i will be your quiet afternoon crush
: ndz kwie 12, 2026 4:04 am
Minęły miesiące, odkąd zaczęli się spotykać. Dallas był przeszczęśliwy. Nigdy nie sądził, że będzie w stanie stracić głowę dla dziewczyny aż w taki sposób. Erza dosłownie odhaczała wszystkie jego wymagania. Nie dość, że była piękna, była zajebistą kochanką i wspierającą dziewczyną, to w dodatku była przecholernie inteligentna i mógł z nią porozmawiać dosłownie na każdy temat. Naprawdę chciał się upewnić, że będzie robił wszystko, co w jego mocy, żeby była najszczęśliwszą kobietą na świecie. Dużo się u niego ostatnio zmieniło. Dostał awans do Maple Leafs, co oznaczało, że treningi zrobiły się coraz bardziej intensywne. Widzieli się rzadziej, ale mimo wszystko utrzymywali kontakt tak często, jak tylko byli w stanie, między wizytami Erzy w schronisku, jego treningami i uczelnią. Każda chwila, każde skradzione spojrzenie, pocałunek czy dotyk... było wyjątkowe.
Dzisiaj miał mecz. Bardzo ważny. Toronto grało przeciwko Vancouverowi, a Dallas nie był pewien, czy Fernandes będzie w stanie przyjść go zobaczyć. Siedząc w szatni, wpatrywał się w telefon, nie wiedząc, czy napisać do niej SMS-a, bo nie chciał zawracać jej głowy. Westchnął tylko cicho do siebie, aż w końcu Brody podszedł do niego i poklepał go po ramieniu. - Co tam, Jenny? Rudowłosa nie przyjdzie cię zobaczyć? - zaśmiał się, klepiąc go dalej po barku. Dallas podniósł na niego wzrok i wzruszył ramionami. - Jest zajęta. Musi być w schronisku. - zacisnął pięść. - Może na następny mecz uda jej się przyjść. - Uśmiechnął się do niego, ale zaraz inni też do niego dołączyli. Poklepali go po plecach, niektórzy rozczochrali mu włosy, śmiejąc się pod nosem. - Nie rycz, Jenny, bo jeszcze przez ciebie przejebiemy - rzucili, a jeden z nich cisnął mu w twarz zużytą koszulką, którą Dallas od razu odesłał w jego stronę. - Kutasy - mruknął, przewracając oczami. Odwrócił się, wstał i schował telefon do szafki. Miał tylko cholerną nadzieję, że po tym wszystkim się zobaczą. Naprawdę chciał posmakować jej ust, przesunąć dłonią po jej talii i pokazać jej, jak bardzo za nią tęsknił. Jak bardzo była tylko jego.
foxy
Dzisiaj miał mecz. Bardzo ważny. Toronto grało przeciwko Vancouverowi, a Dallas nie był pewien, czy Fernandes będzie w stanie przyjść go zobaczyć. Siedząc w szatni, wpatrywał się w telefon, nie wiedząc, czy napisać do niej SMS-a, bo nie chciał zawracać jej głowy. Westchnął tylko cicho do siebie, aż w końcu Brody podszedł do niego i poklepał go po ramieniu. - Co tam, Jenny? Rudowłosa nie przyjdzie cię zobaczyć? - zaśmiał się, klepiąc go dalej po barku. Dallas podniósł na niego wzrok i wzruszył ramionami. - Jest zajęta. Musi być w schronisku. - zacisnął pięść. - Może na następny mecz uda jej się przyjść. - Uśmiechnął się do niego, ale zaraz inni też do niego dołączyli. Poklepali go po plecach, niektórzy rozczochrali mu włosy, śmiejąc się pod nosem. - Nie rycz, Jenny, bo jeszcze przez ciebie przejebiemy - rzucili, a jeden z nich cisnął mu w twarz zużytą koszulką, którą Dallas od razu odesłał w jego stronę. - Kutasy - mruknął, przewracając oczami. Odwrócił się, wstał i schował telefon do szafki. Miał tylko cholerną nadzieję, że po tym wszystkim się zobaczą. Naprawdę chciał posmakować jej ust, przesunąć dłonią po jej talii i pokazać jej, jak bardzo za nią tęsknił. Jak bardzo była tylko jego.
foxy