Strona 1 z 3

La carcel nueva

: pt kwie 10, 2026 11:02 pm
autor: Santiago de la Serna
Kolejnego dnia po wizycie u brata Tiago i Alvaro wsiedli do samolotu, mającego przewieźć ich do Neapolu. De la Serna cały ten czas coraz bardziej się stresował i miał ochotę uciec - nie dlatego, żeby bał się latać czy żeby rzeczywiście uważał pomysł próby zastosowania tej eksperymentalnej terapii za zły, tylko właśnie dlatego, że obawiał się, że może akurat na niego nie podziałać. Przez cały czas był dość milczący, odpływał gdzieś we własne myśli, zadręczał się i gryzł paznokieć kciuka, gapiąc się przez okno samolotu. Rozmyślał też o tym, jak piękna mogłaby być ta podróż, gdyby lecieli po prostu na wakacje: ile pięknych chwil mogliby spędzić w Neapolu, ile rzeczy zobaczyć; mogliby wręcz zrobić sobie wycieczkę po całych Włoszech. Zamiast tego Tiago leciał do szpitala, w którym miałby spędzić miesiąc - z dala od domu, od znanych mu przestrzeni, w których czuł się bezpiecznie, z daleka od swoich zwyczajów, swoich rzeczy i swoich miejsc. Z daleka przede wszystkim od Alvaro, który przecież nie mógł spędzić z nim tego czasu - Tiago zastanawiał się, czy pozwolą mu choćby przenocować. Miał mimo wszystko nadzieję, że tak, bo nie chciał spędzać tej nocy oddzielony od niego, a wciąż w tym samym mieście. To by była dla niego istna tortura.
Kiedy w końcu wysiedli z samolotu i skierowali się w stronę postoju taksówek, Santiago szedł wyprostowany, z lekkim, nieszczerym uśmiechem na ustach, rozglądając się wokół z - tym razem niekłamanym - zachwytem. Kochał Włochy. Neapol nie był może jego ulubionym miastem w tym kraju: zdecydowanie bardziej lubił Florencję czy Wenecję; ale sam fakt, że był we Włoszech dodawał mu uroku.
- Tal vez antes de ir a esta clínica, ¿deberíamos hacer al menos una excursión de un día...? - zapytał, zatrzymując się na chodniku i patrząc na Alvaro - Imagínate: pasearemos entre estos hermosos edificios antiguos, estas estrechas calles italianas, y por la noche tomaremos vino en la terraza de algún pub encantador...
Spodziewał się sprzeciwów i zrugania go za ukrywanie prawdziwych emocji, za próbę ucieczki i nakazu pojechania od razu do szpitala; ewentualnie obietnicy wycieczki po wszystkim. Mimo to podjął próbę: a nuż się uda...?

Alvaro Salvatierra

La carcel nueva

: pt kwie 10, 2026 11:36 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Prawdę mówiąc przez większość lotu Alvaro również nie bardzo mógł się uspokoić; jego noga podskakiwała nerwowo, mimo stopy opartej o podłogę, a któryś z jego kciuków i ogólnie koniuszków palców co rusz lądował w ustach inżyniera - gryzienie swoich skórek pozwalało mu się uspokoić. Jeśli chodziło o niego, to on przede wszystkim bał się rozłąki, bo odkąd odnalazł Santiago te pół roku temu mniej więcej, to nie rozdzielali się za bardzo, a nawet jeśli Alvaro spędzał jakąś noc nie w domu Santiago, tylko np. u matki swojego dziecka, to i tak potem wracał myślami do tego, że wolałby obudzić się rano u boku ukochanego, a nie w jakimś hotelu, nawet jeśli za oknem miałby przecudowne uliczki Neapolu. Wolałby być z nim w ich domu, z Tiago śpiącym za ścianą, łapać go za rękę wtedy, kiedy tego zapragnie, obejmować go wtedy, gdy któryś z nich będzie potrzebował przytulenia lub chociaż i ogólnie spędzić te chwile u jego boku, a nie z dala od niego. Bo co mu było po przebywaniu w tym samym mieście, co ukochany, gdy nie mógł go nawet dotknąć ani przytulić? Gdy nie mógł zasnąć u jego boku, obudzić się przy nim, a potem wspólnie wypić kawę na balkonie z widokiem na Neapol?
Przynajmniej podróż minęła mu szybciej, bo był pochłonięty swoimi rozmyślaniami, ale to tyle jeśli chodzi o plusy; naprawdę niewiele ich było.
Popatrzył zaskoczony na Santiago, słysząc jego próby odsunięcia w czasie zameldowania się w klinice. Musiał jednak przyznać, że ta jego propozycja była kusząca, na tyle, że w pewnym momencie zatrzymał się, z dłonią mocno zaciśniętą na rączce swojej torby i przyjrzał się uważnie ukochanemu.
- ¿Sabes que te quiero tanto que puedo estar de acuerdo, aunque subconscientemente sé que solo estás retrasando lo inevitable? - uśmiechnął się łagodnie, podchodząc bliżej niego i obejmując wolnym ramieniem talię partnera, a czoło przytulając do jego ramienia. - Pero me da la impresión de que solo dices esto porque ya no quieres ir a la clínica. Creo que sería mejor que hiciéramos un viaje después de tu terapia. Sería lo más sensato.

Santiago de la Serna

La carcel nueva

: pt kwie 10, 2026 11:53 pm
autor: Santiago de la Serna
Santiago cmoknął i przewrócił oczami, po chwili obejmując Alvaro ramieniem i przytulając policzek do jego głowy.
- Alvaro, nunca huyo de nada, ¿recuerdas? - zapytał z uśmiechem - Soy simplemente tu Santiago, a quien le encanta viajar y quiere conocer el mundo. Y pasar tiempo contigo, recordando cuando éramos jóvenes y viajábamos a diferentes países, disfrutando de la vida. Solo quería ser tu viejo Tiago un poco más.
Pogładził jego plecy i rozejrzał się za taksówką. Zauważył którąś, zaparkowaną niedaleko i pociągnął przyjaciela w jej stronę, poruszając się dość żwawo, jak na niego. Kiedy znaleźli się w samochodzie, jednak mimo wszystko poprosił Salvatierrę o podanie kierowcy adresu kliniki wiedząc, że owszem, to był bardziej rozsądny pomysł i powinni jednak pojechać właśnie tam. W samochodzie znów nieco przygasł i zaczął gryźć swój paznokieć, zaciskając mocno palce na kolanie i stresując się tym, jak tam będzie i czy on to w ogóle wytrzyma. Miał wrażenie, jakby jechał do więzienia - bo też tym w istocie miał być ten pobyt. Nie będzie tam krat, a on mógł w każdej chwili wyjść, ale miał silne postanowienie, żeby jednak wytrzymać do końca, bo inaczej całe przedsięwzięcie nie miałoby sensu. Ale już teraz czuł się zamknięty, ściśnięty w zbyt ciasnej przestrzeni, już teraz chciał się wyrwać na wolność, coraz bardziej zaniepokojony wizją rozdzielenia z Alvaro. Powziął też silne postanowienie wykłócania się z personelem, jeśli broniliby Alvaro pozostania na noc - zamierzał ich w razie potrzeby przekupić.

Alvaro Salvatierra

La carcel nueva

: sob kwie 11, 2026 1:49 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Uśmiechnął się nieco szerzej, czując jak mężczyzna go obejmuje i przytula policzek do jego głowy. Santiago zdawał się coraz mniej krępować okazywania uczuć w miejscach publicznych, co niesamowicie cieszyło Alvaro - widział, że ten się przy nim otwiera. W ogóle miał wrażenie, że ich związek naprawdę służył Santiago, bo z jednej strony widział, że Tiago starał się być dla niego jak najlepszy, starał się zmienić, otworzyć, a z drugiej - Alvaro faktycznie widział, że mężczyzna był naprawdę szczęśliwy. Zwłaszcza wracał do niego obraz twarzy ukochanego i jego wzruszenia, gdy wręczył mu zaprojektowaną przez siebie bransoletkę. Tamta sytuacja popchnęła go do kolejnych kroków, o których Santiago miał się niedługo przekonać.
- Siempre serás mi viejo Santiago. - odpowiedział ze spokojem i pewnością w głowie, gładząc kciukiem jego klatkę piersiową w miejscu serca. - En cuanto te sientas mejor, volveremos a explorar el mundo, te lo prometo.
Pozwolił się pociągnąć w stronę jednej ze stojących nieopodal taksówek, a gdy wsiedli już do wozu i gdy mężczyzna kazał mu podać adres kliniki z jednej strony mu ulżyło, a z drugiej poczuł dumę z powodu tej decyzji. Nie dyskutował z tym, że Santiago rzekomo nigdy nie uciekał, bo miał co do tego inne zdanie - uciekał wiecznie: w drogie garnitury, w piękne kobiety, w adrenalinę podczas napadów (tu akurat się wcale od siebie nie różnili) i w robienie dobrej miny do złej gry, niezależnie od tego, co by się nie działo. Cieszył się więc, że tym razem po prostu zdecydował, że pojadą prosto do kliniki, bez kombinowania.
Widząc, że jego ukochany jest spięty i że się stresuje tym wszystkim, czemu zresztą wcale się nie dziwił, po chwili wahania położył dłoń na jego dłoni - tej zaciskającej się na kolanie. Pogładził kostki jego palców kciukiem, spoglądając na niego z miłością i pełnym oddaniem, jednak w milczeniu - nie chciał poruszać tak delikatnych dla niego kwestii przy taksówkarzu, bo mimo że byli we Włoszech, to nie było gwarancji, że kierowca nie zna hiszpańskiego. Inna sprawa, że czasem wspólne milczenie mogło zdziałać więcej, niż próby werbalnego pocieszania.
Jakiś czas później taksówka zatrzymała się na parkingu kliniki, czyli dość sporego budynku, który wyglądem przypominał z jednej strony szpital, a w każdym razie odrobinę, a z drugiej był jednak znacznie cieplejszy i znacznie bardziej domowy. Coś jak uzdrowisko, o, to chyba byłoby najlepsze porównanie. Podziękował kierowcy i razem z ukochanym wysiadł z samochodu, zgarniając też ich torby z rzeczami - on sam również miał ze sobą niewielki bagaż, bo zamierzał przenocować przynajmniej jedną noc w hotelu, potem odwiedzić Santiago jeszcze kolejnego dnia i wieczorem wrócić do kraju. Wcale nie uśmiechało mu się to, żeby zostawiać tutaj ukochanego samego, bo zakładał, że obaj mocno przeżyją to rozstanie - w końcu od momentu, kiedy go odszukał, tylko czasem spędzał noce poza domem (a aktualnie za swój dom uważał właśnie dom Santiago; miał nadzieję, że słusznie, w końcu mężczyzna sam zapytał go któregoś razu, czy chce z nim zamieszkać).
- ¿Entramos ya? Creo que deberíamos registrarte con la enfermera i después podemos dar un paseo por el jardín, si quieres. Me parece que los dos nos merecemos un cigarrillo.

Santiago de la Serna

La carcel nueva

: sob kwie 11, 2026 11:35 pm
autor: Santiago de la Serna
Zapewne gdyby Alvaro powiedział Tiago, że to nieprawda, że ten nigdy nie uciekał i wyliczyłby te wszystkie ucieczki, Santiago by się kłócił, ale w duchu przyznałby mu rację. Zresztą wiedział, że owszem - w ten sposób uciekał przez całe życie. Teraz jednak nie miał na myśli takich ucieczek, tylko te dosłowne, których rzeczywiście raczej nie stosował (poza momentami ulatniania się z miejsc włamu), pomijając ten jeden moment, kiedy próbował uciec przed chorobą w tamtym tunelu.
Gdy poczuł dłoń Alvaro na swojej, podskoczył lekko, wyrwany z czarnych myśli i spojrzał na mężczyznę, po chwili uśmiechając się nerwowo. Był mu wdzięczny za ten gest wsparcia, bo prawdę mówiąc, miał nadzieję, że ta podróż będzie trwała jak najdłużej - chciałby nigdy nie dojechać do tej kliniki, tylko już tak jechać i jechać. Wiedział jednak, że to się kiedyś skończy i wreszcie zaparkują przed szpitalem - i tak się zresztą niedługo stało. De la Serna spojrzał za okno, nie ruszając się z miejsca jeszcze przez jakiś czas. Odetchnął głęboko, przełknął z trudem ślinę i w końcu wyszedł, choć z wyraźną niechęcią.
- Diez cigarrillos - mruknął, chwycił swoją walizkę i ruszył za Alvaro do wejścia: nie ruszył się z podjazdu, póki Salvatierra sam nie skierował się w stronę budynku. Tiago szedł jak na skazanie, czując coraz większy strach - teraz to już była niemal panika, a po jego ciele przechodziły zimne dreszcze. Jego mina też wyrażała niechęć i obawę, zwłaszcza gdy wodził wzrokiem po wnętrzu, po tym szpitalnym wystroju: ładnym, owszem, ale jednak szpitalnym. Podszedł jednak niechętnie do recepcji, podał swój dowód i podał wszelkie niezbędne dane. Kiedy dostał informację, że zaraz pielęgniarka przyjdzie i zaprowadzi go do pokoju, oświadczył jeszcze, że chce, żeby Alvaro został z nim przynajmniej na tę noc i że będzie u niego zostawał, kiedy będzie przyjeżdżał w odwiedziny Spodziewał się batalii i miał na tę okoliczność przygotowany odpowiedni plik banknotów, ale... o dziwo - sympatyczna recepcjonistka uśmiechnęła się i kiwnęła głowa, mówiąc tylko, że trzeba będzie dopłacić za nocleg i posiłki, ale nie ma problemu, żeby Salvatierra tu został. To trochę zbiło Santiago z tropu, ale po chwili uśmiechnął się szeroko, jakby nagle jakiś ogromny ciężar został zdjęty z jego barków; tak się też zresztą czuł.
Niedługo później zostali obaj zaprowadzeni do pokoju, pielęgniarka pokazała im, gdzie mają wszelkie potrzebne rzeczy, powiedziała, że fotel można rozłożyć i może służyć jako łóżko, a ona zaraz przyniesie dodatkową pościel. Kiedy już to zrobiła, Tiago opadł ciężko na swoje łóżko i spojrzał na Alvaro niepewnie.
- ¿Te quedarás a pasar la noche? - zapytał mając nadzieję, że Salvatierra nie odmówi i choć tę jedną noc jeszcze spędzą razem.

Alvaro Salvatierra

La carcel nueva

: ndz kwie 12, 2026 12:09 am
autor: Alvaro Salvatierra
Alvaro nie spodziewał się, że Santiago będzie chciał, żeby został na noc - albo raczej: że będzie chciał, to się spodziewał, ale że kobieta z recepcji się na to zgodzi, to już niekoniecznie. Jego plan nie przewidywał takiej okoliczności; nie przewidywał, że Alvaro faktycznie tutaj zostanie na noc, raczej że przyjedzie jutro. To nieco komplikowało sprawę, choć głównie właśnie przez wzgląd na to, że tego nie zaplanował, a Salvatierra nie lubił, gdy coś szło niezgodnie z planem. I jasne, był złodziejem, w ich dorobku było sporo skoków, które nie szły do końca tak, jak to zaplanowali i trzeba było kombinować, ale mimo wszystko... no, w kwestii swoich planów wolał, by świat dostosował się do niego, a nie żeby on musiał dostosować się do świata.
Dostał mini ataku paniki, ale miał nadzieję, że Tiago tego nie dostrzegł - że był zbyt szczęśliwy z powodu tego, że pielęgniarka się zgodziła, żeby przyglądać się partnerowi jakoś uważniej. Widział jego szczęście, widział, że mu ulżyło i w sumie on również się ucieszył, bo to by znaczyło, że będzie mógł spędzić jeszcze jedną noc z ukochanym w jednym pokoju; nawet jeśli Santiago faktycznie będzie spał sam w łóżku, a Alvaro będzie spał w rozkładanym fotelu, to jednak będzie mógł przy nim czuwać jeszcze chociaż o jedną noc dłużej.
Już w pokoju, gdy pielęgniarka przyniosła pościel i zostawiła ich samych, Alvaro rozejrzał się po pomieszczeniu, uznając w duchu, że jest całkiem przytulnie i że mogło być znacznie gorzej. Przez chwilę tak rozglądał się, z dłońmi opartymi o biodra, w charakterystyczny dla siebie sposób przechylając lekko głowę na bok, aż nie usłyszał pytania Santiago. Spojrzał na niego nieco zaskoczony, po chwili uśmiechając się do niego ciepło i podchodząc do łóżka, na które ten chwilę wcześniej opadł. De la Serna wyglądał na zmęczonego i wciąż zdenerwowanego, zestresowanego, ale Alvaro nie dziwił się temu, więc nie zamierzał się tego czepiać. Pochylił się do partnera i pocałował go w czoło.
- Supongo que no pediste que me pudiera quedar a dormir cada vez que venga de visita para que ahora te diga que no, ¿verdad? - pogłaskał go po policzku, prostując się za chwilę. - Voy a pagar por mi alojamiento i tú descansa un poco. Luego daremos un paseo, ¿te parece?
Posłał mu jeszcze jeden ciepły i czuły uśmiech, a potem wyszedł z pokoju, oddając się w stronę recepcji; faktycznie zamierzał za siebie zapłacić, przy okazji podpytać, czy mógłby zamienić słowo z lekarzem - niekoniecznie teraz, ale choćby jutro rano, no i poprosić pielęgniarkę, żeby dzwoniła do niego, gdyby działo się coś "nie tak". Nie przemyślał tego do końca, bo zostawił Santiago w pokoju samego z walizką, której chciał pilnować; jasne, walizka należała na Santiago, ale pod pretekstem dopakowania mu jeszcze jakichś rzeczy włożył tam jeszcze coś, co nie należało do Tiago... a w każdym razie jeszcze nie.
Jeśli ten zdecydował się otworzyć walizkę, na jego ubraniach leżało opakowanie, podobne do tego, w którym Santiago otrzymał niedawno bransoletkę. Również było wykonane z czerwonego drewna, ale było mniejsze, niż tamto. Po otwarciu pierwsza w oczy rzucała się zgięta na równe cztery części kartka papieru, a pod nią... coś jeszcze.

Santiago de la Serna

La carcel nueva

: ndz kwie 12, 2026 12:36 am
autor: Santiago de la Serna
Uśmiechnął się, kiedy Alvaro zapytał, czy spodziewał się, że teraz miałby usłyszeć odmowę pozostania z nim, skoro wcześniej takich odmów nie słyszał.
- En teoría, no, pero ya sabes: siempre podrías haber tenido otros planes, tal vez no quisieras quedarte a pasar la noche aquí. Tienes derecho a negarte - odpowiedział, ucieszony, że mimo wszystko Alvaro jednak chciałby tu zostać. To dobrze, bo prawdę mówiąc, Santiago bał się tu zostać sam. Nie był pewien, jak się wtedy poczuje, więc choćby tę pierwsza noc chciał jeszcze spędzić z Alvaro, a jutro być może już przyzwyczai się do tego miejsca nieco bardziej, może będzie mu tutaj trochę lepiej, może już nie będzie aż tak spięty. Nie zamierzał za bardzo pokazywać na zewnątrz swojego lęku, ale jednocześnie nie zamierzał go przesadnie ukrywać przed Salvatierrą. Najchętniej jednak teraz zwinął by się w kłębek w jego ramionach i zniknął; tym bardziej, że pielęgniarka zapowiedziała, że za dwie godziny lekarz go przyjmie i rozpoczną się badania, które potrwają około godziny, a później, kiedy będą wszystkie wyniki i ostatecznie zakwalifikują go one do terapii, Tiago dostanie ten cudowny lek.
Nie zauważył zdenerwowania Alvaro; czy raczej - zauważył, ale złożył je na karb tego, że byli w nowym miejscu i tego, że mężczyzna zapewne również stresował się tym, czy to w ogóle zadziała. Nie przyszło mu do głowy, że Salvatierra faktycznie miał jakieś plany, które teraz musiał przebudować. Albo - że jeśli by te plany miał, to jednak by powiedział i przeniósł się na noc do hotelu.
Odprowadził partnera wzrokiem do drzwi i chwilę jeszcze siedział na łóżku, nie bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić; ale w końcu zabrał się za rozpakowywanie walizki. Odłożył kupkę ubrań na półkę, po czym jego wzrok padł na kartkę i znajdujące się pod nią pudełko. Najpierw wziął ostrożnie papier w dłonie, przyglądając mu się ze zmarszczonym czołem i nie wiedząc, co właściwie o tym myśli. Zatkało go i przez chwilę miał zupełną pustkę w głowie, wpatrując się w rysunek jak urzeczony. Wreszcie jednak odłożył ją na łóżko i sięgnął po pudełeczko, czując, że jego serce zaraz wyskoczy z piersi i przebije się też przez ścianę. Kiedy zobaczył pierścionek, zakręciło mu się w głowie, a nogi się pod nim ugięły. Opadł znów na łóżko, gapiąc się na zawartość pudełeczka. W tej pozycji zastał go wracający Alvaro, na którego Santiago spojrzał szeroko otwartymi oczami.
- ¿Esto... para mí...? - zapytał zduszonym głosem, nie dowierzając i woląc się upewnić, czy przypadkiem to nie był jakiś żart albo może coś dla kogoś innego.

Alvaro Salvatierra

La carcel nueva

: ndz kwie 12, 2026 12:53 am
autor: Alvaro Salvatierra
Gdy Alvaro po jakiejś tam chwili wrócił do pokoju i zobaczył Santiago, siedzącego z pudełeczkiem w dłoniach, poczuł dość silne zawroty głowy i odruchowo złapał się dłonią futryny, żeby się nie zatoczyć. Stał tak jakiś czas, a serce mocno obijało mu się o żebra, tak głośno, że miał wrażenie, że jego ukochany również słyszy to bicie, mimo dzielącej ich odległości.
Nie odpowiedział od razu na pytanie, ale gdy był już zdolny do poruszenia się wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi z przesadną ostrożnością i równie ostrożnie podszedł do łóżka, po drodze przeczesując dłonią włosy w nerwowym geście. Poprawił też marynarkę, również odruchowo, zanim odpowiedział.
- Por supuesto que es para ti, pero ¿para quién sería? - uśmiechnął się nieco niepewnie, zatrzymując się tuż przy Santiago, przy jego kolanach właściwie. Patrzył na niego teraz z góry, wciąż z mocno bijącym sercem, a w jego oczach mieszała się bezbrzeżna miłość wymieszana z lękiem przed odrzuceniem, z którym facet nie mógł sobie poradzić od lat. No i szczyptą niepewności, ale to głównie przed reakcją ukochanego, a nie przed tym, że ten właśnie trzymał w rękach pierścionek zaręczynowy.
- Supuse que lo encontrarías una vez que estuviera en el hotel. Tenía miedo... bueno, miedo de proponerte matrimonio cara a cara porque soy un maldito cobarde y tenía muchísimo miedo de que dijeras que no. - odezwał się po kolejnej chwili milczenia, wciąż jednak z tym niepewnym uśmiechem na ustach. - No estaba segura de que lo quisieras, pero... bueno, ya que aceptaste la pulsera, pensé que no perdía nada con intentarlo. Probablemente Tiago se sorprenderá cuando un día le cuente que su huella dactilar está en el anillo de compromiso de su padre. - zaśmiał się nieco nerwowo, po chwili osuwając się na kolana przy łóżku i wciąż przy nogach ukochanego. - Santiago de la Serna, ¿quieres casarte conmigo?

Santiago de la Serna

La carcel nueva

: ndz kwie 12, 2026 12:49 pm
autor: Santiago de la Serna
Ręce Santiago, do tej pory uniesione razem z pudełeczkiem, teraz opadły, kiedy Alvaro zaczął mówić o swoim strachu przed oświadczynami twarzą w twarz. Kręciło mu się w głowie, a w uszach słyszał szum własnej krwi; zaschło mu też w ustach. Wpatrywał się w przyjaciela, nie do końca wiedząc, co odpowiedzieć, bo owszem, chciałby tego ślubu, chciałby być z nim do końca życia i związać się z nim oficjalnie. Z drugiej strony właśnie: nie był wciąż pewien, jaki właściwie jest status jego małżeństwa, a poza tym miał wątpliwości co do tego, czy to dobrze będzie zawierać ślub, kiedy istniała możliwość szybkiego owdowienia Alvaro.
- ¿Es esta la huella dactilar de Tiago? - zapytał zamiast natychmiastowej odpowiedzi na pytanie Salvatierry. Poczuł uścisk wzruszenia w gardle i przyjrzał się temu odciskowi jeszcze raz, a na jego usta wypełzł rozczulony uśmiech - ¿Hiciste un trato con Salazar? Ayer también me preguntó si nos íbamos a casar.
Wiedział jednak, że musi w końcu odpowiedzieć na to pytanie. Musi nawiązać do tego tematu, bo inaczej Alvaro poczuje się odrzucony, uzna, że Tiago mu odmawia - a to nie było tak. Odetchnął więc i przeczesał włosy palcami, patrząc mu poważnie w oczy.
- ¿Crees que esto es una buena idea? No me refiero a la boda en sí, porque sí, me gustaría. Me refiero a lo que está pasando en nuestras vidas... No quiero que te quedes viudo pronto. Por eso no te dije antes que me había dado cuenta de que te amaba. Por eso me despedí de ti sin decírtelo. Y ahora... mientras estemos juntos, puedes irte cuando quieras, cuando las cosas se pongan difíciles, cuando te sientas agotado. No te lo reprocharé. Y... después de la boda, todas mis relaciones se fueron al traste. Lo arruiné todo.
Na jego twarzy malowała się teraz obawa o to, że w tym przypadku może być podobnie - że on sam wszystko schrzani, bo najwyraźniej miał do tego tendencje.

Alvaro Salvatierra

La carcel nueva

: ndz kwie 12, 2026 1:13 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Alvaro wpatrywał się w Santiago czując się, jakby czekał na wyrok. Przez jego kręgosłup przebiegły nieprzyjemne dreszcze niepokoju, a w jego głowie kotłowało się coraz więcej myśli, a sam mężczyzna czuł się, jakby zaczynała go otaczać coraz większa i coraz gęstsza mgła niepokoju. I między innymi właśnie dlatego bał się oświadczać twarzą w twarz; wolał, żeby Santiago znalazł szkic i pierścionek wtedy, gdy Salvatierra będzie już w hotelowym pokoju. Odpowiedź przez telefon czy wiadomość bolałaby mniej, zwłaszcza odmowna, oczywiście.
- No, no conspiré con Salazar, no le hablé del anillo ni de mis planes. - odpowiedział po chwili, wciąż patrząc na niego z niepokojem.
Słuchał uważnie tego, co Tiago mówił, z każdym słowem czując, że popełnił błąd i zagalopował się w swoich planach. Czuł się też, jakby dostał kubłem zimnej wody, która podziałała na niego nie tyle otrzeźwiająco, co po prostu... w pewnym sensie odbierając mu nadzieję, która najwyraźniej była u niego zbyt wielka, zbyt silna, zbyt naiwna. Zawsze był zbyt naiwnym chłopcem, cholera, najwyraźniej mu to nie minęło mimo czterdziestki na karku.
Po jakimś czasie podniósł się z kolan, zastanawiając się, kiedy ostatnio czuł się tak nic niewartym śmieciem. Wtedy, gdy obudził się po gwałcie? Po przebudzeniu się po tej całej akcji w tunelu, kiedy usłyszał, że Santiago zawalił tunel i nie przeżył, poświęcając się, żeby udaremnić policji złapanie ich? No, coś w tym stylu. Nawet nie wiedział, że wstrzymywał oddech, ale w pewnym momencie poczuł ból w płucach, więc wypuścił powietrze przez niemalże zaciśnięte usta i na niemalże uginających się pod nim nogach podszedł do fotela, żeby osunąć się tam i ukryć twarz w dłoniach.
- ¿De verdad crees que soy así? ¿Crees que te dejaré cuando las cosas se pongan "demasiado difíciles"? - wymamrotał w swoje dłonie, próbując się nie rozryczeć jak dziecko; jeszcze tylko tego by brakowało, i tak czuł się już wystarczająco upokorzony. - Lo siento, entonces supongamos que no encontró el anillo, que no estaba allí. Lo siento.

Santiago de la Serna