Podchody
: pn kwie 13, 2026 10:19 am
Korzystając z okazji, że Santiago nie ma w domu, Sergio wybrał się do Alvaro - oczywiście po wcześniejszym umówieniu się z nim pod pretekstem pogadania, odnowienia znajomości i zwykłej rozmowy kolegów; a także gratulacji zaręczyn. Wcześniej zastanawiał się, jak to rozwiązać, jakim cudem złapać Salvatierrę samego, ale kiedy Sal powiedział mu, że jego brat wyjechał do Włoch na miesiąc, wydawało się to wymarzoną okazją, żeby przemaglować chłopaka.
W końcu stanął przed drzwiami domu de la Sernów (owszem, tak o tej parze teraz myślał) z butelką dobrego wina w rękach, trochę się stresując, ale jednocześnie będąc zdeterminowanym, żeby w którymś momencie nawiązać do tematu, z którym tak naprawdę tu przyszedł: żeby porozmawiać o tym, w jaki sposób można jednak wysłać Santiago na jakąś terapię, bo facet ewidentnie jej potrzebuje. Był też świadom, że nikt poza Alvaro nie będzie miał możliwości go do tego namówić; nie było również gwarancji, że nawet jemu się to uda, ale tylko on miał na to jakiekolwiek szanse.
- Bienvenido - przywitał się z szerokim śmiechem, gdy chłopak mu otworzył - Na twoje ręce. Gratulacje! Salazar powiedział mi, że się zaręczyliście, jestem zaskoczony, ale i zachwycony!
Mówił szczerze, niezależnie od tego, że to nie był prawdziwy powód tych odwiedzin. Naprawdę cieszył się, że ci dwaj wreszcie się ze sobą związali i najwyraźniej teraz wszystko u nich szło tylko do przodu. No, może właśnie nie wszystko - ale przynajmniej związek się rozwijał i dzięki temu obaj mieli szansę na szczęście. Do tej pory, funkcjonując wyłącznie jako przyjaciele, obaj powoli usychali.
- To opowiadaj, jak to wyglądało - poprosił niedługo później, rozsiadając się na kanapie z nogą na nogę, wciąż uśmiechnięty - Sal mówił mi tylko o zaręczynach, ale nie wiem, czy wie na ten temat coś więcej.
Alvaro Salvatierra
W końcu stanął przed drzwiami domu de la Sernów (owszem, tak o tej parze teraz myślał) z butelką dobrego wina w rękach, trochę się stresując, ale jednocześnie będąc zdeterminowanym, żeby w którymś momencie nawiązać do tematu, z którym tak naprawdę tu przyszedł: żeby porozmawiać o tym, w jaki sposób można jednak wysłać Santiago na jakąś terapię, bo facet ewidentnie jej potrzebuje. Był też świadom, że nikt poza Alvaro nie będzie miał możliwości go do tego namówić; nie było również gwarancji, że nawet jemu się to uda, ale tylko on miał na to jakiekolwiek szanse.
- Bienvenido - przywitał się z szerokim śmiechem, gdy chłopak mu otworzył - Na twoje ręce. Gratulacje! Salazar powiedział mi, że się zaręczyliście, jestem zaskoczony, ale i zachwycony!
Mówił szczerze, niezależnie od tego, że to nie był prawdziwy powód tych odwiedzin. Naprawdę cieszył się, że ci dwaj wreszcie się ze sobą związali i najwyraźniej teraz wszystko u nich szło tylko do przodu. No, może właśnie nie wszystko - ale przynajmniej związek się rozwijał i dzięki temu obaj mieli szansę na szczęście. Do tej pory, funkcjonując wyłącznie jako przyjaciele, obaj powoli usychali.
- To opowiadaj, jak to wyglądało - poprosił niedługo później, rozsiadając się na kanapie z nogą na nogę, wciąż uśmiechnięty - Sal mówił mi tylko o zaręczynach, ale nie wiem, czy wie na ten temat coś więcej.
Alvaro Salvatierra