednak spędzić w ten sposób całego wieczoru. Chociaż w sumie czemu nie? Byłoby na pewno bardzo miło. Ale to miał być czas dla jej ukochanej, a nie wyłącznie dla jej własnych przyjemności.
— Poniekąd! Pokażę ci, że jesteś dla mnie na pierwszym miejscu, a przy okazji kupimy buty. Zamów po prostu kilka par, przymierzysz je w domu i odeślemy te, które nie będą pasować. — Wywróciła oczami, zdziwiona, że w ogóle musi jej takie rzeczy tłumaczyć. Wiadomo, że wygodniej było pójść do sklepu, ale ogarnianie takich rzeczy w domowym zaciszu też miało swoje uroki. Finch robiła tak raz na jakiś czas i już się przyzwyczaiła. Teddy też na pewno przyzwyczai się do stosu paczek, jaki będzie spadał im na łeb przez jej tendencję do zakupoholizmu. Dobrze, że część gratów zamawia do biura, nie zrobi się aż taki rozgardiasz w lofcie.
— Formalnie rzecz biorąc możemy mieć dla siebie czas aż do poniedziałku. Znaczy, jeśli tylko masz ochotę. — Przesunęła palcami po jej szyi, leniwie zsuwając się po skórze w dół. Zarezerwowała dla mniej całe mnóstwo czasu. Naprawdę nie miała zamiaru dotykać pracy. To na pewno nie będzie proste, ale wierzyła, że utrzyma to postanowienie aż do momentu wyjścia do biura w poniedziałek. Fakt, że spędzi ten czas z ukochaną, bardzo w tym wszystkim pomoże. Sama ze sobą szybko by pękła i w końcu zamieniła rozrywkę na odpisywanie na mejle. Ale jak będzie pochłonięta Darling? Potencjalnie powinno pójść bardzo łatwo. No dobrze, potencjalnie powinno pójść nie aż tak trudno.
— No przestań, nie możemy! — Zabrała od razu rękę z jej ciała, jakby to miała być jakaś kara za kombinowanie. Właściwie to była! Zasady były bardzo proste, więc po co ona w ogóle szukała w nich jakiejś dziury? April nie spodziewała się, że nie robienie z samej siebie centrum wszechświata będzie trudne przez jej partnerkę, a nie przez jej własne delulu.
— Chodzi o to, że to ty masz być główną gwiazdą tego wieczoru, Księżniczko — dodała już spokojniejszym tonem, znów wyciągając ręce w jej stronę. Nie będzie przecież karała samej siebie, to byłoby durne. Przesuwała palcami po jej ramionach, głaszcząc ją z czułością, by jeszcze mocniej i szybciej rozmiękczyć jej serce.
— Powiedziałaś mi ostatnio, że pozwolisz się rozpieszczać. Już się wycofujesz? Czyli mam rozumieć, że z innych rzeczy też, tak? Nie będziesz za mną tęsknić, nie będziemy się całować i nie przyjmiesz już żadnych więcej oświadczyn? — Oczywiście, że musiała ją wziąć pod włos. Ale tylko trochę! Nie bez powodu uznała, że nie przyjmie kolejnych oświadczyn, a nie że zerwie ostatnie dwa razy. Na to nie miała zamiaru jej pozwolić, bez przesady. Były jakieś granice w dniu miłości do Teddy.

Lekarze mi kazali nie ranić, unikać manii, aAle mam inne plany, bo kocham być zakochanym

Spend this time pretending it was that first summer

: śr kwie 01, 2026 10:15 pm
autor: teddy darling
Gdyby tylko wiedziała, że ten wieczór sprowadzi się do patrzenia sobie prosto w oczy, bez żadnych rozpraszaczy, na pewno założyłaby coś znacznie bardziej zabudowanego. Może nawet golf. Albo dwa. Teraz mogła mieć pretensje tylko do siebie, w końcu sama się o to prosiła. Trochę niewinnego kuszenie, a potem wielkie zdziwienie, że April trudno się skupić na czymkolwiek innym. Czego Teddy właściwie się spodziewała? Że jej niebieskie tęczówki wygrają ze sterczącymi sutkami? No chyba nie.
Jestem na pierwszym miejscu, ale nie byłam twoim pierwszym wyborem — powiedziała z przesadnym dramatyzmem, przykładając dłoń do czoła i imitując ogromny zawód. Opadła lekko do tyłu, odgrywając swoją rolę z wyraźną przesadą. — Nie wiem, czy jestem w stanie to znieść — dodała jeszcze ciszej, zerkając na nią kątem oka, żeby sprawdzić, czy reakcja będzie dokładnie taka, jakiej się spodziewała.
Po chwili jednak westchnęła teatralnie i pokręciła głową. A może powinna spojrzeć na to inaczej. W końcu była pierwszą dziewczyną, z którą April się całowała. To już coś znaczyło. I to całkiem sporo. Ale nadal nie była tą pierwszą tak naprawdę!
Mam całą szafkę butów — machnęła ręką w stronę przedpokoju, gdzie w jednej, zdecydowanie zbyt małej jak na swoje przeznaczenie szafce, piętrzyło się obuwie na każdą możliwą okazję. — Ale jeśli tak ci na tym zależy, to niech będzie. Tylko nie obiecuję, że wpadnę w jakiś szał zakupowy i coś wybiorę — zastrzegła od razu. Nie była typem osoby, która roztrwaniała pieniądze na lewo i prawo, a każdą większą decyzję zakupową analizowała dwa razy. Najlepsze rzeczy i tak znajdowała w lumpach albo na przecenach.
Nagły dreszcz przebiegł jej po karku, kiedy poczuła kolejne muśnięcie palców. Jedyne, czego Finch powinna dotykać przez weekend, to właśnie jej, a nie jakiejś tam durnej pracy. Teddy marzyła o takim weekendzie. A potem przypomniała sobie, że przecież jest strażaczką, wiec niezależnie od planów i chęci, zawsze musiała być pod telefonem.
Wiesz, że zawsze chcę. Ale ja niestety mogę w każdej chwili zostać porwana przez pracę — skrzywiła się lekko, jakby sama nie była z tego powodu szczególnie zadowolona. Bo nie była. Z czego tu się cieszyć? Że dzisiaj nie zostanie wezwana, to pewne, ale jutro to już nigdy nic nie wiadomo. Ale po co tak zamartwiać się na zapas? Na razie nigdzie się nie wybierała!
Możesz rozpieszczać mnie dzisiaj do woli — uśmiechnęła się promiennie. W końcu pozwolenie na to nie mogło być takie trudne, prawda? Nawet dla tak niezależnej kobiety, jak Darling. Objęła ukochaną jedną ręką, w drugiej wciąż trzymając kieliszek z winem. — Nie zagalopowujesz się trochę? — zmrużyła oczy, oceniając, czy April tylko sobie żartuje, czy w jej słowach czai się jakiś podstęp. — Za kogo ty mnie masz? Przyjęłam każde twoje oświadczyny! To znaczy, nie odmówiłam, a to mówi samo za siebie. Dużo jeszcze ich będzie? — uniosła figlarnie brew. Jeśli Teddy powie już definitywne tak, to wtedy Finch przestanie prosić, żeby została jej żoną? Bez sensu, chciała być już zawsze proszona o rękę, najlepiej każdego dnia! A tak całkiem serio, to musiała się się spiąć, zanim April znowu ją uprzedzi.

umiem kochać na zabój, ale to talent niezdrowy

Spend this time pretending it was that first summer

: czw kwie 02, 2026 11:21 am
autor: April Finch
Ściągnęła brwi i zaczęła się w nią intensywnie wpatrywać, chcąc pewnie wypalić jej tym spojrzeniem dziurę w głowie. Do niczego takiego jednak nie doszło, ten durny łeb Teddy nadal był piękny i nienaruszony. Wypuściła krótko powietrze przez nos, pozbywając się razem z nim niepotrzebnej irytacji.
— Jesteś moim wszystkim – łącznie z pierwszym wyborem. Zaraz możesz być też odpowiedzią na pytanie, komu dzisiaj przypieprzę. — Uniosła rękę tak, jakby faktycznie była gotowa zadać co najmniej morderczy cios. Darowała sobie jednak przemoc, nie może jej tak ciągle tłuc, a na pewno nie w dzień kochania Teddy. Pogroziła jej po prostu palcem i zapamiętała sobie, że przy innej okazji musi zastosować na niej niekontrolowaną i niespokromioną agresję.
— Powinnaś odkryć uroki kapitalizmu. Ale dobrze, dobrze, nie będę cię do niczego zmuszać. Najwyżej ja kupię sobie dwie. — Pokiwała głową, biorąc na barki ciężar tego obowiązku. Dla swojej ukochanej była gotowa zrobić wszystko, nawet zmusić się do kupienia dodatkowej pary butów, żeby tylko ona nie musiała się wysilać. Ta April to jednak złoto, nie kobieta. Wbrew pozorom buty nie były jej ukochanym elementem garderoby! Nie miała ich wcale dużo, szczególnie biorąc pod uwagę całą resztę szafy.
Zakryła jej usta dłonią, żeby przestała już tak krakać i przywoływać nad nie ciemne chmury nagłego wezwania. Strasznie niekooperatywna była dzisiaj ta Teddy! Najpierw podglądała nieproszona, teraz robiła problem tam, gdzie go jeszcze nie było. Masakra. Czy właśnie tak wyglądało na co dzień życie z April? Okropne! Finch zaczęła od razu bardzo swojej dziewczynie współczuć. Nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo to musiało być męczące. Nie, to nie do końca było tak. Oczywiście, że zdawała sobie sprawę, po prostu nie przyjmowała tego do wiadomości. Darling tym bardziej należał się dzień jej imienia, skoro była taka dzielna. April zsunęła rękę z jej ust i od razu skradła jej kilka drobnych pocałunków w ramach zadośćuczynienia za odebranie jej głosu.
— Bardzo dużo. Będę ci się oświadczać bez przerwy, dopóki nie wsunę ci na palec obrączki. Wtedy się dopiero zastanowię, czy mogę już przestać — wyjaśniła, ujmując jej twarz w dłonie. Uśmiechała się, ale nietrudno było się domyślić, że mówiła całkowicie poważnie. Z takich rzeczy przecież nie robiła sobie jaj. Była równie uparta, co pogubiona we własnych emocjach. Teddy powinna się przygotować na wyjątkowo intensywny okres narzeczeństwa.
Składała drobne całusy na jej policzkach, skroni, czole i wargach, nie chcąc pominąć żadnego odsłoniętego fragmentu jej skóry. Każdemu należało się bardzo dużo czułości, każdy miała ochotę dopieścić, a najlepiej pochłonąć i stopić się z nim na wieczność. Chwilowo muszą im jednak wystarczyć zwykle buziaki.
— Wyjdziesz za mnie, Theodoro? — mruknęła w przerwie między jednym a drugim pocałunkiem. W ten sposób jeszcze nie pytała, to była jakaś nowość! Od razu było widać, że to wyjątkowy dzień, przecież bardzo rzadko zwracała się do niej w ten sposób. Rozproszył ją dźwięk alarmu z telefonu. Wyłączyła go na zegarku i gestem poprosiła partnerkę, by poczekała z odpowiedzią. Wyswobodziła się z jej objęć, zgarnęła blanta i zapalniczkę, po czym w radosnych podskokach udała się do piekarnika. Pachniało naprawdę nieźle, chyba udało się jej jednak całości nie przypalić. Nasunęła na dłonie rękawice, by wyjąć rozgrzane naczynie i nałożyć im po porcji.

Jeszcze raz powiedz, że nic się nie liczy

Spend this time pretending it was that first summer

: czw kwie 02, 2026 12:41 pm
autor: teddy darling
Dobrze, że April ostatecznie nie podniosła na nią ręki, bo ten cały dzień kochania Teddy mógłby kojarzyć się wyłącznie z mordobiciem. To znaczy, technicznie rzecz biorąc, rękę podniosła, ale na szczęście skończyło się tylko na groźbie. Co wcale nie zmieniało faktu, że Finch miała w zwyczaju czasem ją pacnąć za durne gadanie i robiła to z pełnym przekonaniem, że jest to całkowicie uzasadnione. I oczywiście podyktowane uczuciem.
Wyobrażasz sobie, jakby pod tym dachem mieszkały dwie zakupoholiczki? Te pudła, które przywiozłaś, to byłby przy tym naprawdę drobiazg — rozejrzała się po lofcie, jakby już teraz próbowała ocenić skalę potencjalnego problemu.
W jej głowie bardzo szybko pojawił się konkretny obraz, czyli brak miejsca na podłodze, tor przeszkód między kartonami, rzeczy poupychane gdzie tylko się da i wieczne jeszcze nie tego nie rozpakowałam. To, co już tu było, nagle wydało się wręcz wzorem porządku.
Kto jak kto, ale ty najlepiej powinnaś wiedzieć, że uleganie… — zaczęła, już gotowa rozwinąć swoją myśl, ale nie zdążyła. April bez większego ostrzeżenia przycisnęła jej dłoń do ust, skutecznie ją uciszając. Darling uniosła brwi w wyraźnym zaskoczeniu. Mruknęła cicho pod jej palcami, bardziej z dezaprobatą niż faktycznym sprzeciwem i spojrzała na nią pytająco. Co to miało być?
Serio? — odezwała się, kiedy tylko partnerka zabrała rękę i udobruchała ją pocałunkami. — W łóżku jakoś nie masz takiej potrzeby — dodała z łobuzerskim uśmiechem. Uciszanie jej w łóżku dopiero byłoby bez sensu, Finch za bardzo lubiła słyszeć, jak Teddy dochodzi.
Przymknęła oczy pod wpływem serii słodkich całusów i westchnęła z rozkoszy. Czy wyglądała na kogoś, kto miałby cokolwiek przeciwko intensywnemu narzeczeństwu? No chyba nie. Podejrzewała, że nawet ich miesiąc miodowy potrwa co najmniej rok. Słysząc swoje pełne imię, rozchyliła powieki i popatrzyła ze zdziwieniem. Nikt nie zwracał się do niej pełnym imieniem, nawet rodzice. Czasem tylko tata, kiedy zrobiła coś wyjątkowo idiotycznego. Nie zdążyła odpowiedzieć, bo głupi dźwięk alarmu wszystko zepsuł. Dobrze, że to był piekarnik, a nie powiadomienie z pracy Finch.
Zamiast zostać i poczekać, poderwała się z miejsca i oparła się o jednej kuchennych blatów. Poczekała aż April wyciągnie jedzenie i odstawiła naczynie na bok, bo zbyt dobrze wiedziała, że gdyby doskoczyła do niej znienacka, skończyłoby się to oparzeniem pierwszego stopnia. Dopiero kiedy ukochana nałożyła im po porcji enchiladas, przyciągnęła ją do siebie i ujęła jej twarz w swoje dłonie.
Po stokroć tak — wyszeptała wprost w jej usta. — Będę wychodzi za ciebie za każdym razem, kiedy o to zapytasz. Chcesz od razu jechać na urzędu, czy najpierw zjemy? Pobieranie się na pusty żołądek to na pewno zły omen — powiedziała żartobliwym tonem, ale w rzeczywistości była zajebiście głodna, dlatego przejęła od Finch talerze i i wskazała na bazę z poduszek, do której mogły powrócić, zanim ukochana znów poprosi ją o rękę.
Teddy wbiła widelec w zawiniętą tortille i od razu wzięła porządny kęs. Farsz był idealnie doprawiony, a całość rozpływała się w ustach. Dwie osoby, które naprawdę potrafią gotować i jeszcze sprawia im to przyjemność, to wcale nie jest częsty układ. Zazwyczaj kończy się na tym, że jedna robi wszystko, a druga co najwyżej pomaga albo unika kuchni szerokim łukiem. U nich było inaczej. Obie lubiły gotować. I obie robiły to dobrze.
Ale nie zmusisz mnie do przejęcia swojego nazwiska — wypaliła nagle, wymierzając w April widelcem. — Nie twojemu ojcu tej satysfkacji — ściągnęła brwi, ale potem pomyślała, że może to byłby niezły pstryczek w nos, że jednak je przejęła i tak je hańbi? Serce Paula Fincha mogłoby tego nie wytrzymać.

wiedziałem, że to jest prawdziwe, kiedy twoje imię stało się nagle uczuciem dla mnie