Strona 1 z 2

what does it mean to you?

: pt kwie 10, 2026 6:05 pm
autor: Victoria Heffernan
#4
A więc randka.
To słowo jeszcze chwilę krążyło jej po głowie, bo nie sądziła, że w tym wieku przyjdzie jej jeszcze chodzić na randki, skoro kiedyś myślała, że jest szczęśliwą mężatką.
Victoria stała przed szafą w komplecie czarnej bielizny i przerzucała sukienki, kompletnie nie wiedząc, co ma ubrać. Co chwilę odkładała jedną i sięgała po kolejną, żeby po sekundzie zmienić zdanie. Miała delikatnie ułożone włosy oraz swój klasyczny makijaż, który tylko podkreślał jej urodę, ale za cholerę nie wiedziała, co ubrać. Jakby wszystko nagle przestało do niej pasować.
To była randka. I nie jakaś tam randka. Tylko taka, przy której coś mogło się naprawdę wydarzyć.
Ciągnęło ich do siebie i dobrze wiedziała, jak może się to skończyć. Wcale jej to nie przerażało tak, jak powinno. Chciała czuć się piękna i seksowna, a w drugiej kolejności chciała mu się przypodobać i wyglądać jak na randkę. Chciała zobaczyć w lustrze kogoś, kogo sama chce dotknąć.
W końcu zdecydowała się na coś, czego jej były nigdy nie skomplementował. Wręcz przeciwnie – dostała za to w twarz. Na moment zatrzymała się, trzymając materiał w dłoniach. Jakby tamto wspomnienie w nią uderzyło. Tyle że tym razem wiedziała, że będzie czuła na sobie jego pożądliwe spojrzenie, które będzie największym komplementem.
Ubrała czarne, koronkowe rajstopy razem ze spódnicą, która sięgała połowy jej uda. Chciała wyeksponować swoje nogi. Zawsze były jej ulubioną częścią ciała. Prosta czarna bluzka, klasyczne szpilki i bordowy skórzany trencz zarzucony na ramiona. Wydawało jej się, że nie zmarznie. A nawet jeśli, to trudno.
Dostała od niego SMS-a z krótkim Czekam. Jedno słowo, a wystarczyło, żeby serce zabiło jej szybciej. Wzięła głębszy wdech i ostatni łyk wody. Poprawiła makijaż ust i zeszła na dół.
Opierał się o swój samochód, a Victoria uśmiechnęła się na jego widok i od razu zrobiło jej się lżej. Specjalnie nie szła do niego szybko, żeby mógł ją przez moment pooglądać, bez tego uroczego rumieńca na policzkach, kiedy docierało do niego, co robił.
Dobry wieczór, Karrion – głos miała spokojniejszy, niż się spodziewała. Położyła dłoń na jego ramieniu, żeby ułatwić sobie pocałowanie jego policzka na przywitanie. Zatrzymała się przy nim o ułamek sekundy za długo.
Jak ci minął dzień? – zapytała, nim pozwoliła sobie otworzyć drzwi.
Na siedzeniu pasażera leżał bukiet klasycznych, czerwonych róż. Spojrzała na niego z uśmiechem.
Dziękuję, nie musiałeś.
To był miły gest. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz dostała kwiaty. Zgarnęła je z siedzenia i ostrożnie przeniosła na tylną kanapę. Chyba nic im nie będzie, jeśli jeszcze chwilę nie będą miały bliskiego spotkania z wodą.
To jaki mamy plan? – uniosła lekko brew. Trochę się bała odpowiedzi.
Nie znała szczegółów i miała nadzieję, że ciuchy ma godne tej randki i nie planuje dzikich pieszych wycieczek, bo w tych butach nie było szans na to, żeby iść. Musiałby ją chyba nieść na barana. Chociaż… może to byłby jakiś pomysł.
Spojrzała na niego jeszcze raz, czekając, co powie.

Karrion Stifler

what does it mean to you?

: wt kwie 14, 2026 3:54 pm
autor: Karrion Stifler
Karrion nie należał do ludzi, których łatwo było wytrącić z równowagi. A jednak dziś, stojąc przed lustrem i zapinając czarną koszulę, przez moment zatrzymał się dłużej, niż powinien.
Randka.
Parsknął cicho pod nosem, jakby sam do siebie. Nie tak to miało wyglądać. Nie po kilku treningach. Nie po jednym przypadkowym spotkaniu w okolicach piekarni. I zdecydowanie nie tak szybko po powrocie do Toronto. A jednak życie miało wobec niego zupełnie inne plany.
Dociągnął mankiet, poprawił zegarek - prosty, elegancki, dokładnie taki, jaki lubił. Do tego ciemne spodnie i buty, które były równie wygodne, co schludne. Bez przesady i zbędnego popisywania się, jednak z myślą o tym, by zrobić na niej wrażenie. Miał być przede wszystkim sobą.
Zanim wsiadł do samochodu, zatrzymał się jeszcze przy kwiaciarni. Nie analizował tego długo. Po prostu wszedł i wybrał bukiet czerwonych róż. Klasyka. Jeśli coś miało się sprawdzić, to właśnie to. Rzucił do siebie tylko krótkie "oby trafiło" i odłożył je na siedzenie pasażera.
Po przyjeździe wysłał jej tylko krótką wiadomość, taką w swoim stylu. Oparł się o samochód, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Jak zawsze był spokojny, tylko spojrzenie zdradzało, że czuje pewną ekscytację. A kiedy Victoria pojawiła się w zasięgu jego wzroku, serce zabiło mu tak mocno, niczym za czasów pierwszych nastoletnich miłostek.
Uniósł lekko brew, a potem uśmiechnął się pod nosem, bo o ile Victoria podobała mu się zawsze, tak teraz była po prostu niebezpieczna. Zlustrował wzrokiem całe jej ciało, nie kryjąc podziwu. Zatrzymał się na nogach odrobinę dłużej niż wypadało, a potem wrócił do jej twarzy.
- Dobry wieczór - odpowiedział spokojnie, niższym tonem i odwzajemniając uśmiech. - Wyglądasz… zjawiskowo - stwierdził fakt, jednocześnie tracąc nieco pewności tym powitaniem. Wystarczyło bowiem muśnięcie wargami jego skóry, by wyobraźnia Stiflera zaczęła szaleć. A ostatnio szalała dość mocno, zwłaszcza gdy myślał o niej.
Nie odpowiedział od razu na jej pytanie. Zamiast tego odsunął się od auta i ruszył razem z nią w stronę drzwi pasażera. Pozwolił sobie jeszcze raz na krótkie, nieco bardziej bezczelne spojrzenie, kiedy była pół kroku przed nim. Otworzył przed nią drzwi, przytrzymując je chwilę dłużej, niż wymagała tego uprzejmość.
Uśmiechnął się lekko na jej zadowolenie z powodu kwiatów i pokiwał przecząco głową, gdy stwierdziła, że nie musiał.
- Musiałem - odparł tylko krótko i nawet puścił jej oczko, by zaraz zamknąć za nią drzwi i zawędrować w kierunku drzwi kierowcy.
Dopiero kiedy usiadł za kierownicą i odpalił silnik, zerknął na nią ponownie.
- Dzień? - powtórzył, jakby dopiero teraz wracając do pytania. - Zdecydowanie za długi i za wolny - spojrzał na drogę i ruszył. - Nie przepadam za czekaniem... zwłaszcza na coś takiego - kącik ust drgnął mu lekko. - Zabieram cię do George Restaurant - rzucił spokojnie, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. - Ale jeśli nagle zmienisz zdanie i uznasz, że wolisz kebaba… jestem otwarty na negocjacje - zerknął na nią kątem oka rozbawiony.
Samochód płynnie pokonywał kolejne metry, a on sam nie szarżował nim zbytnio, choć na pewno by mógł. Wolał jednak prowadzić spokojnie, by pokazać się jej z tej strony, z której cały czas go poznaje: opanowanego faceta, który nie musi się popisywać, by udowodnić swoją wartość.
Po chwili jego dłoń, niemal instynktownie, spoczęła na jej udzie. Było to jednocześnie tak naturalne, że zdawało się, jakby robili to dziesiątki razy. A był to pierwszy raz.
Kciuk przesunął się lekko po materiale rajstop, powoli i z wyczuciem, jednak zdecydowanie nie tak, jak powinno się to robić w pierwszych chwilach randki. Z drugiej strony... co miał do stracenia?
- Mam nadzieję, że wiesz, w co się pakujesz, Tori - odezwał się ciszej i spojrzał najpierw na nią, a później na swoją dłoń, która się nie cofnęła.

Victoria Heffernan

what does it mean to you?

: wt kwie 14, 2026 9:24 pm
autor: Victoria Heffernan
Silnik zamruczał, a Victoria oparła się wygodniej o siedzenie, zapinając pasy trochę wolniej, niż było to konieczne. Potrzebowała tej sekundy, żeby złapać oddech. Wszystko działo się zbyt szybko. Jeszcze kilka dni temu była kobietą, która układała sobie życie po rozwodzie, a teraz siedziała w samochodzie, jadąc na randkę, z facetem, który w jakiś sposób ją fascynował i pociągał.
Zapach jego perfum uderzył ją subtelnie, kiedy tylko zamknęła drzwi. Ciepły, cięższy, męski. Nie był nachalny, taki przyjemny jak to lubiła mawiać do koszuli. Przez moment nawet przymknęła oczy, jakby chciała go lepiej zapamiętać. To był jeden z tych zapachów, które później wracają niespodziewanie i przywołują konkretne osoby.
George Restaurant… – powtórzyła ciszej, unosząc lekko brew. – To ubrałam się idealnie do tego miejsca. – Uśmiechnęła się pod nosem, zerkając w jego stronę: – Kebab to innym razem, street food powinno się jeść w samochodzie albo przy samochodzie w środku nocy w jakimś dziwnym miejscu.
Starała się brzmieć swobodnie, ale gdzieś pod tym wszystkim była ta delikatna niepewność. Czy to nie za szybko? Czy nie powinna być bardziej ostrożna? Jeszcze niedawno pozwalała komuś przekraczać wszystkie granice, a teraz sama je przesuwała.
Samochód ruszył, a ona przez chwilę patrzyła przez okno, obserwując mijane światła miasta. Toronto nocą miało w sobie coś uspokajającego. Ludzie gdzieś się spieszyli, ktoś wracał do domu, ktoś dopiero zaczynał wieczór.
Kiedy jego dłoń znalazła się na jej udzie, spięła się minimalnie. Nie odsunęła się jednak. Zamiast tego jej spojrzenie powoli przesunęło się w dół, zatrzymując się na jego palcach, które przesuwały się po materiale rajstop.
Przełknęła ślinę.
Nie była przyzwyczajona do takiego dotyku. Nie w taki sposób. Nie spokojnego, niewymuszonego, jakby było to najbardziej naturalne na świecie. W jej głowie na ułamek sekundy pojawiło się stare napięcie, ten odruchowy impuls, który kazał się wycofać… ale nie poszła za nim.
Zamiast tego odchyliła się lekko w jego stronę, prawie niezauważalnie.
To brzmi jak ostrzeżenie – odezwała się w końcu cicho, unosząc wzrok na jego twarz. – Powinnam się bać?
Jej głos był spokojny, ale gdzieś pod nim drgało coś więcej. Ciekawość. Ekscytacja. I coś jeszcze, czego nie potrafiła do końca nazwać.
Przez moment patrzyła na niego uważnie, jakby próbowała go rozszyfrować. Ten jego spokój, pewność siebie, sposób, w jaki prowadził samochód – bez pośpiechu, bez potrzeby imponowania. To wszystko działało na nią o wiele za bardzo.
Oparła głowę o zagłówek, ale nie odwróciła spojrzenia.
Bo jeśli tak… – zaczęła wolniej, pozwalając sobie na cień uśmiechu – to chyba jestem w tym beznadziejna.
Jej dłoń, bardzo świadomie, przesunęła się po materiale spódnicy, tuż obok jego dłoni. Musnęła swoim małym palcem jego palec, sprawiając, że napięcie między nimi od jednego subtelnego gestu urosło. W jej głowie to wszystko było szalone, za szybkie i zbyt intensywne, i co lepsze lub gorsze, nie chciała, żeby się zatrzymało.

Karrion Stifler

what does it mean to you?

: czw kwie 16, 2026 3:47 pm
autor: Karrion Stifler
Karrion zerknął na nią, a kącik ust uniósł się odrobinę wyżej, kiedy wspomniała o stroju.
- Tori… ty nawet w worku po ziemniakach wyglądałabyś jak milion dolarów - zrobił krótką pauzę, by spojrzeć znów na drogę i zwalniając przy przejściu dla pieszych, nauczony wieloletnim doświadczeniem. - Więc to naprawdę ostatnia rzecz, którą powinnaś się martwić - dodał, chcąc jeszcze raz ją skomplementować. Heffernan była bowiem piękną kobietą i zachwycała go w każdym wydaniu: od casualowego, przez sportowe, na wieczorowym skończywszy. To wszystko powodowało, że miał w swojej głowie być może za bardzo zidealizowany jej obraz, ale czy to było coś złego? Chciał, by zawróciła mu w głowie, inaczej nie umówiłby się z nią na randkę.
Na wzmiankę o kebabie cicho parsknął pod nosem.
- Nie zgodzę się - odparł rozbawiony. - Kebab jest dobry w każdej sytuacji - przeniósł na nią spojrzenie na ułamek sekundy. - Ale jeśli koniecznie musi być do tego samochód i jakieś dziwne miejsce… to jedno już mamy. Zostaje tylko znaleźć odpowiednio podejrzaną okolicę - uniósł lekko brew w dwuznacznym i bardzo sugestywnym geście, po czym wrócił do skupienia się na drodze.
Jego dłoń nadal spoczywała na jej udzie. Wyczuł to minimalne spięcie, które pojawiło się niemal od razu, kiedy pozwolił sobie na ten śmiały gest. Dlatego nie przycisnął mocniej i nie przyspieszył ruchu. Jego dotyk był wolny, niemal uspokajający. Chciał dać jej przestrzeń, żeby sama zdecydowała, czy chce go tam zatrzymać. Nie cofnął ręki, ale był gotów to zrobić, gdyby to miało wpłynąć na poprawę jej komfortu. Kiedy jednak się nie odsunęła, uznał to za wystarczającą odpowiedź.
Uśmiechnął się pod nosem, lekko przekrzywiając głowę.
- Kto wie? - rzucił spokojnym tonem. - Może ktoś mnie rozpozna, zaczepi i będzie chciał udowodnić, że poradzi sobie z zawodowym bokserem? - zaśmiał się cicho i pokręcił głową. - Nie. Nie masz się czego bać - dodał już ciszej i pewniej. - Przy mnie jesteś bezpieczna. Nie musisz bać się ani ludzi, ani... własnego cienia - rzucił, nawiązując w sprytny sposób do ich ostatniej rozmowy w piekarni.
Gdy poczuł jej palec przy swoim, nie zareagował od razu. Najpierw spokojnie przejechał przez skrzyżowanie, skupiony na drodze. Dopiero kiedy znaleźli się po drugiej stronie, jego spojrzenie na moment opadło niżej. Powoli przesunął swoją dłoń nieco bardziej do środka, ledwo zauważalnie, zapraszając ją do tego, by ich małe palce splotły się w jakimś bliżej nieokreślonej konfiguracji.
- Jeśli coś ci nie pasuje - odezwał się spokojnie. - Mów od razu - zerknął na nią. - Nie obrażam się na uwagi i krytykę. Wbrew pozorom, szczerość działa najlepiej. Oszczędza czas… i nieporozumienia - uśmiechnął się lekko, nawiązując do wszystkiego: swojej bezpośredniości, flirtu, gestów fizycznych, wulgaryzmów, które czasem padały z jego ust, czy innych zachowań, które mogły irytować Victorię.
Restauracja była już niedaleko. Karrion zwolnił jeszcze bardziej, płynnie skręcając i w końcu wjeżdżając na parking pod lokalem. Silnik ucichł wraz z przekręceniem kluczyka. Zanim jednak wstał z miejsca, spojrzał na nią jeszcze raz z tym samym spokojem i uwagą, które często mu towarzyszą.
- Gotowa? - zapytał cicho, uśmiechając się lekko i czując narastającą ekscytację na spędzenie z nią przyjemnego wieczoru. Prawdę mówiąc, to wystarczyłoby mu nawet takie siedzenie z nią w samochodzie i już uznałby randkę za udaną.

Victoria Heffernan

what does it mean to you?

: pt kwie 17, 2026 1:37 pm
autor: Victoria Heffernan
Heffernan przez moment lustrowała jego profil, kiedy zaparkował przed restauracją, wpatrując się w kształt jego ust. W ciszy, która zapadła po wyłączeniu silnika, jej własne serce wydało jej się zbyt głośne. Wiedziała, że reaguje tak na jego słowa i dotyk. Nie potrafiła wyrazić, ile to dla niej znaczy. Dlatego tylko posłała mu uśmiech milcząc.
Kiedy zapytał o gotowość, nie odpowiedziała od razu. Znowu dała sobie chwilę na oddech, sięgając do zapięcia pasów. Spojrzała na jego dłoń, ciągle leżącą na jej udzie, a później znów przeniosła spojrzenie na jego twarz. Był w jej mniemaniu taki spokojny, jakby to wszystko było dla niego naturalne.
Dla niej nie było, ale nie chciała się zatrzymywać ani blokować.
Tak – odpowiedziała całkiem pewnie, z lekkim uśmiechem na ustach.
Wysiadła pierwsza, czując chłodniejsze powietrze na nogach. Przez ułamek sekundy przeszło jej przez głowę, że mogła przesadzić ze strojem. Jednak na wspomnienie jego spojrzenia i uśmiechu na jej widok od razu odgoniła te myśli.
Ruszyli do wejścia. Poczekała, aż otworzy jej drzwi. Uśmiechnęła się i, przechodząc obok niego, musnęła go ramieniem na ułamek sekundy — i wcale nie zrobiła tego przez przypadek.
Wnętrze restauracji otuliło ich ciepłem i miękkim światłem. Zapach jedzenia, ciche rozmowy i delikatna muzyka w tle sprawiły, że coś w niej powoli zaczęło się rozluźniać. To było inne miejsce niż wszystkie, do których chodziła sama. Bardziej… intymne.
Kelner podszedł niemal od razu, a ona dała Karrionowi przestrzeń do tego, żeby dowodził sytuacją. Kiedy ruszyli za kelnerem, jej spojrzenie na moment powędrowało na jego plecy. Szerokie. Umięśnione. Dające to dziwne poczucie bezpieczeństwa, które znała dopiero od niedawna.
Stolik był ustawiony w bardziej ustronnej części sali. Idealny na randkę.
Zatrzymała się przy nim i przez sekundę spojrzała na dwa miejsca — naprzeciwko siebie. Zmarszczyła lekko nos.
Nie siadaj tam – rzuciła nagle, zanim zdążył sięgnąć po krzesło po drugiej stronie.
Uniosła lekko brew i wskazała miejsce obok siebie.
Naprzeciwko to jak przesłuchanie, a nie randka – dodała z lekkim uśmiechem.
Zajęła swoje miejsce, pozwalając mu odsunąć krzesło, a kiedy usiadła, poprawiła delikatnie spódnicę i ułożyła nogi tak, żeby nie zrobić mu przypadkiem krzywdy swoim obcasem.
Chociaż przez moment przemknęła jej przez głowę myśl, że to mogłoby być całkiem zabawne.
Kiedy usiadł obok, poczuła jego obecność znacznie wyraźniej niż wcześniej. Bliskość była intensywna, inna niż siedzenie naprzeciwko. O wiele lepsza.
Jej kolano niemal od razu dotknęło jego, bardzo lekko. Zamarła na ułamek sekundy, ale zamiast się odsunąć, tylko delikatnie przesunęła nogę, jakby szukała wygodniejszej pozycji.
Nie było to przypadkowe, tylko bardzo świadome.
Kelner podał im menu, ale mimo że Victoria zgarnęła swoje, nie spojrzała na nie. Zamiast tego wolała kontynuować to, co działo się w samochodzie.
Tym razem jednak to ona sięgnęła po jego dłoń, delikatnie bawiąc się jego palcami. Nie cofnęła dłoni, tylko obserwowała, czy on też zostanie w tym geście.
Zawsze wybierasz takie miejsca? – zapytała w końcu ciszej, wciąż nie odrywając wzroku od menu, choć i tak niczego nie czytała.
Jej głos był spokojny, ale w środku wszystko miała rozedrgane. Ekscytacja mieszała się z tym znajomym napięciem, które kiedyś kazało jej się wycofywać.
Zerknęła na ich dłonie i dopiero przeniosła spojrzenie na niego, posyłając mu uśmiech.

Karrion Stifler

what does it mean to you?

: pt kwie 17, 2026 3:24 pm
autor: Karrion Stifler
Stifler nie powiedział tego na głos, ale zauważył, że się nie odsunęła i nie cofnęła ręki. Pozwoliła mu zostać bliżej, niż ktokolwiek rozsądny pozwala po kilku spotkaniach. Potraktował to dokładnie tak, jak należało - jako ciche przyzwolenie. Dlatego przez resztę drogi jego dłoń nie znikała z jej uda, a ich palce co jakiś czas splatały się leniwie, jakby było to coś zupełnie naturalnego.
Kiedy zaparkował, dał jej chwilę. Nie poganiał, obserwował tylko kątem oka, jak sięga do pasów. Dopiero gdy odpowiedziała, kiwnął lekko głową i wysiadł sekundę po niej, choć pierwotnie planował wyjść pierwszy i otworzyć jej drzwi.
Przy wejściu już się nie zawahał. Otworzył drzwi i pozwolił jej wejść pierwszej, przesuwając dłonią po klamce dopiero wtedy, gdy była już w środku. W restauracji od razu przejął inicjatywę. Krótka wymiana zdań z pracownikiem, nazwisko, rezerwacja, wszystko bardzo szybko i konkretnie.
Kiedy dotarli do stolika, naturalnym odruchem było dla niego sięgnięcie po krzesło naprzeciwko. Zatrzymał się dopiero na jej słowa. Spojrzał na nią krótko, z lekkim uśmiechem, który wyraźnie mówił, że rozumie jej intencje.
- Masz rację - przytaknął tylko na potwierdzenie swoich myśli i przesunął krzesło, ustawiając je obok niej. Najpierw jednak odsunął jej miejsce, pozwalając jej usiąść, a dopiero potem zajął swoje.
Kiedy ich nogi się zetknęły, przez jego ciało przeszedł krótki, przyjemny impuls. Nie drgnął jednak ani o milimetr. Zachował się tak, jakby nic się nie stało. Skupił się na kelnerze i menu, które pojawiło się chwilę później do momentu, w którym poczuł jej dłoń na swojej. Nie wahając się, jego palce od razu odpowiedziały, powoli wplatając się w te jej. Przesuwał opuszkami po jej skórze, jakby faktycznie chciał zapamiętać każdy detal.
Na pytanie Tori uniósł lekko brew, ale nie przerywał tego drobnego „eksperymentu” ich palców.
- Rzadko - odpowiedział szczerze. - Nie mam zwykle z kim tu przychodzić - kącik ust drgnął. - Poza tym... preferuję inny rodzaj jedzenia. Więcej białka i tłuszczu. Muszę pilnować swojego zapotrzebowania. Rozumiesz, prawda? - rzucił z nutą rozbawienia, unosząc wolną rękę, dzięki czemu przez te dwie sekundy miała sposobność, by podziwiać jego biceps. Nie prężył się jednak jak paker z siłowni, a jedynie wsparł swoje słowa tym gestem, by lepiej to zobrazować.
- Do takich miejsc przychodzę tylko wtedy, kiedy jest powód - jego kciuk przesunął się powoli po zewnętrznej stronie jej dłoni. - I kiedy mam z kim - na moment wrócił wzrokiem do menu, choć było to bardziej formalnością niż realną próbą wyboru. Po chwili i tak spojrzał na nią z powrotem.
- Wybrałaś już coś? - przechylił lekko głowę. - Bo ja mam pewien problem... ktoś skutecznie odciąga moją uwagę - uśmiechnął się lekko z wiadomą sugestią.
- Często bywasz w takich miejscach? - spytał, bawiąc się jej palcami.
W tym momencie pojawił się kelner, który przedstawił się jako Lance i powiedział, że to on będzie ich obsługiwać. Karrion od razu miał kilka skojarzeń z tym imieniem: Lance Vance jebany zdrajca z GTA Vice City, Lance czempion regionu Kanto z Pokemonów, który zdobywał mnóstwo odznak, nim został mistrzem, Lance Armstrong na sterydach... sporo było tych Lensów. Przypomniał sobie też czar: lodową lance z Gothica 3, jedną z niewielu gier, które miał przyjemność ograć w swoim życiu.
Zaraz jednak Stifler powrócił na ziemię ze swoich rozmyślań i spojrzał na niego.
- Jeszcze nie, poprosimy o chwilę - kelner skinął głową i odszedł, a były bokser odprowadził go wzrokiem tylko na sekundę, po czym wrócił spojrzeniem do Victorii. Zatrzymał się na niej na odrobinę za długo i uśmiechnął się lekko. - Chociaż... chyba jednak potrzebujemy trochę więcej niż chwilę - mruknął cicho i tym razem splótł ich palce wyraźnie, pozwalając sobie na bliższe złapanie jej dłoni. - Nie za szybko? - spytał z nutką niepewności w głosie, bo choć posturą przypominał zakapiora rodem z filmów o gangsterach, tak w środku był bardzo przyzwoitym gościem, który nigdy nie chciał przekraczać granic, a już zwłaszcza wobec tak skrzywdzonych przez niewłaściwych partnerów kobiet.

Victoria Heffernan

what does it mean to you?

: pn kwie 20, 2026 12:20 pm
autor: Victoria Heffernan
Brunetka wpatrywała się w ich splecione dłonie, odrobinę onieśmielona naturalnością tych gestów. Chociaż w sumie — co robią ludzie na pierwszych randkach? Zazwyczaj trzymają się za dłonie w jakichś dziwnych konfiguracjach, a na pożegnanie się całują.
Jedno chce cmoknąć w usta, a drugie w policzek, i wychodzi coś pomiędzy — pocałunek w kącik ust, który ma w sobie coś przyjemnie intymnego. Niby to jeszcze nie są usta, ale już nie policzek.
Ona nie miała zielonego pojęcia, jak się powinno randkować. Czy to jest ta granica, która jest w porządku, a może była za blisko lub za daleko? Opierała się tylko na tym, co sama czuła i co w danym momencie była gotowa mu zaoferować.
Kiedy wspomniał, że przychodzi tu tylko wtedy, gdy ma powód i z kim, jej usta drgnęły w ledwie zauważalnym uśmiechu. Nie uniosła jednak od razu wzroku. Pozwoliła, żeby jego kciuk jeszcze przez chwilę sunął po jej dłoni, jakby chciała się upewnić, jak się czuje z tym gestem.
Czyli powinnam się czuć wyróżniona – odezwała się w końcu cicho, przekrzywiając lekko głowę, ale dopiero po chwili podniosła na niego spojrzenie. Było w nim coś miękkiego, ale jednocześnie uważnego. – Albo przynajmniej mieć nadzieję, że to nie jest coś, co mówisz każdej kobiecie, którą tu przyprowadzasz. – Nie oskarżała go o to, ale uśmiechała się szeroko, rozbawiona i ciekawa jego reakcji.
Na jego uwagę o odciąganiu uwagi uniosła brew i parsknęła cicho pod nosem.
To brzmi jak poważny problem – mruknęła z nutą rozbawienia. – Powinnam przestać?
Nie cofnęła jednak ręki. Wręcz przeciwnie — jej kciuk musnął lekko jego nadgarstek od wewnętrznej strony, jakby odpowiedź była oczywista.
Kiedy zapytał, czy nie za szybko, jej spojrzenie na moment zmiękło. To było coś, czego się nie spodziewała. Nie po nim i nie po tym, jak pewny siebie się wydawał. Nie wiedziała, co mu gra pod mostkiem, bo pewność siebie miał onieśmielającą.
Przez sekundę milczała, jakby naprawdę się nad tym zastanawiała.
Nie wiem – przyznała w końcu szczerze, ciszej niż wcześniej. – Na razie sprawdzam, gdzie jest moja granica, ale chyba to się robi na randkach. Trzyma się za dłonie, posyła uśmiechy i patrzy sobie w oczy.
Odetchnęła powoli i odchyliła się minimalnie w jego stronę, skracając dystans o coś, co było ledwo zauważalne, ale w tej chwili znaczące.
Ale pierwszy raz od dawna ktoś nie sprawia, że chcę się wycofać. Nie boję się tego dotyku, ale nie chcę przyspieszać. Niech to idzie samo, tam, gdzie oboje będziemy się z tym dobrze czuli.
Jej palce zacisnęły się delikatniej na jego dłoni, ale w końcu musnęła go niczym na pożegnanie i zdecydowała się wczytać w menu. Trzeba było w końcu zdecydować, co zjeść.
Nie zdążyła się wczytać, bo kelner znowu wrócił. Cholera, czy minęło aż tyle czasu, odkąd Karrion poprosił go o jeszcze moment? W dobrym towarzystwie zawsze tak jest.
Postawiła na ravioli i lampkę białego wina. Nie była bardzo głodna, a jednocześnie były to dwie pozycje, które zdążyła przeczytać w karcie. Przyszła tu na randkę, a nie kolację, więc wolała poświęcać swój czas i uwagę mężczyźnie, który siedział naprzeciwko niej.
Delikatnie przeniosła na niego spojrzenie, kiedy znów byli sami.
Powiedz mi, Karrion… powiedz mi o sobie coś, czego nie mówisz ludziom na co dzień. Coś, czego nie wie o tobie nikt albo niewiele osób.
Przygryzła lekko dolną wargę, zaraz potem puszczając ją, jakby dopiero wtedy zdała sobie sprawę z własnego gestu.
Chcę cię poznać. Prawdziwego ciebie. Co jest pod tą kupą mięśni, sportową karierą, dla której poświęciłeś wszystko inne.
Jej kolano znowu bardzo delikatnie musnęło jego, tym razem już bez próby odsunięcia się. Nie miała zamiaru udawać, że to przypadek.
Byli na randce. Wiadome było, że będą ze sobą flirtować i budować napięcie. On trzymał dłonie na jej biodrach już nie raz, pilnował też prostych pleców, odpowiedniego balansu na stopach — i podejrzewała, że nie miał pojęcia, jak bardzo już wtedy działał na nią jego dotyk.

Karrion Stifler

what does it mean to you?

: wt kwie 21, 2026 2:05 pm
autor: Karrion Stifler
Karrion nie przerwał jej, kiedy mówiła. Słuchał uważnie, bez wchodzenia w słowo i bez potrzeby dopowiadania. To, co powiedziała, nie było dla niego czymś lekkim i dokładnie tak to potraktował.
Jego spojrzenie na moment zeszło na ich dłonie, kiedy jeszcze przez chwilę czuł jej dotyk, zanim się odsunęła. Nie próbował jej zatrzymać. Pozwolił jej zrobić ten krok w tył. Najważniejszy był odpowiedni balans, nie chciał jej przecież wystraszyć.
Kiedy kelner wrócił i przyjęli zamówienie, Karrion dorzucił swoją część zamówienia.
- Stek, well done. Do tego woda - rzucił bez kombinowania, stawiając na sprawdzoną klasykę, która powinna w takiej knajpie prezentować odpowiedni poziom.
Dopiero gdy znów zostali sami, oparł się lekko o oparcie krzesła, przekrzywiając głowę i patrząc na nią w sposób trochę bardziej skupiony niż wcześniej. Przez chwilę nic nie mówił. Nie dlatego, że nie miał odpowiedzi - tylko dlatego, że wybierał, którą wersję tej odpowiedzi jej dać.
W końcu wypuścił powoli powietrze przez nos, a kącik ust drgnął.
- Wiesz, co jest zabawne? - zaczął spokojnie. - Ludzie myślą, że mnie znają - zrobil krótką pauzę. - Widzą gościa, który całe życie bił się na ringu. Trenera. Kogoś, kto ma wszystko poukładane, kontroluje sytuację i raczej nie zadaje pytań… tylko daje odpowiedzi - spojrzał na nią uważniej. - A prawda jest taka, że większość czasu po prostu improwizuję - przyznał. - Boks nauczył mnie tego, że choćbyś miał najlepszy plan na świecie i perfekcyjnie się do niego przygotował, wystarczy jeden cios na wątrobę, by wszystko się zmieniło - uśmiechnął się lekko, jednak bez rozbawienia.
- Wracam do miasta po kolejnych wyjazdach, zaczynam wszystko od nowa, udaję, że wiem, dokąd to prowadzi… a tak naprawdę sprawdzam, co się wydarzy - jego dłoń wróciła powoli na stolik. Nie nachalnie. Po prostu bliżej niej. - Ta randka jest tego idealnym przykładem. Nie planowałem jej - spojrzał brunetce w oczy. - Nie planowałem też, że będę siedział tutaj i zastanawiał się, czy nie zepsuję czegoś - jego kciuk przesunął się lekko po blacie, zatrzymując tuż przy jej dłoni.
- Pod tą „kupą mięśni” - uniósł lekko brew, nawiązując do jej słów. - Jest facet, który nie lubi udawania, ale jeśli już ktoś zdecyduje się zrobić krok w jego stronę, to nie ma w zwyczaju się cofać - kącik ust Stiflera uniósł się lekko. - Wolę przyjąć ciosy na siebie, niż męczyć się unikami - zabrzmiało to być może trochę nazbyt boksersko-filozoficznie, ale jego zdaniem w pełni oddawało to, co tak naprawdę sam o sobie sądził. Najgorsza prawda lepsza od fałszu. Bezpośredniość istotniejsza niż niedopowiedzenia.
Na moment spojrzał niżej - na jej kolano, które znów musnęło jego. Tym razem nie udawał, że tego nie zauważył. Powoli przesunął nogę minimalnie bliżej, utrzymując ten kontakt dość naturalnie, jakby to było oczywiste dla nich obojga. Spojrzeniem wrócił do twarzy Heffernan.
- A ty? - zapytał ciszej. - Czego nie mówisz ludziom na co dzień? - i rzecz jasna nie chodziło mu tu o przykre doświadczenia z byłym partnerem, to już bowiem Stifler doskonale wiedział. Chciał dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest Victoria Heffernan.
Nie odrywając od niej wzroku wznowił kontakt ich dłoni, jeśli ona sama tego nie zrobiła wcześniej. Mało tego, druga jego dłoń zeszła niżej, pozwalając sobie na to, by pogładzić materiał rajstop w miejscu kolana. I było to w pełni intencjonalne, co zdradzało jego spojrzenie oraz to, że nie cofnął ręki, pozwalając sobie na wydłużenie tego dotyku.

Victoria Heffernan

what does it mean to you?

: wt kwie 21, 2026 7:11 pm
autor: Victoria Heffernan
Victoria przez chwilę tylko na niego patrzyła, kiedy mówił. Uważnie, spokojnie, jakby naprawdę ważyła każde jego słowo, zamiast traktować je jak kolejną część randkowej rozmowy. Coś w tym, co powiedział, zatrzymało ją bardziej, niż się spodziewała. To jego przyznanie się do improwizacji, do tego, że nie ma wszystkiego pod kontrolą… było dziwnie kojące.
Przełknęła ślinę, zanim znów spojrzała mu w oczy.
To chyba pierwszy raz, kiedy ktoś brzmi tak… pewnie, mówiąc, że nie ma planu – odezwała się w końcu cicho, z cieniem uśmiechu. – Większość ludzi bardzo się stara udawać, że wie dokładnie, co robi.
Przesunęła lekko palcami po krawędzi menu, bardziej żeby zająć czymś dłonie niż z realnej potrzeby.
I chyba dlatego to działa – dodała po chwili, już spokojniej. – Bo nie próbujesz mi sprzedać jakiejś wersji siebie. Nie udajesz, że wszystko masz poukładane. – Uniosła lekko brew, patrząc na niego uważniej.
Kiedy jego dłoń przesunęła się wyżej po jej kolanie, jej ciało zareagowało szybciej niż głowa. Mięśnie napięły się na ułamek sekundye. Nie cofnęła się jednak. Zamiast tego jej oddech lekko się pogłębił, a spojrzenie na moment zmiękło, jakby sama sprawdzała, czy to napięcie zaraz minie. Dotyk ją zaskoczył i wiedziała, że stąd jest jej reakcja. Niepokojące napięcie jednak zmieniło się w to mieszające się z podnieceniem i aż przeszło jej falą po kręgosłupie. Jej kolano nie odsunęło się. Wręcz przeciwnie — zostało tam, gdzie było, jak cicha zgoda.
A coś, czego naprawdę nie wie prawie nikt… – zaczęła wolniej, odrobinę ciszej. Jej spojrzenie na moment uciekło gdzieś w bok, jakby sięgała pamięcią dalej niż zwykle pozwalała sobie sięgać. – Nie znam swoich rodziców. Nawet ich imion.
Nie dramatyzowała tego. Nie było w tym ciężaru, który przytłaczałby rozmowę. Raczej coś… surowego. Prostego.
Wychowałam się w różnych domach. – Wzruszyła lekko ramieniem. – Ludzie się zmieniali, miejsca się zmieniały… Trudno budować coś stabilnego, kiedy całe życie ktoś co chwilę przestawia ci meble.
Przez chwilę patrzyła na niego w milczeniu, jakby sprawdzała, jak to przyjmie. Czy się cofnie. Czy zacznie zadawać pytania, chciała go poznać, więc sama musiała mówić o sobie z nadzieją, że nie okaże się tym typem, który później użyje tego przeciwko niej.
Zamiast tego delikatnie przesunęła kciukiem po jego dłoni, prawie odruchowo wracając do tego bezpieczniejszego gruntu.
Ale… – jej głos znowu nabrał odrobiny lekkości – skoro już improwizujesz i ryzykujesz randki, których nie planowałeś…
Uniosła brew, przyglądając mu się uważniej.
To powiedz mi, jak ci idzie czytanie mojej książki?
Na jej ustach pojawił się cień uśmiechu, trochę zaczepny, trochę ciekawy. W końcu miała być nauczycielką i przepytać go z literatury, chociaż w tym momencie miała jakieś głupie myśli o stawianiu pały.

Karrion Stifler

what does it mean to you?

: czw kwie 23, 2026 11:22 am
autor: Karrion Stifler
Karrion nie odwrócił wzroku, kiedy mówiła. Nie wchodził jej w słowo, nie próbował łagodzić tego, co powiedziała - i co ważniejsze, nie wyglądał na kogoś, kto właśnie dostał „trudny temat”, z którym nie wie, co zrobić. Przyjął to. Tak po prostu.
Jego spojrzenie pozostało spokojne, ale coś w nim się zmieniło - jakby przesunęło się o poziom głębiej. Kciuk, który wcześniej leniwie sunął po jej kolanie, na moment się zatrzymał. Nie cofnął ręki. Zamiast tego jego dotyk stał się odrobinę bardziej świadomy - mniej przypadkowy, bardziej… obecny.
- To tłumaczy - odezwał się w końcu cicho. - Jak patrzysz na ludzi.
Nie rozwinął tego od razu. Jakby dawał jej przestrzeń, żeby sama zdecydowała, czy chce iść dalej w tę stronę.
Jego dłoń przesunęła się minimalnie, opuszkami palców kreśląc spokojny, powolny ruch po materiale rajstop.
- I to, że nie bierzesz niczego w ciemno - dodał po chwili. - Sprawdzasz. Czujesz. Dopiero potem decydujesz - zerknął na nią krócej, ale uważnie. - To nie jest słabość, Tori - cisza między nimi znów zgęstniała, ale tym razem była… bardziej oswojona.
Kiedy wspomniała o książce, kącik jego ust drgnął wyraźniej.
- Czytam - odpowiedział spokojnie, trochę niższym głosem. - Wolniej, niż byś chciała - zachichotał lekko. Ostatnimi czasy nie miał zbyt wiele przestrzeni na to, by zapoznać się z lekturą, jednak obietnicy zamierzał dotrzymać i planował ją skończyć jak najszybciej.
Jego spojrzenie na moment zeszło na jej usta, zanim wróciło do oczu.
- I mam wrażenie, że autorce zależy, żebym nie przeskakiwał stron - rzucił z lekkim uśmiechem.
Jego kciuk przesunął się wyżej, po linii jej kolana, ale nadal w granicach tej samej, kontrolowanej przestrzeni. Nie testował dalej, raczej utrzymywał napięcie tam, gdzie już było.
- Na razie jestem na etapie, gdzie główna bohaterka… - zawiesił głos na moment. - Udaje, że ma wszystko pod kontrolą - uniósł lekko brew. - A tak naprawdę sprawdza, czy może sobie pozwolić na trochę chaosu - zatrzymał dłoń, tym razem celowo. Nachylił się odrobinę bliżej. Niewiele - ale wystarczająco, żeby skrócić dystans.
- I całkiem dobrze jej to wychodzi - jego głos był cichy, spokojny… ale wyraźnie bliżej niej niż chwilę wcześniej.
- A jeśli chodzi o ocenę - dodał jeszcze ciszej, z cieniem rozbawienia. - To chyba jeszcze za wcześnie na nią - zrobił krótką pauzę. - Ale możesz mnie przepytać... lubię trudne pytania - rzucił, spoglądając prosto w jej oczy i teraz pytanie, czy w dalszym ciągu mówił jeszcze o książce?
Chwilę po tych słowach pojawił się kelner z zamówionymi przez nich potrawami. Stifler z lekkim zdziwieniem spojrzał na niego, nie spodziewając się, że czas oczekiwania tak szybko minął w jej towarzystwie. Nie ruszył jednak swojej porcji, chcąc przeciągnąć kontakt fizyczny i wzrokowy z Heffernan do maksimum.
Karrion spojrzał na usta Victorii i sam przygryzł delikatnie swoją wargę, nieco mocniej zaciskając dłoń na jej udzie.
- Smacznego - rzucił tylko i odsunął się, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że teraz nie stek był mu w głowie, a deser...

Victoria Heffernan