Niespodziewane spotkanie
: ndz kwie 12, 2026 3:48 pm
001
Elsa Eriksen
Chłodne powietrze szczypało w twarz, kiedy Max szedł powoli jedną z bocznych ścieżek, pozwalając psu prowadzić. Smycz miał luźno owiniętą wokół dłoni, bardziej z przyzwyczajenia niż potrzeby — zwierzak i tak zwykle trzymał się blisko. Lubił te momenty ciszy, kiedy jedynym dźwiękiem były kroki na żwirze i ciche szelesty gdzieś między drzewami. Wówczas bez problemu potrafił skupić się jedynie na własnych myślach, co wśród innych ludzi było niemożliwym do osiągnięcia.
Pogrążony w gonitwie rozważań nad sensem - właściwie nie wiedział czego dokładnie, nie zauważył nawet, kiedy pies nagle się napiął.
— Ej— — zaczął, ale było już za późno.
Smycz szarpnęła się gwałtownie, wysuwając mu się z dłoni, a pies ruszył przed siebie, jakby coś przyciągnęło jego uwagę. Max zaklął cicho pod nosem i ruszył za nim szybkim krokiem, po chwili przechodząc w lekki bieg.
— Wracaj tu, no dalej! — rzucił, ale bez większego przekonania.
Zwolnił dopiero, kiedy zobaczył niepozorną, kobiecą sylwetkę kawałek dalej. W pierwszym odruchu skupił się na psie, który już kręcił się w pobliżu dziewczyny, ale coś w tym obrazie sprawiło, że jego uwaga momentalnie przesunęła się wyżej.
Postawa. Sposób, w jaki stała. Napięcie w ramionach, które dla większości ludzi byłoby niezauważalne.
Zatrzymał się na sekundę.
A potem zauważył włosy.
Intensywny, chłodny odcień niebieskiego odcinał się wyraźnie na tle wszystkiego wokół — zbyt charakterystyczny, żeby go pomylić. To właśnie one uderzyły w jego pamięć pierwsze.
Jego spojrzenie momentalnie się wyostrzyło, analizując szczegóły niemal odruchowo — coś, czego nigdy do końca nie potrafił się oduczyć. Ojciec zadbał o to aż za dobrze.
A potem wszystko złożyło się w całość.
— …Elsa? — odezwał się w końcu, trochę ciszej, jakby upewniał się, że to nie przypadek.
Zrobił kilka kroków bliżej, już wolniej, uważniej.
— Nie wierzę…[/b] — uniósł lekko brwi, przyglądając jej się z jeszcze większą uwagą, jednak na tyle subtelnie, że nie można było tego źle odebrać. — Minęło ile… kilka lat?
Kącik jego ust drgnął minimalnie, coś pomiędzy niedowierzaniem a cieniem uśmiechu.
Elsa Eriksen
Chłodne powietrze szczypało w twarz, kiedy Max szedł powoli jedną z bocznych ścieżek, pozwalając psu prowadzić. Smycz miał luźno owiniętą wokół dłoni, bardziej z przyzwyczajenia niż potrzeby — zwierzak i tak zwykle trzymał się blisko. Lubił te momenty ciszy, kiedy jedynym dźwiękiem były kroki na żwirze i ciche szelesty gdzieś między drzewami. Wówczas bez problemu potrafił skupić się jedynie na własnych myślach, co wśród innych ludzi było niemożliwym do osiągnięcia.
Pogrążony w gonitwie rozważań nad sensem - właściwie nie wiedział czego dokładnie, nie zauważył nawet, kiedy pies nagle się napiął.
— Ej— — zaczął, ale było już za późno.
Smycz szarpnęła się gwałtownie, wysuwając mu się z dłoni, a pies ruszył przed siebie, jakby coś przyciągnęło jego uwagę. Max zaklął cicho pod nosem i ruszył za nim szybkim krokiem, po chwili przechodząc w lekki bieg.
— Wracaj tu, no dalej! — rzucił, ale bez większego przekonania.
Zwolnił dopiero, kiedy zobaczył niepozorną, kobiecą sylwetkę kawałek dalej. W pierwszym odruchu skupił się na psie, który już kręcił się w pobliżu dziewczyny, ale coś w tym obrazie sprawiło, że jego uwaga momentalnie przesunęła się wyżej.
Postawa. Sposób, w jaki stała. Napięcie w ramionach, które dla większości ludzi byłoby niezauważalne.
Zatrzymał się na sekundę.
A potem zauważył włosy.
Intensywny, chłodny odcień niebieskiego odcinał się wyraźnie na tle wszystkiego wokół — zbyt charakterystyczny, żeby go pomylić. To właśnie one uderzyły w jego pamięć pierwsze.
Jego spojrzenie momentalnie się wyostrzyło, analizując szczegóły niemal odruchowo — coś, czego nigdy do końca nie potrafił się oduczyć. Ojciec zadbał o to aż za dobrze.
A potem wszystko złożyło się w całość.
— …Elsa? — odezwał się w końcu, trochę ciszej, jakby upewniał się, że to nie przypadek.
Zrobił kilka kroków bliżej, już wolniej, uważniej.
— Nie wierzę…[/b] — uniósł lekko brwi, przyglądając jej się z jeszcze większą uwagą, jednak na tyle subtelnie, że nie można było tego źle odebrać. — Minęło ile… kilka lat?
Kącik jego ust drgnął minimalnie, coś pomiędzy niedowierzaniem a cieniem uśmiechu.