Strona 1 z 1

Gonna turn your world upside down

: pn kwie 06, 2026 8:45 pm
autor: Harley Hwang
001.
Ten dzień od samego początku był zakręcony. Harley mogłaby powiedzieć, że nie wiedziała nawet, co włożyć w swoje dłonie, ale odpowiedź była zaskakująco prosta. Aparat, rzecz jasna. Gorzej było z całą resztą. To był natomiast klasyk w jej wykonaniu, gdyż sama była wielkim, chodzącym chaosem. O dziwo takim, który nawet dobrze wykonywał swoją robotę. Czasami zdarzały się jej jakieś potknięcia, ale to niestety była norma dla każdego, kto nie był robotem-perfekcjonistą. A ona nim nie była. Chociaż pewnie nie raz i nie dwa rozważała, jakby w takim wypadku wyglądało jej życie.
Jej powrót do domu natomiast dość znacząco się przedłużył, przez co zawitała w progi swojego skromnego domostwa dopiero w okolicach wieczora. Już przez ostatnią godzinę widać było po niej drobne oznaki przebodźcowania ludzką głupotą, co nie było dla niej już nowością. Była i tak cholernie zadowolona, mogąc sobie klapnąć na kanapę w salonie z piwkiem zero w ręku. Relaks przejął ją tak mocno, że zapomniała odciszyć telefon i sprawdzić, czy ktoś do niej nie dzwonił. A tak się składało, że miała nieodebrane połączenia. I to trzy razy większą ilość niż zazwyczaj. Na ojca, zapisanego jako "nie odbierać nawet za milion dolców kanadyjskich", może nie zwróciłaby uwagi. Telefony od matki i ojczyma mogłyby jednak ją zastanowić, ale tylko wtedy, gdyby zachciało jej się wydobyć smartfona z torby. Zamiast tego dorwała się do laptopa, sprawdzając co tam dzisiaj wydarzyło się w kraju i na świecie.
Ta czynność została dość szybko przerwana przez uporczywy i irytujący dźwięk dzwonka do drzwi. Aż przewróciła oczyma, mając w zamiarze zignorowanie natręta, ale przypomniała sobie, że czekała na dość ważną paczkę. Chcąc czy nie, musiała zatem sprawdzić, czy to czasami nie kurier. Nie dostała żadnego sms'a, ale wolała nie dmuchać na zimne. Odłożyła laptopa na kanapę i pomaszerowała w kierunku drzwi, zawzięcie szurając swoimi kapciami z motywem Cinamonrolla.
Jakże się zdziwiła, gdy po otworzeniu zastał ją widok jakiegoś obcego typa. Zamiast paczki trzymał walizkę, co było jeszcze dziwniejsze. Harley aż zmarszczyła brwi, nie kryjąc się z taksującym spojrzeniem od stóp do głów. Wróciła jeszcze na twarz ziomka, ale niestety nic jej nie świtało. Gości na pewno się nie spodziewała, pod tym mogłaby się podpisać nawet i krwią.
Ktoś ty? — spytała w swoim stylu, no i oczywiście po angielsku. To, że nieznajomy był Azjatą nie oznaczało, że miała obowiązek zwracania się do niego w jakimś azjatyckim języku. Nawet jeśli to i tak nie wiedziała, w którym konkretnie. Przywitałaby się po koreańsku, a wyszłoby, że to Japończyk. I co wtedy?

Minjae Kang

Gonna turn your world upside down

: śr kwie 08, 2026 8:31 pm
autor: Minjae Kang
001.



Gdyby Minjae miał określić jak upłynął mu dzień, opisałby go jako długi i męczący. Nie przepadał za lotniskiem InCheon w Seulu. Było to największy i najbardziej zatłoczony port lotniczy w kraju. Do tego położony ponad pięćdziesiąt kilometrów za miastem. Kang musiał wstać bladym świtem na zamówioną wcześniej taksówkę. Z bagażem nie przesadzał. Dwie eleganckie, czarne walizki musiały wystarczyć. Resztę potrzebnych rzeczy nadał pocztą i słusznie, bo kilka dni temu okazało się, że jego lokum w Toronto dostępne będzie najwcześniej za dwa tygodnie. Był trochę niepocieszony gdy się dowiedział, a potem przełożeni z kanadyjskiej odnogi firmy przypomnieli mu, że decyzję o zjawieniu się na miejscu wcześniej podjął sam. Na szczęście udało się załatwić coś tymczasowego. Ponieważ Minjae nienawidził dłuższych pobytów w hotelu, miał zamieszkać w pokoju gościnnym w mieszkaniu innej Koreanki. Znał jej imię, adres i telefon. To wszystko. Mężczyźnie taki układ odpowiadał. Chciał się dobrze zaaklimatyzować na nowym kontynencie i w nowej strefie czasowej.

To nawet zabawne, że lecąc z Seulu do Toronto właściwie zatrzymał się czasie. Lot trwał trzynaście godzin i niby wszystko się zgadzało. W samolocie wypił poranną kawę, a jakiś czas przed lądowaniem w Kanadzie podano im kolejna. Problem polegał na tym, że wylatując z Korei w sobotę rano, na miejsce dotarł również w sobotę rano. Spał niewiele, bo miejsce w biznes klasie wykorzystał na dalszy research na temat Toronto Sun. Ciemne worki pod oczami Minjae schował za parą ciemnych okularów. To jak bardzo był zmęczony poczuł dopiero w taksówce z lotniska. Kierowca nawet próbował podjąć z nim jakąś rozmowę, ale mężczyzna zbył go milczeniem. Marzył tylko o miękkim materacu i wygodnej poduszce. Właścicielce mieszkania, pod które podjechali, poświęcił niewiele myśli. Nie był uciążliwym lokatorem, więc nie przewidywał problemów. Wiedział jak utrzymać porządek, znał się na kuchni, a czas spędzać zamierzał albo w swojej sypialni albo na zewnątrz. Jeśli tylko taka będzie wola gospodyni, chłopak dołoży wszelkich starań by nawet nie zauważyła, że z nią mieszka.

- Dzień dobry. Nazywam się Kang Minjae i pracuje dla Samsunga. Przyleciałem dzisiaj z Seulu. Ufam, że poinformowano Cię, że zamieszkam z Tobą. Dziękuję za przyjęcie mnie pod swój dach. Proszę miej mnie w swojej opiece. Wierzę, że uda nam się znaleźć wspólny język i za bardzo nie wchodzić sobie w drogę - ignorując angielskie pytanie, przedstawił się we własnym języku zaraz potem jak zażądała tego Haerli. Ukłonił jej się też nisko, ale nie za nisko. Był w końcu jej seniorem.

- Proszę przyjmij te prezenty, symbolizujące moją wdzięczność - toreb było sporo, bo niewiele o niej wiedział. Zakupy zlecił młodszej siostrze, więc wśród podarków znalazły się najlepsze kosmetyki do cery oraz włosów, modne perfumy w pudrze oraz tradycyjne słodycze w gustownych pudełkach. Minjae był pewien, że jedną z torebek w całości wypełniają maseczki do twarzy. Przed wręczeniem wszystkiego blondynce, ściągnął z nosa ciemne okulary. Wcześniej o tym zapomniał. Ze swoją czarną grzywką oraz sińcami musiał trochę przypominać dziecko z Klątwy - Mam nadzieję, że przypadną Ci go gustu Haerli.


Harley Hwang