Dawno temu
: ndz kwie 12, 2026 11:50 pm
001
Tego dnia nic nie zapowiadało nadchodzącej katastrofy, choć nad Toronto od kilku godzin kłębiły się ciężkie, ciemne chmury. Ku uciesze Lilian deszcz spadł dopiero wieczorem, chwilę po tym jak wróciła. Od samego rana krążyła po mieście i załatwiała sprawy związane z zaopatrzeniem pensjonatu oraz mniej istotne rozrachunki rodziny.
W recepcji dowiedziała się od babci, że tej nocy zajęte będą zaledwie trzy z ośmiu pokoi. Niewielki ruch wcale nie zdziwił Lilian, która przywykła do tego, że w środku tygodnia mieli mniej gości. Dolores, która w obyciu była dosyć wymagającą i zrzędliwą starszą kobietą, nie tyle poprosiła, co właściwie oznajmiła, że następnego dnia Lilian dodatkowo miała przygotować śniadanie i pomóc przy sprzątaniu. Nowa pokojówka zachorowała i niezmiennie brakowało rąk do pracy.
Lilian standardowo potaknęła na rozkazy babci i już miała odejść od recepcyjnej lady, gdy ponownie usłyszała za plecami głos Dolores. Tym razem kobieta zawołała, aby zaniosła nowemu gościowi ręczniki, które ona sama zapomniała położyć na łóżku, gdy przygotowywała wcześniej pokój.
Lilian, tak jak stała w wygniecionej białej koszulce i ogrodniczkach, z potarganymi włosami i mocno zmęczonym spojrzeniem, natychmiast ruszyła do pomieszczenia socjalnego. Zgarnęła komplet ręczników i skierowała się na piętro.
Pokój znajdował się na samym końcu korytarza, więc gdy pokonała dzielącą ją od niego odległość, zatrzymała się przed drzwiami i delikatnie, acz wystarczająco stanowczo zapukała w drzwi.
— Dobry wieczór, przyniosłam ręczniki — zakomunikowała uprzejmie i poczekała, aż szanowny gość pojawi się w progu. Gdy zamek szczęknął, a klamka powoli opadła, na jej twarzy automatycznie pojawił się ten charakterystyczny uśmiech, którym witała wszystkich przyjezdnych. Zaraz z już znaczącą niecierpliwością skinęła głową i spróbowała zajrzeć przez wąską szczelinę między drzwiami, jaka z każdą sekundą stawała się większa.
— Przepraszam, że przeszkadzam o tej porze, ale przyniosłam... — urwała w połowie zdania, kiedy niespodziewanie dostrzegła twarz Nico. Z trudem powstrzymała jęk zaskoczenia. Ręczniki omyłkowo wysunęły jej się z dłoni i intuicyjnie przystąpiła krok do tyłu o mało nie tracąc równowagi. Oczy Lilian zdradzały szok, jednak usta w pierwszej chwili drgnęły, chcąc poderwać się do uśmiechu, świadczącym o skrytej, acz szczerej radości.
Nigdy nawet nie brała pod uwagę, że mogą się jeszcze spotkać. Jednak równie szybko przygasła, a jej twarz momentalnie spoważniała, przypomniawszy sobie w jaki sposób przebiegło ich rozstanie i w jaki sposób była winna temu, że zakończyli znajomość.
— Ni...Nico — wydukała, ale prędko spróbowała się otrząsnąć. Nerwowo kucnęła i zaczęła zbierać z podłogi ręczniki. — To znaczy... witamy serdecznie w Willow Heaven. Mam nadzieję, że twój pobyt się uda — wyrecytowała to, co pierwsze przyszło jej do głowy, aby zatuszować skrępowanie, które zawładnęło całym ciałem i sprawiło, że zadrżała.
Nico wyglądał świetnie. Nie mogła oprzeć się, aby zerknąć na niego (niby ukradkiem) jeszcze na chwilę, gdy tak nieudolnie składała ręcznik za ręcznikiem. Wydoroślał. Jego rysy twarzy znacznie się wyostrzyły, a spojrzenie nabrało osobliwej ostrości, której kiedyś nie widziała. Chyba był też trochę wyższy, szerszy w ramionach i naprawdę dobrze prezentowł się w opiętej bokserce oraz luźnych dresach.
Tego dnia nic nie zapowiadało nadchodzącej katastrofy, choć nad Toronto od kilku godzin kłębiły się ciężkie, ciemne chmury. Ku uciesze Lilian deszcz spadł dopiero wieczorem, chwilę po tym jak wróciła. Od samego rana krążyła po mieście i załatwiała sprawy związane z zaopatrzeniem pensjonatu oraz mniej istotne rozrachunki rodziny.
W recepcji dowiedziała się od babci, że tej nocy zajęte będą zaledwie trzy z ośmiu pokoi. Niewielki ruch wcale nie zdziwił Lilian, która przywykła do tego, że w środku tygodnia mieli mniej gości. Dolores, która w obyciu była dosyć wymagającą i zrzędliwą starszą kobietą, nie tyle poprosiła, co właściwie oznajmiła, że następnego dnia Lilian dodatkowo miała przygotować śniadanie i pomóc przy sprzątaniu. Nowa pokojówka zachorowała i niezmiennie brakowało rąk do pracy.
Lilian standardowo potaknęła na rozkazy babci i już miała odejść od recepcyjnej lady, gdy ponownie usłyszała za plecami głos Dolores. Tym razem kobieta zawołała, aby zaniosła nowemu gościowi ręczniki, które ona sama zapomniała położyć na łóżku, gdy przygotowywała wcześniej pokój.
Lilian, tak jak stała w wygniecionej białej koszulce i ogrodniczkach, z potarganymi włosami i mocno zmęczonym spojrzeniem, natychmiast ruszyła do pomieszczenia socjalnego. Zgarnęła komplet ręczników i skierowała się na piętro.
Pokój znajdował się na samym końcu korytarza, więc gdy pokonała dzielącą ją od niego odległość, zatrzymała się przed drzwiami i delikatnie, acz wystarczająco stanowczo zapukała w drzwi.
— Dobry wieczór, przyniosłam ręczniki — zakomunikowała uprzejmie i poczekała, aż szanowny gość pojawi się w progu. Gdy zamek szczęknął, a klamka powoli opadła, na jej twarzy automatycznie pojawił się ten charakterystyczny uśmiech, którym witała wszystkich przyjezdnych. Zaraz z już znaczącą niecierpliwością skinęła głową i spróbowała zajrzeć przez wąską szczelinę między drzwiami, jaka z każdą sekundą stawała się większa.
— Przepraszam, że przeszkadzam o tej porze, ale przyniosłam... — urwała w połowie zdania, kiedy niespodziewanie dostrzegła twarz Nico. Z trudem powstrzymała jęk zaskoczenia. Ręczniki omyłkowo wysunęły jej się z dłoni i intuicyjnie przystąpiła krok do tyłu o mało nie tracąc równowagi. Oczy Lilian zdradzały szok, jednak usta w pierwszej chwili drgnęły, chcąc poderwać się do uśmiechu, świadczącym o skrytej, acz szczerej radości.
Nigdy nawet nie brała pod uwagę, że mogą się jeszcze spotkać. Jednak równie szybko przygasła, a jej twarz momentalnie spoważniała, przypomniawszy sobie w jaki sposób przebiegło ich rozstanie i w jaki sposób była winna temu, że zakończyli znajomość.
— Ni...Nico — wydukała, ale prędko spróbowała się otrząsnąć. Nerwowo kucnęła i zaczęła zbierać z podłogi ręczniki. — To znaczy... witamy serdecznie w Willow Heaven. Mam nadzieję, że twój pobyt się uda — wyrecytowała to, co pierwsze przyszło jej do głowy, aby zatuszować skrępowanie, które zawładnęło całym ciałem i sprawiło, że zadrżała.
Nico wyglądał świetnie. Nie mogła oprzeć się, aby zerknąć na niego (niby ukradkiem) jeszcze na chwilę, gdy tak nieudolnie składała ręcznik za ręcznikiem. Wydoroślał. Jego rysy twarzy znacznie się wyostrzyły, a spojrzenie nabrało osobliwej ostrości, której kiedyś nie widziała. Chyba był też trochę wyższy, szerszy w ramionach i naprawdę dobrze prezentowł się w opiętej bokserce oraz luźnych dresach.