there’s something off here
: czw kwie 09, 2026 8:12 pm
Oczywiście, że miał lepsze – a już na pewno ciekawsze – opcje, którymi mógłby się zająć popołudniu, zamiast kompletnie bez sensu tkwić w szkolnej bibliotece. Tym bardziej, że tymi ewidentnie zdążył zająć się już wcześniej, mniej więcej w połowie dnia uznając, że nasiedział się w szkole wystarczająco długo, by móc urwać się z niej przed czasem. Co i tak nie powinno absolutnie nikogo dziwić. Grono tych, którzy mogliby zakładać, że miałby wysiedzieć na wszystkich lekcjach i tak stanowiło pewnie zdecydowaną mniejszość – o ile w ogóle znalazłby się jeszcze ktoś, kto mógłby spodziewać się podobnych cudów…
A jednak, wbrew jakiejkolwiek logice – to akurat żadna nowość, logika zdecydowanie nie była tym, czym mógłby się na co dzień kierować… – zamiast trzymać się z dala od szkoły aż do kolejnego dnia, faktycznie postanowił do niej wrócić. I to prawie – w końcu marne dziesięć minut to jeszcze nie spóźnienie! – nie spóźniając się na te nieszczęsne korepetycje, które Doug musiał ubzdurać sobie najpewniej tylko po to, żeby uprzykrzyć mu życie. Bo w dobre intencje i chęć zadbania o jego edukację jakoś tak wciąż trudno byłoby uwierzyć, biorąc pod uwagę, jakim palantem był.
Gdyby ktokolwiek spróbował zapytać go o choćby jeden logiczny powód, dla którego zdecydował się wejść do biblioteki i bez zbędnego ociągania podejść do stolika, przy którym tkwiła już Elsa – najpewniej i tak nie potrafiłby odpowiedzieć. Na pewno nie chodziło o chęć spędzenia czasu nad porywającymi notatkami z fizyki. Co do tego sprawa była jasna – zdecydowanie potrafił znaleźć sobie zajęcie dalece bardziej interesujące od tego. Jeżeli więc chodziło tylko o chęć przekonania się, czy kolor włosów dziewczyny zdążył się już zmienić od ostatniego spotkania – oczywiście, że tak… – i czy tym razem trafił, zgadując przed wejściem na jaki – oczywiście, że nie… – to pewnie wystarczyłoby, żeby będąc wcześniej w szkole, po prostu znalazł ją na korytarzu i odhaczył odpowiedź na oba pytania. Przynajmniej nie musiałby później tracić czasu, który… no właśnie – mógł spożytkować jakkolwiek inaczej. Choćby wybierając się na imprezę, o której wspominał jeden ze znajomych i która prezentowała się jako o wiele ciekawsza alternatywa.
A jednak mimo wszystko wybór padł na bibliotekę. I tę nieszczęsną fizykę. I… dziewczynę, w stosunku do której coraz trudniej było tak po prostu kierować kolejne złośliwości, jakby faktycznie to miało być jej winą, że musiał tkwić akurat tutaj.
– Dobra, tak się składa, że trochę mi się spieszy, ty pewnie też masz… – na moment urwał, rozsiadając się na krześle przy zajmowanym przez nią stoliku i łapiąc się na tym, jak idiotyczna myśl wpadła mu w międzyczasie do głowy. A przecież oczywiście, że nie zamierzał proponować jej wspólnego wyjścia na imprezę. Choćby dlatego, że najpewniej i tak by się nie zgodziła, więc nie było sensu jakkolwiek się wysilać. – …ciekawsze rzeczy do roboty, więc możemy ogarnąć to jakoś w miarę szybko, co?
Z nieskrywaną niechęcią zerknął na rozłożone przed nią notatki. W tym momencie mógł całkiem szczerze zwątpić w swoją poczytalność – co niektórzy przyjęliby pewnie ze zdziwieniem w związku z tym, że zaczął w nią wątpić dopiero teraz… – skoro faktycznie przyszedł tu z własnej woli. I… na co właściwie liczył? Że mieliby jakoś ciekawie spędzić czas…? Z fizyką w roli głównej raczej nie wchodziło to w grę, a tylko po to przecież spotykali się w tej bibliotece. Na dobrą sprawę nawet nie powinni się przecież lubić – chociaż chyba coraz trudniej przychodziłoby mu upieranie się przed samym sobą, że faktycznie nadal nie zdążył polubić jej ani trochę. Tak samo jak coraz częściej łapał się na tym, że rzeczywiście starał się o tych całych korepetycjach pamiętać i przychodzić na nie mniej więcej punktualnie, nie każąc jej na siebie zbyt długo czekać, jak to miało miejsce na samym początku ich znajomości.
Chociaż… może i to dałoby się jakoś logiczne wytłumaczyć. Skoro Douglas wcale nie irytował się aż tak bardzo, jak Dante mógłby się spodziewać, kiedy całkowicie odpuszczał sobie te spotkania… może skuteczniejszą metodą miało być udowodnienie mu, że te wcale nie były aż tak bardzo upierdliwe.
– Albo… nie wiem, całkiem sobie odpuścić… – mruknął, nie fatygując się nawet tym, żeby przesunąć ze stolika kartki, zanim zdecydował się oprzeć na nim przedramiona i ułożyć na nich głowę, twarzą zwróconą w kierunku Elsy.
Elsa Eriksen
A jednak, wbrew jakiejkolwiek logice – to akurat żadna nowość, logika zdecydowanie nie była tym, czym mógłby się na co dzień kierować… – zamiast trzymać się z dala od szkoły aż do kolejnego dnia, faktycznie postanowił do niej wrócić. I to prawie – w końcu marne dziesięć minut to jeszcze nie spóźnienie! – nie spóźniając się na te nieszczęsne korepetycje, które Doug musiał ubzdurać sobie najpewniej tylko po to, żeby uprzykrzyć mu życie. Bo w dobre intencje i chęć zadbania o jego edukację jakoś tak wciąż trudno byłoby uwierzyć, biorąc pod uwagę, jakim palantem był.
Gdyby ktokolwiek spróbował zapytać go o choćby jeden logiczny powód, dla którego zdecydował się wejść do biblioteki i bez zbędnego ociągania podejść do stolika, przy którym tkwiła już Elsa – najpewniej i tak nie potrafiłby odpowiedzieć. Na pewno nie chodziło o chęć spędzenia czasu nad porywającymi notatkami z fizyki. Co do tego sprawa była jasna – zdecydowanie potrafił znaleźć sobie zajęcie dalece bardziej interesujące od tego. Jeżeli więc chodziło tylko o chęć przekonania się, czy kolor włosów dziewczyny zdążył się już zmienić od ostatniego spotkania – oczywiście, że tak… – i czy tym razem trafił, zgadując przed wejściem na jaki – oczywiście, że nie… – to pewnie wystarczyłoby, żeby będąc wcześniej w szkole, po prostu znalazł ją na korytarzu i odhaczył odpowiedź na oba pytania. Przynajmniej nie musiałby później tracić czasu, który… no właśnie – mógł spożytkować jakkolwiek inaczej. Choćby wybierając się na imprezę, o której wspominał jeden ze znajomych i która prezentowała się jako o wiele ciekawsza alternatywa.
A jednak mimo wszystko wybór padł na bibliotekę. I tę nieszczęsną fizykę. I… dziewczynę, w stosunku do której coraz trudniej było tak po prostu kierować kolejne złośliwości, jakby faktycznie to miało być jej winą, że musiał tkwić akurat tutaj.
– Dobra, tak się składa, że trochę mi się spieszy, ty pewnie też masz… – na moment urwał, rozsiadając się na krześle przy zajmowanym przez nią stoliku i łapiąc się na tym, jak idiotyczna myśl wpadła mu w międzyczasie do głowy. A przecież oczywiście, że nie zamierzał proponować jej wspólnego wyjścia na imprezę. Choćby dlatego, że najpewniej i tak by się nie zgodziła, więc nie było sensu jakkolwiek się wysilać. – …ciekawsze rzeczy do roboty, więc możemy ogarnąć to jakoś w miarę szybko, co?
Z nieskrywaną niechęcią zerknął na rozłożone przed nią notatki. W tym momencie mógł całkiem szczerze zwątpić w swoją poczytalność – co niektórzy przyjęliby pewnie ze zdziwieniem w związku z tym, że zaczął w nią wątpić dopiero teraz… – skoro faktycznie przyszedł tu z własnej woli. I… na co właściwie liczył? Że mieliby jakoś ciekawie spędzić czas…? Z fizyką w roli głównej raczej nie wchodziło to w grę, a tylko po to przecież spotykali się w tej bibliotece. Na dobrą sprawę nawet nie powinni się przecież lubić – chociaż chyba coraz trudniej przychodziłoby mu upieranie się przed samym sobą, że faktycznie nadal nie zdążył polubić jej ani trochę. Tak samo jak coraz częściej łapał się na tym, że rzeczywiście starał się o tych całych korepetycjach pamiętać i przychodzić na nie mniej więcej punktualnie, nie każąc jej na siebie zbyt długo czekać, jak to miało miejsce na samym początku ich znajomości.
Chociaż… może i to dałoby się jakoś logiczne wytłumaczyć. Skoro Douglas wcale nie irytował się aż tak bardzo, jak Dante mógłby się spodziewać, kiedy całkowicie odpuszczał sobie te spotkania… może skuteczniejszą metodą miało być udowodnienie mu, że te wcale nie były aż tak bardzo upierdliwe.
– Albo… nie wiem, całkiem sobie odpuścić… – mruknął, nie fatygując się nawet tym, żeby przesunąć ze stolika kartki, zanim zdecydował się oprzeć na nim przedramiona i ułożyć na nich głowę, twarzą zwróconą w kierunku Elsy.
Elsa Eriksen