Strona 1 z 1

Dramat w trzech aktach: Glina, Wino i Kaczka, która widziała zbyt wiele

: śr kwie 08, 2026 1:33 pm
autor: Wendy Gardner
008
Obrazek
Hejo! Zabieracie dobre wino i wbijacie do pracowni ulepić coś z gliny? 🍷🧀🏺

Za ilość czasu przez jaką nie widziała się z Ophelią to chyba należałaby się jej jakaś kara, ale sporo się działo w życiu nieporadnej Gardner i gdzieś w tym swoim pędzie życia straciła rachubę czasu. Należało się jednak skupić na pozytywach, a wino, przekąski i glina w towarzystwie Attwood składały się na jeden wielki pozytyw, który zamierzała dzisiaj celebrować z należytym entuzjazmem.
Hasała sobie radośnie po pracowni szykując się na przyjście przyjaciółki, układając starannie deskę z przekąskami, wyciągając kieliszki na wino oraz ogarniając nieco miejsca na ich manualne robótki. Kiedy tak pląsała w swoich ogrodniczkach z włosami spiętymi w koczek usłyszała jakiś dźwięk, a jej oczom ukazała się przyjaciółka.
Ofelia! Jesteś! — zawołała radośnie zmierzając w jej stronę z otwartymi ramionami. — Przysięgam, odkąd wróciłam to miasto wydaje się jakieś takie strasznie szare… — oznajmiła zakładając ręce na biodra i wzdychając. — Mediolan był… ach… — zaczęłą z takim rozmarzonym tonem jakby miała zamiar powiedzieć coś głębokiego, ale nie tym razem. — Mediolan był po prostu bardzo Włoski! Słoneczny, ze sporą ilością gestykulacji — która jak widać się jej udzieliła, bo właśnie opowiadając zaczęła wymachiwać rękami jakby chciała przyjaciółce zobrazować tamto miejsce — i węglowodanów! A moja orientacja w terenie była tam wielokrotnie wystawiana na próbę, nawet nie wiem ile razy zgubiłam się w tych ich uliczkach. Ale przeżyłam! — odparła dumnie, bardzo zadowolona z siebie. Biedna Ophelia, nawet nie miała za bardzo miejsca na wtrącenie jakiegokolwiek słowa, gdy Gardner ją tak zbombardowała, a teraz nagle odskoczyła do jakiejś torby leżącej w pobliżu.— I przywiozłam ci skarby — oznajmiła wyciągając kilka rzeczy na blat.
Obczaj to! — wykrzyknęła radośnie, wręczając jej pierwszy skarb. — Magnes z Duomo, ale nie taki zwykły. On ma t e r m o m e t r, ekstra, nie?! — jeśli ktoś jeszcze miał wątpliwości, że Wendy to takie duże dziecko, które jak poślesz na szkolną wycieczkę z kieszonkowym to więcej niż pewne, że rozpieprzy wszystko na głupoty, to właśnie był ten moment, który rozwiewa wszelkie wątpliwości. Wspomnienie Duomo sprawiało, że miała mieszane uczucia, bo wciąż pamiętała Petera na dachu i to duszne uczucie, którego nie potrafiła nazwać, ale nie zamierzała tym nikomu zaprzątać głowy. Jeszcze.
I jeszcze ciasteczka Cantuccini, tylko uważaj na zęby bo są twarde. Stworzone do maczania — nie chciała by popełniła ten sam błąd co ona, jak sobie zraziła podniebienie przy pierwszym kęsie. — ALE uważaj teraz, bo to gwiazda tego wyjazdu… — oznajmiła wyciągając małą ceramiczną kaczkę w dworskim stroju ze zwojem u boku: To quack or not to quack…, pod drugim skrzydłem dzierżącą czaszkę. — Patrz na to! To Hamlet w wersji drobiowej! — no to akurat się jej udało, prawda? G E N I A L N E.
I zaraz po tym, gdy wyciągnęła swoje dary na blat sięgnęła po butelkę wina i zaczęła siłować się z korkociągiem, o mały włos nie wbijając go sobie w udo.
Ale jak to mówią: wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej — stwierdziła wrzucając trochę na luz po tym wygadanym powitaniu i spojrzała na Ophelię z zaciekawieniem. — Opowiadaj co w Toronto! — poleciła po wielu trudach wywalając w końcu korek i polewając im wina, którego krople rozbryzly się też poza lampki, ale tutaj i tak panował jeden wielki chaos, kto by się tym przejmował.

Ophelia Attwood 🦆💀❓🎭🤪🏺🍷🧀

Dramat w trzech aktach: Glina, Wino i Kaczka, która widziała zbyt wiele

: śr kwie 08, 2026 4:06 pm
autor: Ophelia Attwood
Zdecydowanie to było aż nieprzyzwoite jak długo nie miała okazji do tego, aby spotkać się z przyjaciółką. Za wszystko można było obwiniać ten niespodziewany wyjazd na budżecie do Mediolanu w wykonaniu Gardner. W zasadzie to Ophelia nie mogła mieć jej tego za złe, bo gdyby tylko sama mogła rzucić wszystko w diabły i pojechać w  tak malownicze miejsce. Niestety, ale klub wiązał się ze swoimi obowiązkami. Musiałaby powierzyć go w opiekę komuś innemu i liczyć na to, że wszystko będzie w porządku pod jej nieobecność.
Trzeba było też przyznać, że Attwood była kulturalną kobietą. Dlatego też właśnie miała ze sobą butelkę dobrego włoskiego wina oraz kilka dobrych serów, aby wzbogacić zawartość deski wyłożonej przez Wendy. To się nazywała współpraca. Nie mogła pozwolić na to, aby przyjaciółka wszystko wyłożyła samodzielnie.
Spodziewała się tego, że zostanie zaatakowana od progu. Nie miała nic przeciwko temu. Wręcz przeciwnie. Sama przytuliła mocno do siebie Gardner i ledwie wykrztusiła słowa powitania, a już była zasypywana słowotokiem swojego Puchatka. No, ale co się dziwić? W końcu kobieta miała naprawdę sporo do opowiedzenia ze swojej jakże szalonej podróży.
- Całe szczęście jakoś przeżyłaś cały ten włoski szał - skomentowała z pełnym rozbawienia uśmiechem, który rozciągnął jej usta.
Miała to szczęście, że zaliczała się do jednych z ulubionych ludzi Wendy, więc oczywistym było, że zasłużyła na podarki. Nawet tak drobne i... niecodzienne jak ów magnes na lodówkę, którego widok może dupy jej nie urwał, ale ze względu na fakt, że pochodził od Wendy zasłużył na honorowe miejsce na jej minimalistycznej lodówce, aby wspominała ciepło przyjaciółkę za każdym razem, gdy będzie stała w kuchni, a jej spojrzenie spocznie na tym durnym obiekcie.
- Prawdziwy czad - przytaknęła, podziwiając kolejne rzeczy, które Gardner ładowała jej do rąk. - Nie musiałaś się tak na mnie wykosztować.
Prawdziwym skarbem były ciastka. Ophelia wiedziała też, że zapewne zjedzą je wspólnie podczas jednej z nasiadówek przy herbacie. Nie miała, co do tego żadnych wątpliwości.
Spojrzała jeszcze na kolejne wyciągnięte cudo. Oczywiście, że nie mogła uciec od Shakespeare'a. Spodziewałaby się jednak, że podobną pamiątkę Gardner przywiezie gdzieś z Anglii... Ewentualnie jakiś merch Romea i Julii z Werony, ale jak widać z Winnie nic nie było oczywiste.
- Ujęłaś mnie tym Hamletem - przyznała szczerze po czym rozsiadła się gdzieś na wolnej przestrzeni, odstawiwszy wcześniej swoje zakupy i podarki od przyjaciółki. - Szczerze to... Niewiele się działo. Raczej to co zwykle. Chyba, że chcesz wiedzieć coś konkretnego?
Bo może było jakieś szczególne zagadnienie, które chciała zgłębić? Jedno było pewne: więcej przypomni jej się po tym jak wypije już pierwszą lampkę wina.

Wendy Gardner