Bringing Stifmeister Back! | American Reunion
: czw kwie 02, 2026 9:59 am
Ponad metr dziewięćdziesiąt wzrostu i dobre sto dziesięć kilogramów czystej, wypracowanej przez lata na ringu masy sprawiało, że Karrion wyglądał przy drzwiach piekarni niemal jak ochroniarz pilnujący wejścia. Drzwi zadzwoniły cicho, kiedy mężczyzna wypchnął je barkiem, wychodząc na chodnik z papierową torbą wypchaną po brzegi świeżym pieczywem. Obok słowiańskich i bałkańskich chlebów, to właśnie te włoskie smakowały mu najbardziej. A, że miał piekarnię całkiem blisko swojego klubu, to korzystał z każdej możliwej okazji, by zaopatrzyć się tam w pyszny chlebek, bułeczki, foccacię czy inne ciabatty.
Zrobił ledwie krok i wtedy ktoś wpadł prosto na niego. Zderzenie było nagłe, ale dla kogoś o jego refleksie i posturze niemal automatyczne do opanowania. Jedną ręką przytrzymał torbę z pieczywem, a drugą instynktownie sięgnął w dół, łapiąc dziewczynę u dołu pleców, zanim zdążyła stracić równowagę.
- Hej... spokojnie - rzucił i spojrzał w dół w kierunku osoby, na którą właśnie wpadl. Brwi Karriona uniosły się lekko, a po chwili na jego twarzy pojawiło się pewnego rodzaju rozbawienie. To była Victoria, jego nowa uczennica i kobieta, o której w ostatnich kilku dniach zdawał się myśleć zdecydowanie zbyt często, jak na zwykłą relację trener-adept. Przez moment scena była niemal absurdalnie znajoma. Kilka dni wcześniej w niemal w identyczny sposób to ona wpadła na niego wychodząc z szatni klubu.
Sfifler westchnął cicho, jednak bardziej z rozbawienia niż jakichś negatywnych emocji.
- No proszę… - odezwał się po chwili. - Jeden raz to przypadek, drugi to już podejrzane - nie cofnął ręki od razu, upewniając się najpierw, że Victoria nie przewróci się po puszczeniu jej. Zamiast tego stał nieco oczarowany jej urodą, bliskością oraz zapachem perfum. Zrobił to dopiero po chwili.
- Na poważnie wzięłaś się za te łaskotanie - rzucił spokojnym tonem, prostując się i poprawiając torbę z pieczywem, którą zdołał utrzymać w ręce.
- Chyba właśnie zaczynam rozumieć, o co chodzi z tym "wpadaniem na siebie" ludzi - zażartował, delikatnie nawet śmiejąc się.
Zaraz przestał i spoważniał, czy może raczej wrócił do neutralnego wyrazu twarzy.
- Jeśli przyszłaś po focaccię, to mają jeszcze cały kosz. Ale bułki wieloziarniste... - stuknął ręką w torbę. - Ostatnie są tutaj. Mogę jedną odstąpić za... kawę? - poruszył wymownie brwią, dodając do tego nawet pewien flirciarski element, o który sam się nie podejrzewał. Zaraz jednak wycofał się, karcąc się w myślach, że wystarczyła raptem chwila, by uległ jej urokowi.
Victoria Heffernan
Zrobił ledwie krok i wtedy ktoś wpadł prosto na niego. Zderzenie było nagłe, ale dla kogoś o jego refleksie i posturze niemal automatyczne do opanowania. Jedną ręką przytrzymał torbę z pieczywem, a drugą instynktownie sięgnął w dół, łapiąc dziewczynę u dołu pleców, zanim zdążyła stracić równowagę.
- Hej... spokojnie - rzucił i spojrzał w dół w kierunku osoby, na którą właśnie wpadl. Brwi Karriona uniosły się lekko, a po chwili na jego twarzy pojawiło się pewnego rodzaju rozbawienie. To była Victoria, jego nowa uczennica i kobieta, o której w ostatnich kilku dniach zdawał się myśleć zdecydowanie zbyt często, jak na zwykłą relację trener-adept. Przez moment scena była niemal absurdalnie znajoma. Kilka dni wcześniej w niemal w identyczny sposób to ona wpadła na niego wychodząc z szatni klubu.
Sfifler westchnął cicho, jednak bardziej z rozbawienia niż jakichś negatywnych emocji.
- No proszę… - odezwał się po chwili. - Jeden raz to przypadek, drugi to już podejrzane - nie cofnął ręki od razu, upewniając się najpierw, że Victoria nie przewróci się po puszczeniu jej. Zamiast tego stał nieco oczarowany jej urodą, bliskością oraz zapachem perfum. Zrobił to dopiero po chwili.
- Na poważnie wzięłaś się za te łaskotanie - rzucił spokojnym tonem, prostując się i poprawiając torbę z pieczywem, którą zdołał utrzymać w ręce.
- Chyba właśnie zaczynam rozumieć, o co chodzi z tym "wpadaniem na siebie" ludzi - zażartował, delikatnie nawet śmiejąc się.
Zaraz przestał i spoważniał, czy może raczej wrócił do neutralnego wyrazu twarzy.
- Jeśli przyszłaś po focaccię, to mają jeszcze cały kosz. Ale bułki wieloziarniste... - stuknął ręką w torbę. - Ostatnie są tutaj. Mogę jedną odstąpić za... kawę? - poruszył wymownie brwią, dodając do tego nawet pewien flirciarski element, o który sam się nie podejrzewał. Zaraz jednak wycofał się, karcąc się w myślach, że wystarczyła raptem chwila, by uległ jej urokowi.
Victoria Heffernan