Braci się nie traci...?
: czw kwie 09, 2026 9:50 pm
Santiago stresował się tym spotkaniem. Nie mógł spać w nocy - co jakiś czas się budził, rzucał z boku na bok, przerabiał w głowie różne scenariusze; a w dodatku jeszcze wisiało nad nim widmo wyjazdu do Neapolu w celu zdecydowanie nie związanym ze zwiedzaniem. Uwielbiał Włochy i normalnie cieszyłby się na ten wyjazd, ale teraz chodziło o pobyt w klinice, w której być może mieli dla niego lek, mogący przedłużyć mu życie. A być może nie - i ta niepewność go dobijała. Zwłaszcza w połączeniu z tym, co usłyszał od brata i związaną z tym niepewnością, czy w ogóle jeszcze rzeczywiście są braćmi.
Dlatego też kiedy w końcu pojawił się pod drzwiami jego pokoju, ubrany w czarny wełniany płaszcz, podpierając się elegancką laską ze srebrną gałką w kształcie głowy pantery, wyglądał jak siedem nieszczęść. Ta laska była dla niego nie tylko ozdobą: kupił ją jakiś czas temu na gorsze dni, kiedy obawiał się poruszać bez niej, bo nie czuł się na siłach, jak dzisiaj. Miał podkrążone i zaczerwienione z niewyspania oczy i był bledszy, niż wczoraj, a serce waliło mu w piersi jak młotem. Miał wielką ochotę stąd uciec i nie przeprowadzać w ogóle tej rozmowy, ale wiedział, że nie może tego ominąć, bo inaczej coś rzeczywiście się skończy między nim i Salem, a tego zdecydowanie nie chciał. Bardzo mu zależało na bracie i miał nadzieję, że jednak uda im się dogadać.
Świadomość, że Alvaro go tu przywiózł i jest gdzieś w pobliżu, dodawała mu trochę otuchy. W końcu zapukał, mając duszę na ramieniu i walcząc z pokusa odwrócenia się na pięcie i ucieczki.
- Witaj - odezwał się zduszonym głosem, kiedy Salazar w końcu otworzył drzwi i wpuścił go do środka. Santiago odwiesił płaszcz na haczyk i podpierając się laską przeszedł powoli i niepewnie w głąb pokoju, nie bardzo wiedząc, jak zacząć mimo, że wielokrotnie już przerobił różne scenariusze w głowie - Nie chce zajmować ci dużo czasu, więc pozwól, że od razu przejdę do rzeczy - zdecydował wreszcie, stając na środku i odwracając się w stronę brata - Jutro wyjeżdżam na miesiąc do Neapolu i nie chciałbym pozostawiać niedomówień. Naprawdę myślisz o mnie to wszystko, co mi powiedziałeś? To dla mnie istotne, bo... nie chciałbym, żebyś widział we mnie aż takiego skurwysyna i nie sądziłem, że mógłbym akurat ciebie doprowadzić do czegoś takiego.
Widać po nim było, że to wszystko sprawia mu ból, którego tym razem nie próbował przesadnie ukrywać.
Salazar Martinez
Dlatego też kiedy w końcu pojawił się pod drzwiami jego pokoju, ubrany w czarny wełniany płaszcz, podpierając się elegancką laską ze srebrną gałką w kształcie głowy pantery, wyglądał jak siedem nieszczęść. Ta laska była dla niego nie tylko ozdobą: kupił ją jakiś czas temu na gorsze dni, kiedy obawiał się poruszać bez niej, bo nie czuł się na siłach, jak dzisiaj. Miał podkrążone i zaczerwienione z niewyspania oczy i był bledszy, niż wczoraj, a serce waliło mu w piersi jak młotem. Miał wielką ochotę stąd uciec i nie przeprowadzać w ogóle tej rozmowy, ale wiedział, że nie może tego ominąć, bo inaczej coś rzeczywiście się skończy między nim i Salem, a tego zdecydowanie nie chciał. Bardzo mu zależało na bracie i miał nadzieję, że jednak uda im się dogadać.
Świadomość, że Alvaro go tu przywiózł i jest gdzieś w pobliżu, dodawała mu trochę otuchy. W końcu zapukał, mając duszę na ramieniu i walcząc z pokusa odwrócenia się na pięcie i ucieczki.
- Witaj - odezwał się zduszonym głosem, kiedy Salazar w końcu otworzył drzwi i wpuścił go do środka. Santiago odwiesił płaszcz na haczyk i podpierając się laską przeszedł powoli i niepewnie w głąb pokoju, nie bardzo wiedząc, jak zacząć mimo, że wielokrotnie już przerobił różne scenariusze w głowie - Nie chce zajmować ci dużo czasu, więc pozwól, że od razu przejdę do rzeczy - zdecydował wreszcie, stając na środku i odwracając się w stronę brata - Jutro wyjeżdżam na miesiąc do Neapolu i nie chciałbym pozostawiać niedomówień. Naprawdę myślisz o mnie to wszystko, co mi powiedziałeś? To dla mnie istotne, bo... nie chciałbym, żebyś widział we mnie aż takiego skurwysyna i nie sądziłem, że mógłbym akurat ciebie doprowadzić do czegoś takiego.
Widać po nim było, że to wszystko sprawia mu ból, którego tym razem nie próbował przesadnie ukrywać.
Salazar Martinez