what does it mean to you?
: pt kwie 10, 2026 6:05 pm
#4
To słowo jeszcze chwilę krążyło jej po głowie, bo nie sądziła, że w tym wieku przyjdzie jej jeszcze chodzić na randki, skoro kiedyś myślała, że jest szczęśliwą mężatką.
Victoria stała przed szafą w komplecie czarnej bielizny i przerzucała sukienki, kompletnie nie wiedząc, co ma ubrać. Co chwilę odkładała jedną i sięgała po kolejną, żeby po sekundzie zmienić zdanie. Miała delikatnie ułożone włosy oraz swój klasyczny makijaż, który tylko podkreślał jej urodę, ale za cholerę nie wiedziała, co ubrać. Jakby wszystko nagle przestało do niej pasować.
To była randka. I nie jakaś tam randka. Tylko taka, przy której coś mogło się naprawdę wydarzyć.
Ciągnęło ich do siebie i dobrze wiedziała, jak może się to skończyć. Wcale jej to nie przerażało tak, jak powinno. Chciała czuć się piękna i seksowna, a w drugiej kolejności chciała mu się przypodobać i wyglądać jak na randkę. Chciała zobaczyć w lustrze kogoś, kogo sama chce dotknąć.
W końcu zdecydowała się na coś, czego jej były nigdy nie skomplementował. Wręcz przeciwnie – dostała za to w twarz. Na moment zatrzymała się, trzymając materiał w dłoniach. Jakby tamto wspomnienie w nią uderzyło. Tyle że tym razem wiedziała, że będzie czuła na sobie jego pożądliwe spojrzenie, które będzie największym komplementem.
Ubrała czarne, koronkowe rajstopy razem ze spódnicą, która sięgała połowy jej uda. Chciała wyeksponować swoje nogi. Zawsze były jej ulubioną częścią ciała. Prosta czarna bluzka, klasyczne szpilki i bordowy skórzany trencz zarzucony na ramiona. Wydawało jej się, że nie zmarznie. A nawet jeśli, to trudno.
Dostała od niego SMS-a z krótkim Czekam. Jedno słowo, a wystarczyło, żeby serce zabiło jej szybciej. Wzięła głębszy wdech i ostatni łyk wody. Poprawiła makijaż ust i zeszła na dół.
Opierał się o swój samochód, a Victoria uśmiechnęła się na jego widok i od razu zrobiło jej się lżej. Specjalnie nie szła do niego szybko, żeby mógł ją przez moment pooglądać, bez tego uroczego rumieńca na policzkach, kiedy docierało do niego, co robił.
– Dobry wieczór, Karrion – głos miała spokojniejszy, niż się spodziewała. Położyła dłoń na jego ramieniu, żeby ułatwić sobie pocałowanie jego policzka na przywitanie. Zatrzymała się przy nim o ułamek sekundy za długo.
– Jak ci minął dzień? – zapytała, nim pozwoliła sobie otworzyć drzwi.
Na siedzeniu pasażera leżał bukiet klasycznych, czerwonych róż. Spojrzała na niego z uśmiechem.
– Dziękuję, nie musiałeś.
To był miły gest. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz dostała kwiaty. Zgarnęła je z siedzenia i ostrożnie przeniosła na tylną kanapę. Chyba nic im nie będzie, jeśli jeszcze chwilę nie będą miały bliskiego spotkania z wodą.
– To jaki mamy plan? – uniosła lekko brew. Trochę się bała odpowiedzi.
Nie znała szczegółów i miała nadzieję, że ciuchy ma godne tej randki i nie planuje dzikich pieszych wycieczek, bo w tych butach nie było szans na to, żeby iść. Musiałby ją chyba nieść na barana. Chociaż… może to byłby jakiś pomysł.
Spojrzała na niego jeszcze raz, czekając, co powie.
Karrion Stifler