Strona 1 z 2

for she knows not what she does

: wt kwie 07, 2026 4:24 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Naprawdę nie sądziła, że umówi się z River na wieczór. Już samo to, że dziewczyna się do niej odezwała wydawało się dziwne. Nie miała pojęcia, czego ta mogła od niej chcieć po ostatnim spotkaniu na cmentarzu, które przybrało zupełnie nieoczekiwany obrót.
Nie miała pojęcia, co tam się stało. Miała wrażenie jakby coś ją zamroczyło w momencie, gdy Cross przyciągnęła ją do siebie i pocałowała w tak bezpardonowy sposób. Nie była też w stanie powiedzieć, co właściwie miała w głowie, gdy odpowiedziała tak ochoczo na każdy kolejny pocałunek oraz dotyk. Co ona chciała jej udowodnić? Chyba po prostu dała się zanadto ponieść. Zwłaszcza biorąc pod uwagę ich wcześniejszą rozmowę odnośnie bycia muzą Cross. Oby faktycznie do czegoś jej się to przysłużyło...
Siedziała przy jednym ze stolików dosyć blisko sceny, na której znajdował się zespół rockowy grający głównie covery Type O Negative. Ten wieczór miał być hołdem dla Petera Steele'a z okazji szesnastej rocznicy śmierci. Prescott nie mogła tego w żaden sposób przegapić.
Wokalistka stojąca w półmroku baru przy mikrofonie miała niebywale przyjemny dla ucha głos. Głęboki, niski i naprawdę bogaty w swoim brzmieniu. Nie miała większych problemów z oddaniem charakteru poszczególnych utworów, które zespół odwzorowywał całkiem wiernie. Nawet jeśli dodawali jakiś własny twist i charakterystyczny dla siebie styl to wciąż pozostawali dosyć blisko oryginału, wzbogacając go jedynie o pewne szczegóły.
Miała przed sobą parę pustych kieliszków po szotach oraz na wpół dopite piwo, które zamówiła jakiś czas temu. Czuła jak od spożytego alkoholu płoną jej policzki i kark. Zdecydowanie zdołała się już lekko wstawić, ale nie było w tym nic złego. Przynajmniej była rozluźniona. Gorzej, że pomieszczenie wydawało jej się naprawdę duszne i pewnie niedługo będzie musiała zaczerpnąć świeżego powietrza... Lub też po prostu wyjść, aby gdzieś za budynkiem wypalić trzymanego w kieszeni jointa.
Zespół zaintonował właśnie pierwsze nuty Christian woman z łagodnym wstępem oraz hipnotyzującym wokalem, który stojąca na scenie kobieta momentami niemalże mruczała do mikrofonu, przyprawiając Prescott o gęsią skórkę i przemykające po plecach dreszcze. Dokładnie wtedy dostrzegła też kątem oka zbliżającą się w jej stronę River.
- Hej - przywitała się nadzwyczaj zadowolonym głosem do czego musiało się zdecydowanie przyczynić te kilka drinków. - Jednak mnie nie wystawiłaś.
W jej oczach igrały ogniki rozbawienia, a wargi rozciągnęły się w dosyć delikatnym uśmiechu. Normalnie zapewne nie zareagowałaby tak na jej widok, ale dźwięki uwielbianej piosenki oraz procenty zdecydowanie robiły swoje.

River Cross

for she knows not what she does

: wt kwie 07, 2026 9:28 pm
autor: River Cross
004
Zdecydowanie nie powinna umawiać się z nią na wieczór. Po cholerę w ogóle ciągle miała do niej jakikolwiek kontakt na telefonie? Powinna wykasować numer, zablokować ją na wszelkich social mediach i liczyć, że już w życiu na siebie nie wpadną. No właśnie, dopiero po życiu – to byłaby w stanie znieść. Spotykały się przecież w tak absurdalnych miejscach, że zaświaty totalnie by się w tym wszystkim sprawdziły.
Nie dostała jednak zaproszenia ani do Valhalli, ani do Avernusa, ani do żadnego miejsca, do którego nie byłyby w stanie zaprowadzić ją mapy na telefonie. Początkowo w ogóle nie była pewna, czy do jakiegokolwiek spotkania dojdzie. Napisała do niej w przypływie jakiegoś idiotycznego impulsu i w ogóle nie zdziwiłaby się, gdyby Ruelle ją zignorowała. A jednak do niczego takiego nie doszło. Odpowiedziała – jak na siebie – całkiem zwyczajnie. I wybrała całkiem zwyczajne miejsce. Może to wszystko było po prostu jakimś niecnym podstępem? Cross powinna mieć się na baczności.
Weszła do zatłoczonego baru, rozglądając się wokół uważnie. Nie sprawdziła wcześniej, co to za miejsce, po prostu podążała za strzałką na mapach, wierząc, że nie wyląduje w żadnym rowie. Muzyka na żywo jej odpowiadała, to zawsze robiło doskonały klimat. Potrzebowała chwili, żeby dotarło do niej, czego właściwie słucha. Kobiecy głos nieco zbił ją z pantałyku i dopiero jeden z gitarowych riffów rozjaśnił jej sytuację. Jakoś jej to wszystko pasowało do wizji Prescott, którą miała w głowie. Ach, no właśnie. Przydałoby się ją znaleźć.
Na szczęście nie trwało to długo. Ruszyła w jej stronę, na razie kompletnie ignorując bar. Alkohol nie zając. Przesunęła wzrokiem po sylwetce dziewczyny, odruchowo dokładnie ją badając. Na siedząco miała paskudnie ograniczone pole widzenia. Że też nie mogła zająć miejsca na jednym z hookerów przy ladzie. Cross uniosła zaskoczona brwi, słysząc entuzjastyczny ton, którym nie obtoczyła żadnej kąśliwej uwagi. To zdecydowanie była zasadzka. Będzie musiała mieć się na baczności, jeśli nie chce postradać przez nią zmysłów. Spojrzała na szkło tłoczące się na stoliku i pokiwała głową ze zrozumieniem. No dobrze, to mogłaby jakaś sugestia względem tej całej radochy.
— Jak mogłabym cię wystawić, skoro zaprosiłaś mnie na randkę? — Wsunęła palce do pustych kieliszków, żeby zgarnąć je wszystkie na raz ze stolika. Najwyraźniej była bardzo w tyle, a była zbyt dobrze wychowana, by na to pozwolić. Bez dalszych słów wyjaśnień obróciła się na pięcie i skierowała w stronę ominiętego baru.
Poszło całkiem sprawnie, ale to pewnie przez to, że wjebała się w kolejkę. Wróciła do stolika z sześcioma kieliszkami ustawionymi równo na drewnianej belce. Rozłożyła trzy kieliszki przed Ruelle i dopiero wtedy usiadła na krześle na przeciwko.
— Jak myślisz, co chcę ci pokazać? — zapytała, wyjmując jeden kieliszek z belki dla samej siebie. Złapała go nonszalancko w dwa palce i uniosła do ust, ale powstrzymała się przed wypiciem, widząc, że jej towarzyszka się ociąga. Skinęła głową w stronę przyniesionych dla niej kieliszków, zachęcając ją tym samym do dołączenia.

Ruelle I. Prescott

for she knows not what she does

: wt kwie 07, 2026 11:26 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Powinny dać sobie już spokój. Nie widziały się tyle lat i wszystko było dobrze, a teraz powstawały jedynie kolejne komplikacje. Nie były w stanie się znieść, ale jednak ciągnęło je do siebie. Jakby właśnie te ciągłe przytyki i złośliwostki były tym, co je napędzało. Może nawet powoli stawały się częścią codzienności tak jak działało to w liceum?
Szkołę jednak miały już dawno za sobą. W teorii były dorosłe. W rzeczywistości dalej zbyt młode, aby wiedzieć cokolwiek o życiu. Może i Prescott pracowała. Może i studiowała medycynę oraz odbywała praktyki w lokalnym szpitalu, ale w pozostałych sferach życia... Dalej była cholernie niedoświadczona i niesamodzielna. Ot, duże dziecko, które mogło pić i wracać do domu grubo po zmroku. Nic zatem dziwnego, że zniżała się do dziecinnych pyskówek z River. Może to było jedynie kolejne przedłużenie tych szkolnych czasów i przekucie je w coś tylko nieco nowego?
Mogła czekać przy barze. Mogła wypić tam kilka szotów i być nieco lepiej widoczną dla Cross, ale zrezygnowała z tego pomysłu, gdy tylko trafiła na zdecydowanie zbyt natarczywego mężczyznę, który usilnie chciał się z nią zaprzyjaźnić. Na sali ryzyko takich interakcji było mniejsze. Zwłaszcza tak blisko sceny, gdzie takie zachowania mogły być łatwo wychwycone przez innych i zaadresowane. Na pewno żaden facet nie chciałby być wywołany z tłumu za narzucanie się młodej dziewczynie. Dlatego też mogła cieszyć się nieco większym spokojem. Oraz całkiem dobrym piwem pochodzącym z tutejszego browaru. Z pewnością było czym się szczycić.
Nie miała nawet pojęcia jak długo czekała na przyjście Cross. Normalnie pewnie próbowałaby to oszacować na podstawie liczby piosenek, które zdołała przesłuchać, ale zadanie miała zdecydowanie utrudnione przez to, że w dyskografii Type O Negative znajdowały się zarówno ledwie trzyminutowe utwory jak i takie, które potrafiły trwać minut kilkanaście. Na pewno jednak czasu wystarczyło na osuszenie kilku szotów oraz połowy piwa.
Oparła się wygodnie łokciem o blat stolika i wsparła głowę na dłoni, aby przyjrzeć się uważniej River, która wydawała się być nieco zaskoczona tak ciepłym powitaniem. Czy można było jednak ją o to winić, gdy miała tak wyśmienity humor? Może jej entuzjazm ulegnie zmianie, gdy tylko każe się, że jednak Cross drażni ją bardziej niż ustawa przewiduje.
- Nie zaprosiłam. Sama się wprosiłaś i na pewno nie jest to randka - sprostowała, wbijając w nią już o wiele ostrzejsze spojrzenie, ale nie zareagowała na sprzątanie przez nią pustych kieliszków.
Mogłaby pewnie dodać coś jeszcze, ale wtedy dziewczyna odmaszerowała od jej stolika z pustym szkłem. Prescott kusiło coś jeszcze za nią zawołać, ale zamiast tego po prostu siedziała grzecznie na miejscu, a w jej głowie echem odbijało się eteryczne Corpus Christi słyszalne gdzieś obok głosu wokalistki tkwiącej wciąż w pierwszej połowie kultowego utworu.
W końcu jednak River powróciła. Miała ze sobą deseczkę ze świeżymi szotami, a Ruelle zerknęła z pewną wątpliwością na postawione przed nią kieliszki. Z jednej strony kusiło ją, aby ich skosztować, ale głos z tyłu głowy podpowiadał, że będzie tego żałować.
- Chcesz mnie upić i wykorzystać? - zapytała z rozbawieniem, widząc to jak Cross sięga po swojego szota i specjalnie opóźnia wychylenie go, bo najwyraźniej nie była tutaj po to, aby nadrabiać, a po to, aby utrzymywać równe tempo.
Pierdolić to.
Przechyliła szkło, wlewając w gardło całą zawartość szkła. Alkohol zapiekł ją w gardle i sprawił, że do oczu napłynęły łzy. Skrzywiła się i otarła wilgotne wargi wierzchem dłoni nim skupiła się w pełni na pytaniu, które zadała jej River.
- Obstawiam, że jednak nie kotki w piwnicy - mruknęła, nawiązując do swojej wcześniejszej wypowiedzi. - W takim razie może... Coś co narysowałaś? Albo kamień z napisem love.
Nie miała najmniejszego pojęcia. Trochę ją to jednak intrygowało, bo nie sądziła, aby dziewczyna miała jakikolwiek powód do tego, aby tym razem spotkać się z nią z pełną premedytacją.

River Cross

for she knows not what she does

: śr kwie 08, 2026 12:57 pm
autor: River Cross
Chciała czuć się lepsza niż ktoś, kto decyduje się na szczeniackie zagrywki, ale chyba powinna przestać się oszukiwać. Nie była przecież aż tak dorosła, miała przed sobą jeszcze większość życia. Ledwo co weszła w dorosłość. Nie mogła zgrywać pokręconej studentki, bo postanowiła kopnąć edukację w dupę zaraz po wyjściu z liceum, ale jej mentalność niewiele różniła się od znajomych, którzy przedłużali sobie młodość uniwersytetem. Ona po prostu nie miała na to żadnego papierka. Obecność Ruelle w jakiś sposób ją odmładzała jeszcze bardziej, cofała do szkoły, nad którą wcale nie chciała spędzać za dużo czasu. Nie żeby źle wspominała liceum, to był całkiem dobry czas, ale zasługiwał na zostawienie go w przeszłości. Ale czy naprawdę tak myślała, skoro ciągle lgnęła do Prescott?
Uśmiechnęła się pod nosem, gdy tylko dziewczyna zaczęła się buntować przeciwko jej słowom. Oczywiście, że to nie była żadna randka. I – formalnie rzecz biorąc – zdawała sobie sprawę, że to ona ją tutaj zaprosiła. Ale to nic. Dużo ciekawiej było podkurwiać Rue niż po prostu przyznać jej rację.
— Mhm — mruknęła tylko z totalnym niedowierzaniem, zanim zniknęła przy barze. Skoro Prescott tak świetnie bawiła się, zanim do niej dotarła i być może będzie chętna na picie dalej, to może nawet uda jej się zapędzić ją w kozi róg i zmusić potem do przyznania, że to jednak jest randka i zaprosiła ją z pełną premedytacją? Nie, żeby jej na takich deklaracjach zależało, nigdy w życiu. Po prostu chciała się z nią nieco podrażnić.
— Chcę cię upić i wykorzystać — potwierdziła, skinąwszy głową. Nie wiedziała jeszcze, w jaki sposób mogła ją wykorzystać – poza doprowadzaniem ją do kurwicy, ale na pewno wymyśli coś w ciągu wieczoru. Wszystko zależy od tego, jak słabą głowę miała Prescott. Jeżeli kilka dodatkowych kieliszków wystarczy, by się odcięła od tej imprezy, to trudno. Nie będzie żadnej zabawy, po prostu odstawi ją do taksówki i znowu skupi się na sobie.
Przechyliła kieliszek, opróżniając jego zawartość na raz. Wódka paliła nieprzyjemnie w gardło, ale Cross specjalnie się tym nie przejęła. Wiedziała, że jeszcze kilka razy i przestanie jej to robić jakąkolwiek różnicę. Ściągnęła brwi, przyglądając się reakcji jej towarzyszki. Najwyraźniej nie wszyscy byli w stanie przyzwyczaić się do tego smaku z biegiem wieczoru.
— Znowu masz rację — przyznała, sięgając od razu po następny kieliszek. Stuknęła nim w jedno z pełnych szkieł tanatopraktorki i przechyliła, nie czekając, aż dziewczyna zrobi to samo. Wstała z miejsca i przesunęła krzesło tak, by usiąść tuż obok niej, a nie na przeciwko, jak do tej pory. Wyjęła z plecaka szkicownik. Przesunęła puste szkła, by zrobić na stoliku nieco miejsca i nie ryzykować zalaniem jej cennych rysunków. W końcu położyła przed nią na blacie otwarty notes. Co do tożsamości modelki nie mogła mieć żadnych złudzeń. To była Ruelle. Leżała na łóżku z ręką zarzuconą wysoko za głowę, palce wpiły się w prześcieradło jak w coś, czego desperacko nie wolno było puścić. Powieki miała szczelnie zaciśnięte, a wargi rozchylone. Rysunkowa twarz zastygła w wyrazie rozkoszy tak intensywnej, że aż bolesnej. Wilgotne włosy rozsypywały się wokół niej bez ładu. Sukienka, kompletnie przemoczona i ciężka, przylegała do klatki piersiowej niczym druga skóra. Rysunek kończył się tuż pod piersiami. To, co działo się z drugą ręką, pozostawało niedopowiedzeniem. Cross nachyliła się bliżej swojej towarzyszki bez cienia skrępowania. Badała wzrokiem piegi przy nosie. Cmoknęła cicho niezadowolona, bo dostrzegła rozbieżność między rzeczywistością, a rysunkiem. Szkic był drobiazgowy, ale nie był lustrem. Jeszcze nie. Ktoś niezaznajomiony z jej twórczością zobaczyłby tylko pewną siebie kreskę, szarpaną i ostrą, pełną nerwowego napięcia. Dla każdego, kto miał okazje obserwować jej dzieła, styl był tak rozpoznawalny, że niemal zuchwały. Styl, w którym potrafiła zamknąć to, czego słowa nigdy nie byłyby w stanie ogarnąć. A prawdziwa rozkosz, oddawana całym ciałem, była właśnie tym rodzajem emocji, dla których ten styl powstał.
Zastukała niecierpliwie paznokciami o blat stołu, odchylając się tak, by móc oprzeć się o własne krzesło. Wpatrywała się wyczekująco w rzeczywistą Ruelle, najwyraźniej oczekując jakiegoś komentarza.

Ruelle I. Prescott

for she knows not what she does

: śr kwie 08, 2026 2:29 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nie dało się zaprzeczyć temu, że w pewien sposób to wszystko było niczym powrót do liceum. Chociaż istniały pewne istotne różnice. Na pewno dużo lepiej zdawały sobie sprawę czego pragnęły od życia i do tego dążyły. Może nie do końca w pewnych aspektach, ale wiedziały też, co robią. Przynajmniej tak wydawało się być przez większość czasu... Bo w obecności River Cross, Ruelle kompletnie nie miała pojęcia, co robi. Dziewczyna po prostu idealnie naciskała w odpowiednie miejsce, aby wywołać pewne w zasadzie niekontrolowane reakcje.
Buntowała się z prostej przyczyny: Prescott nie interesowały randki. Co najwyżej mogła się z kimś spotykać: na drinka, na obiad czy wyjście do kina. Z pewnością nie ciągnęło jej do czegoś takiego jak randkowanie, bo to oznaczało jakąś konkretną intencję i występowanie romantycznego szajsu, na który zdawała się być uczulona. No i nie zapominajmy o tym, że to właśnie River nagabywała ją w wiadomościach, aby zaprosiła ją w jakieś miejsce, w które zwykle zwykła chadzać. No i tak oto skończyły w Eastbound.
- Wiedziałam - rzuciła triumfalnie, celując w Cross swoim kieliszkiem. - Tylko uważaj. Nie jestem taka łatwa.
Chyba obie zdawały sobie sprawę z tego, że nie była to do końca prawda. Zwłaszcza, że Rue już na trzeźwo lgnęła do rysowniczki zdecydowanie mocniej niż powinna. Trudno było zatem ocenić to jak mogłaby się zachowywać, gdy wleje już w siebie kilka głębszych i zacznie być nieco bardziej przyjacielska niż na co dzień.
Setka wódki wlana prosto w gardło paliła mocniej niż mogła się tego spodziewać. Zapewne dlatego, że wcześniej zamawiała te bardziej fikuśne szoty. Arbuzowe, które miały w sobie dużo łagodniejszy i słodszy smak, który nie był tak agresywny. Niemniej pewnie do tego przywyknie. Zapiła jeszcze ten nieprzyjemny smak piwem i uniosła brew, gdy tylko River przyznała jej po raz drugi rację. Niebywałe. Zwykle nie zgadzała się z nią w niczym.
Ruelle poruszyła się na własnym krześle, gdy tylko Cross przesiadła się tak, aby usiąść obok niej. Uderzyła własnym kolanem o to należące do rysowniczki i otarła się o nią ramieniem, gdy tylko pochyliła się zdecydowanie zbyt blisko niej.
Przyjrzała się uważnie prezentowanemu przez River rysunkowi. Nie miała wątpliwości, co do tego kogo miał on przedstawiać. Rozpoznała własną twarz, która na papierze przedstawiała obraz prawdziwej ekstazy. Cały szkic wprost ociekał erotyzmem, ale nie był przy tym w żaden sposób wulgarny. Przedstawiał czyste ucieleśnienie doczesnych przyjemności.
Na moment pogrążyła się w studiowaniu wszystkich linii, które układały się w niezwykle znajomy widok. Chociaż wybrzmiewająca w tle piosenka powoli skłaniała się ku końcowi to jednak w jej głowie pojawił się nagle tekst z pierwszej zwrotki.

An image burning in her mind
And between her thighs

Ten obraz na pewno wypali się w jej pamięci. Ponadto naprawdę to czuła. Wpatrywała się we własną podobiznę i miała wrażenie, że jej własne ciało zdaje się płonąć wspomnieniem niedawno przeżywanej rozkoszy. Nie miała pojęcia jakim cudem River potrafiła to sprawić.
Odwróciła głowę w jej kierunku. Jakim cudem znalazły się nagle tak cholernie blisko siebie? Widziała jak jej oczy lśnią w nikłym świetle rozjaśniającym bar na tyle, aby nie był pogrążony w zupełnych ciemnościach. Prescott prawie otarła się nosem o jej policzek, ale zamiast pochylić się i zminimalizować odległość, która zdawała się być raz jeszcze wprost nie do zniesienia, spróbowała odnaleźć jakieś słowa w gardle.
- Czyli jednak skutecznie cię natchnęłam inspiracją - mruknęła z nieco zbyt wielką pewnością siebie, ale zaraz jej głos opadł o ton niżej. - A co potem? Narysujesz mnie jak jedną ze swoich francuskich dziewczyn?
I choć Ruelle nie cierpiała Titanica tak jednak ten tekst wydawał jej się być jak najbardziej na miejscu.

River Cross

for she knows not what she does

: śr kwie 08, 2026 7:18 pm
autor: River Cross
Uniosła brew, patrząc na nią z mieszanką rozbawienia i niedowierzania. Do tej pory pokazywała się jej przede wszystkim jako łatwa. Czyżby po alkoholu zmieniała się o sto osiemdziesiąt stopni? To dopiero byłoby dziwaczne. A może po prostu poprzeczka była ustawiona naprawdę nisko? Miała ochotę odpowiedzieć jej całą masą zgryźliwości, ale ugryzła się w język. Coś w środku powstrzymało ją od dodatkowego denerwowania już podchmielonej Prescott. Chyba miała za miękkie serce. Może powinna uznać to za eksperyment? Skoro rozmówczyni była tak wypełniona pozytywną energią, to powinna się dostosować. Przynajmniej mniej więcej. Nie znała jej jeszcze od tej strony. Może znajdzie w niej coś intrygującego? Albo chociaż cokolwiek, co nie będzie jej potem tak cholernie kręcić wkurwiać.
Nie umknął jej uwadze dotyk, który zainicjowała Ruelle. A może to jednak był przypadek? Po prostu się poruszyła, a siedziały teraz naprawdę blisko, to wcale nie musiało być planowane. Ale czemu miałoby nagle nie być? Nie odstręczało jej to w żaden sposób, przecież sama się przysunęła i bez żadnego skrępowania obserwowała jej twarz z bardzo bliska. A jednak River sama z siebie jej nie tknęła i nie spodziewała się, że Prescott tak szybko doprowadzi do jakiegokolwiek kontaktu. Chyba znów miała nad nią jakąś przewagę, tym razem w postaci trzeźwości.
Przyglądała się nie tylko jej piegom, ale całej mimice. Chciała poznać jej zdanie. Ludzie reagowali czasami na takie rysunki dziwacznie, ale nie spodziewała się raczej po tanatopraktorce jakiegoś zawstydzenia. Nie wyglądała na zmieszaną i to chyba nie była wyłącznie kwestia gry aktorskiej. To akurat River bardzo odpowiadało. Uznałaby krępację za jakiś skrajny kretynizm, biorąc pod uwagę, co ostatnio wyprawiały na poświęconej ziemi. Nie dostrzegła również zbyt wielu innych reakcji. Kwestionowała każdą mikroekspresję, jaką wyłapała. Nie chciała sobie za dużo sama dopowiadać, ale po tym, jak dziewczyna potraktowała ją ostatnio, było to bardzo trudne.
— A zapozujesz dla mnie? — odbiła piłeczkę, niezrażona pochłaniającą je bliskością. Powinna się obrazić i wyjść za tę próbę porównana jej twórczości do tych bohomazów z tego dziwacznego filmu, ale to również postanowiła sobie odpuścić. Zdecydowanie miała dzisiaj zbyt miękkie serce.
— Powiedz mi, co o tym myślisz — dodała ciszej, odruchowo odzwierciedlając obniżony ton, którym próbowała skusić ją Ruelle. To zdecydowanie nie była prośba. Nie miała zamiaru być uległą, gdy w grę wchodziło niemal wszystko, co się dla niej na tym świecie liczyło, czyli sztuka. Jej sztuka. Pozwoliła się pochłonąć tej dziwacznej inspiracji i myślom, które skutecznie przeszkadzały jej w funkcjonowaniu od ostatniego spotkania. Nie miała zamiaru trwać w tych emocjach sama, chciała wciągnąć w nie Prescott równie brutalnie, co w pocałunki.

Ruelle I. Prescott

for she knows not what she does

: śr kwie 08, 2026 9:59 pm
autor: Ruelle I. Prescott
W rzeczywistości mogła być łatwa, ale utrzymywała, że było zupełnie inaczej. Tylko, że mając podwyższony poziom alkoholu we krwi nieco łatwiej przychodziło jej łaszenie się do znajdujących się obok osób, a aktualnie miała przy sobie jedynie River. Cała nadzieja była w tym, że jednak te przyniesione przez rysowniczkę szoty nie dobiją ją na tyle, by oparła się o jej ramię i szukała w niej nieco bardziej fizycznego wsparcia, gdy już siedzenie prosto na krześle w ludzkiej pozycji zacznie się zdawać zatrważająco nudne.
Dotyk ten z pewnością nie był czymś wykalkulowanym i zaplanowanym. Był naturalny. Może nieco niezdarny ze względu na to, że wcięta Prescott zdawała się nie do końca zdawać sprawę z tego jak wiele przestrzeni wymagał z jej strony dany ruch, ale nie stała za tym jakakolwiek intencja. Przynajmniej tym razem zachowywała się w towarzystwie dziewczyny niezwykle naturalnie i swobodnie. Jakby nareszcie opuściła całkowicie gardę.
Nie miała powodów do tego, aby czuć się zawstydzoną. To nie było w jej stylu. Zresztą rysunek nie był w żaden sposób obsceniczny, a nawet jeśli to co z tego? Ostatnim razem o mało nie zapomniały się w sobie na lokalnym cmentarzu, więc z pewnością nie było dla nich żadnych świętości. Jeden czy dwa pocałunku więcej i mogłaby skończyć z Cross pomiędzy swoimi udami na jakiejś zimnej płycie nagrobnej.
- Mhmm... Musiałaś naprawdę się napracować, aby stworzyć coś takiego bazując na własnej pamięci i wyobraźni. Ciekawi mnie jakbyś sobie poradziła mając przed sobą pomoc wizualną... - mruknęła i chyba po raz pierwszy zrezygnowała całkowicie z jakichkolwiek zagrywek.
Flirtowała z nią bezczelnie. Przestawała udawać, że było to czymkolwiek innym. Najpewniej te kilka kieliszków wódki odblokowało w niej pewną szczerość. Może nie do takiego stopnia jakiego oczekiwałaby od niej River, ale zawsze było to coś.
- Podoba mi się. Nikt nigdy nie zrobił dla mnie czegoś podobnego - odpowiedziała bez większego wahania, obracając się na krześle tak, aby usiąść na nim bokiem. - I chociaż cholernie mnie to boli to muszę przyznać, że masz niezłą kreskę...
Może miała jakiś dzień dobroci dla zwierząt albo faktycznie przemawiał przez nią teraz alkohol. To jedno mogła jednak przyznać. Cross była niezła jeśli chodziło o rysunek i temu nie była w stanie zaprzeczyć. To jakie to w niej wywoływało uczucia było czymś zupełnie innym.

River Cross

for she knows not what she does

: czw kwie 09, 2026 12:09 pm
autor: River Cross
Nowa wersja Prescott bardzo ją ciekawiła. Nie zdążyła się jeszcze porządnie nauczyć tej domyślnej, a już musiała intensywnie nadrabiać tę zaktualizowaną. Wolałaby najpierw dokończyć jedno zadanie, a potem brać się za następne, ale przecież nie będzie kłócić się z losem, który jej sprezentował dzisiaj właśnie taką Ruelle. Gorzej, jak okaże się, że ta jest zadziwiająco sympatyczna. Jakieś takie to będzie... nienaturalne w jej przypadku. Ale może wyjdzie Cross na dobre? Była na tyle pokręcona, że mogła stracić nieco sympatii do tej prostej i przyjemnej wersji. Oczekiwała przecież wyzwań, a nie wygody.
— Sprawdź, jeśli cię to ciekawi. Przyjdź do mnie, rozbierz się i zacznij się dotykać, a ja będę cię rysować — zaproponowała, przesuwając wzrokiem po jej szyi, tali i nogach, jakby już teraz planowała w głowie kolejny rysunek. Właściwie dokładnie tak było. Zawsze uważała, że ma wyjątkowo rozbudowaną wyobraźnię. Miała też szczęście do świetnej pamięci do twarzy. Ale to było niewystarczające. Nie chciała rysować jej na podstawie wyłącznie własnych fantazji, nie była przecież fikcyjna. Była wręcz boleśnie rzeczywista i przez to miała ochotę ją odwzorowywać, bez dopowiadania sobie niczego.
Drgnęła niepewnie, nie będąc pewną, jak ma to ocenić. Fakt, że nikt jej wcześniej nie rysował, a przynajmniej nie w takim kontekście, połechtał jej ego. Ale nie była pewna dlaczego. Bardzo często rysowała swoich znajomych i często pokazywała im efekty swojej pracy. Czasem szkice po prostu nie wychodziły i ginęły zgniecione w koszach, ale nigdy nie zrezygnowała z zaprezentowania swojej twórczości przez wstyd albo jakąś niepewność. W każdym razie rysowanie tego, na co lubiła patrzeć, było dla niej całkowicie naturalne i w innej sytuacji pewnie nawet nie uznałaby tego za coś wyjątkowego. A jednak w ustach Prescott zabrzmiało to tak, jakby to naprawdę było czymś. Pewnie znowu sobie coś niepotrzebnie wmawiała. Na całe szczęście dziewczyna szybko ją wybiła z tego zamyślenia.
Niezłą? — prychnęła niezadowolona, wypuszczając z ust ten epitet z obrzydzeniem. Wyprostowała się nieco, nie mogąc pomieścić w sobie tej urażonej dumy. W ogóle jej to określenie nie smakowało. Stało bardzo daleko od tego, co uważała na swój temat. Ale może była w stanie usprawiedliwić jakoś tę ignorancję Ruelle. Skoro faktycznie nikt jej wcześniej nie zasypywał podobnymi szkicami, to skąd ma wiedzieć, co jest wartościowe? Była gotowa do wszczęcia wielkiej awantury i uświadomienia jej, jak bardzo była w błędzie... ale odpuściła. Wywróciła oczami, odrzucając te wszystkie myśli w kąt. Do pijanej to już na bank nie przemówi. W zamian nachyliła się do niej ponownie, zatrzymując się przy jej uchu.
— Pasujesz mi do ołówków — wyszeptała, nie zmieniając pozycji. W jej ustach był to naprawdę wyjątkowy komplement, nie wszyscy przecież tak dobrze układali się w stawianych przez nią kreskach. Rysowanie Ruelle przyszło jej bardzo naturalnie, jakby ręka wiedziała lepiej, co robić niż głowa.

Ruelle I. Prescott

for she knows not what she does

: czw kwie 09, 2026 1:42 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Jeszcze nie miała okazji do tego, aby obcować z nią w takim wcieleniu. Całe szczęście jeszcze nie miała w sobie wystarczającej ilości drinków, aby stracić kontrolę nad językiem. To był ten moment, gdy na wierzch przebijał się bardziej latynoski temperament, a ona sama coraz częściej zapominała poszczególnych słów, przechodząc na bardziej zaawansowany spanglish. Na razie jednak wystarczyło jej subtelne naruszanie przestrzeni osobistej River.
- Brzmi sensownie - stwierdziła rzeczowym tonem, który był w stanie przekonać Cross, że po tych kilku kieliszkach wódki byłaby w stanie uznać każdy rzucony jej pomysł za sensowny. - Tylko w sumie, co bym z tego miała?
Jeszcze przemawiała przez nią jakaś interesowność. Potrzebowała odrobiny zachęty, aby tak po prostu się zgodzić. Dlatego też rozsiadła się jeszcze wygodniej. Oparła się łokciem o oparcie krzesła, aby wesprzeć jakoś nieco zbyt ciężką głowę i wyciągnęła nogi, które ułożyła na kolanach Cross. W tym momencie była to dla niej dogodna pozycja, w której mogła wysłuchiwać dalszych propozycji rysowniczki.
Raczej nie miała znajomych, którzy trudnili się podobnym zajęciem. Nic zatem dziwnego, że River mogła być pierwsza. Zwłaszcza z podobnym szkicem. Chyba, że Ruelle nie mogła po prostu odszukać podobnego wspomnienia w przyćmionym przez alkohol umyśle. Na pewno jednak taki gest ze strony dziewczyny wywoływał w niej prawdziwą gamę przeróżnych, czasami całkiem sprzecznych emocji. W końcu nie przepadała za nią, ale taki rysunek był czymś... wyjątkowym.
- Niezła... Un dibujo bueno... - jakby powtórzenie komunikatu w języku hiszpańskim miało odnieść jakiś lepszy efekt.
Na chwilę chyba zapomniała, że River poza angielskim operowała jedynie francuskim. Możliwe, że to już powoli był ten etap. Zwłaszcza, że wychyliła już ostatniego z zakupionych przez Cross szotów. Przez moment jeszcze obserwowała River jakby naprawdę była najciekawszym zjawiskiem w tym barze. Bardziej interesującym nawet od wokalistki, która właśnie śpiewała black no. 1. Atmosfera z pewnością zrobiła się dużo bardziej intymna. Przyjemna. Nie sądziła nawet, że jej krótki komentarz, który miał być wyrazem uznania będzie dla Cross niczym potwarz. A ten raz naprawdę chciała być miła.
- To był najbardziej... naj... najniezwykalniejszy komplement jaki w życiu usłyszałam - powiedziała, popadając w dosyć oryginalne słowotwórstwo.
Ledwo jednak wypowiedziała te słowa, a zaraz ściągnęła nieco brew w zamyśleniu. Jej umysł zaczął przerzucać obecne w jej głowie leksykony, analizując dokładnie ich zawartość... Extraño... Extraordinario... No tak. Extraordinary. Wyjątkowy. Swoje jednak już rzekła, a River chyba ją zrozumiała, a to było najważniejsze. Nie będzie się powtarzać.

River Cross

for she knows not what she does

: czw kwie 09, 2026 3:07 pm
autor: River Cross
Otworzyła usta, żeby jej odpowiedzieć, ale powstrzymała się, widząc, jak Prescott rozkłada się dużo wygodniej niż ustawa przewiduje. Naprawdę mogła ją od razu zaprosić do siebie. Albo wprosić się do niej. Przynajmniej byłoby jej wygodniej niż na barowym krześle. Nie planowała protestować. Była zbyt ciekawa tego, na co dziewczyna zdecyduje się w następnym kroku. Nie może jej przecież spłoszyć przy takiej pierdole, bo się niczego nie dowie. Korzystając z okazji, położyła dłoń na jej łydce.
— Co najważniejsze – mój rysunek — wyjaśniła tonem, jakby to była największa oczywistość na świecie. Lepsza korzyść niż jej sztuka na własność przecież i tak jej nigdy nie spotka. Powinna to wreszcie zrozumieć.
— I orgazm. Jak będziesz dochodzić, patrząc na mnie, to szkic na pewno wyjdzie dużo lepiej. — Patrzyła jej śmiało w oczy, kompletnie nieskrępowana tymi wszystkimi propozycjami i wizjami. Jak zwykle była bardzo pewna siebie. Wierzyła, że Ruelle zna własne ciało na tyle dobrze, że osiągnięcie spełnienia samodzielnie nie powinno być żadnym problemem. A już na pewno nie w jej obecności. Jeżeli chciała faktycznie zrobić z niej bohaterkę swoich rysunków albo obrazów, to musiała ją dużo lepiej poznać. A jeśli miała zamiar umieszczać ją tylko w takich kontekstach, to tym bardziej potrzebowała rzeczywistych przykładów. Wiedziała już doskonale, że nie skupi się wystarczająco, jeśli sama będzie próbowała się do niej dobierać.
— Skup się na angielskim, Mała — zwróciła jej uwagę, kręcąc głową z niedowierzaniem. Porozmawiają kilka razy i ten język wejdzie jej w krew. Zdążyła już przecież poznać kilka wyrażeń, dzięki własnej nieznośnej potrzebie wiedzenia wszystkiego o wszystkim. Jeśli dzisiaj jednak miała się spić, to istniało ryzyko, że którychś z tych słów nie zapamięta i nici będą ze sprawdzenia ich potem. Przynajmniej w tym momencie niewiele by straciła, domyślała się z kontekstu, co tym razem powiedziała.
Zasłoniła usta dłonią, nie chcąc tym razem zaśmiać się jej w twarz. Spomiędzy palców uciekło tylko ciche parsknięcie. To zdecydowanie nie był język, którym mówiła, ale nie był to też hiszpański. O dziwo jednak ją zrozumiała. Było coś dziwacznie uroczego w tej jej słownej plątaninie.
— Serio? Dostajesz chyba za mało komplementów. — Wyciągnęła rękę w stronę kieliszków. Dobrze być tą wysoką i mieć takie długie... wszystko. Przynajmniej nie musiała jej z siebie zrzucać. Podsunęła jej ostatniego szota, drugą dłonią łapiąc własny kieliszek. Ponagliła ją skinieniem, chcąc, żeby znowu wypiły razem.
— Nie powinnaś dawać się tak łatwo oczarowywać — pouczyła ją jak starsza koleżanka po fachu. Różnica wieku między nimi była minimalna, więc to raczej kwestia wyłącznie wyższości w głowie Cross. Jak zwykle. Ale tym razem przynajmniej chciała dla niej dobrze. Przecież zasłużyła na to, by stawiać światu wyzwania. Albo chociaż stawiać je River, która zaczęła miarowo smyrać podarowane jej wcześniej nogi.

Ruelle I. Prescott