Strona 1 z 1

mind games

: czw kwie 02, 2026 2:30 pm
autor: Charlie Marshall
Gdy zostawili auto na podjeździe i rozgościli się już w luksusowym domku w środku lasu pod Toronto, Charlie zaczął się zastanawiać, czy potrafił spędzić jeden weekend z narzeczoną, nie widząc przed oczami twarzy innej kobiety. To co działo się między nimi - między całą trójką - zaczynało mu przeszkadzać i czuł, jakby jedną nogą stał w wejściu, a drugą w wyjściu, i nie mógł się zdecydować, czy wchodzi, czy wychodzi. Zawsze brzydził się zdradą - nieważne, czy emocjonalną, czy fizyczną - a teraz nie mógł sobie poradzić ze świadomością, że właśnie jednej się dopuszczał. Charlie starał się uśmiechać, odpowiadać na pytania Blair i udawać, że widok lasu za oknem faktycznie go relaksuje, ale… czuł pod skórą dziwne napięcie, z którym nie potrafił sobie poradzić. Każdy gest Blair i każde jej przypadkowe muśnięcie wywoływało w nim odruch obronny, którego nie potrafił opanować i zastanawiał się, dlaczego tak właściwie było - przecież to z nią spędził już tyle lat, i przecież nagle nie przestał czuć do niej… tego, co cokolwiek do niej czuł. Stał teraz w kuchni, opierał się o chłodny, marmurowy blat i patrzył na butelkę wina, walcząc z myślami. Ta sytuacja była dla niego nowa i każda komórka jego ciała wręcz krzyczała, że powinien być w stosunku do Blair szczery, że powinien zerwać kontakt z Ivy i zacząć naprawiać swoją relację z Mayfield, aleee… Może jednak nie dzisiaj? Przecież dopiero co tutaj przyjechali. Nie chciał psuć jednego z niewielu ich wspólnych weekendów przykrymi tematami. Planował jej powiedzieć, ale… jeszcze nie teraz. Postanowił czekać na bardziej stosowną okazję, mimo że w głębi duszy czuł, że bardziej stosowna okazja nie istniała. Poza tym… dlaczego na samą myśl o zerwaniu kontaktu z Ivy poczuł dziwne ukłucie w sercu? Nagle usłyszał za sobą ciche kroki, więc powoli odwrócił się i uśmiechnął się do Blair, która akurat stanęła w drzwiach kuchni. - Szachy czy film? - zagadnął od razu, zanim zdążyła się odezwać, po czym wyjął z szafki po lewej dwa kieliszki do wina. - Mogę też rozpalić w kominku, jeśli chcesz - dodał zaraz, spokojnie otwierając kuchenne szuflady, jedna po drugiej, w poszukiwaniu korkociągu do wina. Tak, robił wszystko nadzwyczaj dokładnie i powoli, jakby tymi prostymi czynnościami chciał zagłuszyć chaos w głowie. Poza tym gdyby robił to szybko, pewnie drżałyby mu ręce, a na to nie mógł sobie pozwolić. Musiał być opanowany. Musiał być tym Charliem, którego znała Blair. Jednak… jakiego Charliego właściwie znała? Uch.

Blair Mayfield

mind games

: pn kwie 06, 2026 12:36 am
autor: Blair Mayfield
Byłaby głupia, gdyby nie miała choć kapki podejrzeń, że coś było nie tak. Po spotkaniu z Cherry miała ogromny mętlik w głowie, którego nie do końca umiała wyjaśnić, jednak późniejsza rozmowa po teatrze, wizja wspólnie spędzonego weekendu, zagłuszyła jej myśli do momentu, w którym usłyszała komentarz o przygotowywaniu do ślubu. Zbędne komentarze, nie brzmiące jak te, które były jeszcze kilka miesięcy temu, kiedy planowali wspólną ucieczkę i sprzeciwieniem się rodzinom, a także ich wymaganiom odnośnie wielkiego, medialnego ślubu. Ta krótka wymiana zdań sprawiła, że w jej głowie lampka ostrzegawcza świeciła ciągłym, czerwonym światłem, a następnie dni, które dzieliły ich od wyjazdu sprawiały, że dioda zamieniła się w alarm. W ostatnich dniach nie spała dobrze, miała sporo stresu spowodowanego i pracą, i związkiem, a ilość scenariuszy nawiedzających jej myśli sprawiały, że ten stan tylko się pogarszał. Podejrzewała każdą opcję — może rzeczywiście bardzo nie chciał tego ślubu, może przestał ją kochać, może potrzebuje przerwy, a może nawet… miał inną? Ostatnią myśl odrzucała, bo wydawała się być kompletnie absurdalna. Jak Charlie mógłby ją zdradzić? Jak mógłby zadać jej jeden z najgorszych ciosów? Gryzło jej się to ze wszystkim i nawet jeśli odrzucała to daleko w głąb swojej podświadomości, to nie zniknęło to doszczętnie.
Na czas wyjazdu chciała wyłączyć myślenie. Pragnęła bardziej niż czegokolwiek, aby skupić się na nich, może szczerze porozmawiać i wyjaśnić swoje, a także jego wątpliwości, ale przede wszystkim, odzyskać ten ich dawny urok. Liczyła na spokój, przyjemne wieczorne spacery wokół pobliskiego jeziora i wszystko, co nie dotyczyło pracy, ale również zamartwiania się. Może po prostu potrzebowali samotności, cisza lasu mogła przynosić tylko i wyłącznie same korzyści, prawda? Rozgościli się w domku i w końcu zlądowała do kuchni, w której Charlie stał przy butelce wina. Stanęła w drzwiach i odwzajemniła jego uśmiech. Nie wmawiaj sobie nic, nie wmawiaj sobie nic. Czemu przy tym wszystkim czuła się tak dziwnie? — Może film? To ma być miły wyjazd, oszczędzę ci porażki w grze — rzuciła z lekkim rozbawieniem. Tuszowanie emocji przychodziło jej z zatrważającą łatwością. Wolała wybrać spokojny seans, bo w końcu obydwoje lubili wygrywać, więc ich gry były zawsze skupione; w cokolwiek by nie grali, dawali z siebie sto procent. Dzisiaj nie miała siły wytężać swojego umysłu aż do tego stopnia, naprawdę była zmęczona. Zaczął szukać korkociągu i przyglądała mu się przez krótką chwilę w zamyśleniu. Był jej szczęściem, rozumieli się bez problemu i kochała go. Teraz nieco sprawiał jej zmartwień, ale… ale jak mogłaby bez niego żyć? Podeszła do Marshalla, obejmując go i przytulając się policzkiem do jego pleców. Ciepło które znała zbyt dobrze i zapach perfum, które działały na jej układ nerwowy jak najlepsza zapora bezpieczeństwa. Była w domu, mimo że… czuła zmianę. — Jeśli będziesz przytulał mnie cały weekend, to obędzie się bez kominka — rzuciła, starając się ignorować natrętne myśli, które kwestionowały dosłownie wszystko. Czy mogła się po prostu wyłączyć?

Charlie Marshall

mind games

: śr kwie 08, 2026 7:54 pm
autor: Charlie Marshall
Dalej żył w błogiej nieświadomości, wierząc, że jego kłamstwa nie wychodziły na jaw. Łudził się, że stopniowe oddalanie się od siebie nie będzie miało większego wpływu na ich relację, a kilka wieczorów spędzonych w stu procentach osobno nie sprawi, że Blair straci do niego zaufanie. Nie miał pojęcia, że tamtego feralnego dnia Blair rozmawiała z Cherry, dokładnie wtedy, gdy nie tylko wyszedł wcześniej z pracy, ale i nie wrócił na noc do domu. Czuł się potencjalnie bezpieczny, bo w swoje kłamstwa wplątał również Theo, prosząc go o fałszywe alibi na tę feralną noc spędzoną z panną Harrison w rodzinnej stadninie. Dalej myślał, że ukrywał to wszystko przed nią po to, aby jej nie zranić. To wszystko było dla jej dobra. Dlaczego więc w głowie Charlesa odzywał się alarm za każdy razem, gdy Blair posłała mu zbyt długie spojrzenie albo westchnęła zbyt głośno przez sen? Jego niepokój potęgował również fakt, że w całą tę sytuację wciągnął również Bachmanna, przez co nie tylko on musiał pilnować swojej wersji wydarzeń, ale też liczyć na to, że Theo nie puści pary z ust. Może film? To ma być miły wyjazd, oszczędzę ci porażki w grze. Uśmiechnął się pod nosem. Za to właśnie uwielbiał Blair. Za tę niewiarygodną pewność siebie. - Oszczędzasz mi porażki? Jakie to wielkoduszne z twojej strony - odparł ze śmiechem, nie przerywając poszukiwań korkociągu w szufladzie. - Ale zgadzam się na film. Masz ochotę na jakiś konkretny? - zapytał, chcąc rzucić jej rozbawione spojrzenie przez ramię, ale ona przylgnęła do jego pleców, wtulając się. Poczuł ciepło jej ciała i na moment... zesztywniał, ale zaraz znalazł korkociąg i szybko się rozluźnił. Wszystko gra, wszystko jest okej. Baranki, łąka, kwiatki, harmonia. Cieszył się, że Blair nie widziała jego twarzy, bo na własną myśl o barankach zmarszczył brwi. Że niby baranki miały go uspokoić? Nie wiedział, dlaczego pomyślał akurat o nich. Odwrócił się ostrożnie w jej ramionach, by nie zerwać tego kontaktu zbyt gwałtownie. Objął ją w pasie, przyciągając do siebie i chowając twarz w jej włosach. To była bezpieczna pozycja - taka, w której nie widziała wyrazu jego twarzy. Idealnie. Wmawiał sobie, że w ten sposób chronił ich oboje. Jeśli będziesz przytulał mnie cały weekend, to obędzie się bez kominka. - W takim razie to będzie bardzo ciepły weekend - odpowiedział od razu, a zaraz odchrząknął i podał jej dwa kieliszki, sam zgarnął butelkę wina. Gestem wskazał jej salon i przepuścił ją w drzwiach, obdarzając ją miłym uśmiechem. Zaczęli powoli zmierzać ku salonowi, mieli do pokonania może kilkanaście kroków, ale cisza, która zapadła między nimi na te kilka sekund, wydawała mu się nienaturalnie głośna, wręcz oskarżycielska. Musiał ją czymś wypełnić. Czymkolwiek. - W ogóle muszę ci powiedzieć, że ten dom ma niesamowitą izolację, co nie? - zaczął nagle. - Rozmawiałem z właścicielem, jak rezerwowałem termin. Podobno ściany mają tu jakąś specjalną strukturę, która... trzyma ciepło. Może dlatego kominek to faktycznie tylko dekoracja... A propos dekoracji, widziałaś obrazy w przedpokoju? Ten z rozmazanymi polami przypomina mi trochę pensjonat, w którym byliśmy dwa lata temu, pamiętasz? W każdym razie, pomyślałem, że musimy kiedyś sprawdzić, kto to malował, bo pasowałoby nam coś takiego do sypialni - plótł trzy po trzy, dalej za nią idąc. Gdy znaleźli się w salonie, postawił wino na stoliku przy kanapie i rzucił przelotne spojrzenie w stronę okna. Było już ciemno, więc zbyt wiele nie mógł tam zobaczyć, ale... no, popatrzył się tam, zbierając myśli. - I wiesz co jeszcze? W drodze tutaj widziałem taką małą piekarnię na rogu, mieli tam podobno najlepsze rogaliki w okolicy. Może jutro rano podskoczę po nie, zanim się obudzisz? - dodał, siadając w końcu na kanapie. Dawno nie mieli wieczoru dla siebie i ta myśl odrobinę go stresowała, bo miał dziwne wrażenie, że Blair wie. - To co oglądamy? Oby nic o barankach - palnął na koniec, posyłając Mayfield krótkie spojrzenie i jeszcze bardziej przelotny uśmiech. Naprawdę. Powiedział. To. Na. Głos?

kryzysowa narzeczona

mind games

: pt kwie 10, 2026 12:28 am
autor: Blair Mayfield
Każdy kolejny dzień był jak kropla w bezkresnym morzu. Odkąd Blair miała świadomość, że ją okłamał, zrobiła się bardziej podejrzliwa. Nie straciła do niego całego zaufania, ale z większym sceptyzmem podchodziła do… wszystkiego. Do wieczorów, w których zostawał w pracy, do spotkań z Theo, bo w końcu mogły nie okazać się tym, czym były w oficjalnej wersji. Realnie zastanawiała się, czy wszystkie ciepłe słowa również nie były grą pozorów, jednak zaraz spływała na nią lawina pytań. Po co? Co mógł robić, kiedy ją okłamywał? Odpowiedź nasuwała się jedna, choć ucinała ją w momencie, gdy dochodziła na koniec jej języka. Kolejny dzień minął i kolejna kropla niepewności nie sprawiła, że jej bezkresne morze się wylało — pytanie jednak, czy w chwili apogeum jedynie jej się uleje, czy zaleje wszystko co możliwe? Starała się doszukiwać małych gestów, troski i czułości. Już zaczęła się zastanawiać, czy nie wariuje, czy nie doszukuje się drugiego dna, chcąc tylko zrobić problem z niczego. Wspominała sobie słowa Cherry, mówiącej o tym, że Charlie naprawdę ją kochał. Ona naprawdę kochała jego, ale pytanie, czy w ich życiu uczucie mogło wystarczyć, żeby pokonać całą resztę przeciwności. Nie zmienia to jednak faktu, że starała się być po prostu sobą. Pewność siebie była jej niezawodną okładką i sama lekko uniosła kąciki ust, gdy od boku dojrzała lekki uśmiech na jego twarzy. Wszystko będzie dobrze… — Nie mam nic konkretnego na myśli, możesz wybrać — wymamrotała w jego plecy, potrzebując tej chwili bliskości, ale jej uwadze nie umknęło chwilowe napięcie mięśni. Znała jego ciało wręcz na pamięć, znała wszystkie jego odruchy i przejawy jakiegokolwiek stresu. Może to przez brak wspólnego ostatnio czasu? Była w stanie wymyślić wytłumaczenie na poczekaniu, próbując usprawiedliwić wszystko, co ma z nim związek; ale czy naprawdę musiała to robić? Jej myśli odpuściły, gdy odwrócił się w jej stronę i ją przytulił; choć z pewnością nie żyłoby się jej lepiej, gdyby tylko wiedziała, że dla niego była to bezpieczna pozycja. Przez chwilę rozkoszowała się spokojem, biorąc głęboki oddech, zaciągając się znajomym zapachem i wypuszczając zaraz powietrze z ust, jakby chciała się tym pozbyć wszelkiego napięcia. Puściła go, chociaż było jej mało i przejęła kieliszki, idąc w kierunku salonu. Cisza niby jak każda, ale ta wydawała się być inna. Nim zdążyła się odezwać albo zawędrować gdzieś swoimi myślami, bo Marshall przykuł jej uwagę. Zamrugała w lekkim zdziwieniu, ale nie zdążyła się odezwać, bo Charlie prowadził dalej swój monolog o ociepleniach domu. Czy pamiętał, że jego narzeczona jest architektem? — Istnieje wiele metod izolacji budynków, może się przyłożył i skorzystał z kilku rozwiązań — zerknęła na niego kątem oka, będąc w szoku tego zagadnienia. A na domiar złego — dalej gadał. Gdyby znała go tydzień to stwierdziłaby, że jest z niego całkiem rozgadany chłopak, jednak po wspólnie spędzonych latach dobrze wiedziała, że nie była to standardowa gadka. — Dowiemy się co to za obraz — skomentowała krótko, nie będąc aż tak zaangażowaną, aby kontynuować ten wywód. Usiadła na kanapie i spojrzała na niego, mrugając oczyma i patrząc nieco niezrozumiałym wzrokiem. Od kiedy cisza zaczęła tyle ważyć? Od kiedy zbędne słowa były ważniejsze niż po prostu wspólnie spędzona chwila? — Wiesz, możemy też przejść się po nie razem. Dobrze ci zrobi wyspanie się, a nie zrywanie skoro świt — zasugerowała, bo chyba rozmawiali o spaniu do dziesiątej, choć Blair podejrzewała, że Charlie będzie mieć chęci wyrwać się na poranne bieganie. — Skąd ci się nagle wzięły baranki? — zapytała, marszcząc lekko brwi. Widać było po niej zdezorientowanie, niezbyt rozumiała, co właśnie się działo i co wpłynęło na to, że nagle tak się… zestresował? — Jesteś dziwny ostatnio, co się dzieje? — zadała to pytanie, które jej samej z trudem przechodziło przez gardło. Czy była gotowa na szczerą odpowiedź? Odpowiedź była prosta: nie. Ale nie umiała ignorować problemu, usiąść obok niego i powiedzieć, żeby puścił pierwsze lepsze romansidło. Zamiast tego wpatrywała się w niego swoimi niebieskimi ślepiami, w których tliła się gdzieś iskra nadziei na szczęśliwe zakończenie tej całej popapranej sytuacji. — Teneryfa teneryfą, rozumiem, że dużo się dzieje i to wszystko jest dla ciebie ważne, ale… — ugrzęzły jej słowa. Co miała powiedzieć? Że czuje, że ucieka? Że zmniejszona ilość czułości to największy sygnał alarmowy, jaki wyczuła w ostatnich tygodniach? Że cholernie za nim tęskni, ale nie jest w stanie zrozumieć, co zrobiła nie tak? — Ale coś jest inaczej — dokończyła po chwili milczenia i próbie zebrania odpowiedniego zdania. Inaczej to było pojęcie ogólne, a ona sama poczuła się cała spięta i gotowa, jakby właśnie miała stoczyć bitwę.

Charlie Marshall

mind games

: sob kwie 11, 2026 10:03 pm
autor: Charlie Marshall
Kochał Blair. Uwielbiał do niej wracać, mieć w niej oparcie, wspólnie podróżować. Problem polegał na tym, że jego serce samo zaczęło bić szybciej dla innej kobiety. Nigdy nie sądził, że jest zdolny do takiej emocjonalnej schizofrenii - z jednej strony chciał wierzyć, że wszystko będzie dobrze i jakoś samo się poukłada, a z drugiej... nie potrafił przestać myśleć o tej drugiej. O tej, o której nie potrafił powiedzieć Blair. Patrzył w jej błękitne oczy, o tym samym kolorze, ale to, co w nich widział, było tak odmienne od tego, co widział w oczach Ivy, że... cholera. W oczach Blair widział spokój i wspólne lata, a w spojrzeniu Ivy było coś takiego... nieprzewidywalnego, co sprawiało, że... czuł się wolny. Kiedy był z nią, zapominał o tym, jak sztywna była jego rodzina, jak wiele od niego oczekiwano, jak wielką odczuwał presję i jak wiele obowiązków posiadał. Przy Blair ciężko było mu oderwać się od rzeczywistości, bo była nierozerwalnie związana z rodziną Marshalli - nie tylko przyjaźniła się z Cherry i Corą, ale też była ulubienicą całej jego rodziny. Nie mam nic konkretnego na myśli, możesz wybrać. - "Interstellar"? - zaproponował mimochodem, automatycznie całując czubek jej głowy. Często to robił, nawet o tym nie myśląc, dlatego teraz zaczął się zastanawiać, czy Blair dostrzegła zmianę w jego zachowaniu...? Przecież... wiedziała o nim wszystko. Potrafiła odróżnić jego zmęczenie po ciężkim dniu od irytacji spowodowanej telefonem od ojca. Jak miał ukryć przed nią swoje zdenerwowanie? Był głupi, myśląc, że zdołałby ją oszukać. Jego ciało samo go zdradzało, a to wszystko, co się teraz działo, nie było reakcją na zwykły, przedślubny stres tylko na kłamstwo. Tak, teraz mógł otwarcie to przed sobą przyznać. Okłamywał ją, nie mówiąc jej prawdy. Istnieje wiele metod izolacji budynków, może się przyłożył i skorzystał z kilku rozwiązań. Jak dobrze, że zajął się otwieraniem wina, przez co mógł skupić swój wzrok na etykiecie i korku - gdyby spojrzał w jej oczy, byłby spalony. Oczywiście, że wiedziała te wszystkie rzeczy, przecież była architektem. Codziennie rozmawiała w pracy o ociepleniach budynków. Gdzie się podział jego chłodny umysł? - Możliwe, możliwe... Chcesz mi o tym opowiedzieć? O tych... rozwiązaniach? - zagadnął, zupełnie jakby co tydzień w piątek Blair zapoznawała go z kolejną porcją materiału prosto z wykładów architektury. Jednak skoro powiedział A, musiał powiedzieć B, dlatego dalej brnął w temat ociepleń, mimo że kompletnie go to nie interesowało. Blair również nie wyglądała na pasjonatkę ociepleń. Dowiemy się co to za obraz. - To może teraz? Chodź, ja go zdejmę, a ty odczytasz napis z tyłu - odłożył nieotwarte wino na stolik i zerwał się z kanapy, żeby szybko zniknąć w przedpokoju, zdjąć obraz ze ściany, wrócić do salonu i stanąć nad Blair z obrazem przy twarzy. - I co, widzisz, jest coś z tyłu? - zapytał, zmyślnie zasłaniając się obrazem, przez co Blair nie widziała jego głowy, bo miał... no, obraz na wysokości głowy, tak? Wiesz, możemy też przejść się po nie razem. Dobrze ci zrobi wyspanie się, a nie zrywanie skoro świt. Zmarszczył brwi, ale Mayfield nie mogła tego widzieć. - Razem? Myślałem, żeby iść pobiegać i... - zaczął bezmyślnie, ale przerwał, bo w końcu dotarł do niego ton, z jakim Blair się do niego zwracała. Przegiął? - Dobrze, wyśpimy się i pójdziemy razem - przytaknął, odkładając obraz na podłogę obok kanapy. Usiadł z powrotem na kanapie i wrócił do otwierania wina, znów zajmując sobie ręce jakimkolwiek zajęciem. Najchętniej poszedłby na samotny, wieczorny jogging, żeby uspokoić myśli i wrócić do Blair dopiero, gdy jego emocje też wrócą na swoje miejsce, czyli gdzieś głęboko, głęboko... gdzieś. Skąd ci się nagle wzięły baranki? Zacisnął usta w wąską kreseczkę, siłując się z korkiem. A, korkociąg, zapomniał o nim. Sięgnął po korkociąg ze stoliczka i od razu jakoś tak prościej się to wino otwierało. Baranki... Skąd się wzięły baranki? Hmm... - Widziałem baranki, jak tu jechaliśmy, no i... nie chcę już ich oglądać, bo się naoglądałem - wyjaśnił spokojnie, biorąc do ręki jeden z kieliszków i nalewając do niego wino. Podał go Blair, po czym zaczął napełniać drugi kieliszek. Nastała cisza, Charlie upił łyk wina - cholera, było bardzo dobre - i już miał wrócić do wspólnego wybierania filmu, kiedy Blair powiedziała, że był ostatnio jakiś dziwny. Zacisnął palce na nóżce od kieliszka i przechylił głowę na bok. W końcu odważył się na nią zerknąć - była śliczna, ale tak bardzo skonsternowana, że zbiła go z pantałyku wyrazem swojej twarzy. - Masz rację. Przepraszam, zachowuję się jak idiota - mruknął, próbując ratować sytuację uśmiechem, który zazwyczaj na nią działał. - Może to po prostu brak snu. Albo fakt, że ostatnio jedyny czas, jaki spędzamy razem, to ten w łóżku, gdy kładziemy się spać - dodał i wzruszył ramionami, znów upijając łyk wina. Wiedział, że był dziwny, ale co miał jej powiedzieć innego? Nie, przyznanie się do winy nie wchodziło w grę, nie był na to gotowy. Westchnął. Może zamiast oglądać film powinni iść spać? Nie, nie mógł zostawić Blair samej, kiedy w końcu mieli dla siebie wolny wieczór. Zresztą, kto chodził spać o dziewiętnastej w piątek? W międzyczasie przesunął dłonią po jej ramieniu, starając się odtworzyć ich dawną czułość, ale w głowie wciąż miał chaos i... kolejne słowa Blair bardziej go pogłębiły. Teneryfa Teneryfą, rozumiem, że dużo się dzieje i to wszystko jest dla ciebie ważne, ale… coś jest inaczej. Jego dłoń na jej ramieniu zamarła, on sam przełknął ślinę. Jeśli nie wiedziała, co się działo, to najwyraźniej się domyślała. - Co jest inaczej? - powtórzył po niej, przyglądając się jej badawczo. Wolał najpierw się dowiedzieć, co miała na myśli, bo może... chodziło o coś zupełnie innego? Poczuł nagłe wyrzuty sumienia. Blair była szczera i była tu dla niego, a on... Cholera. Przyciągnął ją do siebie, zamykając ją w uścisku, który dla niej miał być kojący, a dla niego był ucieczką. Nie musiał wtedy patrzeć jej w oczy. Mógł skryć twarz w jej włosach i udawać przed samym sobą, że to drżenie serca to tylko zmęczenie, a nie lęk przed tym, że właśnie stał się człowiekiem, którym obiecał nigdy nie być. - Tęsknię za nami, Blair - wymruczał w jej włosy, a ich zapach zaczął sprawiać, że... zaczął się uspokajać. Znała go na wylot. On znał ją na wylot. Spędzili z sobą wiele lat, więc ta reakcja nie powinna go dziwić. Tak samo jak fakt, że gdy była tak blisko, jego ciało reagowało z taką samą intensywnością jak wcześniej. Kiedy ostatnio uprawiali seks? Tamtego dnia, gdy ojciec wylądował w szpitalu? Bardzo... dawno. Charlie mógł być rozdarty emocjonalnie i mógł mieć głowę pełną Ivy Harrison, ale Blair Mayfield wciąż była pierwszą dziewczyną, którą pocałował w życiu.

𝑏𝑟𝑖𝑑𝑒-𝑡𝑜-𝑏𝑒

mind games

: ndz kwie 12, 2026 1:22 am
autor: Blair Mayfield
Kiwnęła krótko głową, zgadzając się na propozycję filmu. W zasadzie było jej obojętne, co obejrzą, bo nie to było dla niej kluczowe. Liczyło się spędzenie wspólnej chwili, której ostatnio im brakowało. Ich codzienność była intensywna, wymagała odpowiedzialności i była przepełniona nadmiarem obowiązków. Czasami ciężko było im się odciąć od tego, co czekało na nich za drzwiami ich wspólnego mieszkania, bo wiele problemów dotyczyło ich dwójki, jednak zawsze potrafili znaleźć w sobie tę ciszę i spokój. Świat znikał, wyciszał się na niepożądane czynniki i wtedy byli sami. Jej ostatni niepokój być może miał gdzieś swoje powiązania z tym, że mieli coraz to mniej takich chwil. Wspólnych kolacji było coraz mniej, coraz rzadziej chowała się przed światem w jego bezpiecznych ramionach. Brakowało go w zwykłej codzienności, co było okropne, a zarazem zabawne — w końcu razem mieszkali. Chciała wierzyć, że był to etap przejściowy, że po sfinalizowaniu ważnego kontraktu ich życie wrócili na normalny bieg, ale gdzieś wewnętrznie Blair czuła, że nie tu był pies pogrzebany; i uzmysławiał jej to w pozornie małych szczegółach, a jednak krzyczały one wystarczająco, że bez problemu je dostrzegała. Nie znali się tygodnia, kilku miesięcy czy kilku lat. Spędzili ze sobą kawał swoich żyć i… nigdy nie pomyślałaby, że przez jej głowę przejdzie choć cień wątpliwości, że kiedyś może się to skończyć, i to nie za sprawą śmierci. Teraz dobrze, że był skupiony na butelce i nie widział jej spojrzenia. Choć czy musiał je widzieć? Jego ciągnięcie tematu było wręcz alarmujące, więc z pewnością czuł na swoim profilu intensywny wzrok, wręcz wyżerający dziurę w jego policzku. — Dom budujesz, że nagle jesteś taki zainteresowany ociepleniem i elewacją? — starała się, aby zabrzmiało to jak żart, jednak ciężko było jej opowiadać teraz kawały. — Nie chcę ci o tym teraz opowiadać — odpowiedziała szczerze, stawiając kawę na ławę. Spięła się, może bez widocznych na pierwszy rzut oka zmian, ale ścisk żołądka, który od kilku dni jej towarzyszył, na nowo się uaktywnił. Nie zdążyła odpowiedzieć, nie zdążyła jakkolwiek zareagować, a Charlie leciał już na korytarz, aby zdjąć obraz ze ściany i w trybie natychmiastowym dowiedzieć się, kto go namalował. Co się tu, kurwa, dzieje? Zadała sobie to pytanie w myślach, kiedy stał przed nią, z ramą na rękach, zasłaniając się wielkim płótnem. Patrzyła w miejsce, za którym prawdopodobnie była jego twarz, zastanawiając się, od kiedy spędzanie czasu stało się… dla niego niezręczne? Teraz Blair dostrzegała więcej szczegółów. Unikał jej spojrzenia, chował się to w jej włosach, to za obrazem, to skupiając spojrzenie na butelce. Przeniosła wzrok na dolny kąt podobrazia. — Monet — odczytała, marszcząc brwi. — Czyli replika — podsumowała. W gruncie rzeczy, nie zwróciła wcześniej uwagi na ten obraz, teraz też nie był on zbytnio interesujący. Razem? Myślałem, żeby iść pobiegać… Mayfield gwałtownie uniosła brwi w górę. Nie zajęło mu dużo czasu, aby się zreflektować, ale słowa zostały wypowiedziane. — To idź biegać, skoro wolisz wspólny weekend spędzać sam. — Skąd to rozdrażnienie? Te słowa potraktowała jako jego kolejną furtkę do ucieczki, a ona… nie chciała zabrzmieć oschle, lecz jednocześnie zastanawiała się, czy tymi słowami zreflektuje się bardziej, czy podpuści go na tyle, że zacznie zachowywać się normalniej. Czy spojrzy na nią, czy może powie coś, co realnie siedzi mu w głowie i co nie będzie dawać jej nieodpartego wrażenia, jakby coś wisiało między nimi w powietrzu. Bez większego skrępowania obserwowała jak otwierał wino i zastanawiała się, po jakim czasie zorientuje się, że otworzenie go bez korkociągu będzie niemożliwe. Jeśli sądził, że umknęło to jej uwadze to był w dużym błędzie, bo podlegał właśnie poważnej obserwacji. Widziałem baranki, jak tu jechaliśmy. Nie była w stanie zweryfikować tego zdania, bo to że ich nie dostrzegła, nie oznaczało, że ich nie było. Mógł widzieć je gdzieś w oddali lub po swojej stronie. Jednak zawsze nie obyło się to bez komentarza. Spójrz, baranki. Spójrz, krowy się pasą. Rozmawiali, wymieniali się ciekawymi spostrzeżeniami, nawet jeśli czasami brzmieli jak dzieci na wycieczce szkolnej. To właśnie jednak lubiła w ich wspólnych podróżach, wtedy byli tymi niezamartwionymi wersjami samych siebie, którymi chciałaby, żeby byli zawsze. Przechwyciła od niego napełnione szkło, przez chwilę przenosząc spojrzenie na alkohol. Delikatnym ruchem zamieszała lekko kieliszkiem i spróbowała wina. Było bardzo dobre, ale czemu nie smakowało jak zawsze? Przeniosła z powrotem wzrok na Charliego. Teraz jego uśmiech na nią nie działał — a przynajmniej nie widocznie. Dalej sprawiał, że jej serce żywo wyrywało się na ten widok, ale na jej barkach osiadł ogromny ciężar, który nie pozwalał jej celebrować małych momentów. — Nie chcę, żebyś przyznawał mi rację, tylko powiedział, dlaczego tak jest — zaczęła i zaraz wymyślił coś… znaczy, być może tak było. Dlaczego to podważała? Dlaczego nagle stawała się sceptyczna? — Nie będę wytykać palcami, kto wraca praktycznie po nocach. Bądź w ogóle nie wraca. Ostatnio nawet nie celebrowali wolnych, wspólnych wieczorów. — Błagam, tylko nie mów przepraszam i nie zasłaniaj się Teneryfą — dodała, zanim zdążył się jakkolwiek wytłumaczyć. Tu nie chodziło o przeprosiny, tu nie chodziło o pracę, której zawsze mieli dużo. Wiedzieli, że zawsze było coś ważnego, przynajmniej raz w roku zdarzał się ważny kontakt, bo ich firmy prężnie się rozwijały, a jednak tym razem było inaczej. Nie potrafili wygospodarować dla siebie nawet krótkiej chwili wieczorami. Chwili, która była dla nich nieodłącznym elementem codzienności, którą odwoływali zawsze z bólem serca, gdy coś naprawdę zrobiło porządnego fikołka i trzeba było ratować sytuację. Tutaj jednak chodziło o nich; o jedyną rzecz, o którą byli w stanie zadbać tylko oni. Co jest inaczej? Chciałaby bez wątpienia powiedzieć swoje wątpliwości, ale obawiała się, że fałszywe oskarżenia tylko pogłębią i tak już skomplikowaną sytuację. Utrzymała z nim kontakt wzrokowy, który miał w sobie ogromną intensywność. Tak, jak nigdy nie miała z tym problemu, tak tym razem prawie odpuściła; ale nie musiała, bo zaraz przyciągnął ją do siebie, zamykając w uścisku; a ten krótki, w gruncie rzeczy, błahy gest sprawił że…. że zaszkliły jej się oczy. Była to reakcja bardziej niż nienormalna, dlatego szybko zamrugała, chcąc pozbyć się tej chwili słabości. Nadal nie odpowiedziała mu na pytanie, które powtórzył po niej. Trwała w lekkim bezruchu, dopiero po kolejnych słowach Charlesa, oparła policzek o jego ramię. Długim spojrzeniem wpatrywała się w okno, za którym panowała ciemność. Zupełnie jak w jej głowie. Tęsknie za nami, Blair. Musiała włożył dużo siły w to, aby już w zarodku zdusić łzy, które piekły ją od wewnątrz. — Więc w którym momencie zaczęliśmy się tracić? — zadała cicho pytanie, które gdzieś od kilku dni przewinęło się po jej głowie parokrotnie. Kiedy nastąpiła ta chwila, w której wszystko powolutku i stopniowo zmieniało się na najgorsze? — Czy muszę mówić, co jest inaczej? Czy naprawdę tego nie widzisz? — czy może ona sama niepotrzebnie się nakręca? Może podchodziło to pod jakieś zaburzenia psychiczne, skoro tylko ona zdawała się to dostrzegać? Przymknęła oczy i jedyne, o czym teraz myślała, to żeby ten koszmar się skończył. O wielu rzeczach teraz marzyła. Chciała, żeby ta niebywała niepewność w końcu się skończyła. Chciała uciec z nim na drugi koniec świata, aby każdy w końcu dał im spokój. Chciała, aby po prostu już nigdy jej nie puszczał, a każde spojrzenie tak jak zawsze, było pewne i pełne miłości. Teoretycznie nie chciała wiele, a jednak teraz te marzenia zdawały się od niej uciekać.

heartbreaker