Strona 1 z 1

can anybody see through tragic eyes

: czw kwie 09, 2026 7:16 am
autor: caspian marshall
and fires glowing, midnight's blowing, bury us again
and time goes by, steals away the light
oh, how it flies
we'vе lost another night


Już nawet nie pamiętał, kiedy ostatnim razem widział się z Addamsową. Gdyby to było jeszcze za czasów szkoły, byłby zbyt obsrany samym faktem, żeby ją gdzieś zaprosić. Nie wiem, po prostu wyjść? Spędzić razem czas poza murami szkoły? Owszem, pakował się wtedy w tarapaty i wplątywał Erikę w przeróżne akcje, ale sam z siebie nigdy nie był zbyt rozmowny. A potem, w wieku szesnastu lat, rodzinka wpadła na ten swój wybitny pomysł wychowawczy i wysłała go do Rzymu, żeby - jak to szumnie nazwali - w końcu wziął się w garść. Bo przecież wyjebanie nastoletniego syna kilka tysięcy kilometrów od domu to najwyraźniej szczyt rodzicielskiej troski. Genialne, po prostu genialne. Jasne, jeśli chodzi o edukację, języki i ogólne ogarnięcie własnego istnienia, to nawet zadziałało. Jeśli chodzi o zbliżenie do rodziny? No cóż. Przynajmniej do rodziców kompletnie odwrotnie. No ale dobra, teraz był w Kanadzie. Odpalał sobie social media i nagle przemknęła mu przez ekran ta księżniczka ciemności, która de facto za szkolnych czasów była przerażająca - ale tak w ten onieśmielający sposób. No tak, surprise, surprise. Caspian był przez nią onieśmielony. Brzmiało to absurdalnie nawet w jego własnej głowie, ale niestety prawda rzadko bywała elegancka.

Kiedy wysłała mu link do najbliższego koncertu, zerknął; The Birthday Massacre. Kanadyjski zespół grający gotycki i elektro rock. Przesłuchał kilka piosenek na Spotify i stwierdził, że dobra, ciekawie będzie ich zobaczyć. Kupił im bilety, a swój wysłał jej z informacją, żeby spotkała go już w środku. Ubrał się w dżinsy, koszulę i marynarkę, bo mimo że chciał wyglądać, jakby nie miał kija w dupie, to ups - niestety miał, tylko dosłownie przy nodze. Zaciskając dłoń na lasce, powoli wysiadł z taksówki i ruszył w stronę klubu. Kolejka była kurewsko długa, więc zdążył zapalić fajeczkę i napisać do niej, żeby się nie spieszyła, bo tylko zmarznie, stojąc na zewnątrz. Po jakichś piętnastu minutach wszedł do środka. Od razu skierował się do baru, usiadł przy nim, zamówił im po drinku i po prostu czekał. Z jednej strony był trochę zestresowany, z drugiej.. podekscytowany. Nie miał pojęcia, czego spodziewać się po spotkaniu po tylu latach, ale czuł, że będzie warto. Rozglądając się po lokalu, nagle zdał sobie sprawę, że połowa kobiet tutaj wygląda właśnie jak ona. - Jak ja mam ją do cholery rozpoznać? - mruknął pod nosem i upił łyk drinka. I wtedy ją zobaczył. A przynajmniej był prawie pewien, że to ona. Od razu uniósł laskę do góry i zaczął nią machać. - Addams! Tutaj! - krzyknął z nadzieją, że po pierwsze to faktycznie ona, a po drugie, że się nie odwróci i nie ucieknie.

Addams

can anybody see through tragic eyes

: czw kwie 09, 2026 8:44 am
autor: Erika Lindberg
Nie przypuszczała, że ktoś taki jak Marshall odezwie się do niej po tylu latach. Nie miała pojęcia, co go podkusiło od odnowienia kontaktu, ale cieszył ją fakt, że postanowił do niej napisać. Zawsze miło było zobaczyć znajomą twarz i powspominać wspólnie te o wiele prostsze czasy, gdy dorosłość wydawała się kryć tuż za rogiem, a jednocześnie być tak odległa... Chociaż dla Eriki wciąż w pewien sposób pozostawała nieuchwytna.
Czy orientowała się w tym, co działo się na mieście? Nie do końca, ale miała w polubionych czy obserwowanych na swoich socialach kilka pobliskich lokali. Wystarczyło zatem, aby sprawdziła czy w którymś z nich odbywało się coś, co mogłoby ich zainteresować. Wieczór w Tranzac na tę chwilę wydawał jej się najbliższym wydarzeniem, które mogło im przypaść do gustu.
Odszukała w swojej szafie coś, co byłoby odpowiednie na podobna okazję, ale nie odstawiała się szczególnie mocno. W końcu był to tylko koncert, a Lindberg miała głęboko w poważaniu, co ktoś pomyśli na jej temat. Najważniejsze, że sama czuła się dobrze w zarzuconej na grzbiet bluzce, skórzanej kurtce oraz jeansach, które wyglądały tak jakby najlepsze lata miały już za sobą, ale za to mogły za to uchodzić za jakiś gotycki vintage.
Nie spieszyła się. Nie chciała utknąć w kolejce przed klubem. Przyszła mniej więcej wtedy, gdy miała się rozpocząć impreza i weszła bez jakiejś pokaźnej kolejki. Musiała jeszcze odnaleźć gdzieś wewnątrz Caspiana, co raczej nie powinno być większym wyzwaniem. Może i w środku było sporo ludzi, ale wiedziała też, że poszukuje gościa chodzącego o lasce. Jak trudne mogło to być?
Dostrzegła go siedzącego przy barze. Wyglądał dobrze. Zawołał nawet w jej stronę i zaczął wymachiwać laską nad głową w taki sposób, że kilka osób odsunęło się od niego momentalnie, spodziewając się tego, że jeszcze trochę i oberwą po głowach. Uroczo.
Uśmiechnęła się na ten widok i ruszyła bez zawahania w jego stronę. Musiała się przy tym przecisnąć przez grupkę koncertowiczów, ale w końcu przepchnęła się do niego, wyraźnie rozbawiona tym wszystkim.
- Nie pozabijaj ludzi, bo jeszcze nas stąd wyrzucą - rzuciła żartobliwie po czym obrzuciła go uważnym spojrzeniem i pochyliła się w stronę chłopaka, aby go przytulić w ramach powitania. - Hej. Wyglądasz całkiem porządnie jak na kuternogę.
Może i nie brzmiało to jak szczególnie taktowne przywitanie, ale w końcu sam wydawał się podchodzić do tego z pewnym dystansem. Na pewno nie planowała go traktować inaczej przez tę niepełnosprawność. Ot, był po prostu kolejnym znajomym, z którym mogłaby swobodnie porozmawiać i wypić kilka drinków.
W żaden sposób nie odczuła tego, że ostatni raz widzieli się jeszcze w szkole. Miała wrażenie jakby ten ogromny odstęp czasu wcale nie istniał chociaż widziała pewne zmiany, które zaszły w nich obojgu. Jak wielkie? To się jeszcze okaże.

caspian marshall

can anybody see through tragic eyes

: pt kwie 10, 2026 7:10 pm
autor: caspian marshall
Posłał jej szeroki uśmiech, czego od dawna nie miał w zwyczaju robić, i objął ją jednym ramieniem, odwzajemniając przytulenie. Była bardzo drobniutka, dokładnie tak, jak ją zapamiętał. - Kuternoga? - skrzywił się, odsuwając się od niej delikatnie i marszcząc brwi. - Nie mów tego tak głośno, zepsujesz mi reputację - prychnął pod nosem.- Swoją drogą, nigdy nie miałem takiego brania jak teraz. - Rozejrzał się powoli dookoła, upewniając się, że nikt go nie usłyszy. Przez moment lustrował wzrokiem salę, kilka twarzy, parę zbyt długich spojrzeń rzucanych w jego stronę (zapewne po tym wywijaniu laską), aż w końcu parsknął cicho pod nosem. Potem schylił się do Eriki, nachylając się tak blisko, że prawie musnął ustami skórę tuż przy jej uchu.- Myślisz, że to jakiś kink czy coś? - wyszeptał konspiracyjnym tonem, a kiedy się odsunął, na jego ustach błąkał się szeroki, trochę bezczelny uśmiech. Przez chwilę jeszcze patrzył na nią z wyraźnym rozbawieniem, jakby liczył, że zaraz wywróci oczami albo palnie mu w ramię za ten komentarz. Zamiast tego po prostu uniósł dłoń, przywołując barmana, i zamówił sobie jeszcze jednego drinka. Ten, którego wziął wcześniej dla niej, przesunął po blacie ostrożnym ruchem w jej stronę - Nie byłem pewny, jaka jest twoja trucizna, więc wziąłem po prostu czystą whisky. - Spojrzał na nią, skanując wzrokiem jej twarz, włosy, makijaż i ubiór. Nie mógł się powstrzymać. Cholernie długo jej przecież nie widział. Bardzo dobrze się trzymała - tak samo urocza, piekielnie, przerażająco atrakcyjna na ten swój specyficzny sposób. Przewrócił oczami sam na siebie. Ostatnimi czasy doprawdy krążył myślami po rejonach, których nie powinien i nie chciał eksplorować. Poza tym Erika nigdy nie patrzyła na niego w ten sposób, a to było tylko kumpelskie spotkanie, które skończy się co najwyżej kebsem, fast foodem albo jakąś schizową akcją, a nie przewracaniem po pościeli.

Odkaszlnął i odwrócił się na moment, gdy opening band zaczął grać, ale po chwili znów spojrzał na nią. - To co, Lindberg? Opowiadaj, co tam się u ciebie pozmieniało. - Skinął głową na barmana, gdy ten podał mu kolejnego drinka. Chwycił szklankę i upił łyk, czekając na jej odpowiedź. - Jak będziesz potrzebowała kogoś do następnej rozgrywki, dawaj znać. Mój bohater nie będzie zbyt rozmowny, ale może ci się do czegoś przyda. - Dodał to, pamiętając, że często grała w D&D i prowadziła rozgrywki. W sumie nigdy wcześniej się w to nie wkręcił, bo nie lubił siedzieć w miejscu i rozmawiać z ludźmi, ale z drugiej strony przecież mógł dać się pociągnąć kreatywności i po prostu zrobić postać, która nie mówiła zbyt wiele. Lubił słuchać. Lubił obserwować ludzi. Sądził, że z samych gestów i mowy ciała można dowiedzieć się o nich naprawdę sporo. Poza tym był wyznawcą zasady, że jeśli nie miał nic sensownego albo ciekawego do powiedzenia, to po prostu się nie odzywał. Jednak po tylu latach, widząc znów Addamsową, stwierdził, że może pozwoli sobie przekroczyć swój dzienny werbalny limit, który tak bardzo sobie cenił.

addams

can anybody see through tragic eyes

: sob kwie 11, 2026 11:19 am
autor: Erika Lindberg
Przynajmniej również cieszył się na jej widok. To był już dobry znak. Pytanie tylko czy potem nie będzie miał jej dosyć, bo nie każdy był w stanie znieść to specyficzne poczucie humoru, które mimo wszystko Lindberg posiadała. Tak samo jak brak taktu, co widać było po formie przywitania.
- Jak mogłabym zrujnować jak to widać na pierwszy rzut oka? - zapytała, ściągając brwi.
Dosyć trudno było przeoczyć tę laskę, a nie wyglądała jakby należała do nietypowych akcesoriów służących za fashion statement i wzbogacających strój. Może gotowa byłaby to pomyśleć, gdyby nie miał na sobie tak zwyczajnych w swojej prostocie ciuchów.
- Mówisz? - spytała jeszcze z pewnym zdziwieniem i sama pochyliła się w jego stronę, aby mógł wyszeptać jej do ucha ten swój konspiracyjny pomysł.
Uśmiechnęła się z rozbawieniem. Ludzie potrafili podniecać się tak dziwnymi rzeczami, że wcale jej to nie zdziwiło. Zresztą Caspian był całkiem atrakcyjny, a takie kontuzje potrafiły dodać człowiekowi pełnej aury tajemniczości i uczynić go bardziej interesującym. Na pewno, więc rozpalał wyobraźnię i prezentował się wyjątkowo ciekawie w oczach potencjalnych zainteresowanych.
- Kink na sto procent - oceniła chłodno, kiwając głową. - A podbijają do ciebie z durnymi teksami typu... Zrobiłabym ci laskę, ale widzę, że już masz jedną?
Sama niemal zaśmiała się z własnego żartu. Oczywiście w jej ustach były to zwykłe śmieszki, ale była w stanie się założyć, że istniały osoby będące w stanie rzucić takim tekstem z prawdziwą powagą. W końcu ludzie bywali różni.
- Cóż... Różnie bywa. Zależnie od tego na co mam ochotę, ale raczej stronię od whisky - przyznała, bo nieumyślnie Caspian wybrał najgorszą opcję ze wszystkich możliwych, a chciał po prostu zagrać bezpiecznie. - Poza tym ja ci miałam stawiać drinki za to, że kupiłeś bilety.
Nie lubiła pozostawać dłużna. Chyba, że po jakimś czasie po prostu zapominała o tym, że jakikolwiek dług powstał i takim cudem wyszła do kina na czyjś rachunek. Starała się odwdzięczać od razu, a jeśli mogła równowartość biletu zwrócić w kilku drinkach to niech i tak będzie. Lub kilku szklaneczkach whisky jeśli to właśnie preferował Marshall ponad bardziej złożone napitki.
Sama również skanowała go wzrokiem, starając się stwierdzić czy zmieniło się pod jeszcze jakimś względem. Na pewno zmężniał. Nie było to niczym dziwnym, biorąc pod uwagę od jak dawna się nie widzieli. Była w nim zatem jakaś elegancja, której być może nigdy wcześniej w nim nie dostrzegła. Sama jednak na pewno nie wyglądała na taką, która zdołała wydorośleć przez te wszystkie lata.
Oparła się łokciem o bar i wydała z siebie pełen namysłu pomruk, zastanawiając się, co właściwie mogłaby mu powiedzieć na temat swojego życia, które wydawało jej się niezbyt interesujące w prywatnych kwestiach.
- Skończyłam filologię. Wciąż singielka. Mieszkam obecnie z jedną kumpelą, która musi mnie cierpliwie znosić i edytuję teksty w Toronto Sun, bo to najlepsza praca dla ludzi z moim wykształceniem - podsumowała najlepiej jak mogła te wszystkie najnudniejsze aspekty swojego życia. Chociaż życie z Abby potrafiło być czasami zadziwiająco ciekawe to jednak głównie składało się z nudnych domowych obowiązków czy relaksowania się na kanapie.
Uśmiechnęła się jedynie, gdy tylko Caspian zaproponował, że mogliby kiedyś zagrać wspólnie w D&D. Pewnie mogła wymyślić nawet jakiegoś one shota. Lub ewentualnie wziąć jakiś z neta, bo przecież istniało tak wiele różnych scenariuszy. Mogłaby go nawet poprowadzić jeśli nie znalazłby się inny śmiałek do roli Dungeon Mastera.
- Można o tym pomyśleć... Może nawet się jakoś rozkręcisz jak będzie główkowanie nad jakaś zagadką - zasugerowała, bo jednak wiele osób odchodziło od swoich prawdziwych charakterów na rzecz tego, aby wiernie się wcielić w odgrywaną postać czy też dawało się porwać panującej przy stole atmosferze.
Na chwilę jednak całkowicie porzuciła myśli o grze. Zerknęła w stronę supportu, który obecnie prezentował się na scenie i musiała przyznać, że prezentowali się całkiem przyzwoicie. Nawet jeśli nie byli gwiazdą wieczoru to na pewno rozgrzali już jakoś publiczność przed występem samego gwoździa programu.
- A teraz opowiedz nieco więcej o tym, co działo się u ciebie przez ten czas - poleciła. - Co to była w ogóle za misja i jak się w to wkręciłeś?
Zarzucił jej wcześniej naprawdę mocarnym contentem i nie było mowy tym, aby mu odpuściła nim dowie się czegoś więcej na temat tego, co wyczyniało się w jego życiu podczas nieobecności w Toronto.

caspian marshall

can anybody see through tragic eyes

: wt kwie 14, 2026 6:19 am
autor: caspian marshall
Po tylu latach wciąż zdarzało mu się zapominać, że to właśnie ona była najbystrzejszą i najbłyskotliwszą kobietą w szkolnym towarzystwie. A on? Czuł się przy niej jak ten przysłowiowy cep z boczku... i, co dziwne, zupełnie mu to nie przeszkadzało. W gruncie rzeczy wolał już tę rolę, jeśli oznaczała możliwość przebywania wśród ludzi, z których ust padało coś więcej niż puste, bezładne paplanie, pozbawione sensu i jakiejkolwiek wartości. Przejechał dłonią po twarzy, próbując zetrzeć z niej zmęczenie, i wypuścił z siebie przeciągłe, ciężkie stęknięcie. - Addams… to trochę tak, jakbym ja miał skomentować, że masz zajebiste cycki - mruknął, mrużąc oczy. - Ja chodzę z laską na wierzchu, a niektóre kobiety ubierają koszulki z dekoltem sięgającym niemal pępka, po czym, nie daj Boże, zatrzymasz wzrok o kilka sekund za długo i nagle - bach - jesteś zboczeńcem. - Prychnął cicho, a jego spojrzenie, zupełnie odruchowo, zsunęło się na jej dekolt, potem niżej, obejmując całość sylwetki. - Swoją drogą… wyglądasz zajebiście, Lindberg. - Uniósł szklankę i upił łyk, pozwalając, by alkohol na moment przytłumił nadmiar myśli, a kiedy wyszeptała swoją zaskakująco pomysłową teorię na temat jego drewnianej lachy, uniósł kącik ust w lekkim, niemal zadowolonym uśmiechu. Cieszyło go, że przyznała mu rację.

Uczucie to nie trwało jednak długo, gdy jej pytanie ściągnęło go z powrotem na ziemię. - For fuck’s sake! - rzucił gwałtownie, machając ręką i uderzając nią o udo. Gdyby nie dudniąca muzyka i rytmiczne uderzenia perkusji, odgłos tego charakterystycznego plaśnięcia rozszedłby się po całym lokalu (no może nie całym, ale to mały szkopuł). - Żadna. Żadna nigdy nie rzuciła do mnie takiego tekstu. - Westchnął teatralnie, przesuwając dłonią po twarzy. - Widzisz, kobiety jednak nie mają takiego kunsztu flirtowania jak ty, Wednesday. - Cmoknął cicho, prawie dosłownie smakując tę myśl, po czym sięgnął po laskę. Uniósł ją i podsunął bliżej, eksponując misternie wyrzeźbiony uchwyt.- No powiedz, że nie jest zajebista. Robiona na zamówienie. U starego rzemieślnika z polskiej dzielnicy. - Na moment jego głos złagodniał. - Prowadzi ten swój warsztat od sześćdziesięciu lat… ale myśli o zamknięciu. Wiesz, jak jest... ludziom coraz mniej zależy na czymś, co ma w sobie czyjąś pracę i czas. - Zmarszczył brwi, ponieważ sama myśl o tym była dla niego drażniąca. Po chwili znów spojrzał na nią, a uśmiech powrócił na jego twarz. - Dobra. To teraz ty mnie zaskocz. Zamów coś. A jak okaże się chujowe, to ja płacę. - Zawiesił na niej spojrzenie na ułamek sekundy dłużej. - I nie patrz tak na mnie. Naprawdę nie mam co robić z pieniędzmi tatusia.- Uniósł palec do oka i teatralnie ''otarł'' niewidzialną łezkę, po czym poprawił się na stołku, gdy zaczęła opowiadać o sobie. Słuchał uważnie, każdego jej słowa, notując sobie w myślach wszystko. - Singielka, filologia, edytorka ''Toronto Sun''… - powtórzył, unosząc brwi z uznaniem. - Brzmi solidnie, proud of you, Lindberg. - Przechylił głowę, przyglądając się jej uważniej. - A teraz powiedz mi coś, co sprawi, że naprawdę się tym zajarasz. Bo na razie brzmisz tak, jakbyś odpowiadała na pytania podczas rozmowy o prace, a nie opowiadała o własnym życiu. - Uśmiechnął się lekko, dopijając whisky. Zawsze chciał spróbować D&D... traktował to raczej jak odległą ciekawostkę niż realny plan... dlatego widok jej reakcji, tego niespodziewanego rozjaśnienia jej naturalnie bladej twarzy, poprawił mu humor bardziej, niż chciałby przyznać. - Dobra. Trzymam cię za słowo. - Uśmiech zniknął jednak niemal tak szybko, jak się pojawił. Kolejne pytanie przyciągnęło go z powrotem do wspomnień, których najwyraźniej nie potrafił tak łatwo zignorować. Odchrząknął cicho. - Wiesz… - zawahał się na moment. - Może zamówmy coś jeszcze i znajdźmy jakiś booth. Łatwiej będzie mi tam o tym rozmawiać, hm?

𝔀𝓮𝓭𝓷𝓮𝓼𝓭𝓪𝔂

can anybody see through tragic eyes

: czw kwie 16, 2026 12:43 am
autor: Erika Lindberg
Nie przesadzałaby z tymi komplementami pod swoim adresem. Wszystko na pewno też zależało od tego jak rozumiana była owa błyskotliwość. Jeśli mowa była o szybkim znajdowaniu odpowiednich słów na daną okazję to wtedy zdecydowanie mogła brylować w towarzystwie. Nawet pomimo bycia tym nieco dziwnym dzieciakiem, który miał swoje własne fiksacje.
- Komentarz o cyckach miał być przykładem stwierdzenia oczywistości? Bo nie wiem jak porównać te dwa stwierdzenia - dopytała od razu, bo nie chciała dokonywać pochopnej interpretacji tego tekstu, ale późniejsza uwaga utwierdziła ją w przekonaniu, że tak istotnie było. - Mogłabym pochwalić i twój wygląd, ale wydajesz się być kimś świadomym własnej urody.
Nie mówiła tego w jakiejś złej wierze czy negatywnym sensie. Była to na pewno rzecz, w której trudno było zachować złoty środek i nie popadać w zbytni samokrytycyzm lub samouwielbienie. Jeszcze nie miała pojęcia jak to wyglądało w przypadku dorosłego Caspiana, ale może w najbliższym czasie będzie miała okazję się o tym przekonać.
Uśmiechnęła się sama do siebie, gdy tylko zauważyła jego żywą reakcję na ten tekst, który z pewnością mógł zaskarbić jej tytuł błyskotliwej. Była z siebie absolutnie w tym momencie dumna i nic nie mogło tego zmienić.
- Tak. Jak widać może poczucie humoru jest niezrównane. Jestem zawiedziona, że żadna na to nie wpadła - pokręciła głową z wyraźnym rozczarowaniem, ale sama również nigdy nie podbiłaby do nikogo z takim tekstem, więc może nie miała prawa oceniać?
Przesunęła spojrzeniem na podsuniętej jej lasce i musiała przyznać, że naprawdę prezentowała się dobrze. Starała się wyłapać jak najwięcej szczegółów w kiepskim oświetleniu, które panowało w lokalu. Wydawało jej się jednak, że ktokolwiek ją wykonał musiał w to włożyć naprawdę sporo serca i umiejętności.
- Sześćdziesiąt lat? To ile lat ma ten dziadek? - zapytała, próbując sobie wyobrazić podstarzałego polskiego dziadka, który w pocie czoła i z dobrotliwym uśmieszkiem przygotowywał laskę dla swojego klienta. - Może mogłabym mu zrobić reklamę. Nerdy uwielbiają takie akcesoria. Braliby je pewnie do różnych kostiumów.
Trzeba było przyznać, że obracała się akurat w społeczności, która uwielbiała wszelkiego rodzaju wytwory artystyczne czy rzemieślnicze. Zwłaszcza pochodzące z małych zakładów czy od lokalnych artystów. Może zatem ktoś chciał wzbogacić swój strój o wykonaną w tradycyjnym stylu laskę? To był jakiś pomysł. Musiałaby tylko upewnić się czy starszy pan byłby chętny na to, aby jego zakład został wyczytany podczas reklamy podcastu bandy debili rzucającej kostkami.
- Brzmi to jak dosyć dziwny układ, ale jeśli tak chcesz - rzuciła, wzruszając ramionami. - W sumie nie sądziłam, że zostanę tak szybko utrzymanką.
Nie miała pojęcia, co mogłoby mu przypaść do gustu. Wiedziała na pewno tyle, że była skłonna oddać mu swoją porcję whisky, a samej zamówić coś innego. Skoro jednak byli przy rudym płynie to stwierdziła, że weźmie jeden z drinków na bazie Jägermeistera z nutą mięty oraz piwem korzennym. Przynajmniej wizualnie to wyglądało poniekąd podobnie, a smak zdecydowanie był dużo lepszy. Na pewno według Lindberg, która dalej nie wyleczyła się z urazu do whisky po osiemnastce ich wspólnej znajomej, na której się wyjątkowo mocno zatruła tym rodzajem alkoholu...
- Tylko brzmi. Uwierz mi - skomentowała krótko, bo sama nie miała pojęcia, co robi ze swoim życiem i czemu nie mogła być bardziej... ogarnięta w swoim wieku. - No to... Wystartowaliśmy z własnym podcastem actual play. Ludzie jednak chcą słuchać jak gramy i robimy z siebie durniów w internecie.
To już brzmiało bardziej jak coś czym mogła się pochwalić. Nie przypuszczałaby, że wystartują z czymś podobnym i uda im się przebić chociaż do jakiejś tam publiczności. Nie był to może poziom Critical Role czy Dimension 20. Nie mieli poza drobnym sklepem z merchem żadnych książek, komiksów czy animacji związanych z show, ale mieli całkiem wierną widownię.
- Musimy się tylko zgadać z ekipą na jakiś wspólny termin - stwierdziła, co oczywiście mogło być nieco trudniejsze, bo rzecz jasna mowa była o dorosłych ludziach, którzy mieli często naprawdę rozbieżne grafiki i musieli sobie bukować terminy na parę miesięcy do przodu, aby znaleźć odpowiadającą im datę, a i wtedy bywało, że coś im nie wychodziło.
Przytaknęła na jego propozycję. Znała całkiem dobry zestaw szotów i może nie powinna mieszać, ale jeśli nie zamierzała pić aż tak dużo to jej to nie zaszkodzi. Przynajmniej na to liczyła.
- Zamów, co chcesz. Wydaje mi się, że widzę jakieś wolne miejsce - powiedziała, wskazując głową na swoistą lożę znajdującą się w pewnej odległości od baru.
Na pewno jednak mogli się tam zadekować oraz kontynuować swoją rozmowę.

caspian marshall

can anybody see through tragic eyes

: sob kwie 18, 2026 4:43 pm
autor: caspian marshall
Świadomy własnej urody? Hmm… nie był pewien, czy zgadzał się z tym stwierdzeniem. Po prostu z biegiem czasu tak naprawdę przestał przejmować się tym, czy dla innych jego zapadnięte, smutne oczy, zgarbiony nos i szczupła postura będą robiły jakąś różnicę. Fakt faktem, ta cholerna laska dodawała mu tajemniczości, podczas gdy on sam w środku czuł się jak skończony frajer. Zerknął na nią i posłał jej delikatny uśmiech. - If you say so. - Popił whisky, wzruszając ramionami, po czym dodał, - Pan Kowalski przejął ten warsztat w wieku osiemnastu lat, więc ma już koło osiemdziesiątki. - Uśmiechnął się szeroko na jej propozycję. - Cholera, wyślę ci na niego namiary. Staruszek chyba zawału dostanie, jak zaczną do niego przychodzić twoi słuchacze. - Uniósł kącik ust, po czym skinął głową na jej wybór. Kiedy wspomniała o podcaście, przyjrzał jej się uważniej. Tym razem naprawdę. - No. I to już brzmi jak ty - mruknął, wskazując na nią palcem. - Z chęcią się załapię na jakąś gierkę, jak mówiłem. Niekoniecznie może na podcaście, no chyba że nie ma innego wyboru.

Machnął ręką do barmana, zamówił jej drinka, sobie kolejną whisky i jeszcze dwa shoty na później, jakby z góry zakładał, że rozmowa albo skręci w dobrą stronę, albo będzie wymagała dodatkowego wsparcia procentowego. Kiedy odsunął się od baru, chwycił szkło ostrożnie jedną ręką, drugą opierając się na lasce, po czym skinął głową w stronę wskazanej przez nią loży. - Dobra, chodźmy posłuchać nieinteresujących historii. - Ruszył powoli w stronę wolnego bootha, lekko utykając, ale z uporem, który mówił całemu światu, żeby nawet nie próbował komentować tempa jego chodu. Dopiero kiedy odstawił szkło na stolik i opadł na siedzenie naprzeciwko niej, wypuścił z siebie dłuższy oddech. Parę sekund później znowu się nachylił by chwycić drinka i przez chwilę obracał szklankę w dłoni, patrząc w bursztynowy płyn, szukając odpowiedzi od czego ma zacząć, po czym odkaszlnął - Co do laski... - odezwał się w końcu, już wyraźnie spokojniej. - Nie mam jakiejś spektakularnej historii w stylu, że uratowałem sierotę z płonącego budynku albo dostałem kulkę, bo byłem too dashingly handsome.Chociaż ta druga wersja brzmi zdecydowanie lepiej. - Uniósł wzrok na Erikę i uśmiechnął się blado, bardziej jednym kącikiem ust niż naprawdę. - Ogólnie to dwa lata temu stwierdziłem, że pierdolę wszystko i wyjechałem do programu humanitarnego. Pracowałem na froncie w wielu krajach, gdzie nauczyłem się różnych kultur, języków. Ogólnie to była praca, która nauczyła mnie, że możesz mieć wszystko w jednej chwili, a w drugiej już nic. A to... - spojrzał na nogę - to było w Ukrainie. Miałem jechać do jednego z miejsc i pomagać żołnierzom. Nic wielkiego, po prostu robić swoje, ogarniać to, co jeszcze dało się ogarnąć. Tylko że zanim tam dotarliśmy, miejsce zostało zaatakowane przez drony. - Na moment zamilkł, a samo ubranie tego w słowa nadal nie przychodziło mu łatwo. - Wszystko potoczyło się szybko. Za szybko. Huk, chaos, kurz, krzyki... i ten rodzaj pierdolonego zamieszania, którego nie da się potem dobrze opowiedzieć, bo człowiek sam nie pamięta tego w całości, tylko urywkami. Wiem tylko, że finalnie moja noga przestała być szczególnie zachwycona współpracą. - Wzruszył lekko ramieniem, - Miałem szczęście. Serio. Są ludzie, którzy po takich rzeczach nie wracają wcale albo wracają w dużo gorszym stanie. Więc formalnie rzecz biorąc, nie powinienem narzekać. Ale wiadomo, jak jest. Czasem i tak człowieka wkurwia, że zwykłe wejście po schodach potrafi mu przypomnieć o czymś, o czym bardzo chciałby nie myśleć. - Przysunął szklankę z whisky do ust i upił łyk, dłuższy niż wcześniej. Nie odrywał od niej wzroku, ponieważ chiciał sprawdzić czy zobaczy na jej twarzy litość. Tego nie zniósłby chyba najbardziej. - I zanim zapytasz, tak, siostra wysyła mnie na terapię i jeszcze nie byłem. I nie, nie mam zamiaru robić z siebie tragicznego bohatera jakiegoś taniego dramatu wojennego, chociaż noce bywają okrutne, wiesz? - Odchylił się lekko na oparcie, obracając szkło między palcami. - No. To teraz twoja kolej, Wednesday. Powiedz mi coś prawdziwego. Nie ładnego, nie wygładzonego, nie takiego, co dobrze brzmi przy pierwszym spotkaniu po latach.

𝔀𝓮𝓭𝓷𝓮𝓼𝓭𝓪𝔂

can anybody see through tragic eyes

: sob kwie 18, 2026 11:37 pm
autor: Erika Lindberg
Każdy miał swoje zdanie na dany temat, a punkt widzenia zależał bardzo mocno od tego w jakim położeniu się ktoś znajdował. Ona była jedynie postronną obserwatorką, która mogła wyciągać wnioski na temat Caspiana z tego w jaki sposób się wokół niej zachowywał oraz jaką aurę roztacza. Nic poza tym.
- No to faktycznie staruszek... Możesz podesłać. Pogadam sobie z nim i zobaczę czy będzie chętny - przytaknęła, bo w końcu nie było mowy tym, aby zrobiła coś takiego bez wiedzy samego Kowalskiego.
Uśmiechnęła się, gdy tylko Marshall stwierdził, że podcast to było coś w jej guście. Chyba faktycznie tak było. Nie wiedziała czy jeszcze w szkole coś ją zdradzało z tym, że mogła iść w tak niepoważnym kierunku, ale zapewne coś musiało na to wskazać.
- Jasne. Gram dalej w jakieś domowe gierki. Może uda mi się ciebie do jakiejś wciągnąć - obiecała, bo w końcu jeśli był chętny to dlaczego by tego nie wykorzystać w odpowiedni sposób?
Do podcastu nie brała nikogo tak po prostu. Musiała wiedzieć, że miała do czynienia z kimś kto potrafiłby odpowiednio wczuć się w odgrywaną postać i nadążać za dziejącą się przed mikrofonami improwizacją. Wymagało to przede wszystkim zarówno kreatywności i umiejętności szybkiego myślenia jak i odpowiedniego dowcipu. Nie z każdym można było się odpowiedni zgrać.
Zamówienie większej ilości alkoholu zawsze było dobrą opcją. Nie mieli pojęcia jak długo będą ze sobą siedzieć i rozmawiać. Obstawiała, że po tak długiej rozłące mogą mieć całkiem sporo do nadrobienia. Lub też poważny ton rozmów sprawi, że któreś z nich będzie musiało wypić nieco więcej.
Dostosowała swoje tempo do jego chodu. Nawet nie pomyślała o tym, aby w jakiś sposób go wspomóc, bo wyraz jego twarzy mówił jasno o tym, że sobie poradzi. Nie potrzebował od niej podobnej pomocy. Wystarczyło tylko, że niosła ze sobą alkohol i wypatrzyła odpowiednie miejsce, z którego mogliby toczyć swobodnie rozmowę.
Zajęła miejsce po jednej ze stron niewielkiego stolika i odstawiła szklankę na blat. Oparła się zaraz też o niego skrzyżowanymi ramionami, aby pochylić się bardziej ku niemu i móc lepiej usłyszeć jego głos ponad dudniącą w klubie muzyką.
Wpatrywała się uważnie w niego. Obserwowała to jak obraca w dłoniach szklankę z whisky i debatuje w głowie nad tym jak ma poprowadzić rozmowę na temat tego, co zdarzyło się w jego przeszłości. Nie poganiała go. Wiedziała, że pewnie potrzebował swego rodzaju czasu na przetworzenie tego wszystkiego.
Wysłuchiwała, go gdy zaczął mówić. Nie przerywała, ani nie wtrącała się z niczym, aby nie wybić go z rytmu i pozwolić mu na to, aby miał swój dramatyczny monolog. Wiedziała, że inaczej mógłby zmienić zdanie odnośnie tego, co chciał powiedzieć. Zamiast tego po prostu uśmiechała się w odpowiednim momencie lub przybierała poważniejszy wyraz twarzy, gdy docierały do niej kolejne szczegóły na temat tego, co też przydarzyło się Caspianowi.
- Sama nie mogę się z tym utożsamiać, ale domyślam się, że jest chujowo - powiedziała w końcu, sięgając jeszcze po swojego własnego drinka, aby upić łyk i zastanowić się nad tym, co usłyszała. - Usłyszałam kiedyś tekst, że... terapia nie jest dla każdego. Także może bez niej odkryjesz w końcu sam czego potrzebujesz, żeby noce były znośniejsze.
Nie dodawała, że było to na jednym z filmików na YouTube, gdzie jakaś psycholożka analizowała zachowania fikcyjnych bohaterów. Była jednak w stanie się zgodzić. To był na pewno spory krok, a nie każdy potrafił rozmawiać otwarcie z obcymi na tak osobiste tematy. Ważne, żeby w końcu jakoś Cas zdołał to przetworzyć.
- Nie wiem, co ci opowiedzieć - przyznała szczerze. - Serio. Nie mam żadnej tragicznej lub wyjątkowej historii do podzielenia się. Po prostu jestem. Egzystuję. Czuję się jak impostor w świecie dorosłych, bo czuję się dalej jakbym miała piętnaście lat. Może nie mieszkam z rodzicami, ale mam za to współlokatorkę, która mogłaby mi równie dobrze matkować. Ukończyłam studia, które nie dają mi jakiś super rozległych możliwości i bawię się w robienie z siebie debila w internecie. Tylko tyle.
Miała pracę i prawie trzydziestkę na karku, ale prawda była taka, że psychicznie i emocjonalnie nie czuła tego w ogóle. Miała wrażenie, że powinna mieć już dużo bardziej ogarnięte życie. Niektórzy ludzie w jej życiu mieli własne mieszkania, małżonków i dzieci, a ona? Ona czytała chińskie komiksy na kanapie i jadła lody prosto z pudełka do seriali puszczanych na Netflixie. Nie tak powinna chyba wyglądać dorosłość.

caspian marshall