Strona 1 z 1

Oops! It's you!

: sob kwie 11, 2026 10:10 pm
autor: Millie Blythe
Od momentu, kiedy zaczęła medycynę, naprawdę to polubiła. Interesowały ją zagadnienia, procesy, które zachodziły w człowieku i ich skutki, albo przyczyny — i chociaż, było to ciężkie i wymagające, nigdy nie żałowała, że podjęła właśnie taką decyzję. Noce spędzała najczęściej z książkami, zapamiętując najważniejsze informacje, a poranki zaczynała w biegu z kubkiem jeszcze gorącej kawy, którą kupiła w drodze na uczelnię. Życie Millie, z pozoru było idealnie zorganizowane, nie było w nim miejsca na nudę, ani na nieodpowiednie zachowanie, ale tylko starała się, aby właśnie tak to wyglądało z boku.
Kurs z literatury angielskiej, miał być miłą odskocznią od nauki anatomii i kolejnych zajęć w prosektorium, czy w laboratoriach. Czymś łatwym, gdzie mogłaby posłuchać o książkach, które uważane były za klasyki, bez zapamiętywania kolejnych łacińskich nazw i zastanawiania się, czy podjęta przez nią decyzja uratuje komuś życie, czy wręcz przeciwnie.
NIe spodziewała się jednak, że zajęcia, które miały być czymś miłym i przyjemnym, mogą okazać się bardziej skomplikowane.
Na zajęciach zawsze starała się być punktualnie. Zajmowała miejsce, gdzieś z tyłu, ale zawsze mając dobry widok na sam początek. Przesuwała palcem po ipadzie, przeglądając notatki na kolejne zajęcia, kiedy drzwi się otworzyły nawet nie uniosła spojrzenia znad zapisanych słów. Słyszała jak ktoś wchodzi i zamyka drzwi, a głosy w całej auli nagle ucichły. Dopiero po chwili, blondynka uniosła spojrzenie swoich brązowych tęczówek na wykładowcę i momentalnie, zamrugała kilkukrotnie powiekami, jakby chciała się upewnić, że się nie przewidziała. Świat na moment jakby się zatrzymał, kiedy ich spojrzenie spotkało się ze sobą na ułamek sekundy.
Nie przewidziała się.
Ten sam mężczyzna, ten sam ton głosu — kiedy się odezwał, ten sam uśmiech, który widziała ostatniego wieczoru, kiedy się na nią patrzył, ale inne zachowanie, teraz był jej wykładowcą. Ale Millie, nadal widziała w nim mężczyznę, którego poznała przypadkowo w barze i z którym spędziła stanowczo zbyt wiele czasu i kiedy pili kolejne drinki, rozmawiając o wszystkim. Siedzieli wtedy zbyt blisko siebie, pamiętała dotyk jego dłoni, kiedy z nim flirtowała. Na pewno, nie tak jak powinien zachowywać się wykładowca. Był to tylko jeden wieczór, może zwykły przypadek, ale sama w to nie wierzyła. Rozpoznał ją? Było pewna, że tak, zwłaszcza że ich spojrzenia spotkały się jeszcze kilkukrotnie.
Jeszcze nigdy, zajęcia jej się aż tak nie dłużyły. Nie potrafiła skupić się na słowach Shane'a, ani na robieniu notatek, skoro przed oczami co chwilę miała wspomnienia, kiedy ze sobą rozmawiali. Zajęcia, które miały być miłą odskocznią, zaczęły się bardziej komplikować. Nie wyobrażała sobie, chodzić na wykłady, ignorować coś co się między nimi zadziało, ale też nie byłą osobą, która nagle zrezygnuje, po pierwsze było na to za późno, a po drugie nie miała zamiaru tego robić. Wiedziała, że ma dwie opcje do wyboru: będzie udawała, że go nie zna, albo może z nim porozmawiać, kiedy wyjdą wszyscy studenci. Millie, dobrze wiedziała co zrobi i tylko czekała, aż mężczyzna ogłosi wyczekiwany koniec.
Nie podniosła się od razu ze swojego miejsca, poczekała do momentu, aż sala zrobi się pusta i zabrała swoją torebkę udając się do wyjścia, wcale się przy tym nie spiesząc. Zatrzymała się przy jego biurku i oparła dłoń na blacie, lekko się nachylając do przodu.
— Ostatnio... wydawał się być Pan dużo mniej oficjalny — zaczęła mówić trochę ciszej, a jej usta ułożyły się w lekkim uśmiechu. Spojrzenie blondynki dopiero po chwili zatrzymało się znów na jego twarzy, tym razem już go nie odwracając. — Zdecydowanie bardziej szczery i zainteresowany rozmową — lekko przechyliła głowę, przesuwając palcami po blacie biurka. Tym samym, chciała pokazać, że ona pamięta i to bardzo dobrze.

Shane Rogers

Oops! It's you!

: ndz kwie 12, 2026 6:24 pm
autor: Shane Rogers
1.
Powrót do Toronto wydawał się nieco mieszać albo równoważyć z porażką w jego życiu, z brakiem konkretnego wyznaczonego celu w tym wszystkim. Chciał pisać i tworzyć ale to wszystko równało się z brutalnością czyli trudnym rynkiem przez który bez odpowiedniego wsparcia trudno się przebić. Zamiast kontynuować życie w biedzie w Detroit, wziął się za siebie i skończył studia, aby móc stać się wykładowcą. To o dziwo przyniosło mu pasję i cel na resztę lat, opowiadanie a raczej wbijanie piękna słowa pisanego innym stało się dla niego nie tylko pracą ale i hobby. Wstawanie aby zjawić się i poprowadzić zajęcia, aby na nowo rozpalać płomień w młodych dusza choćby po to aby sięgali po klasyki, odłożyli smartphone na bok, aby poznali literaturę. Dzisiaj także pełen pozytywnego optymizmu podążał na zajęcia, które miał prowadzić. W tym semestrze mieli dołączyć chętni z wyboru swobodnego przedmiotu uzupełniającego, nowe twarze, może i nowi ciekawi tego świata? Na pewno Shane starał się aby materiał był równoważny i dla jego studentów i dla nowych słuchaczy.
Zahaczył o listę w sekretariacie i wrócił do auta po swój termos z kawą, zanim na dobre zjawił się w auli aby rozpocząć zajęcia. Zabiegany z torbą przepasaną przez ramię jak zwykle pełen energii i dobrych fluidów. Oczywistym było, że zachowywał się nad wyraz miło i nie robił nikomu problemu, nie chciał słyszeć potem historii o tym jakim jest bucem, chociaż te inne o jego tyłku - też nie były korzystne.
Pracując na Uniwersytecie, nie chciał mieć problemów, chciał tylko przekazać wiedzę, nauczać w sposób przystępny dla innych. Bez konieczności tłumaczenia się potem z tego co ktoś widział czy usłyszał, pełen profesjonalizm i ambicje.
Wracając jednak do godziny zero i wykładu. Trochę zajęło mu rozgoszczenie się na miejscu, przywitanie i drobne organizacyjne sprawy. Nie zauważył więc od razu znajomej twarzy, zbyt mocno przeskakiwał po studenckich twarzach, po osobach które prowadził już przez świat literatury - dłużej niż rok. Znaczna część nowej publiki, osadziła się gdzieś wyżej, nieco schowana i wycofana, tak jakby ten przedmiot miał być smutnym obowiązkiem, a nie przyjemną odskocznią.
Shane nikogo nie oceniał, nie próbował też na siłę wciskać wiedzy czy próbować - zawsze powtarzał jedno, że kogo to nie obchodzi i nie interesuje, może wybrać się za drzwi. Dzisiaj też to zasugerował ku obliczu kilku szeptów, które przelatywały po sali w momencie gdy chciał zacząć swój wykład. Przysiadając na rogu swojego biurka zanurzył się w prostocie swojego przekazu i w sumie to olśniło go gdy przeskakiwał ponownie po uczniach. Kilka razy sugestywnie zatrzymał się na blondynce, tak jakby zbity z tropu i nieco zdumiony tym co widział. Czy nie poznali się czasem w innych okolicznościach? Czy w ogóle wspominała mu, że jest studentką? Nie było mu łatwo łączyć obrazy z tym co się działo między nimi, a jakie fluidy odniósł na powrót tym razem. Pozostał jednak na drodze, chcąc odpowiednio poprowadzić wykład od początku do końca.
Po wszystkim podziękował studentom a sam zasiadł do biurka aby sporządzić małe notatki, odhaczyć między innymi liczbę studentów, którą policzył na szybko. Nie było tutaj klasycznej listy obecności, ale mniej więcej był w tym wszystkim rozeznany, kto był na którym roku, a kto po prostu pojawił się na nowo. Jej nie miał zaszczytu spotkać do tej pory, a cała sytuacja wystraszyła go na tyle, że ledwo był w stanie zwrócić na nią swój wzrok gdy pozostała w sali. - A Pani nie wyglądała mi na studentkę.. - czy rzucał ten tekst oskarżająco? Skądże, po prostu nie trafiła chyba ta rozmowa na ten tor albo miała nie trafić. Tak przynajmniej to widział. - Skąd pomysł na ten przedmiot? - zapytał, ściągając z nosa okulary, których wcale nie potrzebował, co też mogła dobrze pamiętać z tamtego spotkania w barze. Nie tylko wtedy miała dobre spojrzenie na kolor jego tęczówek czy ich... bliskość.

Millie Blythe

Oops! It's you!

: ndz kwie 12, 2026 9:28 pm
autor: Millie Blythe
Niewiele zapamiętała z zajęć. Nawet jak próbowała się skupić i ignorować swoje myśli, to Shane — teraz jej wykładowca, umiejętnie jej to uniemożliwił. Jakie było prawdopodobieństwo, że w przypadkowym barze, zagada do niej mężczyzna, który za kilka dni, będzie miał prowadzić wykłady, na które zapisze się z czystej ciekawości. Było to mało możliwe, ale w życiu Millie, nic nie działo się bez żadnego powodu, nie wiedziała jeszcze tylko, co to wszystko, może jej przynieść, albo jakie będą tego konsekwencje w późniejszym czasie. Dobrze, że były to tylko dodatkowe zajęcia, a nie jedne z tych, które miała kilka razy w tygodniu i na których musiała dużo bardziej uważać i się skupić, wtedy to wszystko byłoby jeszcze trudniejsze i cięższe, niż dotychczas.
Nawet jak już podeszła do biurka, to nadal starała się stać w bezpiecznej odległości, nie wchodząc w przestrzeń osobistą mężczyzny. W końcu, byli na uczelni, w sali wykładowej, a nie w barze, gdzie to nie miało znaczenia i siedzieli wtedy obok siebie w bardzo niewielkiej odległości, pozwalając sobie na znacznie więcej. Teraz, starała się zachowywać idealne pozory.
Przez krótką chwilę milczała, jakby zastanawiała się nad odpowiedzią na słowa, które przed chwilą wypowiedział. Zatrzymała na nim swoje spojrzenie, dużo dłużej niż powinna, bez skrępowania, ani tym bardziej zawstydzenia.
— Tak? Nie wyglądam na studentkę, może dlatego, że wcześniej Pan nie pytał, czym się zajmuję w życiu — przekrzywiła głowę delikatnie w bok, pozwalając aby długie, blond włosy opadły na jedno ramię. — Gdyby Pan wiedział, wtedy tamta rozmowa, wyglądałaby inaczej? Nie szeptałby Pan mojego imienia do ucha? — spytała troszkę zaczepnie. Faktycznie, nie mówiła, że jest studentką, ale Shane również o to nie pytał, najwidoczniej mieli wtedy dużo ciekawsze tematy do rozmów i może oboje sądzili, że już nigdy więcej się nie spotkają, w końcu Toronto było dużym miastem, rzadko można wpaść na kogoś drugi raz, uprzednio się nie umawiając.
— Hm... Lubię literaturę, jest ciekawa, inna niż wszystkie zajęcia na medycynie. Nie jest tylko czarna, ani biała — wzruszyła delikatnie ramionami i oparła się biodrem o biurko, czego nawet jeśli nie powinna robić, zrobiła to bez krępacji. Oczywiście, że jakaś jej część, chciała też sprawdzić plotki, które chodziły po całym kampusie i przekonać się, czy wykładowca, jest tak przystojny, jak niektóre dziewczyny twierdziły. I cholera, miały rację.
— Skoro jesteśmy na siebie skazani przez najbliższy semestr... Ja mogę udawać, że jestem tylko studentką, której Pan nie podrywał przez cały wieczór i nie zapamiętał, chociaż... to chyba nie jest prawdą — zamilkła na chwilę z lekko zadziornym, lecz nadal uroczym uśmiechem na ustach, kiedy na niego patrzyła. — A Pan... Będzie Pan udawał, że tamten wieczór i spotkanie nie miało miejsca? Bo byłoby to niestosowne, zważając na obecną sytuację, chociaż ciężko jest to oddzielić — skończyła mówić, nadal opierając się o jego biurko. Chciała się przekonać, czy byłby gotowy zagrać w taką grę, która była niebezpieczna, ale też aż za bardzo intrygująca. W stosunku do wykładowców, Millie nigdy nie była tak bezpośrednia, ani odważna, ale to nie był zwykły wykładowca, tylko Shane. Chciała, aby znów spojrzał na nią jak tamtego wieczoru.

Shane Rogers

Oops! It's you!

: pn kwie 13, 2026 7:34 pm
autor: Shane Rogers
Z jednej strony takie rzeczy zdawały się dziać jedynie w filmach, a tutaj? Szczerze liczył, że Toronto jest większe niż sie wydaje i spotkanie kolejne jest niemożliwe, a przynajmniej nie w takich okolicznościach. Czy czuł się dziwnie? Na pewno miał w głowie fakt, że podrywa zbyt młode dziewczyny, takie które mógłby potem spotkać na kampusie uczelni i mieć z tego tytuły nieprzyjemności. Nie miał pojęcia o tym, że była studentką, ich rozmowy zeszły na inne tematy, pojawił się alkohol i flirt oraz to dziwne przyciąganie. Nikt nikomu nie obiecywał następnego spotkania czy śniadania po wspólnej nocy, to wszystko działo się samoistnie. A teraz to spotkanie na wykładzie? Nie potrafił do końca to rozgraniczyć,nawet jeśli poniekąd była tylko słuchaczem, szukając przedmiotu interesującego bądź jedynie do... zaliczenia. Na uczelni był jaki był, czasami suchy w tych swoich rozmowach, czasem dziwny. Rozgraniczał całkiem życie osobiste od tego co było w pracy, starał się być dobrym wykładowcą ale i człowiekiem.
Ich rozmowa nie była czymś zakazanym, mogli swobodnie porozmawiać bez podtekstu, chociaż ten dystans oraz biurku, to wszystko było nad wyraz niebezpieczne. Gdy na nią spoglądał miał przebłyski z ich poprzedniego spotkania, dobrze pamiętał jaką miała na sobie sukienkę i jak... pachniała. To było niebezpieczne, że tu została, że go tak brutalnie testowała zamiast wyjść, nie witać się. Może i zapomnieć?
- Przy moim zawodzie musiałbym każdą kobietę w Toronto wypytywać o to czy nie studiuje albo jest w jakimś stopniu związana z uczelnią. Zresztą uczelnia a mój prywatny czas to dwie oddzielne sprawy. Nie łączę tego. - stwierdził, będąc trochę brutalny w tym stwierdzeniu, ale czy to nie najlepszy moment na postawienie granicy? Wydawało mu się, że to rozsądne aby porzucić trochę te zapędy czy flirciarski ton, bo jakby nie patrzeć teraz wkroczyli na niebezpieczny grunt studentka- wykładowca. Oparty na krześle odchylił się do tytułu, zaplatając ręce na piersi jakby pogrążony w zadumie jak rozwiązać ten "konflikt interesów". Jej postawa nie pomagała za grosz w tym wszystkim.
- Ahhh.. medycyna? - rzucił zaskoczony, lustrując ją nieco wzrokiem jak typową stereotypową blondynkę. Czy to dziwne, że tak o niej pomyślał? Że wygląda na za głupią na tak poważny kierunek studiów? Uniósł brew ku górze z uznaniem, mając na nadzieje, że to prawda jednak a nie jakaś gierka z jej strony. Nie powinien doszukiwać się w tym podstępu, prawda? Że na przykład go znalazła i śledziła teraz dla zabawy czy zakładu z kumpelami. Różne mogły myśli mu się nasunąć, wszystko możliwe.
- Ciekawe to wszystko. Naprawdę. Pani chyba będzie mnie prześladować od tamtego momentu albo to jakieś zrządzenie losu, hmm? - na początku gryzł się z tym czy wstać ale finalnie podniósł się na moment po to aby jednak przymknąć uchylone drzwi dla własnego bezpieczeństwa i komfortu. Ostatnie o czym myślał to fakt, że ktoś mógłby ich usłyszeć czy zobaczyć w dosyć dziwnej kombinacji. Chociaż tak naprawdę powracając na miejsce, robił wszystko aby jednak nie podejść za blisko niej samej, choćby z formalnego punktu. Nawet jeśli podobała mu się to położenie w którym wylądowali było chujowe dla obu stron, a on nie chciał znów myśleć inną... częścią ciała.
- Myśli Pani, że możemy zapomnieć o tamtym wieczorze? A może najlepiej od razu wpiszę zaliczenie i oszczędzę Pani te wykłady? Tak dla bezpieczeństwa gdyby jednak... nie udało się pogodzić pewnych rzeczy. Na pewno jest to coś czego Pani potrzebuje? - zapytał dla komfortu i swojego i jej. Chociaż jego postawa mówiła co innego gdy na nią spoglądał. Gdy to biurko delikatnie przyjęło jej ciężar w jego głowie mieszał się niebezpieczny obraz z tymże meblem w akcji. Zagryzł wargę, chowając ręcę do kieszeni i kierując się w stronę krzesła aby znów na nim zasiąść. Musiał się czymś zająć bo delikatnie go nosiło, dlatego też pakował swoje materiały do torby i szykował jakieś zapiski na następne wykłady. Teraz i tak miał okienko, więc nigdzie go czas nie gonił.

Millie Blythe

Oops! It's you!

: wt kwie 14, 2026 3:33 pm
autor: Millie Blythe
Według Millie, ich obecna rozmowa była zwyczajna, nawet gdyby ktoś przechodziłby korytarzem i z ciekawości zajrzałby do sali, to zauważyłby studentkę, rozmawiającą ze swoim wykładowcą, a rozmowy po zajęciach nie były zakazane. Może blondynka, chciała się czegoś pilnie dowiedzieć o jego przedmiocie? Chociaż, osobiście wolałaby, aby nikt nie zaglądałby do środka, przynajmniej jeszcze przez pewien czas.
Na słowa mężczyzny odnośnie oddzielania pracy, od życia prywatnego delikatnie przekrzywiła głowę i jedynie cicho westchnęła, wypuszczając powietrze spomiędzy lekko rozchylonych pełnych ust. Jednak, gdyby faktycznie tak było, zignorowałby z nią rozmowę na temat ich wieczoru, albo momentalnie by ją uciął, a przynajmniej tak blondynce się wydawało. A może, sama powinna zachować się zdrowym rozsądkiem i dalej nie prowokować Shane'a. Na pewno, byłoby to mądre posunięcie, ale takie rozwiązanie sytuacji niekoniecznie jej się teraz podobało i nie brała nawet go pod uwagę. Nie musi być przecież zawsze odpowiedzialna, rozważna i robić, tylko to co wypada. Miała ochotę na coś zakazanego, jak flirt z własnym wykładowcą.
Wywróciła teatralnie oczami, ale nawet nic nie skomentowała odnośnie studiów, w odpowiedniej chwili zdążyła ugryźć się w język. Wiedziała, że często była traktowana jak stereotypowa blondynka, która niczego sama nie osiągnie, a na medycynie znalazła się całkowicie przypadkowo, jakimś dziwnym, magicznym zrządzeniem losu. I czasem faktycznie, Millie to wykorzystywała, potrafiła udawać naiwną i zagubioną, aby tylko zyskać czyjąś przychylność, bądź zamierzone cele. Sam mężczyzna musiał się już na pewno przekonać, że potrafiła być urocza, a tego nawet nie musiała udawać.
— Zapisałam się na te zajęcia całkiem przypadkowo, więc niestety, albo stety, będziemy się na nich spotykać raz w tygodniu — podążyła za nim wzrokiem, kiedy wstał ze swojego miejsca i przez moment patrzyła co robi. Minimalnie nawet zmarszczyła nosek, zastanawiając się czy wyjdzie, ale tylko zamknął drzwi, jakby oddzielił ich od całego otaczającego ich świata na uniwersytecie. Mimowolnie się uśmiechnęła, a jej kolejne zachowanie można było uznać za niestosowne i prowokujące. Bez większego zastanowienia odwróciła się tyłem do biurka i usiadła na nim machając nogami, uprzednio jednak bezczelnie odsuwając jego zeszyty, czy notatki na bok, aby przypadkiem nie mieć ich pod pośladkami.
— Chce Pan mi zaliczyć przedmiot, bez uczęszczania na niego? Hm... — zastanowiła się na kilka sekund robiąc to troszkę teatralnie jakby naprawdę analizowała propozycję mężczyzny. — A może zaliczenie już było, tylko bardziej prywatne? — przygryzła delikatnie dolną wargę spoglądając jak próbuje się czymś zająć i na moment zatrzymała swój wzrok. — Mam mnóstwo nauki, a co za tym idzie przydałby mi się dobry drink, tak koniecznie potrzebuję dobrego drinka — i kolacji ze śniadaniem. Oparła dłonie na samej krawędzi biurka i przez jej głowę, przeszło kilka, stanowczo niepoprawnych i niegrzecznych myśli, które powinna jak najszybciej od siebie odgonić, ale cały czas miała niemoralne wizję przed oczami. Jakiś głos w jej głowie, podpowiadał jej, że Shane będzie dalej zachowywać się profesjonalnie i trzymać dystans, więc drink na ten moment pewnie odejdzie w zapomnienie. — Spodobały mi się Pana zajęcia, więc może jednak na nich zostanę. Może powinnam zacząć siadać w pierwszej ławce, czy będzie to Pana za bardzo rozpraszała? — spytała z lekko zadziornym lecz uroczym uśmiechem na ustach i siedząc na biurku nachyliła się delikatnie do przodu, tym samym jeszcze bardziej zmniejszając odległość między nimi, w tej chwili mogła nawet poczuć zapach jego perfum, ten sam, który pamiętała z tamtej nocy.

Shane Rogers

Oops! It's you!

: czw kwie 16, 2026 2:45 pm
autor: Shane Rogers
Sytuacja była świeża i niezbyt normalna dla niego, choćby przez pryzmat faktu co się wydarzyło między nimi tamtego wieczoru. Nie umiał teraz tak na świeżo podsumować to wszystko, znaleźć na szybko rozwiązanie sytuacji, która była dziwna a do tego komplikowała dużo. W teorii myślał, że wieczór skończył się wraz z tamtą nocą, że to tylko zostanie w ich pamięci i nawet więcej się nie spotkają. A tu proszę, los perfidnie się zaśmiał z niego i ogólnie z całej ich znajomości. Wiedział już wtedy, że jest młoda, pewnie kilka lat ich dzieliło, nie wmówiłby sobie jednak faktu, że będzie jego studentką. Co prawda nie było co przezywać, był to dodatkowy przedmiot i najmniej ważny w jej zbiorze, ale wciąż - jej obecność wybiła go z rytmu, zburzyła nieco idealny obraz wykładowcy jakim zawsze chciał być. W końcu nie był fanem tego typu relacji czy flirtu, sam atakowany wiele razy przez kolegów z uczelni, wmawiał sobie, że będzie krystaliczny i na żadną z młodych dziewczyn nie spojrzy w ten jeden, dosyć niewłaściwy sposób. Tutaj od początku wyczuł problem, konflikt interesów i to, że blondynka sama go prowokowała, bo jak inaczej wytłumaczyć tą rozmowę? Jej bliskość? Pukiel włosów spływający po plecach i tyłek na blacie biurka, w takiej konfiguracji? Jego myśli błądziły niebezpiecznie po pewnych wspomnieniach, po tamtej jednej nocy gdy oboje zaoferowali sobie... dużo wrażeń. Potrzebował oddechu i potrzebował to rozchodzić, chociaż w teorii nic złego nie robili, perspektywa tłumaczenia się z dwuznacznej rozmowy nie widziała mu się. Przymykając jednak drzwi do auli, dawał sobie kolejny niebezpiecznych sygnał alarmowy, to co potencjalnie mogłoby z tego wszystkiego wyniknąć pod choćby napływem chwili i emocji. Nie dało się udawać, że go nie interesuje, że nie kręci w żaden sposób i że tamta noc.. to był tylko i wyłącznie fizyczny kontakt. Ona miała coś w sobie i doskonale widać było, że umie tym dysponować, niebezpieczne dobrze.
- Przy tak napiętym kierunku, który Pani studiuje, aż dziwne iż serio chcę Pani uczestniczyć w zajęciach, zamiast przeznaczyć ten czas na naukę medycyny. - stwierdził gdy wrócił na swoje miejsce, myśląc czy aby na pewno nie robi go w konia. Aż był ciekawy aby odnaleźć jej akta i sprawdzić czy nie pogrywa z nim, że naprawdę jest studentką medycyny i to ich spotkanie dziś to element wypadku, zdarzenia losowego. Wszak mało o niej wiedział, conajwyzej w pamięci zapadło mu jej imię, chyba prawdziwe jak przypuszczał. Tak czy inaczej przełknął nieco ślinę gdy tak pieczołowicie przesuwała kartki byle tylko zrobić sobie miejsce do siedzenia. To nie było do końca bezpieczne, jej tyłek na biurku i położenie dające pożywkę dla wyobraźni.
- Medycyna to intensywny kierunek, potrzeba czasu i skupienia. Mogę oszczędzić Pani chodzenia na te zajęcia, tak po prostu za dobry esej i tyle...- starał się jak mógł aby to brzmiało profesjonalnie i tak jak powinno. Te jej docinki na prawdę nie były konieczne, sensualnoścć tego co wisiało w powietrze było już na wystarczającym poziomie, nie powinna dodawać do tego więcej. A przynajmniej uważał, że łatwiej byłoby mu wziąć to na chłodno, gdyby zachowywała się jak należy. Ta cała kokieteria i sugestywne słowa, sprawiały iż naprawa musiał się mieć na baczność, kontrolować swoje ciało i jego mowę. - Nie odpowiadamy za to co Pani uważa za stosowne w czasie wolnym. Na uczelni interesują mnie wyłącznie moje wykłady i ćwiczenia. Reszta to sprawa indywidualna. - był chłodny i mało wylewny, ale wciąż był jej profesorem, nawet jeśli nie mieli aż takiej styczności i relacji, a zajęcia były dodatkiem dla niej. Wciąż pewne rzeczy musiał odsuwać i skrócić, choćby dla własnego dobra i reputacji, której nie chciał w żaden sposób niszczyć.
Zacisnął mocniej swoją dłoń na piórze, które trzymał w ręce zapisując drobne rzeczy i uwagi, w swoim notesie. Kątem oka widział co jej w duszy gra i co za gierki prowadzi z nim. Te słowa i gesty, ten dystans nieustannie zmieniający się, kurczący się w momencie. Igrała z ogniem, On także gdy się nachylił.
- Chyba nie wypada aby studentka medycyny bawiła się w takie gry, hmm? Po za tym aula jest dla wszystkich, w pierwszej kolejności dla moich studentów.. - podkreślił słowo 'moich' dosyć dobitnie swoim głosem, dając chyba znak iż nie da się tak łatwo podejść. Kombinowała i robiła co mogła a on w sumie był na granicy swojej kontroli. Jej włosy muskały w pewnej chwili dłoń, którą oparł na mahoniowym biurku, a jej bliskość też podsycała całą tą rozmowę. Napięcie w powietrzu wręcz kipiało.


Millie Blythe

Oops! It's you!

: pt kwie 17, 2026 9:19 pm
autor: Millie Blythe
Przez krótką myśl jej przeszło, co by było, gdyby nie wybrała literatury jako dodatkowego przedmiotu. Wątpiła, że wpadliby na siebie na terenie uniwersytetu, raczej ich znajomość skończyłaby się po jednej nocy i nigdy więcej by się nie spotkali. Jednak, skoro los chciał inaczej, blondynka nie miała zamiaru się mu sprzeciwiać, najwidoczniej wybór jego zajęć, nie mógł być przypadkowy, a może nawet miał w sobie coś głębszego, o czym jeszcze nie miała pojęcia. Nie ulega wątpliwości, że gdyby to był ktoś inny, a nie Shane, wyszłaby z sali wraz z innymi studentami nawet nie zaczynając żadnej rozmowy, nie miała w naturze podrywania wykładowców, ani proponować im siebie za podwyższenie końcowej oceny, nie chciała robić sobie problemów.
Wywróciła teatralnie oczkami, bo decyzja zapadła, a Millie nawet gdyby mogła nie zmieniłaby dodatkowego przedmiotu, z czystej ciekawości i chęci przekonania się, jak długo będzie ją ignorował wśród innych uczniów i udawał, że jej nie zna. I jasne, napisanie eseju, zaoszczędziłoby jej mnóstwa czasu, o tej porze mogłaby być jeszcze w domu, a nie siedzieć na wykładach, albo tak jak teraz na jego biurku. Byłoby to łatwiejsze i na pewno wiele osób, poszłoby na taką umowę. Z innych przedmiotów, które nie były jej potrzebne w życiu zawodowym, też by na pewno tak postąpiła. Teraz jednak, odzywał się w niej tej zadziorny charakterek, kiedy patrzyła na mężczyznę spod wachlarzu długich rzęs i przekrzywiła głowę delikatnie w lewą stronę.
— Uważam, że byłoby to wbrew regulaminowi studiów, abym miała zaliczony Pana przedmiot tylko za esej, bez żadnej obecności — mhm... bo akurat, teraz myślała o tym, jak wygląda regulamin, którego nigdy nie widziała na oczy. Tym krótkim zdaniem, chciała mu pokazać, że nie zamierza korzystać z takiej propozycji, zwłaszcza że nie będzie miała z tego jakiejkolwiek korzyści. Nawet posłała mu uroczy, troszkę przesłodzony uśmiech i odgarnęła kosmyk blond włosów za ucho, który spadł jej na twarz.
— Hm... Nie jestem stereotypową studentką medycyny, bo nie spędzam całych dni i nocy przy książkach i atlasie anatomicznym? — spytała, sama również się delikatnie pochylając, tym samym ich odległość jeszcze bardziej się zmniejszyła. Fakt, nie wyglądała jak typowy kujon teraz, ani tamtego wieczoru w barze, ale też nigdy nikt tak o niej nie myślał, za bardzo lubiła o siebie dbać. — W gry? Nie wiem, o czym Pan mówi. Może faktycznie czasem lubię robić coś, co jest niemoralne i nie myśleć o późniejszych konsekwencjach. Lubię adrenalinę — odezwała się po krótkiej chwili i delikatnie przygryzła dolną wargę, zatrzymując spojrzenie na oczach mężczyzny. Chciała już mu wspomnieć, że jak na razie, również jest jego studentką, a co za tym idzie, może przebywać w tej auli, ale zignorowała tą część wypowiedzi. Na moment zamilkła, jakby nad czymś bardzo intensywnie się zastanawiała.
— Prywatnie jest Pan dużo bardziej interesujący niż na uczelni i nie taki spięty, ani sztywny jak w tym momencie — wzruszyła delikatnie ramionami i wyprostowała się, nadal jednak siedząc na biurku. Podparła się dłońmi z tyłu i cicho wypuściła powietrze. Wiedziała na ile może sobie pozwolić, ale też wiedziała kiedy przestać, kiedy druga osoba, nie wykazywała zainteresowania, albo tak jak w tym przypadku udawała — a tak właśnie Millie teraz myślała. Przecież, w barze to on się do niej przysiadł, flirtował z nią, czy nie pozwolił skończyć nocy w tamtym miejscu, gdyby nie był zainteresowany, na pewno by nie podszedł, więc teraz nie musiał tak uparcie się zapierać. Fakt, że był jej wykładowcą, a ich znajomość była w pewien sposób zakazana, było intrygujące dla Millie, ale na pewno nie miała zamiaru mu się narzucać. — Nie będę zabierała więcej Panu czasu, chyba że... — przerwała i zamilkła, odwracając głowę w stronę mężczyzny.

Shane Rogers

Oops! It's you!

: pn kwie 20, 2026 6:26 pm
autor: Shane Rogers
Nie sprawdził by jej, prawdopodobnie tamten wieczór zostałby wspomnieniem i kwestią chwili, no chyba że zahaczyliby o siebie w tym samym miejscu w inny wieczór. Wątpił jednak, że coś się dzieje w jakimś kierunku tak samoistnie, przypadki chodziły po ludziach ale ten zaczynał być dziwny. Nie żeby miał ją za stalkerkę, ale to aż dziwne jakie połączenie zadziałało w ich przypadku. Shane myślał o tym co powinien zrobić a czego nie, ale po prostu zbyt dużo już się wydarzyło, tego nie mógł cofnąć tak samo jak faktu dziwnego pociągania, które było między nimi. Gdyby faktycznie wyszła z resztą studentów to byłoby mu łatwiej się ogarnąć, a tak teraz? Miał niestety cały czas problem z tym co może się wydarzyć, co może powiedzieć i jak cała sytuacja wyniknie między nimi. Ją zdawało to bawić, miała tą przewagę swojego talentu do flirtu, tego który już podziałał na niego raz, mógł i śmiało drugi - nawet w takim miejscu jak uczelnia.
Jego propozycja była raczej normalna, szczególnie iż Rogers nie widział sensu robić komuś pod górkę, nigdy. Przez swoją dotychczasową karierę wykładowcy trafił może na jednorazowe przypadki czy jednostki gdy musiał dobitnie podkreślić swoją władzę nad sytuacją i nad kwestią zaliczenia przedmiotu. Również z kobiecego grona studentek miał przypadek gdy musiał postawić jasno granice, ale o tym nie musiał na szczęście informować dziekana, nie robił szumu gdy miał niemoralną propozycję. Takie były niestety uroki bycia młodym wykładowcą, takim który dopiero robił sobie jeszcze dalej tytuł doktora.
- Nie obejmuje obecności w swoim ocenianiu. Wykład ma być przyjemnością, a nie obowiązkiem. Wymagam minimalnej obecności, zawsze patrzę na esej. - uśmiechnął się do niej po swojemu, mając oczywiście w garści jej sugestie czy fakt, że regulamin był podstawą, a wykładowcy i tak mieli swoje założenia. On był przekonany, że najważniejsze wartości, które ktoś wyciągnie z jego wykładów wyjdą w momencie pisania eseju, to pokaże mu kto ile godzin miał na koncie i kto wyłapał jego sugestię między liniami w trakcie prowadzenia zajęć. - Hmmm.. może? Nie mnie oceniać jacy są studenci medycyny. Na pewno to wymagający kierunek i trudny. Ale Pani chyba lubi to co trudno i... niedostępne tak łatwo? - no grał trochę w jej grę, ale też bez przesady. Trudno jednak było powstrzymać pewne sugestie czy odruchy, to wydawało się zbyt dużo tym bardziej gdy w głowie przedstawiał się mu jej obraz w innej konfiguracji czy sytuacji. A ona dalej siedziała na biurku, czym w sumie niesamowicie mocno go drażniła i... kręciła jednocześnie. Cholernie gówniana sytuacja w którą się pakował albo miał wpakować.
- To moja praca. Jestem nudnym wykładowcą literatury, który ma swoje do zrobienia na tej uczelni. Prywatnie może faktycznie jestem bardziej interesujący. Ma Pani jakieś wnioski. - ułożył swoje łokcie na biurku, opierając na dłoniach głowę, którą pochylił. Ciekawski był jej opinii, nawet jeśli nie powinien tego drążyć tutaj na uczelni. Spoglądając na zegar na ścianę, kontrolował czas jaki ma między kolejnymi zajęciami, więc to też nie tak, że chciał ją wyganiać. Sama jego postura, to że łagodniał i odpuszczał, mogło dawać jej znak, że Shane z baru pomału wraca tutaj na ziemię.
- Teraz czy ogólnie? Bo mogę zaoferować pomoc i sugestie do eseju... Tylko może nie w barze tym razem, jest tam za głośno i za gorąco. - przepadł. Jawnie dał jej sugestię i w sumie nawet jeśli chwilę żałował tych słów, tak po prostu to wyszło samo z siebie. Wiedział, że nie powinien, miał w głowie teraz dużo błędnych myśli, ale - to chyba była jawna propozycja spotkania w zaciszu domowym lub prywatnym. Takim w którym nie było opcji aby ktoś na nich wpadł, tym bardziej jakiś... inny student czy studentka.

Millie Blythe

Oops! It's you!

: pn kwie 20, 2026 8:41 pm
autor: Millie Blythe
Blondynka postawiła na obecną chwilę, bez przejmowania się konsekwencjami, ani nie myślała, co może się później wydarzyć, jak może to wpłynąć na jej dalszą naukę. Jak widać, to Shane z ich dwójki był bardziej odpowiedzialny i rozważny. Pozwoliła, aby chęć flirtu i prowokowania wzięła górę i bardzo chciała się przekonać, w której chwili mężczyzna opuści swoją maskę i jej ulegnie, bo niestety, nie brała innej możliwości pod uwagę, nawet jeśli było to za bardzo pewne siebie. Fakt, że był przystojny, jeszcze bardziej utrudniał całą sytuację i nie pozwolił kobiecie ot tak po prostu sobie odejść i zapomnieć o wszystkim.
Przez chwilę przemknęła jej przez myśl wizja wielu studentek, które próbowały go poderwać i zaliczyć przedmiot w inny sposób niż pisząc esej. Krążyły różne plotki po uczelni, ale wszystkie miały jedną wspólną cechę — Rogers pozostawał niewzruszony na uroki młodych kobiet, które specjalnie zapisywały się na jego zajęcia. Przez co, to wszystko jeszcze bardziej ją nakręcało. I chociaż słyszała różne plotki i historie, to sama zapisała się na te wykłady z czystej ciekawości i sympatii do literatury. Nie sądziła, że może jej się spodobać wykładowca.
Wyczuła w jego głosie, a raczej w pytaniu drugie dno, na co mimowolnie delikatnie się uśmiechnęła. Umiejętnie jednak ominęła tematu uczelni, studiów, bo nie wydawały jej się, aż tak ciekawe. Skoro był wykładowcą, jak tylko by chciał, mógłby mieć dostęp do jej teczki wraz ze wszystkimi zaliczeniami i ocenami.
— Dokładnie tak. Wszystko co jest zbyt proste, łatwe i przewidywalne mnie nudzi. Lubię stawiać przed sobą wyzwania. Może Pan się jeszcze o tym przekona — odpowiedziała, chociaż sam już mógł to zauważyć. Millie nigdy nie wybierała prostej drogi, nawet jeśli czasem mogłaby to zrobić, niekiedy jednak pozwalała sobie na udawanie naiwnej blondynki, ale tylko w momencie, gdy miała z tego jakieś korzyści. Patrzyła jak zmienia swoją pozycję i posłała w jego stronę uwodzicielski uśmiech, przy okazji siedząc cały czas na biurku założyła nogę na nogę, zmieniając lekko swoje położenie, ale tylko minimalnie. Musiała przyznać, że drewniany mebel był wygodny i na pewno, mógłby mieć dużo innych, ciekawszych i niemoralnych zastosowań, które teraz przechodziły jej przez głowę. Wzruszyła delikatnie ramionami i podparła się bardziej dłońmi, aby utrzymać równowagę.
— Może tylko Pan udaje nudnego wykładowcę, na potrzeby tego miejsca, aby zniechęcić do siebie studentki? Niekażda miała okazję poznać Pana tak... dobrze i poza murami uczelni — zawahała się na moment i zamilkła. Nadal pamiętała jego śmiech, czy dotyk jego ust na swoim ciele, który przyprawiał ją o przyjemne dreszcze.
Zamrugała kilkukrotnie powiekami, jakby kolejne słowa mężczyzny wywołały w niej miłe zaskoczenie, ale nie dała po sobie nic poznać. Nadal, starała się być niewzruszona, a jej wyraz twarzy nie zmienił się nawet na sekundę. Błądziła wzrokiem po twarzy Shane'a zaczynając od ust, kończąc na oczach, w które stanowczo mogłaby się patrzeć zbyt długo.
— Proponuje mi Pan prywatne lekcje? Chyba z czystej ciekawości nie powinnam się nie zgodzić, a pomoc jak najbardziej mi się przyda — uśmiechnęła się uroczo, bo oboje dobrze chyba wiedzieli, że nie chodziło tylko o pomoc przy pisaniu eseju. Może nawet w ogóle nie będą nic pisać? — Nie w barze. Na uczelni pewnie też nie. W takim razie, co Pan proponuje? — zapytała zaczepnie. Oczywiście jej mieszkanie, a raczej dom również odpadał, bo mieszkała z rodzicami i ze starszym bratem, żadne z nich nie byłoby zadowolone, gdyby Millie przyprowadziła do domu starszego mężczyznę. Pochylając się nad biurkiem sięgnęła po długopis, który leżał na blacie i po notes, w którym najprawdopodobniej pisał jakieś ważne informacje i na jednej ze stron, gdzie skończył notować zapisała swój numer telefonu. Po chwili zamknęła zeszyt z długopisem w środku i podsunęła bliżej mężczyzny.
— Może Pan zadzwonić, chyba że woli Pan napisać — stwierdziła i powoli wstała z biurka, wcale się przy tym nie spiesząc. Dłonią na sekundą zahaczyła o jego ramię, jedynie je muskając opuszkami palców. Chętnie by została, ale świadomość, że niedługo zaczną się kolejne zajęcia, na których musiała się pojawić, psuły jej całą resztę dnia. — Postaram się być grzeczną uczennicą...— dodała jeszcze po chwili, kiedy ich spojrzenie ponownie się ze sobą spotkało, a napięcie cały czas dało się pomiędzy nimi wyczuć.

Shane Rogers

Oops! It's you!

: czw kwie 23, 2026 10:23 pm
autor: Shane Rogers
Trudno było być wykładowcą w takim wieku, poruszając się po uczelni, która miała swoje wady ale i zalety. W teorii robił to co lubił, przekazywał wiedzę dodatkowo i próbował nauczyć czegoś nieco młodszych od siebie, przelać tą pasję, która przemijała w erze internetu i cyfryzacji. Mało kto sięgał po książki i mało kto pochylał się nad literaturą, a już na pewno nad klasykami. Miał w tym swój cel - uświęcić młodsze pokolenia i zapalić ich do podtrzymania pewnych tradycji, do wsiąknięcia w ten temat na poważnie. Czy miało to sens i czy kogoś tym zainspiruje? Może nie wielki odsetek, a nóż ktoś faktycznie podchodził do sprawy na serio, a nie jako zaliczenie, jako przykry obowiązek czy po prostu przedmiot. Liczył się z komentarzami młodych dziewcząt, także z aluzjami starszego grona profesorów. Wiedział więc, że plotki pojawią się nawet i w momencie w którym będzie trzymał rękę na pulsie. Niestety. Jego urok i wiek był na pewno wadą, ale nie brał tego do siebie - od początku stawiał jasno granice i nie zamierzał tego psuć dla paru chwil radości i uciechy. W ich przypadku wszystko jednak wyprzedziło fakty, sytuacja miała miejsce zanim oświeciło go, że jest studentką.
- Wow. Jestem zaskoczony na pewno, bo to nad wyraz niespodziewane. Może stereotypy kłamią i dają fałszywy pogląd na człowieka. A może wnętrze nijak ma się do zewnętrznego obrazu człowieka. - cóż małe filozofowanie mu się załączyło, ale fakt - dalej był w niemałym szoku. Raz, że w ogóle okazało się studentką, a dwa to jaki kierunek obrała i w co szła, to co było delikatnie mówiąc nad wyraz mocne jak na kruchą i drobną blondynkę. Miała jednak te diabelne iskierki w oczach i pazur, który sprawiał, że w sumie można było uwierzyć w tą jej determinację aby skończyć medycynę i pokazać innym jaka jest.
- Po prostu jestem w pełni skupiony na pracy i na tym co mam robić niżeli myśleć o nie wiadomo czym. To moja praca, lubię ją i.. nie chciałbym jej stracić lub tłumaczyć się z nieprzyzwoitych rzeczy. To raczej logiczne, każdy ma swoje reguły gry. - zelżał jedynie w stosunku do niej, to logiczne. Czasu nie potrafił cofnąć ani on, ani żaden inny człowiek na tej planecie. Skąd miałby wiedzieć, że poznana dziewczyna akurat objawi się na uczelni i to dokładnie na jego zajęciach. Po za tym on sam potrafił panować nad sobą, chociaż było to o tyle ciężkie, że sama Blythe nie ułatwiała mu tego. Spojrzenia i ruchy, kokieteryjne słowa i gesty oraz jej tyłek wpijający się w mebel. Wyobraźnia zaczynała przywoływać obrazy, których zdecydowanie nie powinna w czasie jego pracy.
- Raczej małe sugestie, dodatkową pomoc. Nie wiem czy zna Pani moje reguły, moje podejście co do zaliczenia czy wytycznych odnośnie eseju. Czasami zapraszam po godzinach do gabinetu na konsultacje chętnych i spragnionych wiedzy. - wyjaśnił mając na myśli sprawy związane z przedmiotem, żadne inne. To co z kolei jej sugerował wiązało się z wyjściem poza te sfery, może nawet potencjalna powtórka z rozrywki, ale tym razem w miejscu wygodniejszym do tego. - Hmmm. nie powinienem w teorii zapraszać do siebie, to niemoralne trochę. Ale coś wymyślimy.. - stwierdził, posyłając jej ten niebezpieczny uśmiech, ten który mogła pamiętać z tamtego wieczoru. To w sumie było jawne zaproszenie, ale jak widać nie protestowała. On sam domyślił się, co zapisała w jego notesie i w sumie to raczej było pewne, że aby ustalić szczegóły - Rogers się odezwie... wkrótce.
- Na spokojnie dogadamy szczegóły, proszę Pani. - kiwnął jej głową i w sumie to sam się ruszył z miejsca aby pozbierać do aktówki swoje dokumenty, notes oraz inne pierdoły. Długopis w sumie wręczył jej do ręki, muskając nieco palcami te należące do niej, gdy się ze sobą zetknęły. - Trzymam za słowo! - stwierdził jeszcze gdy ich spojrzenia się spotkały, a on sam w sumie musiał zgarnąć jeszcze klucze od sali i w sumie odsunąć się dla bezpieczeństwa. Bez migdalenia się na uczelni miało być, no nie? A on powinien zejść na ziemię i stać się profesorem, także pożegnali się już w grzeczny i profesjonalny sposób, bez podtekstów czy całego przedstawienia. Rogers odczekał jakiś czas po tym jak Millie wyszła z sali, po to aby nie dorabiać do tego historii czy pożywki innym. I chociaż nie powinna to o dziwo, zelektryzowała go ta sytuacja i to spotkanie, a to miał być niby dopiero początek...

koniec.

Millie Blythe