La carcel nueva
: pt kwie 10, 2026 11:02 pm
Kolejnego dnia po wizycie u brata Tiago i Alvaro wsiedli do samolotu, mającego przewieźć ich do Neapolu. De la Serna cały ten czas coraz bardziej się stresował i miał ochotę uciec - nie dlatego, żeby bał się latać czy żeby rzeczywiście uważał pomysł próby zastosowania tej eksperymentalnej terapii za zły, tylko właśnie dlatego, że obawiał się, że może akurat na niego nie podziałać. Przez cały czas był dość milczący, odpływał gdzieś we własne myśli, zadręczał się i gryzł paznokieć kciuka, gapiąc się przez okno samolotu. Rozmyślał też o tym, jak piękna mogłaby być ta podróż, gdyby lecieli po prostu na wakacje: ile pięknych chwil mogliby spędzić w Neapolu, ile rzeczy zobaczyć; mogliby wręcz zrobić sobie wycieczkę po całych Włoszech. Zamiast tego Tiago leciał do szpitala, w którym miałby spędzić miesiąc - z dala od domu, od znanych mu przestrzeni, w których czuł się bezpiecznie, z daleka od swoich zwyczajów, swoich rzeczy i swoich miejsc. Z daleka przede wszystkim od Alvaro, który przecież nie mógł spędzić z nim tego czasu - Tiago zastanawiał się, czy pozwolą mu choćby przenocować. Miał mimo wszystko nadzieję, że tak, bo nie chciał spędzać tej nocy oddzielony od niego, a wciąż w tym samym mieście. To by była dla niego istna tortura.
Kiedy w końcu wysiedli z samolotu i skierowali się w stronę postoju taksówek, Santiago szedł wyprostowany, z lekkim, nieszczerym uśmiechem na ustach, rozglądając się wokół z - tym razem niekłamanym - zachwytem. Kochał Włochy. Neapol nie był może jego ulubionym miastem w tym kraju: zdecydowanie bardziej lubił Florencję czy Wenecję; ale sam fakt, że był we Włoszech dodawał mu uroku.
- Tal vez antes de ir a esta clínica, ¿deberíamos hacer al menos una excursión de un día...? - zapytał, zatrzymując się na chodniku i patrząc na Alvaro - Imagínate: pasearemos entre estos hermosos edificios antiguos, estas estrechas calles italianas, y por la noche tomaremos vino en la terraza de algún pub encantador...
Spodziewał się sprzeciwów i zrugania go za ukrywanie prawdziwych emocji, za próbę ucieczki i nakazu pojechania od razu do szpitala; ewentualnie obietnicy wycieczki po wszystkim. Mimo to podjął próbę: a nuż się uda...?
Alvaro Salvatierra
Kiedy w końcu wysiedli z samolotu i skierowali się w stronę postoju taksówek, Santiago szedł wyprostowany, z lekkim, nieszczerym uśmiechem na ustach, rozglądając się wokół z - tym razem niekłamanym - zachwytem. Kochał Włochy. Neapol nie był może jego ulubionym miastem w tym kraju: zdecydowanie bardziej lubił Florencję czy Wenecję; ale sam fakt, że był we Włoszech dodawał mu uroku.
- Tal vez antes de ir a esta clínica, ¿deberíamos hacer al menos una excursión de un día...? - zapytał, zatrzymując się na chodniku i patrząc na Alvaro - Imagínate: pasearemos entre estos hermosos edificios antiguos, estas estrechas calles italianas, y por la noche tomaremos vino en la terraza de algún pub encantador...
Spodziewał się sprzeciwów i zrugania go za ukrywanie prawdziwych emocji, za próbę ucieczki i nakazu pojechania od razu do szpitala; ewentualnie obietnicy wycieczki po wszystkim. Mimo to podjął próbę: a nuż się uda...?
Alvaro Salvatierra