Strona 1 z 1

you're far more cooler than you know

: sob kwie 11, 2026 8:13 am
autor: vita bennett
Grudzień 2025

Szurała butami po chodniku, idąc w kierunku Messini Authentic Gyros. Stresowała się, bo wiedziała, że Lexi ma dziś wolne i nie będzie go w knajpie, ale już nawet nie chodziło tylko o to. Nie była pewna, co właściwie jest między nimi. Czy to tylko chwilowa sytuacja typu friends with benefits, czy może znowu zadurzy się w nim po uszy, a on chwilę później się nią znudzi i poleci do swoich koleżków albo koleżanek po lepszy czas? Nie miała pojęcia i szczerze mówiąc, wcale nie chciało jej się o tym myśleć... Wracając jednak do samego stresu, była kurewsko zestresowana. Czuła, jak z każdym kolejnym krokiem w stronę greckiej knajpki na karku zbierają jej się kropelki potu. A czemuż to? Bo miała tam być siostra Alexisa. Catherine. To miał być pierwszy raz, kiedy zobaczy ją po tylu latach. Zawsze ją uwielbiała, więc teoretycznie powinna się cieszyć, prawda? No właśnie. Był w tym maleńki szkopuł. Cieszyłaby się o wiele bardziej, gdyby nie fakt, że to właśnie Catherine znalazła to nagranie, które zaczęło się od rzucenia limonką w jej brata, a skończyło na tym, że uprawiali bardzo niesanitarny seks w tej cholernej, ledwo oświetlonej piwniczce.

Czy była to jedna z najbardziej pojebanych rzeczy, jakie Holloway kiedykolwiek zrobiła? O tak. Czy tego żałowała? Niezbyt. Czy powtórzyłaby to? Możliwe.

Ale teraz miała spotkać szefową całego tego rodzinnego klanu, bo swoją drogą cały ród Bennettów, przynajmniej od tej metaforyczno-rzeczywistej strony, spoczywał właśnie na barkach Catherine...
Stojąc przed lokalem, wzięła głęboki oddech, chwyciła za drzwi i weszła do środka. Wymieniła uśmiechy z kilkoma kelnerami, którzy rozpoznali ją z tamtej zmiany i posyłali jej ciekawe, aż za bardzo znaczące spojrzenia. Przewróciła tylko oczami, po czym poszła odwiesić kurtkę i torbę, a przy okazji upewnić się, że wygląda przyzwoicie na zmianę. Kiedy wróciła i stanęła przy barze, spojrzała na kolesia, z którym chyba już wcześniej pracowała. - Hej, wiesz może, czy będę dziś z kimś za barem? - zapytała z zaciekawieniem.
- A nie wiem, pewnie Cath kogoś ci da do pomocy- odparł z uśmiechem, po czym powoli przejechał wzrokiem po jej ciele i bezczelnie dodał,- Wiesz, Alexisa dzisiaj nie ma, ale chętnie pokażę ci kantorek albo cokolwiek będziesz potrzebowała. - Uśmiechnął się do siebie z tym irytującym, obleśnym samozadowoleniem. Vita uchyliła usta i już chciała się zamachnąć, żeby mu przywalić, gdy jakaś kelnerka rzuciła nagle, - Szefowa idzie!
Vita wyprostowała się niemal na baczność i od razu uśmiechnęła szeroko, kiedy po raz pierwszy od tak dawna zobaczyła Catherine. Podeszła do niej i jakoś tak automatycznie ją przytuliła, wyrzucając z siebie, - Cath, kopę lat, super cię widzieć! I jeszcze raz dziękuję za zupkę, była cudowna. - Uśmiechnęła się ciepło, odsunęła od niej i spojrzała na nią uważnie. - Jaki jest plan na dzisiaj?

Cath ㅤꨄ︎

you're far more cooler than you know

: ndz kwie 12, 2026 9:25 pm
autor: Catherine Bennett
Catherine już dawno przestała nadążać za życiem związkowym swojego brata. Tak samo jak za jego romansami i całą tą otoczką. Po prostu dla własnego zdrowia psychicznego wolała o pewnych kwestiach nie wiedzieć. Niemniej wydawało jej się, że być może z Vitą udałoby im się coś stworzyć. Pamiętała dziewczynę jeszcze jako nastolatkę i wydawała się być w porządku, a przynajmniej nigdy nie miała z nią problemów. Co prawda sama Catherine była wtedy raczej zabiegana i zbyt zajęta swoim własnym związkiem, aby zwracać uwagę na przyjaźnie brata, ale jakiś kontakt tam miały. Sposób w jaki Alexis zareagował na nagrania też wydawał jej się specyficzny i była ciekawa dokąd to zaprowadzi. Nie zamierzała jednak za bardzo wtrącać się w tę kwestie, ufała że Lexie musiał sam dojść do pewnych rzeczy.
Nie przejmowała się jakoś wybitnie nagraniem i z perspektywy uważała to za całkiem zabawne. Dziadkowie nic nie widzieli, ona sama też nie (i naprawdę się z tego cieszyła, nie chciała oglądać swojego brata podczas uprawiania seksu), nagranie prawdopodobnie przepadło na wieki i miała nadzieję, że Lexie nie wpadnie zbyt szybko na podobny pomysł.
Chociaż starała się zarządzać całym tym bałaganem restauracyjnym to nie uważala siebie za szefową. I naprawdę miała czasem ochotę zadusić załogę, gdy ta się tak do niej zwracała. Ze starszymi członkami ekipy nie miała problemu: pamiętali ją z dzieciństwa albo z czasów, gdy dopiero wchodziła w dorosłość. Od dawna traktowała ich jako część rodziny przez długi kontakt z nimi i ich relację z nią i dziadkami. To głównie młodsi członkowie wychodzili z tym całym: szefowo albo pani Catherine i coś wewnątrz niej się przewracało.
Cierpieli na niedobór kompetentnej załogi. O ile z kelnerami było względnie spokojnie (chociaż jeden zdecydowanie pozwalał sobie na zbyt dużo i Cath korciło po prostu go wyrzucić) o tyle z barmanami było ciężko. Na co dzień dawali radę, jeśli Lexie nie mógł działać podmieniała go Nancy. Jeśli nie mogli oni to w ostateczności Cath stawała za barem, ale nie zawsze to wypalało.
I tak było tym razem: szykował im się wieczór kawalerski i Cath już wiedziała, że to będzie chaos i duży ruch. Nie było szans na ogarnięcie tego samemu, a pozostała dwójka była nieosiągalna. Chyba w przypływie ostatniej fali nadziei poprosiła o pomoc Vitę. Czuła wyrzuty: nie znała jej aż tak dobrze, a dziewczyna na pewno miała ciekawsze rzeczy do robienia niż obsługiwanie baru w losowej restauracji.
Spodziewała się raczej wyrzutów maskowanych jako żart, więc zaskoczona potrzebowała kilku sekund na odwzajemnienie przytulenia wyższej dziewczyny. Oddała go jednak w końcu z ulgą. No nie potrafiła inaczej: jeśli ktoś był chociaż trochę ważny dla jej brata to był ważny także dla niej.
- Matko, czy ty zawsze byłaś taka wysoka czy to ja się kurczę? - zapytała z równie ciepłym uśmiechem. - Jejku, to super. Nie miałam pojęcia o jaką zupę chodzi, więc zgadywałam na czuja trochę - przyznała i spojrzała na młodszą kobietę z uśmiechem, zanim w ogóle przystąpiła do wyjaśniania planu:
- Za godzinę mamy rezerwację na wieczór kawalerski, więc w zasadzie jakikolwiek plan by nie był to potem będzie nieaktualny. Wstępnie jednak pewnie staniemy za barem razem - powiedziała po chwili zastanowienia. Musiała mieć nowych członków załogi na oku. Tak samo jak potencjalnych imprezowiczów - zabawa zabawą, ale nie chciała burd w lokalu. Tym bardziej, że wciąż byli tam zwykli klienci. - Wolisz spokojnych i normalnych klientów czy towarzystwo przyszłego pana młodego jak już się pojawi? Zresztą po co ja pytam, bierzesz normalnych. Ja okiełznam tamtych. Myślę, że po trzeciej kolejce bedzie im wszystko jedno jak co smakuje- uznała wiążąc włosy w kitkę i stając za barem.
Zerknęła kontrolnie czy wszystko czego potrzebowała miała w zasięgu ręki i czy potrzebne składniki były przygotowane. Ku ironii jedyne co nie było gotowe to limonki. Położyła jedną przed Vitą i z rozbawionym uśmiechem pokręciła głową.
- Jesteście niesamowici, wiecie? I niemożliwi.

vita bennett

you're far more cooler than you know

: sob kwie 18, 2026 6:39 am
autor: vita bennett
Parsknęła śmiechem i odruchowo spojrzała na Catherine z góry, przez moment naprawdę próbując ocenić, czy to ona tak wystrzeliła, czy może cała reszta świata po prostu zaczęła sięgać jej gdzieś do ramion. - Nie, to ja po prostu wyrosłam na problem - rzuciła z rozbawieniem - Ale spokojnie, nadal jestem całkiem urocza, więc bilans wychodzi na plus. Chociaż co ja będę gadać... ty to ocenisz! - prychnęła pod nosem, a na wzmiankę o zupie uśmiechnęła się szerzej, tym razem już trochę cieplej. To akurat było naprawdę słodkie. Słuchała jej potem uważnie, kiwając głową, gdy padło hasło wieczoru kawalerskiego. No pięknie. Czyli hałas, za dużo alkoholu, za mało rozumu i przynajmniej jeden debil przekonany, że jest dużo zabawniejszy, niż był w rzeczywistości. Cudownie. - Brzmi jak kontrolowana katastrofa - mruknęła pod nosem.

W gruncie rzeczy nawet jej to pasowało. Lepsze to niż stanie w ciszy i zbyt długie myślenie. Myślenie, szczególnie o pewnym Bennettcie nigdy nie wychodziło jej na zdrowie. Stanęła za barem i umyła dłonie, dalej słuchając Catherine, po czym podeszła do niej bliżej. - Tak serio, powiedz mi tylko, co mam robić, i będzie dobrze. Swoją drogą, mam całkiem spore doświadczenie jako barmanka w The Painted Lady - dodała z nutką pewności siebie, układając szklanki za barem - Postaram się cię nie zawieść. - uniosła brew zerkająć na nią i dodała- I dla jasności, tych normalnych klientów biorę tylko dlatego, że cię lubię. Nie dlatego, że nie poradziłabym sobie z bandą napalonych idiotów - doprecyzowała z niewinnym uśmiechem. Potem pochyliła się minimalnie w stronę Catherine i ściszyła głos, aby nikt jej nie usłyszał - Ale jak któryś z tych przygłupów od kawalerskiego zacznie za bardzo kozaczyć, to niczego nie obiecuję.

Już miała rzucić coś jeszcze, może nawet trochę się podroczyć, kiedy Catherine położyła przed nią limonkę. Vita spojrzała najpierw na owoc, potem na nią i przez krótką chwilę po prostu stała w milczeniu, po czym prychnęła śmiechem i pokręciła głową, dosłownie zmieniając kolor bladej twarzy na szkarłat. - O nie. Nie zaczynajmy nawet - wycelowała w nią palcem, już wyraźnie rozbawiona. - Przysięgam, że dzisiaj żadna limonka nie poleci w nikogo... no, może poza jednym Bennettem, który dosłownie miesza mi w głowie. - Zacisnęła usta zaraz po tych słowach, jakby dopiero sekundę za późno zorientowała się, że powiedziała to na głos, po czym parsknęła cicho pod nosem. Kątem oka zerknęła jeszcze w stronę typa, który wcześniej próbował błysnąć tym swoim obleśnym tekstem, i przewróciła oczami tak ostentacyjnie, że aż sama poczuła się odrobinę lepiej. - Ale mogę ci o tym opowiedzieć po zmianie, jeżeli będziesz miała ochotę posłuchać o moich perypetiach z twoim bratem. - Chwilę później chwyciła nowe zamówienia, które zaczęły wysuwać się z maszyny do ticketów, i od razu zabrała się do pracy nad drinkami, a jej ciało dosłownie pamiętało wszystko gdzie co było... dokładnie tak samo jak podczas tamtej zmiany. Nalewając alkohol do wysokiej szklanki, zerknęła jeszcze na Catherine i rzuciła z zadziornym uśmieszkiem- A jak tam w twoim sercowym świecie, Cath? Jakiś szczęściarz na horyzoncie?

Cath ㅤꨄ︎