Oops! It's you!
: sob kwie 11, 2026 10:10 pm
Od momentu, kiedy zaczęła medycynę, naprawdę to polubiła. Interesowały ją zagadnienia, procesy, które zachodziły w człowieku i ich skutki, albo przyczyny — i chociaż, było to ciężkie i wymagające, nigdy nie żałowała, że podjęła właśnie taką decyzję. Noce spędzała najczęściej z książkami, zapamiętując najważniejsze informacje, a poranki zaczynała w biegu z kubkiem jeszcze gorącej kawy, którą kupiła w drodze na uczelnię. Życie Millie, z pozoru było idealnie zorganizowane, nie było w nim miejsca na nudę, ani na nieodpowiednie zachowanie, ale tylko starała się, aby właśnie tak to wyglądało z boku.
Kurs z literatury angielskiej, miał być miłą odskocznią od nauki anatomii i kolejnych zajęć w prosektorium, czy w laboratoriach. Czymś łatwym, gdzie mogłaby posłuchać o książkach, które uważane były za klasyki, bez zapamiętywania kolejnych łacińskich nazw i zastanawiania się, czy podjęta przez nią decyzja uratuje komuś życie, czy wręcz przeciwnie.
NIe spodziewała się jednak, że zajęcia, które miały być czymś miłym i przyjemnym, mogą okazać się bardziej skomplikowane.
Na zajęciach zawsze starała się być punktualnie. Zajmowała miejsce, gdzieś z tyłu, ale zawsze mając dobry widok na sam początek. Przesuwała palcem po ipadzie, przeglądając notatki na kolejne zajęcia, kiedy drzwi się otworzyły nawet nie uniosła spojrzenia znad zapisanych słów. Słyszała jak ktoś wchodzi i zamyka drzwi, a głosy w całej auli nagle ucichły. Dopiero po chwili, blondynka uniosła spojrzenie swoich brązowych tęczówek na wykładowcę i momentalnie, zamrugała kilkukrotnie powiekami, jakby chciała się upewnić, że się nie przewidziała. Świat na moment jakby się zatrzymał, kiedy ich spojrzenie spotkało się ze sobą na ułamek sekundy.
Nie przewidziała się.
Ten sam mężczyzna, ten sam ton głosu — kiedy się odezwał, ten sam uśmiech, który widziała ostatniego wieczoru, kiedy się na nią patrzył, ale inne zachowanie, teraz był jej wykładowcą. Ale Millie, nadal widziała w nim mężczyznę, którego poznała przypadkowo w barze i z którym spędziła stanowczo zbyt wiele czasu i kiedy pili kolejne drinki, rozmawiając o wszystkim. Siedzieli wtedy zbyt blisko siebie, pamiętała dotyk jego dłoni, kiedy z nim flirtowała. Na pewno, nie tak jak powinien zachowywać się wykładowca. Był to tylko jeden wieczór, może zwykły przypadek, ale sama w to nie wierzyła. Rozpoznał ją? Było pewna, że tak, zwłaszcza że ich spojrzenia spotkały się jeszcze kilkukrotnie.
Jeszcze nigdy, zajęcia jej się aż tak nie dłużyły. Nie potrafiła skupić się na słowach Shane'a, ani na robieniu notatek, skoro przed oczami co chwilę miała wspomnienia, kiedy ze sobą rozmawiali. Zajęcia, które miały być miłą odskocznią, zaczęły się bardziej komplikować. Nie wyobrażała sobie, chodzić na wykłady, ignorować coś co się między nimi zadziało, ale też nie byłą osobą, która nagle zrezygnuje, po pierwsze było na to za późno, a po drugie nie miała zamiaru tego robić. Wiedziała, że ma dwie opcje do wyboru: będzie udawała, że go nie zna, albo może z nim porozmawiać, kiedy wyjdą wszyscy studenci. Millie, dobrze wiedziała co zrobi i tylko czekała, aż mężczyzna ogłosi wyczekiwany koniec.
Nie podniosła się od razu ze swojego miejsca, poczekała do momentu, aż sala zrobi się pusta i zabrała swoją torebkę udając się do wyjścia, wcale się przy tym nie spiesząc. Zatrzymała się przy jego biurku i oparła dłoń na blacie, lekko się nachylając do przodu.
— Ostatnio... wydawał się być Pan dużo mniej oficjalny — zaczęła mówić trochę ciszej, a jej usta ułożyły się w lekkim uśmiechu. Spojrzenie blondynki dopiero po chwili zatrzymało się znów na jego twarzy, tym razem już go nie odwracając. — Zdecydowanie bardziej szczery i zainteresowany rozmową — lekko przechyliła głowę, przesuwając palcami po blacie biurka. Tym samym, chciała pokazać, że ona pamięta i to bardzo dobrze.
Shane Rogers
Kurs z literatury angielskiej, miał być miłą odskocznią od nauki anatomii i kolejnych zajęć w prosektorium, czy w laboratoriach. Czymś łatwym, gdzie mogłaby posłuchać o książkach, które uważane były za klasyki, bez zapamiętywania kolejnych łacińskich nazw i zastanawiania się, czy podjęta przez nią decyzja uratuje komuś życie, czy wręcz przeciwnie.
NIe spodziewała się jednak, że zajęcia, które miały być czymś miłym i przyjemnym, mogą okazać się bardziej skomplikowane.
Na zajęciach zawsze starała się być punktualnie. Zajmowała miejsce, gdzieś z tyłu, ale zawsze mając dobry widok na sam początek. Przesuwała palcem po ipadzie, przeglądając notatki na kolejne zajęcia, kiedy drzwi się otworzyły nawet nie uniosła spojrzenia znad zapisanych słów. Słyszała jak ktoś wchodzi i zamyka drzwi, a głosy w całej auli nagle ucichły. Dopiero po chwili, blondynka uniosła spojrzenie swoich brązowych tęczówek na wykładowcę i momentalnie, zamrugała kilkukrotnie powiekami, jakby chciała się upewnić, że się nie przewidziała. Świat na moment jakby się zatrzymał, kiedy ich spojrzenie spotkało się ze sobą na ułamek sekundy.
Nie przewidziała się.
Ten sam mężczyzna, ten sam ton głosu — kiedy się odezwał, ten sam uśmiech, który widziała ostatniego wieczoru, kiedy się na nią patrzył, ale inne zachowanie, teraz był jej wykładowcą. Ale Millie, nadal widziała w nim mężczyznę, którego poznała przypadkowo w barze i z którym spędziła stanowczo zbyt wiele czasu i kiedy pili kolejne drinki, rozmawiając o wszystkim. Siedzieli wtedy zbyt blisko siebie, pamiętała dotyk jego dłoni, kiedy z nim flirtowała. Na pewno, nie tak jak powinien zachowywać się wykładowca. Był to tylko jeden wieczór, może zwykły przypadek, ale sama w to nie wierzyła. Rozpoznał ją? Było pewna, że tak, zwłaszcza że ich spojrzenia spotkały się jeszcze kilkukrotnie.
Jeszcze nigdy, zajęcia jej się aż tak nie dłużyły. Nie potrafiła skupić się na słowach Shane'a, ani na robieniu notatek, skoro przed oczami co chwilę miała wspomnienia, kiedy ze sobą rozmawiali. Zajęcia, które miały być miłą odskocznią, zaczęły się bardziej komplikować. Nie wyobrażała sobie, chodzić na wykłady, ignorować coś co się między nimi zadziało, ale też nie byłą osobą, która nagle zrezygnuje, po pierwsze było na to za późno, a po drugie nie miała zamiaru tego robić. Wiedziała, że ma dwie opcje do wyboru: będzie udawała, że go nie zna, albo może z nim porozmawiać, kiedy wyjdą wszyscy studenci. Millie, dobrze wiedziała co zrobi i tylko czekała, aż mężczyzna ogłosi wyczekiwany koniec.
Nie podniosła się od razu ze swojego miejsca, poczekała do momentu, aż sala zrobi się pusta i zabrała swoją torebkę udając się do wyjścia, wcale się przy tym nie spiesząc. Zatrzymała się przy jego biurku i oparła dłoń na blacie, lekko się nachylając do przodu.
— Ostatnio... wydawał się być Pan dużo mniej oficjalny — zaczęła mówić trochę ciszej, a jej usta ułożyły się w lekkim uśmiechu. Spojrzenie blondynki dopiero po chwili zatrzymało się znów na jego twarzy, tym razem już go nie odwracając. — Zdecydowanie bardziej szczery i zainteresowany rozmową — lekko przechyliła głowę, przesuwając palcami po blacie biurka. Tym samym, chciała pokazać, że ona pamięta i to bardzo dobrze.
Shane Rogers