I tell myself I don't care that much
: pt kwie 10, 2026 8:01 pm
Tykanie wiszącego na ścianie zegara stawało się coraz bardziej wkurzające i uciążliwe. Tak jakby mijający czas nie pozwalał jej zapomnieć o tym wszystkim. Minęło dokładnie 30 dni od wydarzeń w szpitalu, 720 godzin od momentu, w którym dowiedziała się, że jej brat nie żyje. 43 200 minut odkąd została sama na tym paskudnym świecie i dokładnie 2 592 000 sekund od kiedy nie umiała się po tym pozbierać. Nie ważne jak bardzo się starała, nie umiała wrócić na właściwe tory, nie umiała odnaleźć siebie, tej jednej zagubionej części, która pozwalałaby wszystkiemu ułożyć się w całość.
Każdy dzień po wyjściu ze szpitala wyglądał tak samo, ubrana w dresy i za dużą bluzę swojego brata siedziała zamknięta w swojej sypialni lub na kanapie w salonie. Od pogrzebu, który był niespełna dwa tygodnie temu nie wyszła z domu, nie wychyliła nosa za drzwi. I nie ze strachu przed światem, ze strachu o to co by zrobiła. Bo nie myślała racjonalnie, a wiele głupot pchało jej się na myśl. Bo w dalszym ciągu nie mogła się z tym wszystkim pogodzić. Straciła sens własnego życia, własnego istnienia.
Noah jak obiecał wtedy w szpitalu, był przy niej, nie zostawił jej samej, przynajmniej tamtej nocy. Odkąd Mia wróciła do mieszkania praktycznie się nie widywali, mijali się, unikali się jak ognia, a jeśli już trafili na siebie w tym samym pomieszczeniu to albo milczeli albo wymieniali się tylko i wyłącznie kilkoma zdaniami. Jeszcze nie mieli okazji porozmawiać o tym wszystkim co się stało, ale to dlatego, że chyba żadne z nich nie było na to gotowe, żadne z nich nie miało odwagi na rozpoczęcie rozmowy.
Czy dalej go nienawidziła? Oczywiście. Czy czuła do niego nienawiść? Nie wiedziała sama. W dalszym ciągu była zagubiona w tym co czuła, co powinna czuć i jak się zachowywać, nie umiała tego rozgryźć, przynajmniej na obecny moment.
Westchnęła ciężko odrywając spojrzenie od książki nad którą siedziała już dobre parę godzin. Do liceum miała wrócić wraz z nowym miesiącem, ale chciała być na bieżąco w materiale, dlatego siedziała nad książkami. Prawda jest taka, że kompletnie nic nie ogarniała, nawet tekstu, który czytała. Robiła to tylko dlatego aby zabić czas. Uniosła lewą dłoń i chowając ją w za dużym rękawie bluzy przetarła twarz. Była zmęczona, ale sen jeszcze nie nadchodził. Musiała wytrzymać jeszcze parę godzin, nie spała od wczoraj bo znów obudził ją koszmar, ciągle jeden i ten sam, był jak film, który musiała oglądać wkoło. Czuła się strasznie wykończona co potwierdzały podkrążone oczy, blada buzia i włosy związane w niedbały kok.
Ruszyła głową, uniosła ciemne spojrzenie i zatrzymała je na tarczy zegarka. Było kilkanaście minut po północy, a Noah dalej nie było w mieszkaniu. Nie powinna, ale trochę się martwiła. Nie wiedziała gdzie spędzał całe dnie, a tym bardziej noce, nie pilnowała go, po prostu...pierwszy raz zwróciła uwagę na godzinę i brak jego obecności.
Wróciła do czytania książki z historii o jakimś królu, ale w ciągu kolejnych pięciu minut przeczytała pierwsze zdanie chyba siedem razy. Modliła się w duchu aby sen nadszedł szybciej, najlepiej taki, który całkowicie ją odetnie i zapobiegnie koszmarom.
Ciszę przerwał dźwięk przekręcanego klucza w zamku, zaraz po tym drzwi otworzyły się z cholernie głośnym skrzypieniem, aż nagle przypomniało jej się ile razy marudziła chłopakom o tym aby w końcu coś z tym zrobili.
Ruch wyrwał ją z zamyślenia, do pomieszczenia wszedł Noah, a ona siedziała na ziemi przy stoliku na którym znajdowało się kilka otwartych książek, zeszytów i jakaś paczka żelek. Jakoś musiała się rozbudzić, a cukier ponoć pomaga, lepiej niż energetyk.
- Cześć. - odezwała się cicho, z niepewnością w głosie, tak jakby nie była pewna czy miało do tego jakiekolwiek prawo. Jej głos brzmiał tak obco, nawet dla niej samej. Patrzyła na niego, sama nie wiedząc czy w oczekiwaniu na jakiekolwiek słowa z jego ust czy tak po prostu.
Noah Beaumont
Każdy dzień po wyjściu ze szpitala wyglądał tak samo, ubrana w dresy i za dużą bluzę swojego brata siedziała zamknięta w swojej sypialni lub na kanapie w salonie. Od pogrzebu, który był niespełna dwa tygodnie temu nie wyszła z domu, nie wychyliła nosa za drzwi. I nie ze strachu przed światem, ze strachu o to co by zrobiła. Bo nie myślała racjonalnie, a wiele głupot pchało jej się na myśl. Bo w dalszym ciągu nie mogła się z tym wszystkim pogodzić. Straciła sens własnego życia, własnego istnienia.
Noah jak obiecał wtedy w szpitalu, był przy niej, nie zostawił jej samej, przynajmniej tamtej nocy. Odkąd Mia wróciła do mieszkania praktycznie się nie widywali, mijali się, unikali się jak ognia, a jeśli już trafili na siebie w tym samym pomieszczeniu to albo milczeli albo wymieniali się tylko i wyłącznie kilkoma zdaniami. Jeszcze nie mieli okazji porozmawiać o tym wszystkim co się stało, ale to dlatego, że chyba żadne z nich nie było na to gotowe, żadne z nich nie miało odwagi na rozpoczęcie rozmowy.
Czy dalej go nienawidziła? Oczywiście. Czy czuła do niego nienawiść? Nie wiedziała sama. W dalszym ciągu była zagubiona w tym co czuła, co powinna czuć i jak się zachowywać, nie umiała tego rozgryźć, przynajmniej na obecny moment.
Westchnęła ciężko odrywając spojrzenie od książki nad którą siedziała już dobre parę godzin. Do liceum miała wrócić wraz z nowym miesiącem, ale chciała być na bieżąco w materiale, dlatego siedziała nad książkami. Prawda jest taka, że kompletnie nic nie ogarniała, nawet tekstu, który czytała. Robiła to tylko dlatego aby zabić czas. Uniosła lewą dłoń i chowając ją w za dużym rękawie bluzy przetarła twarz. Była zmęczona, ale sen jeszcze nie nadchodził. Musiała wytrzymać jeszcze parę godzin, nie spała od wczoraj bo znów obudził ją koszmar, ciągle jeden i ten sam, był jak film, który musiała oglądać wkoło. Czuła się strasznie wykończona co potwierdzały podkrążone oczy, blada buzia i włosy związane w niedbały kok.
Ruszyła głową, uniosła ciemne spojrzenie i zatrzymała je na tarczy zegarka. Było kilkanaście minut po północy, a Noah dalej nie było w mieszkaniu. Nie powinna, ale trochę się martwiła. Nie wiedziała gdzie spędzał całe dnie, a tym bardziej noce, nie pilnowała go, po prostu...pierwszy raz zwróciła uwagę na godzinę i brak jego obecności.
Wróciła do czytania książki z historii o jakimś królu, ale w ciągu kolejnych pięciu minut przeczytała pierwsze zdanie chyba siedem razy. Modliła się w duchu aby sen nadszedł szybciej, najlepiej taki, który całkowicie ją odetnie i zapobiegnie koszmarom.
Ciszę przerwał dźwięk przekręcanego klucza w zamku, zaraz po tym drzwi otworzyły się z cholernie głośnym skrzypieniem, aż nagle przypomniało jej się ile razy marudziła chłopakom o tym aby w końcu coś z tym zrobili.
Ruch wyrwał ją z zamyślenia, do pomieszczenia wszedł Noah, a ona siedziała na ziemi przy stoliku na którym znajdowało się kilka otwartych książek, zeszytów i jakaś paczka żelek. Jakoś musiała się rozbudzić, a cukier ponoć pomaga, lepiej niż energetyk.
- Cześć. - odezwała się cicho, z niepewnością w głosie, tak jakby nie była pewna czy miało do tego jakiekolwiek prawo. Jej głos brzmiał tak obco, nawet dla niej samej. Patrzyła na niego, sama nie wiedząc czy w oczekiwaniu na jakiekolwiek słowa z jego ust czy tak po prostu.
Noah Beaumont