Strona 1 z 1

Ten fort już tu był, przysięgam!

: śr kwie 08, 2026 5:48 pm
autor: Archie Miller
2
Obrazek
Archibald — brzmiało to tak poważnie, że aż gryzło się z jego osobowością. Nic dziwnego, że często wołano na niego Loophole lub Archie, bo to zdecydowanie bardziej pasowało do jego sposobu bycia. Trzeba mu przyznać, że w świecie dziesięciolatków odnajdywał się perfekcyjnie, a dziecięca logika przemawiała do niego bardziej niż jakiekolwiek poważne zebrania w ubisofskim półświatku, nawet jeśli krążyły wokół gier. Dlatego, gdy Zaylee napisała w sprawie Sama, on z chęcią zgłosił swoją kandydaturę. Może i sam był dużym dzieckiem, ale w relacji z Samem wychodził z niego specyficzny rodzaj odpowiedzialności — nie zabraniał mu skakać po pufach, ba! Nawet pomagał mu budować tor przeszkód, ale najpierw zawsze sprawdzał, czy pufy aby na pewno są miękkie i czy wokół nie ma przypadkiem ostrych kantów.
Z Lucasem zjawili się pod komisariatem po klucze, a później prosto podjechali pod szkołę młodego, gdzie wyraźnie wyczuwał na sobie oceniające spojrzenia tych wszystkich rodziców w swoich idealnie czystych SUV-ach, gdy podjechał swoim złomkiem, ale zupełnie się tym nie przejmował. Zamiast tego zbił radośnie piątkę z Samem, który wystrzelił ze szkoły z takim impetem, że z trudem wyhamował przed Archiem.
— Pani od przyrody powiedziała, że mam za dużo energii, więc przyniosłem ją całą dla ciebie! — wypalił młody, rzucając plecak na tylne siedzenie jeepa. — Świetnie, wykorzystamy ją należycie. Plan na dziś: przejmujemy salon, budujemy fort i testujemy grę, która jest tak zepsuta, że aż piękna — odparł radośnie wsiadając do samochodu, po chwili wrzucił bieg i odjechali realizować plan idealny.
Kiedy przekroczyli próg tak właśnie uczynili — zbudowali wypasioną bazę z której dowodzili całym gamingowym światem, zagrali dwa mecze w piłkę, później młody oddelegował Lucasa do budowy domu dla superbohaterów w simsach, a w tym czasie Archie wyciągnął swój komputer i wraz z Samem testowali błędy w najnowszej grze. Młody był wniebowzięty, jak odkrył, że podczas skoku w jednym miejscu można lewitować postacią. Pod wieczór Lucas się ewakuował z tego chaosu. Salon może nie wyglądał najlepiej, bo ich baza zajmowała sporo miejsca, ale Archie zapanował przynajmniej nad limitami cukru spożywanymi podczas tego wieczoru i zamiast żelek wmówił młodemu, że borówki to pigułki supermocy, które dają +10 do progresu w grze, dzięki czemu szybko się rozeszły. Potem zamówili jeszcze pizzę i dość długi czas grali, aż obydwoje dostali wypieków i zaczęli przecierać oczy ze zmęczenia, ale szybko znaleźli sobie zajęcie, które nie wymagało od nich patrzenia w ekran. Kiedy więc Zaylee wróciła do domu zastała ich jak skradali się przez pokój z garnkami na głowach, drewnianymi łyżkami w jednej ręce i pokrywkami w drugiej najwyraźniej próbując bronić swojej bazy przed nadciągającym wrogiem. Gdy tylko młody dopatrzył Zay podbiegł do niej natychmiast wypadając z roli Rycerza Okrągłego Durszlaka wołając radośnie: — Pomogłem Archiemu z grami i jestem oficjalnym testeronem gier! — testerem rzecz jasna, testerem, na co Archie przytaknął z uśmiechem, wzruszając lekko ramionami i zsuwając garnek z głowy. — To prawda, wykrył krytyczny błąd, którego nie widziało wielu innych testeronów. Jest umyty, nakarmiony pizzą i owocami mocy, a ten fort już tu był jak przyszliśmy — zażartował, że co złego czyt. bałagan to nie on.

zaylee miller 🎮👾🪖

Ten fort już tu był, przysięgam!

: czw kwie 09, 2026 4:13 pm
autor: zaylee miller
060.
Natłok obowiązków sprawiał, że nie wiedziała, w co włożyć ręce. To znaczy, wiedziała, bo wkładała je w zwłoki, które lądowały na jej stole sekcyjnym, ale właśnie przez to nie miała przez to czasu na nic innego. Razem z Eviną pracowały nad sprawą seryjnego mordercy. Człowieka, który już pozbawił życia troje nieletnich. Każdy dzień bez przełomu zwiększał ryzyko kolejnej ofiary. To była gra z czasem, której reguły były brutalne i proste - jeśli nie odnajdą sprawcy, on odnajdzie kolejne dzieci.
Do tego dochodził zaplanowany na koniec miesiąca ślub. Zaylee powinna cieszyć się ze zbliżającego się wydarzenia, ale głowa miała pełną tylko pracy i zmartwień. Nie mogła pozwolić sobie na radość, bo każdy moment wolny od sekcji i raportów wypełniała myśl o mordercy, którego tropiły. Liczyła na to, że wkrótce uda im się zamknąć śledztwo i wtedy dopiero w spokoju będą mogły wejść w nowy etap życia. Etap, który w rzeczywistości był jedynie formalnością, ale formalnością upragnioną i wyczekiwaną od miesięcy.
Na szczęście w takich trudnych chwilach mogła liczyć na młodsze rodzeństwo, które z entuzjazmem wyręczało ją w drobnych obowiązkach. Dwa dni wcześniej Młody skończył okrągłe dziesięć lat, a świętowanie ograniczyło się jedynie do skromnego spotkania we trójkę. Dlatego tym bardziej ucieszył się, gdy okazało się, że będzie mógł spędzić popołudnie z ulubionymi wujkami. Właściwie powinny były odstawić chłopca do sierocińca, ze względu na brak dyspozycyjnego czasu i napięty harmonogram. ale Młody błagał o kilka dodatkowych dni u nich, a Zaylee i Evina nie miały serca odmówić. To trochę rozmontowało im grafik, ale jakoś zdołały to ogarnąć. W końcu, w świecie pełnym niepewności, małe momenty normalności były na wagę złota.
Kiedy skończyła pracę, udała się prosto do domu. Nie czekała na Swanson, która i tak musiała jeszcze zająć się papieologią, a nie chciała, żeby Samuel nadwyrężał cierpliwość wujków. Kiedy jednak stanęła w progu salonu i dostrzegła wojowników z garnkami na głowach, od razu przypomniała sobie, że przecież jej brat, choć już dawno dorosły, miał mentalność dziesięciolatka. No tak, dorosłość niewiele miała wspólnego z dojrzałością.
Nawet wujek Archie nie wie co to testosteron — stwierdziła z rozbawieniem, obejmując chłopca ramieniem. — Mam rozumieć, że całe popołudnie graliście w gry? No pięknie — pokręciła głową z udawanym niedowierzaniem głową i zerknęła na brata spod zmrużonych powiek. — A lekcję odrobił? — zapytała, bo miło, że dziecię nie biegało brudne, głodne i miał hackerskie zdolności, ale jutro znów trzeba było odstawić je do szkoły.
Została mi tylko matma — wtrącił od razu Młody, podrzucając do góry drewnianą łyżkę, którą usiłował złapać jedną ręką, ale nic z tego nie wyszło. — Ale to są trudne zadania z pomiarami jednostek i wolałem poczekać na ciebie — uśmiechnął się krzywo, kiedy łyżka pacnęła go w głowę. A właściwie w garnek, który zakrywał jasną czuprynę.
Ach tak? —Zaylee uniosła brwi i podeszła do brata, żeby uderzyć go pięścią w ramię. Tak symbolicznie. Na powitanie i z miłości. Pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają. — Potem na to zerknę. Lepiej powiedzcie czy zostawiliście mi jakiś kawałek pizzy — zerknęła wymownie najpierw na Sama, a potem na Archiego.

Archie Miller 🍕⚔️💥

Ten fort już tu był, przysięgam!

: wt kwie 14, 2026 1:54 pm
autor: Archie Miller
Dla Archiego wkładanie rąk w zwłoki to wciąż była jakaś totalna abstrakcja. Niby wiedział czym zajmuje się jego siostra i całkiem dobrze rozumiał pojęcia takie jak śmierć, zwłoki, zabójstwa i samobójstwa, ale w jego głowie to były tylko puste komendy nie pasujące do jego uniwersum. Świata, w którym dominował chaos, splątane kable, kolorowe diody i figurki z gier. Miejsca w którym tętniło życie, było zbyt wiele dźwięków i energicznych ruchów prowadzących co najwyżej do przebodźcowania, ale nie do utraty życia. W jego świecie śmierć była tylko krótkim napisem na ekranie, po którym zawsze następowało Press Start to Try Again. Owszem, zdarzały się sytuacje, w których rzeczywistość uderzała bardziej, jak w chwili, kiedy dowiedział się o Abby i jej wypadku, a i tak nawet wtedy stawał na głowie i robił wszystko, by właśnie żartem, robieniem z siebie durnia i śmiechem zniwelować ten błąd w ich uniwersum. Przecież żyła, mogli iść dalej prawda? I nie, Archie nie był głupi. Doskonale znał ciąg przyczynowo-skutkowy i prawa fizyki. Wiedział, że jak się nie będzie uważać i wyjdzie na drogę pod koła pędzącego auta to kolorowo nie będzie, że jak się wjedzie samochodem w stertę kartonów to katastrofa murowana, a jeśli spadnie się z szafy podczas skoku superbohatera można złamać nogę i żaden Gilderoy Lockhart z zaklęciem Brackium Emendo nie pogorszy sprawy, tylko trzeba na cito jechać do chirurga. I ta świadomość sprawiała, że pozwalając na chaos zawsze najpierw sprawdzał kanty stołu i miękkość puf. Troszczył się o bliski na swój sposób, jednocześnie skutecznie blokując najczarniejsze scenariusze w swojej głowie. W jego świecie istniały wypadki, ale nigdy tak mroczne jak te, o których Zaylee pisała swoje raporty. Jego świat był placem zabaw i dopóki miał garnek na głowie, a w ręku drewnianą łyżkę zamierzał stać na straży tego swojego placu, być obrońcą radości w tym okrutnym świecie i zarażać tym swoich bliskich. Dlatego, gdy Zay wróciła do domu miał do zaoferowania beztroskie trio: wielką fortecę z koców, kawałek pizzy i bardzo szeroki uśmiech.
Testosteron?! — zapytał, niby to wielce zdziwiony, jakby pierwszy raz słyszał. — Brzmi jak nazwa jakiegoś bossa z wyższego poziomu w grze, którą próbowaliśmy dzisiaj rozpracować — stwierdził żartobliwie i rozłożył bezradnie ręce, gdy się mu tak przyglądała. — W tych światach czas płynie inaczej, tak jakoś wyszło. Wpadliśmy w lukę czasoprzestrzeni, o! Dobrze, że wróciliśmy przed tobą — przeczesał swoją czuprynę, która pod garnkiem nieco oklapła i uśmiechnął się beztrosko, bo przecież nic złego się nie stało. Nie tutaj!
Mina mu zrzedła dopiero, gdy młody wspomniał o matmie i stopniu jej trudności, co idealnie złożyło się z pacnięciem w ramię. Zmarszczył nos i rozmasował lekko swoje ramię świeżo dotknięte siostrzaną miłością. — Młody, żeby nie było to ja z matmy nie jestem wcale taki zły…..po prostu dawkuję sobie traumatyczne przeżycia! — pani trzywłosa z Whitby ucząca matematyki sprawiła, że do dzisiaj ma PTSD. — Poza tym najlepiej liczy się z pełnym żołądkiem, a tak się złożyło, że pizza pomyślnie przeszła proces archiwizacji w piekarniku ALE… musisz wejść do schronu żeby ją zjeść! — poinformował siostrę ręką wskazując na fortecę.
Sam zachichotał, poprawiając garnek, który znów zsunął mu się na oczy. — Taaak! Chodź do bazy! Archie mówi, że pizza w bazie smakuje jak edycja kolejkonerska! — kolekcjonerska jak już, ale świat musiałby stanąć na głowie, żeby Archie go kiedykolwiek poprawił. Zamiast tego ruszył do kuchni po pizzę, by wyciągnąć ją z piekarnika i już po chwili wrócił do tajnej bazy ze swoją zdobyczą i triumfująca miną. Pod tymi wszystkimi kocami w przygaszonym świetle pizza naprawdę smakowała jakoś lepiej.

zaylee miller ⛺🍕📏🧮

Ten fort już tu był, przysięgam!

: śr kwie 15, 2026 7:40 pm
autor: zaylee miller
Już jako mała dziewczynka uchodziła za najdziwniejsze dziecko Millerów. Podczas gdy inne dzieci bawiły się lalkami i pluszowymi misiami, Zaylee znikała gdzieś na podwórku z nożem kuchennym i gumowymi rękawiczkami, żeby przeprowadzać sekcje zwłok na zdechłych żabach, rozjechanych kotach i martwych, znalezionych pod drzewem ptakach. To był jej sposób na zrozumienie świata. Śmierć nie budziła w niej strachu. Budziła ciekawość. Rodzice nie potrafili tego pojąć. Próbowali tłumaczyć sobie, że to tylko faza, że minie, że ich córka po prostu ma bujną wyobraźnię. Ale nic nie mijało. Z wiekiem było tylko gorzej. Albo lepiej, zależnie od tego, z której strony patrzeć. Sama również stanęła ze śmiercią twarzą w twarz nie raz, a dwa razy. Pierwszy raz, gdy została postrzelona podczas rozwiązywania sprawy w zamkniętej wspólnocie chrześcijańskiej. Drugi raz, kiedy została uprowadzona przez seryjnego mordercę koronerów. Nic więc dziwnego, że państwo Miller coraz częściej zastanawiali się, czy ich córka nie posuwa się za daleko. Czy naprawdę musi angażować się w każde śledztwo tak, jakby od tego zależało jej życie. Ale ona nie potrafiła inaczej. Zwłaszcza odkąd związała się ze śledczą z wydziału zabójstw.
Na szczęście jej rodzeństwo wybrało zupełnie inne drogi. Normalniejsze. Bo gdyby wszyscy Millerowie poszli tą samą ścieżką, ich rodzice dawno wyzionęliby ducha. A ojciec już miał za sobą jeden zawał, po co narażać go na jeszcze więcej stresu? Zaylee też wolała, żeby Bonnie, Archie i Lucas, pomimo że już dawno byli dorośli, żyli sobie we własnych światach, z dala od okrutnego świata. I tego pragnęła również dla Sama, który w tym momencie był oczarowany wujkiem.
O, wiesz, jakby nazywał się taki boss, Archie? — podekscytował się Młody. — Tostersteron! Rozumiesz? Od tostera! I wyglądałby jak ogromny toster z rękami i nogami! — zakwiczał wesoło, bardzo zadowolony ze swojego pomysłu. — Myślisz, że można zrobić taką grę? — dopytał, a oczy mu się zaświeciły z tej ekscytacji.
Zaylee stała w salonie, próbując ogarnąć, o czym mówili i co tu się właściwie wydarzyło. Przede wszystkim chciała, żeby Sam odrobił lekcje i żeby nauczyciele nie wydzwaniali później do nich albo opiekunów z sierocińca, że znowu czegoś nie przygotował.
Nie wiem, czy zjedzenie pizzy w bazie pomoże jakkolwiek w zadaniach jednostek, ale niech wam będzie — pokręciła pobłażliwie głową i kiedy brat ruszył do kuchni po pizzę, ona władowała się do fortecy stworzone z poduszek i koców. Musiała przyznać, że mieli tutaj całkiem przytulnie.
Sammy natychmiast znalazł się obok i przycisnął policzek do jej ramienia.
Możemy zrobić tę matmę później? — zapytał błagalnym tonem i znów wyszczerzył się na widok wujaszka. Zaylee była przekonana, że Archie i Lucas byli jego idolami. Zwłaszcza Archie. Ale jak mogło być inaczej, kiedy grał z nim w gry, wydurniał się i budował schron?
Możemy — ustąpiła w końcu, sięgając po kawałek pizzy. — A teraz powiedzcie mi o tym krytycznym błędzie, który wykryłeś. O co w tym chodzi? — spojrzała najpierw na Młodego, a potem na brata, bo nie do końca wiedziała, co właściwie mieli na myśli i o jakiej konkretnie grze mówili.

Archie 🤖🍕⛺️

Ten fort już tu był, przysięgam!

: pn kwie 20, 2026 12:08 am
autor: Archie Miller
To fakt, ktoś w rodzinie Millerów musiał zajmować się rzeczami błahymi, kolorowymi i całkowicie bezpiecznymi, a wszystko po to by ich rodzice nie oszaleli przez nich. No i też dla zachowania równowagi w świecie, wiadomo! Pewnie jakiś typos z góry jak rozdzielał role w rodzinie to uznał, że Zaylee wyczerpała u Millerów limity mroku dziwności i reszta ekipy musi być nieco bardziej luzacka, ale przy Archiem to się mu wybitnie sypnęło. Czy był to sprawiedliwy podział? Nie jemu oceniać, ale on z całą pewnością dobrze odnajdywał się w swojej roli i dawał z siebie wszystko, by być taką radosną luką w rodzinie.
Tostersteron?! — zdecydowanie podekscytowanie Sama udzieliło się Archiemu, ton jego głosu wyraźnie na to wskazywał. — G E N I A L N E! Czuję, że marketingowcy od razu by to podłapali — zapewnił przytakując energicznie głową szybko dodając — bossa, który strzela płonącymi grzankami! — był pełen podziwu dla kreatywności jaką właśnie wykazał się ten mały człowiek. — Totalnie musimy zapisać ten pomysł na grę, kiedyś podbije ona świat — czuł to w kościach! Oby nie tak samo jak Trump czuł w kościach zakończenie wojny z Iranem.
Stojąc tam w salonie gdzieś pomiędzy chłopcem, któremu oczy zaświeciły się z ekscytacji, a Zay która nie do końca ogarniała co się wydarzyło, naprawdę wierzył w tostowy pomysł na grę, a nie zgrywał się pełniąc rolę tego fajnego wujaszka. Na matematykę zwyczajnie zabrakło im czasu, ale jeszcze nic straconego. Poza tym wizja pizzy w forcie brzmiała o wiele ciekawiej, co nie? Dlatego nie ociągając się zgarnął resztę kawałków pizzy z piekarnika i dostarczył je do schronu, do którego sam się też wpakował.
Krytyczny błąd, huh? — Archie zaczął tajemniczo, ale szybko poruszył zabawnie brwiami zerkając na Sama. — Bo ja biegłem przez las — zaczął podekscytowany, a Archie szybko wtrącił — chyba z pięćdziesiąty raz — no bo na tym polegało testowanie gier, niekiedy wiało nudą jak powtarzało się coś setki razy, by wyłapać czy jakaś czynność w danym miejscu nie wykaże jakiegoś błędu. — I nagle skoczyłem, ale nie tak po prostu tylko nad kamieniem i nie uwierzysz! L E W I T O W A Ł E M — w tym momencie wujaszka rozpierała duma, to jak się tym ekscytował totalnie ocieplało gamingowe serce Archibalda. — No więc to był ten moment, w którym Sam odkrył, że po skoku nad kamieniem grawitacja nie działa, a dokładniej ujmując znalazł glicha i może nazywać się oficjalnie testerem gier — oznajmił i zbił piątaka z młodym, by zaraz po tym wpakować sobie kawałek pizzy do ust. — Kiedyś będę legendarnym testeronem jak wujek Archi! — wtrącił Sam, a Archie prawie się tą pizzą wtedy zakrztusił zerkając kątem oka na Zay i wypatrując jej reakcji. Kto wie, może wolałaby jednak żeby rozpruwał żaby?

zaylee miller 🎮 🍞 🍕