it can't be a stupid dream
: śr kwie 01, 2026 11:01 pm
4.
Wszystkie znaki na niebie wskazywały, że nie będzie im dane zjeść tego obiadu przyniesionego przez chłopaka. Najpierw sama z niego zrezygnowała, aby wymasować mu głowę, potem można by rzec, że mieli dużo ciekawsze rzeczy do zrobienia, a może raczej do nadrobienia. A kiedy wydawało się, że już nic nie może im przeszkodzić w napełnieniu żołądków, o to pojawiła się Elsa, cała na biała, i udowodniła, że niemożliwe w jej przypadku było do zrobienia w niecałe dwie minuty.
Na szczęście kubek tylko pękł, a nie dosłownie wybuchł. Dzięki temu jego szczątki nie wbiły się w dłoń Norweżki, kalecząc ją do krwi. Gdyby jednak miało to miejsce, wówczas Dante na pewno przybyłby na zaplecze zwabiony potężnymi krzykami paniki i histerii, a nie tylko tą norweską kurwą.
Buziak w skroń i zapewnienie, oczywiście ubrane w żart, bo jakżeby inaczej, że nigdzie się nie wybierał, zdawały się naprawdę działać przeciwbólowo. Uspokoiła się i wtulona w jego bok, pozwalała chłodnemu strumieniowi wody otulać jej poparzoną łapkę.
Słuchała się grzecznie i nawet gdy wspomniał o odwoływaniu klientów to nie wchodziła z nim w dyskusję, bo dobrze wiedziała, że miał rację. Może umyłaby włosy jedną ręką, ale ścinania czy farbowania już by się nie podjęła. Na szczęście nie miała zaplanowanych na najbliższe dni żadnych fryzur okolicznościowych ani pokazów, więc miała nadzieję, że klientki okażą zrozumienie i nie wysmarują jej negatywnych opinii na Google.
W samochodzie poinstruowała go jak zapiąć psa w pasy, które kupiła specjalnie dla Olive, aby nie musiała siedzieć zamknięta w transporterze, a żeby nadal była bezpieczna. Murphy na szczęście był niewiele większy od jej suczki, więc wystarczyło je tylko lekko wyregulować.
I gdy byli już pod jej domem, najwyraźniej oboje zaczęli bić się z własnymi myślami. Co dalej?
Stała na podjeździe, wpatrując się w swoją opatrzoną dłoń. Nie chciała go do niczego zmuszać. Być może nie planował spędzić z nią całego wieczoru w salonie, więc czy miała prawo chcieć, aby został jeszcze dłużej? I to nie tyle na Netflix and chill co żeby po prostu był i faktycznie pilnował. Jej, jej głupich pomysłów… znowu jej… i znowu jej głupich pomysłów, bo tych miała naprawdę wiele, zwłaszcza w sytuacjach, kiedy nie powinna czegoś robić i to pod żadnym pozorem.
Dlatego kiedy zadał jej to dosyć istotne pytanie, chciała powiedzieć, żeby się nie przejmował, że przecież była dużą dziewczynką. Ale inny głosik z tyłu głowy podszeptywał, że przecież się nim nie nacieszyła i że pewnie kiedy wreszcie uda jej się ogarnąć i położyć spać, on zniknie, a cały dzień okaże się być jedynie pięknym snem.
— Nie — odparła w końcu. Zbliżyła się do niego i bez żadnych ceregieli złapała zdrową dłonią za rękę i pociągnęła w stronę domu , pozwalając, aby Murphy skakał między nimi. Na szczęście żadne z nich nie zabiło się podczas drogi o smycz. Klucze miała w kieszeni od płaszcza, więc przynajmniej nie musiała ich szukać w czarnej dziurze zwanej damską torebką. Popchnęła drzwi, nie przejmując się tym, że puchaty stworek wbiegł jak błyskawica do nowego miejsca. Sama jednak nie wchodziła jeszcze do środka. Oparła się ścianę i przejechała palcami zabandażowanej łapki po klatce piersiowej chłopaka.
— Zostaniecie na noc…? Rodziców nie ma… Larsa też nie… — wymruczała z niewinnym uśmiechem na ustach. Nie raz podobnymi słowami zapraszała go do swojego rodzinnego domu i jeśli ją pamięć nie myliła to nigdy chyba nie odmówił. Co najwyżej stawiał warunek, żeby nie robiła już tostów. A najlepiej, to żeby w ogóle nie wchodziła do kuchni.
— Jak chcesz to możesz pojechać do domu autem i wziąć jakieś rzeczy dla siebie i Murphy’ego. Chociaż myślę, że Olive się z nim podzieli kanapą. A ja się podzielę z tobą łóżkiem… — Przesunęła dłoń odrobinę wyżej po jego klatce piersiowej, czując pod palcami ciepło jego ciała przez materiał. To było takie… realne. Zbyt realne, żeby było tylko jednym z jej głupich, pięknych snów.
Dante Levasseur
Wszystkie znaki na niebie wskazywały, że nie będzie im dane zjeść tego obiadu przyniesionego przez chłopaka. Najpierw sama z niego zrezygnowała, aby wymasować mu głowę, potem można by rzec, że mieli dużo ciekawsze rzeczy do zrobienia, a może raczej do nadrobienia. A kiedy wydawało się, że już nic nie może im przeszkodzić w napełnieniu żołądków, o to pojawiła się Elsa, cała na biała, i udowodniła, że niemożliwe w jej przypadku było do zrobienia w niecałe dwie minuty.
Na szczęście kubek tylko pękł, a nie dosłownie wybuchł. Dzięki temu jego szczątki nie wbiły się w dłoń Norweżki, kalecząc ją do krwi. Gdyby jednak miało to miejsce, wówczas Dante na pewno przybyłby na zaplecze zwabiony potężnymi krzykami paniki i histerii, a nie tylko tą norweską kurwą.
Buziak w skroń i zapewnienie, oczywiście ubrane w żart, bo jakżeby inaczej, że nigdzie się nie wybierał, zdawały się naprawdę działać przeciwbólowo. Uspokoiła się i wtulona w jego bok, pozwalała chłodnemu strumieniowi wody otulać jej poparzoną łapkę.
Słuchała się grzecznie i nawet gdy wspomniał o odwoływaniu klientów to nie wchodziła z nim w dyskusję, bo dobrze wiedziała, że miał rację. Może umyłaby włosy jedną ręką, ale ścinania czy farbowania już by się nie podjęła. Na szczęście nie miała zaplanowanych na najbliższe dni żadnych fryzur okolicznościowych ani pokazów, więc miała nadzieję, że klientki okażą zrozumienie i nie wysmarują jej negatywnych opinii na Google.
W samochodzie poinstruowała go jak zapiąć psa w pasy, które kupiła specjalnie dla Olive, aby nie musiała siedzieć zamknięta w transporterze, a żeby nadal była bezpieczna. Murphy na szczęście był niewiele większy od jej suczki, więc wystarczyło je tylko lekko wyregulować.
I gdy byli już pod jej domem, najwyraźniej oboje zaczęli bić się z własnymi myślami. Co dalej?
Stała na podjeździe, wpatrując się w swoją opatrzoną dłoń. Nie chciała go do niczego zmuszać. Być może nie planował spędzić z nią całego wieczoru w salonie, więc czy miała prawo chcieć, aby został jeszcze dłużej? I to nie tyle na Netflix and chill co żeby po prostu był i faktycznie pilnował. Jej, jej głupich pomysłów… znowu jej… i znowu jej głupich pomysłów, bo tych miała naprawdę wiele, zwłaszcza w sytuacjach, kiedy nie powinna czegoś robić i to pod żadnym pozorem.
Dlatego kiedy zadał jej to dosyć istotne pytanie, chciała powiedzieć, żeby się nie przejmował, że przecież była dużą dziewczynką. Ale inny głosik z tyłu głowy podszeptywał, że przecież się nim nie nacieszyła i że pewnie kiedy wreszcie uda jej się ogarnąć i położyć spać, on zniknie, a cały dzień okaże się być jedynie pięknym snem.
— Nie — odparła w końcu. Zbliżyła się do niego i bez żadnych ceregieli złapała zdrową dłonią za rękę i pociągnęła w stronę domu , pozwalając, aby Murphy skakał między nimi. Na szczęście żadne z nich nie zabiło się podczas drogi o smycz. Klucze miała w kieszeni od płaszcza, więc przynajmniej nie musiała ich szukać w czarnej dziurze zwanej damską torebką. Popchnęła drzwi, nie przejmując się tym, że puchaty stworek wbiegł jak błyskawica do nowego miejsca. Sama jednak nie wchodziła jeszcze do środka. Oparła się ścianę i przejechała palcami zabandażowanej łapki po klatce piersiowej chłopaka.
— Zostaniecie na noc…? Rodziców nie ma… Larsa też nie… — wymruczała z niewinnym uśmiechem na ustach. Nie raz podobnymi słowami zapraszała go do swojego rodzinnego domu i jeśli ją pamięć nie myliła to nigdy chyba nie odmówił. Co najwyżej stawiał warunek, żeby nie robiła już tostów. A najlepiej, to żeby w ogóle nie wchodziła do kuchni.
— Jak chcesz to możesz pojechać do domu autem i wziąć jakieś rzeczy dla siebie i Murphy’ego. Chociaż myślę, że Olive się z nim podzieli kanapą. A ja się podzielę z tobą łóżkiem… — Przesunęła dłoń odrobinę wyżej po jego klatce piersiowej, czując pod palcami ciepło jego ciała przez materiał. To było takie… realne. Zbyt realne, żeby było tylko jednym z jej głupich, pięknych snów.
Dante Levasseur