upcoming exhibition: importance of heart 2 heart
: wt mar 31, 2026 11:08 pm
Kristin Wyatt
Powrót z Włoch i niekończący się jet lag spowodował, że Peter nie nadążał już za tym co jest wytworem jego wyobraźni a co jest prawdą. Był prawie przekonany, że odbył już z Kristin poważną rozmowę na temat ich łóżkowego problemu, ale kiedy prześledził wiadomości na telefonie, zorientował się, że nie mogło jej jeszcze być, bo przecież nie pisałaby mu chyba o tym, czy widział jej program o karczochach, tylko na przykład wysłała by mu zaproszenie, żeby przyszedł je obejrzeć na żywo... czymkolwiek są karczochy w tej symbolice. Ale tak, widział jej program, szczególnie że nie mógł już spać od trzeciej w nocy, widział też program o teorii spiskowej związanej z zajezdniami autobusowymi na północy Toronto i zaraz do niej napisał, czy na pewno jest bezpieczna, bo wyglądało dość poważnie. Minęło kilka dni, on wciąż niewsypany, w końcu jednak ustalili, że idą na randeczkę. Peter pomyślał, że może trzeba było podejść do tego bardziej romantycznie, zabrać ją do galerii, później na makaron, później dać wino i wynająć jakiś ładny apartament z widokiem. Co prawda to nie pierwszy raz, keidy robił takie podchody, ale tak czy inaczej nie mógł się już doczekać kiedy sie w końcu zobaczą, bo rozmowy przez telefon to jedno.
I na początku było bardzo romantycznie, złapali kawki i nie mogli oderwać od siebie spojrzeń. Peter miał już gotowy plan, liczył na to, że zobaczą jakieś inspirujące dzieła i będą musieli się skonfrontować ze swoimi demonami. Chociaż to chyab tylkow Peterze jest jakiś demon, bo Kristin wydaje się tak samo słodka i niewinna jak zawsze, aniołeczek.
Weszli na wystawę na której były zawieszone z sufitu puste płótna i zaczeli tak w ciszy chodzić po pomieszczeniu. Kristin przodem, on za nią, później Kristin się zatrzymuje no to on idzie przodem. Odwraca się, czeka na nią, patrzy na półtna i idzie kilka kroków szybciej, żeby później na nią poczekać. Wyraźnie go nosi, chociaż jest zmulony od zmiany czasu. W koncu kiedy Kristin przy nim staje, to ją objął i przytula do siebie z boku.
- Co myślisz, chciałabyś mieć taki w domu? - żartuje, starając się nakierować jej myśli na to mieszkanie, którego od pół roku wspólnie szukają, tzn on jej mówi, że mogliby coś razem wynająć, a ona wciąż siedzi z tymi swoimi współlokatorami. - O a przy okazji, widziałaś ten adres, który ci ostatnio przesłałem? - uparcie patrzy na szare płótno naciągnięte na stelaż analizując każdy szew, jakby nie chciał widzieć wywrócenia oczu Kristin, która już wie, że to mieszkanie jest w tym samym bloku w którym mieszka przyjaciółka Petera Wendy....
Powrót z Włoch i niekończący się jet lag spowodował, że Peter nie nadążał już za tym co jest wytworem jego wyobraźni a co jest prawdą. Był prawie przekonany, że odbył już z Kristin poważną rozmowę na temat ich łóżkowego problemu, ale kiedy prześledził wiadomości na telefonie, zorientował się, że nie mogło jej jeszcze być, bo przecież nie pisałaby mu chyba o tym, czy widział jej program o karczochach, tylko na przykład wysłała by mu zaproszenie, żeby przyszedł je obejrzeć na żywo... czymkolwiek są karczochy w tej symbolice. Ale tak, widział jej program, szczególnie że nie mógł już spać od trzeciej w nocy, widział też program o teorii spiskowej związanej z zajezdniami autobusowymi na północy Toronto i zaraz do niej napisał, czy na pewno jest bezpieczna, bo wyglądało dość poważnie. Minęło kilka dni, on wciąż niewsypany, w końcu jednak ustalili, że idą na randeczkę. Peter pomyślał, że może trzeba było podejść do tego bardziej romantycznie, zabrać ją do galerii, później na makaron, później dać wino i wynająć jakiś ładny apartament z widokiem. Co prawda to nie pierwszy raz, keidy robił takie podchody, ale tak czy inaczej nie mógł się już doczekać kiedy sie w końcu zobaczą, bo rozmowy przez telefon to jedno.
I na początku było bardzo romantycznie, złapali kawki i nie mogli oderwać od siebie spojrzeń. Peter miał już gotowy plan, liczył na to, że zobaczą jakieś inspirujące dzieła i będą musieli się skonfrontować ze swoimi demonami. Chociaż to chyab tylkow Peterze jest jakiś demon, bo Kristin wydaje się tak samo słodka i niewinna jak zawsze, aniołeczek.
Weszli na wystawę na której były zawieszone z sufitu puste płótna i zaczeli tak w ciszy chodzić po pomieszczeniu. Kristin przodem, on za nią, później Kristin się zatrzymuje no to on idzie przodem. Odwraca się, czeka na nią, patrzy na półtna i idzie kilka kroków szybciej, żeby później na nią poczekać. Wyraźnie go nosi, chociaż jest zmulony od zmiany czasu. W koncu kiedy Kristin przy nim staje, to ją objął i przytula do siebie z boku.
- Co myślisz, chciałabyś mieć taki w domu? - żartuje, starając się nakierować jej myśli na to mieszkanie, którego od pół roku wspólnie szukają, tzn on jej mówi, że mogliby coś razem wynająć, a ona wciąż siedzi z tymi swoimi współlokatorami. - O a przy okazji, widziałaś ten adres, który ci ostatnio przesłałem? - uparcie patrzy na szare płótno naciągnięte na stelaż analizując każdy szew, jakby nie chciał widzieć wywrócenia oczu Kristin, która już wie, że to mieszkanie jest w tym samym bloku w którym mieszka przyjaciółka Petera Wendy....