only devil's on my side
: wt mar 31, 2026 11:23 pm
Może wyjebanie jej za drzwi gabinetu kancelarii przez Gardnera powinna uznać za ostateczny omen, że podąża w niewłaściwym kierunku. W sumie sama myśl o zwracaniu się właśnie do niego powinna ją otrzeźwić – a jednak parkuje wciąż zarysowaną Toyotę na eleganckim osiedlu w Financial District i wysiada z auta.
Co za durny pomysł.
Stawia niespieszne, ale pewne kroki; pociąga za ciężkie drzwi apartamentowca. Ściska pasek torby, gdy winda podrywa się do góry. Przymyka powieki.
Pomysł jest durny, ale jakimś cudem jedynie rozmowa z Gardnerem może pomóc uciszyć intruzywne myśli o sprawie, którą przejęła po koledze na zwolnieniu w zasadzie tylko po to, by stanąć przed sądem i przedstawić metodologię pracy innego informatyka. To miał być czysto rutynowy, szybki i bezbolesny interwał pomiędzy godzinami pracy przy monitorze; sprawa, która sama się wygrywa.
A jednak gdy wczytywała się w akta coraz dokładniej, zmarszczka między brwiami Peregrine jedynie się pogłębiała, a żołądek opadał coraz niżej. Komendant o jej wątpliwościach wyraził się jasno, chociaż nie wprost: ma pójść do sądu, wyrecytować swoje formułki i nie rozgrzebywać zamkniętego śledztwa.
Ale Helena Peregrine nie potrafi odpuścić zwęszonej w sprawie nieścisłości – próbowała się do tego skłonić. Naprawdę próbowała.
Winda zatrzymuje się z szarpnięciem, a ona wypada z niej na piętro.
Odgłos obcasów odbija się od ścian. Peregrine ściąga słuchawki i wyciąga dłoń do dzwonka; ta zawisa tam przez parę sekund w pierwszym objawie wahania – potrzebuje głębszego oddechu w przygotowaniu na kolejne starcie z najbardziej irytującym człowiekiem pod słońcem.
Sprawie na pewno nie pomaga świeże wspomnienie treściwego spotkania rano w kancelarii. Być może przesadziła, przedstawiając się sekretarce Gardnera jako była premier Ontario, Kathleen Wynne. Dopiero wykonując telefon, zdała sobie sprawę z tego, że Percival raczej nie zechce udzielić jej audiencji. Ta improwizacja spotkała się z donośnym hukiem zamykanych przed nosem drzwi.
Ale przecież potrzebuje tylko kilku minut, by udowodnić mu, że nie ma zamiaru marnować jego czasu. Gdyby nie była pewna, że to wykonalne, nie ryzykowałaby potencjalnym pozwem o nękanie, przychodząc do jego drzwi.
Dlatego naciska dzwonek i taktycznie odsuwa się na kilka kroków, by zniknąć z zasięgu wizjera i sprowokować Percivala do wyjrzenia na korytarz.
Drzwi otwierają się, a Helena wita Gardnera krzywym uśmiechem, spod którego wyziera niechęć.
— To zawsze mogli być Jehowi — mówi, obserwując, jak jego twarz zmienia się na jej widok. — Przychodzę w pokoju, przysięgam — dodaje szybko, zanim element zaskoczenia przestanie działać, a Percival znów zatrzaśnie jej drzwi przed nosem. — A nawet, jakimś jebanym cudem... – tę część mamrocze pod nosem — przychodzę ci pomóc. Posłuchaj mnie przez minutę.
Percival Gardner
Co za durny pomysł.
Stawia niespieszne, ale pewne kroki; pociąga za ciężkie drzwi apartamentowca. Ściska pasek torby, gdy winda podrywa się do góry. Przymyka powieki.
Pomysł jest durny, ale jakimś cudem jedynie rozmowa z Gardnerem może pomóc uciszyć intruzywne myśli o sprawie, którą przejęła po koledze na zwolnieniu w zasadzie tylko po to, by stanąć przed sądem i przedstawić metodologię pracy innego informatyka. To miał być czysto rutynowy, szybki i bezbolesny interwał pomiędzy godzinami pracy przy monitorze; sprawa, która sama się wygrywa.
A jednak gdy wczytywała się w akta coraz dokładniej, zmarszczka między brwiami Peregrine jedynie się pogłębiała, a żołądek opadał coraz niżej. Komendant o jej wątpliwościach wyraził się jasno, chociaż nie wprost: ma pójść do sądu, wyrecytować swoje formułki i nie rozgrzebywać zamkniętego śledztwa.
Ale Helena Peregrine nie potrafi odpuścić zwęszonej w sprawie nieścisłości – próbowała się do tego skłonić. Naprawdę próbowała.
Winda zatrzymuje się z szarpnięciem, a ona wypada z niej na piętro.
Odgłos obcasów odbija się od ścian. Peregrine ściąga słuchawki i wyciąga dłoń do dzwonka; ta zawisa tam przez parę sekund w pierwszym objawie wahania – potrzebuje głębszego oddechu w przygotowaniu na kolejne starcie z najbardziej irytującym człowiekiem pod słońcem.
Sprawie na pewno nie pomaga świeże wspomnienie treściwego spotkania rano w kancelarii. Być może przesadziła, przedstawiając się sekretarce Gardnera jako była premier Ontario, Kathleen Wynne. Dopiero wykonując telefon, zdała sobie sprawę z tego, że Percival raczej nie zechce udzielić jej audiencji. Ta improwizacja spotkała się z donośnym hukiem zamykanych przed nosem drzwi.
Ale przecież potrzebuje tylko kilku minut, by udowodnić mu, że nie ma zamiaru marnować jego czasu. Gdyby nie była pewna, że to wykonalne, nie ryzykowałaby potencjalnym pozwem o nękanie, przychodząc do jego drzwi.
Dlatego naciska dzwonek i taktycznie odsuwa się na kilka kroków, by zniknąć z zasięgu wizjera i sprowokować Percivala do wyjrzenia na korytarz.
Drzwi otwierają się, a Helena wita Gardnera krzywym uśmiechem, spod którego wyziera niechęć.
— To zawsze mogli być Jehowi — mówi, obserwując, jak jego twarz zmienia się na jej widok. — Przychodzę w pokoju, przysięgam — dodaje szybko, zanim element zaskoczenia przestanie działać, a Percival znów zatrzaśnie jej drzwi przed nosem. — A nawet, jakimś jebanym cudem... – tę część mamrocze pod nosem — przychodzę ci pomóc. Posłuchaj mnie przez minutę.
Percival Gardner