Strona 1 z 3

Złodziej w tym domu jest jeden

: pn kwie 06, 2026 10:43 pm
autor: Santiago de la Serna
Kłótnie z żonami chyba stawały się już standardem w życiu Tiago. Z pierwszą żoną początkowo było sielankowo, po czym zaczęli się coraz częściej i częściej sprzeczać, aż ich związek stał się jedną wielką wojną. Drugie małżeństwo wyraźnie dążyło do tego samego, czym de la Serna był już zmęczony i coraz bardziej rozeźlony - a już zwłaszcza tym, że tej kobiecie chodziło o Alvaro.
- Santiago, zginął mi mój naszyjnik ze szmaragdem - oświadczyła teraz, wchodząc do pokoju.
Tiago podniósł wzrok znad planu budynku, który zamierzał w najbliższym czasie obrobić. Uczył się go na pamięć, a żona właśnie wybiła go z rytmu, więc już czuł, jak narasta w nim złość. Przez chwilę patrzył w okno, nie podnosząc głowy, więc jego spojrzenie było teraz dzikie i groźne. Wreszcie jednak uniósł głowę, wyprostował się, wciągając głośno powietrze w płuca i odwrócił się przodem do żony.
- Estrella mia, szukałaś dokładnie? - zapytał, siląc się na spokój, ale każdy, kto go choć trochę poznał już wiedziałby, że ten ton zdecydowanie do spokojnych nie należał. Gdzieś za tą fasadą pozornego spokoju czaiła się dzika bestia.
- Oczywiście, inaczej nie przychodziłabym do ciebie z tym problemem! - oburzyła się kobieta - Szukałam wszędzie, choć niema takiej możliwości, żeby był gdzie indziej, niż w pudełku z biżuterią albo na mojej szyi. Ten dzieciak musiał go ukraść!
- Nigdy - wycelował w nią palec wskazujący, a w jego oczach błysnęły pioruny - nie oskarżaj go, nie mając dowodów. Gdzie i kiedy widziałaś ten naszyjnik ostatnio?
- Na ostatnim bankiecie, dwa tygodnie temu. Odkładałam go do pudełka, jestem o tym przekonana. Sam nie wywędrował. Po co w ogóle sprowadziłeś tutaj tego dzieciaka? I dlaczego zrobiłeś to bez porozumienia ze mną?
- Rozmawialiśmy o tym, nie zamierzam się powtarzać - Santiago uciął ostro, już od poprzedniej wypowiedzi nie siląc się na spokój. Złożył plan, schował go do biurka, zamknął na klucz i podszedł do żony, patrząc na nią z góry ostrym wzrokiem - Poszukaj dokładnie. Młody nie ukradł twojego naszyjnika.
- Oczywiście, że go ukradł! Oskarżasz mnie o kłamstwo?!
Santiago miał wielką ochotę chwycić ją za gardło i przycisnąć do ściany. Nigdy dotąd jednak nie podniósł ręki na żonę i teraz też nie zamierzał tego robić. Skrzywił się jedynie, błyskając zębami i stojąc w tym momencie bardzo blisko niej.
- Alvaro! - zawołał, wciąż patrząc jej prosto w oczy - Jesteś w domu? Przyjdź tu, proszę!

Alvaro Salvatierra

Złodziej w tym domu jest jeden

: pn kwie 06, 2026 11:03 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Alvaro siedział w swoim pokoju, próbując skupić się na szkicu budynku jednego z kościołów, który był dobrze widoczny z jego okna. Okno było teraz otwarte, żeby budynku nie zniekształcała mu żadna szyba, a chłopak starał się jak najdokładniej oddać to, co widział przed sobą. Na biurku, poza kilkoma kartkami papieru, w tym jednej pogniecionej w kulkę (bo szkic mu się nie podobał i uznał, że zacznie od początku) leżał zestaw profesjonalnych ołówków, które dostał jakiś czas temu od Santiago, gdy pewnego wieczora oświadczył mu, że kolejny etap szkoły średniej chciałby rozpocząć na profilu związanym ze sztuką i teraz, powoli, zbierał swoje portfolio, żeby mieć co pokazać komisji. Prawdopodobnie przygotowywał się do tego nieco za bardzo, nieco na wyrost, zupełnie jakby szykował się już na studia, ale był ambitnym dzieciakiem i jak już postanowił sobie, że pójdzie w jakąś konkretną stronę, to zamierzał zrobić wszystko, żeby faktycznie trafić tam, gdzie chciał. Jeśli chodziło o studia, choć do tych jeszcze parę lat, to widział siebie na architekturze lub na czymś bardziej ścisłym, może na inżynierii, ale tego jeszcze nie był pewien. Póki co - jego dłoń poruszała się szybko i sprawnie nad kartką, a budynek zyskiwał coraz bardziej konkretny kształt i coraz bardziej przypominał kościół, na który Alvaro codziennie spoglądał ze swojego okna. Chciał się potem pochwalić Santiago, ale póki co jeszcze nie skończył pracy, więc na razie się z tym wstrzymał - był jednak pewien, że gdy tylko kościół będzie skończony, to pokaże rysunek mężczyźnie, który kilka miesięcy wcześniej przygarnął go pod swój dach.
Słyszał kłótnię z jednego z pomieszczeń, zgadywał, że z gabinetu, w którym Santiago często zaszywał się, żeby popracować, ale niespecjalnie skupiał się na słowach, które tam padały. Kłótnie były dość powszechnym zjawiskiem w tym domu i Salvatierra po prostu starał się nie wchodzić w drogę kobiecie, która ewidentnie miała z nim jakiś problem, chociaż według siebie nie zrobił nic, czym mógłby jej aż tak podpaść. Jakby się jednak nie starał, kobieta co jakiś czas robiła mu o coś problemy - nawet jeśli były to rzeczy zupełnie od Alvaro niezależne i takie, na które nie miał wpływu ani nie chciał go mieć. Starał się ignorować sprzeczkę małżonków i zająć swoją robotą, ale w pewnym momencie usłyszał jak Santiago woła go po imieniu, więc chyba nie mógł dłużej udawać, że nie istnieje, prawda? Przymknął na chwilę oczy, kładąc dłonie płasko na blacie biurka i wziął głęboki oddech, po czym zawołał:
- Już idę! - i faktycznie, zaraz potem podniósł się z krzesła i ruszył w stronę, z której - jak mniemał - dochodziły odgłosy kłótni małżeństwa. Po chwili pojawił się w progu, ubrany w czarne, przylegające do ciała spodnie i rozpiętą pod szyją białą koszulę z podwiniętymi rękawami. Był boso, bo nie przepadał za chodzeniem w butach po domu, a za jego uchem znajdował się jeden z ołówków, co u niego było dość częstym widokiem.
- Coś się stało? - zapytał niby to spokojnie, choć jego serce zaczęło bić szybciej na widok rozeźlonej kobiety, która gdy tylko się pojawił spiorunowała go wzrokiem. Chłopak popatrzył najpierw na nią, a potem przeniósł wzrok na mężczyznę, starając się nie analizować za bardzo tego jak seksownie wyglądał w momentach, kiedy się na kogoś wściekał.

Santiago de la Serna

Złodziej w tym domu jest jeden

: pn kwie 06, 2026 11:16 pm
autor: Santiago de la Serna
Santiago zerknął krótko na chłopaka, po czym niemal natychmiast z powrotem skierował spojrzenie na swoją żonę, mając teraz ochotę złapać ją za szczękę i odwrócić z powrotem do siebie, zmusić, żeby patrzyła na niego, a nie na chłopaka. Mierziło go to, w jaki sposób spoglądała na młodego, a w momentach, kiedy się go o cokolwiek czepiała, Santiago czuł do niej rosnące obrzydzenie.
- Alvaro - odezwał się, znów tym samym tonem, którym zaczynał rozmowę z żoną: takim, w którym pod płaszczykiem spokoju czaił się warkot dzikiej bestii - Czy widziałeś kiedyś biżuterię mojej żony? W szczególności jej naszyjnik ze szmaragdem?
- Oczywiście, że...! - odezwała się jego żona, ale Tiago już teraz nie wytrzymał; jego dłoń wystrzeliła w kierunku jej twarzy i dosłownie moment później kobieta poczuła, jak palce zaciskają się mocno na jej szczęce. Popatrzyła na niego z obawą i zaskoczeniem, nie wiedząc, czego ma się teraz spodziewać.
- Nie, cara mia, to nie jest takie oczywiste - wycedził Tiago przez zęby, nie puszczając jej szczęki - Alvaro, moja żona twierdzi, że ją okradłeś - zwrócił spojrzenie rozeźlonej czarnej pantery na chłopaka - Powiedz mi - zrobiłeś to? Okradłeś ją, a tym samym również mnie?
Nie podejrzewał go o to: widział, że młodemu jest dobrze pod jego dachem, że przyzwyczaił się do mieszkania tutaj, do panujących w domu zasad i że chce tu być, chce chodzić do szkoły, chce się rozwijać. Kradzieżą zrobiłby sobie tylko i wyłącznie krzywdę, a Tiago miał go za inteligentnego, więc wierzył, że chłopak doskonale wiedział, ile złego by wyrządził podprowadzeniem choćby najmniejszego, najtańszego pierścionka albo paru pesos. To byłoby po prostu niesamowicie idiotyczne, nie na poziomie Alvaro.

Alvaro Salvatierra

Złodziej w tym domu jest jeden

: pn kwie 06, 2026 11:32 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Alvaro uniósł brwi, patrząc to na jedno, to na drugie i czując nieprzyjemne gorąco wpełzające mu na kark; nie lubił być posądzany o coś, czego nie zrobił, zwłaszcza że doskonale wiedział - po widział to po kobiecie - że robiła to wyłącznie po to, żeby pozbyć się go z domu. Czuła się jego obecnością zagrożona w jakiś sposób? Nie miał pojęcia, ale im więcej problemów mu robiła, tym starał się rzadziej wychodzić z pokoju, rzadziej rozmawiał też z Santiago, bo nie chciał, żeby mu zaraz zarzuciła, że podrywa jej męża albo coś w tym stylu. Jak by się jednak nie starał, to ta jędza wciąż znajdowała coś, o co mogłaby się przyczepić - a teraz wymyśliła sobie kradzież. Salvatierra był ciekaw czy faktycznie posiała gdzieś swój naszyjnik czy może specjalnie go gdzieś schowała, żeby teraz udawać, że jej zaginął i że Alvaro musiał mieć z tym coś wspólnego.
- Nie jestem nawet pewien jak wygląda szmaragd - wymamrotał w odpowiedzi, ale chyba nawet nie zdążył dokończyć tego zdania, bo kobieta zaczęła znów wrzeszczeć, a chwilę później została unieruchomiona przez zaciskającą się na jej szczęce dłoń Santiago. Alvaro, po raz pierwszy chyba widząc go w takim stanie, odruchowo cofnął się o krok, a potem o jeszcze jeden, wpadając plecami na futrynę. Wcześniej zdążył wejść nieco głębiej do pomieszczenia, uznając, że rozmawianie z nimi w progu będzie uznane za niegrzeczne.
- Nie okradłbym cię - odpowiedział po chwili krótko, patrząc na de la Sernę hardo, chociaż widać po nim było nagły lęk; bał się jednak samego zachowania mężczyzny, a nie tego, że zostanie przyłapany na kradzieży, bo niczego nie ukradł. - No soy un ladrón. Jestem ci wdzięczny za dom, który mi dałeś, za szkołę, do której mogłem wrócić i za wszystko, co dla mnie robisz. - przełknął ślinę, wciąż oparty plecami o futrynę, na którą chwilę wcześniej wpadł. - Si necesitara dinero, te lo pediría.

Santiago de la Serna

Złodziej w tym domu jest jeden

: pn kwie 06, 2026 11:47 pm
autor: Santiago de la Serna
- Bueno - odpowiedział Santiago, nadal nie puszczając szczęki żony. Miał ochotę ją uderzyć i to, że ją trzymał, powstrzymywało go przed innymi ruchami - Tak też sądziłem, że jesteś na to zbyt inteligentny i dobrze wiesz, ile byś ryzykował okradaniem mnie.
Popatrzył znów w oczy swojej żonie, a mięśnie na jego szczękach drgały nerwowo. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała ciężko.
- Widzisz, mi amor? - zapytał, cedząc słowa przez zęby - Chłopak cię nie okradł. Musiałaś gdzieś zgubić swój naszyjnik. Kupimy ci nowy... o ile przestaniesz się wreszcie czepiać tego dzieciaka i oskarżać go o coraz głupsze rzeczy.
Puścił ją wreszcie, ale nie odsunął się od niej, a ona wyglądała na co najmniej równie wystraszoną, jak Alvaro. Rozmasowała szczękę, patrząc na męża z obawą.
- On cię kiedyś wykończy - powiedziała już znacznie ciszej, niż przedtem - Chce tylko twoich pieniędzy i właśnie to powiedział: poprosi o nie.
Santiago parsknął śmiechem, w którym nie było ani krztyny wesołości - jego uśmiech raczej wyglądał jak grymas jakiegoś demona, który wyrwał się z czeluści piekielnych.
- Nie, nie to powiedział - jego głos teraz był warkotem drapieżnika - Nie zamierzam powtarzać żadnych argumentów, nie zamierzam dłużej o tym dyskutować. Jeszcze jeden najazd na Alvaro i się pożegnamy, kochanie. Mam dość twojej wojny przeciw niemu.
Tak naprawdę było mu też cholernie przykro, bo naprawdę kochał tę kobietę na początku ich związku. Wierzył, że mogą spędzić ze sobą resztę życia, chciał tego. Okazała się jednak zazdrosną, wredną kobietą, która nie chciała dzielić się Santiago absolutnie z nikim i robiła mu coraz więcej wyrzutów o różne rzeczy - o Alvaro, o jego zachowanie, o jego zwyczaje, o to, że nie mają dzieci... Ten ostatni argument padł wczorajszego wieczoru w sypialni, co zresztą być może Salvatierra również słyszał, bo zarzut nie został wypowiedziany cicho i spokojnie. Tiago czuł, że jego miłość do kobiety mocno osłabła, zaczynał mieć dosyć wiecznych pretensji i - choć z bólem serca - był coraz bardziej skłonny do rozwodu.

Alvaro Salvatierra

Złodziej w tym domu jest jeden

: wt kwie 07, 2026 12:15 am
autor: Alvaro Salvatierra
Alvaro wciąż patrzył to na jedno, to na drugie, a jego oczy były coraz większe i większe. Nie miał pojęcia jak wplątał się w to wszystko, ale na pewno nie chciał, żeby się przez niego kłócili, a teraz patrzył na to właśnie w ten sposób - że ich awantury są głównie przez to, że tu zamieszkał. Wiedział, że kobieta jest zazdrosna i naprawdę starał się spędzać z Santiago możliwie jak najmniej czasu, żeby nie wchodzić jej w drogę, bo nie chciał robić sobie wrogów, zwłaszcza w żonie swojego wybawiciela. To, że ograniczył z nim kontakt do minimum jednocześnie bardzo go bolało, bo naprawdę polubił de la Sernę, lubił z nim rozmawiać, mieli podobne poczucie humoru i czas w jego towarzystwie leciał mu naprawdę szybko. Nauczył go też paru sztuczek, jeśli chodziło o rysowanie, a w każdym razie przed tym, jak Alvaro zaczął go wręcz unikać, mimo wszystko starając się, żeby pomiędzy małżeństwem było możliwie jak najmniej kłótni. Początkowo myślał, że gdy odsunie się od mężczyzny, to jego żona mu odpuści i przestanie się jednocześnie kłócić z Santiago, ale najwidoczniej znalazła sobie teraz inny powód, by rozpętać im obu awanturę. Oskarżenie o kradzież bolało, jasne, ale nie tak bardzo, jak życie pod jednym dachem z Santiago i ciągłe próby unikania go, żeby tylko nie podpaść kobiecie, którą ten poślubił. Jak to kiedyś powiedziała Alvaro, stojąc w progu jego sypialni ze skrzyżowanymi na piersi ramionami: ona była tutaj wcześniej i ona zostanie na długo po nim.
Między innymi dlatego był wręcz zszokowany, gdy Santiago zagroził kobiecie rozwodem i to w dodatku jeśli znów napadnie na Alvaro; znów poczuł się winny ich kłótniom i nadchodzącemu rozpadowi ich związku.
- Nie zależy mi na jego pieniądzach, mam je gdzieś. I nie chce być powodem waszego rozstania i waszych kłótni. Przepraszam - wyksztusił przez zaciśnięte gardło, po czym odwrócił się na pięcie i oddalił się w pośpiechu w stronę swojego pokoju. Czuł, że nie może tutaj dłużej zostać, bo gdy zostanie, to faktycznie się rozwiodą, a przecież nie chciał być powodem rozstania Santiago z żoną. Rozejrzał się nieco bezradnie po pokoju, zastanawiając się, co może zabrać - teoretycznie były to jego rzeczy, bo Santiago mu je kupił, ale nie chciał być znów posądzony o kradzież. Ostatecznie wyjął więc kilka ubrań, których dorobił się przez te parę miesięcy pod dachem Santiago, wrzucił je do torby i stanął nad biurkiem, zastanawiając się przez chwilę, czy wolno mu zabrać ze sobą ołówki; przydałyby mu się, bo chciałby nadal kontynuować edukację, nawet jeśli znów będzie musiał mieszkać na ulicy. Koniec końców zgarnął ołówki delikatnie, niemal jakby dotykał szkła i włożył je do małej kieszonki torby, mając nadzieję, że mu się nie uszkodzą. Rzucił jeszcze tylko okiem na rysunek, ale ten pozostawił na biurku, uznając, że zaraz i tak się pogniecie, przerzucił torbę przez ramię i niemal biegiem ruszył w stronę drzwi wyjściowych, walcząc z lśniącymi w jego oczach łzami, żeby nie pozwolić im popłynąć po policzkach.

Santiago de la Serna

Złodziej w tym domu jest jeden

: wt kwie 07, 2026 12:27 am
autor: Santiago de la Serna
Nie dotarł jednak daleko. Santiago widział po minie chłopaka, że ten czuje się winny i niedługo po jego wyjściu poszedł za nim do pokoju, żeby porozmawiać. Złapał go akurat w momencie, gdy ten wybiegał w stronę drzwi; Tiago chwycił go za ramię i zatrzymał.
- Espera - rzucił wciąż ostrym tonem, ale nie chciał być ostry wobec chłopaka. Po prostu jeszcze nie uspokoił się po kłótni z żoną. Trzymał go jednak za ramię, mając nadzieję, że zdoła go odwrócić przodem do siebie - ¿Adónde vas?
Wciąż ciężko oddychał, bo nie zdołał się uspokoić jeszcze po tamtej wymianie zdań, a Alvaro z pewnością czuł na swoim ramieniu, że ręka Santiago drży lekko, jednak de la Serna robił wszystko, żeby się teraz uspokoić i nie straszyć młodego. I tak widział, że go nastraszył swoją wściekłością.
- No creo que te aburras viviendo aquí, así que ¿adónde vas? - zapytał już spokojniej - Esta es tu casa. Si de verdad quieres irte, vete, pero ten en cuenta que no quiero que lo hagas. Quiero que te quedes aquí para que puedas terminar tus estudios en paz y tener un buen comienzo en la vida.
Nie do końca wiedział, jak nawiązać do tego, że zagroził żonie rozwodem: nie chciał zwierzać się chłopakowi z problemów małżeńskich, ale miał wrażenie, że będzie musiał to zrobić, bo w przeciwnym razie Alvaro może nie uwierzyć, że to nie on jest powodem tej groźby; że składa się na nią wiele różnych czynników. Kłótnie były nie tylko o niego i były coraz częstsze - po prostu akurat chłopak był jednym z argumentów, żeby się wściekać na Tiago. Mężczyzna jednak nie był pewien, jak ma mu to powiedzieć.
- Quédate, por favor - powiedział jeszcze spokojniej i ciszej. Po jego minie było widać, że prosi szczerze i naprawdę obawia się, że Alvaro się wyprowadzi.

Alvaro Salvatierra

Złodziej w tym domu jest jeden

: wt kwie 07, 2026 3:27 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Alvaro miał nadzieję, że uda mu się wymknąć, ale z drugiej strony spodziewał się też, że Santiago dostrzeże jego przyspieszony krok w kierunku drzwi. Spodziewał się, że będzie chciał z nim porozmawiać. Mimo to wzdrygnął się lekko, gdy usłyszał jego głos za sobą i dodatkowo poczuł dłoń na swoim ramieniu. Nadal był wystraszony, bo to był pierwszy raz, kiedy widział go w takim stanie - takiego wkurwionego, warczącego, z dzikością i mordem w oczach. To, w jaki sposób złapał swoją żonę za szczękę wydało się Alvaro jednocześnie przerażające i seksowne; nie u każdego wydałoby się to chłopakowi pociągające, ale nie każdy facet był przecież Santiago.
Miał ochotę zapytać dlaczego miałby zostać, chciał wyszarpnąć ramię z jego uścisku, ale gdy obrócił się w jego kierunku po prostu nie mógł tego zrobić. Coś w postawie i spojrzeniu de la Serny sprawiło, że głos uwiązł mu w gardle. Przez chwilę przyglądał mu się z dołu, bo był jednak trochę niższy od mężczyzny, przygryzając dolną wargę i ewidentnie walcząc ze sobą. Poprawił torbę na ramieniu, kuląc się nieco, a odezwał się dopiero po opuszczeniu wzroku na swoje bose (jeszcze) stopy.
- To mój dom...? Mam wrażenie, że to raczej jej pałac, a ja jestem nieproszonym robakiem, który plącze jej się pod nogami i którego próbuje za wszelką cenę zdeptać. - nie krzyczał, właściwie nie podnosił nawet głosu, brzmiał raczej na rozżalonego, na granicy płaczu. - Ja naprawdę staram się jak najmniej jej przeszkadzać, ok? - przeczesał włosy nerwowym gestem dłoni i odłożył torbę na podłogę, wyglądając na zrezygnowanego. Jeśli przyjrzeć mu się dokładniej, to można było dostrzec drżenie jego ramion. - Staram się nie wchodzić jej w drogę. Nie zbliżam się w ogóle do jej garderoby ani do waszej sypialni, bo znów gotowa posądzić mnie o to, że cię uwodzę; bo oczywiście, gdy wracam z łazienki po kąpieli w samych gaciach, to idę celowo obok waszych drzwi, bo mam nadzieję, że cię spotkam i zaciągnę do łóżka - parsknął niewesoło, trzęsąc sie coraz bardziej.
- Myślisz, że ja nie chce zostać tutaj, gdzie pierwszy raz od dawna poczułem się jak w domu, gdzie mogłem się uczyć, kształcić, pod opieką kogoś, kto chce się o mnie troszczyć, a nie lać mnie pasem? Chciałbym, Santiago, lo juro. Ale jakbym się nie starał, nawet jeśli unikam cię jak ognia, żeby tylko nie posądziła mnie o próby zaciągnięcia cię do łóżka, to ona i tak coś na mnie znajdzie. Jak nie podrywanie cię, które ona sobie chyba wyśniła, to kradzież jej naszyjnika albo wyciąganie od ciebie pieniędzy! - popatrzył na niego płonącym wzrokiem; teraz już właściwie cały się trząsł, a z oczu popłynęły mu łzy smutku, żalu i psychicznego bólu, który odczuwał już też fizycznie. Nie wiedział co ma ze sobą zrobić, ale z nadmiaru emocji kręciło mu się już w głowie. Objął się ramionami, wpatrując się w podłogę i drżącym głosem dodał:
- Ale nie chciałem być powodem waszych kłótni ani tym bardziej rozstania. Będzie lepiej, jeśli się wyniosę, bo wtedy przestanie widzieć we mnie zagrożenie i może odpuści też tobie większość sprzeczek.

Santiago de la Serna

Złodziej w tym domu jest jeden

: śr kwie 08, 2026 10:01 pm
autor: Santiago de la Serna
Słuchając tego wszystkiego czuł, jak znów rośnie w nim wściekłość na żonę; dało się to również zauważyć w powoli zacieśniającym się uścisku palców Santiago na ramieniu chłopaka. Gdy w dodatku usłyszał, że kobieta oskarża chłopaka o uwodzenie, w oczach Tiago zapłonęły ognie piekielne, a jego twarz stężała. Zauważył w końcu, że coraz mocniej zaciska palce i być może już zdążył sprawić tym ból Salvatierrze, więc puścił jego rękę, próbując się opanować, ale na niewiele się to zdało. Miał ochotę ją pobić, widząc łzy chłopaka, a jego oddech stał się jeszcze cięższy. Mięśnie na jego szczękach drgały niebezpiecznie, a on sam przez jakiś czas się nie odzywał, obawiając się, jak może zabrzmieć - nie chciał straszyć młodego, a widział, że już dostatecznie go nastraszył swoim zachowaniem. Wreszcie jednak przełknął ślinę i przyciągnął go do siebie, obejmując ramionami i tuląc.
- Tú no eres la razón por la que rompimos - powiedział w końcu niskim, warczącym i drżącym głosem, próbując brzmieć łagodnie, ale doskonale słychać było jego furię - Ella es la razón. O tal vez yo; no lo sé, es difícil juzgar porque ya no estoy seguro de si estoy haciendo algo mal, si mis relaciones se están desmoronando o de qué se trata todo esto. Probablemente la estoy volviendo loca, haciendo que busque razones para atacarme. Pero tú no eres la razón por la que peleamos, solo eres el argumento en esas discusiones.
Wsunął palce w jego włosy, chcąc uspokoić przede wszystkim jego, ale samego Santiago również ten gest uspokajał, gdy czuł, jak włosy chłopaka przesuwają się między jego palcami.
- Por favor, no me evites. Pensé que no querías verme ni hablar conmigo tanto como al principio. Creí que tal vez estaba siendo demasiado entrometida, pero ahora veo que no era eso; solo quería que te dejara en paz. Entonces no me evites. Ella es el problema, no tú. Probablemente yo también sea el problema, pero definitivamente no tú.
Teraz jego głos już był nieco łagodniejszy, raczej pełen bólu, niż wściekłości. Kocur nie miał pojęcia, czy uda mu się zatrzymać tutaj Alvaro, ale miał taką nadzieję, bo naprawdę go polubił, chłopak stał się światełkiem w tym coraz mocniej pogrążającym się w mroku domu, dawał Santiago radość, a przede wszystkim - de la Serna widział, że młodemu jest tutaj dobrze i że chce się uczyć, chce wyjść na prostą i mieć normalne życie. Jeśli by się wyprowadził, mało prawdopodobne, że ułożyłby je sobie jakkolwiek normalnie.

Alvaro Salvatierra

Złodziej w tym domu jest jeden

: śr kwie 08, 2026 10:25 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Alvaro nie był dumny ze swojego wybuchu - nie chciał płakać, nie chciał robić scen, zresztą nie tak wychował go jego ojciec, który zawsze chciał mieć syna, a nie płaczącą ciotę. Problem w tym, że ostatnie kilka tygodni w połączeniu jeszcze z dzisiejszą kłótnią i z tymi bezpodstawnymi kobiety chyba przelały czarę goryczy w młodym chłopaku i musiały znaleźć jakieś ujście. Unikanie Santiago nie sprawiało mu przyjemności, wręcz przeciwnie, było dla niego szalenie trudne, bo naprawdę dobrze się czuł w jego towarzystwie i miał wrażenie, że de la Serna był jedyną osobą na świecie, która dostrzegła jego potencjał (którego on sam nawet jeszcze nie był pewien), jedyną, która w niego wierzyła i która chciała dla niego faktycznie dobrze: chciał przecież dać mu dom, choć wcale nie musiał tego robić, bo zaproponował mu to na ich pierwszym spotkaniu, chciał zapewnić temu młodemu człowiekowi - choć całkiem sobie obcemu - dach nad głową, możliwość kształcenia się i faktycznie perspektywy na to, żeby wyszedł na ludzi. To trochę tak, jakby Salvatierra znalazł rodzinę, której od śmierci matki de facto nie miał. Tygodnie, w których go unikał, żeby tylko nie rozwścieczyć bardziej Pani de la Serna, były więc dla niego porównywalne do tortur.
Czuł coraz mocniejszy uścisk palców na ramieniu, ale poza bólem, który faktycznie również poczuł, te zaciskające się coraz mocniej palce mężczyzny w jakimś sensie sprawiały, że czuł się... realny. Sprawiały, że Santiago również był realny i jego wściekłość, którą chłopak doskonale widział, wydawała się coraz bardziej gestem ochronnym, niż czymś, czego powinien się bać.
Nie protestował, gdy mężczyzna go do siebie przyciągnął i przytulił; zaszlochał tylko głośniej, bo emocje stały się jeszcze silniejsze i jeszcze trudniejsze do ogarnięcia i wtulił się w niego mocno, zaciskając palce na jego koszuli na plecach. Oparł głowę o jego ramię, prawdopodobnie mocząc łzami jego koszulę i próbując uspokoić jakoś skołatane nerwy; dłoń Santiago, która wsunęła się w jego włosy, faktycznie mu w tym pomagała. Brał coraz głębsze oddechy, coraz wolniejsze, starając się opanować, bo przez chwilę nie był nawet w stanie mu odpowiedzieć na to wszystko, co de la Serna mówił. W końcu jednak uspokoił nieco swój oddech i swoje zbyt szybko bijące serce i odezwał się, chociaż głos wciąż mu drżał i słychać było, że wciąż jest gdzieś na granicy rozpadnięcia się na kawałeczki.
- No tenía ninguna intención de evitarte; me dolió muchísimo. Simplemente... pensé que sería mejor así. Que si yo no estaba cerca de ti, ella no armaría un escándalo. - przyznał wreszcie, wciąż mocno ściskając materiał jego koszuli i gniotąc ją pewnie, ale w tym momencie jakoś nie mógł się o to troszczyć, bo za bardzo potrzebował jego bliskości i tego przytulenia. Potrzebował poczuć się ważnym i istotnym, a nie tylko przeszkodą w drodze do szczęścia kobiety, z którą dane mu było dzielić dach czy chciał tego czy nie. W końcu, po jakimś czasie milczenia i tulenia się do jego piersi, odsunął się odrobinę, żeby na niego spojrzeć, nie puszczając jednak jego koszuli, która w tym momencie stanowiła chyba jego kotwicę i uosobienie domu. - ¿De verdad quieres que me quede?

Santiago de la Serna